Oceny za eliminacje

Kosovare-Asllani

Kosovare Asllani była wyróżniającą się postacią tych eliminacji (Fot. Getty Images)

Koniec pewnego cyklu nieodłącznie wiąże się z podsumowaniami i nie inaczej jest tym razem. Eliminacje do francuskiego mundialu przyniosły nam mnóstwo pozytywnych emocji, trochę nerwów i sporo deszczu, ale warto przez chwilę zastanowić się nad tym, które z wybranek Petera Gerhardssona dołożyły największą cegiełkę do tego, że w czerwcu 2019 nie będziemy musieli szukać sobie zastępczych reprezentacji. Przyglądając się występowi każdej ze szwedzkich piłkarek w zakończonych właśnie eliminacjach, będziemy się posiłkować niezawodną w tego typu sytuacjach skalą 1-5.

Bramkarka

Hedvig Lindahl – 4. Swój najlepszy mecz rozegrała paradoksalnie we Lwowie, gdzie trzema światowej klasy interwencjami uratowała nas od wyższej porażki. Nieprzeciętne umiejętności zaprezentowała także w kluczowych momentach spotkania w Szombathely oraz podczas rewanżu z Ukrainą na Gamla Ullevi.

Obrończynie

Jonna Andersson – 3. Nie była to może ta sama Jonna, która zachwycała wiosną kibiców w zachodnim Londynie (a rok wcześniej w Linköping), ale z nią na lewej obronie bez wątpienia mieliśmy w tym sektorze boiska zdecydowanie większy spokój niż wiele innych, czołowych reprezentacji w Europie.

Mia Carlsson – 2.5. Dwukrotnie znalazła się w wyjściowej jedenastce i w obu meczach zrobiła swoje w defensywie. Rywalki nie należały wprawdzie do najbardziej wymagających, ale to w żaden sposób nie obniża jej oceny.

Magdalena Eriksson – 3. Wciąż czeka na całkowite przełamanie w kadrze, a ma potencjał, aby stać się jedną z jej liderek. Sprawdziła się zarówno w ustawieniu z trójką stoperek (w którym najczęściej grywa w klubie), jak i na lewej flance defensywy, gdzie z powodzeniem zagrała w niezwykle istotnym meczu z Ukrainą.

Nilla Fischer – 3.5. W każdym meczu było widać, jak bardzo zależy jej na tym awansie. Jak zwykle ofiarna, jak zwykle waleczna, a tym razem również wyjątkowo jak na nią solidna. Procent wygranych pojedynków główkowych budzi szacunek.

Hanna Glas – 3. W kadrze zaprezentowała nam dokładnie to, co znamy z Eskilstuny: żelazne płuca, ogromną ambicję i doskonały przegląd pola. Podobnie jak w przypadku biegającej po przeciwległej flance Andersson, trochę zabrakło jednak wartości dodanej w ofensywie.

Jessica Samuelsson – 2.5. Poprawne występy przeciwko Chorwacji i Węgrom, a później koszmarna kontuzja, która wykluczyła ją z gry na wiele miesięcy. Na szczęście, ze zdrowiem piłkarki Arsenalu jest już zdecydowanie lepiej, a ona sama czeka na powrót do wielkiego futbolu.

Linda Sembrant – 4. Jak ma swój dzień, to jest jedną z najlepszych środkowych obrończyń na świecie, a w tej kampanii miała go wyjątkowo często. Niemal bezbłędna w powietrzu, świetnie ustawiająca się i czytająca grę defensorka. Nadia Nadim zdecydowanie sobie przy niej nie pograła.

Sandra Adolfsson, Anna Oskarsson – grały zbyt krótko.

Pomocniczki

Kosovare Asllani – 4. Główna architektka tego awansu. Z dobrej strony pokazała się już w chorwackim błocie, a później było już tylko jeszcze lepiej. Peter Gerhardsson uznał, że jej potencjał najlepiej wykorzystać na dziesiątce, a ona pokazała, że selekcjoner się nie mylił. Każdym kolejnym występem udowadniała, że Diamentowa Piłka nie trafiła w niewłaściwe ręce.

Hanna Folkesson – 2.5. W eliminacjach strzeliła swojego premierowego gola w kadrze i … tyle z pozytywów. Gdy dostawała szansę, to nie zawodziła (szczególnie jeśli chodzi o realizację zadań defensywnych), ale do najlepszych występów jeszcze w barwach Umeå absolutnie nie nawiązała.

Lina Hurtig – 3. Wygrała nam mecz w Varazdinie, zagrała jeszcze przeciwko Węgierkom, a później przez niemal pół roku walczyła o powrót na boisko. Udało się wrócić w najlepszym możliwym momencie i z perspektywy murawy świętować awans na stadionie w Viborgu.

Fridolina Rolfö – 3. U piłkarki Bayernu nic nowego – gdy była zdrowa, stanowiła niezwykle ważny element boiskowej układanki. Niestety, był to zazwyczaj stan przejściowy i w decydujących meczach znów musieliśmy radzić sobie bez niej.

Elin Rubensson – 3.5. Wreszcie znalazła swą pozycję na boisku i od razu przełożyło się to na wzrost jej znaczenia w kadrze. Jedna z najbardziej niedocenianych szwedzkich piłkarek, ale jeszcze kilka takich występów jak ten z Ukrainą i to również ulegnie zmianie.

Caroline Seger – 3.5. Wreszcie trafił się nam selekcjoner, który na siłę nie robił z niej rozgrywającej i skorzystaliśmy na tym wszyscy. Mecz w Viborgu był w jej wykonaniu niemal perfekcyjny, co napawa nas dużym optymizmem przed finałami we Francji. Kapitanko, prowadź!

Julia Karlernäs, Julia Roddar, Olivia Schough – grały zbyt krótko.

Napastniczki

Marija Banusic – 2. Rozpoczęła eliminacje w wyjściowej jedenastce, ale występy przeciwko Chorwacji i Węgrom były w jej wykonaniu całkowicie bezbarwne. Decydujące o awansie mecze obejrzała z perspektywy Pekinu, gdzie obecnie próbuje wprowadzić swoją karierę na właściwe tory.

Stina Blackstenius – 3.5. Wreszcie! Najbardziej utalentowana szwedzka napastniczka ostatniej dekady w końcu udowodniła, że nieprzypadkowo dzierży ten tytuł. W ustawieniu proponowanym przez Gerhardssona daje drużynie więcej niż kiedykolwiek wcześniej, czego dowodem są chociażby jej liczby z meczu przeciwko Ukrainie.

Sofia Jakobsson – 3.5. Wróciła do gry po ciężkiej kontuzji i sprawiła, że nie musimy już wracać do pamiętnego meczu z Niemkami na Pucharze Algarve, aby przypomnieć sobie jej udany występ w kadrze. To jej gol w Viborgu wprowadził nas na mundial, ale bynajmniej nie było to jedyne udane zagranie piłkarki Montpellier w tych eliminacjach.

Anna Anvegård, Mimmi Larsson – grały zbyt krótko.


Minutowe podsumowanie eliminacji (w nawiasie liczba meczów):

630 minut (7) – Hedvig Lindahl, Linda Sembrant

619 minut (7) – Stina Blackstenius

612 minut (7) – Nilla Fischer

581 minut (7) – Kosovare Asllani

450 minut (5) – Magdalena Wriksson, Caroline Seger

445 minut (5) – Sofia Jakobsson

360 minut (4) – Hanna Glas

345 minut (7) – Jonna Andersson

338 minut (6) – Elin Rubensson

294 minuty (4) – Fridolina Rolfö

191 minut (4) – Lina Hurtig

190 minut (3) – Hanna Folkesson

180 minut (2) – Jessica Samuelsson

164 minuty (2) – Mia Carlsson

151 minut (3) – Marija Banusic

104 minuty (3) – Olivia Schough

81 minut (1) – Anna Oskarsson

41 minut (2) – Anna Anvegård

35 minut (4) – Mimmi Larsson

30 minut (1) – Julia Karlernäs

8 minut (1) – Julia Roddar

1 minuta (1) – Sandra Adolfsson

Cudowny wieczór cudownej kadry

d_jubelefter

Wiecie co? Chyba jednak pojedziemy sobie do tej całej Francji (Fot. Bildbyrån)

Gdy obie jedenastki wychodziły na murawę stadionu w Viborgu, duńscy kibice zrobili taki hałas, że trudno było usłyszeć własne myśli. Gdy rozległy się pierwsze takty duńskiego hymnu, dziewięciotysięczny, ubrany na czerwono tłum zaczął śpiewać tak zawzięcie, jakby to właśnie od tego występu zależało, czy Pernille Harder i spółka pojadą na mundial do Francji. Później rozbrzmiał jednak dźwięk gwizdka Anastazji Pustowojtowej i okazało się, że drużyna Petera Gerhardssona nie czuje się na obcej ziemi ani trochę onieśmielona. Przez kolejne dwie godziny, jeśli ktoś miał problem, to były to zdecydowanie gospodynie.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że potencjał duńskiej ofensywy jest ogromny. W poprzednich sześciu meczach eliminacyjnych tercet Troelsgaard – Harder – Nadim zdobył dla swojej reprezentacji aż 17 goli, czyli niemal dokładnie tyle samo co … cała szwedzka kadra. Wiedząc, że gospodynie zagrają o zwycięstwo, nie bez przyczyny spodziewaliśmy się zatem sztormu Czerwonego Dynamitu na bramkę Hedvig Lindahl, a tymczasem pierwszy i jedyny (dodajmy do tego, że niegroźny) celny strzał golkiperka londyńskiej Chelsea wyłapała dopiero w 83. minucie. Wcześniej i później duńskie ataki seriami odbijały się od twardego, szwedzkiego muru, którego dziś nie dało się naruszyć żadnym sposobem. Podopieczne Larsa Søndergaarda próbowały się przebić zarówno środkiem, jak i skrzydłami, ale ani jedna z tych opcji nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Na niewiele zdawały się również długie, prostopadłe podania, które w przeszłości wiele razy okazywały się tajną bronią reprezentacji Danii w sytuacji zagrożenia. Rozgrywająca setny mecz w reprezentacyjnej koszulce Linda Sembrant oraz ustawione po jej bokach Nilla Fischer i Magdalena Eriksson raz po raz kasowały w kluczowych momentach duńskie ataki, frustrując w ten sposób publiczność w Viborgu, która do ostatnich chwil nie przestawała wierzyć w korzystne dla gospodyń rozstrzygnięcie. Szwedzkie defensorki imponowały nie tylko świetnym odbiorem, ale także doskonałym ustawianiem się, skutecznością w pojedynkach główkowych i niemal bezbłędnym przewidywaniem tego, co za chwilę zaproponują im rywalki. Stojący przez niemal cały mecz tuż przy linii bocznej boiska Peter Gerhardsson miał pełne prawo być zadowolony zarówno z pracy wykonanej przez sztab szkoleniowy podczas rozpracowywania przeciwnika, jak i z właściwej realizacji zadań taktycznych przez posłane w bój piłkarki.

Na słowa uznania zasłużyła dziś jednak nie tylko defensywa. Kosovare Asllani już w 2. minucie zagrała tak idealną piłkę do Stiny Blackstenius, że nieatakowana zupełnie przez nikogo napastniczka Montpellier popędziła samotnie na bramkę Stiny Lykke Petersen. Niestety, w tej sytuacji nie popisała się asystentka pani Pustowojtowej, która nie zauważyła, że Blackstenius do kopniętej przez pomocniczkę Linköping futbolówki ruszała z własnej połowy. Żeby być w pełni sprawiedliwym, trzeba przypomnieć, że kilkadziesiąt minut później podobny błąd popełniła także druga arbiter liniowa, dopatrując się rzekomej pozycji spalonej u Nadii Nadim. Wróćmy jednak do Asllani, gdyż co nie udało się jej na początku meczu, z nawiązką odrobiła sobie na starcie drugiej połowy. Schemat akcji był bardzo podobny, a jedyną różnicę stanowił fakt, że tym razem adresatką decydującego podania była Sofia Jakobsson, która pomimo asysty Sevecke umieściła piłkę w duńskiej bramce. Zdobyty gol oznaczał, że wyśniony awans na francuski mundial był już naprawdę blisko, ale szwedzkie piłkarki wcale nie zamierzały ograniczać się do obrony skromnego prowadzenia. Owszem, gdy było trzeba w defensywie mocno pracowały nawet wspomniane Jakobsson i Asllani, ale w duńskiej szesnastce raz na jakiś czas także robiło się gorąco. Tak było chociażby w 88. minucie, gdy klubowe koleżanki Schough i Rubensson całkowicie rozklepały mocno przerzedzoną z wiadomych względów defensywę gospodyń, a Stina Blackstenius oddała chytry strzał, który mógł definitywnie rozstrzygnąć losy tej rywalizacji. Niestety dla nas, zatrzymał on się zaledwie na słupku bramki Petersen, w związku z czym czekało nas jeszcze osiem minut emocji. A później … była już tylko radość. Może nie euforyczna, ale szczera i w pełni zasłużona!

Zwycięstwo w Viborgu jest o tyle cenne, że stawia wywalczony właśnie awans w zupełnie nowej i całkiem przyjemnej perspektywie. Wygrany walkowerem mecz z Danią stał się przed kilkoma godzinami kompletnie bezprzedmiotowy, gdyż nawet wysokie zwycięstwo naszych najgroźniejszych rywalek w tym nierozegranym meczu nie zmieniłoby kolejności na dwóch pierwszych miejscach w grupie eliminacyjnej. Każda z piłkarek ma oczywiście w tej kwestii własną opinię, ale jednak zawsze najbardziej sprawiedliwie jest wówczas, gdy o końcowych wynikach decydują wyłącznie aspekty sportowe. Jeszcze bardziej cieszy to, że wreszcie znów mamy sztab szkoleniowy, który nie tylko potrafi przygotować zespół do największego wyzwania całorocznej kampanii, ale i właściwie reaguje podczas meczu z ławki. Nie są to wyłącznie moje przemyślenia, gdyż w podobnym tonie w rozmowach zarówno oficjalnych, jak i nieoficjalnych wypowiadały się między innymi Kosovare Asllani i Caroline Seger. A przypomnijmy, że chociażby ta ostatnia na przykład podczas Igrzysk w Rio nie była w swoich ocenach aż tak entuzjastyczna. Podsumowując rok 2017 w wykonaniu pierwszej reprezentacji pisałem, że kadra pod wodzą Petera Gerhardssona ewidentnie wykonała krok do przodu i zasłużyła na spory kredyt zaufania. Dziś mogę powiedzieć, że kredyt ten został w stu procentach spłacony. Pokonanie wicemistrzyń Europy na ich terenie po TAKIM meczu w wykonaniu całego zespołu to rzecz absolutnie wielka i niech nikt nawet nie próbuje przekonywać, że jest inaczej. Świętowanie nie może być jednak zbyt długie, gdyż piłkarki już w ten weekend wracają do swoich klubowych obowiązków, a sztab szkoleniowy za chwilę zajmie się między innymi analizą Norweżek i Angielek, z którymi towarzysko zmierzymy się jeszcze w tym roku kalendarzowym. Dzisiejsza wiadomość dnia jest jednak tylko jedna: Francjo, nadchodzimy!

Dzień wielkiej próby

632@60

Kapitanka i wicekapitanka – to one mają poprowadzić zespół do awansu (Fot. Bildbyrån)

Jeszcze kilkanaście godzin i wszystko stanie się jasne. Siedem europejskich reprezentacji będzie pewnych wyjazdu na francuski mundial, cztery kolejne zaczną przygotowywać się do październikowych baraży, a cała reszta będzie musiała pogodzić się z tym, że najbliższa szansa pokazania się na najważniejszym turnieju w piłkarskim kalendarzu nadarzy się dopiero latem 2023. W której grupie znajdzie się kadra Petera Gerhardssona? Cóż, sytuacja jest o tyle interesująca, że właściwie każdy scenariusz wydaje się nie tyle możliwy, co po prostu prawdopodobny. Od pełni szczęścia dzieli nas na ten moment jeden punkt i to właśnie on stanowi różnicę między sukcesem i klęską eliminacyjnej kampanii. Przywieźć musimy go jednak z terenu, na którym nigdy nie grało nam się łatwo, a do tego wszystkiego gramy przecież z rywalkami w pełni świadomymi otwierającej się właśnie przed nimi ogromnej szansy.

Doskonale pamiętam, jak w przeddzień debiutu obecnego selekcjonera, w zaciszu hotelowego pokoju kreśliłem różne wizje losów szwedzkiej kadry w kolejnych miesiącach. Rzeczywistość oczywiście tradycyjnie sobie z tych moich rozważań zakpiła, ale koniec końców i tak doszliśmy do punktu, w którym planowałem się znaleźć niemal dokładnie rok później. Nie spodziewałem się nagłej ulewy, która skutecznie zamieniła murawę w Varazdinie w błotnistą masę, nie przypuszczałem, że konflikt duńskich piłkarek z ich własną federacją przybierze aż tak ekstremalną formę, nie wkalkulowałem w swoje wyliczenia lwowskiej tragedii i Chorwacji trzymającej korzystny wynik w Viborgu aż do 92. minuty, ale w stu procentach sprawdziło się to, że zwycięzcę grupowej rywalizacji wyłoni dopiero ostatni jej mecz. Po dwunastu miesiącach cierpliwego ciułania punktów, dziewięćdziesiąt minut twardej, boiskowej walki zadecyduje o tym, kto pojedzie latem do Francji. Tak miało być i tak właśnie będzie.

Nie mam pojęcia kto zagra dziś lepiej, ani do kogo częściej będzie uśmiechać się fortuna. Rozważania na temat siły duńskiej ofensywy i szwedzkiej defensywy, które tak chętnie wygłaszaliśmy w ostatnich tygodniach (dopóki inni chcieli nas słuchać), już za moment staną się w zasadzie całkowicie bezprzedmiotowe. Liczyć będzie się tylko to, czy znajdująca się obecnie w wyśmienitej dyspozycji Kosovare Asllani odda strzał życia, czy Caroline Seger popisze się asystą, którą będziemy wspominać latami oraz czy Stina Blackstenius wykorzysta tę jedną, bramkową okazję. No i jeszcze to, czy w końcu uda się coś trafić po stałym fragmencie. Szanse wydają się być nawet spore, ponieważ podczas tego zgrupowania ćwiczone na treningach rzuty wolne i rożne wychodziły szwedzkim piłkarkom … fatalnie. Dotychczas najczęściej bywało tak, że podczas treningów wpadało niemal wszystko, a podczas meczów nic – może zatem czas odwrócić tę prawidłowość o sto osiemdziesiąt stopni?

Wielka gra rozpocznie się już dziś o godzinie 17:00. Pozostaje zatem życzyć powodzenia obu drużynom i mocniej zacisnąć kciuki za zespół Petera Gerhardssona. Umiejętności indywidualne są raczej po stronie rywalek, wypełnione po brzegi trybuny stadionu w Viborgu także będą pomagać im, ale … to wszystko nie może się tak po prostu za chwilę skończyć. W Varazdinie ustaliliśmy przecież, że przystanek końcowy dla tej grupy znajduje się w Lyonie, a nie gdzieś w środkowej Jutlandii.

O co gramy w Viborgu? Vol. 2

landstrom485

Gol! Jessica Landström ucisza stadion w Viborgu, a Szwecja jest o krok bliżej pekińskich Igrzysk (Fot. SvFF)

Zbliżający się koniec cyklu eliminacji do kolejnej wielkiej imprezy to znak, że czas wybrać się do Danii. W ostatnich latach los niezwykle często kazał reprezentantkom Szwecji mierzyć się z sąsiadkami zza Kattegatu i nierzadko właśnie pojedynki tych dwóch reprezentacji były zwieńczeniem trwającej kilkanaście miesięcy kampanii. Tak było chociażby podczas pamiętnych dla nas kwalifikacji do mundialu 2003, kiedy to kadra prowadzona przez Marikę Domanski mogła na Ballerup IP pod Kopenhagą zapewnić sobie zwycięstwo w grupie eliminacyjnej. Do pełni szczęścia Szwedki potrzebowały wówczas przynajmniej remisu, ale na trafienie Malin Andersson z rzutu karnego, gospodynie odpowiedziały golami Terp i Paaske, przez co o awans trzeba było drżeć kilka dni dłużej (zwycięstwo 5-0 nad Finlandią ostatecznie pozwoliło go wywalczyć). Osiem lat później reprezentacją opiekował się już Thomas Dennerby i on także poznał smak trudnej rywalizacji na duńskiej ziemi. Do Velje jechaliśmy bronić jednobramkowej zaliczki z Gamla Ullevi, ale dwa błyskawiczne gole autorstwa Rasmussen i Paaske sprawiły, że po przerwie trzeba było odrabiać straty. Na szczęście, po zielonej murawie biegała tamtego dnia Charlotte Rohlin, która postanowiła zrobić coś, czego na co dzień z zasady nie robi. Jej gol na kwadrans przed końcem spotkania zapewnił nam dogrywkę, a w niej stoperka Linköping raz jeszcze zaskoczyła Heidi Johansen, dzięki czemu to Szwecja, a nie Dania, mogła rezerwować bazę w Niemczech. Radosne zakończenie nie zmienia jednak faktu, że podobnie jak osiem lat wcześniej, znów nie udało się pokonać Dunek na ich terenie. Goryczy porażki w mało gościnnym Viborgu doznała także kadra Pii Sundhage na zakończenie eliminacji do EURO 2017, ale ta historia wydaje się być na tyle świeża, że nie ma sensu opisywać jej w szczegółach. Jedyna w tym wieku zakończona powodzeniem próba podbicia duńskich boisk miała natomiast miejsce jedenaście lat temu, w barażu o prawo gry na Igrzyskach w Pekinie. Zwycięstwo 4-2 (gole Landström, Seger i Schelin) w Viborgu (!) pozwoliło wówczas znaleźć się w stosunkowo komfortowej pozycji przed rewanżem na własnym boisku. Skuteczność na poziomie 25 procent z pewnością nie nastraja nas jednak optymistycznie przed wtorkowym bojem o wszystko.

Zostawmy jednak historię, gdyż o tym, kto za kilka miesięcy pojedzie do Francji, zadecyduje teraźniejszość. Dwa lata temu, przed zamykającym cykl kwalifikacyjny meczem w Viborgu, dokonałem analizy, która miała podkreślić wagę tamtego spotkania (jak pamiętamy, konsekwentnie deprecjonował ją ówczesny sztab szkoleniowy szwedzkiej kadry). Dziś, zgodnie z tradycją, również zajmiemy się przeglądem możliwych, wtorkowych scenariuszy, ale tym razem oszczędzę sobie i wam skomplikowanych, matematycznych wyliczeń do trzeciego miejsca po przecinku. Rozważania koszykowe byłyby bowiem o tyle bezcelowe, że najpierw ten awans trzeba w ogóle przyklepać. A żeby tak się stało, musi się sprawdzić …

Scenariusz A – wygrywamy LUB remisujemy w Viborgu

Tutaj nie ma tak naprawdę czego analizować – przynajmniej jeden punkt przywieziony z Viborga sprawia, że zaznaczamy w naszych kalendarzach datę 8. grudnia. Wtedy właśnie poznamy grupowych rywali, z którymi w czerwcu 2019 zmierzy się kadra Petera Gerhardssona. Zwycięstwo dodatkowo zapewni nam pierwszy koszyk w losowaniu el. EURO 2021 w Anglii bez względu na to, na jaki system rozgrywek w ostatniej chwili zdecyduje się UEFA (mamy z tym raczej niekoniecznie dobre doświadczenia), ale – jako się rzekło – nie to jest na dzień dzisiejszy priorytetem (choć punkty do rankingu zbierać warto zawsze i wszędzie).

Scenariusz B – przegrywamy w Viborgu

Tutaj z kolei zaczyna się dziać ciekawie, choć ze szwedzkiej perspektywy bardziej zasadne byłoby słowo “nieciekawie”. Nawet najskromniejsze zwycięstwo Danii oznacza bowiem tyle, że to Pernille Harder i spółka jako zwyciężczynie grupy zapewnią sobie kwalifikację na francuski mundial. W takiej sytuacji Szwecja zakończy eliminacyjne zmagania na drugim miejscu z dorobkiem 18 punktów, a to może, choć nie musi dać prawo do gry w dwuetapowych barażach o ostatnie wolne miejsce w turnieju finałowym. Już w tej chwili wiemy, że miejsca w repasażach na pewno nie wywalczy wicemistrz grupy 7 (Austria lub Finlandia), a i szanse Walijek (wicemistrz grupy 1) wydają się raczej iluzoryczne. Do pełni szczęścia uruchomienia planu awaryjnego brakuje nam zatem wyprzedzenia w małej tabelce jeszcze jednej ekipy i zakładając, że ewentualna porażka w Viborgu nie będzie dwucyfrowa, stanie się tak w przypadku, gdy spełniony zostanie przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  • Szkocja przegra z Albanią LUB Szwajcaria przegra z Polską
  • Norwegia przegra z Holandią
  • Islandia nie wygra z Czechami
  • Belgia przegra z Włochami

Jak widać, o niespodzianki najtrudniej będzie chyba w spotkaniach grupy 2, choć zwycięstwo mających coś do udowodnienia Polek nad teoretycznie silniejszymi, ale jednak mającymi swoje słabości Szwajcarkami wcale nie jest scenariuszem, który należy rozpatrywać w kategoriach football fiction. O sprawienie niespodzianki zdecydowanie trudniej będzie za to Albankom, które i tak w obecnej kampanii już zrobiły więcej niż ktokolwiek od nich oczekiwał.

W grupach 3 oraz 6 czekają nas natomiast typowe mecze na szczycie, w których możliwe wydaje się absolutnie każde rozstrzygnięcie. Belgijki, które wczoraj przedłużyły swoje nadzieje na baraże, pokonując rzutem na taśmę Rumunię, zmierzą się z pewnymi awansu Włoszkami. Prowadzona przez Martina Sjögrena Norwegia znajduje się w trudnym położeniu, ale nie zapominajmy, że zwycięstwo nad mistrzyniami Europy z Holandii zapewni jej pierwsze miejsce w grupie.

Co zaś się tyczy Islandii, Czeszki już raz pokazały, że są w stanie urwać punkty wyżej notowanym rywalkom. Nasze dobre znajome z Damallsvenskan wciąż walczą jednak o swój historyczny sukces i nawet nie ma sensu udawać, że życzymy im w tej walce porażki (oczywiście do momentu, gdy nasze drogi się przetną, czego również nie chcemy).

Jak widać, w przypadku ewentualnej porażki w Viborgu, emocji i wrażeń na pewno nam nie zabraknie, a liczba potencjalnych scenariuszy zacznie rosnąć lawinowo. Dlatego, mając na uwadze mocno skołatane całą kampanią eliminacyjną nerwy, liczymy na jedno – że te wszystkie barażowe dywagacje dotyczyć będą jednak Dunek. Możemy obiecać, że w październiku i listopadzie będziemy im mocno kibicować, życząc sobie ponownego spotkania w fazie pucharowej francuskich mistrzostw.