Szwecjo, gramy dalej!

ppp

Anja Mittag trafia po raz 17. i Rosengård wciąż jest w grze (Fot. Petter Arvidson)

To mógł być dzień, który na stałe zapisałby się w historii piłki nożnej nie tylko w Piteå, ale w całym Norrbotten. Drużyna Stellana Carlssona przyleciała do Malmö pełna nadziei i wielkich marzeń, ale ich realizację póki co trzeba będzie jeszcze odłożyć w czasie. Na jak długo? Opcje są dwie: albo na najbliższą sobotę, albo na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Wystarczyło zaledwie kilka początkowych minut meczu w stolicy Skanii, aby zorientować się, że różnica potencjałów obu ekip widoczna jest tego wieczora nie tylko na papierze. Rosengård rozpoczął z wielkim animuszem i już w pierwszych dziesięciu minutach Anja Mittag dwukrotnie stanęła przed wyborną szansą na pokonanie Cajsy Andersson. Niestety dla miejscowych fanów, celownik 158-krotnej reprezentantki Niemiec był dziś wyjątkowo rozregulowany i tylko dlatego po upływie pierwszego kwadransa na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis. Najlepsza snajperka klubu z Malmö stosunkowo szybko zrehabilitowała się jednak za tamte katastrofalne pudła, a bardzo pomógł jej w tym instynkt klasycznej łowczyni bramek. To właśnie on kazał jej błyskawicznie ruszyć za zbyt lekko zagraną przez June Pedersen piłką, a gdy już udało się do niej dopaść, umieszczenie jej w siatce gości było wyłącznie przyjemną formalnością. Doświadczona, norweska defensorka przeżywała w tamtym momencie swoiste déjà vu, gdyż wiosną również jej indywidualny błąd doprowadził do otwarcia wyniku przez zawodniczki Rosengård w bezpośrednim starciu dwóch walczących o mistrzostwo Szwecji zespołów. To naprawdę symboliczne, a zarazem bardzo niesprawiedliwe, że rozgrywająca bardzo dobry sezon Pedersen, której dośrodkowania niejednokrotnie wybawiały Piteå z nie lada opresji, przez wielu zapamiętana zostanie jako ta, która dwa razy podarowała prezent w postaci zwycięskiego gola rywalkom z Malmö. Czasami w futbolu tak się zdarza, że przez rok popełniasz tylko dwie bardzo poważne pomyłki, ale obie akurat w najgorszym możliwym momencie i to właśnie przytrafiło się teraz zawodniczce z Norrbotten. Zarówno wiosną, jak i jesienią, starcia Rosengård i Piteå kończyły się bowiem zwycięstwem podopiecznych Jonasa Eidevalla w stosunku 1-0, a trafienia, przy których swój udział miała Pedersen, okazywały się ostatecznie golami na wagę trzech punktów.

Trzeba jednak przyznać, że gdyby do przerwy Rosengård prowadził dziś zdecydowanie wyżej, to licznie przybyła do Skanii grupa sympatyków gości i tak nie miałaby prawa narzekać na wynik. Pomijając nawet dwie wspomniane wcześniej setki zmarnowane przez Mittag, to gospodynie cały czas były stroną dyktującą na Malmö IP warunki gry. Troszkę mniej widoczna niż w kilku ostatnich meczach była w ich szeregach Lisa-Marie Utland, ale reprezentantka Norwegii też wykonywała swoją pracę polegającą na absorbowaniu uwagi defensorek z Norrbotten z Faith Ikidi na czele i tworzeniu w ten sposób wolnych korytarzy dla nabiegających z głębi pola pomocniczek. Po jednym z takich zagrań swoją obecność na placu gry mocno zaznaczyła bardzo aktywna dziś Ebba Wieder, a chrapkę na wykazanie się swoimi umiejętnościami nieco bliżej bramki Andersson ewidentnie miała również Caroline Seger. Już tradycyjnie, z oka nie można było spuszczać też najbardziej dynamicznego duetu skrzydłowych w całej lidze w osobach Troelsgaard i Brown, więc niespecjalnie chyba dziwi fakt, że przyjezdne – przynajmniej w pierwszej połowie – bardziej niż na szukaniu wyrównującego gola, skupiły się na minimalizowaniu ewentualnych strat. Ta sztuka w jakimś stopniu zresztą im się udała, gdyż do przerwy schodziliśmy przy zapowiadającym całkiem spore emocje wyniku 1-0.

W drugiej połowie obejrzeliśmy już inne, zdecydowanie bardziej odważne oblicze Piteå. Oczywiście, rzucanie wszystkiego na jedną kartę w takim meczu z takim rywalem nie byłoby zbyt mądrym pomysłem, ale zespół Stellana Carlssona ewidentnie ruszył do przodu i momentami starał się nawet – z lepszym lub gorszym skutkiem – prowadzić na Malmö IP grę, co było widokiem cokolwiek niespotykanym. Defensorkom ze Skanii (no, może z wyjątkiem podającej dziś bardzo niecelnie Simone Boye) udało się jednak zachować koncentrację i pomimo największych wysiłków Janogy i koleżanek, Björn oraz Viggosdottir postawiły na szesnastym metrze przed własną bramką zaporę nie do przejścia. Przyjezdne stosunkowo szybko zorientowały się, że największe zagrożenie dla obrony Rosengård stanowić mogą wrzutki z bocznych sektorów, a także stałe fragmenty gry, ale pomimo całkiem sporej liczby rzutów rożnych, po żadnym z nich nie udało się zmusić Musovic do większego wysiłku i dać jej szansę na popełnienie błędu (a te, jak przecież doskonale pamiętamy, młodej bramkarce z Lund przytrafiały się ostatnio częściej niż powinny). Fani gości mogli zastanawiać się, jak inny mógłby być obraz dzisiejszego meczu, gdyby mogła w nim zagrać niezastąpiona w tego typu podbramkowych zamieszaniach Nina Jakobsson, która po przerwie miałaby całkiem sporo okazji do zrobienia właściwego użytku ze swoich warunków fizycznych. Świeżo upieczona reprezentantka Szwecji zagrać dziś jednak nie mogła i nie było komu zgrać piłek regularnie posyłanych na przedpole bramki Rosengård przez Pedersen i Aronsson.

Jak na ironię, gol tak bardzo nieskutecznej dziś Anji Mittag zadecydował więc o tym, że w Malmö wciąż mają chrapkę na jedenasty tytuł. Zarówno Jonas Eidevall, jak i Stellan Carlsson, przytomnie zauważyli jednak na pomeczowej konferencji, że ten wynik absolutnie niczego jeszcze nie przesądza, a prawdziwy test woli czeka obie ekipy już w sobotę. Wtedy właśnie, na czterech stadionach jednocześnie, toczyć się będzie bezpośrednia oraz korespondencyjna walka zarówno o mistrzostwo, jak i o utrzymanie. Tak pasjonującego finiszu ligi nie mieliśmy już dawno, więc pozostaje tylko zasugerować zbieranie sił na pasjonujący weekend z Damallsvenskan i Elitettan. Szwecjo, gramy dalej!

Poniedziałkowy wynik:

Rosengård – Piteå 1-0 (Mittag 25.)

Małe miasto, wielkie marzenia

original

Czy za kilka godzin stolica piłkarskiej Szwecji przeniesie się na daleką Północ? (Fot. Expressen)

Wiele razy wspominałem jak bardzo nie lubię określania meczem stulecia każdego ciekawszego, sportowego wydarzenia, ale dziś – po raz pierwszy – sam używam tego sformułowania i absolutnie nie czuję z tego powodu zakłopotania. Dlaczego? Ano dlatego, że dzisiejszy mecz jest zdecydowanie najważniejszym w dokładnie stuletniej historii klubu z Piteå. To właśnie za kilka godzin Stellan Carlsson i jego zawodniczki staną przed niepowtarzalną szansą sprawienia bodajże największej sensacji jaką kiedykolwiek widziała szwedzka piłka nożna w wydaniu klubowym. Aby tak się stało, wystarczy jedynie … przywieźć trzy punkty z Malmö. Ze stadionu, na którym klub z dalekiej Północy jeszcze nigdy nie wygrał, a zremisować udało mu się zaledwie jedno z dziewięciu dotychczas rozegranych tam spotkań.

Ponieważ zdaję sobie sprawę, że dziś w kierunku Skanii spoglądać będą także ci, którym z wielu względów na co dzień nie jest po drodze ze szwedzką piłką, rozpocznę tę zapowiedź od krótkiego wprowadzenia. Jak wielką niespodzianką byłby tytuł mistrzowski dla Piteå? Cóż, odkładając na bok względy pozasportowe (także dodające całej sytuacji mnóstwo pikanterii), można to porównać do sytuacji, w której Bundesligę wygrywa Hoffenheim lub Essen, a Division 1 Soyaux. Po prostu – czyste szaleństwo. Gdy na tradycyjnym spotkaniu tuż przed rozpoczęciem sezonu 2018 odbyło się głosowanie na najbardziej prawdopodobnego zwycięzcę Damallsvenskan, na drużynę Stellana Carlssona nie wskazał nikt! Na całej sali nie było choćby jednej osoby, która była w stanie wyobrazić sobie ekipę z Norrbotten odbierającą pod koniec października złote medale. Swoich zwolenników znalazły wówczas nawet ekipy pokroju Limhamn Bunkeflo, ale Piteå na najwyższym stopniu podium nie widział nikt. Co więcej, w podobnym głosowaniu na półmetku rozgrywek (choć na znacznie mniejszej próbie badawczej) klub z dalekiej Północy ponownie został całkowicie zignorowany i to pomimo faktu, że znajdował się akurat na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Logika i zdrowy rozsądek podpowiadały, że ta wspaniała seria musi przecież kiedyś mieć swój koniec i nastąpi to raczej prędzej niż później. Upływały jednak kolejne tygodnie, a liderki z Norrbotten ani myślały odpuszczać. Jasne, poza naprawdę nielicznymi przebłyskami nie były zespołem grającym najpiękniejszy futbol w kraju, ale bez względu na prezentowany na boisku styl, punkty regularnie wpadały na ich konto. Czasami o ich zwycięstwie przesądzał stały fragment, czasami katastrofalny błąd rywalek, a jeszcze innym razem nieco przypadkowa akcja w 93. minucie, ale w końcu nawet najwięksi sceptycy dojrzeli do tego, aby mistrzowskie ambicje Piteå traktować w pełni poważnie. I w ten sposób dobrnęliśmy do dnia dzisiejszego …

Czekający nas wieczorem mecz na Malmö IP będzie niewątpliwie zderzeniem dwóch światów, a także dwóch rzeczywistości, w których funkcjonują uczestniczące w nim kluby. Rosengård to dziesięciokrotny mistrz kraju i jednocześnie dysponujący największym budżetem w lidze klub z ogromnymi ambicjami. Choć era największej prosperity w Damallsvenskan jest już dawno za nami, w stolicy Skanii wciąż możemy oglądać zarówno niekwestionowane gwiazdy światowego futbolu (Mittag, Seger, Troelsgaard), jak i wielkie talenty, o których już za chwilę może zrobić się naprawdę głośno (Björn, Viggosdottir). Do tego możemy jeszcze dołożyć całą gamę regularnie występujących w reprezentacjach swoich krajów zawodniczek (Boye, Jimenez, Brown) i otrzymamy niezwykle interesującą mieszankę na solidnym, europejskim poziomie. Po przeciwnej stronie o takich nazwiskach nie może być mowy, gdyż budżet klubu z Piteå raczej nie pozwoliłby na zakontraktowanie nawet jednej z wymienionych w tym akapicie piłkarek. Kadra zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona oparta jest o dziewczyny wychowane i ukształtowane sportowo w Norrbotten (naliczyliśmy ich aż piętnaście!), a także o grupę zawodniczek, która trafiła na LF Arenę po to, aby odbudować swoją karierę. Jeszcze miesiąc temu jedyną zawodniczką Piteå mającą za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji była Nigeryjka Faith Ikidi i ta statystyka chyba najbardziej dobitnie oddaje różnicę między obydwoma walczącymi o mistrzostwo Szwecji klubami.

Aspekt ekonomiczny, choć tak bardzo oddziałujący na wyobraźnię, nie jest jednak jedynym, dzięki któremu rywalizacja Rosengård i Piteå urasta do rangi aż tak epokowego wydarzenia. Nie sposób bowiem nie wspomnieć o kwestii geograficznej i odwiecznej rywalizacji Północy z Południem. Gdy ogłaszaliśmy koniec dominacji piłkarek z Umeå, wielu z nas było przekonanych, że za naszego życia raczej nie doczekamy się już mistrza Szwecji mającego siedzibę na północ od Sztokholmu. Tymczasem, po upływie zaledwie jednej dekady, dwudziestotysięczne miasteczko położone gdzieś pod kołem podbiegunowym nagle zapragnęło stać się tymczasową stolicą szwedzkiej piłki nożnej. Wbrew europejskim i światowym trendom, które jednoznacznie pokazują, że wielki futbol ucieka z małych ośrodków do wielkich aglomeracji, w Piteå postanowili udowodnić, że niemożliwe naprawdę nie istnieje. Że nawet coraz bardziej skomercjalizowanej rzeczywistości roku 2018, da się zbudować mistrzowską drużynę w miejscu, gdzie nikt się takiej nie spodziewał. Bez finansowych szaleństw i przy wsparciu przede wszystkim małych i średnich lokalnych sponsorów. Teoretycznie to nie miało prawa się udać, ale na szczęście sport wciąż pozostaje jedną z niewielu dziedzin, w której nie da się jeszcze kupić stuprocentowej gwarancji sukcesu.

Gdyby historia Piteå wydarzyła się w USA, już teraz gotowe byłyby przynajmniej dwa scenariusze na film o tegorocznych przygodach tych niesamowitych piłkarek. Tym bardziej, że wiele z nich mogłoby nam opowiedzieć historie, które nawet bez specjalnego podkręcenia idealnie wpasowałyby się w hollywoodzkie klimaty. Najciekawsza z nich należałaby jednak chyba do trenera, który na początku rozgrywek opuścił na kilka tygodni zespół, aby opiekować się ciężko chorym członkiem rodziny, a niełatwy powrót na ławkę rozpoczął od serii trzech porażek. Dla Stellana Carlssona, ani dla żadnej spośród jego podopiecznych nie były to łatwe chwile, ale ambitna drużyna z Norrbotten ani na moment nie dała się złamać. Nawet przez chwilę nikt nie przestał wierzyć w to, że ta szalona misja podboju ligi ma sens i taka postawa doprowadziła niepozorny klub spod koła polarnego do dzisiejszego meczu na szczycie. Papierowy faworyt może być tylko jeden, ale dla Piteå nie jest to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny raz trzeba udowodnić tym wszystkim ekspertom jak mało wiedzą. Jedyna różnica polega na tym, że tym razem nagroda za ewentualne zwycięstwo będzie zdecydowanie cenniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Göteborg wciąż w grze

Po zwycięstwie nad Kristianstad, w Göteborgu wciąż wierzą w cud nad Götą (Fot. Per Montini)

Co zrobić, gdy ostatni wyjazd w sezonie ligowym przychodzi ci zagrać na stadionie, na którym wcześniej nie wygrał jeszcze nikt? To bardzo proste, wystarczy strzelić pięć goli, a potem można już spokojnie kontrolować mecz! Z takiego założenia wyszli chyba w Göteborgu, gdyż styl, w jakim drużyna Marcusa Lantza rozprawiła się z niepokonanym do tej chwili u siebie Kristianstad musi budzić szacunek. Można zastanawiać się, w jakim stopniu pomogły gościom dwie stosunkowo szybko strzelone bramki, ale nie zapominajmy, że dosłownie tydzień wcześniej Limhamn Bunkeflo rozpoczął rywalizację z zespołem prowadzonym przez Elisabet Gunnarsdottir w identyczny sposób, a i tak ostatecznie schodził z boiska pokonany. Piłkarkom z Västergötland powtórka tego scenariusza nie groziła jednak ani przez moment, a trener Lantz już w okolicach 57. minuty mógł wciąż głęboki oddech i z nieco większym spokojem obserwować zza linii bocznej cudowny koncert w wykonaniu swoich zawodniczek.

Każdy instrument w czternastoosobowej orkiestrze z Göteborga grał bowiem na arenie w Kristianstad cudowną melodię, a wybór najbardziej wartościowej piłkarki meczu był tego dnia zadaniem równie trudnym, co niesprawiedliwym. Najbardziej zasadne byłoby chyba wręczenie nagrody zbiorowej, gdyż począwszy od Loes Geurts, a skończywszy na Rebece Blomqvist, każda z piłkarek KGFC dołożyła całkiem pokaźną cegiełkę do okazałego zwycięstwa. Szczelna i kompaktowa defensywa skutecznie utrudniała bardzo mobilnym przecież gospodyniom złapanie właściwego dla nich rytmu, a ofensywa z precyzją wprawnej pięściarki raz po raz dziurawiła siatkę w bramce Moy Olsson. Jeszcze jeden naprawdę udany mecz rozegrała Julia Zigiotti, ustawiona tym razem nieco głębiej, co nie przeszkodziło jej dwukrotnie wpisać się na listę strzelczyń, poniżej absolutnie światowego poziomu ani na moment nie zeszła Elin Rubensson, a Pauline Hammarlund potwierdziła, że pomimo długiej rekonwalescencji, jeszcze w tym sezonie będzie można na nią liczyć.  Koncert gości nieco popsuł humory licznie przybyłym na trybuny sympatykom Kristianstad, którzy jednak i tak mają pełne prawo być dumni z tego, co w obecnych rozgrywkach pokazała ich drużyna. Podobnie zresztą jak fani z Göteborga, przed którymi jednak jeszcze jeden, niezwykle istotny mecz. Czy na szali w przyszłą sobotę leżeć będzie mistrzowski tytuł? Przekonamy się jutro, ale swoją część zadania ekipa Marcusa Lantza wypełniła w ten weekend śpiewająco.

******

Równie ciekawie przed ostatnią serią spotkań zrobiło się w dolnych rejonach tabeli. Najbardziej potrzebujące punktów jedenastki Vittsjö oraz Limhamn Bunkeflo pewnie pokonały swoich grających o zdecydowanie mniejszą stawkę rywali, dzięki czemu za tydzień każdy z walczących o utrzymanie klubów będzie sam decydował o własnym losie, bez konieczności oglądania się na wyniki na innych stadionach. Bohaterką Vittsjö w meczu z Eskilstuną została autorka trzech bramek Clara Markstedt, natomiast LB 07 do zwycięstwa nad Kalmar poprowadziły doskonale radzące sobie w środku pola Mia Persson i Anna Welin. Jeśli jednak Skania w sezonie 2019 dalej chce mieć aż cztery kluby w najwyższej klasie rozgrywkowej, to o korzystne dla siebie rezultaty oba kluby muszą postarać się również za tydzień. Łatwo nie będzie, ale wywalczone w naprawdę dobrym stylu trzy punkty z całą pewnością poprawiły morale w obu obozach, co za kilka dni może okazać się niezwykle istotnym czynnikiem. Wszak do bezpośredniego meczu o pozostanie w Damallsvenskan lepiej chyba przystępować mając świeżo w pamięci efektowne zwycięstwo, a nie na przykład dwie z rzędu porażki w stosunku 1-5. A nie musimy chyba wymieniać głośno nazwy zespołu, który trochę na własną prośbę znalazł się właśnie w takiej sytuacji.

Komplet wyników:

Växjö – Hammarby 5-1 (Hellstrom 32., 54., Anvegård 45+1., Ståhl 64., Lennartsson 69. – Nordin 56. (s))

Kalmar – Limhamn Bunkeflo 0-3 (J. Welin 15., A. Welin 24., Hönnudottir 52.)

Kristianstad – Göteborg 1-5 (A. Nilsson 79. – Hammarlund 19., Kollmats 23., Zigiotti 37., 51., Rubensson 72. (k))

Vittsjö – Eskilstuna 4-0 (Markstedt 5., 43., 88., Hed 37.)

21. kolejka – zapowiedź

Fotboll, Damallsvenskan, VŠxjš - PiteŒ

W Piteå wszyscy mają świadomość ogromnej szansy (Fot. SvFF)

Jeszcze tylko dwie kolejki, jeszcze tylko dwanaście meczów i wszystko stanie się jasne. I bez względu na to jak będą brzmieć odpowiedzi na zadawane właściwie nieprzerwanie od połowy kwietnia pytania, szalony sezon 2018 w Damallsvenskan i tak zapamiętamy na długie lata. Nie ma jednak wątpliwości, że dla niektórych klubów będzie on szczególnie wyjątkowy. Jak bardzo? Kiedy poznamy mistrza? Kto będzie drugim spadkowiczem? Jaką kolejność zajmą drużyny na podium i kto w ogóle na nim stanie? Bądźcie czujni, gdyż tego wszystkiego możemy dowiedzieć się w najmniej oczekiwanym momencie. Od jutra do 27. października ligowa karuzela będzie się kręcić w dawno niewidzianym tempie, a więc usiądźmy wygodnie w fotelach lub na stadionowych krzesełkach i rozkoszujmy się tą finałową przejażdżką. Niech się dzieje!

Mecz kolejki: Rosengård vs Piteå. Ten mecz doczeka się oczywiście osobnej zapowiedzi, bo wbrew pozorom taki dzień nie zdarza się każdej jesieni. Dla Piteå to zdecydowanie najważniejsze wydarzenie w stuletniej historii klubu i zarazem gra o nieśmiertelność dla tej grupy piłkarek. Dla Rosengård natomiast ostatnia szansa, aby po raz trzeci z rzędu rzędu nie kończyć sezonu bez najcenniejszego trofeum. Poniedziałek, 18:30, Malmö IP – tam będą dziać się rzeczy wielkie!

Wydarzenie kolejki: gra o spokój. W teorii wszystko wydaje się proste: Djurgården potrzebuje przynajmniej remisu z Linköping, a Växjö nie może pozwolić sobie na porażkę z Hammarby. Zwycięstwo na Myresjöhus Arenie zapewni z kolei spokojną sobotę piłkarkom Bajen. Najbardziej zamieszane w całą tę walkę o ligowy byt wydają się zespoły Vittsjö oraz Limhamn Bunkeflo, ale one również mają swój los we własnych rękach. Na pewno 21. kolejka zagwarantuje pozostanie w Damallsvenskan na kolejny sezon przynajmniej jednemu z wymienionych klubów, ale z prawdopodobieństwem bliskim pewności możemy założyć, że sytuacja podczas najbliższego weekendu będzie niesłychanie dynamiczna. Warto więc odłożyć póki co kalkulatory i … niech każdy zagra najlepiej jak potrafi. Dla siebie i dla swojej drużyny, która do utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej może potrzebować właśnie tego jednego, udanego zagrania.

Zagadka kolejki: czy arena w Kristianstad pozostanie niezdobyta? Mój dom – moja twierdza – mogą z dumą mówić o swoim stadionie piłkarki Kristianstad. Od chwili, gdy siedem miesięcy temu Peter Gerhardsson dokonał uroczystego otwarcia nowej areny we wschodniej Skanii, żadna drużyna (rzecz jasna z wyjątkiem gospodyń) nie opuszczała jej z kompletem punktów. Terminarz ułożył się tak, że jako ostatni próbę zdobycia trudnego terenu w Kristianstad podejmie Göteborg i choć KGFC nie miał w ostatnich latach dobrej passy w potyczkach z tym rywalem, to jutrzejsze starcie będzie ze wszech miar wyjątkowe. Obie ekipy wciąż pozostają bowiem w grze o europejskie puchary, a wynik sobotniej rywalizacji może determinować kto ostatecznie się z niej wypisze (grozi to obu klubom). Czy Moa Olsson, która jak dotąd była zdecydowanie najsłabszym ogniwem w talii Elisabet Gunnarsdottir znajdzie sposób na powstrzymanie rozpędzonej jak strzała Rebecki Blomqvist? A może Amanda Edgren z Ogonną Chukwudi podobnie jak przed tygodniem nastrzelają tyle, że do zwycięstwa gospodyń nie będzie konieczna bezbłędna gra w defensywie? Co by się nie działo, wielkich emocji z pewnością możemy się spodziewać, a o to przecież nam właśnie chodzi.

21369409_10155745016527769_9081762583175339381_n-768x612

Sanne Troelsgaard strzeliła jedynego gola podczas nocnego meczu w Kirunie (Fot. Jörgen Sköld)

Piłkarka pod lupą: Sanne Troelsgaard. Nikt nie ma wątpliwości, że jest jedną z najlepszych piłkarek biegających obecnie po boiskach Damallsvenskan. W poniedziałek będzie jednak miała okazję udowodnić, że jest TĄ najlepszą. To właśnie takie wydarzenia oddzielają zawodniczki dobre od wybitnych, a Troelsgaard z pewnością ma ambicję, aby po zakończeniu długiej i owocnej kariery zaliczano ją do tej drugiej grupy. Wiosną to jej gol przesądził o zwycięstwie podopiecznych Jonasa Eidevalla w dalekiej Kirunie. Czy na zdecydowanie bardziej jej znanym Malmö IP także to ona będzie bohaterką? Jeśli tak, to w Skanii będzie po latach wspominana w jednym rzędzie z takimi legendami jak Marta czy Therese Sjögran. Prawda, że jest o co grać?

Zestaw par 21. kolejki:

omg21_01

omg21_02

omg21_03

omg21_04

omg21_05

omg21_06

EUROweryfikacja

lfcpsg

Jedenastka z Linköping podjęła walkę ze słynnym PSG (Fot. Filip Oskarsson)

Liga Mistrzyń w październiku ewidentnie zaskoczyła szwedzkich ligowców. Kto miał przegrać – przegrał, kto miał wygrać – też przegrał i to na dodatek w stylu, który chluby i splendoru nijak nie przynosi. Teraz przed nami dwa tygodnie czekania na rewanże, a następnie cztery miesiące wyczekiwania na kolejny, tym razem już ćwierćfinałowy dwumecz. Miejmy nadzieję, że z udziałem przynajmniej jednego przedstawiciela Damallsvenskan.

Zacnzijmy jednak od początku, gdyż podsumowywanie występu drużyny prowadzonej przez Olofa Unogårda jednym zdaniem byłoby jednak bardzo niesprawiedliwe. Jasne, urwać choćby remisu piłkarkom z Linköping niestety się nie udało, ale z całą pewnością był to jeden z lepszych meczów LFC w tym roku kalendarzowym. Mająca naprawdę potężne problemy kadrowe drużyna, która do wczorajszego meczu przystępowała bezpośrednio po porażkach z Piteå i Eskilstuną, a kilka tygodni wcześniej została w brutalny sposób zweryfikowana przez beniaminka z Växjö, w pierwszych 45 minutach w zasadzie nie odstawała od francuskiego giganta. Różnicę zrobiła jednak znajdująca się ostatnio w doskonałej dyspozycji strzeleckiej Marie-Antoinette Katoto, która ewidentnie ma patent na zdobywanie goli na szwedzkiej ziemi. Rok temu to właśnie jej gol otworzył wynik w starciu młodzieżowych reprezentacji Szwecji i Francji, a wczoraj po jej uderzeniu po raz pierwszy futbolówkę z siatki musiała wyciągać debiutująca w europejskich rozgrywkach Julia Nyström. Dorobek napastniczki PSG mógł być jeszcze bardziej imponujący, ale po innym z jej strzałów z pomocą gospodyniom przyszła poprzeczka. Druga połowa z perspektywy Linköping wyglądała już zdecydowanie gorzej, a przewaga motoryczna wicemistrzyń Francji z każdą minutą zdawała się być coraz większa. Olof Unogård próbował jeszcze ratować sytuację zmianami, ale wprowadzenie znającej realia Division 1 Kanadyjki Alidou D’Anjou w miejsce zmęczonej Hashemi nie pozwoliło odciążyć mocno zapracowanej po przerwie formacji defensywnej. Swoją dominację przyjezdne podkreśliły na dziesięć minut przed końcem golem autorstwa Shuang Wang, dzięki czemu do rewanżu piłkarki PSG mogą przystępować z komfortową, dwubramkową zaliczką. Uderzona przez reprezentantkę Chin piłka po drodze odbiła się jeszcze od Janni Arnth, kompletnie myląc w ten sposób Nyström. Najbardziej zadowolona z takiego obrotu spraw mogła być z pewnością Hanna Glas, gdyż w odstępie zaledwie czterech dni Arenę Linköping podbił zarówno jej były, jak i obecny klub. Pomimo niekorzystnego wyniku, światełko w ciemnym i długim tunelu zaświeciło się jednak także dla klubu z Östergötland i jeśli tylko w paryskim rewanżu uda się zaprezentować równie korzystnie, to ten pełen kłopotów i rozczarowań sezon w LFC zakończą naprawdę miłym akcentem.

Jakichkolwiek powodów do zadowolenia próżno natomiast szukać w Malmö, gdzie najbardziej eksportowy zespół szwedzkiej ekstraklasy przegrał przed własną publicznością z czeską Slavią. Rozegrany w stolicy Skanii mecz miał ekstremalnie dziwny przebieg i gdyby akurat było nam do śmiechu, to nawet moglibyśmy zażartować, że idealnie wpasował się w Ligę Mistrzyń w obecnej formule. Piłkarki Jonasa Eidevalla przewyższały swoje rywalki z Pragi w zasadzie w każdym elemencie futbolowego rzemiosła, ale ich główny problem polegał na tym, że … ani myślały tej wyższości udowadniać. Nie mam pojęcia, czy Rosengård potraktował starcie w europejskich pucharach ulgowo ze względu na czekający już za cztery dni wielki mecz o mistrzostwo Szwecji, ale zawodniczki w białych strojach zachowywały się na murawie tak, jakby myślami były bardzo daleko stąd. To, że przyjezdne po pierwszym kwadransie prowadziły zaledwie różnicą jednego gola, było sporym sukcesem ekipy z Malmö, która w początkowej fazie meczu miała trzy pomysły na prowadzenie gry: niecelne podania, straty w okolicach linii środkowej oraz indywidualne rajdy kończące się z reguły na drugiej lub trzeciej przeszkodzie. Wyrównujący gol będący następstwem składnej akcji w trójkącie Brown – Mittag – Utland przywrócił na moment nadzieję, że gospodynie właśnie budzą się z letargu, ale szybko zostały one zgaszone przez nieco przypadkowe trafienie Terezy Kożarowej. Mecz, który momentami spokojnie moglibyśmy nazwać obustronnym festiwalem pomyłek i defensywnych błędów, ostatecznie zakończył się zwycięstwem wicemistrzyń Czech w stosunku 3-2, ale żadna z uczestniczących w nim drużyn nie pokazała, że jej miejsce jest w gronie ośmiu najlepszych (przynajmniej teoretycznie) zespołów w Europie. Ani nawet gdziekolwiek blisko tego grona.

Na innych arenach pierwszy krok w kierunku ćwierćfinału wykonały między innymi Wolfsburg, Bayern, Brøndby oraz Chelsea, a to oznacza, że w ósemce możemy mieć przynajmniej pięć klubów ze szwedzkimi zawodniczkami w kadrze. Najbardziej pozytywne recenzje za swój występ zebrała jednak Stephanie Öhrström, udowadniając przy okazji, że nieprzypadkowo klasyfikuję ją niemal co roku wśród pięciu najlepszych szwedzkich golkiperek. Na stadionie w Kingston 31-letnia bramkarka Fiorentiny skapitulowała jedynie po strzale Karen Carney z rzutu karnego, a jej skuteczne interwencje pozwoliły czwartemu zespołowi Serie A w poprzednim sezonie pozostać w grze o ćwierćfinał przed rewanżem we Florencji.

Komplet wyników:

Linköping – PSG 0-2 (Katoto 43., Wang 80.)

Rosengård – Slavia 2-3 (Utland 22., Mittag 52. – Pincova 14., Kożarova 37., Divisova 57.)

Podsumowanie 20. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 20. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Kristianstad 4-2 Limhamn Bunkeflo. Gdy po niespełna sześciu minutach przyjezdne prowadziły różnicą dwóch goli, status Areny Kristianstad jako wciąż niezdobytej przez nikogo twierdzy wydawał się zagrożony. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir pokazały jednak, że żadne straty im nie straszne i pod przywództwem znajdującej się w życiowej formie Alice Nilsson oraz fenomenalnego, nigeryjskiego duetu Chikwelu – Chukwudi błyskawicznie rzuciły się w pogoń za lokalnym rywalem. Efekt? Wystarczy zerknąć do rubryki z wynikami.

Najładniejszy gol: Ogonna Chukwudi (Kristianstad). Zakończona pełnym sukcesem pogoń Kristianstad za korzystnym wynikiem rozpoczęła się właśnie od niej. Z własnej połowy futbolówkę wybijała Josefine Rybrink, a reprezentantka Nigerii zaprezentowała nam klasyczny one woman show. Tak, Emma Lind nie była idealnie ustawiona, ale wynikało to głównie z tego, że absolutnie nie spodziewała się takiego strzału w wykonaniu Chukwudi. A to – jak się miało po chwili okazać – było bardzo dużym niedopatrzeniem ze strony golkiperki z Malmö.

Najlepsza piłkarka: Caroline Seger (Rosengård). Cała jedenastka Rosengård zagrała w niedzielę tak, że ręce same składały się do oklasków, ale to właśnie kapitanka reprezentacji Szwecji była centralnym punktem tej perfekcyjnie funkcjonującej maszyny. Na listę strzelców Seger tym razem się nie wpisała, bezpośrednią asystę też zanotowała tylko jedną, ale każdy, kto widział wczorajszy mecz zgodzi się, że obok występu w Viborgu był to najlepszy w tym roku występ doświadczonej, 33-letniej pomocniczki. Na tydzień przed meczem o wszystko jest to z pewnością całkiem niezła wiadomość dla wszystkich sympatyków futbolu w Malmö i okolicach.


20. kolejka w liczbach:

Gole: 22  (średnia 3.67 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 926  (Rosengård – Hammarby)

Najniższa frekwencja: 378  (Kalmar – Piteå)

Najszybszy gol: Sanne Troelsgaard (Rosengård) – 3. minuta (vs. Hammarby)

Najpóźniej strzelony gol: Anja Mittag (Rosengård) – 90+3. minuta (vs. Hammarby)


Jedenastka kolejki:

TEAM_20

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam