Niedzielne szaleństwa na Arenie

BB170827BB846

Fot. SvFF

Ostatnie lata sprawiły, że finały krajowego pucharu z udziałem Rosengård oraz Linköping wydają się czymś absolutnie naturalnym, ale w rzeczywistości drużyny te dopiero po raz trzeci zmierzyły się w decydującej potyczce, której stawką było wspomniane trofeum. Oba poprzednie mecze pamiętamy oczywiście doskonale, bo mówimy przecież o najnowszej historii szwedzkiej piłki. Przed dwoma laty piłkarki z Östergötland pewnie zwyciężyły na własnym boisku 2-0, a dwanaście miesięcy później na Malmö IP rywalki ze Skanii odgryzły się równie efektownym 3-1. O ile jednak w przypadku spotkań z lat 2015-2016 już przed pierwszym gwizdkiem można było pokusić się o wskazanie faworyta, o tyle tym razem obie ekipy miały po swojej stronie mniej więcej podobną liczbę argumentów przemawiających na ich korzyść. Analiza bilansu letniego okienka transferowego, aktualnej formy poszczególnych zawodniczek, czy nawet kryteriów pozasportowych z reguły doprowadzała nas do punktu, w którym trzeba było finalnie przyznać, że w tym meczu w zasadzie żadnego rozstrzygnięcia nie będzie można nazwać sensacją. Nic więc dziwnego, że z tym większym zaciekawieniem oczekiwaliśmy tego, co w sierpniowe, niedzielne popołudnie miało wydarzyć się na murawie Areny Linköping.

Choć od pierwszych minut było całkowicie jasne, że obie drużyny postawiły na odpowiedzialny futbol, ci, którzy postanowili pofatygować się do Östergötland, aby obejrzeć piłkę nożną w najlepszym, szwedzkim wydaniu, nie mieli prawa narzekać na nudę. Stuprocentowych okazji pod obiema bramkami może faktycznie brakowało, ale patrząc na tempo i intensywność gry, nikt nie mógł mieć wątpliwości, że po boisku biegają naprawdę klasowe zespoły. Wiadomo, że minimalnie niecelne strzały Masar czy Banusic, a także dwa sprytnie rozegrane przez gospodynie rzuty rożne, zachwycały bardziej piłkarskich koneserów niż spragnionych otwartego futbolu kibiców, ale warto docenić, że na Arenie Linköping żadna ze stron nie kwapiła się do popełniania tak nielubianych przez nas prostych błędów w defensywie, a jeśli już takie się przytrafiały, to najczęściej były one błyskawicznie naprawiane. Taki stan rzeczy sprawił, że do szatni obie ekipy udały się przy bezbramkowym remisie i wciąż trudno było stwierdzić, kto na tę chwilę znajdował się bliżej pucharu.

Obraz gry nieco zmienił się po przerwie, gdy obie strony najwyraźniej stwierdziły, że bilans walki w środku pola koniec końców i tak wyjdzie na zero, w związku z czym warto nieco śmielej zaatakować skrzydłami. Zdecydowanie bardziej aktywne stały się wahadłowe obrończynie obu drużyn, które coraz częściej zapuszczały się w okolice szesnastki rywalek, a rozciągnięcie gry sprawiło, że pomocniczki miały teraz choć trochę więcej miejsca i czasu na spokojne rozegranie piłki. Jak na ironię, pierwszy tego popołudnia gol padł jednak nie po misternie skonstruowanym ataku pozycyjnym któregoś z zespołów, a po zupełnie nie pasującej do tego widowiska niepotrzebnej stracie gospodyń w środku pola, przytomnym zachowaniu Mittag i precyzyjnym strzale Troelsgaard, która nie dała Cajsie Andersson szans na skuteczną interwencję. Zawodniczki z Linköping w tym momencie miały jeszcze dokładnie trzydzieści minut na to, żeby doprowadzić przynajmniej do dogrywki, ale sztuki tej ostatecznie nie udało się im dokonać. Nie pomogły ani bite seriami stałe fragmenty, ani kolejne wrzutki w pole karne Erin McLeod, ani wreszcie szalejąca na całej długości i szerokości boiska rezerwowa Frida Maanum – obrończynie tytułu grały na tyle rozważnie (a gdy była taka potrzeba, to i szczęśliwie), że to one mogły po ostatnim gwizdku Malin Johansson ze Sztokholmu unieść ręce do góry w geście triumfu.

Drugie w tym roku kalendarzowym zwycięstwo piłkarek z Rosengård na Arenie Linköping oznacza, że przez najbliższy rok Puchar Szwecji pozostanie w gablocie na Malmö IP. Kolejna edycja tych rozgrywek odbędzie się już na nowych zasadach, a większa liczba meczów i wprowadzenie fazy grupowej na poziomie dawnej 1/8 finału mają jeszcze bardziej wzmocnić ich prestiż. Póki co, obaj tegoroczni finaliści skupiają się jednak przede wszystkim na zdecydowanie bliższej przyszłości, gdyż już za dwa tygodnie przyjdzie im ponownie stanąć naprzeciw siebie na zielonej murawie, a stawką zaplanowanego na 10. września pojedynku może okazać się nawet mistrzostwo kraju. Kto zwycięży tym razem, wykonując w ten sposób olbrzymi krok w kierunku tego, aby świętować w połowie listopada? W tej chwili na fali wznoszącej wydają się być podopieczne duńskiego szkoleniowca Jacka Majgaarda, ale przecież mówimy o Damallsvenskan, czyli lidze, w której niemożliwe nie istnieje.

Podsumowanie 13. kolejki

W poprzednim sezonie piłkarki z Piteå potrzebowały niespełna dziesięciu minut, aby dwukrotnie uciszyć Linköping Arenę, ale absolutnie nikt nie spodziewał się, że mająca obecnie olbrzymie kłopoty ze strzelaniem goli drużyna z Norrland także i w tym roku pokusi się o podobny wyczyn. Josefin Johansson i Hanna Pettersson udowodniły jednak, że w futbolu nie ma rzeczy niemożliwych i za sprawą dwóch akcji wspomnianego duetu ekipa Stellana Carlssona sensacyjnie znalazła się na dwubramkowym prowadzeniu. Co godne podkreślenia, przyjezdne w ogóle nie przestraszyły się nieoczekiwanej szansy na wywiezienie z trudnego terenu kompletu punktów i zamiast cofnąć się do głębokiej defensywy, bez jakichkolwiek oznak paniki kontynuowały swoją grę. Oczywiście, dysponujące potężną siłą ofensywną gospodynie jeszcze przed przerwą stworzyły sobie dwie fantastyczne okazje do zdobycia gola (zmarnowały je kolejno Hurtig i Banusic), ale Piteå ani na moment nie dało się zamknąć mistrzyniom Szwecji na własnej połowie. Co więcej, na początku drugiej części gry zawodniczki z Norrland wyprowadziły kolejny cios, gdy po fatalnym błędzie Kildemoes na listę strzelczyń wpisała się Jakobsson. W tym momencie stało się jasne, że jeśli w Östergötland nie wydarzy się jakiś kataklizm, to tak zdyscyplinowana drużyna, jaką w środowy wieczór był zespół Stellana Carlssona, po prostu nie może już wypuścić zwycięstwa z rąk. Tak się faktycznie stało, ale zanim trzy punkty odleciały razem z piłkarkami z Piteå na daleką Północ, gospodynie postarały się jeszcze o emocjonującą końcówkę. Trafienia Banusic i Hurtig (oba po akcjach rozpoczętych przez Asllani) nie były już jednak w stanie odwrócić losów meczu, w związku z czym Linköping trochę na własne życzenie mocno skomplikował sobie sytuację w tabeli przed wrześniową konfrontacją na szczycie.

01

Derbowe potyczki rządzą się własnymi prawami, więc trudno się dziwić, że pomimo fatalnej dyspozycji obu zespołów w ostatnich tygodniach, sympatycy Örebro i Eskilstuny mieli nadzieję, że właśnie teraz nadszedł moment na przełamanie złej passy. W pierwszym kwadransie zdecydowanie więcej w tym kierunku zrobiły piłkarki Viktora Erikssona, ale pomimo kilku naprawdę efektownych zagrań Diaz i Brown, Carola Söberg wciąż zachowywała czyste konto. Po okresie wyraźnej przewagi gości, śmielej postanowiły zaatakować zawodniczki z Örebro i za sprawą Michelle De Jongh udało im się nawet stworzyć dogodną okazję do objęcia prowadzenia, ale na posterunku znajdowała się zachowująca czujność Emelie Lundberg. Bezbramkowy remis na Behrn Arenie utrzymał się do 33. minuty, kiedy to szarżująca lewym skrzydłem Fiona Brown urwała się Gråhns,  a dośrodkowaną przez reprezentantkę Szkocji futbolówkę do siatki skierowała nabiegająca z głębi pola Schjelderup, korzystając z błędu w ustawieniu Emelie Andersson. Choć brzmi to niewiarygodnie, trafienie reprezentantki Norwegii było pierwszym od trzech miesięcy golem zdobytym przez piłkarkę Eskilstuny na ligowych boiskach. Po przerwie wszyscy spodziewali się błyskawicznej ofensywy ze strony nie mającego już wiele do stracenia Örebro, ale niesamowicie rozważna postawa defensorek United sprawiła, że nawet po stałych fragmentach gry pod bramką Lundberg ani razu nie zrobiło się gorąco. Zdecydowanie bliżej podwyższenia skromnego prowadzenia – głównie za sprawą dynamicznej Brown – były za to przyjezdne, ale źle ustawiony celownik Mimmi Larsson przypomniał nam, że problem strzeleckiej niemocy piłkarek Eskilstuny nie został jeszcze do końca rozwiązany. Na ich szczęście, do odniesienia prestiżowego, derbowego zwycięstwa w zupełności wystarczył im jeden strzelony gol.

02

Rywalizacja drużyn z Vittsjö i Kristianstad nie ma może niebywale długiej historii, ale w ostatnich latach pojedynki o miano nieformalnego numeru dwa w Skanii zaczęły wyraźnie zyskiwać na prestiżu. Lepszym bilansem bezpośrednich spotkań mogą się pochwalić piłkarki znad Bałtyku, ale wiosną to drużyna prowadzona przez Thomasa Mårtenssona potrafiła szybko objąć prowadzenie i – pomimo olbrzymiej przewagi optycznej rywalek – dowieźć korzystny rezultat do końcowego gwizdka. Tym razem scenariusz z kwietniowego starcia w pewnym stopniu się powtórzył, gdyż ponownie już pierwsza groźniejsza akcja przyniosła zawodniczkom z Vittsjö powodzenie. Hed posłała kilkudziesięciometrowe podanie w kierunku Wilkinson, a reprezentantka Nowej Zelandii poradziła sobie z Atladottir i mierzonym strzałem pokonała próbującą ratować sytuację Brett Maron. Kolejne minuty także przyniosły nam powtórkę z wiosennej rozrywki, gdyż dominacja Kristianstad stawała się coraz bardziej widoczna, a w szesnastce Shannon Lynn raz po raz robiło się naprawdę gorąco. Poprzeczkę bramki gospodyń obijały kolejno Chikwelu oraz wracająca do gry po ciężkiej kontuzji Tine Schryvers, ale na tablicy wyników po stronie gości wciąż świeciła się cyfra zero. Taki stan utrzymał się do 59. minuty, kiedy to belgijska rekonwalescentka dośrodkowała z rzutu wolnego na głowę Carlsson, a rozgrywająca kolejny w tym sezonie udany mecz doświadczona defensorka Kristianstad doprowadziła do remisu. Bramka na 1-1 nie zmieniła znacząco obrazu gry, ale choć piłkę na wagę zwycięstwa miały na nodze między innymi Chikwelu i Chukwudi, Shannon Lynn więcej goli tego dnia już nie puściła. Podział punktów w derbach Skanii sprawia, że na dziewięć kolejek przed końcem rozgrywek obie ekipy wciąż nie mogą być pewne pozostania na kolejny rok w Damallsvenskan, ale wydaje się, że to podopieczne Elisabet Gunnarsdottir przystąpią do decydujących meczów z większą wiarą we własne umiejętności.

03

Licznie przybyli na Ljungbergsplanen sympatycy Kvarnsveden opuszczali stadion w Borlänge z bardzo dużym poczuciem niedosytu. Z jednej strony przyszło im obejrzeć całkiem niezły występ ich drużyny, która do ostatniego gwizdka walczyła o każdą piłkę tak zaciekle, jakby to właśnie od niej zależało być albo nie być w Damallsvenskan na kolejny rok. Z drugiej – remis 2-2 spowodował, że przynajmniej do następnej soboty zespół z Dalarny wciąż nie wydostanie się ze strefy spadkowej, a powoli wkraczamy przecież w tę fazę sezonu, w której dla własnego bezpieczeństwa lepiej po prostu utrzymywać się nad kreską. Nad nią podopieczne Jonasa Björkgrena w środowy wieczór znajdowały się przez zaledwie dwie minuty, gdyż na dającego gospodyniom prowadzenie gola niezawodnej Tabithy Chawingi piłkarki ze stolicy błyskawicznie odpowiedziały trafieniem Madeleine Stegius po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. W kolejnych minutach, choć spotkanie właściwie cały czas toczyło się na niezwykle wysokim tempie, a dogodnych okazji i kontrowersji nie brakowało (największą z nich było z pewnością zatrzymanie piłki ręką na linii bramkowej przez Kim Sundlöv po uderzeniu Chawingi), bardzo długo żadna z ekip nie potrafiła udokumentować swojej dobrej gry golem. Zmianę wyniku przyniósł nam dopiero kolejny stały fragment gry w wykonaniu gości i chytry strzał Freji Hellenberg, choć trzeba przyznać, że zarówno Wahlén, jak i Salander miały obowiązek wybić powoli zmierzającą do siatki Kvarnsveden futbolówkę. Grające po czerwonej kartce dla Petronelli Ekroth w liczebnej przewadze gospodynie nie zamierzały jednak godzić się z porażką i jeszcze jeden błysk Chawingi sprawił, że Agnes Dahlström na niespełna kwadrans przed końcem ponownie wyrównała stan rywalizacji. Na więcej, ku rozpaczy coraz bardziej żywo reagującej na boiskowe wydarzenia widowni, zabrakło już jednak czasu.

04

Choć w pierwszej chwili może się to wydać całkowicie niedorzeczne, drużyny Hammarby oraz Göteborga łączy naprawdę wiele. Jasne, Olof Unogård i Stefan Rehn hołdują raczej odmiennym stylom prowadzenia zespołu, co widać chociażby po ustawieniu i taktyce prezentowanej na boisku przez ich ekipy, ale nie da się ukryć, że obaj dysponują niesamowicie młodą jak na pierwszoligowe warunki kadrą, która tej jesieni ma im zapewnić bezpieczne utrzymanie w Damallsvenskan. Przed bezpośrednim starciem zarówno sztokholmianki, jak i drużyna z zachodniego wybrzeża, znajdowały się poza strefą spadkową, ale w obu obozach doskonale zdawano sobie sprawę, jak bardzo istotne może okazać się wywalczenie w tej konfrontacji kompletu punktów. Na Zinkendamms IP nikt nie zamierzał jednak rzucać się do huraganowych ataków, w związku z czym pierwsza połowa długimi fragmentami przypominała obustronne wyczekiwanie na błąd przeciwnika. Ze strony gości bardzo aktywnie starały się grać Rubensson oraz Persson, która w sobotni wieczór ewidentnie potrafiła się znaleźć we właściwym miejscu i czasie. Ich próby nie przyniosły jednak ekipie z Göteborga bramkowych korzyści, podobnie zresztą jak samotny rajd Tiernan po przeciwnej stronie boiska. Po przerwie obraz gry niestety nie uległ zmianie, a gorąco zagrzewający do boju stołeczną ekipę kibice wciąż oglądali klasyczny mecz walki, w którym to przyjezdne były stroną bliższą przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę. Z chytrym strzałem z dystansu w wykonaniu Rubensson doskonale poradziła sobie jednak Holmgren, a uderzenie Hammarlund ze znacznie bliższej odległości poszybowało wysoko nad poprzeczką, w związku z czym oba zespoły dopisały sobie a tabeli po jednym punkcie, który także trzeba uszanować.

05

UWAGA! Najlepsza piłkarka oraz jedenastka 13. kolejki zostanie zaprezentowana po rozegraniu ostatniego meczu tej serii spotkań (Limhamn Bunkeflo – Rosengård), które zostało przełożone na środę, 30. sierpnia.

Codziennie aktualizowane tabele Damallsvenskan oraz Elitettan znajdziecie w zakładkach na górze strony.

13. kolejka – zapowiedź

Rozpoczynająca się dziś trzynasta kolejka dla jednych okaże się pechowa, dla innych szczęśliwa, ale z całą pewnością dla wszystkich będzie ona niesamowicie istotna. Dlaczego? Jedną z przyczyn jest oczywiście sytuacja w ligowej tabeli, która po jesiennej inauguracji zrobiła się tak bardzo skomplikowana, że zamiast silić się na analizę różnych możliwych kombinacji, lepiej po prostu poczekać na obrót boiskowych wydarzeń. Nie jest to jednak jedyny powód, który sprawia, że najbliższa seria spotkań będzie absolutnie wyjątkowa. 28. sierpnia poznamy bowiem nazwiska zawodniczek powołanych na pierwszy mecz eliminacji mistrzostw świata 2019, a nikomu z czytających te słowa nie trzeba chyba przypominać, jak wielkie znaczenie dla całej szwedzkiej piłki może mieć ta data. Czy solidna postawa na ligowych boiskach sprawi, że komuś uda się w ostatnim momencie załapać do pierwszej kadry Petera Gerhardssona? Trudno powiedzieć, ale na pewno dobry występ w Damallsvenskan, szczególnie w tak ważnym momencie, nikomu nie zaszkodzi. Tym bardziej, że nowy selekcjoner zdaje się rozumieć zasady funkcjonowania narodowej reprezentacji zdecydowanie lepiej niż jego poprzedniczki.

Kilka potencjalnych kadrowiczek będziemy mieli okazję obejrzeć w Linköping, gdzie obrończynie mistrzowskiego tytułu i jednocześnie liderki Damallsvenskan zagrają z Piteå o powiększenie przewagi nad rywalkami z Malmö oraz poprawę morale przed niedzielnym finałem krajowego pucharu. W pewnie wygranym meczu z Örebro z bardzo dobrej strony pokazały się ofensywne piłkarki LFC, ale mocno przebudowana i osłabiona defensywa nie ustrzegła się kilku poważnych błędów. Na szczęście dla kibiców z Östergötland, przeciwniczki postanowiły być wyjątkowe wyrozumiałe i z nich nie skorzystały, ale drużyna Stellana Carlssona – pomimo olbrzymich problemów ze skutecznością – wcale nie musi okazać się tak samo wspaniałomyślna. Teoretycznie, czas wydaje się być wielkim sprzymierzeńcem ekipy z Linköping, ale wystarczy jedno spojrzenie w terminarz, aby zrozumieć dlaczego zespół Kima Björkegrena szczególnie w dwóch najbliższych kolejkach nie może sobie pozwolić na jakąkolwiek stratę punktów.

Dziś wieczorem nie zabraknie także emocji derbowych: w Skanii Vittsjö zagra z Kristianstad o to, która z tych ekip przynajmniej na tydzień ucieknie na kilka punktów od strefy spadkowej, a w Örebro niespodziewany outsider zmierzy się z katastrofalnie dysponowaną w ostatnich miesiącach Eskilstuną, która od 24. maja czeka nie tylko na zwycięstwo, ale chociażby na gola strzelonego przez piłkarkę United. Wszyscy zainteresowani doskonale zdają sobie sprawę, że wkraczamy w tę fazę sezonu, w której jeden fałszywy ruch może pociągnąć za sobą prawdziwą lawinę, a ponieważ nikt nie zamierza dobrowolnie żegnać się z ekstraklasą, to możemy być pewni, że poziom dramaturgii na obu boiskach będzie odpowiedni.

Na bramkową ucztę szykują się kibice w Borlänge, gdzie zepchnięte w minioną sobotę pod kreskę Kvarnsveden podejmie szturmujące pozycje medalowe stołeczne Djurgården. Forma obu ekip kazałaby upatrywać faworytek w piłkarkach ze stolicy, ale zarówno historia pojedynków wspomnianych drużyn, jak i obecność w składzie zespołu z Dalarny Tabithy Chawingi oraz Julii Roddar wyraźnie podpowiadają, że każde rozstrzygnięcie jest tu możliwe. Równie ciekawie zapowiada się rywalizacja Hammarby z Göteborgiem, która od wielu już lat dostarcza kibicom niezapomnianych wrażeń. Wiosną, podopieczne Olofa Unogårda potrzebowały zaledwie kwadransa, aby odrobić na Valhalli trzybramkową stratę, a w nieco bardziej odległej przeszłości zdarzało się przecież, że na bramce ekipy z Västergötland w starciu z Bajen stała defensywna pomocniczka, a bohaterką meczu została zawodniczka z Nikaragui. Powtórki z tego ostatniego trudno akurat dziś oczekiwać, ale z całą pewnością w Sztokholmie znów będzie emocjonująco.

Trzynasta kolejkę oficjalnie zakończą przełożone na 30. sierpnia derby Malmö, w których wzmocniony porwacającymi do gry Hanną Folkesson oraz (najprawdopodobniej) Lottą Schelin Rosengård zmierzy się z Limhamn Bunkeflo. Rolę gospodyń będą formalnie pełnić piłkarki beniaminka, ale ze względu na spore zainteresowanie meczem, zostanie on rozegrany nie na Limhamns IP, a na znacznie większym, mogącym pomieścić aż 25 tysięcy widzów Stadionie Swedbank.

omg13_1

omg13_2

omg13_3

omg13_4

omg13_5

omg13_6

 

Podsumowanie 12. kolejki

Po niemal siedmiu tygodniach przerwy, Damallsvenskan przywitała nas starciem piątego po rundzie wiosennej Piteå z zamykającym ligową tabelę Göteborgiem. Pozostające bez zwycięstwa aż od 1. maja piłkarki Stefana Rehna rozpoczęły pojedynek na LF Arenie od bardzo mocnego uderzenia i naprawdę niewiele brakowało, aby już pierwszy stały fragment gry przyniósł im powodzenie. Strzał głową Sary Teegarden zatrzymał się jednak na poprzeczce bramki miejscowych, a próbująca dobijać Landström skupiła się bardziej na sile niż na precyzji strzału. Kolejne minuty należały już do gospodyń, ale – podobnie jak wiosną – atak pozycyjny w wykonaniu zawodniczek z Norrbotten niebezpiecznie przypominał grę reprezentacji Szwecji pod koniec kadencji Pii Sundhage. Brak jakiejkolwiek kreatywności ze strony miejscowych sprawiał, że zdecydowanie największe zagrożenie pod bramką debiutującej w Damallsvenskan Line Johansen powstawało w wyniku wykonywanych przez Blomkvist oraz Pedersen rzutów wolnych, ale duńska golkiperka w większości przypadków stawała na wysokości zadania. Równie dobre wrażenie sprawiała ustawiona na środku obrony Taylor Leach, co dla przyzwyczajonych w ostatnich czasach do mnożących się w każdym meczu kiksów formacji defensywnej kibiców z Göteborga musiało stanowić miłą odmianę. Prawdziwą radość fani z Västergötland przeżyli jednak dopiero w 78. minucie, kiedy to Rubensson posłała prostopadłą piłkę w kierunku Engman, a skrzydłowa z Wysp Alandzkich wygrała pojedynek biegowy z nie najlepiej ustawioną Lövgren i strzałem po ziemi nie dała Hildzie Carlén szans na skuteczną interwencję. Trafienie reprezentantki Finlandii ostatecznie okazało się uderzeniem na wagę trzech punktów, gdyż bezradne piłkarki z Piteå potrafiły się odgryźć jedynie zmarnowaną okazją Janogy w doliczonym czasie gry. Pierwsze od niemal czterech miesięcy zwycięstwo drużyny z Göteborga pozwoliło jej nie tylko odbić się od ligowego dna, ale także sprawić, że i tak mocno spłaszczona tabela Damallsvenskan zrobiła się jeszcze bardziej płaska.

01

Tegoroczne lato było w Östergötland niesamowicie gorące nie tylko przez wzgląd na wskazania termometru. Długo wyczekiwany powrót Asllani, transfery Sørensen i Maanum, czy wreszcie przeprowadzka Eriksson oraz Samuelsson do Anglii sprawiły, że sympatycy mistrzyń Szwecji wyczekiwali jesiennej inauguracji z równie wielkim niepokojem, co ekscytacją. Już w trzeciej minucie meczu z Örebro okazało się, że nowe nabytki na pewno nie zaszkodzą, a niewykluczone, że i pomogą. Centrę Asllani na dalszy słupek perfekcyjnie zamknęła Sørensen i podopieczne Kima Björkegrena błyskawicznie znalazły się na prowadzeniu. Znajdujące się na chwilę obecną w strefie spadkowej rywalki nie zamierzały jednak składać broni i zaledwie chwilę później powinno być 1-1. Błąd grającej nieco z konieczności w roli stoperki LFC Kristine Minde wykorzystała Hanna Terry, ale prowadząca piątkowe spotkanie Sara Persson nie dopatrzyła się faulu na wychodzącej na czystą pozycję Amerykance, dzięki czemu gospodynie nie dość, że wciąż prowadziły, to jeszcze do końcowego gwizdka grały w jedenastkę. Błąd pani arbiter z Rävlandy (dodajmy, że nie jedyny tego dnia) okazał się o tyle istotny, że w 26. minucie Marija Banusic kolejny raz udowodniła, że w Szwecji nie ma lepszej specjalistki od egzekwowania rzutów wolnych sprzed linii pola karnego, a tuż przed przerwą resztek nadziei pozbawiła gości z Örebro Sørensen, tym razem wykorzystując idealne dogranie Jonny Andersson. Druga połowa była już wyłącznie dopełnieniem formalności, a trafienia Banusic i Kildemoes w końcówce spotkania przypieczętowały niezwykle efektowne otwarcie rundy jesiennej w wykonaniu aktualnych mistrzyń kraju. Zdecydowanie więcej powodów do zmartwień mają za to w Örebro, gdyż pomimo ambitnej postawy drużyna Martina Skogmana zapisała na swoim koncie najwyższą porażkę w sezonie i ponownie znalazła się w miejscu, w którym pod żadnym pozorem nie chciałaby się znaleźć w listopadzie.

02

Choć na półmetku rozgrywek obu tegorocznych beniaminków Damallsvenskan dzieliło aż sześć miejsc w ligowej tabeli, bezpośrednie starcie na Linhamns IP miało olbrzymie znaczenie dla obu ekip. Nic więc dziwnego, że na zroszonej deszczem sztucznej murawie w stolicy Skanii oglądaliśmy przede wszystkim walkę w środku pola, a dogodne okazje bramkowe dla którejkolwiek ze stron należały do rzadkości. Na dwójkową akcję Eke z Zigiotti Olme gospodynie odpowiedziały minimalnie niecelnym strzałem Johnsson, ale po trzech kwadransach wszystko wskazywało na to, że drużyny udadzą się na przerwę przy bezbramkowym remisie. Wtedy jednak podopieczne Olofa Unogårda przypomniały sobie, że ich zdecydowanie najsilniejszą bronią są stałe fragmenty gry, Angeldahl dośrodkowała na głowę debiutującej w szwedzkiej ekstraklasie Tiernan, a pani Camilla Eriksson – pomimo wyraźnych protestów defensorek z Malmö – jednoznacznym gestem wskazała na środek boiska. Druga połowa to przede wszystkim ataki szukających wyrównującego gola piłkarek Svena Sjunnessona, uwieńczone ostatecznie trafieniem Anny Welin na pięć minut przez zakończeniem spotkania. Zanim jednak była pomocniczka Vittsjö uratowała swojej drużynie jeden punkt, dwie doskonałe okazje na to, aby definitywnie zamknąć mecz stworzyły sobie przyjezdne ze Sztokholmu. W pierwszym przypadku zmierzającą do siatki gospodyń futbolówkę w ostatniej chwili wybiła jednak Kristjansdottir, a w drugim potężna bomba Angeldahl zatrzymała się na poprzeczce bramki strzeżonej tego dnia przez Josephine Frigge. Podział punktów w Malmö oznacza, że przed oboma zespołami niesamowicie interesująca, choć nie wolna od nerwów runda jesienna.

03

Vilans IP z pewnością nie jest najłatwiejszym terenem do zdobywania punktów, ale piłkarki Djurgården już w poprzednim sezonie udowodniły, że absolutnie nie boją się wyjazdów do wschodniej Skanii. W sobotnie popołudnie zawodniczki ze stolicy znów przystąpiły do rywalizacji z drużyną Elisabet Gunnarsdottir bez przesadnego respektu dla rywalek, choć trzeba przyznać, że w pierwszym kwadransie spotkania na murawie w Kristianstad dominował przede wszystkim chaos. Z wszechobecnego bezładu w 16. minucie urodziła się jednak bramkowa akcja w wykonaniu gospodyń. Rebecka Holm zagrała spod linii końcowej na głowę Alice Nilsson, a filigranowa pomocniczka, pomimo asysty Ekroth, mierzonym strzałem skierowała futbolówkę do bramki gości. Piłkarki ze Sztokholmu nie zamierzały jednak czekać długo z odpowiedzią i po niespełna czterech minutach znów mieliśmy remis. Prawym skrzydłem doskonale urwała się Wörner, zacentrowała do nabiegającej z głębi pola Stegius, a obroniony przez Maron strzał koleżanki skutecznie dobiła Schmidt. Dwa błyskawicznie wyprowadzone ciosy nieco uspokoiły oba zespoły, ale defensywa gości cały czas musiała zwracać baczną uwagę na niezwykle aktywną Ogonnę Chukwudi, która raz po raz absorbowała uwagę obrończyń ze Sztokholmu. Gola na wagę bezcennych trzech punktów koniec końców zdobyła jednak nie Nigeryjka, a kapitanka Djurgården Mia Jalkerud. W 90. minucie wrodzony instynkt lisicy pola karnego kazał jej do końca pójść za akcją, skorzystać z równie fatalnego, co niespodziewanego kiksu Hanny Sandström i sytuacyjnym strzałem pokonać Brett Maron. Czwarte zwycięstwo sztokholmianek w ostatnich pięciu meczach oznacza, że drużyna ze stolicy nieoczekiwanie znalazła się zaledwie o dwa punkty od podium, ale z drugiej strony w tak wyrównanej lidze każda tego typu seria zwyczajnie musi skutkować nieuchronnym marszem w górę tabeli.

04

Powrót Caroline Seger do Malmö po sześciu latach rozłąki, powrót Lorety Kullashi do najwyższej klasy rozgrywkowej, starcie Glodis Perli Viggosdottir ze swoim byłym klubem, czy wreszcie mocno odczuwalna w obozie wicemistrzyń Szwecji chęć rewanżu za majową porażkę na Tunavallen – to tylko cztery z wielu powodów, dla których pojedynek Rosengård z Eskilstuną zapowiadał się niezwykle elektryzująco. Od pierwszych jego minut uwidoczniła się jednak wyraźna przewaga piłkarek ze Skanii, a defensywnie usposobiony zespół Viktora Erikssona nie zawsze znajdował właściwą receptę na powstrzymanie szalejących na obu flankach Troelsgaard oraz Hellstrom. Pomimo kilku wykreowanych okazji, otwarcie wyniku przyniósł miejscowym dopiero podyktowany tuż przed końcem pierwszej połowy rzut karny. Mało odpowiedzialnie we własnej szesnastce zachowała się Barsley, która niestety wciąż nie może wrócić do optymalnej formy po nieudanych dla niej finałach mistrzostw Europy, a z jej pomyłki skwapliwie skorzystała Mittag, skutecznie egzekwując jedenastkę. Po przerwie do nieco bardziej odważnych ataków ruszyły w końcu piłkarki United, ale pomimo starań najlepszej w ich szeregach Malin Diaz, większość prób gości kończyła się albo stratą w okolicach trzydziestego metra przed bramką McLeod albo uderzeniem nie zmuszającym kanadyjskiej golkiperki Rosengård do zaprezentowania swoich umiejętności. Zdecydowanie bardziej konkretne w swoich ofensywnych poczynaniach były gospodynie, które nawet po raz drugi tego dnia zdołały umieścić futbolówkę w bramce Lundberg, ale Pernilla Larsson dopatrzyła się przewinienia Viggosdottir i gola na 2-0 nie uznała. Bramka Mittag z rzutu karnego pozwoliła jednak grającym w wyjątkowo międzynarodowym zestawieniu dziesięciokrotnym mistrzyniom kraju sięgnąć po piąte kolejne zwycięstwo w lidze, dzięki czemu marzenia kibiców z Malmö o odzyskaniu tytułu wciąż pozostają jak najbardziej realne.

05

Dla plasujących się w bezpośrednim sąsiedztwie strefy spadkowej Vittsjö oraz Kvarnsveden, perspektywa rozpoczęcia rundy jesiennej zdobyciem kompletu punktów na rywalkach w walce o utrzymanie wydawała się niezwykle kusząca. Ów cel zrealizować mogła jednak co najwyżej jedna z drużyn i – jak się później okazało – były nią zdecydowanie bardziej efektywne tego dnia gospodynie. Już w 19. minucie piłkarki z północnej Skanii po raz pierwszy umieściły futbolówkę w bramce Jenny Wahlén, a mówiąc bardziej konkretnie uczyniła to Lisa Klinga, wykorzystując fatalne ustawienie defensorek Kvarnsveden przy rzucie rożnym. Indywidualne błędy okazały się zmorą przyjezdnych także w drugiej połowie, gdyż zupełnie niepotrzebny faul Salander na szarżującej Sällström sprawił, że reprezentantka Finlandii pewnym strzałem z jedenastu metrów podwyższyła rezultat na 2-0. Gol ten zabolał gości z Dalarny tym bardziej, że padł on w momencie, gdy to właśnie one kontrolowały przebieg gry i wydawało się, że wyrównanie jest jedynie kwestią czasu. Stało się jednak inaczej, a uskrzydlona dziesiątym w sezonie trafieniem najlepsza snajperka Vittsjö postanowiła raz jeszcze zaakcentować swoją obecność na boisku. W 83. minucie Sällström obsłużyła perfekcyjnym podaniem pozyskaną latem z francuskiego Montpellier Genessee Daughetee, a wprowadzona chwilę wcześniej na plac gry Amerykanka przymierzyła idealnie po dalszym słupku. Podopieczne Jonasa Björkgrena już tradycyjnie walczyły ambitnie do ostatniego gwizdka Lovisy Johansson, ale tym razem stać je było jedynie na honorowego gola Tabithy Chawingi. Pieczołowicie pilnowana przez Dieke oraz Adolfsson napastniczka z Malawi w końcu urwała się obrończyniom ze Skanii i strzałem głową wykończyła rozpoczętą przez Decker akcję swojego zespołu, ale w niczym nie zmieniło to sytuacji ubiegłorocznego beniaminka Damallsvenskan, który po czterech miesiącach spędzonych na powierzchni ponownie znalazł się pod kreską.

06

07

08

09

12. kolejka – zapowiedź

Po dokładnie 48 dniach przerwy wraca liga, a wraz z nią najważniejsze pytania. Czy obrona tytułu przez nadspodziewanie efektywny wiosną Linköping jest rzeczywiście możliwa? Czy faworytki z Malmö zaczną wreszcie grać na miarę swojego kadrowego potencjału? Czy Viktor Eriksson pożegna się z Tunavallen spektakularnym hat-trickiem i trzeci raz z rzędu zakończy sezon na podium? Czy dołujące dotychczas Örebro i Göteborg zdołają jeszcze powalczyć o coś więcej niż tylko pozostanie w Damallsvenskan? Czy możliwe jest, że przed spadkiem uratują się obaj beniaminkowie? Tak, pytań jest rzeczywiście wiele, ale na szczęście już dziś przemawiać zacznie boisko i to właśnie na nim będziemy mogli poszukać najbardziej prawdopodobnych odpowiedzi.

Piłkarską jesień rozpoczniemy w Norrbotten, a mówiąc bardziej konkretnie – na LF Arenie, gdzie Piteå podejmie niespodziewanie zamykający tabelę Göteborg. W piątkowy wieczór czeka nas niezwykle istotne dla obu klubów starcie Limhamn Bunkeflo z Hammarby, a także pierwsza poważna próba nowego Linköping. Podopieczne Kima Björkegrena, już bez Eriksson oraz Samuelsson, ale za to z Asllani, Oskarsson i Maanum, podejmą na własnym boisku zawsze niewygodne Örebro. Dzień później do gry wejdzie Rosengård, próbując zrewanżować się Eskilstunie za wiosenną porażkę na Tunavallen. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie doświadczenie poszczególnych piłkarek, to w stolicy Skanii niewątpliwie zbudowano ekipę, której obawiać powinien się nawet Lyon. Wiemy jednak, że w futbolu o końcowym sukcesie decyduje szereg czynników, więc drużynie z Södermanland szans na sprawienie niespodzianki zabierać absolutnie nie można. Tym bardziej, że atak Larsson – Kullashi zdolny jest do rzeczy naprawdę wielkich. W dwóch ostatnich meczach dwunastej kolejki zmierzą się zespoły sąsiadujące ze sobą w ligowej tabeli: na Vilans IP Kristianstad spróbuje wypchnąć z czołowej szóstki stołeczne Djurgården, natomiast w Vittsjö Anders Johansson zadebiutuje w roli współtrenera miejscowej drużyny w meczu przeciwko Kvarnsveden z Tabithą, ale bez Temwy Chawingi w składzie.

omg12_1

omg12_2

omg12_3

omg12_4

omg12_5

omg12_6

Jesienny skarb kibica

original

Fot. Bildbyrån

Piłkarskie lato 2017 było całkiem intensywne. Sensacyjne rozstrzygnięcia na EURO, kolejne elektryzujące ruchy transferowe, czy wreszcie nowe otwarcie w szwedzkiej kadrze skutecznie zajmowały nam czas i sprawiły, że siedem długich tygodni upłynęło w zasadzie jak jeden dzień. W końcu nadszedł jednak moment, aby powrócić do ligowej rzeczywistości, która tej jesieni najprawdopodobniej dostarczy nam nie mniej wspaniałych, futbolowych doznań niż niejeden wielki turniej. Do rozegrania pozostało jeszcze jedenaście kolejek Damallsvenskan i Elitettan oraz finał krajowego pucharu i możemy być pewni, że absolutnie każde z czekających nas spotkań będzie miało swoją niepowtarzalną dramaturgię.

W najbliższych miesiącach na szwedzkich boiskach nie obejrzymy już Lieke Martens, Amandy Ilestedt, Magdaleny Eriksson i Jessiki Samuelsson. Jest to niewątpliwie swego rodzaju strata, ale kluby Damallsvenskan w pełni zadbały o to, aby transferowa karuzela kręciła się także w drugą stronę. Do Malmö powróciła Caroline Seger, która wprawdzie w Lyonie nie była zawodniczką, od której rozpoczynano ustalanie wyjściowej jedenastki, ale jednak trudno przejść obojętnie obok faktu, że dołożyła sporą cegiełkę do wywalczenia przez jej były już klub potrójnej korony. Inną piłkarką, która zdecydowała się kontynuować karierę w stolicy Skanii jest świeżo upieczona wicemistrzyni Europy Simone Boye, czyli zdecydowanie najmocniejszy punkt duńskiej defensywy na holenderskim turnieju. Można było się spodziewać, że transferowa ofensywa Rosengård nie pozostanie bez odpowiedzi ze strony Linköping i rzeczywiście oprócz wyczekiwanej w Östergötland od przynajmniej sześciu miesięcy Kosovare Asllani, kadrę mistrzyń Szwecji zasiliły Anna Oskarsson, Nicoline Sørensen oraz Frida Maanum. Powrót do – jak się później okazało – skutecznej strategii z czasów początku kadencji Martina Sjögrena jest tu aż nadto widoczny, a sympatycy LFC mogą tylko mieć nadzieję, że pozyskane właśnie piłkarki podążą tropem Harder czy Blackstenius. Warto podkreślić, że podczas niezwykle intensywnego, letniego okienka aktywne były nie tylko dwa czołowe kluby szwedzkiej ekstraklasy. Eskilstuna pozyskała bowiem nieprzypadkowo nazywaną największym talentem szwedzkiej piłki Loretę Kullashi (zainteresowany nią był m.in. Manchester), do Borlänge zawitają Brianne Reed oraz Temwa Chawinga (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa), Göteborg spróbuje załatać defensywne luki przy pomocy Line Geltzer Johansen oraz Taylor Leach, a podobne zadanie w Vittsjö otrzyma zapewne grająca dotychczas w Montpellier Genessee Daughetee.

Nieco spokojniejsze lato zafundowały swoim sympatykom liderki Elitettan, najwyraźniej wychodząc z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Zarówno w Växjö, jak i w Kalmar, ostatnie tygodnie przyniosły jedynie kosmetyczne roszady i wydaje się, że obaj trenerzy zamierzają jesienią bazować na tej samej grupie piłkarek, która z powodzeniem rywalizowała na ligowych boiskach wiosną. Ciekawe wzmocnienia były za to udziałem dwóch ekip z grupy pościgowej: AIK pozyskał dwie zawodniczki grające dotychczas w Damallsvenskan (Sandrę Lindkvist oraz Elin Wahlström), zaś Umeå poszukało szczęścia poza granicami kraju, w efekcie czego na północy Szwecji zameldowały się Irlandka Lauren Wade oraz Nigeryjka Ebere Orji. Zgodnie z tradycją, zdecydowanie największy chaos panował w Östersund, gdzie znów postanowiono wymienić pół kadry i poczekać na efekty. Zakontraktowanie Venery Rexhi oraz pięciu Amerykanek w przedostatnim dniu okienka w normalnych warunkach można by odczytać jako zapowiedź systematycznego marszu w górę tabeli, ale nie zapominajmy, że mówimy o klubie, przez który tylko w ostatnich trzech latach przewinęło się ponad osiemdziesiąt (!) piłkarek, a niemal jedną trzecią tej liczby stanowiły zawodniczki zza oceanu. Czy w takich warunkach da się osiągnąć jakikolwiek realny sukces? Przekonamy się w listopadzie.

Szwedzkie okienko transferowe jest już oficjalnie zamknięte, ale nie zapominajmy, że kluby wciąż mogą pozyskiwać zawodniczki z wolnego transferu oraz kontraktów amatorskich. Wydaje się jednak, że większość zespołów Damallsvenskan oraz Elitettan uzupełniła już swoją kadrę na jesień 2017, w związku z czym najwyższy czas zaprezentować najbardziej aktualną wersję szwedzkiego skarbu kibica (będzie on systematycznie uzupełniany w zakładce na górze strony). Mam nadzieję, że pomoże on nie tylko lepiej przygotować się do decydującej fazy rozgrywek, ale także ułatwi śledzenie boiskowych zmagań. Piłkarską jesień czas zacząć!