O co gramy w Viborgu?

Siedem kolejnych zwycięstw, klepnięte pierwsze miejsce w grupie, Dunki już także w zasadzie pewne wyjazdu na holenderskie EURO – mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji podróż do rodzinnego miasta Pernille Harder będzie jedynie wycieczką krajoznawczą, a czekający nas we wtorek mecz w Viborgu zaledwie pierwszym z serii przygotowawczych sparingów. Cóż, nic bardziej mylnego! Okazuje się bowiem, że niewykluczone, iż to właśnie od ostatniego meczu eliminacyjnego, a ściślej rzecz ujmując od jego wyniku – będzie zależeć to, z jakiej pozycji szwedzkie piłkarki przystąpią do mistrzostw Europy. Wiadomo, że w samym losowaniu jeszcze nikt niczego w historii nie wygrał, ale perspektywę zmierzenia się z Niemkami zawsze jednak lepiej zostawić sobie na przykład na finał, prawda?

Jak zapewne się domyślacie, stawką pojedynku w Viborgu będzie miejsce wśród najwyżej rozstawionych podczas losowania grup EURO 2017. W tym miejscu zakładamy oczywiście, że nowe władze UEFA nie wpadną na przykład na pomysł, aby w pierwszym koszyku obligatoryjnie umieścić przynajmniej jeden kraj leżący przynajmniej w pięćdziesięciu procentach na wyspie. Jeśli jednak tym razem obędzie się bez zmian w systemie last minute, to możemy zakładać, że trzy z czterech rozstawionych miejsc zostały juz obsadzone i zajmują je kolejno gospodynie EURO 2017 (Holenderki), obrończynie tytułu (Niemki) oraz dysponujące wystarczająco wysokim współczynnikiem Francuzki. Gra toczy się zatem o jedno pozostałe do rozdysponowania miejsce, na które chrapkę wciąż mają jeszcze przynajmniej trzy drużyny. Na początek przyjrzyjmy się zatem, jak przedstawia się sytuacja wyjściowa:

coeff6.jpg

Na pierwszy rzut oka rzeczywiście może się wydawać, że jest dobrze, przewaga jest bezpieczna i w ogóle nie wiadomo o co ten cały hałas. Niestety, ranking reprezentacji UEFA obliczany jest według niezwykle zaawansowanego algorytmu i zachwiać nim może nie tylko każdy wywalczony punkt, ale nawet każdy zdobyty gol. Historia zna już przypadki, w których podobna zaliczka do tej, która jest aktualnie udziałem Szwecji, w kilka godzin zmieniała się w znacznie pokaźniejszą stratę. Czas więc przeanalizować wszystkie możliwe scenariusze, według których przebiegać może poniedziałkowy i wtorkowy wieczór, zaczynając od tych – miejmy nadzieję – najbardziej prawdopodobnych (oprócz meczu w Viborgu znaczenie mają dla nas także wyniki dwóch innych spotkań: Belgia – Anglia oraz Norwegia – Izrael):

Scenariusz A – wygrywamy w Viborgu

Wspominałem już, że ranking UEFA jest dość enigmatyczny? Okazuje się, że nawet wygrywając kolejne mecze czasami trzeba się liczyć z ewentualną stratą punktów rankingowych. W przypadku reprezentacji Pii Sundhage z podobną sytuacją spotkaliśmy się już po czwartkowym zwycięstwie nad Słowacją i nie jest wykluczone, że nasz ranking obniżą także trzy punkty przywiezione z Danii. Dobra wiadomość jest jednak taka, że w najmniej korzystnym przypadku wynosić on będzie 40,187, co na 99,9% zapewnia nam pozostanie w pierwszym koszyku. Aby nas z niego wypchnąć, Angielki potrzebowałyby bowiem zwycięstwa nad Belgią różnicą przynajmniej … 15 goli, a Norwegii w tym scenariuszu w ogóle nie ma sensu brać pod uwagę, nawet jeśli dla wyrównania szans mogłyby zagrać z Izraelem w koszykówkę.

Scenariusz B – remisujemy w Viborgu

Zaczyna robić się mniej przyjemnie. Jakakolwiek strata punktów w Danii oznacza bowiem, że Angielkom wystarczy nawet najskromniejsze zwycięstwo nad Belgią, aby poprawić swój ranking do poziomu przynajmniej 39,856, co w tym scenariuszu gwarantuje im awans do pierwszego koszyka. Strata punktów przez reprezentację Marka Sampsona wciąż nie zapewni nam jednak rozstawienia, gdyż tuż za rogiem już czai się uśmiechnięta Ada Hegerberg, która zapewne zechce skorzystać z takiego prezentu. W starciu z Izraelem Norweżki będą oczywiście zdecydowanymi faworytkami, ale w przypadku remisu w Viborgu (oraz straty punktów przez Anglię) do wyprzedzenia Szwecji potrzebować będą zwycięstwa różnicą przynajmniej sześciu goli. Do ciekawej sytuacji może teoretycznie dojść przy pięciobramkowym zwycięstwie Norwegii nad Kazachstanem, przy jednoczesnych remisach Szwecji i Anglii. Na czele wirtualnej tabeli znajdzie się wówczas Szwecja, wyprzedzając Norwegię o 0,001 punktu.

Scenariusz C – przegrywamy w Viborgu

Oj, w tej sytuacji do utrzymania miejsca w pierwszym koszyku potrzebny nam będzie duży zbieg okoliczności. Szwedzki ranking wynosić będzie bowiem w najlepszym przypadku 38,637 i nie jest to akurat specjalnie dobra karta przetargowa. Angielki “skasują” go bowiem nawet najmniej korzystnym dla siebie remisem (38,831), a Norweżki najskromniejszym zwycięstwem nad Izraelem (39,060). Jeśli więc ziścić miałby się ten scenariusz, pozostaje nam ściskać kciuki za zwycięstwo Czerwonych Płomieni w Leuven, a także wcale nie mniejszą sensację w Ulstein. No dobrze, nie ma sensu się oszukiwać – w przypadku porażki w Viborgu szwedzkie piłkarki mają mniej więcej takie szanse na pierwszy koszyk, jak właściciele Umeå na to, aby znaleźć zatrudnienie w ministerstwie finansów.

Jak zatem widać, we wtorek wcale nie czeka nas duński spacerek, a stawka meczu jest znacznie większa niż mogłoby się to początkowo wydawać (paradoksalnie – równie dużo do ugrania mają również znajdujące się na granicy trzeciego i czwartego koszyka Dunki, którym z kolei pomóc mogą między innymi … Anglia oraz Islandia). Nie ma sensu nadmiernie przeceniać znaczenia rozstawienia, ale z murawy w Viborgu, wbrew pozorom, można podnieść całkiem sporo i miejmy nadzieję, że kadra Pii Sundhage właśnie to zrobi.

W Uddevalli późno strzelali

Reprezentacja rocznika 1996 wzbudza spore emocje odkąd tylko powstała. Jedni nazywają ją najlepszą szwedzką młodzieżówką od niemal dwóch dekad, inni zaś utrzymują, że drużyna ta składa się ze Stiny Blackstenius, Zeciry Musovic oraz dziewięciu pomocniczek. Po dzisiejszym meczu triumfować mogą zwolennicy tej pierwszej teorii, gdyż pozbawiona swoich największych w teorii gwiazd kadra U-20 po dobrym meczu pokonała 1-0 silną reprezentację Niemiec. Wprawdzie zwycięski gol padł dosłownie w ostatniej sekundzie spotkania, ale podopieczne duetu Calle Barrling – Anneli Andersén w pełni na niego zasłużyły, gdyż w przekroju całego pojedynku prezentowały się znacznie lepiej od swoich dzisiejszych rywalek.

Na stadionie w Uddevalli wcale nie musieliśmy jednak czekać na gole aż tak długo, gdyż już po kwadransie nasze piłkarki stworzyły sobie doskonałą okazję na to, aby otworzyć wynik meczu. W rolach głównych wystąpiły dwie zawodniczki grające na co dzień w klubach Elitettan; dośrodkowała Oscarsson, a pokonać niemiecką bramkarkę próbowała Anvegård. Swoje szanse miały także Rebecka Blomqvist oraz Tove Almqvist i szczególnie postawa tej ostatniej musiała cieszyć selekcjonerski duet. Po zawodniczce Linköping nie było bowiem widać ani śladów urazu, z którym jeszcze niedawno musiała się zmagać, ani braku meczowego ogrania. Znacznie rzadzej pod bramkę Emmy Holmgren zapuszczały się Niemki, ale one równiez potrafiły niebezpiecznie się odgryźć. Najlepszą okazję po stronie gości miała Lea Schüller, ale golkiperka z Uppsali stanęła na wysokości zadania. Inna sprawa, że nawet gdyby w tej sytuacji futbolówka wpadła do siatki, to norweska trójka sędziowska dopatrzyła się pozycji spalonej piłkarki Essen.

W drugiej połowie Szwedki wciąż były stroną aktywniejszą i sprawiały wrażenie drużyny, której znacznie bardziej zależy na odniesieniu dziś zwycięstwa. Świetną partię rozgrywała niepodzielnie panująca na prawej flance Oscarsson. Wychowanka FC Gute nie tylko kreowała sytuacje nieco bardziej ofensywnie usposobionym koleżankom, ale i sama mocno postraszyła Carinę Schlüter. Niemiecka bramkarka długo zachowywała jednak czyste konto i mogło się wydawać, że pomimo niepodlegającej dyskusji przewagi Szwedek, spotkanie w Uddevalli zakończy się bezbramkowym remisem. Na szczęście, nasze reprezentantki stwierdziły, że pochwały chcą zebrać dziś nie tylko za dobrą grę, ale również za walkę do końca i w ostatniej akcji meczu rostrzygnęły go na swoją korzyść. Z rzutu rożnego dośrodkowała Amanda Persson, Schlüter źle obliczyła lot piłki, a ta w ogromnym zamieszaniu wtoczyła się ostatecznie do niemieckiej bramki. Nie jest wprawdzie w stu procentach jasne, kto jest autorką zwycięskiego gola, gdyż ruch do zagranej przez Persson futbolówki wykonała jeszcze stojąca na wprost bramki Blomqvist, ale chyba wszyscy życzylibyśmy sobie, aby również na listopadowo-grudniowym mundialu w Oceanii naszym największym problemem było ustalenie tożsamości strzelczyń szwedzkich goli.

Przypomnijmy, że choć w październiku kadrę U-20 czeka jeszcze sparing z Norwegią, to dzisiejszy mecz był ostatnim przed ogłoszeniem wstępnej kadry na mistrzostwa świata. Nazwiska wybranek Callego Barrlinga oraz Anneli Andersén poznamy 29. września.

u20tyskland

Fot. SvFF

Swój ostatni (i wbrew pozorom niezwykle ważny – więcej szczegółów jutro) tegoroczny mecz o punkty seniorska reprezentacja Szwecji rozegra wprawdzie we wtorek, ale już dziś poznaliśmy nazwy drużyn, z którymi kadra prowadzona przez Pię Sundhage zmierzy się towarzysko w październiku. Dyspozycję szwedzkich kadrowiczek sprawdzą kolejno piłkarki Iranu (mecz 20.10. w Göteborgu) oraz Norwegii (mecz 24.10. na wyjeździe) i – jak łatwo się domyślić – szczególnie pierwszy z wymienionych rywali już teraz wzbudza mnóstwo kontrowersji. Marika Domanski-Lyfors oraz Håkan Sjöstrand zgodnie twierdzą, iż zaproszenie reprezentacji Iranu na Gamla Ullevi może nieść za sobą jedynie pozytywne konsekwencje, ale sceptycy tego pomysłu zauważają, iż od strony czysto sportowej mecz z tym właśnie przeciwnikiem w ramach przygotowań do mistrzostw Europy nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. W tym wszystkim nie udało się także uciec całkowicie od polityki i już pojawiły się pierwsze głosy nawołujące do bojkotu meczu z Iranem ze względu na nieprzestrzeganie w tym kraju podstawowych praw człowieka. Przypomnijmy, że według obowiązującego na terenie Islamskiej Republiki Iranu prawa opartego na szariacie, kwestionowana jest między innymi równość płci, swoboda wyznania, a kontakty homoseksualne uznawane są za przestępstwo, za które grozić może kara śmierci. Do zaplanowanego na październik pojedynku tak, czy inaczej zapewne dojdzie, ale dyskusje na tamat sensowności jego rozegrania z pewnością szybko nie umilkną.

Pieczęć postawiona

Zgodnie z oczekiwaniami, czwartkowy wieczór na Gamla Ullevi rzeczywiście okazał się niezapomniany, ale dość niespodziewanie największą cegiełkę dołożyła do tego publiczność. Owszem, wszyscy w minionych tygodniach czuliśmy, że w kraju panuje obecnie moda na kadrę, ale pobicie rekordu frekwencji na Stadionie Narodowym przy okazji meczu przeciwko Słowacji to wydarzenie, które mimo wszystko zasługuje na osobny akapit. Tym bardziej, że zarówno napisy na roproszonych po niemal całej arenie flagach, jak i rozmowy z przypadkowo napotkanymi w okolicach stadionu i powstałej nieopodal fan zony kibicami pokazały, że dzisiejsze widowisko przyjechali obejrzeć nie tylko mieszkańcy Göteborga czy Västergötland. Niektórzy z nich mieli za sobą kilkusetkilometrową podróż, ale nikt spośród niespełna dwunastu tysięcy ludzi, którzy ostatecznie zasiedli na trybunach Gamla Ullevi nie wyobrażał sobie, że ostatni domowy mecz kadry Pii Sundhage w eliminacjach EURO 2017 może mieć inny finał niż pewne i osiągnięte w dobrym stylu zwycięstwo szwedzkiej reprezentacji.

Początek meczu pokazał jednak, że rywalki ze Słowacji wcale nie przyjechały do Göteborga po to, aby dać sobie strzelić kilka bramek, a następnie obserwować z bliska szwedzką fetę. Już w 8. minucie spotkania niezłą sytuację strzelecką wypracowała sobie rozgrywająca świetny mecz Skorvankova, ale – na nasze szczęście – próba wykończenia była już znacznie gorszej jakości. W odpowiedzi słowacką defensywę rozklepał niezawodny i świetnie rozumiejący się duet Seger – Dahlkvist, ale po strzale pomocniczki Örebro futbolówka zatrzymała się na słupku. W kolejnych minutach inicjatywa należała już zdecydowanie do Szwedek, ale na efekt bramkowy musieliśmy czekać aż do 23. minuty. Wtedy to po dośrodkowaniu Asllani głową uderzyła Appelqvist, a odbita jeszcze po drodze od jednej ze słowackich obrończyń piłka całkowicie zmyliła Korenciovą. Co ciekawe, był to dopiero pierwszy – i jak się miało później okazać jedyny – celny strzał naszych piłkarek przed przerwą.

W drugiej połowie wciąż nie doczekaliśmy się zdecydowanej ofensywy ze strony drużyny Pii Sundhage, a najwyraźniej ośmielone postawą Szwedek Słowaczki zaczęły angażować coraz większą liczbę zawodniczek w akcje ofensywne, co przyniosło zaskakująco dobre rezultaty. Najpierw żółtą kartkę za faul taktyczny złapała Dahlkvist, następnie podopieczne Zsolta Pakuszy wywalczyły kilka stałych fragmentów gry, aż w końcu – ku zdziwieniu chyba wszystkich zebranych ze słowacką ławką rezerwowych włącznie – doprowadziły do wyrównania. Vojtekova dośrodkowała z narożnika boiska, a Fischerova ośmieszyła dysponujące znacznie lepszymi warunkami fizycznymi Fischer oraz Berglund i sprawła, że po raz pierwszy w tych eliminacjach Hedvig Lindahl musiała wyciągać piłkę z siatki. Stracony gol najwyraźniej zmobilizował szwedzką kadrę do nieco bardziej zdecydowanej postawy i szybko okazało się, że wystarczyło włączyć wyższy bieg, aby rywalki zaczęły się gubić. Ze świetnym strzałem z dystansu Asllani poradziła sobie jeszcze Korenciova, ale będący jego następstwem rzut rożny przyniósł naszym piłkarkom drugiego gola. W akcji tej było być może trochę przypadku, ale pochwalić należy kolejno Dahlkvist za wygraną główkę, Seger za przytomne odegranie na piąty metr i w końcu Hammarlund za to, że zrobiła to, co klasyczna dziewiątka z taką piłką zrobić powinna. W ostatnim kwadransie nie brakowało zarówno okazji na podwyższenie prowadzenia, jak i szansy Słowaczek na ponowne doprowadzenie do remisu, ale ostatecznie więcej goli na Gamla Ullevi dziś już nie obejrzeliśmy. Zwycięstwo 2-1 oznacza, że kadra Pii Sundhage postawiła ostatecznie pieczęć na wywalczonej właśnie kwalifikacji na holenderskie mistrzostwa Europy, ale ów stempel nie był aż tak wyraźny, jak być mógł, a być może nawet i powinien.

Styl prezentowany przez szwedzką kadrę w dzisiejszym meczu pozostawia oczywiście wiele do życzenia i tak naprawdę pochwały należą się naszym piłkarkom przede wszystkim za okres pomiędzy 59., a 65. minutą gry. Podobnie, jak podczas turnieju w Rio brakowało pomysłów na atak pozycyjny, szwankowała współpraca pomiędzy formacjami, a będąca jednym z podstawowych założeń taktycznych próba rozciągnięcia słowackiej defensywy nie przynosiła wymiernych korzyści. Po stronie pozytywów należy za to odnotować najlepszy od kilku miesięcy występ w kadrze Caroline Seger, której niewiele ustępowały będące cały czas pod grą Dahlkvist oraz Asllani. Swoje zrobiły także pewna w interwencjach, choć zupełnie bezradna przy straconym golu Lindahl, niezwykle przebojowa i aktywna na prawej flance Samuelsson, a także właściwie wykorzystująca snajperski instynkt Hammarlund. Odkryciem meczu dla wielu kibiców okazała się jednak Dominika Skorvankova i trudno się dziwić, że odbierającą po ostatnim gwizdku nagrodę napastniczkę Sand żegnały gromkie oklaski.

segerbild2

Fot. SvFF

Wykonać ostatni krok

Choć rzeczywistość, w której przyszło nam żyć jest w znacznym stopniu nieprzewidywalna, to jednak istnieją pewne elementy, które pomimo wszelkiego rodzaju zawirowań i turbulencji pozostają niezmienne. Przez te wszystkie lata przywykliśmy do nich tak bardzo, że wydaje nam się po prostu naturalne, że po zimie przychodzi wiosna, Kvarnsveden nie potrafi zagrać na zero z tyłu, a reprezentacja Szwecji gra w finałach mistrzostw Europy. Nie ma więc najmniejszego sensu udawać, że dziś będziemy świadkami epokowego wydarzenia; wszak wywalczony za kilka godzin awans będzie siódmym z rzędu i dziesiątym w historii. Istnieje jednak kilka powodów, dla których warto wybrać się wieczorem na Stadion Narodowy i na żywo obserwować, jak prowadzona przez Pię Sundhage reprezentacja wykonuje ostatni i oby przy okazji najbardziej efektowny krok na drodze do Holandii.

Po pierwsze – warto raz jeszcze podziękować za emocje w Rio. Owszem, wszyscy wiemy, że styl gry naszej reprezentacji podczas Igrzysk pozostawiał sporo do życzenia, ale w niczym nie zmienia to faktu, że to właśnie ta grupa piłkarek zrobiła na boiskach Brazylii historyczny wynik i na zawsze zapisała się w kronikach szwedzkiego futbolu. Czas na świętowanie był wprawdzie podczas sierpniowej fety w Kungsan, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby pocieszyć się razem z zawodniczkami także w bardziej naturalnej dla nich scenerii. Tym bardziej, że możemy zdradzić, iż na Gamla Ullevi na serbrne medalistki z Rio czekać będzie drobna niespodzianka.

Po drugie – podczas Igrzysk w kraju zapanowała moda na reprezentację i nie można pozwolić jej przeminąć. Na ulicach i w autobusach doskonale słychać, że Lindahl czy Dahklvist przestały być postaciami anonimowymi nawet dla osób, które nie bardzo wiedzą czym jest Elitettan i byłoby świetnie, gdyby ta coraz większa piłkarska świadomość znalazła bezpośrednie przełożenie na liczbę widzów odwiedzających stadiony nie tylko przy okazji największych imprez. Pięciocyfrowa frekwencja na meczu ze Słowacją z pewnością byłaby wymarzonym potwierdzeniem tego trendu.

Po trzecie – to prawda, że do zapewnienia sobie kwalifikacji wystarczy nam jeden punkt w dwóch ostatnich meczach, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że taka zdobycz nie zadowoli absolutnie nikogo. Pomijając już nawet fakt, iż piłkarki zechcą dziś dobrym występem odwdzięczyć się za fantastyczne przyjęcie w Kungsan, stawką pojedynków ze Słowacją i Danią jest chociażby pierwszy koszyk podczas losowania turnieju finałowego, o który rywalizujemy korespondencyjnie z Anglią i na chwilę obecną tę walkę wygrywamy. Poza tym, nasze reprezentantki wciąż mają szansę, aby zakończyć eliminacje z perfekcyjnym rekordem (komplet zwycięstw i zero straconych goli).

Po czwarte – skoro wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuję, że to Pia Sundhage poprowadzi reprezentację na holenderskim EURO, dzisiejszy mecz możemy potraktować jako pierwszy przegląd kadry pod kątem mistrzostw Starego Kontynentu. Doskonale wiemy, że nasza selekcjonerka nie jest zwolenniczką personalnych rewolucji, więc z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że w lipcu przyszłego roku o sile reprezentacji stanowić będą w znacznej części te same zawodniczki, które za kilka godzin obejrzymy na Gamla Ullevi.

Powodów, dla których warto spędzić najbliższy wieczór z reprezentacją jest oczywiście znacznie więcej, ale zamiast bawić się w kontynuowanie wyliczanki lepiej po prostu wybrać się na stadion i przeżyć to wszystko na żywo. A gdyby ktoś już w drodze na Gamla Ullevi zechciał rozpocząć naukę języka holenderskiego, to zawsze można zadzwonić do Sheili van den Bulk rozpocząć na przykład od tej piosenki:

Sundhage zostaje, Majgaard krytykuje

Na dwa dni przed pojedynkiem ze Słowacją tematem numer jeden jest nie sam mecz, a kwestia przedłużenia wygasającego z końcem grudnia kontraktu z Pią Sundhage. Sama zainteresowana w swoim stylu unika jakichkolwiek jednoznacznych deklaracji, podkreślając przy tym, że na ten moment najważniejsze jest zakończenie eliminacji w dobrym stylu, ale nie jest wielką tajemnicą, że w ostatnich dniach odbyły się wstępne rozmowy dotyczące nowej umowy dla obecnej selekcjonerki. Jeśli więc w najbliższych tygodniach na linii Sundhage – Håkan Sjöstrand nie dojdzie to jakiegoś kompletnie niespodziewanego załamania, to niebawem możemy spodziewać się oficjalnego komunikatu SvFF oznajmiającego, że przynajmniej do zakończenia przyszłorocznych mistrzostw Europy o żadnej zmianie na stanowisku opiekunki kadry nie ma mowy.

Sundhage wielokrotnie dawała do zrozumienia, że zdecyduje się na kontynuowanie przygody z reprezentacją jedynie w przypadku otrzymania wotum zaufania od swoich podopiecznych. Kwestia ta wydaje się być jednak wyłącznie formalnością, gdyż nie od dziś wiadomo, że akurat wśród piłkarek nasza selekcjonerka cieszy się znacznie większą popularnością niż wśród innych trenerów, klubowych działaczy czy zadających często niezbyt wygodne pytania dziennikarzy. Wszystkie przesłanki przemawiają więc za tym, że to właśnie Sundhage będzie wraz ze swoim sztabem przygotowywała szwedzką kadrę do występu na holenderskich boiskach i nietrudno się domyślić, że taki obrót spraw niesie za sobą mnóstwo zarówno pozytywnych, jak i negatywnych komentarzy. Jako osoba, która – mówiąc bardzo delikatnie – nigdy nie była entuzjastą takiego scenariusza oczywiście mam w tej chwili mnóstwo pytań i wątpliwości, ale w stu procentach szczerze życzę, aby ten (mam nadzieję) ostatni wielki turniej w roli opiekunki najważniejszej piłkarskiej drużyny w kraju udał się Pii Sundhage przynajmniej tak dobrze, jak ten pierwszy. Z efektownej klamry na koniec pięcioletniego okresu pracy z kadrą ucieszą się bowiem nawet najwięksi sceptycy. No, być może z nielicznymi wyjątkami.

760

Fot. Carl Sandin

W Göteborgu trwają dyskusje nad przyszłością selekcjonerki, a w Malmö wciąż nie mogą pogodzić się z niespodziewaną stratą punktów w ostatniej ligowej kolejce. Przypomnijmy, że mistrzynie Szwecji sensacyjnie zremisowały w derbach Skanii z Vittsjö, znacznie wydłużając sobie w ten sposób drogę do skutecznej obrony tytułu. Jack Majgaard uważa jednak, że współwinna zaistniałej sytuacji jest prowadząca wspomniany mecz (dodajmy, że bez większych błędów) trójka sędziowska z Linn Andersson na czele. Wprawdzie w dalszej części wypowiedzi duński trener Rosengård, który najwyraźniej zdał sobie sprawę z popełnionego chwilę wcześniej głupstwa, winę za mało satysfakcjonujący wynik wziął na siebie, ale przytoczonych powyżej słów nijak nie dało się już cofnąć. W tym miejscu warto zatem otwartym tekstem przypomnieć, że gdyby nie ewidentne błędy sędziowskie (oczywiście w połączeniu ze świetnymi umiejętnościami aktorskimi Ramony Bachmann), to jesienią ubiegłego roku ze zdobycia mistrzostwa kraju cieszyliby się najprawdopodobniej w Eskilstunie i nie wiadomo, czy pan Majgaard miałby w ogóle okazję, aby dziś przemawiać do nas jako trener drużyny z Malmö. Inna sprawa, że Linn Andersson rzeczywiście jest jedną z niewielu sędzi, którym w poprzednich rozgrywkach ani razu nie zdarzyło się w ewidentny sposób pomylić na korzyść Rosengård. Mamy jednak nadzieję, że nie tak przedstawia się według opiekuna FCR definicja idealnego sędziowania.

Żeby było zabawniej, wypowiedź Majgaarda, a nawet ostra krytyka pod adresem SvFF, miałaby całkiem spory sens, gdyby wymazać z niej aluzje do zremisowanego na własne życzenie meczu z Vittsjö. Duński trener poddał bowiem w wątpliwość klucz, według którego przyznawane są nominacje sędziowskie na mecze Damallsvenskan oraz Elitettan, dając przy tym do zrozumienia, że jego zdaniem decydującym kryterium powinny być umiejętności, a nie płeć sędziów. Akurat w tej kwestii trudno odmówić Majgaardowi racji tym bardziej, że być może najlepiej sędziowany mecz w obecnym sezonie obsługiwała w całości męska trójka Mustini – Larsson – Haglund (jeśli wierzyć obserwatorom – ten pierwszy to jeden z najbardziej obiecujących arbitrów młodego pokolenia w całej Skandynawii). W innych czołowych ligach również zdarza się, że z gwizdkiem po ekstraklasowych boiskach biegają mężczyźni i z reguły nie zaniżają jakoś dramatycznie sędziowskich statystyk. I tylko szkoda, że temat, który mógł stać się po zakończeniu sezonu przedmiotem głębszej analizy, został zepchnięty na dalszy plan przez rozgoryczenie z utraty dwóch punktów.