Liga będzie ciekawa

Podstawowa konkluzja, którą możemy wyciągnąć po inauguracyjnej kolejce sezonu 2016 w Damallsvenskan jest niezwykle banalna, ale równocześnie jeszcze bardziej optymistyczna – w tym roku liga będzie ciekawa.

Ostatnie dni upłynęły w Umeå pod znakiem nierównej walki z kontuzjami. W minionym tygodniu niemal każdy kolejny dzień przynosił informację o urazie jednej z piłkarek klubu z Västerbotten. Układając wyjściową jedenastkę na mecz przeciwko Örebro Maria Bergkvist musiała wykazać się niezwykłym talentem rzeźbiarskim, choć materiał na którym przyszło jej pracować nie był, obiektywnie patrząc, najwyższej próby. Powiedzmy to wprost – piłkarki z Umeå nie rozegrały wielkiego meczu, a zdobyty po stałym fragmencie gry i olbrzymim chaosie w polu karnym wyrównujący gol był przede wszystkim efektem serii błędów gospodyń. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że dzięki trafieniu Lisy Lantz podopieczne Marii Bergkvist wywiozły ostatecznie z niezwykle trudnego terenu cenny punkt, osiągając na Behrn Arenie identyczny rezultat, jak dwa miesiące wcześniej PSG. I na ten moment właściwie wyłącznie to ma znaczenie.

Podział punktów zdecydowanie nie satysfakcjonuje nikogo w Örebro, gdzie liczono na znacznie badziej efektowną inaugurację. Odmieniona drużyna, prowadzona przez nowego szkoleniowca, miała rozpocząć dziś marsz w kierunku ligowego podium, a ostatecznie zanotowała niespodziewany falstart. Adelisa Grabus, choć potwierdziła, że jest zawodniczką obdarzoną olbrzymim talentem, nie ma jeszcze takiej łatwości w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich, jaką charakteryzowała się Sanna Talonen. Wielką chęć do gry od wykazywały dynamiczne Spetsmark i Chukwudi, ale jedynym wymiernym efektem ich starań był przyspieszony puls oglądających to spotkanie kibiców z Umeå. Niezły debiut w nowej dla siebie sportowej rzeczywistości zanotowała Tancredi i jeśli ktoś bał się, że w Örebro brakować będzie piłkarek typowo fizycznych, to po obejrzeniu gry Kanadyjki musiał zrewidować ten pogląd. Największą wygraną w szeregach gospodyń i tak okazała się Michelle De Jongh. Osiemnastoletnia pomocniczka okrasiła niezwykle udany występ przepięknym golem i na miejscu Pii Sundhage już przygotowywalibyśmy się na pytanie dotyczące powołania zawodniczki Örebro na czerwcowy dwumecz w eliminacjach Mistrzostw Europy.

******

W Linköping miało być lekkie, łatwie i przyjemne zwycięstwo miejscowej drużyny i przez pierwsze trzy kwadranse wydawało się, że zawodniczki z Värmland nie będą specjalnie przeszkadzały faworytkom w realizacji tego planu. Do 58. minuty mieliśmy nawet wrażenie, że Linköping pokazuje właśnie piłkarkom Rosengård, jak powinien prezentować się kandydat do mistrzostwa. W drugiej połowie o odpowiedni poziom emocji postarała się jednak Jessica Samuelsson, która sprezentowała gola Tamece Butt i w tym momencie piłkarki Mallbacken uwierzyły, że są w stanie powalczyć o coś więcej. Oczywiście, o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej ani przez moment nie mogło być mowy, ale dwa zdobyte na Arenie Linköping gole to wynik, który w ostatnich trzech sezonach udało się osiągnąć zaledwie dwóm klubom.

Oceniając mecz z perspektywy reprezentacji, cieszyć musi fenomenalne wejście w sezon Stiny Blackstenius. Napastniczka Linköping potwierdziła, że bardzo dobry występ w Popradzie nie był przypadkiem, a sygnałem, że ten sezon może okazać się dla jej kariery przełomowym. Blackstenius brała udział we wszystkich bramkowych akcjach, dając drużynie najwięcej właśnie w tych momentach, kiedy ta jej najbardziej potrzebowała. Ona była zarówno tą, która rozpoczęła dziś strzelanie, jak i tą, która w 73. minucie pozbawiła Mallbacken iluzorycznych już wówczas szans na powrót do gry.

******

Budowę domu rozpoczynamy zawsze od fundamentów, a drużyny piłkarskiej od defensywy. O powyższej maksymie w minionym roku zapomnieli w Hammarby i dziś próżno szukać tej ekipy w szeregach ekstraklasy. Z mało przyjemnych doświadczeń sąsiadek z południowej części stolicy wniosków nie wyciągnięto najwyraźniej w jej centralnej części i – jeśli gra obronna Djurgården nie ulegnie natychmiastowej poprawie – końcowy efekt może byc równie opłakany. Tym bardziej, że już w środę do Sztokholmu zawita mistrz kraju z Rosengård, który w takich sytuacjach nie ma dla rywalek litości.

Na Tunavallen spotkali sie dziś wicemistrz Allsvenskan i wicemistrz Elitettan z ubiegłego sezonu, ale o żadnej róznicy klas nie mogło być mowy. Co więcej, to beniaminek długimi minutami sprawiał wrażenie drużyny, którą bardziej stać na wyprowadzenie decydującego ciosu. Jedenastka z Eskilstuny swój pierwszy celny strzał oddała dopiero w 50. minucie, ale gdy już tego dokonała, to w dziewięćdziesiąt sekund, za sprawą Mimmi Larsson, rozstrzygnęła mecz. Debiutująca w niebieskich barwach była gwiazda Mallbacken tak efektownie wkręciła przy tym w murawę parę stoperek Djurgården, że nie zdziwimy się, jeśli Ekroth i van den Bulk odczuwały zawroty głowy jeszcze podczas podróży powrotnej do Sztokholmu. Zwycięstwo Eskilstuny mogło być ostatecznie znacznie bardziej okazałe, ale na wysokości zadania nie stanęły ani Pernilla Larsson, nie uznając gospodyniom prawidłowo zdobytej bramki, ani Marija Banusic, która potraktowała rzut karny (zupełnie niepotrzebny faul van den Bulk) jak nadprogramowy trening rugby i posłała piłkę wysoko nad poprzeczką.

Tabitha z ekstraklasą się wita

Wczesnym popołudniem wszystkie oczy skierowane były przede wszystkim na Ljungbergsplanen. Borlänge witało się z ekstraklasą, a miejscowa drużyna miała otrzymać lekcję pierwszoligowej piłki od niekryjącego wysokich aspiracji Vittsjö. Oba kluby najwyraźniej nie zostały jednak poinformowane o nakreślonym dla nich przed pierwszym gwizdkiem scenariuszu, gdyż na boisku ewidentnie zamieniły się rolami. Zawodniczki Kvarnsveden rozpoczęły wprawdzie trochę nerwowo, ale bardzo szybko zorientowały się, że ich dzisiejszy rywal straszy póki co jedynie na papierze. Przewaga gospodyń z minuty na minutę robiła się coraz bardziej wyraźna, a oglądający mecz mogli się tylko zastanawiać, czy przepaść między dwiema najwyższymi klasami rozgrywkowymi w Szwecji jest rzeczywiście tak wyraźna, gdyż nawet w wielu spotkaniach Elitettan stwarzanie bramkowych sytuacji nie przychodziło zawodniczkom Kvarnsveden z taką łatwością.

Na osobny akapit zasługuje zdecydowanie najlepsza dziś na placu Meghan Toohey. Pochodząca z Michigan pomocniczka zaimponowała nie tylko przecudowną asystą przy golu Chawingi, ale przede wszystkim tym, że przez dziewięćdziesiąt minut podejmowała niemal wyłacznie właściwe decyzje. W grze Amerykanki zgadzało się wszystko – kontrola nad piłką, celność podań i wreszcie perfekcyjne dyktowanie tempa, w rytm którego poruszały się dziś zawodniczki z Dalarny. Chwilami można było się zastawawiać, czy Toohey nie założyła przypadkiem koszulki reprezentacji USA, gdyż jakością gry w niczym nie ustępowała swoim bardziej utytułowanym rodaczkom.

W klasyczny dla siebie sposób z ekstraklasą przywitała się wspomniana wyżej Chawinga. W 41. minucie napastniczka z Malawi niczym pociąg ekspresowy wbiegła pomiędzy parę obrończyń Vittsjö i nie zatrzymując się oddała strzał na bramkę gości, nie dając Shannon Lynn czasu na odpowiednią reakcję. Taką Chawingę znamy, lubimy i chcemy oglądać częściej.

Przed meczem Denise Sundberg zdradziła, że w szatni Kvarnsveden obowiązuje absolutny zakaz używania słowa “źle”. W Borlänge wszystko robi się wyłącznie “dobrze”, “bardzo dobrze” lub – w ekstrmalnych przypadkach – “mniej dobrze”. Po debiucie w ekstraklasie ta ostatnia fraza jest jednak całkowicie zbyteczna, gdyż beniaminek wykonał dziś po prostu kawał bardzo dobrej roboty.

Co możemy powiedzieć o Vittsjö? Wśród zawodniczek klubu ze Skanii na największe pochwały zasługuje szkocka bramkarka Shannon Lynn, która w ogóle nie miała w tym spotkaniu wystapić. Przy golu dla Kvarnsveden Lynn mogła, a nawet powinna zachować się lepiej, ale w wielu innych sytuacjach to właśnie ona ratowała drużynę przez stratą kolejnych bramek. Zawiodła Okobi, która poza jednym groźnym strzałem w początkowych minutach nie pokazała niczego ciekawego, a równie bezbarwny występ zaliczył dość eksperymentalnie zestawiony w środku pola duet Björck – Alanen.

O krok od sensacji

Jeśli podczas pozostałych 131 ligowych spotkań poziom emocji i dramaturgii utrzyma się na poziomie z meczu inaugurującego rozgrywki, to czeka nas niewątpliwie niezwykle ciekawy rok. W derbach Skanii faworyt był tylko jeden. Nie mogło jednak być inaczej, skoro naprzeciw gwiazdozbioru z Malmö stanęła drużyna, która w poprzednim sezonie na wyjeździe potrafiła pokonać jedynie AIK. Tymczasem, gdyby w 93. minucie Amanda Edgren potrafiła skierować piłkę do pustej bramki, pojedynek ten zakończyłby się remisem. Co więcej, to właśnie podział punktów byłby dziś wynikiem najbardziej sprawiedliwym, nie krzywdzącym żadnej ze stron.

Na pierwszego gola sezonu w Damallsvenskan czekaliśmy zaledwie dwie minuty. Ali Riley urwała się lewym skrzydłem, dośrodkowała na dwunasty metr, a zamykająca akcję Marta plasowanym strzałem wyprowadziła swą drużynę na prowadzenie. W tym momencie zanosiło się na pogrom, ale po chwili na tablicy świetlnej za sprawą Johanny Rasmussen znów pojawił się remis. Ci spośród fanów Rosengård, którzy liczyli, że w tym momencie rozpocznie się pokaz siły faworytek, srodze się jednak zawiedli. W szeregach gospodyń jedną z najbardziej wyróżniających się zawodniczek była Ella Masar, a to przecież nie piłkarka z Illinois miała być wizytówką mistrzowskiej konstelacji. Jedynie w okresie między 80., a 85. minutą drużynie z Malmö udało się zdominować podmęczonego rywala, który jednak w doliczonym czasie i tak potrafił wypracować sobie stuprocentową okazję na doprowadzenie do remisu. Gdyby Amanda Edgren przymierzyła wówczas lepiej, nastroje w stolicy Skanii byłyby teraz jeszcze bardziej minorowe.

Wszyscy bardzo dobrze pamiętamy, że w poprzednich rozgrywkach Rosengård był drużyną najczęściej korzystającą na sędziowskich pomyłkach. W dzisiejszym meczu także nie obyło się bez kontrowersji i możemy być pewni, że o golu Lieke Martens na 2-1, który ostatecznie zapewnił drużynie z Malmö komplet punktów, również będzie się długo dyskutować. Czy w momencie strzału Holenderki znajdująca się na pozycji spalonej Marta brała aktywny udział w grze? Czy absorbowała uwagę bramkarki Kristianstad w takim stopniu, że uniemożliwiła jej skuteczną interwencję? Sara Persson nie miała takich wątpliwości i gola – jak się okazało na wagę zwycięstwa – uznała.

Na chwilę obecną Rosengård absolutnie nie przypomina jeszcze drużyny budowanej z myślą o podboju Europy, ale – paradoksalnie – nie to jest dziś największym zmartwieniem Jacka Majgaarda Jensena. Z powodu kontuzji przed czasem boisko opuściły bowiem Gaelle Enganamouit oraz Natasza Andonowa i szczególnie w przypadku Kamerunki może skończyć się na nieco dłuższym odpoczynku od piłki. Duński szkoleniowiec doskonale zdaje sobie sprawę, że ewentualna strata tak ważnych zawodniczek już na starcie sezonu mogłaby skomplikować marsz po jedenasty w historii klubu tytuł, który w Malmö nie jest celem, ale kolejnym etapem w procesie budowania liczącej się w Europie marki.

Na koniec należy wspomnieć o Kristianstad, gdyż postawa skazywanej przez wszystkich na pożarcie drużyny musi budzić szacunek. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir nie tylko potrafiły podjąć walkę z głównym faworytem ligi na jego terenie, ale były nawet o krok (a ujmując rzecz bardziej precyzyjnie – o kilkadziesiąt centymetrów) od sprawienia sensacji. Wspaniale do drużyny wprowadziła się najlepsza w szeregach gości Jenni Danielsson, a Ida Guehai szczególnie w drugiej połowie pokazała, że nie zatraciła nic ze swoich atutów. Zdecydowana większość piłkarek Kristianstad mogła dziś opuszczać murawę Malmö IP z wysoko podniesioną głową, ale do tej grupy nie możemy niestety zaliczyć Alice Nilsson. Debiutująca w toli kapitanki dwudziestodwuletnia defensywna pomocniczka wyraźnie nie potrafiła poradzić sobie z ciążącą na niej presją, a obejrzana w końcówce czerwona kartka była jedynie dopełnieniem nienajlepszego występu. Możemy jednak być pewni, że dla mającej ambicje sięgające występów w reprezentacji Nilsson, dzisiejszy mecz będzie wspaniałą lekcją, której efekty obejrzymy w przyszłości.

Trzy, dwa, jeden … Zaczynamy!

3671623_2048_1152

Bardzo często na nią narzekamy i bez końca potrafimy dyskutować o jej niedoskonałościach. Gdy jednak zbyt długo jej z nami nie ma, szybko zauważamy, że jakby czegoś nam brakuje. Na szczęście, od jutra aż do piątego listopada, naszą rzeczywistość znów kształtować będzie rytm ligowego zegara. Z zimowego snu budzi się bowiem najpiękniejsza z lig, której nie zamienilibyśmy nawet na Ligę Mistrzyń, Bundesligę i WSL razem wzięte.

Pierwszym akordem nowego sezonu i zarazem jedynym sobotnim meczem inauguracyjnej kolejki będą derby Skanii, w których broniący tytułu Rosengård podejmie na własnym boisku Kristianstad. Piłkarki z Malmö jeszcze nigdy nie przegrały w lidze z lokalnym rywalem, a w poprzednim sezonie wręcz zdemolowały swoje przeciwniczki w stosunku 7-0, urządzając przy okazji efektowne pożegnanie Anji Mittag. Jutro nikt wprawdzie z Malmö IP żegnać się nie będzie, ale o odpowiednią motywację w szeregach gospodyń możemy być spokojni.

W niedzielne popołudnie z ekstraklasą przywita się Borlänge. Do wczoraj nie było wiadomo, czy piłkarki Kvarnsveden rozpoczną sezon na własnym obiekcie, ale Ljungbergsplanen ostatecznie otrzymał warunkową licencję, co z pewnością ucieszyło sympatyków piłki nożnej w Dalarnie. Pozaboiskowy wyścig z czasem udało się wygrać, ale wielu prorokuje, że na murawie zderzenie z ekstraklasą okaże się dla absolutnego beniaminka brutalne. Papierowym faworytem jest z pewnością wzmocnione zimą Vittsjö, ale z drugiej strony Tabitha Chawinga już nie takim klubom na tym stadionie strzelała zwycięskie gole.

Niezbyt optymistyczne wieści płyną do nas z Umeå. Lista piłkarek, które z powodu drobnych lub nieco poważniejszych urazów nie zagrają na inaugurację, każdego dnia robi się coraz dłuższa. Podobnych problemów nie mają za to w odmienionym zimą Örebro, gdzie wszyscy czekają na pierwsze efekty wprowadzenia w klubie greckiej myśli szkoleniowej.

Piteå to nie tylko ubiegłoroczna rewelacja ligi, ale także jedna z najatrakcyjniej grających drużyn w Europie. W tym roku tradycyjnie nikt nie wymienia klubu z Norrbotten wśród faworytek, ale niezbyt przychylne prognozy w najmniejszym stopniu nie dekoncentrują zawodniczek. Irma Helin zamiast o celach na najbliższy sezon woli mówić o radości, jaką każdej z piłkarek daje gra na LF Arenie, komplementując przy tym kibiców. Pierwsza okazja, aby ponownie dać im trochę radości, nadarzy się już w niedzielę. Rywalem pozbawiony holenderskiej kolonii Göteborg, który kilka miesięcy temu pierwszy raz w historii wrócił z dalekiej Północy na tarczy.

Teoretycznie łatwe zadanie czeka piłkarki z Linköping. W niedawno rozegranym meczu pucharowym pokonały one Mallbacken 10-0, ale zapytana o prognozę na niedzielne spotkanie Julia Karlenäs zapewnia, że tym razem o dwucyfrowym wyniku nie może być mowy. Każdy inny rezultat niż zdecydowane zwycięstwo gospodyń będzie niespodzianką, choć doskonale pamiętamy, że pół roku temu piłkarki z Värmland kilkanaście dni po równie kompromitującej sparingowej wpadce (0-8 z Göteborgiem) potrafiły urwać ligowe punkty mistrzyniom z Rosengård.

Trzy lata trwał rozbrat Djurgården z ekstraklasą. Pierwszy mecz po powrocie przyjdzie piłkarkom ze Sztokholmu rozegrać na Tunavallen i trudno oczekiwać, że czeka je łatwe zadanie. Niewykluczone, że o wyniku pojedynku w Eskilstunie zadecyduje postawa pomocniczek obu drużyn; Kartin Schmidt i Emilia Appelqvist z pewnością rzucą wyzwanie zawodniczkom wicemistrzyń kraju.

Za rozgrywkami Damallsvenskan stęskniliśmy się nie tylko my, ale także przedstawiciele telewizji publicznej, którzy dzisiejszą prognozę pogody rozpoczęli od … stadionów, na których odbęda się mecze inauguracyjnej kolejki. Synoptycy zapowiadają wprawdzie deszczowy i wietrzny weekend, ale przynajmniej dla kilku klubów w sobotę i w niedzielę na pewno zaświeci słońce.

Przed startem ligi – Elitettan

Przedstawiciele wielu zawodów bardzo często podkreślają, że najciekawsze rzeczy dzieją się zawsze na zapleczu. Czy to stwierdzenie możemy odnieść również do świata szwedzkiej piłki? W znacznym stopniu tak, gdyż tegoroczny sezon w Elitettan zapowiada się nadzwyczaj interesująco!

Podobnie jak w przypadku Damallsvenskan, liga wydaje się mieć jednego zdecydowanego faworyta. Mowa oczywiście o piłkarkach Hammarby, które zrobią wszystko, aby ich drugoligowa przygoda nie trwała dłużej niż jeden sezon. Po spadku z ekstraklasy, Södermalm opuściło wprawdzie wiele kluczowych zawodniczek, ale ich następczynie również gwarantują wysoki poziom piłkarski. Klub ze stolicy wzmocniły między innymi gwiazda kadry U-19 Julia Zigiotti Olme, którą w swoim składzie widziało także kilku przedstawicieli ekstraklasy, a także ograne na boiskach Damallsvenskan Maja Norrhamn i Filippa Angeldahl. Jeśli w najbliższych miesiącach nie wydarzy się nic niespodziewanego, każdy inny rezultat jak awans biało-zielonych z pierwszego miejsca, należałoby potraktować jak niespodziankę.

Znacznie ciekawiej zapowiada się rywalizacja o drugie premiowane promocją do krajowej elity miejsce. Chrapkę na awans ma bowiem przynajmniej kilka klubów, co jest zapowiedzią niezwykle wyrównanej walki, w której o końcowym sukcesie lub jego braku mogą zadecydować najmniejsze nawet niuanse. O awans na pewno do końca walczyć będą piłkarki Limhamn Bunkeflo i nie jest wykluczone, że w sezonie 2017 w Damallsvenskan doczekamy się derbów Malmö. Aby do tego doszło, drużyna z największego miasta Skanii musi jednak znacząco poprawić skuteczność, gdyż to właśnie między innymi ten element zaważył na niepowodzeniu dwóch ostatnich podejść do ekstraklasy.

Drugoligowcem, poczynania którego z zapartym tchem śledzić będą kibice w całym kraju, jest z pewnością Växjö. Trudno się jednak temu dziwić, wszak nie codziennie włodarze klubu, który dopiero co pojawił się na szczeblu centralnym zapowiadają, że sześć lat zajmie im droga do … półfinału Ligi Mistrzyń! Cele na najbliższy sezon są na szczęście znacznie skromniejsze; tym podstawowym jest zajęcie miejsca w czołowej szóstce, a pomóc w jego realizacji ma między innymi sprowadzona z Linköping Venera Rexhi.

W górnej połówce Elitettan sezon zakończyć powinny także dwa zespoły z zachodniej części kraju – Hovås Billdal oraz QBIK. W Göteborgu kolejny raz udało się zbudować mocną, pozbawioną luk kadrę, zaś w Karlstad poczyniono pierwsze próby nawiązania do złotej ery klubu, w którym swego czasu występowały Jennifer Meier i Anja Mittag. Nie można także zapominać o rewelacji ubiegłorocznych rozgrywek – IFK Kalmar. Doskonała, zwieńczona trzecią lokatą w tabeli postawa w poprzednim sezonie, na pewno mocno rozbudziła apetyty kibiców znad Bałtyku.

W minionych latach IK Sirius był niemal dyżurnym kandydatem do awansu, ale zimowe osłabienia sprawiły, że najprawdopodobniej na powrót ekstraklasowej piłki do Uppsali będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. W środku ligowej stawki ujrzeć powinniśmy także drużyny z Östersund i Sunnanå, choć szczególnie piłkarki Leifa Widegrena stać na niejedną pozytywną niespodziankę. Częściej w dół niż w górę spoglądać może za to drugi ze spadkowiczów z Damallsvenskan, ale w AIK nikt nie dopuszcza myśli o powtórzeniu scenariusza, który rok temu stał się udziałem Jitexu, czyli dwóch kolejnych degradacji.

Kogo najprawdopodobniej czeka walka o utrzymanie? Jedną z zainteresowanych nią drużyn może okazać się mocno odmłodzona Kungsbacka. W poprzednim sezonie Johanna Almgren oparła kadrę na doświadczonych zawodniczkach z ekstraklasowym stażem, w obecnym takiej możliwości mieć juz nie będzie. Trudno równiez prorokować, jaki los czeka w Elitettan beniaminków z Sundsvall i Alingsås, choć pierwszy z wymienionych klubów nie bez przyczyny często wymieniany jest jako potencjalny czarny koń rozgrywek. Na papierze najsłabiej prezentuje się sztokholmska Älta, ale klub ze stolicy od trzech lat jest niemal jednogłośnie uznawany za głównego kandydata do spadku. Czy i tym razem uda się oszukać przeznaczenie?

Przed startem ligi – Örebro

12. ORE

W poprzednim sezonie: 5. miejsce

Gwiazda: Ogonna Chukwudi – choć jest lewoskrzydłową, to właśnie przez nią przechodzi większość akcji Örebro, co tylko pokazuje, jak wielkim zaufaniem darzą ją koleżanki z drużyny. Trudno się jednak temu dziwić, gdyż Chukwudi to piłkarka pod każdym względem kompletna, czego najlepszym potwierdzeniem jest jej obecność w czołówce wielu ligowych statystyk.

Talent: Michelle de Jongh – na początku poprzedniego sezonu wskoczyła do wyjściowej jedenastki w miejsce kontuzjowanej Hanny Folkesson i raz wywalczonego miejsca już nie oddała. Jej świetne występy w lidze sprawiły, że coraz bardziej słyszalne stały się głosy domagające się powołania de Jongh to pierwszej reprezentacji kraju. Rozentuzjazmowane głowy studzi jednak sama zawodniczka, która na każdym kroku podkreśla, że na wielkie zaszczyty przyjdzie jeszcze czas.

ORE.jpg

Atut: koniec fali kontuzji – poprzedni sezon upłynął w Örebro pod znakiem nierównej walki z kolejnymi falami urazów, które skutecznie zdziesiątkowały drużynę. Obecnie szkoleniowcy w końcu mają pod tym względem znacznie większy komfort i zamiast oczekiwać na raporty lekarzy i fizjoterapeutów mogą skupić się wyłącznie na boiskowej rywalizacji o ligowe punkty.

Problem: wahania formy piłkarek – w kadrze Örebro nie brakuje zawodniczek potrafiących rozegrać wspaniały mecz, ale w przekroju całego sezonu przebłyski fenomenalnej gry nie wystarczą do osiągnięcia sukcesu. Ustabilizowanie formy kluczowych piłkarek na stałym, wysokim poziomie to z pewnością jedno z podstawowych zadań stojących przed nowym sztabem trenerskim.

ORE.jpg

Prognoza na sezon 2016: 6. miejsce