Ostatnia misja Sundhage

1471604010_sundhage3

Fot. Erik Mårtensson

Rozgrywane na hiszpańskiej ziemi sparingi z Norwegią i Anglią oficjalnie rozpoczną kolejny etap przygotowań do czekających nas na przełomie lipca i sierpnia mistrzostw Europy. Wiemy już, że bez względu na okoliczności, holenderski turniej będzie ostatnim, podczas którego naszą kadrę poprowadzi Pia Sundhage, w związku z czym w znacznej mierze to właśnie od postawy reprezentantek Szwecji na boiskach Bredy, Deventer i okolic zależeć będzie to, jak większość kibiców wspominać będzie pięcioletni okres pracy trenerki z Västergötland w roli opiekunki najważniejszej drużyny w kraju. To znaczy, są oczywiście kwestie, których w kilka miesięcy naprawić nie da się żadnym sposobem i wielu z nas era Sundhage kojarzyć się będzie między innymi z najgorszymi w historii relacjami na linii SvFF – EFD, czy też jednogłośnym sprzeciwem wszystkich klubów szczebla centralnego wobec propozycji przedłużenia kontraktu obecnej selekcojnerki, ale – bądźmy szczerzy – większość sympatyków futbolu raczej nie ekscytuje się przesadnie tego typu „drobnostkami”. Z ich perspektywy liczy się przede wszystkim dobra gra na wielkich imprezach, najlepiej poparta jeszcze spektakularnymi wynikami, a najbardziej w pamięci zostaje zawsze ostatni z ważnych turniejów i to właśnie przez jego pryzmat dokonuje się nierzadko mało wyważonych ocen. Dla Pii Sundhage holenderskie EURO będzie właśnie takim selekcjonerskim egzaminem końcowym, który przyjdzie jej zdawać przed kilkumilionową i do tego niezwykle wymagającą komisją.

Bardzo często przy okazji meczów towarzyskich powtarza się, że na pewno nie przyniosą nam one kompletu odpowiedzi na najbardziej palące pytania, dlatego tak ważne jest, aby z każdego sposród pozostałych nam do rozegrania przed mistrzostwami spotkań wyciągnąć absolutne maksimum. Nie chodzi tu nawet tyle o śrubowanie rekordów czy podtrzymywanie korzystnych pass (na przykład tej dotyczącej całkiem już pokaźnej liczby zimowych meczów bez porażki), ale o to, aby każde spędzone na boisku dziewięćdziesiąt minut w taki czy inny sposób przybliżało nas do wspólnego celu, jakim jest udany występ w Holandii. Chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że okres pomiędzy sierpniem a grudniem 2016 był dla naszej reprezentacji stracony. Nie dość, że w bardzo nieodpowiedzialny (żeby nie powiedzieć po prostu głupi) sposób na własne życzenie pozbawiliśmy się rozstawienia podczas losowania grup turnieju finałowego, to jeszcze zaangażowaliśmy się w ogranizację meczów, które zgodnie z wcześniejszymi obawami spotkały się z bojkotem wielu środowisk w kraju, a i pod względem sportowym nie dały nam absolutnie nic. Pomimo tego wciąż nie opuszcza nas wiara, że czekający nas za kilkadziesiąt godzin pojedynek z prowadzoną od niedawna przez Martina Sjögrena Norwegią okaże się pierwszym krokiem w kierunku Enschede, że kolejny wykonamy już w najbliższy wtorek, a na marcowy turniej towarzyski o Puchar Algarve szwedzka kadra uda się z poczuciem, że reprezentacyjne sprawy idą w dobrym kierunku. Aby jednak tak się stało, już teraz trzeba pochylić się nad kilkoma niezwykle istotnymi kwestiami, z których najważniejsze wypunktowaliśmy poniżej:

– poważna kontuzja Emilii Appelqvist, eliminująca ją prawdopodobnie z występu na EURO sprawiła, że tematem numer jeden była w ostatnich dniach obsada szwedzkiej drugiej linii. Piłkarka Djurgården była bowiem jeśli nie pewniaczką, to na pewno mocną kandydatką, aby w czekającym nas za pół roku meczu otwarcia z Niemcami wybiec w wyjściowej jedenastce. Zakładając, że Sundhage nie zdecyduje się na to, aby odejść od preferowanego przez siebie w starciach ze światowa czołówką ustawienia z trzema środkowymi pomocniczkami, miejsce Appelqvist mogłaby zająć na przykład tak bardzo wyczekiwana przez wszystkich Katrin Schmidt. Ciekawą opcję stanowić mogłyby ponadto Elin Rubensson, Hanna Folkesson, a także nieobecne na hiszpańskim zgrupowaniu zawodniczki Eskilstuny: Malin Diaz oraz Petra Johansson. Inną alternatywą, do której należałoby jednak podejść z pewną rezerwą, jest wycofanie mających zazwyczaj nieco bardziej ofensywne zadania Fridoliny Rolfö lub Kosovare Asllani, którym zdarzało się już w przeszłości grać w kadrze na pozycji numer osiem.

– mamy zapewnienie, że podczas styczniowych sparingów reprezentacja nie będzie przywiązana do jednego ustawienia, a jeśli wszystko wypali, to możemy spodziewać się testów nawet trzech wariantów. Mając nadzieję, że to wszystko nie skończy się powtórką z Viborga, gorąco liczymy, że przynajmniej jeden z nich zakłada wspólny występ Stiny Blackstenius i Sofii Jakobsson. Nowy duet z Montpellier niezwykle obiecująco rozpoczął rok 2017 na niwie klubowej i nie mamy nic przeciwko temu, aby dobra dyspozycja przełożyła się także na występy w reprezentacji. Ten układ warto wypróbować zarówno w najbardziej klasycznym 4-4-2, jak i w ustawieniu z trzema piłkarkami ofensywnymi, w którym Blackstenius pełni rolę najbardziej wysuniętej napastniczki.

– a propos Jakobsson, to wciąż czekamy na to, aby pełnię swoich możliwości pokazała nie tylko wtedy, gdy naprzeciw niej stoją piłkarki Lyonu, Guingamp czy innego PSG, ale również wtedy, gdy ma na sobie barwy reprezentacji.

– w kadrze na hiszpańskie zgrupowanie znalazła się tylko jedna nominalna lewa obrończyni i miło byłoby zobaczyć ją w pełnym wymiarze czasowym. Ostatnie miesiące jednoznacznie pokazały, że wystawianie w tym sektorze boiska defensywnych pomocniczek (Rubensson), czy stoperek (Eriksson) to rozwiązanie niezwykle ryzykowne. Tym bardziej, że naprawdę solidnymi występami w lidze Jonna Andersson udowodniła, że w pełni zasługuje na to, aby w końcu obdarzono ją większym zaufaniem.

– stałe fragmenty gry. Ten do znudzenia trenowany przy okazji kazdego dłuższego zgrupowania element, na dwóch ostatnich wielkich imprezach przyniósł nam łącznie zaledwie dwa gole. Oba w starciach z drużynami z Afryki, oba będące bezpośrednim efektem kiksu jednej z przeciwniczek. Bez względu na to, czy za egzekwowanie stałych fragmentów była akurat odpowiedzialna Asllani czy Eriksson, nasze piłkarki nie potrafiły zrobić z nich należytego użytku, a przecież w przeszłości to właśnie perfekcyjnie wykonywane rzuty wolne i rożne niejednokrotnie okazywały się dla Szwedek przepustką do największych sukcesów. Warto byłoby przypomnieć sobie tamte czasy, a najlepiej sprawić, aby one po prostu do nas wróciły.

Lista pytań i problemów nie kończy się oczywiście w tym miejscu, bo przecież nie wspomnieliśmy na przykład o kwestii hierarchii wśród rezerwowych bramkarek, czy umiejętnym wykorzystaniu Lotty Schelin, ale nadszedł już czas, aby po raz pierwszy w tym roku przemówiło boisko. Derby Skandynawii to mecze, podczas których poziom emocji zawsze jest odpowiedni i zapewne nie inaczej będzie w czwartkowy wieczór, choć sceneria, w jakiej przyjdzie zmierzyć się dwóm odwiecznym rywalom jest tym razem naprawdę nietypowa. O odpowiednią motywację martwić się jednak nie trzeba, wszak w nie aż tak odległej perspektywie celem przyświecającym obu ekipom jest przecież mistrzowsto Europy. A zatem – kolejny akt przygotowań czas zacząć i oby tylko nie okazał się on tragedią!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s