Pieczęć postawiona

Zgodnie z oczekiwaniami, czwartkowy wieczór na Gamla Ullevi rzeczywiście okazał się niezapomniany, ale dość niespodziewanie największą cegiełkę dołożyła do tego publiczność. Owszem, wszyscy w minionych tygodniach czuliśmy, że w kraju panuje obecnie moda na kadrę, ale pobicie rekordu frekwencji na Stadionie Narodowym przy okazji meczu przeciwko Słowacji to wydarzenie, które mimo wszystko zasługuje na osobny akapit. Tym bardziej, że zarówno napisy na roproszonych po niemal całej arenie flagach, jak i rozmowy z przypadkowo napotkanymi w okolicach stadionu i powstałej nieopodal fan zony kibicami pokazały, że dzisiejsze widowisko przyjechali obejrzeć nie tylko mieszkańcy Göteborga czy Västergötland. Niektórzy z nich mieli za sobą kilkusetkilometrową podróż, ale nikt spośród niespełna dwunastu tysięcy ludzi, którzy ostatecznie zasiedli na trybunach Gamla Ullevi nie wyobrażał sobie, że ostatni domowy mecz kadry Pii Sundhage w eliminacjach EURO 2017 może mieć inny finał niż pewne i osiągnięte w dobrym stylu zwycięstwo szwedzkiej reprezentacji.

Początek meczu pokazał jednak, że rywalki ze Słowacji wcale nie przyjechały do Göteborga po to, aby dać sobie strzelić kilka bramek, a następnie obserwować z bliska szwedzką fetę. Już w 8. minucie spotkania niezłą sytuację strzelecką wypracowała sobie rozgrywająca świetny mecz Skorvankova, ale – na nasze szczęście – próba wykończenia była już znacznie gorszej jakości. W odpowiedzi słowacką defensywę rozklepał niezawodny i świetnie rozumiejący się duet Seger – Dahlkvist, ale po strzale pomocniczki Örebro futbolówka zatrzymała się na słupku. W kolejnych minutach inicjatywa należała już zdecydowanie do Szwedek, ale na efekt bramkowy musieliśmy czekać aż do 23. minuty. Wtedy to po dośrodkowaniu Asllani głową uderzyła Appelqvist, a odbita jeszcze po drodze od jednej ze słowackich obrończyń piłka całkowicie zmyliła Korenciovą. Co ciekawe, był to dopiero pierwszy – i jak się miało później okazać jedyny – celny strzał naszych piłkarek przed przerwą.

W drugiej połowie wciąż nie doczekaliśmy się zdecydowanej ofensywy ze strony drużyny Pii Sundhage, a najwyraźniej ośmielone postawą Szwedek Słowaczki zaczęły angażować coraz większą liczbę zawodniczek w akcje ofensywne, co przyniosło zaskakująco dobre rezultaty. Najpierw żółtą kartkę za faul taktyczny złapała Dahlkvist, następnie podopieczne Zsolta Pakuszy wywalczyły kilka stałych fragmentów gry, aż w końcu – ku zdziwieniu chyba wszystkich zebranych ze słowacką ławką rezerwowych włącznie – doprowadziły do wyrównania. Vojtekova dośrodkowała z narożnika boiska, a Fischerova ośmieszyła dysponujące znacznie lepszymi warunkami fizycznymi Fischer oraz Berglund i sprawła, że po raz pierwszy w tych eliminacjach Hedvig Lindahl musiała wyciągać piłkę z siatki. Stracony gol najwyraźniej zmobilizował szwedzką kadrę do nieco bardziej zdecydowanej postawy i szybko okazało się, że wystarczyło włączyć wyższy bieg, aby rywalki zaczęły się gubić. Ze świetnym strzałem z dystansu Asllani poradziła sobie jeszcze Korenciova, ale będący jego następstwem rzut rożny przyniósł naszym piłkarkom drugiego gola. W akcji tej było być może trochę przypadku, ale pochwalić należy kolejno Dahlkvist za wygraną główkę, Seger za przytomne odegranie na piąty metr i w końcu Hammarlund za to, że zrobiła to, co klasyczna dziewiątka z taką piłką zrobić powinna. W ostatnim kwadransie nie brakowało zarówno okazji na podwyższenie prowadzenia, jak i szansy Słowaczek na ponowne doprowadzenie do remisu, ale ostatecznie więcej goli na Gamla Ullevi dziś już nie obejrzeliśmy. Zwycięstwo 2-1 oznacza, że kadra Pii Sundhage postawiła ostatecznie pieczęć na wywalczonej właśnie kwalifikacji na holenderskie mistrzostwa Europy, ale ów stempel nie był aż tak wyraźny, jak być mógł, a być może nawet i powinien.

Styl prezentowany przez szwedzką kadrę w dzisiejszym meczu pozostawia oczywiście wiele do życzenia i tak naprawdę pochwały należą się naszym piłkarkom przede wszystkim za okres pomiędzy 59., a 65. minutą gry. Podobnie, jak podczas turnieju w Rio brakowało pomysłów na atak pozycyjny, szwankowała współpraca pomiędzy formacjami, a będąca jednym z podstawowych założeń taktycznych próba rozciągnięcia słowackiej defensywy nie przynosiła wymiernych korzyści. Po stronie pozytywów należy za to odnotować najlepszy od kilku miesięcy występ w kadrze Caroline Seger, której niewiele ustępowały będące cały czas pod grą Dahlkvist oraz Asllani. Swoje zrobiły także pewna w interwencjach, choć zupełnie bezradna przy straconym golu Lindahl, niezwykle przebojowa i aktywna na prawej flance Samuelsson, a także właściwie wykorzystująca snajperski instynkt Hammarlund. Odkryciem meczu dla wielu kibiców okazała się jednak Dominika Skorvankova i trudno się dziwić, że odbierającą po ostatnim gwizdku nagrodę napastniczkę Sand żegnały gromkie oklaski.

segerbild2

Fot. SvFF

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s