Cudu nie było …

mcfc

Manchester City wyszarpał zwycięstwo w Göteborgu (Fot. Tommy Holl)

… bo być go po prostu nie mogło. Choć trzeba uczciwie przyznać, że środowa potyczka Göteborga z Manchesterem City rozpoczęła się dla nas tak pięknie, że o taki początek meczu nie prosiliśmy nawet w najbardziej odważnych, optymistycznych snach. Wicemistrzynie Anglii nie zdążyły bowiem przeprowadzić swojej pierwszej, składnej akcji, a już musiały odrabiać na Valhalli straty. Stało się tak za sprawą grającej dziś w wyjściowej jedenastce Anny Csiki, która urwała się lewym skrzydłem, jednym zwodem oszukała duet Bronze – Houghton i zacentrowała idealną piłkę w kierunku Pauline Hammarlund. Zwyciężczyni klasyfikacji punktowej Damallsvenskan natychmiast oddała niesygnalizowany strzał, z którym poradziła sobie jeszcze Ellie Roebuck, ale wobec dobitki Vilde Bøe Risy jedna z najbardziej utalentowanych golkiperek młodego pokolenia była już całkowicie bezradna. Po 124 sekundach gry Göteborg prowadził więc z murowanym faworytem do awansu, a pięć minut później mógł stanąć przed kapitalną szansą, aby swoją przewagę podwoić. Mógł, gdyż pędzącą na bramkę gości Stinę Blackstenius zatrzymał gwizdek czeskiej sędzi Jany Adamkovej, która chwilę wcześniej dopatrzyła się faulu Hammarlund na Alex Greenwood. Czy słusznie? Podstawy do podjęcia takiej właśnie decyzji w tej sytuacji niewątpliwie były, ale z drugiej strony wielokrotnie widzieliśmy, że w analogicznych przypadkach arbitrzy nakazywali grać dalej. Tak, czy inaczej, pierwszy kwadrans wlał w nasze serca mnóstwo optymizmu i nieśmiało zaczęliśmy marzyć, że może oto nadszedł dzień, w którym osłabiony niemal do granic kadrowych możliwości Göteborg zostanie sprawcą największej sensacji 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń.

Największy problem mistrzyń Szwecji 2020 polegał jednak na tym, że mecz piłkarski rozgrywany jest na dystansie nie piętnastu, lecz dziewięćdziesięciu minut. A przyjezdne z Manchesteru, po niemrawym początku, zaczęły rozpędzać się tak bardzo, że ciężar gry błyskawicznie przeniósł się nie tyle na połowę Göteborga, co na przedpole bramki Jennifer Falk. Reprezentacyjna golkiperka robiła, co mogła, ale trzeba uczciwie przyznać, że defensywa KGFC nie ułatwiała jej dziś zadania. Grające na kompletnie nie swoich pozycjach Koivisto i Roddar w niczym nie przypominały piłkarek, których grą tak często zachwycaliśmy się na boiskach Damallsvenskan, a kurczowe trzymanie się ustawienia z trójką stoperek sprawiało, że Chloe Kally oraz Janine Beckie miały w swoich sektorach tyle wolnej przestrzeni, że same  były tym faktem nieco skonfundowane. Kolejnym problemem była liczba niecelnych podań i niewymuszonych strat na własnej połowie, które bezpośrednio przekładały się na coraz większą częstotliwość bramkowych okazji po stronie Manchesteru City. Momentami można było odnieść wrażenie, że to nie Keira Walsh do spółki z Caroline Weir, a defensorki Göteborga posyłają najlepsze piłki w kierunku Stanway czy Kelly. Bardzo długo jednak dopisywało nam w tym meczu szczęście, którego czasami mieliśmy tak wiele, że w odstępie mniej więcej trzydziestu sekund dwukrotnie ratował nas słupek. Na tym poziomie liczenie wyłącznie na przysłowiowego farta nie jest jednak dobrym pomysłem, o czym ostatecznie przekonaliśmy się w 41. minucie. Uderzenie z dystansu Stanway raz jeszcze zatrzymało się na słupku, ale odbita od niego futbolówka zatańczyła jeszcze na linii bramkowej i wtoczyła się do siatki. Szkoda, ale z drugiej strony ostrzeżeń wysyłanych przez wicemistrzynie Anglii było przecież aż nadto …

Druga połowa to kontynuacja absolutnej dominacji przyjezdnych, którą udało się im udokumentować tylko i aż jednym golem. Znajdująca się ostatnio w wybornej formie Weir dośrodkowała na głowę Samanthy Mewis, a ta pokazała dlaczego nadany jej nie tak dawno przydomek The Tower of Power jak najbardziej ma sens. Gol reprezentantki USA zapewnił więc gościom z Manchesteru skromne zwycięstwo, które jednak mogło być zdecydowanie bardziej okazałe gdyby nie instynktowne parady Jennifer Falk. To właśnie one, wraz z ogromnymi pokładami szczęścia, pozwoliły mistrzyniom Szwecji przetrwać bez znaczących strat kolejne fale naporu piłkarek Garetha Taylora. Co więcej, w samej końcówce Filippa Angeldal miała nawet na nodze piłkę na remis, ale gdyby po jej strzale padł gol, to jeszcze bardziej zamazałby on prawdziwy obraz meczu. A ten wyglądał tak, że piłkarkom z Göteborga ewidentnie brakowało sportowej jakości. Niejako z konieczności skrzydła mistrzyń Szwecji napędzać musiały dziś Anna Csiki, Hanna Wijk oraz Hanna Andersson, czyli zawodniczki, które jeszcze dwa miesiące temu nie zawsze łapały się do osiemnastki na starcia z rywalkami pokroju Örebro czy Umeå. I jeśli coś ma na zawsze zostać wizytówką tego meczu, to chyba właśnie to. Szkoda, bo o ile ciekawiej wyglądałoby dzisiejsze starcie, gdyby mogły wystąpić w nim Emma Berglund, Natalia Kuikka, Beata Kollmats, Elin Rubensson, Julia Zigiotti i Rebecka Blomqvist. Gdyby Blackstenius i Koivisto były w pełni formy, a Roddar i Curmark mogły zagrać na swoich pozycjach. Niestety, los chciał tak, że w rywalizacji z niemal najsilniejszą wersją Manchesteru City, musieliśmy łatać meczową kadrę posiłkami z drużyny U-19. I chyba w tym całym, grudniowym zgiełku najbardziej szkoda tego, że w ogóle nie dostaliśmy szansy, aby skonfrontować nasz mistrzowski Göteborg z drużyną europejskiej czołówki. Faworyt oczywiście wciąż pozostawałby ten sam, ale przynajmniej dalibyśmy sobie szansę …

******

Większych emocji nie było w Tbilisi, gdzie Rosengård bez jakichkolwiek problemów rozprawił się ze sprawczyniami najbardziej głośnej sensacji obu rund eliminacyjnych. Bohaterką starcia w stolicy Gruzji była niewątpliwie Jelena Cankovic, która miała bezpośredni udział przy sześciu golach strzelonych przez ekipę Jonasa Eidevalla. Reprezentantka Serbii na listę strzelczyń wpisała się już w 7. minucie gry, a następnie trzykrotnie asystowała swoim klubowym koleżankom i zanotowała jedno kluczowe podanie (choć mówiąc bardziej precyzyjnie był to niecelny strzał, który chwilę później na gola zamieniła Anna Anvegård). Patrząc na liczbę celnych strzałów po stronie wicemistrzyń Szwecji (aż 28!), możemy zastanawiać się, jakim cudem ambitnym Gruzinkom udało się ostatecznie uniknąć dwucyfrowej porażki. Już za tydzień piłkarki z Malmö będą miały jednak okazję, aby ten stan rzeczy zmienić i rok 2020 zakończyć najbardziej okazałym zwycięstwem. A szybka analiza potencjału ofensywnego Rosengård każe przypuszczać, że bramkarkę Lanczchuti Tatię Gabunię za siedem dni czekać będzie równie intensywne popołudnie.


1/16 finału Ligi Mistrzyń:

Lanczchuti – Rosengård 0-7 (Cankovic 7., Kaneryd 18., Anvegård 19., Troelsgaard 26., Bennison 28., Viggosdottir 32., Seger 74.)

Göteborg – Manchester City 1-2 (Bøe Risa 3. – Stanway 41., Mewis 76.)

Puchar rozlosowany

lottning

Fot. CMore

Jakie są trzy największe absurdy współczesnego futbolu? Po pierwsze VAR; chyba każdy, kto przynajmniej pobieżnie śledził francuski mundial, nie będzie potrzebował w tym punkcie dodatkowej argumentacji. Po drugie psucie wszystkich wielkich turniejów poprzez rozszerzanie ich do rozmiarów wykraczających daleko poza granice zdrowego rozsądku. I wreszcie po trzecie stosowanie kryterium geograficznego podczas losowania fazy grupowej Pucharu Szwecji. Jasne, żyjemy w takich czasach, że rezygnacja z tego klucza oznaczałaby potencjalnie większą liczbę dalekich podróży, których obecnie wszyscy chcemy raczej unikać, ale jednak całkowitą niedorzecznością jest podział, według którego sześć najwyżej rozstawionych ekip znajduje się ostatecznie po jednej stronie drabinki. A z dokładnie taką sytuacją mieliśmy do czynienia dziś wieczorem.

Skoro jednak pucharowej rzeczywistości nie zmienimy, to przyjrzyjmy się kto w największym stopniu skorzystał tym razem z uśmiechu fortuny. A zwycięzcę w tej kategorii wskazać nietrudno, gdyż aby to zrobić, wystarczy jedno spojrzenie w kierunku grupy 4. Stołeczny Djurgården przystąpi do marcowych bojów już bez Olivii Schough, ale na drodze do fazy pucharowej naprzeciwko drużyny prowadzonej przez Pierre’a Fondina stanie trzech przedstawicieli Elitettan! Co więcej, każdy z obecnych tu drugoligowców najprawdopodobniej wyjdzie z zimowego okienka transferowego mniej lub bardziej rozbity, co jeszcze bardziej przemawia na korzyść szans Dumy Sztokholmu. Z drugiej jednak strony w takim Umeå także są świadomi, że oto właśnie na loterii trafił się szczęśliwy los, a taka okazja na awans do półfinału może się szybko nie powtórzyć. Podobnie rozumuje z pewnością komplet zespołów z grupy 3, gdzie teoretycznie najwyżej rozstawione jest Örebro, ale to Eskilstuna i Hammarby na papierze wydają się najpoważniejszymi pretendentami do zajęcia pierwszej lokaty. Stawkę uzupełnia Sundsvall, ale beniaminka Elitettan – pomimo ogromnej sympatii – trudno zaliczyć tu do grona faworytów.

Zdecydowanie poważniejsze granie szykuje nam się za to w obu grupach południowych. W pierwszej najprawdopodobniej znów zetrą się dobre znajome z Göteborga oraz Linköping i naprawdę trudno nie czekać na kolejny rozdział w najnowszej historii rywalizacji tych dwóch ekip. A przecież do tej zabawy dołączy jeszcze zawsze nieobliczalne Växjö, które przy dobrym układzie jest w stanie wygrać z każdym i nieco słabszy personalnie, ale żądny rewanżu po katastrofalnym sezonie 2020 Lidköping. Grupa 2 to już natomiast nieoficjalne mistrzostwa Skanii w iście galowym składzie. Rosengård, Kristianstad i Vittsjö razem to niewątpliwie przepis na pyszne, futbolowe danie, które szczyptą drugoligowej egzotyki przyprawi nam dodatkowo Alingsås.

Przypominamy, że mecze fazy grupowej Pucharu Szwecji rozegrane zostaną w marcu 2021. Wstępne terminy trzech kolejek grupowych zmagań to: 13-14 marca, 20-21 marca oraz 27-28 marca.

Rok wykonanych planów

contentmedium

Awans na angielskie EURO reprezentantki Szwecji świętowały na pustym Gamla Ullevi (Fot. Getty Images)

Ostatni w tym roku mecz kadry Petera Gerhardssona za nami, a skoro tak, to najwyższy czas przejść do tradycyjnego podsumowania minionych dwunastu miesięcy w wydaniu reprezentacyjnym. Z przyczyn obiektywnych tym razem nie mamy aż tak wiele materiału do analizy, ale szwedzkie piłkarki postarały się o to, aby przynajmniej dorobek strzelecki prezentował się całkiem okazale. Inna sprawa, że jesienią graliśmy przede wszystkim z rywalkami, które pomimo wielkich pokładów chęci i ambicji, wykazywały gigantyczne braki w wyszkoleniu, co w sposób oczywisty ułatwiało nam zdobywanie kolejnych goli. Ze względu na przełożenie Igrzysk Olimpijskich w Japonii, celem numer jeden było w tym roku wywalczenie awansu na angielskie EURO i drużynie Petera Gerhardssona bez większych turbulencji udało się go zrealizować. Po drodze nie obyło się wprawdzie bez wpadki na Islandii, gdzie udało nam się wyszarpać remis głównie dzięki przychylności sędzi liniowej, ale już rewanż na Gamla Ullevi nie pozostawił żadnych wątpliwości co do tego, która z drużyn zasłużyła na pierwsze miejsce w tabeli grupy F. Starcia z nieco słabszymi rywalami w obrazku także wyglądały zdecydowanie lepiej niż miało to miejsce na przykład podczas kadencji poprzedniej selekcjonerki, ale musimy oczywiście brać poprawkę na to, że na prawdziwy test wartości szwedzkiej kadry musimy poczekać przynajmniej do wiosny. Z drugiej jednak strony, trzeci raz z rzędu możemy powiedzieć, że w nowy, reprezentacyjny rok wchodzimy z dużymi pokładami optymizmu i naprawdę warto ów stan rzeczy docenić.

No dobrze, a jak te wszystkie boiskowe wydarzenia wyglądają w ujęciu liczbowym? Otóż całkiem przyzwoicie! Podczas ostatnich dwunastu miesięcy kadra Petera Gerhardssona rozegrała 8 meczów, spośród których 5 zakończyło się jej zwycięstwem, 1 remisem, a 2 porażką. Stosunek bramek? 27-4, tradycyjnie na plus. Najlepszymi strzelczyniami reprezentacji Szwecji w roku 2020 zostały Anna Anvegård oraz Lina Hurtig, zdobywczynie 4 goli. Z identycznym dorobkiem wewnętrzną klasyfikację asystentek wygrała natomiast – co nie jest chyba jakimkolwiek zaskoczeniem – Kosovare Asllani. Pewnego stopnia niespodzianką może być za to fakt, że tuż za plecami pomocniczki madryckiego Realu znalazł się w tym zestawieniu duet Anna AnvegårdOlivia Schough, czyli dwie piłkarki, które podczas lutowych powołań na Puchar Algarve znalazły się poza kadrą. Warto jednak pamiętać o tym, że Asllani zapisała na swoim koncie również znaczącą liczbę tak zwanych asyst drugiego stopnia (lub kluczowych podań) i gdyby one także liczyły się do oficjalnych statystyk, to pozycja urodzonej w Kristianstad 31-latki byłaby w tym rankingu niepodważalna.


Reprezentacyjne NAJ – kolekcja 2020:

Najlepszy mecz: Szwecja – Islandia 2-0. Zdecydowanie najważniejszy mecz kończącego się roku. Zwycięzca zapewni sobie bezpośredni awans na EURO 2022, przegrany będzie musiał niecierpliwie wyczekiwać na rozstrzygnięcia w pozostałych grupach eliminacyjnych. Jak reprezentacja Szwecji poradziła sobie z taką presją? Fenomenalnie! Jasne, do starcia na Gamla Ullevi przystępowaliśmy w roli faworyta, ale przecież dopiero co przeżywaliśmy męczarnie na arenie w Reykjaviku (więcej szczegółów poniżej). Rewanż w Göteborgu dobitnie pokazał jednak, która z tych ekip jest na tę chwilę piątą drużyną rankingu FIFA, a która zajmuje w nim lokatę pod koniec drugiej dziesiątki. Symbolem tego meczu na zawsze pozostanie akcja sfinalizowana golem Olivii Schough na 2-0, ale warto zaakcentować także fakt, że ogromną cegiełkę do końcowego zwycięstwa dołożyła niemal bezbłędna postawa formacji defensywnej. Jennifer Falk swój pierwszy poważny sprawdzian w reprezentacyjnej bramce zdała z wyróżnieniem, a postawa Hanny Glas i Jonny Andersson może stanowić materiał szkoleniowy dla bocznych obrończyń z całego świata. Perfekcja. 

Najgorszy mecz: Islandia – Szwecja 1-1. Na Wyspę Gejzerów lecieliśmy pewni swoich umiejętności, ale jednocześnie świadomi klasy rywalek. W porównaniu ze Szwedkami, kadra Islandii mogła pozornie wydawać się młoda i mało doświadczona, ale jeśli brakuje w niej miejsca dla piłkarek prezentujących się solidnie na boiskach Damallsvenskan, to jest to już pewien wyznacznik jej poziomu sportowego. Dwa początkowe kwadranse przyniosły nam wyrównane widowisko, ale im dłużej trwał mecz, tym wyraźniejsza zdawała się być dominacja gospodyń. Dobrą grę udało się Islandkom przypieczętować zdobyciem dwóch prawidłowych goli, ale tylko jeden z nich został ostatecznie zapisany na ich konto. W notesach skautów z całej Europy z pewnością zostały natomiast zapisane nazwiska Sveindis Jane Jonsdottir oraz Alexandry Johannsdottir, które na murawie Laugardalsvöllur zagrały po prostu życiówkę.

Najładniejszy gol: Fridolina Rolfö (na 2-0 z Portugalią). Była 51. minuta meczu na doskonale nam znanym stadionie nieopodal miasta Faro. Jonna Andersson w swoim stylu urwała się lewym skrzydłem, ale dośrodkowana przez nią futbolówka natychmiast została wybita z pola karnego przez Portugalki. Na ich nieszczęście dokładnie w tym miejscu czekała już na nią Fridolina Rolfö, która strzałem w samo okienko ustaliła wynik meczu. Strzałem, którego z pewnością nie obroniłaby żadna golkiperka na świecie.

gettyimages-1157215696-1024x1024

Świetna w klubie, świetna w kadrze. Jonna Andersson ma za sobą niezwykle udany rok (Fot. Alex Grimm)

Piłkarka roku: Jonna Andersson. W ostatnich latach niepodzielnie królowała w tej kategorii Kosovare Asllani, ale rok 2020 przyniósł nam delikatne przetasowanie. Nie ma wielkiej tajemnicy w tym, że największą siłą szwedzkiej kadry był tradycyjnie kolektyw, ale to właśnie postawa bocznych defensorek najczęściej była powodem do zachwytów podczas analizy jesiennych spotkań w ramach eliminacji EURO 2022. Z tego grona najbardziej wyróżniała się natomiast Jonna Andersson, która po słabszym roku 2019 ewidentnie wróciła na właściwe tory zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Ukoronowaniem niezwykle udanej w jej wykonaniu kampanii był pierwszy strzelony w seniorskiej kadrze gol, ale równie wysoko (a być może nawet wyżej!) cenić należy jej asysty, stałe fragmenty, nieustanne rajdy lewym skrzydłem, czy wreszcie czyste przechwyty i odbiory. To wszystko złożyło się na to, że właśnie jej nazwisko znalazło się ostatecznie w tym miejscu, a sama zainteresowana zapowiada, że w kolejnym roku wcale nie zamierza zwalniać tempa. Takie zapowiedzi zdecydowanie lubimy.

Rozczarowanie roku: koronawirus. Negatywny bohater wszystkich tegorocznych rankingów. Jego działalność wykroczyła daleko poza świat sportu i storpedowała nie tylko Igrzyska Olimpijskie w Tokio, czy młodzieżowe EURO w Szwecji, ale przede wszystkim codzienne życie i funkcjonowanie miliardów ludzi na całym świecie. Walki z nim, wbrew temu co starają się nam przekazać wszystkie rządy od lewa do prawa, wygrać się niestety nie udało, ale mamy nadzieję, że rok 2021 będzie dla nas wszystkich początkiem powrotu do względnej normalności, za którą niemal wszyscy tak bardzo tęsknimy.

mathiasbergeld

Jennifer Falk zbiera zasłużone gratulacje za dobry występ przeciwko Islandii (Fot. Mathias Bergeld)

Największa wygrana: Jennifer Falk. Kontuzja Hedvig Lindahl sprawiła, że w decydującej fazie eliminacji EURO tematem numer jeden stała się dość nieoczekiwanie obsada szwedzkiej bramki. Po krótkich eksperymentach szwedzki sztab szkoleniowy postawił ostatecznie na Jennifer Falk i trzeba oddać, że golkiperka Göteborga w chwili największej próby z nawiązką spełniła wszelkie oczekiwania. Bezbłędny występ przeciwko Islandii niewątpliwie przybliżył ją do wyjazdu na Igrzyska do Japonii (oczywiście jeżeli te ostatnie w ogóle się odbędą), ale doceniając jej coraz mocniejszą pozycję, nie będziemy jeszcze obwieszczać, że to właśnie Falk na stałe przejmie za kilkadziesiąt miesięcy reprezentacyjną bluzę z numerem jeden. Nie ma jednak wątpliwości, że na ten moment jest tego celu zdecydowanie najbliżej, co jeszcze rok temu wcale nie było takie oczywiste. 

Najbardziej niedoceniana: Anna Anvegård. Pięć meczów, cztery gole, trzy asysty. Dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan pokazała wreszcie, że trafiać do siatki rywalek potrafi nie tylko w koszulce swojej drużyny klubowej. A miejmy na uwadze fakt, że spośród zawodniczek ofensywnych wcale nie dostała od selekcjonera najwięcej minut. Dodatkowym atutem Anvegård jet niewątpliwie jej wszechstronność, która pozwala jej z powodzeniem sprawdzać się w różnych rolach. Na konkrety z jej strony liczyć możemy niezależnie od ustawienia, czy klasy rywala. A co najważniejsze, nasza bohaterka nie tak dawno obchodziła dopiero 23. urodziny, co oznacza, że przynajmniej w teorii szczyt kariery wciąż jeszcze przed nią. Podobnie jak w przypadku Falk, także i tutaj powstrzymajmy się jednak z ferowaniem wyroków i pochopnym wsadzaniem napastniczki Rosengård w buty Hanny Ljungberg czy Lotty Schelin. Choć nie ukrywamy, że miniony rok mocno rozbudził w tym temacie nasze apetyty.

Szóstka w Trnawie i po sprawie

Football, UEFA Women's Euro Qualifier, Slovakia - Sweden

Piłkarki Göteborga, ze szczególnym uwzględnieniem Filippy Angeldal, zagrały w Trnawie naprawdę świetne spotkanie (Fot. Radovan Stoklasa)

Nieczęsto mamy okazję oglądać mecze reprezentacji Szwecji w grudniu, szczególnie jeśli mówimy tu o eliminacjach do wielkich, piłkarskich turniejów. Zwariowany na każdej możliwej płaszczyźnie rok 2020 przyniósł nam jednak i taką sposobność. Starcie na pustym obiekcie w Trnawie nie miało już żadnego wpływu na ostateczną kolejność w tabeli grupy F, ale kadra Petera Gerhardssona i tak przystąpiła do niego na maksymalnym poziomie koncentracji. Wola zwycięstwa w dobrym stylu nad niżej notowanym rywalem widoczna była w poczynaniu szwedzkich piłkarek od pierwszej do ostatniej minuty, co mając na uwadze różnicę potencjałów obu ekip, błyskawicznie przełożyło się na obraz gry, a w konsekwencji również na końcowy rezultat. Skalę dominacji naszej kadry najlepiej oddaje fakt, że przez cały mecz Słowaczki zaledwie raz skutecznie zagroziły bramce Jennifer Falk, ale nawet wówczas golkiperka Göteborga nie została zmuszona do interwencji. Ta wiele mówiąca statystyka jest jednak wypadkową solidnej i zdyscyplinowanej postawy całej szwedzkiej jedenastki, zaczynając od niemal bezbłędnych dziś defensorek, a kończąc na mającej w tym meczu ogromnego pecha Stinie Blackstenius. 24-letnia napastniczka pokazała się bowiem z naprawdę udanej strony i tylko brak elementarnego szczęścia sprawił, że znów przyszło jej kończyć mecz bez indywidualnej zdobyczy bramkowej.

Snajperkę Göteborga w strzelaniu goli skutecznie wyręczyła jednak klubowa koleżanka. Dla mającej za sobą średnio udany sezon Filippy Angeldal mecz w Trnawie był zaledwie piątym występem w reprezentacyjnych barwach, ale nie mamy najmniejszych wątpliwości, że oto właśnie pierwszy dzień grudnia 2020 na zawsze zapisał się w jej pamięci. Była piłkarka między innymi Hammarby oraz Linköping dwukrotnie pokonała bowiem słowacką bramkarkę Korenciovą, otwierając i zamykając wynik meczu. Jej gole przedzieliły jeszcze cztery trafienia, z których każde miało swoją wymowę. Jonna Andersson i Rebecka Blomqvist właśnie na słowackiej ziemi otworzyły swój bramkowy dorobek w kadrze A (ta ostatnia formalnie dokonała tej sztuki jeszcze jako zawodniczka Göteborga), zaś rekonwalescentka Fridolina Rolfö udanie zrehabilitowała się za fatalne pudło z ubiegłotygodniowej konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt, tym razem zachowując zdecydowanie więcej zimnej krwi w polu karnym rywalek. Ze swojego gola cieszyć mogła się ponadto stoperka turyńskiego Juventusu Linda Sembrant, która raz jeszcze przekonała wszystkich, że przy ofensywnych stałych fragmentach gry jej obecność w szesnastce przeciwniczek zawsze zwiastuje im nie lada kłopoty. Zwycięstwo Szwedek mogło, a być może powinno być jeszcze bardziej okazałe, ale po strzałach Blackstenius i Anvegård futbolówka za żadne skarby nie zamierzała wpadać do siatki, a rzut karny egzekwowany przez Seger skutecznie na rzut rożny sparowała Korenciova. Inna sprawa, że akurat w tej ostatniej sytuacji podopieczne trenera Gerhardssona i tak kilkadziesiąt sekund później cieszyły się z gola.

Moglibyśmy oczywiście na siłę szukać problemów, zauważając na przykład, że aż cztery z sześciu szwedzkich goli padły bezpośrednio po stałych fragmentach gry i był to kolejny w tych eliminacjach mecz, w którym to właśnie ten element piłkarskiego rzemiosła stanowił zdecydowanie najgroźniejszą broń w naszym arsenale. Moglibyśmy klatka po klatce analizować zachowanie słowackich defensorek po dośrodkowaniach Asllani w ich pole karne i utyskiwać, że w finałach Igrzysk lub EURO raczej nie spotkamy się z sytuacją, w której cztery szwedzkie zawodniczki pozostaną w analogicznym przypadku bez jakiegokolwiek krycia. Możemy jednak równie dobrze zauważyć, że gdyby tylko fortuna zechciała uśmiechnąć się dziś do nas nieco szerzej, to goli z gry także mogło paść na stadionie w Trnawie zdecydowanie więcej. Przecież mecz, w którym dobrze dysponowaną Blackstenius cztery razy milimetry dzieliły od pełni szczęścia, ze statystycznego punktu widzenia po prostu nie ma prawa się powtórzyć. Możemy cieszyć się, że wchodzące przy rozstrzygniętym już wyniku Eriksson, Jakobsson, czy Schough dają fenomenalne zmiany i wprowadzają do gry szwedzkiego zespołu mnóstwo ożywienia. Możemy wreszcie celebrować każdego spośród czterdziestu zdobytych w zakończonych właśnie eliminacjach goli i choć zarówno ich formuła, jak i sposób ich rozgrywania momentami budziła jak najbardziej słuszny gniew, to akurat do naszych piłkarek pretensji nie możemy mieć żadnych. One zrobiły dokładnie to, co do nich należało i czego od nich oczekiwaliśmy, kolejny raz stając na wysokości zadania. Tylko tyle i aż tyle. Ot, nowa normalność, która jeszcze nie tak dawno wcale nie była przecież czymś oczywistym. A skoro tak, to cieszmy się chwilą i … do zobaczenia w nowym roku!

Dla kogo EURO 2022?

hi-res-174708040_crop_north

EURO 2013 było szczęśliwe dla reprezentacji Niemiec. Kto pójdzie w ich ślady latem 2022? (Fot. Martin Rose)

Gdyby wciąż obowiązywał nas pierwotny kalendarz, właśnie w tym momencie przygotowywalibyśmy się do losowania grup turnieju finałowego EURO 2021. Wirusowy koszmar sprawił jednak, że cały czas znajdujemy się na etapie eliminacji, a bilety do Anglii jak dotąd zapewniło sobie zaledwie pięć reprezentacji. Nas oczywiście najbardziej cieszy fakt, że w gronie tym znajduje się kadra prowadzona przez Petera Gerhardssona, co było możliwe przede wszystkim dzięki temu, że kwalifikacyjna grupa F już po wznowieniu rozgrywek nie narobiła sobie kolejnych zaległości. Nie wszyscy mieli jednak tyle szczęścia, w wyniku czego na przełomie listopada i grudnia eliminacyjna karuzela niezmiennie kręci się w najlepsze. Wiele przemawia jednak za tym, że najbliższe dni przyniosą nam wiele długo wyczekiwanych odpowiedzi, a lista potencjalnych rywalek szwedzkiej kadry na EURO 2021 2022 wreszcie zapełni się bardziej niż w połowie. A skoro tak, to nie będzie chyba lepszego momentu na to, aby bliżej przyjrzeć się każdej z grup i przeanalizować najbardziej prawdopodobne scenariusze na końcówkę eliminacji.


Grupa A:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Holandia (9/27), Rosja (8/18), Słowenia (8/12)

Tutaj akurat wszystko wydaje się być rozstrzygnięte. Obrończynie tytułu, zgodnie zresztą z przewidywaniami, już zapewniły sobie awans i wiele przemawia za tym, że zakończą kwalifikacyjną kampanię z kompletem punktów. Drugiego miejsca nic nie odbierze natomiast Rosjankom, choć nawet dwa zwycięstwa na koniec eliminacji najpewniej nie wystarczą im do tego, aby uniknąć baraży.

Typ: Awans: Holandia; Baraże: Rosja


Grupa B:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Dania (9/27), Włochy (8/21), Bośnia i Hercegowina (9/15)

Od razu po losowaniu było jasne, że w tej grupie kwestia pierwszego miejsca rozstrzygnie się w bezpośredniej rywalizacji reprezentacji Danii i Włoch. Obie ekipy spotkają się ponownie 1. grudnia, ale warto zauważyć, że przystąpią one do decydującego boju z zupełnie innych pozycji. Podopieczne Larsa Søndergaarda zdążyły już bowiem zagwarantować sobie awans na angielskie EURO, a ćwierćfinalistki ubiegłorocznego mundialu wciąż muszą o niego walczyć. Do zapewnienia sobie bezpośredniej kwalifikacji piłkarki z Półwyspu Apenińskiego potrzebują zwycięstwa w Viborgu, a jeden przywieziony z Danii punkt daje im niespełna pięćdziesiąt procent szans na awans bez baraży.

Typ: Awans: Dania; Baraże: Włochy


Grupa C:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Norwegia (6/18), Walia (7/11), Irlandia Północna (6/8), Białoruś (5/6)

Kadra Norwegii pod wodzą szwedzkiego selekcjonera Martina Sjögrena jak dotąd była w tych eliminacjach nieomylna, dzięki czemu już w październiku definitywnie rozstrzygnięta została kwestia pierwszego miejsca w grupie. W grze o lokatę barażową wciąż pozostają za to trzy reprezentacje, wśród których wszystkie karty w ręku ma jedynie … losowana zaledwie z czwartego koszyka Irlandia Północna. Zawodniczkom z Ulsteru do pełni szczęścia brakuje już tylko i aż domowych zwycięstw nad Białorusią oraz Wyspani Owczymi. Jeśli w którymś z tych spotkań podopiecznym Kenny’ego Shielsa przytrafi się potknięcie, beneficjentkami takiego przebiegu wypadków okażą się Walijki. Matematyczne szanse na baraże wciąż zachowują także Białorusinki, ale w tak wielką liczbę szczęśliwych zbiegów okoliczności nie wierzy chyba nawet sam Alaksandr Łukaszenka.

Typ: Awans: Norwegia; Baraże: Irlandia Północna


Grupa D:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Polska (7/14), Czechy (7/13), Hiszpania (5/13)

Hiszpania w tej grupie wprawdzie nie lideruje, ale to piłkarki Jorge Vildy już za kilka dni mogą świętować awans na EURO. Aby tak się stało, musi jednak zostać spełniony przynajmniej jeden z dwóch warunków. Pierwszym jest zwycięstwo Hiszpanii nad Polską, drugim – wywalczenie przynajmniej czterech punktów w dwóch listopadowo-grudniowych meczach. Taki scenariusz sprawiłby, że o drugą lokatę korespondencyjnie walczyłyby Czeszki i Polki, a arytmetyka tej rywalizacji jest niezwykle prosta. Drużyna Karela Rady zagra w barażach, jeśli w meczu z Mołdawią zdobędzie więcej punktów niż polskie piłkarki przywiozą z Hiszpanii.

Typ: Awans: Hiszpania; Baraże: Czechy


Grupa E:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Finlandia (5/13), Portugalia (4/10), Szkocja (4/9)

Grupa, w której ze względu na ogromne zaległości, wciąż mamy zdecydowanie najwięcej niewiadomych. Co zaskakujące, w najtrudniejszym położeniu spośród faworytek znajdują się na ten moment Szkotki. Piłkarki z Wysp Brytyjskich absolutnie nie mogą pozwolić sobie na wpadkę podczas trwającego właśnie okienka, gdyż ewentualne porażki z Finlandią i Portugalią definitywnie zamknęłyby im drogę do awansu. Na przeciwnym biegunie mamy prowadzoną przez Annę Signeul reprezentację Finlandii, która w najbliższych dniach może wykonać naprawdę spory krok w kierunku powrotu do europejskiej czołówki. Możliwych scenariuszy jest tu jednak tak wiele, że w zasadzie dowolny układ sił w czołowej trójce wydaje się być jak najbardziej prawdopodobny i bez względu na końcowe rozstrzygnięcia akurat w tej grupie nie będziemy raczej mówić o sensacji.

Typ: Awans: Finlandia; Baraże: Szkocja


Grupa G:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Francja (6/16), Austria (6/16), Serbia (7/12)

Kolejna z grup, w której dwa pierwsze miejsca zostały już rozdzielone. 27. listopada w Guingamp Francuzki i Austriaczki zagrają jednak o zwycięstwo w grupie i bezpośredni awans na EURO. Ten ostatni z dużą dozą prawdopodobieństwa przypaść może jednak także pokonanym, jeśli tylko uda im się wywalczyć komplet oczek w ostatnim meczu eliminacji (Austriaczki zmierzą się w nim z Serbkami, zaś Francuzki z Kazaszkami). Remis w rywalizacji francusko-austriackiej to z kolei niemal pewny awans obu ekip, przy założeniu, że żadna z nich nie zgubi nieoczekiwanie punktów cztery dni później.

Typ: Awans: Francja i Austria


Grupa H:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Szwajcaria (7/19), Belgia (7/18), Rumunia (7/9)

Sytuacja niemal analogiczna do tej z grup B oraz G. 1. grudnia reprezentacja Belgii podejmie Szwajcarię na stadionie w Leuven i jeśli wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko, zagwarantuje sobie awans na EURO 2022. Szwajcarkom do wywalczenia bezpośredniej kwalifikacji wystarczy natomiast remis na terenie najgroźniejszych grupowych rywalek. Solidna postawa w meczach z niżej notowanymi ekipami podpowiada jednak, że oba czołowe zespoły grupy H już za kilka dni mogą mieć sporo powodów do świętowania.

Typ: Awans: Szwajcaria i Belgia


Grupa I:

Aktualna sytuacja (mecze/punkty): Niemcy (6/18), Irlandia (7/13), Ukraina (7/12)

Eliminacje do wielkich turniejów to dla reprezentacji Niemiec wyłącznie formalność i nie inaczej było także tym razem. Za plecami faworytek toczy się jednak interesujący bój o udział w barażach i choć długo wydawało się, że pewniakiem do zajęcia drugiej lokaty są Irlandki, to fenomenalny finisz Ukrainek sprawił, że musieliśmy nieco zmodyfikować nasze przewidywania. Podopieczne Natalii Zinczenko wygrały bowiem cztery mecze z rzędu i jeśli w ostatniej kolejce eliminacji wywalczą w starciu z Czarnogórą więcej punktów niż Irlandki przeciwko Niemkom, to Ukraina stanie przed szansą powrotu na wielką, piłkarską imprezę po trzynastoletniej przerwie.

Typ: Awans: Niemcy; Baraże: Ukraina


Rozstawienie ma znaczenie

gett

Fot. Getty Images

Rozstawienie ma znaczenie, czyli #SeedingMatters – te słowa najbardziej trafnie podsumowują zakończone właśnie losowanie 1/16 finału kadłubowej (jeszcze bardziej niż zwykle) Ligi Mistrzyń. Choć zdecydowanie bardziej trafna byłaby tu nazwa Pucharu Mistrzyń, gdyż o jakiejkolwiek lidze nie ma w tegorocznych rozgrywkach mowy, a zmagania o tytuł najlepszej klubowej drużyny na kontynencie od początku do końca toczą się wyłącznie systemem pucharowym. Oczywiście, w tym szczególnym wypadku wina za taki stan rzeczy spoczywa przede wszystkim na trudnej sytuacji epidemicznej w Europie, ale w takich dniach jak dzisiejszy jeszcze bardziej doceniamy fakt, że od następnego roku piłkarska Liga Mistrzyń wreszcie doczeka się należnego sobie prestiżu.

Zanim jednak zagramy w tej zdecydowanie bardziej elitarnej wersji europejskich pucharów, czeka nas jeszcze dokończenie sezonu 2020/21 z finałem na Gamla Ullevi. Droga do niego wiedzie przez cztery zwycięskie dwumecze, a pierwszy z nich obaj przedstawiciele Damallsvenskan rozegrają już w grudniu. W zimowej scenerii zdecydowanie łatwiejsze zadanie czeka piłkarki FC Rosengård, które o awans do najlepszej szesnastki powalczą z gruzińskim KSK Lanczchuti. Drużyna z siedmiotysięcznego miasteczka w zachodniej Gruzji sprawiła zdecydowanie największą sensację eliminacji, odprawiając kolejno kazachski Okżetpes Kokczetaw oraz rumuńską Olimpię Kluż. Wyczyn ten został zresztą odpowiednio doceniony przez mieszkańców, którzy pomimo ulewnego deszczu owacjami i pokazem fajerwerków powitali powracającą ze zwycięskich bojów drużynę. Wydaje się jednak, że piękna i wspaniała europejska przygoda byłych już mistrzyń Gruzji zakończy się właśnie na 1/16 finału, gdyż drużyna Jonasa Eidevalla na każdej pozycji dysponuje zdecydowanie większym potencjałem od swoich rywalek. I nie ma co kryć, że awans do kolejnej fazy zmagań jest dla klubu z Malmö obowiązkiem, a każde inne rozstrzygnięcie byłoby największą w historii kompromitacją szwedzkiej piłki klubowej.

Nieco innego rodzaju wyzwanie czeka ekipę z Göteborga, która zainauguruje pucharową kampanię starciem z angielskim Manchesterem City. Przeciwnik reprezentujący prawdopodobnie najsilniejszą ligę na świecie nie jest oczywiście wymarzonym rywalem na tym etapie rozgrywek, ale skoro rzeczywistości nijak już nie zmienimy, to warto podejść do tego dwumeczu bez przesadnej bojaźni. Ot, na przykład identycznie, jak do ubiegłorocznej potyczki z Bayernem, w której to Göteborg zaprezentował się lepiej od wicemistrzyń Niemiec pod względem piłkarskim i najpewniej awansowałby dalej, gdyby nie fałszywe tony z czeskiego gwizdka pani Adamkovej. Jasne, Manchester City w wersji 2020 to wyzwanie zdecydowanie trudniejsze niż Bayern w wersji 2019, ale jeśli chce się zagrać w maju na Gamla Ullevi, to i takie przeszkody trzeba pokonywać. Inna sprawa, że drużyna prowadzona od niedawna przez Walijczyka Garetha Taylora wydaje się produktem kompletnym i trudno znaleźć w nim jakiekolwiek słabe punkty. Na bramce mamy bowiem najbardziej utalentowaną golkiperkę młodego pokolenia w osobie Ellie Roebuck, o sile defensywy stanowią takie zawodniczki jak Bronze, Houghton, Greenwood, czy Stokes, w drugiej linii brylują między innymi dwie mistrzynie świata Samantha Mewis oraz Rose Lavelle, a za zdobywanie goli odpowiedzialne są takie nazwiska jak White, Stanway i Kelly. Piękno futbolu tkwi jednak także w jego nieprzewidywalności, więc nawet jeśli Göteborg przystąpi do grudniowej rywalizacji osłabiony brakiem Zigiotti, Berglund, Kuikki i Blomqvist, to przed pierwszym gwizdkiem absolutnie nie możemy odbierać mistrzyniom Szwecji szans. Tym bardziej, że nastroje w obozie KGFC są po losowaniu jak najbardziej bojowe. Julia Roddar zapowiada, że Göteborg będzie w stu procentach przygotowany zarówno defensywnie, jak i ofensywnie i nie boi się sytuacji, w której to rywalki z Manchesteru zechcą prowadzić grę. Jennifer Falk dodaje natomiast, że ta rywalizacja będzie miała dla niej wyjątkowy charakter i jako zdeklarowana fanka Manchesteru United postara się o jedyne właściwe rozstrzygnięcie. I tak ma być, i o to chodzi!


Zestaw par 1/16 finału Ligi Mistrzyń:

SKN St. Pölten (Austria) – FC Zürich (Szwajcaria)

KSK Lanczchuti (Gruzja) – FC Rosengård

FC Göteborg – Manchester City WFC (Anglia)

AC Sparta Praga (Czechy) – Glasgow City FC (Szkocja)

Juventus FC (Włochy) – Olympique Lyon (Francja)

ZFK Spartak Subotica (Serbia) – VfL Wolfsburg (Niemcy)

ACF Fiorentina (Włochy) – SK Slavia Praga (Czechy)

SL Benfica (Portugalia) – Chelsea FC (Anglia)

ZNK Pomurje (Słowenia) – Fortuna Hjørring (Dania)

Żytłobud-2 Charków (Ukraina) – BIIK-Kazygurt Szymkent (Kazachstan)

Vålerenga IF (Norwegia) – Brøndby IF (Dania)

AFC Ajax (Holandia) – FC Bayern Monachium (Niemcy)

PSV Eindhoven (Holandia) – FC Barcelona (Hiszpania)

FK Mińsk (Białoruś) – Lillestrøm SK (Norwegia)

GKS Górnik Łęczna (Polska) – Paris Saint-Germain (Francja)

Servette FC Chenois (Szwajcaria) – Atletico Madryt (Hiszpania)