EUROkronika – dzień 6

680

Fot. Carl Sandin

Choć przed rozpoczęciem turnieju wydawało się to kompletnie niedorzeczne, dzisiejszy mecz przeciwko Rosji będzie dla szwedzkich piłkarek zdecydowanie najważniejszym w całej fazie grupowej. Choć nie ma takiego układu, który gwarantowałby nam pewny awans do ćwierćfinału już po dwóch seriach spotkań, zwycięstwo nad drużyną Jeleny Fominy pozwoliłoby nam zachować pełną kontrolę nad sytuacją w tabeli, co na tego typu imprezach jest niewątpliwie wartością nie do przecenienia. W marcu tego roku, w spotkaniu towarzyskim, podopieczne Pii Sundhage ustawiły pojedynek z Rosją w niespełna dziesięć minut i chyba nikt nie miałby nic przeciwko temu, aby i dzisiejsze starcie potoczyło się według podobnego schematu. Jest to zresztą chyba najbardziej logiczny scenariusz, gdyż trzeba powiedzieć uczciwie, że na tym poziomie naprawdę trudno byłoby trafić bardziej wygodnego rywala.

Przemożna chęć zwycięstwa przy jednoczesnym przełamaniu strzeleckiej niemocy nie zaślepia jednak nikogo w szwedzkim obozie na tyle, aby nie docenić przeciwniczek ze wschodniej Europy. Poniedziałkowy mecz Rosja – Włochy został już w odpowiedni sposób omówiony, a główny wniosek płynący z tej analizy jest taki, że dyscyplina taktyczna w defensywie zdecydowanie nie jest najmocniejszym punktem naszych rywalek. Z tego powodu możemy spodziewać się wyjątkowo ofensywnie usposobionej szwedzkiej jedenastki, a jeszcze przedwczoraj bardzo poważnie brany był pod uwagę nawet wariant z trzema napastniczkami. Ostatecznie, wszystko wskazuje jednak na to, że pozostaniemy przy sprawdzonym 4-4-2, choć nie jest do końca wykluczone, że rola jednej z nominalnych pomocniczek przypadnie … Lotcie Schelin. Piłkarka Rosengård sprawdzana była na nietypowej dla siebie pozycji podczas dwóch kolejnych treningów (na przeciwnej flance ustawiona była Asllani, zaś na szpicy – w jednej linii – Rolfö oraz Blackstenius) i trzeba przyznać, że testy te wypadły naprawdę obiecująco. Trzeba jednak zaznaczyć, że wycofanie Schelin do drugiej linii jest zaledwie jednym z trzech pomysłów naszych selekcjonerek, a pozostałe zakładają wystawienie od pierwszej minuty na prawym skrzydle Julii Spetsmark oraz powrót do Olivii Schough, która zgodnie z zapowiedzią już wczoraj odbyła pełny trening z zespołem i będzie w stu procentach gotowa do gry. Z tego faktu cieszy się zresztą nie tylko sztab szkoleniowy, ale i lekarz kadry, który z dużym rozbawieniem zauważył, że najwyraźniej słynny już na całą Europę opatrunek założony skrzydłowej Eskilstuny podczas meczu z Niemkami, okazał się jednak skuteczny. Dobry humor nie opuszczał także Pii Sundhage, która z kolei na początku wczorajszych zajęć nadała swojej asystentce pseudonim Morozowa. Takie z pozoru mało znaczące obrazki mają naprawdę kolosalne znaczenie, gdyż pokazują, jak ważny był dla tej reprezentacji dobry występ na otwarcie turnieju. Jeszcze przed jego rozegraniem pisałem, że może on tę grupę albo dobić, albo podarować jej drugie życie i wszystko wskazuje na to, że ziścił się ten bardziej optymistyczny wariant. Teraz tylko pozostaje życzyć sobie, aby ten stan udało się utrzymać jak najdłużej.

Coraz bardziej pozytywna energia płynąca z Arnhem nie jest jednak równoznaczna z tym, że przygotowania do meczu z Rosją przebiegają w sielankowej atmosferze. Sporo emocji wywołała na przykład nieobecność na wczorajszej konferencji prasowej awizowanej wcześniej Lotty Schelin, która w ostatniej chwili zastąpiona została Nillą Fischer. Sundhage próbowała rzecz jasna tłumaczyć, że dobrze, aby okazję do wypowiedzenia się miały kolejno wszystkie zawodniczki, ale – jak słusznie zauważono – podczas trwania turnieju okazji do skonfrontowania się z Schelin jeszcze nie było. Równie głośno dyskutowana była decyzja selekcjonerek o rezygnacji z odbycia przysługującego nam treningu na murawie w Deventer, co – jak doskonale wiemy – nie jest bynajmniej standardową procedurą. Sundhage, Persson oraz Marika Domanski-Lyfors zgodnie tłumaczyły, że ze względów logistycznych taki wyjazd przyniósłby więcej strat niż korzyści, ale nie wydaje się, aby słowa te w pełni zadowoliły wszystkich malkontentów. Tak, czy inaczej, szwedzkie selekcjonerki zupełnie niespodziewaną sojuszniczkę znalazły w osobie … Jeleny Fominy, która już po odbyciu zajęć na De Adelaarschort przyznała, że również powinna odpuścić sobie ten przedmeczowy wyjazd. Kto ma w tym sporze rację? Jak zwykle, punkt widzenia zależeć będzie przede wszystkim od wyniku i przebiegu spotkania, ale na miejscu Sundhage na wszelki wypadek dopilnowałbym, aby Lisa Dahlkvist tym razem bardziej precyzyjnie dobrała obuwie.

Na wstępie zaznaczyłem, że zwycięstwo (najlepiej stosunkowo pewne) będzie dziś jedynym pożądanym rozstrzygnięciem, gdyż tylko i wyłącznie ono pozwala nam na pozostawienie naszego losu jedynie w szwedzkich rękach i nogach. Jakakolwiek strata punktów oznacza bowiem tyle, że w ostatniej serii spotkań Niemki i Rosjanki będą najprawdopodobniej miały możliwość zagrania na wynik premiujący awansem do fazy pucharowej oba te zespoły. Jasne, mi też wydaje się mało realne, aby podopieczne Steffi Jones zechciały bawić się w tego typu kalkulacje, ale dla własnego komfortu psychicznego lepiej jednak mieć świadomość, że wciąż zależy się jedynie od siebie. Nie wierzycie? To zapytajcie Duńczyków, którzy od kilku godzin nerwowo wyczekują ostatniego gwizdka w meczu Holandia – Belgia, gdyż to od niego (nawet w przypadku rekordowego zwycięstwa nad Norwegią) uzależniona jest ich przyszłość na holenderskim EURO.

******

819621128_9390_20170720_184802

Fot. Getty Images

Skoro jesteśmy przy grupie A, to trzeba przyznać, że czwartek ewidentnie nie był nordyckim dniem na piłkarskich arenach. Najpierw nie popisały się Norweżki, przegrywając po słabej grze z nadspodziewanie solidną Belgią, a następnie ich śladem podążyły Dunki, ulegając nieznacznie holenderskim gospodyniom. Martin Sjögren sprawiał wrażenie bardziej bezradnego niż kiedykolwiek wcześniej, choć trzeba odnotować, że pierwszy stracony przez jego piłkarki gol absolutnie nie powinien zostać uznany. Puszczenie gry po tak ewidentnym spalonym ostatni raz widziałem bodajże siedem lat temu podczas ligowego meczu w Umeå, co jednak w niczym nie zmienia faktu, że Norweżki kolejny raz sprawiały wrażenie całkowicie zagubionych i naprawdę trudno tłumaczyć to jedynie urazem Thorisdottir na rozgrzewce, co w pewnym stopniu próbował robić selekcjoner. Zdecydowanie więcej jakości zaprezentowały za to podopieczne Nilsa Nielsena, ale i one nie miały szczęścia do sędziowskich decyzji. O ile z podyktowania rzutu karnego dla gospodyń niemiecka arbiter jak najbardziej się wybroni, o tyle w sytuacji, gdy w szesnastce Holandii faulowana była Troelsgaard, pani Hussein gwizdka już nie użyła. A jak najbardziej mogła, a nawet powinna to zrobić. Osobną sprawą jest to, że ustawiona wczoraj na prawym skrzydle napastniczka Rosengård trzykrotnie została tak idealnie obsłużona przez Harder, że przynajmniej jedną z tych okazji powinna bez względu na wszystko wykorzystać. Tak się jednak nie stało, w efekcie czego już tylko jedna reprezentacja może w tej serii obronić honor piłkarskiej Skandynawii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s