EUROweryfikacja

lfcpsg

Jedenastka z Linköping podjęła walkę ze słynnym PSG (Fot. Filip Oskarsson)

Liga Mistrzyń w październiku ewidentnie zaskoczyła szwedzkich ligowców. Kto miał przegrać – przegrał, kto miał wygrać – też przegrał i to na dodatek w stylu, który chluby i splendoru nijak nie przynosi. Teraz przed nami dwa tygodnie czekania na rewanże, a następnie cztery miesiące wyczekiwania na kolejny, tym razem już ćwierćfinałowy dwumecz. Miejmy nadzieję, że z udziałem przynajmniej jednego przedstawiciela Damallsvenskan.

Zacnzijmy jednak od początku, gdyż podsumowywanie występu drużyny prowadzonej przez Olofa Unogårda jednym zdaniem byłoby jednak bardzo niesprawiedliwe. Jasne, urwać choćby remisu piłkarkom z Linköping niestety się nie udało, ale z całą pewnością był to jeden z lepszych meczów LFC w tym roku kalendarzowym. Mająca naprawdę potężne problemy kadrowe drużyna, która do wczorajszego meczu przystępowała bezpośrednio po porażkach z Piteå i Eskilstuną, a kilka tygodni wcześniej została w brutalny sposób zweryfikowana przez beniaminka z Växjö, w pierwszych 45 minutach w zasadzie nie odstawała od francuskiego giganta. Różnicę zrobiła jednak znajdująca się ostatnio w doskonałej dyspozycji strzeleckiej Marie-Antoinette Katoto, która ewidentnie ma patent na zdobywanie goli na szwedzkiej ziemi. Rok temu to właśnie jej gol otworzył wynik w starciu młodzieżowych reprezentacji Szwecji i Francji, a wczoraj po jej uderzeniu po raz pierwszy futbolówkę z siatki musiała wyciągać debiutująca w europejskich rozgrywkach Julia Nyström. Dorobek napastniczki PSG mógł być jeszcze bardziej imponujący, ale po innym z jej strzałów z pomocą gospodyniom przyszła poprzeczka. Druga połowa z perspektywy Linköping wyglądała już zdecydowanie gorzej, a przewaga motoryczna wicemistrzyń Francji z każdą minutą zdawała się być coraz większa. Olof Unogård próbował jeszcze ratować sytuację zmianami, ale wprowadzenie znającej realia Division 1 Kanadyjki Alidou D’Anjou w miejsce zmęczonej Hashemi nie pozwoliło odciążyć mocno zapracowanej po przerwie formacji defensywnej. Swoją dominację przyjezdne podkreśliły na dziesięć minut przed końcem golem autorstwa Shuang Wang, dzięki czemu do rewanżu piłkarki PSG mogą przystępować z komfortową, dwubramkową zaliczką. Uderzona przez reprezentantkę Chin piłka po drodze odbiła się jeszcze od Janni Arnth, kompletnie myląc w ten sposób Nyström. Najbardziej zadowolona z takiego obrotu spraw mogła być z pewnością Hanna Glas, gdyż w odstępie zaledwie czterech dni Arenę Linköping podbił zarówno jej były, jak i obecny klub. Pomimo niekorzystnego wyniku, światełko w ciemnym i długim tunelu zaświeciło się jednak także dla klubu z Östergötland i jeśli tylko w paryskim rewanżu uda się zaprezentować równie korzystnie, to ten pełen kłopotów i rozczarowań sezon w LFC zakończą naprawdę miłym akcentem.

Jakichkolwiek powodów do zadowolenia próżno natomiast szukać w Malmö, gdzie najbardziej eksportowy zespół szwedzkiej ekstraklasy przegrał przed własną publicznością z czeską Slavią. Rozegrany w stolicy Skanii mecz miał ekstremalnie dziwny przebieg i gdyby akurat było nam do śmiechu, to nawet moglibyśmy zażartować, że idealnie wpasował się w Ligę Mistrzyń w obecnej formule. Piłkarki Jonasa Eidevalla przewyższały swoje rywalki z Pragi w zasadzie w każdym elemencie futbolowego rzemiosła, ale ich główny problem polegał na tym, że … ani myślały tej wyższości udowadniać. Nie mam pojęcia, czy Rosengård potraktował starcie w europejskich pucharach ulgowo ze względu na czekający już za cztery dni wielki mecz o mistrzostwo Szwecji, ale zawodniczki w białych strojach zachowywały się na murawie tak, jakby myślami były bardzo daleko stąd. To, że przyjezdne po pierwszym kwadransie prowadziły zaledwie różnicą jednego gola, było sporym sukcesem ekipy z Malmö, która w początkowej fazie meczu miała trzy pomysły na prowadzenie gry: niecelne podania, straty w okolicach linii środkowej oraz indywidualne rajdy kończące się z reguły na drugiej lub trzeciej przeszkodzie. Wyrównujący gol będący następstwem składnej akcji w trójkącie Brown – Mittag – Utland przywrócił na moment nadzieję, że gospodynie właśnie budzą się z letargu, ale szybko zostały one zgaszone przez nieco przypadkowe trafienie Terezy Kożarowej. Mecz, który momentami spokojnie moglibyśmy nazwać obustronnym festiwalem pomyłek i defensywnych błędów, ostatecznie zakończył się zwycięstwem wicemistrzyń Czech w stosunku 3-2, ale żadna z uczestniczących w nim drużyn nie pokazała, że jej miejsce jest w gronie ośmiu najlepszych (przynajmniej teoretycznie) zespołów w Europie. Ani nawet gdziekolwiek blisko tego grona.

Na innych arenach pierwszy krok w kierunku ćwierćfinału wykonały między innymi Wolfsburg, Bayern, Brøndby oraz Chelsea, a to oznacza, że w ósemce możemy mieć przynajmniej pięć klubów ze szwedzkimi zawodniczkami w kadrze. Najbardziej pozytywne recenzje za swój występ zebrała jednak Stephanie Öhrström, udowadniając przy okazji, że nieprzypadkowo klasyfikuję ją niemal co roku wśród pięciu najlepszych szwedzkich golkiperek. Na stadionie w Kingston 31-letnia bramkarka Fiorentiny skapitulowała jedynie po strzale Karen Carney z rzutu karnego, a jej skuteczne interwencje pozwoliły czwartemu zespołowi Serie A w poprzednim sezonie pozostać w grze o ćwierćfinał przed rewanżem we Florencji.

Komplet wyników:

Linköping – PSG 0-2 (Katoto 43., Wang 80.)

Rosengård – Slavia 2-3 (Utland 22., Mittag 52. – Pincova 14., Kożarova 37., Divisova 57.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s