W drodze po marzenia

vax_johanryden

Fot. Johan Rydén

Pamiętacie słynne hasło: półfinał Ligi Mistrzyń na dziesięciolecie? Przypuszczam, że tak. Mnie jednak bardziej interesuje, jaka była wasza pierwsza, intuicyjna reakcja na tę cokolwiek osobliwą zapowiedź. Niedowierzanie? Politowanie? A może ekscytacja? W końcu nie codziennie słyszymy, że właściciele klubów występujących w ligach regionalnych zapowiadają aż tak daleko sięgającą ekspansję. W Växjö nie zamierzali jednak bawić się w półśrodki i dziś – choć nie znajdujemy się jeszcze nawet w połowie tej niezwykle wyboistej drogi – gołym okiem widać, że nie były to jedynie puste słowa. Jasne, ta zdecydowanie najtrudniejsza do realizacji część planu jeszcze nawet nie zamajaczyła na horyzoncie, ale nie sposób nie docenić tego, co już do tej pory udało się zbudować w mieście, które jeszcze kilka lat temu było piłkarską pustynią.

Pierwotny plan zakładał włączenie się do walki o awans do Damallsvenskan w sezonie 2018, ale wszystko wskazuje na to, że uda się go wypełnić z dwunastomiesięcznym wyprzedzeniem. Już przed rozpoczęciem obecnego sezonu mówiło się, że klub ze Småland jak najbardziej może pokusić się o awans do krajowej elity, a na osiem kolejek przed jego zakończeniem jedyną niewiadomą wydaje się chyba wyłącznie przewaga, jaką po ostatniej serii spotkań piłkarki z Växjö osiągną nad ligowym peletonem. Otwartą kwestią pozostaje oczywiście także pobicie punktowego rekordu Elitettan, ale akurat ten fakt zdecydowanie bardziej emocjonuje statystyków niż którąkolwiek z osób znajdujących się w bezpośrednim otoczeniu klubu. Dla szkoleniowców, właścicieli i działaczy zdecydowanie ważniejsze jest bowiem odpowiednie przygotowanie się do rywalizacji na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej, co dla absolutnego debiutanta jest rzecz jasna nie lada wyzwaniem. W takim podejściu do tematu nie ma zresztą absolutnie nic dziwnego, bo w końcu przykłady beniaminków z ostatnich lat wyraźnie pokazują, że odpowiednie przepracowanie pierwszych tygodni po przyklepaniu awansu nierzadko okazuje się kluczowe dla dalszych losów klubu. Na szczęście, w Växjö nikogo nie trzeba było w tym temacie specjalnie uświadamiać.

Uzyskanie stosunkowo bezpiecznej przewagi w lidze sprawiło, że w Småland już latem na szeroka skalę zaczęto realizować projekt Damallsvenskan. Podpisana jeszcze w marcu umowa sponsorska z Vismą, a także wsparcie od lokalnych władz i naprawdę licznych dobrodziejów jak najbardziej gwarantowały klubowi płynność finansową nawet w przypadku zwiększonych kosztów bieżących, ale – jak już zdążyliśmy ustalić – jeśli mierzy się naprawdę wysoko, nie można zadowalać się wyłącznie półśrodkami. Na przełomie sierpnia i września z Växjö zaczęły więc napływać kolejne sensacyjne wiadomości i naprawdę trudno oszacować, która z nich okazała się największą bombą. Do wyboru mamy bowiem między innymi:

jansson_lina_alriksson

Fot. Lina Alriksson

– podpisanie wielomilionowej, wygasającej w grudniu 2021 umowy sponsorskiej z New Wave Group, potentatem na rynku skandynawskim, zachodnioeuropejskim, chińskim i północnoamerykańskim. Prezes holdingu, Torsten Jansson, osobiście ogłosił nawiązanie współpracy z klubem z Växjö, podkreślając przy tym, że bardzo ceni tych, którzy potrafią stawiać przed sobą wysokie cele. Im wyżej mierzysz, tym dalej zajdziesz. Jak najbardziej wierzę w to, że Liga Mistrzyń wkrótce zawita do Växjö – zakończył Jansson.

– podpisanie jeszcze jednej siedmiocyfrowej umowy sponsorskiej, także wygasającej w grudniu 2021. Tym razem nowym partnerem klubu została prężnie działająca na szwedzkim rynku nieruchomości firma APP Properties, a nieoficjalne źródła donoszą, że przez okres trwania umowy na konto klubu wpłynie dzięki niej przynajmniej dwa i pół miliona koron. Biorąc pod uwagę, że de facto mówimy tu o sponsorze dodatkowym, jest to zdecydowanie kwota nie do pogardzenia, tym bardziej, że może ona jeszcze ulec zwiększeniu.

– transfery Jeleny Cankovic (ex-Barcelona) oraz Meleany Shim (ex-Portland). Mówcie, co chcecie, ale uczestniczki Ligi Mistrzyń, czy też mistrzynie NWSL nie są na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy częstym zjawiskiem. A nie zapominajmy, że w obu przypadkach mówimy tu o zawodniczkach, które właśnie wchodzą w najlepszy dla piłkarki wiek i za dwa-trzy lata mogą osiągnąć absolutny szczyt formy.

Poza tym, w Växjö dopięto jeszcze wiele pomniejszych kwestii, które w zestawieniu z powyższymi wydają się jedynie mało znaczącymi błahostkami, ale w szerszym obrazku wyraźnie pokazują, że już za chwilę w Damallsvenskan oficjalnie powitamy w pełni przygotowany do podjęcia kolejnego wyzwania klub. Już w tej chwili szacunkowe obliczenia wskazują, że beniaminek może dysponować nawet czwartym najwyższym budżetem w ekstraklasie i niewykluczone, że zimą dokona on kilku naprawdę interesujących transferów, o których głośno zrobi się w całej Szwecji. Padają już nawet pierwsze nazwiska, robione są pierwsze przymiarki, ale nie ma przy tym mowy o popadaniu w nadmierną ekscytację, czy też wydawaniu ponad stan. W Växjö mają bowiem jasną, przejrzystą strategię, a skoro póki co zaprowadziła ona zespół z lig regionalnych do Damallsvenskan (no, prawie), to chyba nie ma większego sensu, aby od niej odchodzić. Choć – jak zapewniają w klubie – jeśli tylko trafi się jakaś naprawdę wyjątkowa okazja wzmocnienia kadry, to żal będzie z niej nie skorzystać.

O ile pod względem logistycznym, Växjö już dziś mogłoby zacząć swoją pierwszoligową przygodę, o tyle sportowo kilka kwestii pozostało jeszcze do dogrania. Jasne, jeden rzut oka na tabelę pokazuje, jak wyraźnie klub ze Småland przewyższa swoją obecną konkurencję, ale jeden rzut oka na boisko pozostawia nas z konkluzją, że póki co wyniki tej drużyny zdecydowanie lepiej prezentują się w statystykach niż na murawie. Mecze z AIK, czy Kungsbacką – choć zwycięskie – raczej nie były w stanie wzbudzić strachu u żadnego z potencjalnych, przyszłorocznych rywali, a każdy upływający tydzień utwierdza nas w przekonaniu, że w obecnej formule trudno byłoby upatrywać w Växjö najbardziej prawdopodobną rewelację sezonu 2018 w Damallsvenskan. Z takim osądem w pełni zgadza się zresztą ekscentryczny szkoleniowiec klubu Pierre Persson, który również zauważa, że w wielu aspektach sporo jest jeszcze do poprawy. Zgranie i lepsza współpraca poszczególnych formacji, łatwość kreowania sytuacji strzeleckich, czy wreszcie większa dyscyplina taktyczna to kwestie, nad którymi z cała pewnością w Småland będą mocno pracować nie tylko jesienią, ale i zimą. Persson nie ukrywa jednak, że po wywalczeniu awansu niezbędne okażą się także wzmocnienia mające na celu zintensyfikowanie rywalizacji o miejsce w wyjściowej jedenastce. Trzy, może cztery topowe piłkarki to chyba optymalne rozwiązanie – mało dyplomatycznie, ale bardzo realistycznie ocenia sytuację trener. I patrząc na postawę jego piłkarek, trudno z tym osądem polemizować.

filip_sjofors

Fot. Filip Sjöfors

Nie oznacza to jednak, że w kadrze lidera Elitettan już teraz nie ma niezwykle interesujących zawodniczek. Z całą pewnością możemy do tego grona zaliczyć Fridę Boriero, która jest zdecydowanie najpoważniejszą kandydatką do tego, aby zgarnąć na koniec sezonu nagrodę dla najbardziej wartościowej piłkarki zaplecza szwedzkiej ekstraklasy. 21-letnia pomocniczka, nieco przypominająca stylem gry Filippę Angeldahl, wielokrotnie ratowała swojej drużynie niezwykle ważne punkty i obok doświadczonej Malin Fors jest jedną z głównych architektek zbliżającego się wielkimi krokami awansu. Już tradycyjnie, swoją robotę świetnie wykonują także Jonna Ståhl oraz Ritah Kivumbi, a z tygodnia na tydzień coraz większa rolę zaczynają odgrywać w zespole piłkarki sprowadzone do Småland w letnim okienku transferowym. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu także o zmierzającej po drugi z rzędu tytuł królowej strzelczyń Elitettan Annie Anvegård, choć nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że młodzieżowa reprezentantka Szwecji to zawodniczka cokolwiek zagadkowa i z wielkim zainteresowaniem będziemy obserwować, w jaki sposób zweryfikuje ją perspektywa gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wiadomo, że napastniczki rozliczamy przede wszystkim z goli i pod tym względem trudno się do Anvegård przyczepić, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwykle skuteczna 20-latka z Bredaryd nie daje swojej drużynie tyle, ile na tym samym poziomie dawała na przykład Mia Jalkerud w Djurgården (o Kvarnsveden i Tabicie Chawindze przez grzeczność nawet nie wspominamy). Pamiętajmy jednak, że wciąż mówimy tu o bardzo młodej piłkarce i nie można wykluczyć, że to właśnie w pierwszym sezonie występów w krajowej elicie nastąpi prawdziwa eksplozja jej niepodważalnego talentu. Na taki scenariusz z pewnością mocno liczą w Växjö, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, czy którakolwiek z występujących obecnie w Elitettan zawodniczek wybiegnie za sześć i pół roku na boisko w dwumeczu, którego stawką będzie półfinał Ligi Mistrzyń. Czas przyniesie nam odpowiedź, a póki co pozostaje jedynie ściskać kciuki za powodzenie tego ambitnego, ale sukcesywnie realizowanego projektu, gdyż skorzystać może na nim nie tylko prowincja Småland, ale cała szwedzka piłka.

Podsumowanie 14. kolejki

Czternastą kolejkę Damallsvenskan zainaugurowaliśmy w Sztokholmie, gdzie jednocześnie kontynuowaliśmy derbowy maraton. Faworytkami potyczki dwóch stołecznych klubów były oczywiście zdecydowanie wyżej notowane piłkarki Djurgården, ale o to, żeby tak ważny mecz miał odpowiednią do swojej rangi dramaturgię, solidarnie zadbały zawodniczki obu ekip. Co prawda w statystykach dotyczących posiadania piłki, czy też liczby wymienionych podań wyraźną przewagę szybko uzyskały gospodynie, ale dogodne okazje strzeleckie z mniej więcej taką samą częstotliwością obserwowaliśmy pod obiema bramkami. Na słupek Gisladottir, nieuznanego gola dyrygującej drugą linią Djurgården Schmidt i kombinacyjną akcję duetu Wörner – Jalkerud, przyjezdne odpowiedziały poprzeczką po strzale Abrahamsson oraz dwoma groźnymi uderzeniami Tiernan (po jednym z nich z linii bramkowej futbolówkę musiała wybijać Stegius). Skuteczna, choć momentami szczęśliwa postawa obu bramkarek sprawiała jednak, że pomimo naprawdę żywego i toczonego w niezłym tempie widowiska, aż do 70. minuty na Stadionie Olimpijskim utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Właśnie wtedy decydującą – jak się później okazało – o końcowym wyniku akcję przeprowadziły podopieczne Joela Riddeza. Zaczęło się bardzo niewinnie, bo od dalekiego wykopu Gudbjörg Gunnarsdottir, ale później wszystko potoczyło się wręcz błyskawicznie. Stegius wygrała pojedynek główkowy z Abrahamsson, zgrała piłkę do doskonale czytającej jej intencje Jalkerud, a ta z kolei świetnie wypatrzyła podłączającą się do akcji Hannę Lundqvist, która znalazła lukę w ustawieniu defensywy Hammarby, skwapliwie z tego korzystając. Piłkarki Olofa Unogårda w ostatnim kwadransie spróbowały jeszcze poszukać przynajmniej wyrównującego gola, ale pomimo licznych dośrodkowań z bocznych sektorów, nie udało im się zmusić Gunnarsdottir do większego wysiłku, dzięki czemu po raz drugi w tym roku okazało się, że póki co w stolicy rządzi Djurgården.

01

Jeszcze dwa tygodnie temu raczej nikt nie spodziewał się, że do swojego ostatniego sierpniowego meczu Göteborg przystąpi po dwóch kolejnych czystych kontach, zaś Linköping po dwóch kolejnych porażkach. Szwedzki futbol potrafi jednak pisać najbardziej nieprawdopodobne scenariusze, więc z tym większą ekscytacją wyczekiwaliśmy czwartkowej potyczki na Valhalli. Niestety, jej pierwsza odsłona – mówiąc bardzo łagodnie – mocno rozczarowała, choć paradoksalnie to właśnie w niej obejrzeliśmy zdecydowanie najpiękniejszą akcję meczu. Hurtig odebrała piłkę Johansson na trzydziestym metrze przed bramką Johansen, zagrała klepkę z Banusic i dojrzała nabiegającą na dalszy słupek Minde, która musiała tylko w odpowiedni sposób dostawić nogę. Gospodynie mogły odpowiedzieć równie efektownie zaledwie kilkadziesiąt sekund później, ale Rubensson zdecydowała się postawić na siłę, a nie na precyzję, w efekcie czego jedynie nastrzeliła Cajsę Andersson. Zawodniczki z Göteborga nie zamierzały jednak rezygnować z prób zdobycia na aktualnych mistrzyniach Szwecji przynajmniej punktu i po dośrodkowaniu Annahity Zamanian ponownie znalazły się o krok od szczęścia, ale żadna z piłkarek Stefana Rehna nie potrafiła wepchnąć zagranej przez młodzieżową reprezentantkę Francji futbolówki do siatki, więc w końcu wybiła ją Janni Arnth. Im dłużej trwał mecz, tym wyraźniejsza stawała się optyczna przewaga gospodyń, które, szczególnie po przedwczesnym opuszczeniu placu gry przez Claudię Neto, z coraz większą swobodą rozgrywały piłkę w środkowej strefie boiska. Ofensywę Göteborga napędzały przede wszystkim niezmordowana Rubensson oraz niesamowicie dynamiczna Engman, ale wystarczył moment nieuwagi, żeby to przyjezdne stworzyły sobie wyśmienitą okazję na zdobycie drugiego gola. Szarżującą Banusic we własnej szesnastce wycięła jednak Kollmats, a prowadząca to spotkanie Malin Johansson z sobie tylko znanych powodów postanowiła nie sięgać po gwizdek. Na jej szczęście, decyzja ta nie miała decydującego wpływu na końcowy wynik, gdyż nie dość, że piłkarkom z Västergötland nie udało się ostatecznie doprowadzić do remisu, to w doliczonym czasie gry zwycięstwo Linköping strzałem zza pola karnego przypieczętowała jeszcze Lina Hurtig.

02

Sześć goli uznanych, dwa nieuznane, jeden obroniony karny, ciągłe zwroty akcji i emocje do ostatniej sekundy – tak w największym skrócie można podsumować sobotnie starcie ekip, które przed tą kolejką zajmowały lokaty w strefie spadkowej. Mecz ten był bez wątpienia wspaniałą reklamą Damallsvenskan, ale remis 3-3 sprawił, że zdecydowanie najbardziej zadowoleni po ostatnim gwizdku na Behrn Arenie byli neutralni obserwatorzy. Piłkarki oraz szkoleniowcy obu zainteresowanych drużyn mogli natomiast zastanawiać się, dlaczego znów nie udało im się podnieść z murawy punktów, które wydawały się być na wyciągnięcie ręki. W teorii, więcej pretensji powinny mieć do siebie gospodynie, gdyż to one wypuściły w ostatniej akcji meczu odzyskane chwilę wcześniej za sprawą Hanny Terry prowadzenie, ale nietrudno odgadnąć, że i w Dalarnie mają już dość traconych w bardzo nieodpowiedzialny sposób goli. Łatwość, z jaką Hjohlman czy Terry dochodziły pod bramką Wahlén do sytuacji strzeleckich brutalnie przypomniała nam, że w piłce nożnej nie da się wygrywać bez defensywy, nawet jeśli z przodu dysponuje się coraz lepiej rozumiejącym się kwartetem Roddar – Addo – Lundin – Chawinga. Tym razem, bohaterką numer jeden dla kibiców z Borlänge okazała się pomocniczka z Ghany, ale jej okraszony dwoma golami i asystą występ wystarczył jedynie do tego, aby rzutem na taśmę wyszarpać w Örebro remis. Oczywiście, na tym etapie sezonu oba zespoły wciąż zależne są wyłącznie od siebie, ale nietrudno zauważyć, że nie wszystko funkcjonuje w nich tak, jak powinno, a podczas czekającej nas niebawem przerwy reprezentacyjnej obaj trenerzy będą musieli poszukać rozwiązania równania z wieloma niewiadomymi. Jeśli zawiodą, listopad może przynieść im zaskakujące (biorąc pod uwagę przedsezonowe przewidywania) rozstrzygnięcia.

03

Przez 75 minut absolutnie nic nie wskazywało na to, że w rywalizacji z dobrze zorganizowanym Kristianstad, piłkarki z Piteå będą miały sposobność powalczyć chociażby o punkt. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir przyjechały bowiem na daleką Północ z konkretnym planem, który z żelazną konsekwencją realizowały od pierwszego gwizdka Camilli Eriksson. Co więcej, zdobyty za sprawą składnej akcji nigeryjskiego duetu Chukwudi – Chikwelu gol sprawił, że zespół ze Skanii stosunkowo szybko ułożył mecz pod siebie, a grające bez jakiegokolwiek pomysłu gospodynie nijak nie potrafiły poradzić sobie ze szczelną defensywą Kristianstad. Kolejne bramkowe okazje stwarzały sobie za to przyjezdne, ale dwie, wspaniałe interwencje Hildy Carlén sprawiły, że nie udało im się podwyższyć skromnego prowadzenia. Szansa na to, aby definitywnie zamknąć mecz pojawiła się także po przerwie, ale tym razem zawodniczkom z Piteå dopisało szczęście, gdyż tylko i wyłącznie jemu mogły zawdzięczać fakt, że Chikwelu w stuprocentowej sytuacji posłała piłkę w słupek. Patrząc na przebieg gry, podopieczne Stellana Carlssona w zasadzie nie miały prawa marzyć, że uda im się jeszcze odwrócić losy pojedynku, ale futbol raz jeszcze udowodnił, jak bardzo jest nieprzewidywalny. Mierzone strzały z dystansu w wykonaniu Johansson i Janogy pozwoliły bowiem gospodyniom nie tylko odrobić straty, ale sięgnąć po pełną pulę, choć – jak nietrudno się domyślić – były to jedyne tego dnia uderzenia w światło bramki Brett Maron. Dzięki odniesionemu w cokolwiek niecodziennych okolicznościach zwycięstwu ekipa z Norrland umocniła swoją pozycję w górnej połówce tabeli, gościom natomiast pozostały satysfakcja z udanego występu oraz prawo do narzekania na przewrotny, piłkarski los.

04

Gdyby jeszcze w niedzielny poranek ktoś sporządził listę drużyn, które mają największe szanse na przerwanie zwycięskiej passy Rosengård, Vittsjö raczej nie zajęłoby na niej żadnego z czołowych miejsc. Wprawdzie drużyna prowadzona przez Thomasa Mårtenssona i Andersa Johanssona nie przegrała żadnego z dwóch rozegranych po letniej przerwie ligowych spotkań, ale istniały naprawdę solidne podstawy, aby twierdzić, że w starciu z odprawiającą kolejnych rywali maszyną z Malmö faworyt może być tylko jeden. San mecz także rozpoczął się wręcz idealnie dla podopiecznych Jacka Majgaarda i gdy po dwóch kwadransach absolutnej dominacji dziesięciokrotnych mistrzyń kraju gole Hanny Folkesson oraz Ali Riley zagwarantowały im komfortowe, dwubramkowe prowadzenie, jedyną niewiadomą wydawały się tylko rozmiary końcowego zwycięstwa gospodyń. Właśnie wtedy zaczęło się jednak robić naprawdę ciekawie. O dodatkowe emocje na Malmö IP postarała się przede wszystkim Anita Asante, która najpierw zaliczyła przypadkową asystę przy kontaktowym golu Alanen, a następnie w bardzo łatwy sposób dała się wyprzedzić Lindzie Sällström i musiała ratować się faulem we własnej szesnastce. Pomimo dwóch straconych bramek, piłkarki Rosengård mogły jeszcze w ostatnim kwadransie pokusić się o wywalczenie kompletu punktów, ale po główce Seger zmierzającą do siatki futbolówkę z linii bramkowej wybiła Klinga. Sytuacja ta wzbudziła wiele kontrowersji, gdyż kapitanka reprezentacji Szwecji była przekonana o tym, że interwencja defensorki Vitsjö miała miejsce już za linią, ale jej żywiołowe protesty nie wpłynęły na zmianę decyzji prowadzącej to spotkanie Sary Persson. Co ciekawe, choć to zawodniczki z Malmö po ostatnim gwizdku otoczyły panią arbiter z Rävlandy, równie wiele uwag mogły mieć do niej piłkarki gości, którym w 85. minucie należał się drugi tego dnia rzut karny. W obozie Vittsjö skupiono się jednak przede wszystkim na fetowaniu remisu, który niewątpliwie smakował jak zwycięstwo.

05

Rozegrany dwie godziny wcześniej mecz w Piteå pokazał nam, że futbol potrafi być kompletnie nieprzewidywalny, ale akurat w Södermanland teza ta nie znalazła w miniony weekend zastosowania. Historia potyczek Eskilstuny z Limhamn Bunkeflo nie jest wprawdzie przesadnie długa, ale jak dotychczas każde starcie tych ekip na Tunavallen kończyło się efektownym zwycięstwem miejscowych i tym razem było dokładnie tak samo. Wielkie strzelanie rozpoczęła już w 92. sekundzie Olivia Schough, wykorzystując dobre podanie Schjelderup oraz fakt, że odpowiedzialna za jej krycie Wännerdahl postanowiła na chwilę się zdrzemnąć. Błyskawicznie zdobyty gol okazał się zapowiedzią najlepszego w sezonie występu pominiętej przez nowego selekcjonera podczas powołań do kadry skrzydłowej, a ponieważ do jej poziomu dostroiła się większość piłkarek United, nie mający ostatnio zbyt wielu okazji do celebracji kibice w Eskilstunie, w końcu mogli opuszczać trybuny Tunavallen w pełni usatysfakcjonowani. Jak zwykle klasą dla siebie była Malin Diaz, skałą nie do przejścia dla gości z Malmö okazała się Nathalie Björn, a Mimmi Larsson i Loreta Kullashi raz po raz wsadzały na kręcącą się w zawrotnym tempie karuzelę kolejne defensorki Limhamn Bunkeflo. Pozyskana w letnim okienku transferowym ze sztokholmskiego AIK napastniczka grała zresztą w równym stopniu efektywnie, co efektownie i w drugiej części gry najpierw zapisała na swoim koncie premierowe trafienie w Damallsvenskan, a następnie ustaliła wynik meczu przepięknym lobem nad Josephine Frigge. Na słowa pochwały zasłużyła jednak cała drużyna Viktora Erikssona, która przed czekającym ją już za tydzień niezwykle istotnym pojedynkiem z Djurgården potrzebowała właśnie takiego występu.

06

07

08

09

Afrodyta i Drakula na drodze do Kijowa

Choć oba szwedzkie kluby przed losowaniem 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń znalazły się wśród zespołów rozstawionych, już na tym etapie rozgrywek czekało na nie wiele potencjalnych wyzwań. Z wiadomych względów nikt nie chciał wpaść na Chelsea, Montpellier oraz tradycyjnie niewygodne ekipy norweskie, nieobliczalne wydawały się debiutujące w międzynarodowych rozgrywkach Fiorentina i Ajax, a w Linköping do niechcianego zestawu dokładano jeszcze hiszpańskie Atletico, gdyż wspomnienie towarzyskiego 1-9 wciąż jest w Östergötland stosunkowo bolesne. Jak więc widać, pułapek było całkiem sporo, ale dzięki przychylności Nadine Kessler, przez pierwsze tej jesieni losowanie udało się ostatecznie przejść bez większych turbulencji. Obaj rywale wydają się bowiem jak najbardziej do przejścia i teraz pozostaje jedynie udowodnić swoją piłkarską wyższość na boisku.

Jako pierwsze swój pucharowy los poznały aktualne mistrzynie Szwecji, które o awans do najlepszej szesnastki powalczą z cypryjskim Apollonem. Dysponujący bardzo międzynarodową kadrą klub z wyspy Afrodyty regularnie kwalifikuje się do fazy pucharowej Ligi Mistrzyń, a w tym sezonie wydatnie pomogły mu w tym była zawodniczka między innymi Kristianstad i AIK Julia Molin oraz weteranka boisk Damallsvenskan, 35-letnia Therese Björk. Oprócz duetu ze Szwecji, barwy klubu z Limassol reprezentują między innymi Amerykanki Stout i Hahn, Angielka Ayane, Włoszka Lagonia, czy Rumunka Rus, a nie jest wcale wykluczone, że przed dwumeczem z Linköping mistrz Cypru dopnie kolejny, interesujący transfer. O żadnym lekceważeniu przeciwnika nie może więc być mowy, ale w niczym nie zmienia to faktu, że dla podopiecznych Kima Björkegrena awans do 1/8 finału wciąż pozostaje obowiązkiem. Tym bardziej, że właśnie nadarza się jedyna w swoim rodzaju okazja na odegnanie nękających nas od wielu lat koszmarów z Apollonem w roli głównej. Przypomnijmy bowiem, że to właśnie mistrzynie Cypru były sprawczyniami największej, szwedzkiej klęski w europejskich pucharach (a w zasadzie w eliminacjach do nich). Dokładnego wyniku przypominać nie będziemy, w nadziei, że młodsi czytelnicy mogą nie pamiętać tamtego traumatycznego dnia.

Na brak szczęścia w losowaniu nie może narzekać także Jack Majgaard, gdyż jego Rosengård o przepustkę do kolejnej rundy powalczy w Rumunii. Olimpia Kluż w grupie eliminacyjnej wyprzedziła po ciężkich bojach szkocki Hibernian, ale trudno przypuszczać, aby to osiągnięcie przestraszyło kogokolwiek w stolicy Skanii. Amerykańska golkiperka McViker, a także obwoływana największą nadzieją rumuńskiego futbolu Alexandra Lunca to oczywiście piłkarki reprezentujące solidny poziom, ale nie wydaje się, aby były one w stanie przeszkodzić wicemistrzyniom Szwecji w wywalczeniu awansu do najlepszej szesnastki. Zresztą, skoro w Malmö zapowiadają, że to jest ten rok, w którym w końcu uda się przełamać ćwierćfinałową klątwę, to lęk przed zespołem z Transylwanii byłby cokolwiek nie na miejscu.

Patrząc na pozostałe pary 1/16 finału, można odnieść wrażenie, że los był łaskawy także dla szwedzkich piłkarek występujących za granicą. Wyjątek od tej reguły stanowią jedynie Hedvig Lindahl, Magdalena Eriksson oraz Fridolina Rolfö, a starcie londyńskiej Chelsea z monachijskim Bayernem na papierze zapowiada się jako hit tej fazy rozgrywek. Warto zaznaczyć, że wicemistrzynie Anglii kolejny raz już w pierwszym dwumeczu trafiają na niezwykle wymagającego rywala. Może zatem przy okazji następnego losowania (bez względu na wynik najbliższego dwumeczu) warto na wszelki wypadek zaopatrzyć się w przynoszące szczęście amulety? W szwedzkiej ekstraklasie swego czasu ten patent sprawdzał się przecież całkiem nieźle.

DIovIo3XUAEvZc7.jpg large

Fot. UEFA

 

13. kolejka (uzupełnienie)

Przed zaplanowanymi na środowy wieczór derbami Malmö, z niemałym zaciekawieniem nasłuchiwaliśmy nie tylko najnowszych informacji o stanie zdrowia poszczególnych piłkarek (z powodu kontuzji w ostatniej chwili wypadły między innymi Nilsson i Landeka), ale także kolejnych, sensacyjnych doniesień na temat rewelacyjnie sprzedających się biletów. Przeniesienie meczu na największy w mieście stadion Swedbank, a także całkiem spora medialna otoczka sprawiły, że w dniu meczowym realne wydawało się nawet pobicie frekwencyjnego rekordu wszechczasów w Damallsvenskan i choć do tego wyniku ostatecznie trochę zabrakło, to i tak większość zawodniczek Limhamn Bunkeflo po raz pierwszy w swojej karierze miała okazję zaprezentować się przed tak liczną publicznością. Szybko okazało się jednak, że poradzenie sobie z presją nie będzie tego dnia ich największym problemem, a jedyną piłkarką beniaminka, która od samego początku spotkania przejawiała spore problemy z koncentracją była Josephine Frigge. Na szczęście dla sympatyków LB, trzy fatalne błędy rezerwowej nominalnie golkiperki nie niosły za sobą bramkowych konsekwencji, a tuż przed końcem pierwszej połowy to gospodynie stworzyły sobie wymarzoną okazję do objęcia prowadzenia. Erin McLeod najpierw w dobrym stylu sparowała jednak strzał Anny Welin, a chwilę później popisała się efektowną interwencją na refleks po uderzeniu Mii Persson i na przerwę obie ekipy schodziły przy bezbramkowym remisie. Najwyraźniej ośmielone tą sytuacją podopieczne Svena Sjunnessona w drugiej części gry postanowiły jeszcze odważniej zaatakować bramkę Rosengård, ale gdy wydawało się, że właśnie przejmują inicjatywę, gola z niczego zapisały na swoim koncie faworytki. McLeod zdecydowała się na daleki wykop z własnej szesnastki, a Kristjansdottir oraz Winberg na tyle nieporadnie próbowały wybijać futbolówkę, że Masar znalazła się sama przed Frigge, robiąc z nieoczekiwanego prezentu właściwy użytek. Utrata bramki w tak pechowych okolicznościach nie podłamała jednak piłkarek beniaminka, które natychmiast ruszyły do odrabiania strat i przynajmniej trzykrotnie były tego bardzo bliskie. Między słupkami Rosengård fenomenalnie spisywała się jednak McLeod i w największym stopniu to właśnie byłej reprezentantce Kanady dziesięciokrotne mistrzynie Szwecji mogą zawdzięczać to, że skromne prowadzenie, a także kolejne z rzędu czyste konto udało im się ostatecznie dowieźć do końcowego gwizdka.

07

08

09

10

14. kolejka – zapowiedź

Tegoroczny kalendarz ułożył się tak, że druga połowa sierpnia upływa nam ewidentnie pod znakiem derbów. Po starciach Vittsjö z Kristianstad, Örebro z Eskilstuną i Limhamn Bunkeflo z Rosengård, przyszedł czas na kolejną odsłonę piłkarskiej bitwy o Sztokholm. Czy, podobnie jak wiosną, pierwszy gwizdek w rywalizacji dwóch stołecznych klubów znów trzeba będzie opóźnić o kilkanaście minut ze względu na olbrzymie zainteresowanie kibiców? Tego póki co nie wiemy, ale pewne jest, że dziś wieczorem ładunek futbolowych emocji przekroczy w stolicy wszelkie dopuszczalne normy. Pomimo absencji Petronelli Ekroth i wynikających z niej problemów z właściwym rozłożeniem akcentów w defensywie, Djurgården wydaje się być papierowym faworytem, ale sympatycy Bajen z pewnością mają nadzieję na sprawienie niespodzianki i pierwsze w tym wieku zwycięstwo na Stadionie Olimpijskim. Gdyby tak się stało, Hammarby nie tylko odzyskałoby nieformalny prymat w stolicy, ale także zapisało na swoim koncie trzy niezwykle cenne punkty w perspektywie walki o pozostanie w Damallsvenskan na kolejny sezon. Nie zapominajmy jednak, że gospodynie mają na środowy wieczór całkowicie inne plany.

W czwartek i niedzielę na ligowe boiska wyjdą dwaj główni pretendenci do mistrzowskiego tytułu i choć obaj zmierzą się ze znacznie niżej notowanymi rywalami, to jedynie Rosengård wydaje się być zdecydowanym faworytem swojej potyczki. Poza jednym potknięciem (które, gdyby nie aktorskie umiejętności Ramony Bachmann, mogło nieść za sobą znacznie poważniejsze konsekwencje) drużyna prowadzona obecnie przez Jacka Majgaarda zazwyczaj bez większych problemów radziła sobie z na własnym boisku z Vittsjö i tym razem nie powinno być inaczej. Zdecydowanie bardziej skomplikowane zadanie czeka za to piłkarki z Linköping. Po pierwsze, udadzą się one na teren, na którym z reguły grało im się niezwykle ciężko. Po drugie, przystąpią do meczu z Göteborgiem po dwóch kolejnych porażkach i ze świadomością, że jakikolwiek margines błędu został już wyczerpany. Po trzecie, ekipa z Västergötland latem doszła najwyraźniej do wniosku, że wobec przedłużającej się absencji Jennifer Falk warto zainwestować w solidną bramkarkę, a dwa czyste konta z rzędu niejako potwierdzają, że była to jak najbardziej słuszna decyzja. Na Valhalli możliwe wydaje się więc każde rozstrzygnięcie, choć czterech goli Maji Kildemoes tym razem raczej nie powinniśmy się spodziewać.

Równie ważny, jeśli nie w ogóle najważniejszy mecz najbliższej serii spotkań odbędzie się na Behrn Arenie w Örebro. Zamykające ligową tabelę piłkarki Martina Skogmana podejmą przedostatnie Kvarnsveden i choć ewentualna porażka nie zamknie jeszcze nikomu drogi do utrzymania, to mocno skomplikuje i tak bardzo już trudną sytuację któregoś z klubów. W obu obozach doskonale zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i pomimo tego, że ani w Örebro, ani w Borlänge nikt nie wypowie głośno słowa “spadek”, nikomu nie trzeba tłumaczyć, że zatrzymanie Chawingi / pokonanie Söberg (w zależności od perspektywy) może okazać się kluczem do udanej jesieni na ligowych boiskach.

Po wywiezieniu trzech punktów z twierdzy Linköping, kompletnie nieprzewidywalne w tym sezonie Piteå podejmie na własnym boisku nie zachwycający na wyjazdach Kristianstad. Na papierze, więcej argumentów zdaje się przemawiać na korzyść miejscowych, ale ponieważ gra drużyny Stellana Carlssona w tym sezonie wymyka się jakiejkolwiek logice, to może warto zainwestować w zwycięstwo drużyny ze wschodniej Skanii? Niespodzianki nie powinniśmy zobaczyć za to na Tunavallen, ale wobec mało przekonującej postawy piłkarek United w ostatnich tygodniach, możemy być pewni, że beniaminek z Malmö uda się do Eskilstuny z nadzieją na przywiezienie stamtąd pierwszego w historii ligowego punktu.

omg14_1

omg14_2

omg14_3

omg14_4

omg14_5

omg14_6

Dobra zmiana?

BB160121BB260

Fot. SvFF

Czekaliśmy, czekaliśmy i się doczekaliśmy. Jeszcze na kilka minut przed rozpoczęciem dzisiejszej konferencji Petera Gerhardssona ogromny niepokój mieszał się z nie mniejszą ekscytacją, ale bardzo szybko stało się jasne, że jakiekolwiek obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Dobrym prognostykiem była już prezentacja największego w historii i niezwykle specjalistycznego sztabu szkoleniowego i medycznego kadry, a gdy głos zabrał wreszcie sam selekcjoner, raz jeszcze przekonaliśmy się, że za sterami najważniejszej drużyny w kraju znalazł się właściwy człowiek. Nie ma sensu wracać teraz do zamkniętego rozdziału z przeszłości, ale sposób, w jaki Gerhardsson odnosił się na przykład do trenerów klubowych jednoznacznie sugerował, że od teraz wzajemne relacje budowane będą na dialogu, a nie na wojnie na wyniszczenie. Jak by nie patrzeć, jest to ewidentnie zmiana na lepsze.

Bardzo pozytywnie odebrana została także prezentacja kadry na wrześniowy mecz z Chorwacją, zarówno pod względem formy, jak i treści. Nowy selekcjoner nie ograniczył się bowiem do odczytania 23 nazwisk, ale przy każdym z nich zatrzymał się na dłużej, informując, jaką rolę pełnić będą w zespole powołane przez niego piłkarki. Co więcej, liczne odniesienia do konkretnych sytuacji z meczów ligowych były dowodem na to, że wszystkie zawodniczki są na bieżąco monitorowane, co w przeszłości wcale nie było aż takie oczywiste. Nie muszę chyba przypominać w tym miejscu trenerki, która nie była w stanie powiedzieć, czy jej kapitanka gra regularnie w swojej drużynie klubowej. O tym, że Gerhardsson jest na bieżąco z dyspozycją konkretnych piłkarek przekonała nas ostatecznie lista powołań, na której znalazło się miejsce chociażby dla rozgrywających świetny sezon Mii Carlsson, Johanny Rytting Kaneryd, Tove Almqvist, czy Nathalie Björn. Wiadomo, że na podstawie jednej konferencji nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale istnieje całkiem duża szansa, że po wieloletnim okresie stagnacji, szwedzka kadra przestanie w końcu przypominać zamknięty krąg, którego progów nie może przekroczyć nikt z zewnątrz. Danie szansy piłkarce Kristianstad czy Djurgården kosztem mających wcześniej w zasadzie abonament na reprezentację kadrowiczek można bowiem odczytać nie tylko jako nagrodę dla konkretnych zawodniczek, ale jako zachętę dla wszystkich marzących o grze dla najważniejszej drużyny w kraju. Bo skoro od teraz jednym z najważniejszych czynników przy powołaniach będzie aktualna dyspozycja, to szanse na dostąpienie tego niebywałego zaszczytu mocno się wyrównują, co z kolei jest dobrą informacją dla każdego, a przede wszystkim dla szwedzkiej piłki.

Ze względu na to, że we wrześniu czeka nas tylko jeden mecz eliminacyjny, Peter Gerhardsson postanowił, że w Chorwacji szwedzka kadra spędzi aż dziewięć dni. Ten swego rodzaju mini-obóz ma pomóc kadrowiczkom i szkoleniowcom w lepszym poznaniu się, gdyż to właśnie wzajemne zrozumienie może stanowić klucz do zwycięstwa w niektórych spotkaniach. Selekcjoner podkreślał, że zdaje sobie sprawę z różnic pomiędzy piłką klubową i reprezentacyjną, ale fakt, że póki co nie miał okazji trenować żadnej z powołanych przez niego piłkarek sprawia, że każdy dodatkowy dzień może okazać się w tym przypadku niezwykle cenny. Jest w tym oczywiście sporo racji, ale pozostaje mieć nadzieję, że wspólnie spędzony tydzień wystarczy, abyśmy na już boisku w Varazdinie zobaczyli przynajmniej zalążek reprezentacji, której grę będzie się oglądać (i opisywać) z przyjemnością. Jeśli i ten cel uda się zrealizować, to będzie to ewidentnie jeszcze jedna zmiana na lepsze.


Kadra na Chorwację:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Nathalie Björn (Eskilstuna), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Wolfsburg), Amanda Ilestedt (Turbine), Jessica Samuelsson (Arsenal), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Petra Andersson (Eskilstuna), Kosovare Asllani (Linköping), Hanna Folkesson (Rosengård), Lina Hurtig (Linköping), Johanna Rytting Kaneryd (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Spetsmark (Örebro)

Napastniczki: Marija Banusic (Linköping), Stina Blackstenius (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Fridolina Rolfö (Bayern)