EUROkronika – dzień 10

tumblr_inline_ooqqou8I6H1qmbsz9_540

Fot. Instagram

Jeśli ktoś spodziewał się, że po ostatnim przedmeczowym treningu będzie można bez większych problemów wytypować wyjściową jedenastkę na mecz z Włoszkami, to niewątpliwie spotkało go ogromne rozczarowanie. Pia Sundhage oraz Lilie Persson postanowiły bowiem dać swoim piłkarkom nieco więcej luzu, dzięki czemu poniedziałkowe zajęcia toczyły się na stosunkowo niskiej intensywności. Na podstawie truchtania oraz zabaw z piłką trudno było jednak wyciągnąć jakiekolwiek konstruktywne wnioski, a gdy nadszedł czas tradycyjnej gierki, jedynym kryterium podziału okazał się być … wiek zawodniczek. Z EUROkronikarskiego obowiązku mogę dodać, że zwycięsko z niecodziennego pojedynku wyszedł ostatecznie zespół „starszych”, a świetną formą strzelecką popisała się Lotta Schelin, ale w niczym nie przybliża to nas do rozwiązania zagadki dotyczącej obsady kilku pozycji.

Skoro obserwacja zajęć dała niewiele, trzeba było wsłuchać się w słowa obu selekcjonerek, które zgodnie zapowiadały więcej niż jedną roszadę w porównaniu z meczem przeciwko Rosji. Lilie Persson przypominała, że Igrzyska w Brazylii pokazały, że Szwecja jak mało kto potrafi dokonywać zmian nie obniżających jakości zespołu i zasugerowała, że identycznej sytuacji powinniśmy spodziewać się dziś w Doetinchem. Jednoznacznie ucięte zostały ponadto spekulacje dotyczące ewentualnych kalkulacji, a wszyscy zgodnie podkreślali, że bez względu na personalia oraz rozstrzygnięcia w grupie A, w meczu z Włoszkami interesuje nas wyłącznie zwycięstwo. Niewykluczone, że zapewnić spróbuje nam je między innymi Hanna Folkesson, gdyż to właśnie pomocniczka Rosengård była wczoraj nadspodziewanie mocno komplementowana przez Sundhage. Selekcjonerka wyrażała się w samych superlatywach na temat boiskowej współpracy Folkesson z Seger i choć żadna oficjalna deklaracja nie padła, to występ tego duetu od pierwszej minuty nie będzie chyba dla nikogo wielkim zaskoczeniem. Do ostatnich chwil najprawdopodobniej ważyła się także kwestia obsady obu boków defensywy, gdzie w zależności od planu lub strategii Sundhage i Persson mogą dokonać wyboru spośród czterech piłkarek (Samuelsson, Eriksson, Andersson oraz Glas). Celem numer jeden na dzisiejszy wieczór niezmiennie pozostaje jednak spokojne wywalczenie awansu do ćwierćfinału, uniknięcie niepotrzebnych kontuzji i przystąpienie do decydującej rywalizacji z jak największą liczbą wypoczętych zawodniczek.

Tematem, który w ostatnich godzinach skutecznie rozgrzał opinię publiczną po obu stronach cieśniny Sund okazał się potencjalny ćwierćfinał EURO 2017 pomiędzy Danią i Szwecją. Nie jest bowiem wielką tajemnicą, że Magdalena Eriksson związana jest prywatnie z Pernille Harder, co niewątpliwie stanowiłoby kolejny smaczek i tak niezwykle interesującej szwedzko-duńskiej rywalizacji. Obrończyni Linköping podchodzi jednak do tematu bez niepotrzebnej ekscytacji, choć jednocześnie przyznaje, że rywalizacja z partnerką o miejsce w najlepszej czwórce turnieju byłaby czymś wyjątkowym. Wiadomo, że moje odczucia przy okazji meczu z Danią będą zupełnie inne niż podczas innych meczów, ale gdy zabrzmi pierwszy gwizdek, każda z nas skoncentruje się wyłącznie na swoich zadaniach – zapewnia Eriksson. Piłkarka LFC podkreśla ponadto, że jeszcze nie rozmawiała z Harder na temat ewentualnej konfrontacji, gdyż przed końcem fazy grupowej nie było takiej potrzeby, ale za to konsultowała z nią kwestię zmiany barw klubowych. Razem uznałyśmy, że transfer do Chelsea będzie dla mnie idealnym krokiem na tym etapie kariery. Od początku było jasne, że piłkarsko każda z nas będzie szła własną ścieżką, ale z Londynu będę miała do niej zdecydowanie bliżej, jedynie dziewięćdziesiąt minut samolotem – podsumowuje Eriksson i dodaje, że ma nadzieję, iż kiedyś w przyszłości te futbolowe ścieżki raz jeszcze się przetną. Tak, mam nadzieję, że ponownie spotkamy się na tej drodze i znów zagramy w jednej drużynie – kończy.

******

FBL-EURO-2017-WOMEN-NOR-DEN

Fot. Getty Images

Do tego, aby Eriksson i Harder faktycznie otrzymały szansę boiskowej rywalizacji, musi jednak zostać spełnionych kilka warunków. O realizację pierwszego z nich postarały się wczoraj wieczorem Dunki, jednocześnie odsyłając do domu prowadzoną przez Martina Sjögrena Norwegię. Gol na wagę trzech punktów padł już w piątej minucie, po tym jak Harder zdecydowała się na indywidualny rajd środkiem boiska, doskonale wypatrzyła Veje, a ta, wykorzystując mało zdecydowaną reakcję Minde (coś dużo tu dziś tych akcentów z Linköping), pokonała Ingrid Hjelmseth. W kolejnej fazie meczu do głosu doszły podrażnione wicemistrzynie Europy, ale pomimo wielu naprawdę dobrych okazji, nie udało im się zdobyć chociażby wyrównującego gola. Najlepszą z nich zmarnowała tuż przed końcem pierwszej połowy Caroline Hansen, ale z drugiej strony, od meczu otwarcia EURO 2013 na temat Petersen broniącej rzuty karne powiedzieć możemy całkiem sporo, a wczoraj jedynie utwierdziliśmy się w swoich przekonaniach. Zwyciężając, Dunki rzecz jasna pomogły same sobie, ale nie byłoby ich awansu do kolejnej fazy bez korzystnego dla nich wyniku na stadionie w Tilburgu. Zgodnie z przewidywaniami, Holenderki nie dały się jednak pokonać Belgijkom przed własną publicznością, choć oba trafienia dla Pomarańczowych Lwic były poniekąd szczęśliwe. Pierwszy gol był efektem zupełnie niepotrzebnego przewinienia we własnej szesnastce, drugi zaś padł po rykoszecie, który całkowicie zmylił próbującą interweniować Odeurs. Biorąc pod uwagę cały mecz, podopieczne Ivesa Serneelsa pokazały jednak się z naprawdę niezłej strony i choć na otarcie łez pozostała im jedynie honorowa bramka Wullaert (swoją drogą – gol przepięknej urody), to o debiucie Czerwonych Płomieni w finałach mistrzostw Europy z pewnością szybko nie zapomnimy. A smutnym dziś sympatykom reprezentacji Belgii przypominam, że już za dwa lata mogą mieć okazję do przeżycia kolejnej, jeszcze większej przygody i mają na to naprawdę spore szanse.

Reklamy

EUROkronika – dzień 9

england-spain

Fot. Getty Images

Carina Vitulano dała nam się całkiem dobrze poznać już podczas EURO 2013, czy też meczu Francja – Islandia, ale okazuje się, że każdy kolejny występ włoskiej sędzi nadaje się przynajmniej na osobny akapit. W rywalizacji Angielek z Hiszpankami zaczęło się od mocnego uderzenia, czyli nieuznanego prawidłowego gola Millie Bright, później mieliśmy sporo wątpliwości co do kilku fauli czy spalonych, ale naprawdę ciekawie zrobiło się na kwadrans przed końcem spotkania. Urodzona w Argentynie pani arbiter najpierw pewnym ruchem wskazała na jedenasty metr po tym, jak ręką we własnej szesnastce zagrała Ellen White, aby po chwili zmienić zdanie i przyznać piłkę Angielkom. Zastanawiacie się być może, co było przyczyną korekty wcześniejszej decyzji? Okazuje się, że sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Lucy Bronze, która … ze spokojem objaśniła włoskiej sędzi przepisy gry w piłkę nożną oraz poinformowała, gdzie Vitulano popełniła błąd. Stężenie absurdu jest w tym wszystkim nieprawdopodobnie wysokie, ale – jeśli uznać wersję lansowaną przez brytyjskie media za w stu procentach prawdziwą – cała ta sytuacja ma jeden niezaprzeczalny pozytyw. Otrzymaliśmy bowiem właśnie niepodważalny dowód na to, że istnieją zawodniczki, które podczas pogadanek na temat przepisów nie tylko nie podsypiają, nie tylko słuchają, ale nawet robią notatki. Jak widać, czasami mogą one się przydać w najmniej spodziewanym momencie i uratować drużynie komplet punktów.

Oprócz Angielek, po trzy punkty sięgnęły wczoraj skazywane na pożarcie Portugalki, dzięki czemu ich premierowy start w mistrzostwach Europy stał się jeszcze bardziej wyjątkowy. Claudia Neto na listę strzelczyń wprawdzie się nie wpisała, ale na murawie w Rotterdamie każdym kolejnym zagraniem potwierdzała, że zalicza się do grona naprawdę topowych piłkarek. Możemy się tylko cieszyć, że zawodniczka, której maestrię możemy od kilku lat podziwiać w niemal każdy weekend, dostała szansę, aby pokazać się także przed znacznie szerszą publicznością i w pełni ją wykorzystała. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro Neto, podobnie jak chociażby Lieke Martens, to piłkarka z zasady nie schodząca poniżej pewnego poziomu. Tego samego nie da się niestety powiedzieć o Vaili Barsley, której znów przytrafiło się kilka poważnych błędów, a dwa z nich zakończyły się mało dla niej przyjemnym widokiem futbolówki radośnie trzepoczącej w bramce Gemmy Fay. Na Tunavallen mają z pewnością nadzieję, że limit błędów na ten rok szkocka defensorka wyczerpała już w Holandii, gdyż wobec odejścia Viggosdottir, najsolidniejsza dotychczas formacja Eskilstuny może nagle stracić całkiem sporo na jakości, a przewaga nad ligowym peletonem nie jest już tak bezpieczna, jak na przykład dwa miesiące temu. Z EUROkronikarskiego obowiązku dodajmy jeszcze, że w kadrze Anny Signeul zagrały wczoraj także Ifeoma Dieke oraz Fiona Brown, choć nie były to występy, które będziemy z nostalgią wspominać podczas zimowej przerwy w rozgrywkach.

******

EURO 2017 nabrało tak wielkiego tempa, że zupełnie niepostrzeżenie dotarliśmy już do trzeciej kolejki fazy grupowej. Zazwyczaj cechuje się ona niesamowitą dynamiką oraz licznymi zwrotami akcji i nic nie wskazuje na to, aby tym razem miało być inaczej. Emocje powinny być zatem gwarantowane, tym bardziej, że już grupa A zafunduje nam dziś wieczorem mnóstwo smaczków. Po pierwsze, przeciwko sobie zagrają Norwegia z Danią oraz Holandia z Belgią, co już samo w sobie jest wystarczającą reklamą. Po drugie, jeśli w tym drugim meczu padnie wynik 2-1 dla podopiecznych Ivesa Serneelsa, to obie zainteresowane drużyny zapewnią sobie awans do ćwierćfinału bez względu na to, co w tym samym czasie dziać się będzie w Deventer. Możemy być zatem absolutnie pewni, że Duńczycy (a w przypadku niezwykle korzystnego zbiegu okoliczności także i Norwegowie) będą już za chwilę nerwowo nasłuchiwać wieści dochodzących z Tilburga. Te jednak powinny być dla nich nie najgorsze, gdyż trudno przypuszczać, aby gospodynie zdecydowały się na celową, taktyczną porażkę na oczach własnych fanów, tym bardziej, że rezultat 1-2 oznaczałby jednocześnie awans z pierwszego miejsca Belgijek. Jak widać, sytuacja jest niesamowicie interesująca, a to, że sprawdzić może się jeszcze każdy scenariusz z wyjątkiem awansu Dunek i Norweżek to chyba największa zachęta, aby poniedziałkowy wieczór spędzić w piłkarskim klimacie i zafundować sobie intensywną, emocjonalną rozgrzewkę przed wtorkowym daniem głównym.

******

8bd0c52d-de36-4f65-8143-88db7d31a0b8

Fot. Anna Tärnhuvud

Na koniec tradycyjny raport z Arhnem, bo choć w szwedzkim obozie weekend upłynął nadzwyczaj spokojnie, to ostatnie godziny przyniosły nam kilka ciekawych informacji. Stina Blackstenius przyznała, że podczas pierwszego pełnego treningu po kontuzji nie czuła się jeszcze idealnie, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, to nie widzi żadnych przeszkód w tym, aby zagrać przeciwko Włoszkom. Ta postawa jednoznacznie spodobała się Lilie Persson, choć asystentka Pii Sundhage szwedzka współselekcjonerka zapowiada, że we wtorek powinniśmy spodziewać się kilku roszad w wyjściowej jedenastce. Ilu konkretnie? W tym temacie nie padła żadna ostateczna deklaracja poza tym, że na dużych turniejach należy rotować składem szczególnie w drugiej linii oraz na bokach defensywy. Ze słowami Persson zgodziła się także Sundhage, która dodała, że kluczem do sukcesu w fazie pucharowej może być odpowiednia liczba świeżych nóg w zespole. Z jej ust również nie usłyszeliśmy jednak konkretów poza zapowiedzią dokonania trzech zmian już w trakcie potyczki z Włoszkami. Oby zatem ich skuteczność okazała się nie gorsza niż Angielek podczas meczu z Hiszpankami.

EUROkronika – dzień 8

483e652f-a446-4cf7-9df9-ea18ac9b86e6

Fot. Anna Tärnhuvud

Wczorajszy dzień upłynął nam w znacznej części na nerwowym oczekiwaniu na nowe wiadomości na temat stanu zdrowia Stiny Blackstenius, a gdy te się w końcu pojawiły, można było odetchnąć z ulgą. Wszystko wskazuje bowiem na to, że podobnie jak cztery dni wcześniej w przypadku Olivii Schough, najgorsze obawy się nie potwierdziły i napastniczka Montpellier najpewniej będzie gotowa do gry już w meczu z Włoszkami. Takimi informacjami podzielił się z nami Mats Börjesson, dodając, że zawodniczka uskarża się na ból w okolicach prawego oka, ale żadnych niepokojących objawów na szczęście nie stwierdzono. Lekarz kadry zaznaczył jednak, że choć sama Blackstenius po dobrze przespanej nocy poczuła się znacznie lepiej, jej postawa na treningach będzie przez przynajmniej dwa dni ściśle monitorowana i dopiero wtedy zapadną ewentualne ostateczne decyzje. Pozostaje więc raz jeszcze uzbroić się w cierpliwość i liczyć na to, że w tej sprawie nie będzie już żadnych nieprzewidzianych zwrotów akcji.

Jedna za znanych piłkarskich prawd głosi, że dzień po zwycięstwie jest zawsze przyjemniejszy niż dzień po porażce. Trudno się zatem dziwić, że w Arnhem humory dopisywały w zasadzie wszystkim, choć spore zdziwienie wzbudził … przebieg oraz wynik meczu Niemcy – Włochy. Spodziewałam się, że raczej się po nich przejadą – komentowała Caroline Seger i bynajmniej nie była w swoich spostrzeżeniach odosobniona. Kapitanka reprezentacji podkreśliła przy tym, że skreślanie zespołu Steffi Jones po dwóch spotkaniach fazy grupowej byłoby jednak zdecydowanie przedwczesne, gdyż pomimo braku turniejowego doświadczenia u wielu piłkarek, ta drużyna na pewno z meczu na mecz będzie się prezentować coraz lepiej. Obok lekarzy i masażystów, zdecydowanie najbardziej pracowitą sobotę w szwedzkim obozie miała oddelegowana tego dnia do spotkań z mediami Magdalena Eriksson, która z kolei odniosła się między innymi do kwestii wzbudzającej mnóstwo emocji jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw, czyli słynnej na cały kraj turniejowej drabinki. Jedna z bohaterek meczu z Rosją przyznała, że perspektywa rozgrywania trzeciego meczu dzień po Holenderkach czy Belgijkach daje oczywiście pewną przewagę, ale bez względu na pozostałe rozstrzygnięcia, Szwedki zagrają we wtorek o pierwsze miejsce w grupie. Taka postawa wydaje się zresztą jak najbardziej uzasadniona, gdyż każdy kolejny dzień EURO 2017 utwierdza nas w przekonaniu, że rozpisywanie misternych scenariuszy ma tu jeszcze mniejszy sens niż cztery lata temu, a i wtedy zakończyło się ono spektakularnym fiaskiem. A propos fiaska, obrończyni Linköping sporo uwagi poświęciła także mającej na koncie dwie porażki reprezentacji Norwegii. Zdaniem Eriksson, system Martina Sjögrena najlepiej sprawdza się w sytuacji, gdy ma on do dyspozycji zawodniczki nie bojące się trudnych rozwiązań i mające ogromne zaufanie do własnych umiejętności, a takich w norweskiej kadrze można doszukać się znacznie mniej niż w mistrzowskim LFC.

******

820964706_9444

Fot. Getty Images

Podczas, gdy jedni coraz śmielej zaczynają spoglądać w stronę ćwierćfinałów, inni powoli szykują się do opuszczenia gościnnej Holandii. Do Włoszek, które wcześniej pozbawiły się jakichkolwiek szans na awans do fazy pucharowej, dołączyły wczoraj Islandki. Z nordyckiej perspektywy nie jest to oczywiście rozwiązanie idealne, ale pozbawiona kilku kluczowych ogniw drużyna Freyra Alexanderssona i tak zaprezentowała się na turnieju bardzo ambitnie. Wczoraj, po bramce Fridriksdottir (tej samej, która tak bardzo zachwyciła nas w dwumeczu przeciwko Rosengård) Islandki przez krótką chwilę prowadziły nawet 1-0, ale później Ramona Bachmann przypomniała sobie, że swego czasu przyjeżdżała do Umeå jako następczyni samej Marty i zapewniła swojej drużynie przedłużenie nadziei na ćwierćfinał (co równie istotne – zrobiła to, nie uciekając się ani razu do trików niedozwolonych). Zwycięstwo Szwajcarek zostało wprawdzie okupione krwią, potem i łzami wybiciem z linii bramkowej, ale jak by nie spojrzeć, trzy punkty z przebiegu gry im się należały. Choć Lara Dickenmann z boiska mogła wylecieć aż dwukrotnie, z czego pierwszy raz już po pięciu minutach. Zdecydowanie mniej ostro było za to w Utrechcie, gdzie Francja po raz pierwszy w historii podzieliła się punktami z Austrią, z czego cieszyły się tylko i wyłącznie podopieczne Dominika Thalhammera. Faworytki grupy C ponownie uratował perfekcyjnie wykonany stały fragment gry, ale tyle w tym dobrego, że tym razem jego podyktowaniu nie towarzyszyły jakiekolwiek kontrowersje, bo rzut rożny w 51. minucie jak najbardziej się Francuzkom należał. Puszczony przez Zinsberger gol sprawił wprawdzie, że Austriaczki nie mogły jeszcze po ostatnim gwizdku Jany Adamkovej świętować awansu, ale przed ostatnią kolejką znajdują się w identycznej sytuacji, co Szwedki. Jak już debiutować na dużym turnieju, to najlepiej właśnie tak.

******

Dziś przed nami najbardziej atrakcyjna kolejka w najmniej atrakcyjnej grupie D. Najpierw o trzecie miejsce zagrają Szkotki z Portugalkami, a trzy godziny później Angielki i Hiszpanki zmierzą się w boju, którego stawką może być uniknięcie Francji w kolejnej fazie turnieju satysfakcja z zajęcia pierwszej lokaty w brytyjsko-iberyjskiej stawce. Że niby przed chwilą pisałem, że na EURO 2017 nikomu nie można odbierać szans, a sam właśnie ułożyłem tabelę? Cóż, ja tylko prowokuję kolejną niespodziankę. Choć trzeba przyznać, że akurat w tej konkretnej grupie może być o nią naprawdę ciężko.

EUROkronika – dzień 7

7aa1e2e5-c087-4f32-a7b0-9f3349d1bace

Fot. Anna Tärnhuvud

Top of the class! Mecz przeciwko Rosji nie był oczywiście najlepszym, jaki szwedzka kadra rozegrała w ostatnich latach, ale podobnie jak cztery dni temu, znów mamy zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia niż do narzekania. Pewne zwycięstwo 2-0, pierwsze miejsce w grupie i właściwie wszystkie karty w ręku to chyba całkiem niezła sytuacja przed ostatnią serią spotkań. Do tego, aby zapewnić sobie awans do ćwierćfinału wystarczy teraz na dobrą sprawę nawet jednobramkowa porażka w rywalizacji z Włoszkami, ale Nilla Fischer zapowiada, że o żadnych kalkulacjach w najbliższy wtorek nie będzie mowy. Jasne, że chcemy wygrać tę grupę – przekonuje kapitanka Wolfsburga i nie ma powodu, dla którego mielibyśmy jej słowom nie wierzyć.

Rosjanki należy jednak mimo wszystko pochwalić, bo choć Hedvig Lindahl nie miała wczoraj najbardziej pracowitego popołudnia, to jednak na przykład Jelena Daniłowa kilka razy dała się mocno we znaki szwedzkiej defensywie. Kolejny raz niezłą zmianę dała ponadto Nadieżda Karpowa i możemy jedynie zastanawiać się, dlaczego Jelena Fomina znów wpuściła swoją zdecydowanie najgroźniejszą armatę dopiero na końcówkę. To jednak zmartwienie przede wszystkim kadry rosyjskiej, a my możemy cieszyć się z kolejnego gola Lotty Schelin, dzięki któremu najlepsza snajperka szwedzkiej kadry stała się jednocześnie najlepszą szwedzką strzelczynią w historii finałów piłkarskich mistrzostw Europy (do tej pory dzieliła ten zaszczytny tytuł z Hanną Ljungberg). Jej bramka – podobnie jak trafienie Stiny Blackstenius na 2-0 – była wprawdzie bezpośrednim następstwem katastrofalnego błędu rosyjskiej bramkarki Tatiany Szczerbak, ale już przed meczem wiedzieliśmy, że to właśnie w defensywie należy szukać u rywalek największej słabości i za właściwe wykorzystanie owej wiedzy należy się podopiecznym Pii Sundhage pochwała. Oczekiwany efekt przyniosła także awizowana przeze mnie już trzy dni temu zmiana Jonny Andersson na Magdalenę Eriksson, choć należy podkreślić, że grająca wczoraj na lewej flance defensywy stoperka Linköping potrafi dośrodkowywać ze stałych fragmentów gry zdecydowanie bardziej precyzyjnie i miejmy nadzieję, że pokaże to europejskiej publiczności jeszcze podczas tego turnieju. Spore rezerwy z całą pewnością mają także wszystkie środkowe pomocniczki, gdyż ani duet Seger – Dahlkvist, ani wchodząca w miejsce tej ostatniej Folkesson, nie mogą zapisać meczu z Rosją po stronie tych najbardziej udanych. Zbyt mało było w ich grze kompaktowej ofensywy, celnych, prostopadłych piłek w kierunku napastniczek oraz płynnego przenoszenia ciężaru gry na skrzydła, a zdecydowanie zbyt dużo niepotrzebnych strat w okolicach linii środkowej, które – na szczęście – tym razem pozostały jeszcze bez poważniejszych konsekwencji.

Bilans zysków i strat koniec końców ponownie wychodzi jednak zdecydowanie na plus, a jeśli uraz Stiny Blackstenius okaże się ostatecznie mniej groźny niż się pierwotnie wydawało (napastniczka Montpellier po zderzeniu z Anną Kożnikową narzekała na problemy z widzeniem, w związku z czym istniało podejrzenia wstrząsu mózgu), to będzie można nawet stwierdzić, że jako jedna z niewielu reprezentacji przeszliśmy dwie kolejki fazy grupowej bez chociażby jednego poważniejszego kryzysu. Na EURO, gdzie aby zdobyć złoty medal trzeba rozegrać sześć spotkań w niespełna trzy tygodnie, może okazać się to naprawdę olbrzymim kapitałem, ale aby zrobić z niego odpowiedni użytek, musimy najpierw w ogóle znaleźć się w fazie finałowej. Dlatego, ciesząc się z trzech punktów, rekordu Schelin i kolejnego czystego konta Lindahl, warto powoli zacząć koncentrować się już na meczu z Włoszkami. Stadion w Doetinchem jak dotąd na tych mistrzostwach nie był świadkiem wielu niespodzianek i chyba nikt nie miałby nic przeciwko temu, aby przynajmniej do końca fazy grupowej niewiele się w tej kwestii zmieniło.

******

Drugie spotkanie w grupie B zaczynaliśmy oglądać w emocjach po szwedzkiej wiktorii, ale na murawie w Tilburgu działy się rzeczy tak zaskakujące, że momentalnie przenieśliśmy całą swoją uwagę właśnie tam. Faworyzowane Niemki okrutnie męczyły się ze skazywanymi na pożarcie Włoszkami, nie potrafiąc strzelić im choćby jednego gola z gry, ale komplet punktów ostatecznie załatwiły im Laura Giuliani do spółki z Kateryną Monzul. Ze szwedzkiej perspektywy, na końcowe rozstrzygnięcie w tym meczu nie możemy rzecz jasna narzekać, ale drużynie prowadzonej przez Antonio Cabriniego musimy oddać, że w niczym nie przypominała kompletnie rozbitego zespołu sprzed kilku miesięcy, który podczas turnieju na Cyprze wyglądał momentami na zupełnie przypadkową zbieraninę dziewczyn z tamtejszych plaż. W Holandii, Bonansea, Gabbiadini i reszta włoskiej ekipy pokazały, że jednak wiedzą na czym polega calcio i nawet grając w liczebnym osłabieniu były bliskie doprowadzenia do remisu, ale niesamowicie ambitna postawa nie wystarczyła do tego, aby przedłużyć nadzieje na awans do fazy pucharowej. Tym sposobem, pierwsza z szesnastu ekip straciła właśnie szansę na zapisanie się trwale w historii futbolu. Kto następny do odstrzału?

******

818415182_9435

Fot. Getty Images

Freyr Alexandersson zapowiadał, że pechowa porażka z Francją nie wpłynie negatywnie na morale jego zespołu, który już za kilka godzin powalczy o być albo nie być w turnieju ze Szwajcarią. Teoretycznie, w jeszcze gorszym położeniu znajdują się Helwetki, które na koniec grupowych zmagań czeka rywalizacja z zespołem Oliviera Echouafniego, ale mistrzostwa w Holandii pokazały już, że dopisywanie jakichkolwiek punktów przed pierwszym gwizdkiem kompletnie mija się z celem. Możemy więc założyć, że ewentualny remis nie będzie tu interesował nikogo, w związku z czym warto nastawić się na prawdziwy mecz walki. A także na trzymanie kciuków za skuteczne interwencje Gunnarsdottir, udane odbiory Atladottir, Viggosdottir oraz Gisladottir i dobry wzrok Anastazji Pustowojtowej, gdyż umiejętności aktorskie jednej ze Szwajcarek są nam doskonale znane nie od wczoraj. Wieści z Doetinchem pilnie nasłuchiwać będą przede wszystkim Austriaczki, gdyż w dużej mierze to właśnie od nich zależy, z jak dużym marginesem błędu przystąpią wieczorem do potyczki z Francuzkami.

EUROkronika – dzień 6

680

Fot. Carl Sandin

Choć przed rozpoczęciem turnieju wydawało się to kompletnie niedorzeczne, dzisiejszy mecz przeciwko Rosji będzie dla szwedzkich piłkarek zdecydowanie najważniejszym w całej fazie grupowej. Choć nie ma takiego układu, który gwarantowałby nam pewny awans do ćwierćfinału już po dwóch seriach spotkań, zwycięstwo nad drużyną Jeleny Fominy pozwoliłoby nam zachować pełną kontrolę nad sytuacją w tabeli, co na tego typu imprezach jest niewątpliwie wartością nie do przecenienia. W marcu tego roku, w spotkaniu towarzyskim, podopieczne Pii Sundhage ustawiły pojedynek z Rosją w niespełna dziesięć minut i chyba nikt nie miałby nic przeciwko temu, aby i dzisiejsze starcie potoczyło się według podobnego schematu. Jest to zresztą chyba najbardziej logiczny scenariusz, gdyż trzeba powiedzieć uczciwie, że na tym poziomie naprawdę trudno byłoby trafić bardziej wygodnego rywala.

Przemożna chęć zwycięstwa przy jednoczesnym przełamaniu strzeleckiej niemocy nie zaślepia jednak nikogo w szwedzkim obozie na tyle, aby nie docenić przeciwniczek ze wschodniej Europy. Poniedziałkowy mecz Rosja – Włochy został już w odpowiedni sposób omówiony, a główny wniosek płynący z tej analizy jest taki, że dyscyplina taktyczna w defensywie zdecydowanie nie jest najmocniejszym punktem naszych rywalek. Z tego powodu możemy spodziewać się wyjątkowo ofensywnie usposobionej szwedzkiej jedenastki, a jeszcze przedwczoraj bardzo poważnie brany był pod uwagę nawet wariant z trzema napastniczkami. Ostatecznie, wszystko wskazuje jednak na to, że pozostaniemy przy sprawdzonym 4-4-2, choć nie jest do końca wykluczone, że rola jednej z nominalnych pomocniczek przypadnie … Lotcie Schelin. Piłkarka Rosengård sprawdzana była na nietypowej dla siebie pozycji podczas dwóch kolejnych treningów (na przeciwnej flance ustawiona była Asllani, zaś na szpicy – w jednej linii – Rolfö oraz Blackstenius) i trzeba przyznać, że testy te wypadły naprawdę obiecująco. Trzeba jednak zaznaczyć, że wycofanie Schelin do drugiej linii jest zaledwie jednym z trzech pomysłów naszych selekcjonerek, a pozostałe zakładają wystawienie od pierwszej minuty na prawym skrzydle Julii Spetsmark oraz powrót do Olivii Schough, która zgodnie z zapowiedzią już wczoraj odbyła pełny trening z zespołem i będzie w stu procentach gotowa do gry. Z tego faktu cieszy się zresztą nie tylko sztab szkoleniowy, ale i lekarz kadry, który z dużym rozbawieniem zauważył, że najwyraźniej słynny już na całą Europę opatrunek założony skrzydłowej Eskilstuny podczas meczu z Niemkami, okazał się jednak skuteczny. Dobry humor nie opuszczał także Pii Sundhage, która z kolei na początku wczorajszych zajęć nadała swojej asystentce pseudonim Morozowa. Takie z pozoru mało znaczące obrazki mają naprawdę kolosalne znaczenie, gdyż pokazują, jak ważny był dla tej reprezentacji dobry występ na otwarcie turnieju. Jeszcze przed jego rozegraniem pisałem, że może on tę grupę albo dobić, albo podarować jej drugie życie i wszystko wskazuje na to, że ziścił się ten bardziej optymistyczny wariant. Teraz tylko pozostaje życzyć sobie, aby ten stan udało się utrzymać jak najdłużej.

Coraz bardziej pozytywna energia płynąca z Arnhem nie jest jednak równoznaczna z tym, że przygotowania do meczu z Rosją przebiegają w sielankowej atmosferze. Sporo emocji wywołała na przykład nieobecność na wczorajszej konferencji prasowej awizowanej wcześniej Lotty Schelin, która w ostatniej chwili zastąpiona została Nillą Fischer. Sundhage próbowała rzecz jasna tłumaczyć, że dobrze, aby okazję do wypowiedzenia się miały kolejno wszystkie zawodniczki, ale – jak słusznie zauważono – podczas trwania turnieju okazji do skonfrontowania się z Schelin jeszcze nie było. Równie głośno dyskutowana była decyzja selekcjonerek o rezygnacji z odbycia przysługującego nam treningu na murawie w Deventer, co – jak doskonale wiemy – nie jest bynajmniej standardową procedurą. Sundhage, Persson oraz Marika Domanski-Lyfors zgodnie tłumaczyły, że ze względów logistycznych taki wyjazd przyniósłby więcej strat niż korzyści, ale nie wydaje się, aby słowa te w pełni zadowoliły wszystkich malkontentów. Tak, czy inaczej, szwedzkie selekcjonerki zupełnie niespodziewaną sojuszniczkę znalazły w osobie … Jeleny Fominy, która już po odbyciu zajęć na De Adelaarschort przyznała, że również powinna odpuścić sobie ten przedmeczowy wyjazd. Kto ma w tym sporze rację? Jak zwykle, punkt widzenia zależeć będzie przede wszystkim od wyniku i przebiegu spotkania, ale na miejscu Sundhage na wszelki wypadek dopilnowałbym, aby Lisa Dahlkvist tym razem bardziej precyzyjnie dobrała obuwie.

Na wstępie zaznaczyłem, że zwycięstwo (najlepiej stosunkowo pewne) będzie dziś jedynym pożądanym rozstrzygnięciem, gdyż tylko i wyłącznie ono pozwala nam na pozostawienie naszego losu jedynie w szwedzkich rękach i nogach. Jakakolwiek strata punktów oznacza bowiem tyle, że w ostatniej serii spotkań Niemki i Rosjanki będą najprawdopodobniej miały możliwość zagrania na wynik premiujący awansem do fazy pucharowej oba te zespoły. Jasne, mi też wydaje się mało realne, aby podopieczne Steffi Jones zechciały bawić się w tego typu kalkulacje, ale dla własnego komfortu psychicznego lepiej jednak mieć świadomość, że wciąż zależy się jedynie od siebie. Nie wierzycie? To zapytajcie Duńczyków, którzy od kilku godzin nerwowo wyczekują ostatniego gwizdka w meczu Holandia – Belgia, gdyż to od niego (nawet w przypadku rekordowego zwycięstwa nad Norwegią) uzależniona jest ich przyszłość na holenderskim EURO.

******

819621128_9390_20170720_184802

Fot. Getty Images

Skoro jesteśmy przy grupie A, to trzeba przyznać, że czwartek ewidentnie nie był nordyckim dniem na piłkarskich arenach. Najpierw nie popisały się Norweżki, przegrywając po słabej grze z nadspodziewanie solidną Belgią, a następnie ich śladem podążyły Dunki, ulegając nieznacznie holenderskim gospodyniom. Martin Sjögren sprawiał wrażenie bardziej bezradnego niż kiedykolwiek wcześniej, choć trzeba odnotować, że pierwszy stracony przez jego piłkarki gol absolutnie nie powinien zostać uznany. Puszczenie gry po tak ewidentnym spalonym ostatni raz widziałem bodajże siedem lat temu podczas ligowego meczu w Umeå, co jednak w niczym nie zmienia faktu, że Norweżki kolejny raz sprawiały wrażenie całkowicie zagubionych i naprawdę trudno tłumaczyć to jedynie urazem Thorisdottir na rozgrzewce, co w pewnym stopniu próbował robić selekcjoner. Zdecydowanie więcej jakości zaprezentowały za to podopieczne Nilsa Nielsena, ale i one nie miały szczęścia do sędziowskich decyzji. O ile z podyktowania rzutu karnego dla gospodyń niemiecka arbiter jak najbardziej się wybroni, o tyle w sytuacji, gdy w szesnastce Holandii faulowana była Troelsgaard, pani Hussein gwizdka już nie użyła. A jak najbardziej mogła, a nawet powinna to zrobić. Osobną sprawą jest to, że ustawiona wczoraj na prawym skrzydle napastniczka Rosengård trzykrotnie została tak idealnie obsłużona przez Harder, że przynajmniej jedną z tych okazji powinna bez względu na wszystko wykorzystać. Tak się jednak nie stało, w efekcie czego już tylko jedna reprezentacja może w tej serii obronić honor piłkarskiej Skandynawii.

EUROkronika – dzień 5

818984068_9363

Fot. Getty Images

Musieliśmy czekać całe cztery dni, aby papierowe faworytki w końcu pokazały swoją piłkarską jakość. Meczów w grupie D nie ma sensu analizować w najdrobniejszych szczegółach, gdyż w obu przypadkach cały wywód sprowadzi się do tego, że ostatecznie zwyciężyła drużyna zdecydowanie lepsza. Hiszpanki zdołały wprawdzie strzelić Portugalkom zaledwie dwa gole, ale ich dominacja nie podlegała dyskusji ani przez moment i pomimo tego, że Claudii Neto udało się zaprezentować kilka całkiem przyjemnych dla oka zagrań, przywitanie absolutnych debiutantek ze światem wielkiego futbolu było stosunkowo bolesne. Jeszcze mniej litości dla swoich przeciwniczek miały wczoraj wieczorem Angielki, które na mecz za Szkocją najwyraźniej nie potrzebowały dodatkowej motywacji. Sympatyków szwedzkiej piłki z pewnością cieszyć może ponadto hat-trick Jodie Taylor, która swego czasu tydzień w tydzień szalała na Valhalli, gdzie popisywała się równie wielką skutecznością. Od tych chwil zdążyło już wprawdzie upłynąć wiele lat, ale trudno nie życzyć dobrze znajomym z dawnych lat. Niestety, w znacznie gorszym nastroju spędziła ostatnią noc bohaterka wczorajszego odcinka EUROkroniki Vaila Barsley, która miała nawet udział przy kilku golach, ale problem w tym, że były to wyłącznie trafienia dla rywalek. Wielka szkoda, gdyż jako osoba, która widziała stoperkę Eskilstuny w ponad stu ligowych występach, mogę zaświadczyć, że tak fatalna postawa to w jej przypadku naprawdę niezwykła rzadkość. Tym razem słabszy moment się on jednak w kluczowym meczu, gdyż debiut na ważnym turnieju, w dodatku przeciwko reprezentacji kraju, z którego sama zawodniczka pochodzi, z całą pewnością był dla niej niesamowicie emocjonalnym przeżyciem. Ogromnego bagażu wczoraj udźwignąć się jednak nie udało, ale na rozpamiętywanie dotkliwej porażki czasu zdecydowanie nie ma, bo jeśli Szkotki chcą zaznaczyć swoją obecność w Holandii jakimś miłym akcentem, to najlepsza ku temu okazja będzie już w najbliższą niedzielę.

Jeśli chodzi o krótkie podsumowanie szwedzkich akcentów podczas czwartego dnia turnieju, to Pernilla Larsson zdecydowanie zasłużyła na wyższą notę niż Anna Signeul, choć sędzia z Trolhättan także nie uniknęła jednego poważnego błędu, nie dyktując rzutu karnego na korzyść Hiszpanek. Na szczęście, sytuacja ta nie wypaczyła w sposób znaczący końcowego wyniku meczu, ale nota za występ w dół jednak poleciała. Inna sprawa, że pomimo całej sympatii do mającej za sobą naprawdę udaną rundę pani Larsson, na tej konkretnej imprezie nie życzymy jej okazji do sędziowania w wielkim finale.

******

680

Fot. Carl Sandin

Większość z nas powoli zaczyna żyć już drugą serią spotkań grupowych, od której dla wielu reprezentacji rozpoczyna się gra o być albo nie być w turnieju. Miło jest oczywiście nie znajdować się w tym gronie, ale z drugiej strony sytuacja przez meczem z Rosją jest taka, że w piątek po południu trzeba będzie bardzo uważać. Tym jednak zajmiemy się jutro, bo dziś informacja numer jeden dotyczyła dwóch prawdopodobnych zmian w wyjściowej jedenastce, co w przypadku Pii Sundhage oraz Lilie Persson spokojnie możemy nazwać wielką rewolucją lipcową. Uraz Olivii Schough okazał się na szczęście niegroźny, ale wtorkowe treningi w Arnhem wyraźnie podpowiadają, że zamiast skrzydłowej Eskilstuny od pierwszej minuty zobaczyć możemy Stinę Blackstenius. To oznaczałoby, że na Rosję wyszlibyśmy trzema nominalnymi napastniczkami, co za kadencji obecnych selekcjonerek nie zdarzało się nawet podczas pojedynków z jeszcze niżej notowanymi rywalkami, ale sztab szkoleniowy stawia sprawę jasno: potrzebujemy goli. Druga roszada miałaby dotyczyć lewej obrony, gdzie w miejsce Jonny Andersson do gry szykowana jest Magdalena Eriksson. Kapitanka Linköping w klubie występowała oczywiście na środku defensywy, ale raczej nie powinniśmy się spodziewać rozbicia pary Fischer – Sembrant, w związku z czym wspomniana powyżej alternatywa wydaje się być jedyną sensowną. Dlaczego ewentualna obecność Eriksson na boisku jest aż tak istotna? Cóż, chyba każdy, kto przyglądał się zajęciom kadry podczas obozu w Göteborgu, doskonale pamięta, kto zdecydowanie najdokładniej egzekwował wówczas stałe fragmenty gry. A nie zapominajmy, że to między innymi na rożnych i wolnych mamy w sierpniu wjechać do Enschede.

Co do Nilli Fischer, to jej wypowiedź wczoraj ponownie znalazła się w centrum uwagi, ale na szczęście tym razem było to zainteresowanie jak najbardziej pozytywne. Mająca do wypełnienia jeszcze rok kontraktu w Wolfsburgu kapitanka mistrzyń Niemiec zadeklarowała bowiem, że piłkarską karierą zakończyć zamierza na szwedzkich boiskach. Nie byłoby w tym może nic ekstrawaganckiego, gdyby nie fakt, że Fischer wyraźnie zaznaczyła, iż decyzję co do klubu pozostawi wyłącznie … swojej żonie. Jak najbardziej potrafię sobie wyobrazić, że sympatycy Uppsali, Assi, czy Hovås Billdal od tej chwili mocno trzymają kciuki za to, aby Mika wykazała się odpowiednim poczuciem humoru. Choć i tak wiadomo, że najbardziej prawdopodobne adresy są tak naprawdę dwa.

Zanim jednak na boisko ponownie wyjdą Szwedki, czeka nas jeszcze dalszy ciąg rywalizacji w grupie A. Ponownie zobaczymy więc Martina Sjögrena, który nie wie dlaczego w meczu przeciwko Holandii norweska druga linia wyglądała tak nieporadnie oraz Andrine Hegerberg, która nie wie dlaczego w meczu przeciwko Holandii spędziła mało produktywne 90 minut w okolicach ławki rezerwowych. Jeśli oboje do dziś nie znajdą na te wątpliwości konkretnych odpowiedzi, to ambitne, choć nieobliczalne Belgijki staną przed szansą urwania wciąż aktualnym wicemistrzyniom Europy kolejnych punktów. Wieczorem natomiast czeka nas rozgrywka holendersko-duńska, czyli mnóstwo dobrych znajomych na murawie po obu stronach barykady i konfrontacja Lieke Martens z Pernille Harder, zupełnie jak niespełna rok temu na finiszu Damallsvenskan. Tak, będzie się działo. I oby tylko nikomu nie przyszło do głowy, aby brać przykład z wczorajszej Szkocji!