Małe miasto, wielkie marzenia

original

Czy za kilka godzin stolica piłkarskiej Szwecji przeniesie się na daleką Północ? (Fot. Expressen)

Wiele razy wspominałem jak bardzo nie lubię określania meczem stulecia każdego ciekawszego, sportowego wydarzenia, ale dziś – po raz pierwszy – sam używam tego sformułowania i absolutnie nie czuję z tego powodu zakłopotania. Dlaczego? Ano dlatego, że dzisiejszy mecz jest zdecydowanie najważniejszym w dokładnie stuletniej historii klubu z Piteå. To właśnie za kilka godzin Stellan Carlsson i jego zawodniczki staną przed niepowtarzalną szansą sprawienia bodajże największej sensacji jaką kiedykolwiek widziała szwedzka piłka nożna w wydaniu klubowym. Aby tak się stało, wystarczy jedynie … przywieźć trzy punkty z Malmö. Ze stadionu, na którym klub z dalekiej Północy jeszcze nigdy nie wygrał, a zremisować udało mu się zaledwie jedno z dziewięciu dotychczas rozegranych tam spotkań.

Ponieważ zdaję sobie sprawę, że dziś w kierunku Skanii spoglądać będą także ci, którym z wielu względów na co dzień nie jest po drodze ze szwedzką piłką, rozpocznę tę zapowiedź od krótkiego wprowadzenia. Jak wielką niespodzianką byłby tytuł mistrzowski dla Piteå? Cóż, odkładając na bok względy pozasportowe (także dodające całej sytuacji mnóstwo pikanterii), można to porównać do sytuacji, w której Bundesligę wygrywa Hoffenheim lub Essen, a Division 1 Soyaux. Po prostu – czyste szaleństwo. Gdy na tradycyjnym spotkaniu tuż przed rozpoczęciem sezonu 2018 odbyło się głosowanie na najbardziej prawdopodobnego zwycięzcę Damallsvenskan, na drużynę Stellana Carlssona nie wskazał nikt! Na całej sali nie było choćby jednej osoby, która była w stanie wyobrazić sobie ekipę z Norrbotten odbierającą pod koniec października złote medale. Swoich zwolenników znalazły wówczas nawet ekipy pokroju Limhamn Bunkeflo, ale Piteå na najwyższym stopniu podium nie widział nikt. Co więcej, w podobnym głosowaniu na półmetku rozgrywek (choć na znacznie mniejszej próbie badawczej) klub z dalekiej Północy ponownie został całkowicie zignorowany i to pomimo faktu, że znajdował się akurat na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Logika i zdrowy rozsądek podpowiadały, że ta wspaniała seria musi przecież kiedyś mieć swój koniec i nastąpi to raczej prędzej niż później. Upływały jednak kolejne tygodnie, a liderki z Norrbotten ani myślały odpuszczać. Jasne, poza naprawdę nielicznymi przebłyskami nie były zespołem grającym najpiękniejszy futbol w kraju, ale bez względu na prezentowany na boisku styl, punkty regularnie wpadały na ich konto. Czasami o ich zwycięstwie przesądzał stały fragment, czasami katastrofalny błąd rywalek, a jeszcze innym razem nieco przypadkowa akcja w 93. minucie, ale w końcu nawet najwięksi sceptycy dojrzeli do tego, aby mistrzowskie ambicje Piteå traktować w pełni poważnie. I w ten sposób dobrnęliśmy do dnia dzisiejszego …

Czekający nas wieczorem mecz na Malmö IP będzie niewątpliwie zderzeniem dwóch światów, a także dwóch rzeczywistości, w których funkcjonują uczestniczące w nim kluby. Rosengård to dziesięciokrotny mistrz kraju i jednocześnie dysponujący największym budżetem w lidze klub z ogromnymi ambicjami. Choć era największej prosperity w Damallsvenskan jest już dawno za nami, w stolicy Skanii wciąż możemy oglądać zarówno niekwestionowane gwiazdy światowego futbolu (Mittag, Seger, Troelsgaard), jak i wielkie talenty, o których już za chwilę może zrobić się naprawdę głośno (Björn, Viggosdottir). Do tego możemy jeszcze dołożyć całą gamę regularnie występujących w reprezentacjach swoich krajów zawodniczek (Boye, Jimenez, Brown) i otrzymamy niezwykle interesującą mieszankę na solidnym, europejskim poziomie. Po przeciwnej stronie o takich nazwiskach nie może być mowy, gdyż budżet klubu z Piteå raczej nie pozwoliłby na zakontraktowanie nawet jednej z wymienionych w tym akapicie piłkarek. Kadra zespołu prowadzonego przez Stellana Carlssona oparta jest o dziewczyny wychowane i ukształtowane sportowo w Norrbotten (naliczyliśmy ich aż piętnaście!), a także o grupę zawodniczek, która trafiła na LF Arenę po to, aby odbudować swoją karierę. Jeszcze miesiąc temu jedyną zawodniczką Piteå mającą za sobą debiut w seniorskiej reprezentacji była Nigeryjka Faith Ikidi i ta statystyka chyba najbardziej dobitnie oddaje różnicę między obydwoma walczącymi o mistrzostwo Szwecji klubami.

Aspekt ekonomiczny, choć tak bardzo oddziałujący na wyobraźnię, nie jest jednak jedynym, dzięki któremu rywalizacja Rosengård i Piteå urasta do rangi aż tak epokowego wydarzenia. Nie sposób bowiem nie wspomnieć o kwestii geograficznej i odwiecznej rywalizacji Północy z Południem. Gdy ogłaszaliśmy koniec dominacji piłkarek z Umeå, wielu z nas było przekonanych, że za naszego życia raczej nie doczekamy się już mistrza Szwecji mającego siedzibę na północ od Sztokholmu. Tymczasem, po upływie zaledwie jednej dekady, dwudziestotysięczne miasteczko położone gdzieś pod kołem podbiegunowym nagle zapragnęło stać się tymczasową stolicą szwedzkiej piłki nożnej. Wbrew europejskim i światowym trendom, które jednoznacznie pokazują, że wielki futbol ucieka z małych ośrodków do wielkich aglomeracji, w Piteå postanowili udowodnić, że niemożliwe naprawdę nie istnieje. Że nawet coraz bardziej skomercjalizowanej rzeczywistości roku 2018, da się zbudować mistrzowską drużynę w miejscu, gdzie nikt się takiej nie spodziewał. Bez finansowych szaleństw i przy wsparciu przede wszystkim małych i średnich lokalnych sponsorów. Teoretycznie to nie miało prawa się udać, ale na szczęście sport wciąż pozostaje jedną z niewielu dziedzin, w której nie da się jeszcze kupić stuprocentowej gwarancji sukcesu.

Gdyby historia Piteå wydarzyła się w USA, już teraz gotowe byłyby przynajmniej dwa scenariusze na film o tegorocznych przygodach tych niesamowitych piłkarek. Tym bardziej, że wiele z nich mogłoby nam opowiedzieć historie, które nawet bez specjalnego podkręcenia idealnie wpasowałyby się w hollywoodzkie klimaty. Najciekawsza z nich należałaby jednak chyba do trenera, który na początku rozgrywek opuścił na kilka tygodni zespół, aby opiekować się ciężko chorym członkiem rodziny, a niełatwy powrót na ławkę rozpoczął od serii trzech porażek. Dla Stellana Carlssona, ani dla żadnej spośród jego podopiecznych nie były to łatwe chwile, ale ambitna drużyna z Norrbotten ani na moment nie dała się złamać. Nawet przez chwilę nikt nie przestał wierzyć w to, że ta szalona misja podboju ligi ma sens i taka postawa doprowadziła niepozorny klub spod koła polarnego do dzisiejszego meczu na szczycie. Papierowy faworyt może być tylko jeden, ale dla Piteå nie jest to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny raz trzeba udowodnić tym wszystkim ekspertom jak mało wiedzą. Jedyna różnica polega na tym, że tym razem nagroda za ewentualne zwycięstwo będzie zdecydowanie cenniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s