Nie ma zwycięstwa, jest nadzieja

bgbest-20160913124232-7841

Fot. Aftonbladet

Zarówno Szwedki, jak i Angielki rozpoczęły rok od małego falstartu w postaci porażki z Norwegią, więc bezpośrednie starcie w San Pedro del Pinatar było dla obu ekip świetną okazją na błyskawiczne odbudowanie morale. Niestety, po średnio pasjonującym widowisku, pojedynek wicemistrzyń olimpijskich z trzecią drużyną ostatniego mundialu zakończył się ostatecznie bezbramkowym remisem, który – podobnie zresztą jak i sama gra – nie mógł w pełni zadowolić ani Pii Sundhage, ani Marka Sampsona.

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że jeśli któraś z drużyn zasłużyła dziś na zwycięstwo, to bez wątpienia były to Szwedki. Nasze piłkarki nie dominowały może w sposób wyraźny, ale w obu połowach potrafiły – w przeciwieństwie do rywalek – wypracować sobie naprawdę dogodne okazje do zdobycia gola. Jedna z nich, w 27. minucie, zakończyła się nawet trafieniem Blackstenius, ale sędziowie z Norwegii orzekli, że napastniczka Montpellier w momencie dośrodkowania Jonny Andersson znajdowała się na minimalnym spalonym. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie, a nie stanowiącą dziś absolutnie monolitu angielską defensywę testowała przede wszystkim Lotta Schelin. Najlepsza snajperka w historii szwedzkiej kadry dwukrotnie urwała się grającym w dość eksperymentalnym ustawieniu obrończyniom z Wysp Brytyjskich i w obu przypadkach skończyło się to olbrzymim zamieszaniem w angielskiej szesnastce. W pierwszej z wymienionych sytuacji o krok od wpisania się na listę strzelczyń była świetnie nabiegająca z głębi pola Hammarlund, natomiast w drugiej Flaherty musiała ratować się faulem w polu karnym, ale Chamberlain doskonale odczytała intencje uderzającej z jedenastu metrów Asllani. Golkiperka Liverpoolu świetnym refleksem popisała się także już w doliczonym czasie gry, kiedy to uratowała swojej drużynie remis, instynktownie odbijając piłkę po strzale Fischer.

Znacznie mniej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności miała dziś Hedvig Lindahl, ale warto podkreślić, że bramkarka Chelsea zanotowała kolejny solidny występ w reprezentacji, nie popełniając w zasadzie żadnego błędu przy licznych dośrodkowaniach, a także próbach Angielek z dystansu. Wydaje się, że właśnie zagrania z bocznych sektorów boiska były jednym z pomysłów Marka Sampsona na to spotkanie, ale zarówno dobrze dysponowana Lindahl, jak i prezentująca się znacznie bardziej solidnie niż w miniony czwartek szwedzka defensywa, skutecznie wytrąciły rywalkom z ręki naprawdę mocny argument. Słynące na co dzień ze sporej mobilności Carney oraz Daly w zasadzie nie istniały, spodziewanego ożywienia do gry Brytyjek nie potrafiła wnieść Stokes, a kreatywny, angielski tercet w środku pola najczęściej tracił koncept na mniej więcej trzydziestym metrze przed szwedzką bramką. Rozpaczliwy i mocno niecelny strzał Jordan Nobbs na kilkadziesiąt sekund przed końcem regulaminowego czasu gry był chyba najlepszym możliwym podsumowaniem kompletnej bezradności w ofensywnych poczynaniach naszych rywalek.

Zdecydowanie trudniejsza do oceny jest za to postawa szwedzkiej pierwszej linii. W zasadzie każda z naszych ofensywnych piłkarek miała podczas dzisiejszego meczu przynajmniej jeden błysk, po którym ręce same składały się do oklasków, ale trochę zabrakło w tym wszystkim pójścia za ciosem i jeszcze bardziej zdecydowanego dociśnięcia gubiących się momentami przeciwniczek. Pochwała należy się na pewno za uskuteczniany coraz częściej i z coraz lepszym efektem wysoki pressing, ale wydaje się, że gdyby podopieczne Pii Sundhage potrafiły bardziej efektywnie wykorzystywać momenty swojej naprawdę dobrej gry, to końcowy rezultat obu styczniowych sparingów byłby zupełnie inny, a powrotna podróż z Hiszpanii znacznie przyjemniejsza. W znacznie lepszym nastroju Murcię i okolice opuszczać mogła jednak przede wszystkim Jonna Andersson. Najlepsza asystentka Damallsvenskan w sezonie 2016 w dzisiejszym meczu również mogła zapisać na swoim koncie dwa kluczowe podania, ale najpierw na drodze stanęła jej pozycja spalona Blackstenius (swoją drogą – identyczne zagrania tej dwójki mogliśmy wielokrotnie podziwiać podczas spotkań Linköping), a następnie doskonała interwencja Chamberlain. Inna sprawa, że po hiszpańskim zgrupowaniu jest już chyba dla wszystkich jasne, że kwestia obsady lewej obrony na EURO została już najprawdopodobniej definitywnie rozstrzygnięta.

Pierwszy w tym roku reprezentacyjny dwumecz przyniósł nam porażkę oraz remis, ale tym razem trudno nie zgodzić się z Pią Sundhage, która porównując oba zakończone właśnie mecze z tymi rozegranymi jesienią, w postawie prowadzonej przez siebie drużyny zauważa pewien postęp. Niektóre decyzje naszej selekcjonerki wciąć pozostają wprawdzie nierozwiązaną przez nikogo zagadką i tak już pewnie pozostanie (skoro szanse miały dostać Schmidt czy Glas, to czemu jedynie w tak skromnym wymiarze?), ale jeśli wyjdziemy z założenia, że trzy miesiące temu reprezentacja Szwecji przypominała grupę zagubionych turystek na rozstaju dróg, to po meczach z Norwegią i Anglią udało się im przynajmniej wejść na jedną ze ścieżek i konsekwentnie podążać jej szlakiem. Najbliższą okazję do tego, aby przekonać się, czy idziemy we właściwym kierunku będziemy mieć już za niewiele ponad miesiąc, gdyż właśnie wtedy czeka nas sparing z Australią, a ostateczną odpowiedź na pytanie, czy obrana przez nas droga zaprowadzi nas do celu, otrzymamy dopiero na przełomie lipca i sierpnia.

Dla kogo bilety do Holandii?

Choć pozornie wydaje się, że ogłoszenie ostatecznej, 23-osobowej kadry na finały EURO 2017 jest wciąż dość odległą perspektywą, to w rzeczywistości czasu na jakiekolwiek eksperymenty pozostało bardzo niewiele. Inna sprawa, że mając na uwadze dość konserwatywny stosunek Pii Sundhage oraz Lilie Persson do dokonywania personalnych roszad w przeddzień wielkich imprez, i tak raczej nie spodziewalibyśmy się w tej kwestii jakiejś niespodziewanej rewolucji. Pierwsze reprezentacyjne zgrupowanie w nowym roku wydaje się więc być doskonałym momentem na to, aby przyjrzeć się temu, jak na chwilę obecną przedstawiają się szanse poszczególnych piłkarek na znalezienie się w gronie tych, które latem wsiądą na pokład samolotu udającego się do Holandii. Pomni na dotychczasowe doświadczenia ze znaną na cały kraj hierarchią Sundhage jesteśmy w pełni świadomi, że sporo miejsc w kadrze jest już w zasadzie obsadzonych, ale wydaje się, że w każdej z formacji nie wszystkie karty zostały jeszcze rozdane. Poniższe zestawienie pomoże zatem uporządkować wszystko co już wiemy, a także oszacować o ile biletów na holenderskie EURO będzie się toczyć gra podczas rundy wiosennej. Oczywiście przy założeniu, że uda się nam uniknąć kolejnych – po kontuzji Emilii Appelqvist – wypadków losowych.

piasundhage

Fot. Bildbyrån

Bramka

Pewniaczki: nie ma sensu silić się na przesadną oryginalność: jeśli tylko Hedvig Lindahl będzie w pełni zdrowa, to kwestia obsady bramki wydaje się być równie oczywista jak niechęć klubów Damallsvenskan do Pii Sundhage. Obsadzona wydaje się być także rola pierwszej zmienniczki, którą w ostatnich miesiącach pozostaje niezmiennie Hilda Carlén i chyba tylko kataklizm mógłby sprawić, że golkiperki Piteå zabrakłoby w kadrze na EURO.

W kręgu zainteresowań: do Holandii pojadą ostatecznie trzy bramkarki, a więc w dużym uproszczeniu można powiedzieć, iż walka toczy się obecnie tak naprawdę o jedno miejsce. Analizując dotychczasowe posunięcia sztabu szkoleniowego istnieją poważne przesłanki, aby zakładać, że decydującą batalię stoczą o nie Emelie Lundgren oraz Zecira Musovic, a w minimalnie lepszej pozycji wyjściowej wydaje się być zawodniczka Eskilstuny.

Zaplecze: wszyscy, którzy regularnie śledzą rozgrywki Damallsvenskan, od wielu miesięcy głośno domagają się powołania do kadry Jennifer Falk. Golkiperka Göteborga swoją postawą na ligowych boiskach z pewnością na tę szansę zasłużyła, ale z nieznanych bliżej powodów wciąż nie udało jej się przekonać do siebie selekcjonerki. Jeszcze większym zaskoczeniem byłaby obecność w reprezentacji zbierającej niezłe recenzje w lidze włoskiej Stephanie Öhrström.

Obrona

Pewniaczki: Nilla Fischer, Linda Sembrant i Magdalena Eriksson to trzy stoperki, które mogą się w zasadzie szykować na to, że tego lata przyjdzie im spędzić przynajmniej kilka tygodni w Holandii. W podobnej sytuacji znajduje się Jessica Samuelsson, która jest pierwszym wyborem Sundhage na prawej flance defensywy, a wszystko wskazuje na to, że podobny status w ostatnich miesiącach wyrobiła sobie także grająca po lewej stronie czteroosobowego bloku Jonna Andersson.

W kręgu zainteresowań: duet z Rosengård Emma Berglund – Amanda Ilestedt nie może wprawdzie liczyć na pewne miejsce w wyjściowej jedenastce, ale szczególnie ta pierwsza jest regularnie powoływana do kadry. O miejsce w reprezentacji powalczy także z pewnością powracająca do wielkiej piłki Marina Pettersson-Engström, a wśród bocznych obrończyń stosunkowo wysoko stoją akcje Hanny Glas, Hanne Gråhns oraz młodziutkiej Nathalie Björn.

Zaplecze: obecność Liny Nilsson w tym gronie jest równie zaskakująca jak swego czasu mundial wygrany przez Japonię, ale cóz poradzić na to, że Pia Sundhage nie dostrzega, że w Malmö ma piłkarkę, od której mogłaby w zasadzie zaczynać ustalanie meczowego składu. Ponadto, z pola widzenia dobrze byłoby nie stracić mającej za sobą niezły sezon w Göteborgu Elin Landström, imponującej solidnością Mii Carlsson, a także nowej stoperki mistrza z Linköping Lisy Lantz.

Pomoc

Pewniaczki: nie od dziś wiemy jak wielkim (żeby nie było niejasności – czysto piłkarskim!) uczuciem Pia Sundhage darzy Caroline Seger, więc obecność pomocniczki Lyonu w kadrze na holenderskie EURO jest absolutnie niepodważalna. Równie pewne swoich pozycji wydają się być ponadto Lisa Dahlkvist, Kosovare Asllani, Elin Rubensson oraz najbardziej w tym gronie wszechstronna Fridolina Rolfö.

W kręgu zainteresowań: kontuzja Emilii Appelqvist jeszcze szerzej otworzyła bramy do kadry przed Katrin Schmidt i wydaje się, że urodzona w Niemczech piłkarka Djurgården powinna bez większych problemów znaleźć się w gronie 23 wybranek Sundhage. Nasza selekcjonerka sporym uznaniem darzy także Hannę Folkesson, a szanse na wyjazd do Holandii ma ponadto tercet z Eskilstuny: powracająca po przerwie macierzyńskiej Petra Johansson, filigranowa i kompaktowa Malin Diaz, a także usposobiona nieco bardziej defensywnie Petra Andersson. Ostatniego słowa nie powiedziały jeszcze Lina Hurtig, która zimą przeniosła się do Linköping, jej nowa klubowa koleżanka Irma Helin oraz szalejąca na prawym skrzydle Örebro Julia Spetsmark.

Zaplecze: Johanna Rytting Kaneryd, Michelle De Jongh, Anna Oscarsson czy Filippa Angeldahl to wszystko piłkarki urodzone w drugiej połowie lat 90., które coraz głośniej dobijają się do pierwszej reprezentacji. Jeśli jednak na EURO w Holandii zagra choć jedna z wymienionych, to już będzie można mówić o sporym sukcesie. Spośród nieco bardziej doświadczonych pomocniczek warto mieć na uwadze między innymi Josefin Johansson i Mimmi Löwfenius.

Atak

Pewniaczki: bez względu na to, czy większość meczów na EURO zagramy na jedną, dwie, czy trzy napastniczki, Stina Blackstenius, Sofia Jakobsson oraz Lotta Schelin o miejsce w kadrze obawiać się raczej nie muszą. Podobnie ma się sprawa w przypadku Olivii Schough, której pozycja nie osłabła nawet podczas słabego w jej wykonaniu sezonu 2016, więc trudno przypuszczać, aby teraz miało być inaczej.

W kręgu zainteresowań: odrodzenie się w Piteå, a także solidne występy w barwach Götteborga sprawiły, że w notesie naszej selekcjonerki pojawiło się nazwisko Pauline Hammarlund. O miejsce w kadrze z pewnością zechce z nią powalczyć Mimmi Larsson, ale jej z kolei jak dotychczas nie udało się przekonać Sundhage nawet bardzo solidnymi występami w klubie. Przypomnieć o sobie spróbuje również Marija Banusic, która w Linköping będzie starała się odnaleźć pewność gry, całkowicie zagubioną po nieudanym transferze do Chelsea.

Zaplecze: wojaże po Norwegii i Anglii sprawiły, że z orbity zainteresowań Sundhage wypadła Emma Lundh, która po powrocie do kraju wiosną zawalczy o to, aby wrócić także do kadry. Podobny cel przyświeca z pewnością Jenny Hjohlman, ale ona z kolei odbudowywać będzie się w Örebro. Na debiut w seniorskiej reprezentacji liczą za to Felicia Karlsson i Madelen Janogy, ale powołanie dla którejkolwiek z nich byłoby jednak dużego kalibru niespodzianką.

Duet z Linköping zatrzymał Szwecję

tba0557e

Fot. NTB

Porażką z Norwegią w deszczowej La Mandze zainaugurowała piłkarska reprezentacja Szwecji rok 2017. Obie ekipy postarały się jednak, aby mecz, który właśnie ze względu na fatalne warunki atmosferyczne mógł w ogóle nie dojść do skutku, okazał się całkiem przyzwoitym widowiskiem dla neutralnego kibica. Analiza boiskowych wydarzeń wygląda niestety nieco mniej optymistycznie ze szwedzkiej perspektywy, choć – paradoksalnie – po przerwie drużyna Pii Sundhage rozegrała jedną z najlepszych połówek w ostatnich miesiącach.

Zacznijmy jednak od początku, gdyż emocji w śródziemnomorskim kurorcie nie brakowało w zasadzie od pierwszego gwizdka hiszpańskiej sędzi. Wzajemne badanie się trwało bowiem zaledwie kilka minut, a obie drużyny stosunkowo szybko przeszły do kolejnego punktu porządku dziennego, którym była walka o dominację w środku pola. Nie wyłoniła ona jednak zdecydowanego zwycięzcy, a gdy w pewnym momencie zaczęło się wydawać, że Norwegia będzie w stanie narzucić rywalkom swój styl gry, niespodziewanie to nasze piłkarki objęły prowadzenie. Bramkową akcję napędziła na lewym skrzydle Jonna Andersson, która popisała się idealnym dośrodkowaniem na głowę Sofii Jakobsson. Napastniczka Montpellier wygrała jeszcze pojedynek z norweską defensorką i celnym strzałem nie tylko otworzyła wynik spotkania, ale także przełamała fatalną i trwającą zdecydowanie zbyt długo passę bez gola w reprezentacji. Korzystny rezultat utrzymał się jednak zaledwie … kilkadziesiąt sekund. Norweżki wznowiły od środka, Andrine Hegerberg dostrzegła fatalne ustawienie Sembrant i Andersson, dynamiczna Utland urwała się szwedzkiej defensywie, przelobowała próbującą w nie do końca przemyślany sposób interweniować Carlén i zrobiło się 1-1. Z całym szacunkiem dla napastniczki z Trondheim, trudno tak naprawdę w racjonalny sposób wytłumaczyć to, co stało się przy wyrównującym golu dla Norweżek. Pewne jest za to, że drużyna aspirująca do tego, aby walczyć o najwyższe cele, absolutnie nie może sobie pozwolić na utratę takich bramek i nie ma sensu usprawiedliwiać się tym, że asysta Andrine Hegerberg była rzeczywiście najwyższej próby.

Skoro jesteśmy już przy siostrach Hegerberg, to po niespełna pięciu minutach próbkę swoich umiejętności dała także Ada. Najlepsza piłkarka minionego roku na świecie zbiegła do lewego skrzydła, posłała bardzo nieprzyjemną piłkę w szwedzką szesnastkę, a zamykająca akcje na dalszym słupku Minde – pomimo asysty dwóch obrończyń – wepchnęła futbolówkę do siatki. Z pozoru mogłoby sie wydawać, że i w tej sytuacji największą winą za straconego gola należałoby obarczyć duet Sembrant – Andersson, ale prawda jest taka, że w zasadzie każda z piłkarek bloku defensywnego (nie wyłączając Carlén) miała w przynajmniej jednym momencie okazję, aby skasować groźnie zapowiadającą się akcję Norweżek. Sztuka ta nie udała się jednak nikomu, w związku z czym od 27. minuty musieliśmy odrabiać straty. Te mogły ostatecznie okazać się jeszcze większe, gdyż rywalki absolutnie nie zamierzały zwalniać tempa, ale do przerwy żadnej ze stron nie udało się już zmienić rezultatu i do szatni schodziliśmy przy wyniku 1-2.

Druga połowa przebiegała niemal w całości pod dyktando Szwedek, a gra podopiecznych Pii Sundhage wyglądała zdecydowanie lepiej niż chociażby podczas ubiegłorocznych pojedynków z Danią czy Brazylią, gdzie także trzeba było gonić wynik. Oczywiście, nie udało się zupełnie uniknąć długich przestojów oraz groźnych, norweskich kontrataków (po jednym z nich Isaksen mogła w zasadzie definitywnie zamknąć mecz), ale w przeciwieństwie do wspomnianych powyżej spotkań, tym razem w grze naszych piłkarek dało się dostrzec jakiś bardziej konkretny zamysł. Niestety, w parze z nim nie zawsze szło wykonanie i być może dlatego nie udało się wykreować tylu okazji na doprowadzenie do remisu, ilu byśmy sobie życzyli. Inna sprawa, że gdy już taka szansa – za sprawą rezerwowej Katrin Schmidt – rzeczywiście nadeszła, to na wysokości zadania stanęła strzegąca norweskiej bramki, niezwykle doświadczona Ingrid Hjelmseth.

Trudno rzecz jasna oczekiwać, aby pierwsza od niepamiętnych czasów porażka na inaugurację roku wprawiła kogokolwiek w euforyczny nastrój, ale z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że sparing w La Mandze, a szczególnie jego druga część, na tle ostatnich występów kadry Pii Sundhage wyglądał całkiem przyzwoicie. Po stronie plusów na pewno możemy zapisać długo wyczekiwane przełamanie Sofii Jakobsson i pozostaje mieć nadzieję, że zdobyty przeciwko Norwegii gol sprawi, że zawodniczka Montpellier również w kadrze zacznie grać na oczekiwanym nie tylko przez kibiców, ale także przez siebie poziomie. Solidny mecz rozegrała ponadto Caroline Seger, niekwestionowana liderka szwedzkiej drugiej linii, a bardzo obiecującą zmianę dała debiutująca w żółto-niebieskich barwach Katrin Schmidt. Pochodząca z Westfalii piłkarka w kwadrans zrobiła na boisku więcej pozytywnego zamieszania niż Elin Rubensson przez 75 minut i wydaje się, że wywalczyła sobie prawo do tego, aby już we wtorek przeciwko Anglii zaprezentować się nam w większym wymiarze czasowym. Czekający nas już za kilka dni pojedynek z trzecią drużyną świata będzie ponadto doskonałą okazją do rehabilitacji przede wszystkim dla formacji defensywnej, która w starciu z Norwegią popełniła zdecydowanie zbyt wiele błędów, a te w końcowym rozrachunku okazały się niezwykle kosztowne.

Ostatnia misja Sundhage

1471604010_sundhage3

Fot. Erik Mårtensson

Rozgrywane na hiszpańskiej ziemi sparingi z Norwegią i Anglią oficjalnie rozpoczną kolejny etap przygotowań do czekających nas na przełomie lipca i sierpnia mistrzostw Europy. Wiemy już, że bez względu na okoliczności, holenderski turniej będzie ostatnim, podczas którego naszą kadrę poprowadzi Pia Sundhage, w związku z czym w znacznej mierze to właśnie od postawy reprezentantek Szwecji na boiskach Bredy, Deventer i okolic zależeć będzie to, jak większość kibiców wspominać będzie pięcioletni okres pracy trenerki z Västergötland w roli opiekunki najważniejszej drużyny w kraju. To znaczy, są oczywiście kwestie, których w kilka miesięcy naprawić nie da się żadnym sposobem i wielu z nas era Sundhage kojarzyć się będzie między innymi z najgorszymi w historii relacjami na linii SvFF – EFD, czy też jednogłośnym sprzeciwem wszystkich klubów szczebla centralnego wobec propozycji przedłużenia kontraktu obecnej selekcojnerki, ale – bądźmy szczerzy – większość sympatyków futbolu raczej nie ekscytuje się przesadnie tego typu “drobnostkami”. Z ich perspektywy liczy się przede wszystkim dobra gra na wielkich imprezach, najlepiej poparta jeszcze spektakularnymi wynikami, a najbardziej w pamięci zostaje zawsze ostatni z ważnych turniejów i to właśnie przez jego pryzmat dokonuje się nierzadko mało wyważonych ocen. Dla Pii Sundhage holenderskie EURO będzie właśnie takim selekcjonerskim egzaminem końcowym, który przyjdzie jej zdawać przed kilkumilionową i do tego niezwykle wymagającą komisją.

Bardzo często przy okazji meczów towarzyskich powtarza się, że na pewno nie przyniosą nam one kompletu odpowiedzi na najbardziej palące pytania, dlatego tak ważne jest, aby z każdego sposród pozostałych nam do rozegrania przed mistrzostwami spotkań wyciągnąć absolutne maksimum. Nie chodzi tu nawet tyle o śrubowanie rekordów czy podtrzymywanie korzystnych pass (na przykład tej dotyczącej całkiem już pokaźnej liczby zimowych meczów bez porażki), ale o to, aby każde spędzone na boisku dziewięćdziesiąt minut w taki czy inny sposób przybliżało nas do wspólnego celu, jakim jest udany występ w Holandii. Chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że okres pomiędzy sierpniem a grudniem 2016 był dla naszej reprezentacji stracony. Nie dość, że w bardzo nieodpowiedzialny (żeby nie powiedzieć po prostu głupi) sposób na własne życzenie pozbawiliśmy się rozstawienia podczas losowania grup turnieju finałowego, to jeszcze zaangażowaliśmy się w ogranizację meczów, które zgodnie z wcześniejszymi obawami spotkały się z bojkotem wielu środowisk w kraju, a i pod względem sportowym nie dały nam absolutnie nic. Pomimo tego wciąż nie opuszcza nas wiara, że czekający nas za kilkadziesiąt godzin pojedynek z prowadzoną od niedawna przez Martina Sjögrena Norwegią okaże się pierwszym krokiem w kierunku Enschede, że kolejny wykonamy już w najbliższy wtorek, a na marcowy turniej towarzyski o Puchar Algarve szwedzka kadra uda się z poczuciem, że reprezentacyjne sprawy idą w dobrym kierunku. Aby jednak tak się stało, już teraz trzeba pochylić się nad kilkoma niezwykle istotnymi kwestiami, z których najważniejsze wypunktowaliśmy poniżej:

– poważna kontuzja Emilii Appelqvist, eliminująca ją prawdopodobnie z występu na EURO sprawiła, że tematem numer jeden była w ostatnich dniach obsada szwedzkiej drugiej linii. Piłkarka Djurgården była bowiem jeśli nie pewniaczką, to na pewno mocną kandydatką, aby w czekającym nas za pół roku meczu otwarcia z Niemcami wybiec w wyjściowej jedenastce. Zakładając, że Sundhage nie zdecyduje się na to, aby odejść od preferowanego przez siebie w starciach ze światowa czołówką ustawienia z trzema środkowymi pomocniczkami, miejsce Appelqvist mogłaby zająć na przykład tak bardzo wyczekiwana przez wszystkich Katrin Schmidt. Ciekawą opcję stanowić mogłyby ponadto Elin Rubensson, Hanna Folkesson, a także nieobecne na hiszpańskim zgrupowaniu zawodniczki Eskilstuny: Malin Diaz oraz Petra Johansson. Inną alternatywą, do której należałoby jednak podejść z pewną rezerwą, jest wycofanie mających zazwyczaj nieco bardziej ofensywne zadania Fridoliny Rolfö lub Kosovare Asllani, którym zdarzało się już w przeszłości grać w kadrze na pozycji numer osiem.

– mamy zapewnienie, że podczas styczniowych sparingów reprezentacja nie będzie przywiązana do jednego ustawienia, a jeśli wszystko wypali, to możemy spodziewać się testów nawet trzech wariantów. Mając nadzieję, że to wszystko nie skończy się powtórką z Viborga, gorąco liczymy, że przynajmniej jeden z nich zakłada wspólny występ Stiny Blackstenius i Sofii Jakobsson. Nowy duet z Montpellier niezwykle obiecująco rozpoczął rok 2017 na niwie klubowej i nie mamy nic przeciwko temu, aby dobra dyspozycja przełożyła się także na występy w reprezentacji. Ten układ warto wypróbować zarówno w najbardziej klasycznym 4-4-2, jak i w ustawieniu z trzema piłkarkami ofensywnymi, w którym Blackstenius pełni rolę najbardziej wysuniętej napastniczki.

– a propos Jakobsson, to wciąż czekamy na to, aby pełnię swoich możliwości pokazała nie tylko wtedy, gdy naprzeciw niej stoją piłkarki Lyonu, Guingamp czy innego PSG, ale również wtedy, gdy ma na sobie barwy reprezentacji.

– w kadrze na hiszpańskie zgrupowanie znalazła się tylko jedna nominalna lewa obrończyni i miło byłoby zobaczyć ją w pełnym wymiarze czasowym. Ostatnie miesiące jednoznacznie pokazały, że wystawianie w tym sektorze boiska defensywnych pomocniczek (Rubensson), czy stoperek (Eriksson) to rozwiązanie niezwykle ryzykowne. Tym bardziej, że naprawdę solidnymi występami w lidze Jonna Andersson udowodniła, że w pełni zasługuje na to, aby w końcu obdarzono ją większym zaufaniem.

– stałe fragmenty gry. Ten do znudzenia trenowany przy okazji kazdego dłuższego zgrupowania element, na dwóch ostatnich wielkich imprezach przyniósł nam łącznie zaledwie dwa gole. Oba w starciach z drużynami z Afryki, oba będące bezpośrednim efektem kiksu jednej z przeciwniczek. Bez względu na to, czy za egzekwowanie stałych fragmentów była akurat odpowiedzialna Asllani czy Eriksson, nasze piłkarki nie potrafiły zrobić z nich należytego użytku, a przecież w przeszłości to właśnie perfekcyjnie wykonywane rzuty wolne i rożne niejednokrotnie okazywały się dla Szwedek przepustką do największych sukcesów. Warto byłoby przypomnieć sobie tamte czasy, a najlepiej sprawić, aby one po prostu do nas wróciły.

Lista pytań i problemów nie kończy się oczywiście w tym miejscu, bo przecież nie wspomnieliśmy na przykład o kwestii hierarchii wśród rezerwowych bramkarek, czy umiejętnym wykorzystaniu Lotty Schelin, ale nadszedł już czas, aby po raz pierwszy w tym roku przemówiło boisko. Derby Skandynawii to mecze, podczas których poziom emocji zawsze jest odpowiedni i zapewne nie inaczej będzie w czwartkowy wieczór, choć sceneria, w jakiej przyjdzie zmierzyć się dwóm odwiecznym rywalom jest tym razem naprawdę nietypowa. O odpowiednią motywację martwić się jednak nie trzeba, wszak w nie aż tak odległej perspektywie celem przyświecającym obu ekipom jest przecież mistrzowsto Europy. A zatem – kolejny akt przygotowań czas zacząć i oby tylko nie okazał się on tragedią!

Styczniowa giełda transferowa

Zimowe okienko transferowe w pełni, a więc najwyższy czas sprawdzić, jak radzą sobie podczas niego kluby Damallsvenskan. Tym bardziej, że tej zimy ciekawych z punktu widzenia szwedzkiej piłki transferów absolutnie nie brakowało.

1-dif

W Sztokholmie do skompletowania kadry na nowy sezon wciąż daleko, ale długo wydawało się, że wszystko tej zimy układa się po myśli Djurgården. Z ubiegłorocznego składu, który tak rewelacyjnie prezentował się na boiskach Damallsvenskan, nie odeszła żadna z kluczowych zawodniczek, a wzmocnienia w postaci Islandki Gisladottir oraz Tempest-Marie Norlin w bardzo przemyślany sposób zwiększyły pole manewru na pozycjach, na których w minionym sezonie nie było wewnątrzklubowej rywalizacji. Do Sztokholmu na testy przyjechały także dwie młode piłkarki z Afryki i niewykluczone, że w najbliższych dniach klub ze stolicy ogłosi kolejny ciekawy transfer. Dobry nastrój zmąciła jedynie informacja o poważnym urazie Emilii Appelqvist, w wyniku którego reprezentacyjną pomocniczkę czeka kilkumiesięczny odpoczynek od futbolu. Tym sposobem, w drugiej linii Djurgården powstała potężna wyrwa, którą nie tak prosto będzie zasypać.

2-esk

Choć zastąpienie takich piłkarek jak Banusic, Logarzo, czy – przede wszystkim – Quinn nie będzie łatwym zadaniem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że póki co zimowy bilans zysków i strat wychodzi w Eskilstunie mniej więcej na zero. Hanna Glas to jedna z najlepszych wahadłowych obrończyń w Europie, która w razie konieczności potrafi zagrać także w środku defensywy, Sarah Bergman była w ostatnich latach ostoją Mallbacken, a powracająca po przerwie macierzyńskiej Petra Johansson to zawodniczka, która nie wymaga dodatkowej reklamy. Pewną niewiadomą stanowi za to Szkotka Fiona Brown, a także sposób, w jaki Viktor Eriksson poustawia na boisku swoje piłkarki, ale jeśli tylko uda mu się unkinąć rażących błędów, a atmosfera w szatni Tunavallen wciąż będzie tak dobra, jak w minionych latach, to bardzo możliwe, że – ku uciesze wszystkich sympatyków United – na koniec sezonu Eskilstuna znów spróbuje zakręcić się w okolicach ligowego podium.

3-got

Jeszcze dekadę temu przy każdej nadarzającej się okazji ganiliśmy drużynę z Göteborga za brak pracy z młodzieżą. Trudno powiedzieć, czy w największym mieście zachodniej Szwecji przejęli się tą krytyką, ale fakty są takie, że na chwilę obecną klub z Valhalli dysponuje bodaj najmłodszą kadrą w Damallsvenskan, na dodatek złożoną niemal wyłacznie z krajowych zawodniczek. O ile sama zmiana modelu funkcjonowania klubu musi budzić szacunek, o tyle ciężko wyobrazić sobie, aby KGFC w obecnym kształcie miał bić się w lidze o najwyższe cele. Jesli zatem w Göteborgu marzą o tym, aby już teraz podjąć rywalizację z najlepszymi, to podczas trwającego właśnie okienka należałoby sprowadzić do klubu przynajmniej dwie zawodniczki, które do spółki z Falk, Rubensson oraz Hammarlund stworzą szkielet zespołu, do którego powoli wprowadzane będą perełki w postaci Engman czy Zamanian.

4-hif

Beniaminek ze stolicy póki co nie szaleje na rynku transferowym, co powinno chyba nawet trochę niepokoić fanów drużyny z Södermalm. W klubie zapewniają wprawdzie, że do skompletowania kadry na pierwszy po powrocie do krajowej elity sezon jeszcze daleko i jest to swego rodzaju światełko w tunelu, bo patrząc na obecny stan posiadania trudno byłoby liczyć na coś więcej niż jedynie walka o pozostanie w ekstraklasie. Najbardziej cennym z nowych nabytków jest póki co oczywiście Emma Holmgren, ale nie zapominajmy, że bramkarka kadry młodzieżowej jeszcze nie miała okazji sprawdzić się na tle pierwszoligowych piłkarek, więc jej postawa jest swego rodzaju niewiadomą. Niewiele więcej możemy zresztą powiedzieć o aktualnej dyspozycji rekonwalescentki Eleny Sadiku, która w Eskilstunie przede wszystkim dochodziła do siebie po fatalnym urazie więzadeł.

5-kri

We wschodniej Skanii od kilku lat balansują na krawędzi przepaści, ale póki co udaje im się utrzymać na powierzchni, czyli – mówiąc bardziej jasno – w Damallsvenskan. Co więcej, pojawienie się w ostatnich tygodniach zewnętrznego sponsora daje szansę na to, że po raz pierwszy od dawna w Kristianstad zapanuje względna stabilizacja, a trzecia dekada sierpnia nie upłynie nam na sprawdzaniu statusu wniosku licencyjnego KDFF. Wprawdzie zimą kilka kluczowych piłkarek zdecydowało się opuścić zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir, ale nazwiska zawodniczek sprowadzonych w ich miejsce naprawdę robią wrażenie. Chikwelu i Chukwudi to pomocniczki o uznanej marce w szwedzkiej ekstraklasie, Sandström była w poprzednim sezonie czołową piłkarką Umeå, a Belgijka Schryvers – jeśli tylko dopisze jej zdrowie – może okazać się objawieniem rozgrywek. Do pełni szczęścia brakuje już w zasadzie tylko solidnej klasycznej “dziewiątki”, ale i w tym kierunku podjęto już odpowiednie działania i niewykluczone, że niebawem poznamy kolejną zawodniczkę Kristianstad. Bardzo prawdopodobne, że będzie ona pochodzić z Afryki.

6-kik

Addo – Chawinga to bez wątpienia duet, który będzie postrachem każdej defensywy w lidze, ale im bliżej własnej bramki, tym gorzej prezentuje się sytuacja kadrowa ubiegłorocznego beniaminka. Z klubem z Dalarny pożegnały się między innymi Elnicky, Toohey oraz Weimer, a to właśnie trio doświadczonych Amerykanek w poprzednich rozgrywkach odpowiadało za kreowanie gry Kvarnsveden. Na zawieszenie kariery ze względów rodzinnych zdecydowała się ponadto Michaela Hermansson, co z kolei spowodowało powstanie dziury na lewej flance defensywy. Dodajmy do tego wciąż nierozwiązane problemy z obsadą bramki i otrzymamy wcale nie najweselszy obraz styczniowej rzeczywistości w Borlänge. W grudniu ogłoszono wprawdzie, że kontraktami z klubem związały się trzy zawodniczki z Bałkanów, ale czy wzmocnienia z Ljubljany i Sarajewa okażą się wystarczające, aby uratować ekstraklasę dla Dalarny? Póki co bardziej realny wydaje się scenariusz, w którym raz jeszcze niemal w pojedynkę dokona tego Chawinga, jeśli tylko napastniczkę z Malawi uda się zatrzymać w Borlänge do końca rozgrywek.

7-lb

Beniaminek z Malmö stara się być aktywnym graczem na transferowej giełdzie, ale zanim okienko zostało na dobre otwarte, przyszło mu przyjąć dwa niezwykle bolesne ciosy. Najpierw na powrót do Francji zdecydowała się Viguier, czyli jedna z niewielu piłkarek LB 07, która w przeszłości zetknęła się z futbolem na najwyższym poziomie, a następnie potężny, lokalny rywal z dzielnicy Rosengård wyciągnął do siebie Sophię Sundqvist. W ich miejsce sprowadzono grupę naprawdę interesujących zawodniczek, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w tym gronie brakuje kandydatek na ewentualne liderki, które w najwazniejszych momentach będą potrafiły wziąć na siebie odpowiedzialność za boiskowe wydarzenia. Cała nadzieja w tym, że z grupy piłkarek, które dotychczas na poziomie Damallsvenskan stanowiły raczej solidne uzupełnienie składu, w trakcie sezonu wykreują się dwie-trzy zawodniczki, które w sposób szczególny zadbają o to, aby debiutancki sezon Limhamn Bunkeflo w najwyższej klasie rozgrywkowej doprowadzić do szczęśliwego końca.

8-lfc

Sensacyjnym mistrzyniom z Östergötland poświęcaliśmy po zakończeniu rozgrywek tyle miejsca, że chyba wszyscy doskonale orientują się w aktualnej sytuacji kadrowej LFC. Jeśli ktoś jakimś cudem przespał ostatnie dwa miesiące, to – mówiąc w największym skrócie – po zdobyciu tytułu z Linköping pożegnał się sztab szkoleniowy, połowa pierwszej jedenastki i jeden z najbardziej obiecujących talentów. Nie udało się niestety uniknąć powtórki sprzed siedmiu lat, kiedy również dwa miesiące po wygraniu ligi po mistrzowskiej ekipie pozostało jedynie wspomnienie. Analizując nazwiska nowych piłkarek LFC nie sposób jednak nie dostrzec, że – biorąc oczywiście pod uwagę okoliczności – mistrz kraju i tak potrafił wybrać z transferowego stołu co bardziej smakowite kąski. Jasne, kadra 2017 na pewno nie będzie taka jak ta, którą w ostatnich miesiącach wszyscy zdążyliśmy pokochać, ale wcale nie powiedziane, że jakościowo będzie od niej wyraźnie gorsza. O tym przekonamy się jednak najwcześniej wiosną.

9-pif

Gdyby dziś ostatecznie zamknąć listę wzmocnień i osłabień, to w Norrland wszyscy wydaliby z siebie głęboki oddech ulgi, który słychać byłoby nawet w Skanii. Oczywiście, jak co roku nie udało się zatrzymać w klubie wszystkich pierwszoplanowych zawodniczek, ale w przeciwieństwie chociażby do dwóch ostatnich zimowych okienek, tym razem udało się uniknąć totalnej wyprzedaży. Co więcej, do pozostania na dalekiej Północy skutecznie namówiono zarówno Hildę Carlén, jak i najważniejsze piłkarki formacji defensywnej, dzięki czemu Piteå w tyłach prezentuje się nadzwyczaj solidnie. Wśród nowych zawodniczek w talii Stellana Carlssona brakuje rzecz jasna ukształtowanych już gwiazd pierwszoligowych boisk, ale na przykład Karlernäs czy Janogy w barwach Mallbacken pokazywały się z naprawdę niezłej strony. Poza tym, nie zapominajmy, że mówimy o klubie, w którym każdy traktowany jest jak materiał na potencjalną gwiazdę.

10. fcr.jpg

Celem klubu z Malmö na najbliższy rok jest nie tylko odzyskanie mistrzowskiego tytułu, ale dokonanie tego w stylu, który pozwoli raz na zawsze zapomnieć o ubiegłorocznych niepowodzeniach. Osobną kwestię stanowi ponadto Liga Mistrzyń, a w największym mieście Skanii nikt nie ukrywa, że ambicje klubu sięgają nawet wielkiego finału w Cardiff. Czy tak ambitne plany doczekają się realizacji? Aby tak się stało, na pewno trzeba będzie wystrzegać się urazów, które w ostatnich miesiącach mocno dawały się we znaki kluczowym piłkarkom Rosengård. Co do zimowych transferów, to ważnym z perspektywy klubu z Malmö ruchem może okazać się pozyskanie Hanny Folkesson, której zadaniem ma być wypełnienie luki powstałej po oddanej latem do Wolfsburga Gunnarsdottir. Jeśli byłej pomocniczce Umeå uda się godnie zastąpić swoją islandzką poprzedniczkę, a Marcie, Martens i Enganamouit dopisywać będzie zdrowie, to triumfalny marsz Rosengård może faktycznie zatrzymać się dopiero w stolicy Walii.

11-vit

Dla najsłynniejszej wsi w piłkarskiej Europie najbliższy sezon będzie wyjątkowy bez względu na wynik. Jeśli jednak piłkarki Vittsjö chciałyby uhonorować pamięć Caleviego Hämäläinena na przykład najwyższym miejscem w historii klubu, co w ich przypadku oznacza zajęcie na koniec rozgrywek przynajmniej piątej lokaty, będą musiały wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Kluczem do sukcesu może okazać się na przykład postawa Emmy Lundh, która wraca do kraju po epizodach w Norwegii i w Anglii. Była napastniczka Liverpoolu ma w północnej Skanii zastąpić Kanadyjkę Ezurike, której transfer okazał się kompletnym niewypałem. Niezwykle ciekawą piłkarką jest także grająca do tej pory na zapleczu ekstraklasy Amanda Persson, która może stać się prawdziwym odkryciem na prawej (lub – w razie konieczności – lewej) flance defensywy. Pamiętajmy jednak, że w minionym roku jednym z podstawowych problemów Vittsjö było stosunkowo mało umiejętne wykorzystywanie posiadanego potencjału kadrowego.

12-ore

W Örebro tej zimy zdecydowano się pójść od ściany do ściany. Jeszcze dwanaście miesięcy temu nadzieję pokładano w greckim systemie szkolenia, a ponad połowę wyjściowej jedenastki stanowiły piłkarki zagraniczne. Najbardziej rozczarowujący od lat sezon sprawił jednak, że po kanadyjsko-meksykańsko-nigeryjskim zaciągu nie ma już na Behrn Arenie śladu, trenerem jest pochodzący z nieodległej Eskilstuny Martin Skogman, a kadra zespołu składa się niemal wyłącznie z zawodniczek wykształconych piłkarsko w kraju. W nieoficjalnych rozmowach często pojawia się stwierdzenie, że w nowym Örebro większy nacisk położony będzie na identyfikowanie się piłkarek z klubem, ale dopiero boisko zweryfikuje prawdziwość tej tezy. Póki co możemy jedynie stwierdzić, że Pettersson-Engström czy Hjohlman to bez wątpienia zawodniczki, które wspólnie z Dahlkvist czy Spetsmark mogą stworzyć naprawdę interesującą grupę. To, czy osiągane przez nią wyniki usatysfakcjonują kibiców i włodarzy klubu, stanowi jednak całkowicie odrębny temat.

Ekonomia, a przyszłość szwedzkiej piłki

fonster

Zimowe okienko transferowe 2017

Choć zimą większość liczących się lig ma w planach krótszą lub dłuższą przerwę, to właśnie wtedy mają miejsce wydarzenia, które w znaczącym stopniu wpływają na końcowy kształt tabeli. Tegoroczne okienko transferowe już zostało przez wielu okrzyknięte najbardziej interesującym w historii, a chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest to dopiero początek trendu, który na wiele lat ustali nowy porządek na piłkarskiej mapie Europy i świata.

O tym, że futbolowa mapa Europy zmienia się w zawrotnym tempie pisałem już wiele razy, z nostalgią wspominając czasy, kiedy to w Möldnal udało się zbudować jeden z czołowych klubów na kontynencie, korzystając wyłącznie z wychowanych przez siebie piłkarek. To działo się jednak niemal pół wieku temu, a dziś musimy odnaleźć się w rzeczywistości, w której nawet nie tak dawno święcąca triumfy ekipa z Umeå musiała przełknąć gorzki smak degradacji bez specjalnych widoków na szybki powrót choćby do krajowej elity. Przyszłość w piłce nożnej należy bowiem nie do prowincjonalnych miasteczek leżących gdzieś pod kołem podbiegunowym i stawiających na szkolenie i wychowywanie, lecz do olbrzymich aglomeracji o niekończącym się potencjale nie tylko sportowym, ale i ekonomicznym, gdzie z futbolu da się zrobić dobrze prosperujący biznes. Transferowa ofensywa Lyonu, Paryża, Londynu czy Monachium dopiero się zaczyna i wielką naiwnością byłoby liczenie na to, że jest to wyłącznie okres przejściowy. Nawet jeśli z jakichkolwiek przyczyn którykolwiek z siedzących obecnie przy najważniejszym stole graczy w pewnym momencie zdecyduje się powiedzieć pas, natychmiast zostanie on zastąpiony kolejnym, wywodzącym się z dokładnie tego samego, ekonomicznego nurtu. Dużym i wciąż niewykorzystanym pod względem potencjału rynkiem jest jeszcze przecież chociażby Hiszpania, która pod względem frekwencji na stadionach już teraz bije wiele silniejszych lig i gdy tylko na Półwyspie Iberyjskim wyczują koniunkturę i zdecydują się na poważniejsze inwestycje w futbol, to powyższą grafikę najpewniej trzeba będzie szybko zaktualizować. Osobnym tematem są rzecz jasna Chiny, bo choć Azjaci utrzymują, że nadrzędnym celem na ten moment jest dla nich odbudowa potęgi reprezentacji, to nie przeszkodziło im to w ściągnięciu do swojej ligi połowy brazylijskiej kadry. Oczywiście, masowa ekspansja najlepszych piłkarek świata do Państwa Środka w najbliższych latach wydaje się być mało realnym scenariuszem, ale przecież w sporcie biznesie niczego nie można być pewnym.

Nas oczywiście najbardziej interesuje, jaką rolę w tym nowym rozdaniu pełnić będzie Szwecja. Najwięksi pesymiści zaczęli już nawet tworzyć katastroficzne wizje, według których na areny Damallsvenskan czy Elitettan za kilkanaście lat zaglądać będą już wyłącznie zbłądzeni wędrowcy, ale taki rozwój wypadków można spokojnie włożyć między bajki. Co więcej, jeśli tylko najbliższych kilka partii uda się rozegrać właściwie, to nie jest wcale wykluczone, że Szwecja nie okaże się zupełnie niespodziewanie jednym z największych beneficjentów nowego ładu. Wiele w tej materii zależy jednak od właścicieli klubów, których trafne i błędne decyzje mogą mieć nawet większy wpływ na przyszłość szwedzkiej piłki niż zdobywane na boiskach gole.

Pójście na wymianę ciosów ze znacznie potężniejszym rywalem zazwyczaj kończy się niezwykle bolesną klęską, o czym doskonale wie każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o ekonomii czy sportach walki. Zamiast więc licytować się z najbardziej możnymi (zakładając rzecz jasna, że nie doczekamy się w Szwecji klubu, który będzie w stanie to robić bez ryzyka powtórki z Tyresö), trzeba będzie wypracować taki model, który uczyni naszą ligę atrakcyjną dla piłkarek, sponsorów, mediów i kibiców. Nie będzie to oczywiście zadanie łatwe, ale pozycję startową mamy w tym swoistym wyścigu najlepszą z możliwych.

Pierwszym i chyba największym powodem do optymizmu jest bez wątpienia olbrzymi potencjał ludzki. Sto siedemdziesiąt tysięcy zarejestrowanych piłkarek to liczba wręcz niewyobrażalna. Oznacza ona, że obecnie mniej więcej co ósma kobieta w wieku 5-35 jest zarejestrowaną piłkarką i choć ze względów oczywistych (demografia) raczej nie powinniśmy liczyć na jej nagły wzrost, to niewątpliwie jest to kapitał, który niezwykle trudno będzie roztrwonić. Kolejną kwestią jest infrastruktura; nie ma sensu wyliczać w tym miejscu najbardziej prężnie działających akademii, ale prawda wygląda tak, że od Norrland po Skanię w każdym zakątku kraju można w bardziej niż przyzwoitych warunkach rozpocząć swoją przygodę z piłką. Co więcej, ciągłej profesjonalizacji ulega także kadra pracująca z młodzieżą, choć na tym polu wciąż jest wiele do poprawy i nic dziwnego, że dyskusja na ten temat swego czasu otarła się nawet o Riksdag. Drogowskazem dla już ukształtowanych piłkarek może być także na przykład trwające właśnie okienko transferowe, podczas którego sam tylko Linköping wypuścił aż trzy zawodniczki do topowych klubów. Oznacza to mniej więcej tyle, że Damallsvenskan to zdecydowanie najlepsza liga na to, aby właśnie tu zrobić sobie ostatni przystanek przed najważniejszym transferem w karierze. Nie więc dziwnego, że tak chętnie przyjeżdżają tu piłkarki z Bałkanów, Afryki czy pozostałych krajów nordyckich, dla których gra w lidze szwedzkiej może okazać się nie tylko nieocenioną nauką czy sportowym awansem, ale i trampoliną do kolejnych, jeszcze bardziej spektakularnych osiągnięć.

Nie sposób dziś przewidzieć, jak będzie wyglądała Damallsvenskan za dwadzieścia lat, ale gdybym naprawdę musiał stworzyć jakąś wizję, to jawi mi się ona jako liga niezwykle atrakcyjna nie tylko dla zawodniczek (co argumentowałem powyżej), ale i dla kibiców. Zarówno tych w kraju, którzy jeszcze bardziej będą mogli identyfikować się z wspieranymi przez siebie drużynami, jak i tych zagranicznych, szukających przyjemnej odtrutki po dziesiątym z kolei podobnym meczu Paryż – Lyon, Londyn – Manchester, czy Wolfsburg – Monachium. Jako liga, która jeszcze bardziej niż dziś kusić będzie nie tylko całkiem niezłymi perspektywami, ale i szeroko rozumianą atrakcyjnością. Pozostaje tylko mieć nadzieję, aby akurat ta wizja (która – przy okazji – zakłada także awans FC Rosengård do tegorocznego finału Ligi Mistrzyń), niewiele różniła się od rzeczywistości.