Szwedzkie TOP 50 – pomocniczki

seger

W drugiej linii bez zmian – Caroline Seger wciąż niepodważalną liderką (Fot. Bildbyrån)

Nie ma co się oszukiwać, rywalizacja wśród klasycznych pomocniczek nie stała w tym roku na przesadnie wysokim poziomie, ale nie jest to bynajmniej wina tej, która tę klasyfikację w kończącej się właśnie dekadzie całkowicie zdominowała. Nie inaczej było zresztą w roku 2020, w którym to Caroline Seger jako jedyna Szwedka znalazła się w najlepszej jedenastce Damallsvenskan, a w kadrze jako kapitanka poprowadziła najważniejszą drużynę w kraju do pewnego awansu na angielskie EURO. Indywidualnie zbliżyła się przy okazji do mocno wyśrubowanego rekordu Therese Sjögran, ale o nim więcej i bardziej donośnie wspominać będziemy zapewne już w roku 2021. U boku tak doświadczonej koleżanki harmonijnie rozwija się talent Hanny Bennison, która jeszcze przed osiemnastymi urodzinami wzbudzała niemałe zainteresowanie francuskich i angielskich gigantów. Młoda pomocniczka ostatecznie zdecydowała się jeszcze pozostać w Malmö i z perspektywy czasu decyzja ta wydaje się być nadzwyczaj rozsądna. Miniony rok dla Bennison rozpoczął się bowiem wyśmienicie, ale jego końcówka upłynęła już pod znakiem walki najpierw z wirusem, a następnie z urazem mięśniowym. Pozostaje życzyć, aby początek nowej dekady był już całkowicie wolny od takich problemów.

Duet pomocniczek Rosengård niewątpliwie robi wrażenie, ale w Göteborgu także nie mogą narzekać na zawodniczki akurat tej formacji. Julia Roddar nie sprawdziła się jako wahadłowa w rywalizacji z Manchesterem City, ale na boku pomocy spisywała się wprost kapitalne, wielokrotnie ratując swojemu klubowi bezcenne punkty w zwieńczonej sukcesem rywalizacji o najwyższy, ligowy laur. Powrót na pozycję, na której regularnie występowała jeszcze w czasach Kvarnsveden, okazał się w jej przypadku strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Zdecydowanie największym odkryciem roku 2020 w obozie KGFC była jednak niewątpliwie Filippa Curmark. Była zawodniczka Jitexu przeszła błyskawiczną transformację z zawodniczki drugiego szeregu w liderkę, od której tak naprawdę zaczyna się ustalanie składu, a wisienką na torcie był w jej przypadku okraszony golem debiut w pierwszej reprezentacji. Stabilnie na przestrzeni całego sezonu prezentował się także nierozłączny duet Julia ZigiottiFilippa Angeldal. Piłkarki, które wcześniej występowały razem w Hammarby i Linköping, także w Göteborgu niejednokrotnie udowadniały swoją nieprzeciętną, sportową wartość i nie ma przypadku w tym, że obie znalazły się w podsumowującym miniony rok rankingu.

Na osobne słowa uznania zasłużyli sobie także w Kristianstad i choć na nagłówki internetowych portali we wschodniej Skanii zdecydowanie najczęściej trafiały nazwiska Åsland i Summanen, to nie sposób nie docenić roli Alice Nilsson, która jako kapitanka i cicha liderka drugiej linii poprowadziła drużynę Elisabet Gunnarsdottir do historycznego sukcesu. Swoja cegiełkę dołożyła do niego również Anna Welin, która optymalną dyspozycję łapała stosunkowo długo, ale jak już weszła na swój najwyższy poziom, to wszystkie rywalki miały z powstrzymaniem jej nie lada kłopot. Drugą, piłkarską młodość przeżywała w Piteå Josefin Johansson i kto wie, czy gdyby nie jej postawa, to mistrzynie sprzed dwóch lat w ogóle oglądalibyśmy w przyszłym roku w najwyższej klasie rozgrywkowej. Pamiętamy bowiem, że w na pewnym etapie sezonu widmo degradacji zajrzało w oczy klubu z Norrbotten tak mocno, że jego władze zaczęły nawet wstępnie planować budżet na Elitettan. Zdecydowanie bardziej spokojnie ligowy byt zapewnili sobie w Örebro, w czym ogromna zasługa chyba najbardziej niedocenianej zawodniczki roku 2020 Freji Olofsson. 22-latka wróciła do kraju po krótkiej przygodzie w norweskiej Toppserien, z miejsca stając się jednym z największych objawień ligowych boisk. I nie ma absolutnie żadnego przypadku w tym, że w kolejnym sezonie jej talent i kunszt oklaskiwać będą już kibice po drugiej stronie Atlantyku.

03

Szwedzkie TOP 50 – obrończynie

bildbyran

Magdalena Eriksson trzeci raz znalazła się na szczycie rankingu obrończyń (Fot. Bildbyrån)

Jeżeli któraś ze szwedzkich piłkarek może z przekonaniem powiedzieć, że rok 2020 należał do niej, to jest to niewątpliwie Magdalena Eriksson. Miarą sukcesu kapitanki Chelsea może być to, że większość obserwatorów angielskiej FA WSL bez wahania umieściło jej nazwisko w jedenastce sezonu, a informacja o przedłużeniu przez Eriksson kontraktu z londyńskim klubem była fetowana przez kibiców The Blues nie mniej niż transfery Samanthy Kerr, czy Pernille Harder. Swój najlepszy sportowo rok ma za sobą także Jonna Andersson, która wreszcie przypomniała sobie, że swego czasu potrafiła swoimi rajdami i dośrodkowaniami spędzać sen z powiek całej Damallsvenskan. Po przenosinach na Wyspy Brytyjskie jej kariera początkowo nieco wyhamowała, ale w tym roku oglądaliśmy już zawodniczkę kompletną, która nie pozostawia Emmie Hayes żadnych wątpliwości co do obsady lewej obrony. I jeżeli nasz duet z Chelsea może czegoś żałować, to wyłącznie tego, że miniony sezon FA WSL nie został dokończony, w związku z czym nie udało się odzyskać tytułu mistrzowskiego w boiskowej rywalizacji. Medale przyznane przy stoliku to jednak nie do końca to samo, a przecież nie możemy zapominać, że w momencie przerwania rozgrywek to Manchester City formalnie liderował tabeli. Taka szansa najpewniej pojawi się jednak już na wiosnę, a Eriksson, Andersson oraz ich klubowe koleżanki będą mogły przynajmniej na kilka miesięcy uciąć spekulacje co do tego, kto rządzi w angielskiej piłce klubowej.

W swoich ligach całkiem nieźle wygląda także sytuacja Bayernu i Juventusu, czyli zespołów, w których to szwedzkie piłkarki stanowią o sile defensywy. W Monachium bardzo dobrze zaaklimatyzowała się Hanna Glas, dzięki czemu fani z Bawarii nie muszą już drzeć o obsadę prawej flanki defensywy, a Beerensteyn, Schüller czy Lohmann o jakość posyłanych w pole karne piłek. Po przeciwnej stronie boiska w wyjściowej jedenastce najczęściej oglądamy Amandę Ilestedt, która w Bundeslidze stała się jedną z najbardziej wszechstronnych szwedzkich defensorek. A to niewątpliwie atut, który wykorzystać mogą szkoleniowcy nie tylko Bayernu, ale i reprezentacji Szwecji. I wreszcie Linda Sembrant, czyli nasza już bynajmniej nie tajna broń przy ofensywnych stałych fragmentach gry. Doświadczona stoperka Juventusu doskonale wywiązuje się jednak przede wszystkim z zadań defensywnych, choć akurat w dwóch zamykających piłkarski rok 2020 meczach nie zdołała ustrzec się błędów.

A co słychać na krajowym podwórku? Tutaj brylowała przede wszystkim Nilla Fischer, zamykając tym samym usta krytykom, którzy obawiali się, że po transferze do Linköping jej kariera de facto się zakończy. 36-letnia defensorka nie zamierza jednak składać broni, a następnym jej celem wydaje się być wyjazd na Igrzyska do Tokio. I jeśli tylko jej dyspozycja będzie taka, jak w zakończonym właśnie sezonie, to Peter Gerhardsson nie powinien pominąć jej podczas selekcji. Mocną i coraz bardziej ugruntowaną pozycję w rankingu wyrabia sobie również Nathalie Björn, która w kadrze występuje przede wszystkim na szóstce, ale w klubie jest niezmiennie pewnym punktem trzyosobowego bloku defensywnego Rosengård. Na specjalne wyróżnienie zasłużył sobie także duet obrończyń Växjö w osobach Jennie Nordin oraz Nellie Karlsson. Nie ma co się oszukiwać: gdyby nie ich postawa, to drużyna z najmniejszą liczbą strzelonych goli nie mogłaby nawet śnić o tym, aby zakończyć sezon w górnej połówce tabeli. Jedną z rewelacji roku 2020 była ponadto równa, wysoka dyspozycja Josefine Rybrink, która nareszcie potwierdziła, że jej dawny błysk jeszcze w barwach Kungsbacki nie był wyłącznie jednorazowym wyskokiem. I dobrze, bo akurat Kristianstad to chyba najbardziej odpowiednie miejsce do dalszego rozwoju tak dobrze zapowiadających się karier.

02

Szwedzkie TOP 50 – bramkarki

MATHIAS_BERGELD

Jennifer Falk, czyli przez Göteborg do kadry (Fot. Mathias Bergeld)

Koniec roku? A zatem czas na coroczny ranking pięćdziesięciu najlepszych szwedzkich piłkarek ostatnich miesięcy! Kolejny raz lista została podzielona na cztery segmenty, w zależności od pozycji, na których występują dane zawodniczki. Oczywiście, już sam podział może wzbudzać nieco kontrowersji, gdyż w nowoczesnym futbolu zacierają się różnice szczególnie między pomocniczkami, a napastniczkami, ale póki co kryteria oceny pozostają bez zmian w stosunku do tych ubiegłorocznych. Nie jest jednak wykluczone, że w następnym podsumowaniu (jeśli takie w ogóle będzie miało miejsce) z czterech segmentów zrobią się trzy, choć takie rozwiązanie wydaje się mieć mniej więcej tyle samo plusów, co minusów. Z jednej strony pozbylibyśmy się powracającego raz po raz kłopotu klasyfikacji nominalnych skrzydłowych, a także pomocniczek o wybitnie ofensywnych inklinacjach, z drugiej jednak musielibyśmy zmierzyć się z sytuacją, w której Caroline Seger i Filippa Curmark znajdują się w tym samym zestawieniu co Pauline Hammarlund i Anna Anvegård, a trudno akurat o tych piłkarkach powiedzieć, aby na co dzień występowały w podobnych sektorach boiska. Na analizę wszystkich za i przeciw mamy jednak jeszcze całkiem sporo czasu, więc bez zbędnej zwłoki przejdźmy do tego, co na ten moment najistotniejsze.

Bądźmy szczerzy – akurat wśród bramkarek odwrócenia dotychczasowej hierarchii spodziewaliśmy się chyba najmniej. Niepodzielną dominatorką od lat była tu bowiem Hedvig Lindahl i bardzo niewiele wskazywało na to, że cokolwiek może się w tej kwestii zmienić. 38-latka z Sörmland wiosną oddała jednak miejsce w wyjściowej jedenastce Wolfsburga, a po transferze do madryckiego Atletico z gry na dłużej wyłączyła ją kontuzja. A szkoda, bo nie możemy zapominać, że ze stolicą Hiszpanii Lindahl przywitała się w wielkim stylu, świetnym występem przeciwko Barcelonie. Niestety, na kolejne popisy 170-krotnej reprezentantki Szwecji między słupkami będziemy musieli trochę poczekać, a wygranie rywalizacji z Pauline Peyraud-Magnin również nie musi okazać się wyłącznie formalnością. Kłopoty bardziej doświadczonej koleżanki stały się niejako szansą dla Jennifer Falk, która udanymi występami w barwach Göteborga wywalczyła sobie mocniejszą niż kiedykolwiek wcześniej pozycję w reprezentacji. Niestety, przyzwoita dyspozycja Falk była w przypadku szwedzkich golkiperek wyjątkiem potwierdzającym regułę, gdyż pozostałe zawodniczki z tegorocznego rankingu zdecydowanie nie zaliczą roku 2020 do udanych. Emma Holmgren wciąż potrafiła zachwycić fenomenalnymi interwencjami, ale w jej grze brakowało chwilami stabilizacji, którą tak bardzo imponowała w sezonie 2019. Zecira Musovic doszła do jedynego, słusznego wniosku, że w Malmö jej kariera niebezpiecznie weszła w fazę stagnacji i podjęła tyle odważną, co ryzykowną decyzję o zamianie Skanii na Londyn. O jej skutkach informować będziemy na bieżąco, ale trzymamy mocno kciuki, aby historia zatoczyła koło, a szwedzka golkiperka znów stała się idolką fanów z Kingsmeadow. I wreszcie Stephanie Öhrström, która dołożyła cegiełkę do zdobycia przez Fiorentinę wicemistrzostwa Włoch, ale finalnie, w najważniejszych meczach jesieni, przypadła jej wyłącznie rola rezerwowej. A solidna postawa Katji Schroffenegger podpowiada, że o powrót do regularnej gry 33-latka z Trelleborga będzie musiała mocno powalczyć. Najsmutniejszą konstatacją tegorocznego rankingu jest chyba jednak to, że pomimo zastrzeżeń do postawy bramkarek z czołowej piątki, nie znalazł się absolutnie nikt, kto choć w minimalnym stopniu zagroziłby ich pozycji.

01

Grudniowy raport transferowy

Ria-Öling

Ria Öling to kolejna zawodniczka, która zdecydowała się zamienić Växjö na Malmö (Fot. FC Rosengård)

Końcówka roku to dla wielu czas wzmożonych zakupów. Z tej tradycji nie zamierzają wyłamywać się także kluby Damallsvenskan, które jeszcze przed oficjalnym otwarciem okienka transferowego rozpoczęły mozolny proces budowy kadr na sezon 2021. W teorii mają na to jeszcze całkiem sporo czasu, ale w praktyce doskonale wiemy, że najlepsze wejście w nowy, piłkarski rok mają zazwyczaj ci, którzy najpóźniej w drugiej połowie stycznia mają już gotowy trzon zespołu. Inna sprawa, że w obecnej, przedziwnej rzeczywistości musimy oczywiście wziąć poprawkę na to, iż może ziścić się scenariusz, w którym cały wiosenny terminarz ponownie będziemy mogli wyrzucić do kosza. Bilans ostatnich dni na froncie walki z epidemią jest bowiem tak tragiczny, że aż trudno skupić swoje myśli na kwestiach stricte sportowych. Mając jednak nadzieję, że najgorsze już za nami, a początek nowej dekady przyniesie nam wyłącznie dobre wiadomości, przeanalizujmy dotychczasową aktywność dwunastu klubów najwyższej klasy rozgrywkowej na transferowej giełdzie.

Zacznijmy może od dwóch najlepszych ekip sezonu 2020, które najwyraźniej zgodnie wyszły z założenia, że aby kupić, to najpierw trzeba sprzedać. Wraz z upływem kolejnych dni wydłużała się lista zawodniczek, które zdecydowały się opuścić Malmö i Göteborg, a z takiego obrotu sprawy najbardziej zadowoleni byli o dziwo w Wolfsburgu. To właśnie barwy aktualnego mistrza Niemiec już od stycznia reprezentować będą Sofie Svava i Rebecka Blomqvist, a dotychczasowa pewniaczka w bramce Rosengård Zecira Musovic zdecydowała się ostatecznie na kierunek londyński. Na linii Malmö – Göteborg doszło także do nieoczekiwanej zmiany miejsc, w wyniku której Emma Berglund powróciła po czterech latach przerwy do Skanii, zaś Johanna Kaneryd przeniosła się na zachodnie wybrzeże kraju. Nieco skromniej prezentują się dotychczasowe zakupy obu zespołów, choć jeśli wyjdziemy z założenia, że ważniejsza od ilości jest jakość, to nazwiska nowych piłkarek Rosengård niewątpliwie robią wrażenie. W zespole jedenastokrotnych mistrzyń Szwecji będą bowiem występować mająca za sobą najlepszy sezon w karierze Olivia Schough, a także fińska pomocniczka Ria Öling, która swoim transferem niejako kontynuuje konsekwentnie stosowaną przez Therese Sjögran tradycję wyciągania kluczowych zawodniczek z Växjö. Obserwując kariery Jeleny Cankovic oraz Anny Anvegård trzeba jednak uczciwie przyznać, że strategia ta wydaje się być całkowicie trafiona i absolutnie nie widać potrzeby, aby ją zmieniać.

Okienko transferowe to zawsze taki czas, kiedy ze szczególną ciekawością spoglądamy w kierunku beniaminków. Szczególnie jeśli ich parę stanowią dwa utytułowane kluby ze stolicy, które w najbliższej przyszłości bardzo chciałyby nawiązać do lat swojej świetności. Zarówno AIK, jak i Hammarby rozpędzają się jednak bardzo powoli, choć pomimo tego z obu obozów wysłano już jasny sygnał, że tym razem pierwszoligowa przygoda nie będzie wyłącznie kilkunastomiesięcznym epizodem. Hammarby wzmocniło swoje szeregi Evą Nyström oraz Niną Jakobsson, czyli dwiema naprawdę klasowymi piłkarkami występującymi dotychczas na dalekiej Północy. AIK odpowiedział natomiast transferem świeżo upieczonej reprezentantki Japonii Honoki Hayashi, która w minionym sezonie była pewnym punktem rewelacyjnego Cerezo Osaka. Możemy być jednak pewni, że nie jest to jeszcze ostatnie słowo żadnego z beniminków, a sam fakt, że w ich kontekście całkiem poważnie wymienia się nazwiska Janogy czy Nordin świadczy o tym, że kibiców z różnych części Sztokholmu czeka niezwykle intensywny i ciekawy styczeń.

A co słychać w Kristianstad? Tutaj aktualny stan najlepiej określałoby chyba słowo stabilizacja i jest to niewątpliwie doskonała wiadomość dla wszystkich, którzy dobrze życzą drużynie prowadzonej przez Elisabet Gunnarsdottir. Jedynym (choć z pewnością nie ostatnim) nowym nazwiskiem w kadrze klubu ze wschodniej Skanii jest póki co młodzieżowa reprezentantka Serbii Emma Petrovic, ale równie ważną informacją dla fanów KDFF było przedłużenie kontraktów ze wszystkimi kluczowymi zawodniczkami, które przyczyniły się do niebywale udanej kampanii 2020. Charakterystyczną, pomarańczową koszulkę w kolejnym sezonie będą zatem wciąż zakładać między innymi Eveliina Summanen oraz Therese Åsland, co niejako z automatu stawia Kristianstad wśród kandydatów do zajęcia jednego z czołowych miejsc. W tym samym gronie, co na pierwszy rzut oka może być nieco zaskakujące, widzimy także mającą za sobą całkowicie katastrofalny rok Eskilstunę. Na Tunavallen niektórzy spodziewali się prawdziwego trzęsienia ziemi, ale w klubie doszli do chyba jedynego słusznego wniosku, że od rewolucji zdecydowanie bardziej skuteczna jest ewolucja. Trzon kadry pozostał więc właściwie niezmieniony, a defensywa została dodatkowo wzmocniona najlepszą szwedzką bramkarką młodego pokolenia Emmą Holmgren, a także nazwaną przez Sportbladet Odkryciem Roku 20-letnią stoperką z Örebro Emmą Östlund. Z odważnych, choć realnych zapowiedzi jednoznacznie wynika jednak, że budżet United będzie w kolejnym sezonie nieco wyższy niż w obecnym, wobec czego możemy spodziewać się kolejnych ruchów Eskilstuny na transferowej giełdzie i nawet bez specjalnego zdradzania szczegółów wiemy, że przynajmniej w skali lokalnej będzie o nich głośno.

A kto postanowił wykorzystać zimę do przeprowadzenia całkiem sporej, kadrowej rewolucji? Cóż, nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem, że w gronie tych klubów znajdziemy akurat Linköping. Pół-żartem moglibyśmy powiedzieć, że w Östergötland najwyraźniej zbyt mocno hołdują zasadzie nowy rok – nowy ja, ale z szacunku dla fenomenalnych kibiców spod znaku Lejonflocken absolutnie nie będziemy tego robić. Nie da się jednak całkowicie przemilczeć faktu, że mistrzynie Szwecji sprzed trzech lat ponownie wchodzą w sezon z nowym szkoleniowcem, przeorganizowanym sztabem, nowym pomysłem na siebie, nowymi piłkarkami i nową strategią, która tym razem już na pewno ma przynieść oczekiwane efekty. Na te ostatnie będziemy jednak musieli jeszcze trochę poczekać i choć na papierze pozyskanie Kapocs czy Simonsson wydaje się być ruchem jak najbardziej godnym pochwały, to na ferowanie konkretnych wyroków przyjdzie jeszcze czas. Historia nauczyła nas bowiem, że Linköping to takie miejsce, gdzie ruchy pozornie logiczne potrafią przynieść opłakane skutki (i na odwrót). Dla dobra całej ligi życzymy jednak LFC wszystkiego najlepszego i ze wzmożoną ciekawością będziemy przyglądać się, jak nową, piłkarską potęgę buduje w Östergötland Andreé Jeglertz. Aż tak mocarstwowych planów nie mają za to w Örebro, gdzie póki co kreuje nam się główny kandydat do spadku. Kibiców z Behrn Areny również możemy jednak uspokoić, przypominając, że lepiej być skazywanym na pewną degradację w styczniu niż na przykład w październiku. W kilku miastach coś zresztą na ten temat wiedzą.


Bilans transferowy klubów Damallsvenskan (stan na 20. grudnia 2020):

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

Te amo, Viola!

EpX-c8MXYAQCstG

Kto by przypuszczał, że właśnie tak będzie wyglądał najważniejszy ze szwedzkiej perspektywy moment grudniowych emocji z Ligą Mistrzyń? (Fot. Getty Images)

Choć piłkarki z Göteborga wyruszały w podróż do Manchesteru z zaledwie jednobramkowym deficytem z pierwszego meczu, w powodzenie misji awansu do 1/8 finału nie wierzył w obozie mistrzyń Szwecji chyba nikt. Jest to zresztą w pewnym sensie znamienne, gdyż przecież dokładnie rok wcześniej – także po domowej porażce w stosunku 1-2 – udawaliśmy się do Monachium pełni wiary i nadziei. Dziś, pomimo urzędowego optymizmu i niewątpliwie szczerych zapowiedzi o walce do końca, chodziło przede wszystkim o to, aby to rewanżowe spotkanie po prostu rozegrać i uniknąć w nim kompromitacji. Jedno spojrzenie w składy meczowe uzmysławia nam jednak, że do bólu racjonalne podejście było w tym konkretnym przypadku w pełni uzasadnione. Smutna prawda wygląda bowiem tak, że Göteborg szans na sprawienie sobie miłej, noworocznej niespodzianki pozbawił się sam na długo przed pierwszym gwizdkiem meczu na Valhalli. A wszystko, co wydarzyło się później na boisku, było jedynie następstwem kilku błędnych decyzji natury ekonomicznej. I tym razem to klub znad Göty padł ofiarą znanego powiedzenia, że chytry dwa razy traci.

Czy z Emily Sonnett, Natalią Kuikką, Rebecką Blomqvist, Emmą Berglund i Julią Zigiotti (ta ostatnia wypadła akurat przez kontuzję) w składzie mistrzynie Szwecji byłyby faworytkami w rywalizacji z Manchesterem City? Oczywiście, że nie. Ale jest wielce prawdopodobne, że dwumecz rozegrany w optymalnym zestawieniu przyniósłby nam zdecydowanie więcej pozytywnych wspomnień. Stało się jednak inaczej, w wyniku czego musieliśmy zadowolić się kilkunastoma minutami pożyczonego szczęścia, gdy po golu Vilde Bøe Risy Göteborg przez chwilę mógł łudzić się nadzieją. Równie błyskawicznie została ona jednak zgaszona, a rewanż na skąpanym w deszczu Academy Stadium w Manchesterze był już wyłącznie dopełnieniem formalności. Jasne, kilkoma wyśmienitymi paradami ponownie popisała się Jennifer Falk, ale kto wie, czy to frustracja zmienionej w końcówce Stiny Blackstenius nie będzie najlepszym podsumowaniem wyjątkowo krótkiej, europejskiej kampanii ekipy Matsa Grena. Jeśli jednak na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut oddaje się w kierunku bramki rywalek z Anglii jeden celny strzał (inna sprawa, że uderzenie Bøe Risy było naprawdę najwyższej próby), to trudno liczyć na choćby honorową porażkę. Gospodynie zrobiły bowiem dokładnie to, co do nich należało i niezwykle pewnym krokiem wmaszerowały do grona szesnastu najlepszych drużyn w Europie. Jeszcze przed przerwą kapitalnym uderzeniem swoją słabszą nogą wynik spotkania otworzyła Lauren Hemp, a w drugiej części gry dwiema dobitkami z najbliższej odległości ustaliła go Georgia Stanway. Kto wie, być może gdyby w defensywie Göteborga występowały dziś nominalne obrończynie, to utraty przynajmniej jednej z bramek dałoby się uniknąć, ale teraz pozostało nam jedynie na ten temat spekulować. Najpierw jednak wypada pogratulować piłkarkom z Manchesteru awansu, który tak naprawdę ani przez chwilę nie podlegał jakiejkolwiek dyskusji.

******

Wielkich emocji nie spodziewaliśmy się także w Malmö, choć zawodniczki Rosengård w swoim ostatnim oficjalnym występie w roku 2020 postawiły przed sobą ambitny cel strzelenia przeciwniczkom z Gruzji przynajmniej dziesięciu goli. Choć z drugiej strony, jeśli tydzień temu w Tbilisi podopieczne Jonasa Eidevalla uderzały na bramkę Lanczchuti prawie sześćdziesiąt razy, to być może plan ten należałoby nazwać nie tyle ambitnym, ile całkiem realnym. Tak, czy inaczej, wszystko zaczęło się według określonego wcześniej scenariusza, gdyż już w szóstej minucie Sanne Troelsgaard wykorzystała dogranie swojej rodaczki Sofie Svavy, dając w ten sposób sygnał do wielkiego strzelania w stolicy Skanii. Grająca swój ostatni mecz w barwach Rosengård 20-letnia defensorka była zresztą wiodącą postacią pierwszej połowy i to właśnie po jej akcjach na listę strzelczyń wpisały się także Jelena Cankovic oraz również żegnająca się na jakiś czas z Malmö Johanna Kaneryd. Pomimo niewątpliwie wielkich chęci, zawodniczkom z Gruzji ani razu nie udało się tak na poważnie zagrozić bramce Zeciry Musovic, w wyniku czego emocjonować mogliśmy się wyłącznie tym, ile razy futbolówkę z siatki będzie musiała wyciągać Tatia Gabunia. Skończyło się ostatecznie na dziesięciu sztukach, a dwucyfrowe zwycięstwo zapewniła gospodyniom dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan Anna Anvegård. W ramach ciekawostki możemy w tym miejscu podkreślić, że na tym etapie Ligi Mistrzyń żaden klub nie wygrał swojego dwumeczu wyżej niż zrobiły to piłkarki ze Skanii, ale celebrując ten fakt, nie możemy zapominać, że nikt inny nie wylosował w 1/16 finału aż tak słabego przeciwnika. Dla amatorek z małej, gruzińskiej miejscowości sam występ w tej fazie rozgrywek był oczywiście największą możliwą nagrodą, ale my na weryfikację aktualnego potencjału Rosengård musimy poczekać przynajmniej do marca.

******

Jak na ironię, zdecydowanie najbardziej istotny dla szwedzkiej piłki klubowej gol nie padł jednak dziś ani w Malmö, ani nawet w Manchesterze, lecz w Pradze. Co więcej, stało się w okolicznościach cokolwiek dramatycznych. Na boiskowym zegarze dobiegała bowiem końca piąta minuta czasu doliczonego, gdy na strzał rozpaczy po zagraniu Tatiany Bonetti zdecydowała się Daniela Sabatino. Trudno powiedzieć, na ile 35-letnia napastniczka z Florencji rzeczywiście chciała w tamtym momencie zrobić z piłką dokładnie to, co zrobiła, ale w niczym nie zmienia to faktu, że rezerwowa nominalnie golkiperka praskiej Slavii Barbora Sladka lecącej do bramki futbolówki nie zatrzymała, choć od pełni szczęścia dzieliły ją dosłownie milimetry. Ten gol, co akurat w pełni zrozumiałe, wprowadził w ekstazę wszystkich sympatyków Fiorentiny, ale równie mocno fetowano go także w pewnym kraju na północy Europy. Zawodniczka, która przed trzema laty tak bardzo dała się nam we znaki podczas meczu fazy grupowej EURO 2017, w jednej sekundzie odkupiła wszystkie swoje dawne winy, stając się przynajmniej na chwilę ulubienicą całej, piłkarskiej Szwecji. A dlaczego awans Fiorentiny był z naszej perspektywy aż tak kluczowy? Powodów jest aż nadto, ale rozpocznijmy od tego zdecydowanie najbardziej oczywistego: odpadnięcie Slavii Praga w 1/16 finału automatycznie premiuje Rosengård do grona drużyn rozstawionych podczas losowania kolejnej fazy tegorocznych zmagań. Patrząc nieco bardziej dalekowzrocznie: fakt, że piłkarki z Czech w tej edycji europejskich zmagań już nie zapunktują, otwiera przed Rosengård furtkę wyprzedzenia Slavii w klubowym rankingu pięcioletnim, co z kolei zapewniłoby drużynie z Malmö łatwiejsze losowanie w eliminacyjnej fazie play-off ścieżki niemistrzowskiej Ligi Mistrzyń 2021/22. To ostatnie nawet bez wypełnienia tego warunku może i tak stać się udziałem drużyny prowadzonej przez trenera Eidevalla, ale wówczas będziemy zmuszeni na wiosnę kibicować przeciwniczkom madryckiego Atletico i to zarówno na niwie krajowej, jak i europejskiej. I wreszcie trzeci powód, czyli również obejmujący pięć ostatnich sezonów ranking ligowy. O nim więcej opowiemy przy okazji osobnego wpisu dedykowanego pucharowym statystykom, ale już teraz możemy poinformować, że z prawdopodobieństwem sięgającym 99,99% także w sezonie 2022/23 aż trzech przedstawicieli Damallsvenskan będzie mogło spróbować swoich sił w rywalizacji o miano najlepszej drużyny klubowej w Europe. A dzisiejsze rozstrzygnięcia stawiają nas w całkiem wygodnej pozycji, aby prawidłowość ta miała zastosowanie również w edycji 2023/24. To już jednak na tyle odległa przyszłość, że lepiej póki co nie zaprzątać sobie nią głowy. No, chyba że ktoś uwielbia zabawy futbolową statystyką …


1/16 finału Ligi Mistrzyń:

Manchester City 3-0 Göteborg (Hemp 37., Stanway 65., 67.)

Rosengård 10-0 Lanczchuti (Troelsgaard 6., 57., Cankovic 14., 49., 57., Anvegård 17., 68., Kaneryd 30., Bennison 32., Seger 47.)


Potencjalne rywalki FC Rosengård w 1/8 finału:

(losowanie 16. lutego 2021)

Atletico Madryt (Hiszpania)

Fortuna Hjørring (Dania)

Brøndby IF (Dania) – do rozegrania dwumecz przeciwko Vålerenga IF

Lillestrøm SK (Norwegia)

BIIK-Kazygurt Szymkent (Kazachstan)

FC Zürich (Szwajcaria) – do dokończenia dwumecz przeciwko SKN St. Pölten

AC Sparta Praga (Czechy)

ACF Fiorentina (Włochy)

SKN St. Pölten (Austria) – do dokończenia dwumecz przeciwko FC Zürich

Vålerenga IF (Norwegia) – do rozegrania dwumecz przeciwko Brøndby IF

Kadra na IO – prognoza

images

Oficjalnie doczekaliśmy czasów, w których piłkarski turniej na Igrzyskach Olimpijskich stał się najbardziej elitarną imprezą w kalendarzu. Podyktowane przede wszystkim względami finansowymi i jednocześnie mocno przedwczesne rozszerzanie finałów mistrzostw świata do granic absurdu sprawiło, że z tym większą niecierpliwością wyczekujemy tego, co na przełomie lipca i sierpnia przyszłego roku wydarzy się na stadionach Tokio i okolic. Oczywiście, zakładamy w tym miejscu, że planów ponownie nie pokrzyżuje organizatorom czynnik zewnętrzny, który w tym roku na kilka miesięcy całkowicie wyhamował sportową karuzelę. Trzymając się jednak tej nieco bardziej optymistycznej wersji wychodzimy z założenia, że za nieco ponad pół roku selekcjoner Peter Gerhardsson stanie przed poważnym dylematem wyselekcjonowania osiemnastu piłkarek, które w dalekiej Azji powalczą o to, aby poprawić fenomenalny (przynajmniej w ujęciu wynikowym) rezultat z Rio. Brutalny regulamin Igrzysk sprawia, że selekcja zapowiada się na ostrzejszą niż kiedykolwiek wcześniej i bez względu na wszystko możemy założyć, że poza kadrą znajdzie się przynajmniej kilka zawodniczek, które na wyjazd do Japonii będą jak najbardziej zasługiwać. Na ostateczne decyzje przyjdzie nam oczywiście poczekać do lata, ale wykorzystując jeden z długich, zimowych wieczorów zastanówmy się, jak mogłaby wyglądać kadra Szwecji na IO 2021, gdyby sztab szkoleniowy musiał dokonać wyboru właśnie dziś.

01

Pozycja, na której najczęściej mamy do czynienia z hierarchią. Hedvig Lindahl, jeżeli tylko dopisze jej zdrowie, o miejsce w kadrze powinna być względnie spokojna. Sytuacja może oczywiście stać się nieco bardziej dynamiczna, jeśli doświadczona golkiperka nie wywalczy sobie pewnej pozycji między słupkami bramki madryckiego Atletico, ale takiej opcji póki co wolimy w ogóle nie rozważać. A skoro tak, to w grze pozostaje jedno miejsce, o które jeszcze do niedawna toczyła się całkiem wyrównana walka między przynajmniej trzema bramkarkami. Fenomenalna jesień w wykonaniu Jennifer Falk sprawiła jednak, że na tę chwilę to piłkarka Göteborga znajduje się w tym wyścigu w zdecydowanie najbardziej korzystnym położeniu.

02

Formacja, w której mamy prawdziwe kłopoty bogactwa. Zacznijmy więc od pewniaczek w osobach podstawowych defensorek londyńskiej Chelsea. Magdalena Eriksson to najlepsza i najrówniejsza szwedzka piłkarka na przestrzeni trzech ostatnich lat, zaś Jonna Andersson w ostatnich dwunastu miesiącach wykonała największy spośród wszystkich wymienionych tu zawodniczek progres. Podobnie silną parę w innym, wielkim klubie stanowią od niedawna Hanna Glas oraz Amanda Ilestedt, które z kolei zachwycają swoją grą kibiców lidera Bundesligi z Monachium. Zagraniczną kolonię uzupełnia nam jedna z wicekapitanek turyńskiego Juventusu, czyli Linda Sembrant, zaś rodzimą ligę reprezentują w tym zestawieniu weteranka z Linköping Nilla Fischer, a także zdecydowanie od niej młodsza Nathalie Björn, która w razie potrzeby może także stworzyć z Caroline Seger duet środkowych pomocniczek.

03

Blisko, coraz bliżej. Caroline Seger z każdym kolejnym meczem zbliża się do pobicia rekordu Therese Sjögran i kto wie, czy moment ten nie nastąpi właśnie podczas japońskich Igrzysk. Równie pewną pozycję wydaje się mieć w kadrze Kosovare Asllani, która podczas kadencji Petera Gerhardssona wskoczyła na poziom, którego nie prezentowała nigdy wcześniej. Przydział kolejnych miejsc w samolocie do Azji jest mocno uzależniony od kwestii zdrowotnych, gdyż zarówno Lina Hurtig, jak i Fridolina Rolfö zaliczają się niestety do grona piłkarek równie fenomenalnych, co kontuzjogennych. Jeśli jednak wiosną forma będzie im dopisywać, to obie powinny znaleźć się ostatecznie w szczęśliwej osiemnastce. Podobnie zresztą jak powracająca do gry po przerwie ciążowej Elin Rubensson oraz mająca za sobą najbardziej udaną rundę w karierze była już skrzydłowa Djurgården Olivia Schough.

04

Tutaj także brakuje na liście kilku nazwisk, ale wydaje się, że to właśnie akcje tej trójki stoją na ten moment najwyżej w rankingu selekcjonera. Sofia Jakobsson ma za sobą kapitalny mundial, podczas którego na tyle skutecznie przełamała reprezentacyjną niemoc, że dziś trudno wyobrazić sobie kadrę bez piłkarki madryckiego Realu. Anna Anvegård to napastniczka wszechstronna, która z powodzeniem radzi sobie nie tylko na dziewiątce. I wreszcie Stina Blackstenius, czyli nasz as a rękawie na mecze, w których będziemy bazować przede wszystkim na kontratakach.