Nie wyszły z Elitettan

12_1

12_2

12_3

Niby w nadbałtyckim miasteczku nikt nie robił sobie wielkich nadziei, ale jednak gdzieś w środku tliły się pragnienia najwierniejszych fanów, aby podążyć drogą Vittsjö, Hammarby, Limhamn Bunkeflo i innych beniaminków, którzy potrafili oszukać ligowe przeznaczenie. Niestety, boiskowa rzeczywistość okazała się dla klubu z Kalmar nadzwyczaj brutalna. Czego zabrakło? Cóż, na końcowy wynik z pewnością złożyło się wiele czynników, ale tym najważniejszym była niewątpliwie plaga kontuzji, która w okolicach połowy maja nawiedziła beniaminka. W pierwszych kolejkach zespół Jonasa Walfridssona prezentował się bowiem całkiem solidnie na tle znacznie bardziej zaprawionych w bojach rywalek, ale gdy urazy zaczęły wykluczać z gry kluczowe zawodniczki (Strömblad, Haugstad, Fredriksson, Pratt – żeby wymienić tylko kilka z nich) podjęcie rękawicy okazało się po prostu niewykonalne. W meczach przeciwko Hammarby i Linköping nawet w wyjściowej jedenastce znalazły się piłkarki, które jeszcze nie tak dawno rywalizowały o punkty w juniorskich ligach regionalnych. Wszyscy chyba zgodnie przyznamy, że są to idealne okoliczności ku temu, aby toczyć wyrównane boje z ćwierćfinalistą ostatniej edycji Ligi Mistrzyń (nawet jeśli ten ostatni także znajduje się w fazie gruntownych rewolucji kadrowych). Kończący wiosenne zmagania mecz z Göteborgiem pokazał, że dziewczyny z Kalmar niewątpliwie mają w sobie olbrzymie pokłady ambicji, ale niestety dla nich, na poziomie Damallsvenskan wymagana jest także zdecydowanie większa piłkarska jakość.

12_4

Elitettan dating show

Kungsbacka DFF-Lidköping 44

Kungsbacka i Lidköping w walce o ligowe punkty. Czy ktoś z tej dwójki będzie świętować awans? (Fot. Jan Andersson)

Gdyby walkę o awans do Damallsvenskan przyrównać do jednego z bardzo popularnych w ostatniej dekadzie programów telewizyjnych typu dating show, w grze o przynajmniej roczny flirt z pierwszoligową piłką wciąż pozostawałyby cztery poważne kandydatki. Regulamin rozgrywek jest jednak niezwykle surowy i zakłada, że co najwyżej dwie z nich będą mogły spędzić sezon 2019 w elicie szwedzkiego futbolu. Półmetek zmagań wydaje się zatem najlepszym momentem na to, aby nieco bliżej przyjrzeć się naszym kandydatkom, ocenić ich słabe i mocne strony, a także zastanowić się, co każda z nich mogłaby wnieść do Damallsvenskan, gdyby to właśnie jej udało się osiągnąć zamierzony cel.

Kandydatka nr 1 – Örebro

Zdecydowanie najbardziej doświadczona w całym towarzystwie. Zaledwie kilka lat temu z powodzeniem rywalizowała nie tylko na krajowych, ale i na międzynarodowych konkursach. Ot, na przykład w całkiem prestiżowej Lidze Mistrzyń, gdzie od ćwierćfinału dzielił ją zaledwie jeden gol. Po całkowicie niespodziewanym spadku do Elitettan przeszła gruntowną zmianę wizerunku, ale szybko okazało się, że nowy look wcale nie musi być mniej efektowny od poprzedniego. Najbardziej szczelna w całej lidze defensywa to wybuchowa mieszanka rutyny (Svensson, Gråhns) z młodzieńczą fantazją (Abrahamsson, Öjert). Za strzelanie kluczowych goli odpowiedzialny jest przede wszystkim coraz lepiej rozumiejący się na boisku duet zza Atlantyku (Steiner – Strode), a w razie potrzeby swoje dorzucą do skarbczyka także Grabus lub Holm. Być może w drugiej linii nieco brakuje gwiazd pierwszej jakości, ale Basic, Olofsson, czy coraz mocniej pukająca do wyjściowej jedenastki Lindén to również nie są piłkarki, obok których można przejść obojętnie. Tym bardziej, że w razie potrzeby tę formację wzmocnić mogą wspomniane powyżej, doświadczone Svensson i Gråhns. Niezwykle cenne zwycięstwo nad Kvarnsveden na koniec rundy wiosennej (w meczu, w którym trzeba było odrabiać straty) jeszcze bardziej poprawiło morale na Behrn Arenie i możemy być pewni, że jesienią Örebro przystąpi do ligowej rywalizacji z jeszcze większym entuzjazmem. Awans, o którym przed sezonem mówiło się zdecydowanie ciszej, nagle stał się celem numer jeden, a w klubie trudno znaleźć choćby jedną osobę, która zakładałaby spędzenie kolejnych dwunastu miesięcy na zapleczu ekstraklasy. I bardzo słusznie, gdyż można odnieść wrażenie, że degradacja okazała się dla wielu czynnikiem mobilizującym, a po ewentualnym powrocie do Damallsvenskan na Behrn Arenie nie powielaliby błędów popełnianych przez dwa ostatnie lata.

Kandydatka nr 2 – Kungsbacka

Najmłodsza nie tylko w tym gronie, ale i wśród wszystkich uczestniczek tej całej zabawy. Z tego powodu początkowo mocno ignorowana przez bardziej doświadczone rywalki, które nie dostrzegały w niej realnej konkurencji. Kolejne zwycięstwa sprawiły, że bardzo powoli zaczęto odkrywać jej potencjał, ale nawet teraz mało kto wierzy, że to właśnie jej uda się dopiąć celu. Czy rzeczywiście istnieją przesłanki, aby tak myśleć? Cóż, nie da się ukryć, że nawet pomimo bardzo dobrej pozycji startowej, młoda drużyna z zachodniego wybrzeża nie będzie jesienią faworytem do awansu. Skoro jednak do tej pory waleczność i determinacja pozwalały jej dopisywać do swojego dorobku kolejne punkty (nikt inny nie wyszarpał ich aż tyle w końcówkach spotkań!), to możemy zakładać, że tych cech nie zabraknie piłkarkom z Kungsbacki także po krótkich, letnich wakacjach. Pytanie tylko, czy to wystarczy, aby znaleźć się w czołowej dwójce? Sporo będzie zależeć w tej kwestii od dyspozycji strzeleckiej Karin Lundin. Jeśli bowiem w klubie realnie marzą o awansie, to 23-letnia napastniczka (zakładamy, że w ogóle zostanie w Kungsbace) jesienią będzie musiała być przynajmniej tak skuteczna jak wiosną (a na tym poziomie dwie tak udane rundy w dotychczasowej karierze nie przytrafiły jej się nigdy). Bardzo poważny test czeka również trzyosobowy blok defensywny w składzie Kullberg – Gerhardsson – Rybrink, a także golkiperki, które jak dotąd nie były silnym punktem zespołu, bez względu na to, kto akurat stawał między słupkami. Patrząc realnie, awans do najwyższej klasy rozgrywkowej byłby jednak sporą niespodzianką, ale z drugiej strony w Elitettan oglądaliśmy już nie takie rzeczy. Pytanie tylko, czy Kungsbacka rzeczywiście jest gotowa na to, aby już za pół roku zmierzyć się z rzeczywistością Damallsvenskan? Trudno bowiem oprzeć się wrażeniu, że po ewentualnej promocji do elity, bardziej realna byłaby powtórka z Kalmar lub AIK niż z Hammarby.

Kandydatka nr 3 – Lidköping

Najbardziej egzotyczna z naszych kandydatek, do rywalizacji zgłosiła się w zasadzie w ostatniej chwili. Przed rozpoczęciem zmagań była dla nas kompletną zagadką, ale z tygodnia na tydzień odkrywaliśmy coraz więcej jej walorów, którymi autentycznie można było się zachwycić. Łączy w sobie najlepsze cechy wielu piłkarskich kultur, które – zmieszane w odpowiednich proporcjach – mogą dać naprawdę olśniewający efekt. W ataku mamy bowiem być może najbardziej niedocenianą zawodniczkę całej ligi Sandrę Lagerbratt, obok której z powodzeniem występować mogą Nigeryjka Michael lub jedna z Amerykanek (Townsend, Braffet). Desant zza oceanu ma swoją mocną reprezentację także wśród obrończyń, gdzie obok dobrze znanej nam Moi Heinulf występują między innymi Shannon McCarthy oraz Samantha Harder. Swoją drogą, ostatnia z wymienionych ma chyba najbardziej właściwe nazwisko, aby zabłysnąć na szwedzkich boiskach. Amerykańskich wpływów nie brakuje także w drugiej linii (Horgan, Williams), w której znajdziemy też bardziej (Morina) lub mniej (Jusanovic) doświadczone piłkarki z Bałkanów, a cały ten międzynarodowy tygiel uzupełniają Caroline Berling oraz jej imienniczka Olsson. Jeśli dodamy do tego naprawdę solidną bramkarkę w osobie Alexandersson, to wyjdzie nam, że z Lidköping naprawdę trzeba będzie się liczyć. A jeśli uda im się finiszować na miejscu dającym awans, to możemy być pewni, że z tą grupą także w Damallsvenskan nuda nam nie grozi.

Kandydatka nr 4 – Kvarnsveden

Serca coraz większego grona fanów zdobywa przede wszystkim ujmującą naturalnością. Girl-next-door, o której wiemy w zasadzie prawie wszystko (a przynajmniej tak nam się wydaje), ale ona i tak co pewien czas potrafi nas bardzo miło zaskoczyć. Nie wychodzi bez potrzeby przed szereg, ale jest przy tym doskonale świadoma własnej wartości. Co więcej, swoje najbardziej spektakularne akcje niezmiennie podpisuje nazwiskiem Chawinga, ponieważ rolę pierwszej goleadorki od fenomenalnej Tabithy z powodzeniem przejęła młodsza siostra Temwa. Do tego dodajmy jeszcze niesamowicie pracowitą Lovę Lundin oraz równie efektowne, co efektywne Amerykanki Strother i Nakae i złoży się nam z tego całkiem zgrabny, ofensywny kwartecik. Nieco gorzej mają się sprawy w defensywie, gdzie najkorzystniej prezentują się wahadła (Dahlström, Hermansson), a trochę mniej pewnie trzyosobowy blok w jej centralnym punkcie. Swego rodzaju niewiadomą jest także chyba najbardziej nieobliczalna z piłkarek Kvarnsveden Jenny Wahlén, która absolutnie ekstraklasowe występy przeplata takimi, o których sama chciałaby jak najszybciej zapomnieć. Bez względu na wszystko, możemy być jednak pewni, że ekipa z Dalarny w grze pozostanie do samego końca, a po ewentualnym awansie dołoży wszelkich starań, aby godnie zaprezentować się na boiskach Damallsvenskan. Powrót królowej Tabithy? Chyba jeszcze nie ten czas.

A może … niespodzianka?

Oczywiście, szans na awans nie należy całkowicie odbierać także klubom, które plasują się obecnie tuż za czołową czwórką. Wydaje się jednak, że prowadzone do boju przez gwiazdy z Ameryki Łacińskiej Assi oraz Sundsvall potrzebowałyby wyjątkowo szczęśliwego splotu wydarzeń, aby na dobre włączyć się do walki o Damallsvenskan. Pamiętając jednak choćby okoliczności ubiegłorocznego awansu Kalmar, doskonale zdajemy sobie sprawę, że w tej lidze ferowanie przedwczesnych wyroków całkowicie mija się z celem. Nasze prognozy – jak zresztą zawsze – skutecznie zweryfikuje boisko, ale skoro mamy akurat przerwę w rozgrywkach, to nie zaszkodzi trochę podebatować. Czyli jak, które kandydatki wybieracie?

Trzy minuty od zwycięstwa

Fotboll, Dam, F16 Fyrnationsturnering, …sterrike - Sverige

Angel Mukasa i Louise Matsgård – dwa filary kadry rocznika 2002 (Fot. SvFF)

Pięć krajów nordyckich, a do tego Niemcy, Anglia i Holandia – tak przedstawiała się obsada tegorocznego turnieju Nordisk Flick dla reprezentacji rocznika 2002. W tej niewątpliwie doborowej stawce szwedzkie szesnastolatki spisały się bardzo dzielnie, a do tego, aby w finałowym starciu z Danią (czyżby przedsmak tego, co czeka nas 4. września?) o końcowym zwycięstwie decydowały rzuty karne, zabrakło im zaledwie trzech minut. Paradoksalnie, najbardziej pozytywną informacją płynącą z rozegranej w norweskim Hamar imprezy wcale nie jest osiągnięty podczas niej wynik sportowy. A przynajmniej nie tylko on.

Nasze podsumowanie rozpocznijmy jednak od kwestii czysto piłkarskich, bo choć na tym etapie rozgrywek młodzieżowych nie wynik jest najistotniejszy, dobrą postawę na boisku zawsze warto docenić. Pochwały należą się więc na końcówkę meczu z Islandią, w którym udało się rozstrzygnąć to wyrównane starcie na naszą korzyść, za świetną, drużynową grę przeciwko Anglii i wreszcie za finałowy rollercoaster z Dunkami, podczas którego to Szwedki przez większą część spotkania były stroną prowadzącą grę. Pozytywów nie zabrakło nawet w stosunkowo wysokiej porażce z Niemkami, gdyż to właśnie zdobyty w samej końcówce przez Johannę Lindblom (fenomenalna asysta Hanny Ekengren) gol na 2-5 dał nam ostatecznie przepustkę do finału. Pamiętajmy bowiem, że gdyby Niemki zwyciężyły różnicą czterech goli, o zwycięstwo w turnieju zagrałyby Islandki. Doświadczenie i nauka wyniesione z tej rywalizacji jak najbardziej mogą zatem zaprocentować w przyszłości.

O przyszłości mówił także selekcjoner kadry rocznika 2002 Pär Lagerström, dla którego również zwycięstwo nie było celem samym w sobie. Dwadzieścia naszych piłkarek ma możliwość zmierzenia się z najlepszymi na świecie. Sprawdzenie się w międzynarodowej rywalizacji jest niezwykle istotne i ważne jest, aby te zawodniczki wróciły do swoich klubów bogatsze o to doświadczenie. Oczywiście, mam nadzieję, że wiele dziewczyn z tej grupy będzie grało w przyszłości na wielkich turniejach, ale póki co podstawowym celem jest wykonanie kolejnego kroku na drodze ich rozwoju. Piłka nożna to sport zespołowy, dlatego istotne jest, aby udało nam się zbudować z nich drużynę – podsumował selekcjoner i trudno z jego słowami polemizować. Prawdą jest, że Szwecja nigdy nie będzie drugą Japonią lub Brazylią, więc warto zwrócić uwagę na elementy, które w rywalizacji z bardziej technicznymi przeciwnikami mogą dać nam przewagę.

Analizując skład szwedzkiej kadry na tegoroczny Nordisk Flick, nie sposób pominąć kwestii społecznych. Z nieukrywaną radością obserwujemy bowiem zdecydowany wzrost liczby piłkarek z rodzin i społeczności imigranckich. O ile wśród chłopców ten trend obecny był już od mniej więcej dekady, o tyle dziewczynki ze wspomnianych środowisk zdecydowanie mniej chętnie garnęły się do uprawiania sportu. Na szczęście, czasy te wydają się należeć już do przeszłości, a integracja poprzez sport (która moim zdaniem jest zdecydowanie najbardziej skuteczną formą integracji) zatacza coraz szersze kręgi. Nie mam oczywiście pojęcia ile spośród grających przez ostatni tydzień w Hamar zawodniczek zadebiutuje kiedyś w seniorskiej kadrze Szwecji (oby jak najwięcej), ile wybierze grę dla innych barw (jeśli taka będzie ich wola, to również oby jak najwięcej), a ile swoją przygodę z futbolem zakończy na poziomie piłki młodzieżowej (tutaj akurat mam nadzieję, że żadna). Nie to jest jednak dla mnie istotą sprawy. Ważne jest, że czas, który spędzą na wspólnych treningach i zgrupowaniach wykształci w nich wiele pozytywnych cech i nawyków, które każda z nich będzie mogła później właściwie spożytkować. Bez względu na to, którą ze ścieżek zdecyduje się podążyć.

Wyniki szwedzkiej kadry na Nordisk Flick 2018:

vs. Islandia 2-0  (Halldorsdottir (s), Bennison)

vs. Anglia 2-1  (Lindblom, Bennison)

vs. Niemcy 2-5  (T. Johansson, Lindblom)

vs. Dania  3-4 dogr.  (Reidy, S. Johansson, T. Johansson)

Podsumowanie 11. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 11. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Eskilstuna 3-3 Linköping. Wbrew pozorom, mecze z tak dużą ilością goli nie zawsze są wielkimi widowiskami, ale na nasze szczęście ten akurat był. Zwroty akcji, kontrowersje sędziowskie, mało doświadczona bramkarka w fenomenalnym stylu broniąca rzut karny wykonywany przez bohaterkę Igrzysk w Rio, trener gości żegnający się z Damallsvenskan odesłaniem na trybuny, napastniczka gości żegnająca się z Damallsvenskan golem i asystą i wreszcie na koniec mało satysfakcjonujący każdą ze stron podział punktów. Oj, działo się w niedzielę na Tunavallen.

Najładniejszy gol: Anna Anvegård (Växjö). Przepięknym strzałem z dystansu zachwyciła nas Petra Johansson, długo zapamiętamy wspaniały rajd Clary Markstedt, ale jednak ofensywny tercet z Växjö znów okazał się bezkonkurencyjny. Na certyfikat najwyższej, piłkarskiej jakości zasługuje bowiem nie tylko samo wykończenie akcji przez Anvegård, lecz sposób w jaki beniaminek ze Småland rozklepał jedną z najlepszych formacji defensywnych w Europie. Zabrakło naprawdę niewiele, aby ten gol okazał się przy okazji trafieniem na wagę sensacyjnych trzech punktów.

Najlepsza piłkarka: Madelen Janogy (Piteå). Choć runda wiosenna w wykonaniu byłej skrzydłowej Mallbacken absolutnie nie była nieudana, do dziś trudno było wskazać mecz, w którym słynąca z niesamowitej waleczności piłkarka poniosłaby swoją drużynę do zwycięstwa. Ot, po prostu, Piteå miało inne bohaterki pierwszego planu, a Janogy niezmiennie robiła to, za co wszyscy ją doceniają. W starciu przeciwko Limhamn Bunkeflo wychowanka Falköping miała wreszcie swój moment i nie chodzi tu nawet o gola i asystę, ale o niemal perfekcyjne dziewięćdziesiąt minut w jej wykonaniu. W znacznym stopniu to właśnie dzięki niej piękny sen całej futbolowej Laponii będzie trwał przynajmniej o miesiąc dłużej.


11. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 3  (2 wykorzystane)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 1

Najwyższa frekwencja: 1 198  (Piteå – Limhamn Bunkeflo)

Najniższa frekwencja: 279  (Kalmar – Göteborg)

Najszybszy gol: Filippa Angeldahl (Linköping) – 10. minuta (vs. Eskilstuna)

Najpóźniej strzelony gol: Aivi Luik (Kalmar) – 90. minuta (vs. Göteborg)


Jedenastka kolejki:

TEAM_11

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Witajcie w Pitewood!

Hollywood_Sign_(Zuschnitt)

Fot. Thomas Wolf

Na ostatniej prostej przygotowań do sezonu niemal jednocześnie wypadli im trener, kapitanka i dwie kluczowe piłkarki. Najlepszą strzelczynią zespołu znów była pomocniczka i to wcale nie ofensywna. Z opaską na ramieniu drużynę prowadziła w bój dwudziestolatka, która jeszcze dwa lata temu biegała po trzecioligowych boiskach. W teoretycznie kluczowym momencie rundy przytrafiła im się seria trzech porażek, z których każda kolejna poniesiona była w coraz gorszym stylu. A jednak żadna z tych przeciwności nie była w stanie złamać twardego, lapońskiego ducha walki. Choć przed sezonem wydawało się to kompletną abstrakcją, klub mający w swojej kadrze zaledwie jedną reprezentantkę swojego kraju (Nigeryjkę Faith Ikidi), na półmetku ligowych zmagań patrzy z góry na wszystkich rywali. Co więcej, dokonuje tego w roku, w którym świętuje swoje setne urodziny. Ależ piękna symbolika!

Runda wiosenna w wykonaniu piłkarek z Piteå idealnie nadawałaby się na scenariusz filmu, ale na każdej długości i szerokości geograficznej poza Kalifornią najpewniej zostałby on odrzucony ze względu na zbyt mały realizm. W Los Angeles kochają jednak historie dziewczyn z odległej prowincji, które wbrew wszystkim racjonalnym przesłankom osiągają sukces, a następnie zaliczają niezwykle bolesny upadek w chwili, gdy wszystko wydaje się iść po ich myśli. Później następuje jednak następuje scena finałowa, w której nasza bohaterka dzięki swej determinacji (a także szczęśliwemu splotowi niezależnych od niej okoliczności) odradza się niczym feniks, triumfalnie wracając na szczyt. Takich produkcji Kalifornia wypuściła setki, a analogii do ostatnich miesięcy w Piteå odnajdziemy w nich aż nadto. Mamy przecież pozbawioną gwiazd młodą drużynę z dalekiej Północy rywalizującą z przeważającymi siłami Południa, mamy trenera łączącego pracę w klubie z opieką nad chorym członkiem rodziny, mamy nieprawdopodobne i wymykające się jakiejkolwiek logice zwycięstwo nad urzędującym mistrzem po golu w 93. minucie, mamy niepokojąco przedłużający się kryzys pod koniec rundy i – wreszcie – mamy również zwycięstwo po epickim meczu w ostatniej kolejce, które pozwoliło wrócić na fotel lidera. Sami przyznacie, że do kompletu brakuje tu tylko scenarzysty i reżysera.

Skoro już trzymamy się hollywoodzkiej konwencji, to finałowe zwycięstwo oczywiście też nie mogło przyjść naszym bohaterkom łatwo. Potyczkę z Limhamn Bunkeflo ekipa z Piteå rozpoczęła wprawdzie od serii ataków na bramkę Emmy Lind, ale golkiperka z Malmö zatrzymywała każdą lecącą w jej kierunku piłkę. Szczęścia próbowała Löfqvist, chytrym strzałem składną, zespołową akcję sfinalizowała Janogy, ale kolejne ataki zamiast wybuchu radości przynosiły jedynie jęk zawodu i rozczarowanie miejscowych fanów. Po okresie dominacji gospodyń, dwie doskonałe okazje stworzyły sobie zawodniczki ze Skanii i naprawdę trudno powiedzieć jak to się stało, że przynajmniej jedna z nich nie zakończyła się zdobyciem przez nich gola. Najpierw Rakel Hönnudottir zabrakło kilkunastu centymetrów, aby strącić futbolówkę do pustej już bramki, a następnie zazwyczaj niemyląca się w takich sytuacjach Sofia Wännerdahl przegrała pojedynek sam na sam z Cajsą Andersson. Podopieczne Stellana Carlssona wróciły więc z dalekiej podróży i gdy wydawało się, że obie ekipy udadzą się do szatni przy bezbramkowym remisie, rozgrywająca fantastyczną partię Janogy dośrodkowała w pole karne gości, a tam Jakobsson uprzedziła Winberg i celnym strzałem uszczęśliwiła LF Arenę.

O przedwczesnej celebracji nie mogło jednak być mowy, gdyż każdy w Norrbotten doskonale pamiętał ostatnią konfrontację z przeciwnikiem ze Skanii. Wtedy także zaczęło się od 1-0, a skończyło na bardzo dotkliwej porażce. Historii tej nie zapomniały również same piłkarki, ale moment dekoncentracji wystarczył, aby Wännerdahl dorzuciła idealną piłkę z lewego skrzydła, a Parikka wygrała główkę z Pedersen i zrobiło się 1-1. Powtórka z rozrywki? Nic z tych rzeczy! Tym razem piłkarki z Piteå postanowiły napisać inne, zdecydowanie bardziej satysfakcjonujące dla nich zakończenie i ponownie przypuściły szturm na bramkę gości. W niej tradycyjnie fantastycznie spisywała się Lind, która bezbłędnie poradziła sobie z uderzeniem z dystansu Karlenäs, ale w 62. minucie nawet ona nie była w stanie uchronić Limhamn Bunkeflo od utraty drugiego gola. Z jego zdobycia cieszyła się natomiast najlepsza na placu Janogy, która na raty przyjęła futbolówkę po rykoszecie od Welin i z najbliższej odległości wpakowała ją do siatki gości. W końcowym kwadransie gra przeniosła się już całkowicie pod bramkę Cajsy Andersson, ale pomimo coraz bardziej zaznaczającej się przewagi, przyjezdne nie potrafiły wykorzystać żadnej z wykreowanych przez siebie okazji. Welin, Parikka i Lang Nilsson mogły jednym golem przerwać sen całej Północy o liderowaniu na półmetku rozgrywek, ale skoro już przenieśliśmy się do amerykańskiego kina, to w nim głównym bohaterom w takiej chwili nie dzieje się krzywda i tak naprawdę jedyną rzeczą, której mogli w Piteå żałować było to, że w tak niesamowitych okolicznościach kończyła się “tylko” runda, a nie cały sezon. O tym, czy nasz kopciuszek zostanie ostatecznie królową balu, przekonamy się bowiem dopiero za cztery miesiące, gdyż właśnie wtedy zostanie wyemitowany ostatni odcinek jesiennej serii niezwykle ekscytującego serialu pod tytułem Damallsvenskan 2018.

Amanda za trzy punkty

edgren-jpg

Gol Amandy Edgren zapewnił Kristianstad zwycięstwo (Fot. Bildbyrån)

Terminarz ostatniej wiosennej kolejki ułożył się tak, że odpowiedzi na te zdecydowanie najważniejsze pytania przyniesie nam dopiero niedziela. Nie oznacza to jednak, że w sobotnie popołudnie na szwedzkich boiskach brakowało emocji. Co więcej, były to emocje wybitnie skondensowane, gdyż mecze na trzech arenach rozpoczynały się dokładnie o tej samej porze i każdy z nich napisał swoją własną historię.

Najbardziej wyczekiwanym starciem dnia była z pewnością potyczka Kristianstad ze stołecznym Hammarby. Niepokonane jak dotąd w swojej nowej twierdzy piłkarki Elisabet Gunnarsdottir podejmowały drużynę, która nie przegrała ani jednego meczu za kadencji Isaka Dahlina. Wnikliwa analiza potencjału osobowego obu ekip kazała upatrywać minimalnych faworytek tego starcia w gospodyniach i to właśnie zawodniczki ze Skanii od pierwszych minut przystąpiły do ataku. Ze strzałem Tine Schryvers doskonale poradziła sobie jednak Holmgren, a po główce Becky Edwards futbolówka o kilkadziesiąt centymetrów minęła lewy słupek bramki Hammarby. Zespół ze stolicy odpowiedział serią stałych fragmentów gry pod koniec pierwszej połowy, ale choć w szesnastce Olsson przynajmniej dwa razy robiło się gorąco, celnego strzału gości nie odnotowaliśmy.

Po przerwie znów ze zdecydowanie większym animuszem rozpoczęły gospodynie i naprawdę niewiele brakowało, aby błyskawicznie przyniosło to bramkową korzyść. Uderzenie Alice Nilsson zza pola karnego, ku rozpaczy miejscowych fanów, zatrzymało się jednak zaledwie na poprzeczce bramki Holmgren. Konsekwentna i metodyczna postawa piłkarek ze Skanii w końcu została jednak nagrodzona. Akcję, która ostatecznie rozstrzygnęła losy meczu zainicjowała rezerwowa Hanna Sandström, a sytuacyjnym uderzeniem wykończyła ją niezawodna w tego typu sytuacjach Amanda Edgren. W samej końcówce przyjezdne spróbowały jeszcze poszukać przynajmniej wyrównującego gola, ale ani dalekie wyrzuty Klary Folkesson, ani mniej precyzyjne niż zazwyczaj dośrodkowania Elise Kellond-Knight nie przekuły się na choćby jedną bramkową okazję. Zwycięstwo nad sąsiadem w ligowej tabeli oznacza, że w Kristianstad mogą udać się na czterotygodniowy odpoczynek od ligowego grania w dobrych nastrojach, z widokami na całkiem udaną jesień. Jak by nie patrzeć, drużyny, która w pierwszej części sezonu przegrała najmniej spotkań, w rozważaniach medalowych pomijać po prostu nie wypada.

******

Mecz w Kalmar miał być teoretycznie najłatwiejszym przystankiem dla maszerującej w górę ligowej tabeli ekipy z Göteborga, ale niespodziewanie dla wszystkich to beniaminek ze Småland w 26. minucie otworzył wynik spotkania. Emma Jones wykorzystała fatalny kiks Emmy Koivisto, dzięki czemu na Gröndals IP zrobiło się naprawdę interesująco. Podopiecznym Marcusa Lantza jeszcze przed przerwą udało się jednak doprowadzić do remisu, gdy po akcji Olivii Schough i bilardzie w polu karnym najwięcej zimnej krwi zachowała Adelina Engman. Druga połowa, zgodnie zresztą z oczekiwaniami, przebiegała wyraźnie pod dyktando gości, ale na kolejne gole swoich ulubienic grupka fanów z zachodniego wybrzeża musiała poczekać aż do 66. minuty. Wtedy właśnie na listę strzelczyń wpisała się Annahita Zamanian, a niedługo później resztek złudzeń grających już wtedy w osłabieniu po czerwonej kartce dla Erin Gunther piłkarek z Kalmar pozbawiła niesamowicie skuteczna w ostatnich tygodniach Rebecka Blomqvist. W samej końcówce dodatkowe emocje postanowiła zapewnić nam jeszcze sędziująca to spotkanie Sara Persson, gwiżdżąc bardzo wątpliwy rzut karny dla gospodyń, ale pewnie wykonana przez Aivi Luik jedenastka jedynie zmniejszyła rozmiary porażki zespołu prowadzonego przez Jonasa Walfridssona.

******

Stosunkowo leniwa pierwsza połowa i prawdziwy rollercoaster po przerwie – tak wyglądał dzisiejszy mecz w Vittsjö. Choć przez niemal godzinę to gospodynie wydawały się być bliższe objęcia prowadzenia, worek z bramkami w północnej Skanii rozwiązały piłkarki ze Sztokholmu, którym wystarczyło zaledwie 180 sekund, aby dwukrotnie umieścić futbolówkę w siatce Shannon Lynn. Jako pierwsza uczyniła to Fanny Andersson, robiąc najlepszy możliwy użytek z centry Petronelli Ekroth, a po chwili skuteczną, indywidualną akcją popisała się szesnastoletnia Tilde Lindwall, zdobywając swojego debiutanckiego gola w ekstraklasie. Zespół z Vittsjö stać było jeszcze na odrobienie strat (gole Markstedt i Sällström), ale całkowicie losów meczu odwrócić się im już nie udało.

Komplet sobotnich wyników:

2

3

4

Komplet niedzielnych wyników:

5

6