Nowy, zwycięski Linköping

680

Kosovare Asllani miała duży udział w zwycięstwie Linköping (Fot. Kenta Jönsson)

Poniedziałkowe starcie dwóch mierzących bardzo wysoko zespołów miało być przysłowiową wisienką na torcie tej kolejki, ale choć na Linköping Arenie faktycznie obejrzeliśmy potyczkę godnych siebie, dojrzałych taktycznie rywali, to trudno przypuszczać, abyśmy za kilka tygodni wspominali dzisiejszy wieczór z wypiekami na twarzach. Dla kibiców z Östergötland zdecydowanie najważniejsze było jednak to, że po serii mniej lub bardziej rozczarowujących występów, mistrzynie Szwecji wreszcie zagrały na poziomie, którego bezwzględnie powinniśmy od nich oczekiwać. Na podstawie pojedynczego meczu trudno oczywiście wyciągać zbyt daleko idące wnioski, ale z pewnością możemy zaryzykować stwierdzenie, iż w niejednym sercu zaczęła właśnie tlić się nadzieja, że majowa rewolucja w Linköping w dłuższej perspektywie przyniesie klubowi więcej korzyści niż strat.

Ani trochę nie zdziwiłbym się, gdyby kibice z Göteborga czytając te słowa przytomnie zauważyli, że dzisiejszy mecz równie dobrze mógł zakończyć się odwrotnym rezultatem. To wszystko prawda, bo przecież sama tylko Christen Press miała w pierwszej połowie dwie dogodne okazje, a tuż po przerwie Adelina Engman z pięciu metrów nastrzeliła Hildę Carlén. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że w szesnastce Jennifer Falk również stosunkowo często robiło się gorąco, a odważny rajd Tove Almqvist lub strzał z dystansu Fridy Maanum także mogły przynieść bramkowy efekt. Gdyby oceniać mecz na wyłącznie na podstawie jego przebiegu, najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłby chyba remis, ale to gospodyniom udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie okazji, dzięki czemu trzy punkty ostatecznie zostały w Östergötland i absolutnie nie możemy nazywać takiego scenariusza rażąco niesprawiedliwym.

Z perspektywy Linköping, równie ważna jak złoty gol Nicoline Sørensen (swoją drogą – trafienie naprawdę przecudnej urody) była jednak postawa całego zespołu. Dla świetnie dyrygującej drugą linią Kosovare Asllani, wygrywającej pojedynki jeden na jeden Natashy Dowie, czy z reguły bardzo pewnej w swoich interwencjach Filippy Angeldahl, równie ważny jak drugie w sezonie ligowe zwycięstwo, był dziś zastrzyk pozytywnej energii, której w ostatnich tygodniach tak bardzo w mistrzowskim obozie brakowało. Odrodzenie uśpionego faworyta? Jeszcze nie, ale pierwszy krok we właściwym kierunku został właśnie przez piłkarki z Linköping wykonany.

Poniedziałkowy wynik:

lfc

Zwycięski marsz dzielnych Laponek

ca775b98-0744-4c2d-9d68-37535aa8ac14

Cztery mecze, cztery zwycięstwa – dobre humory w Piteå nie mogą dziwić (Fot. Bildbyrån)

Przed rozpoczęciem sezonu chyba nikt nie zakładał, że w czwartej kolejce na Myresjöhus Arenie oglądać będziemy mecz na szczycie Damallsvenskan. Solidna postawa przede wszystkim formacji defensywnych z Växjö i Piteå sprawiła jednak, że oba zainteresowane kluby wczesną wiosną zadomowiły się w górnych rejonach tabeli, a w bezpośrednim starciu walczyły o podtrzymanie passy zwycięstw.

Jak można było przewidzieć, na efektownym stadionie w Småland przez znaczną część meczu oglądaliśmy taktyczny pojedynek dwóch godnych siebie rywali, którzy metodycznie próbowali rozmontować obronne zasieki postawione przez przeciwnika. Efekty tych działań były raz lepsze, raz gorsze, ale bynajmniej nie jest to równoznaczne z tym, że Katie Fraine oraz Cajsa Andersson mogły w niedzielne popołudnie narzekać na nudny dzień w pracy. Obie golkiperki poważnie rozgrzane zostały bowiem już w pierwszych minutach, gdy na strzał Anny Anvegård błyskawicznie odpowiedziała Ronja Aronsson. Jak się później okazało, była to zapowiedź całkiem niezłych trzech kwadransów w wykonaniu obu zespołów, choć trzeba zaznaczyć, że to bijące z niezwykłą regularnością stałe fragmenty gospodynie były w tym okresie zdecydowanie bliższe otwarcia wyniku. Gościom z Norrbotten udało się jednak nie tylko odeprzeć ów najbardziej zdecydowany atak piłkarek beniaminka, ale także samemu wyprowadzić nokautujący cios. Na trzy minuty przed przerwą dokonała tego Nina Jakobsson, wykorzystując kiks Elin Karlsson przy próbie wybicia dośrodkowania Aronsson. Można było przypuszczać, że tak wyglądający mecz może rozstrzygnąć jeden indywidualny błąd i na nieszczęście gospodyń popełniła go akurat defensorka Växjö.

W drugiej połowie podopieczne Pierre’a Fondina nie miały już wiele do stracenia, ale ich ataki z zadziwiającą łatwością rozbijała dowodzona przez nigeryjską skałę w osobie Faith Ikidi defensywa z Piteå. Przyjezdne robiły dokładnie to, czego wymagałby od nich w takiej chwili każdy podręcznik gry w piłkę nożną i choć z perspektywy neutralnego kibica, szarpany mecz, toczony właściwie bez tempa, nie był najlepszą reklamą futbolu, to jesteśmy dziwnie spokojni, że na dalekiej Północy każde kolejne przerwanie akcji w wykonaniu piłkarek grających w czerwonych koszulkach nagradzane było gromkimi oklaskami. Nerwowo zrobiło się dopiero w samej końcówce, kiedy to najpierw dogodną okazję zmarnowała Anvegård, a następnie po strzale wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Kivumbi Cajsę Andersson musiał ratować słupek, ale skromne prowadzenie udało się gościom dowieźć do ostatniego gwizdka. Choć styl, w którym Piteå dopisało do swojego dorobku kolejne zwycięstwo nie był nawet w połowie tak spektakularny jak przed tygodniem, wynik 0-1 oznacza, że FC Rosengård nie nacieszył się długo fotelem lidera, a dwutygodniową przerwę w rozgrywkach spędzi w nim rewelacja rozgrywek z Laponii.

******

Powrót Hanny Glas i Vaili Barsley do wyjściowej jedenastki był najlepszą informacją dla nie rozpieszczanych tej wiosny przez swoje piłkarki kibiców z Eskilstuny. Prezentująca się zdecydowanie bardziej stabilnie formacja defensywna miała zapewnić debiutującej w tym sezonie między słupkami bramki United Bricie Elsert-Gynning zdecydowanie większy spokój i początek rywalizacji z Hammarby w całości potwierdzał te założenia. Co więcej, podopieczne Jonasa Björkgrena od pierwszego gwizdka ruszyły na swoje rywalki z takim impetem, jakby chciały jak najszybciej zetrzeć fatalne wrażenie po niedawnym popisie w Malmö i gdyby tylko miały w swoich szeregach snajperkę pokroju Anji Mittag, już po pięciu minutach najpewniej prowadziłyby różnicą dwóch goli. Obrończynie ze Sztokholmu sprawiały wrażenie kompletnie zagubionych i choć dzięki udanym interwencjom wyrastającej powoli na największą gwiazdę Hammarby Emmy Holmgren stosunkowo długo udawało im się zachować czyste konto, pierwszy gol dla Eskilstuny zdawał się być wyłącznie kwestią czasu. Nieuniknione dopełniło się w 38. minucie, gdy młoda golkiperkę z Uppsali pokonała Petra Johansson, choć gospodynie mogły, a nawet powinny rozpocząć strzelanie znacznie wcześniej. Swoje okazje solidarnie marnowały jednak Larsson i Kullashi, a Felicia Karlsson, mając przed sobą pustą bramkę, przyładowała z dużą siłą w słupek.

Zdobyty przed przerwą gol nieco uspokoił nastroje nie tylko na trybunach, ale i na boisku, przez co po przerwie byliśmy świadkami zdecydowanie mniej ciekawego widowiska. Przyjezdne próbowały się odgryzać, ale poza stałymi fragmentami w wykonaniu Elise Kellond-Knight (to od jej straty rozpoczęła się bramkowa akcja United) nie miały zbyt wiele do zaoferowania, a gospodynie sprawiały wrażenie w pełni usatysfakcjonowanych takim obrotem wydarzeń. Pierwsze w sezonie zwycięstwo na pewno pozwoliło im wziąć długo wyczekiwany głęboki oddech, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco dłuższą przerwę w rozgrywkach w Eskilstunie i tak powitają jak dawno niewidzianego najlepszego przyjaciela.

Komplet niedzielnych wyników:

4.png

5

Złamane serca Djurgården

rosen-jpg

Smutek Djurgården i radość Rosengård (Fot. Bildbyrån)

Trochę szczęścia i trochę precyzji – tyle zabrakło piłkarkom Djurgården do tego, aby przerwać zwycięską serię Rosengård. Podopieczne Joela Riddeza, podobnie jak miesiąc temu w półfinale Pucharu Szwecji, postawiły głównym faworytkom Damallsvenskan bardzo trudne warunki, ale raz jeszcze gol w ostatnich minutach sprawił, że po końcowym gwizdku więcej powodów do radości mieli kibice z Malmö. Gospodynie mogą pocieszać się tym, że właśnie rozegrały swój zdecydowanie najlepszy mecz w obecnych rozgrywkach, choć gdy przegrywa się w tak przykrych okolicznościach i dodatkowo traci się dwie kluczowe zawodniczki (z urazami boisko opuściły Helin oraz Diaz), naprawdę trudno skupiać się na optymistycznych przesłankach.

Tych ostatnich z perspektywy Djurgården dziś jednak naprawdę nie brakowało, gdyż do dwudziestej minuty to piłkarki ze Sztokholmu były zdecydowanie lepszą drużyną. Co więcej, okres zdecydowanej przewagi udało im się nawet podkreślić golem, ale Sara Wiinikka postanowiła tej bramki nie uznać. Decyzja ta okazała się o tyle istotna, że chwilę później zamiast 1-0 zrobiło się 0-1. Iva Landeka perfekcyjnie wykonała rzut wolny, kopniętą przez Chorwatkę futbolówkę bardzo delikatnie trąciła jeszcze Caroline Seger i Gudbjörg Gunnarsdottir musiała po raz pierwszy dzisiejszego popołudnia wyciągać piłkę z siatki. Skuteczność gości z Malmö była naprawdę godna pozazdroszczenia, gdyż przed przerwą udało im się oddać jeszcze jeden celny strzał, po którym futbolówka znów znalazła się w bramce Djurgården. Na szczęście dla gospodyń, sędzia dopatrzyła się pozycji spalonej Sanne Troelsgaard i akurat za tę decyzję należy panią arbiter ze Svensbyn oraz jej asystentkę pochwalić, gdyż sytuacja ta nie była wcale aż tak oczywista do oceny.

Drugą połowę także lepiej rozpoczęły gospodynie i – dokładnie jak niespełna godzinę wcześniej – znów udało im się pokonać Zecirę Musovic. Tym razem nie było już najmniejszych wątpliwości co do tego, że gol zdobyty przez Michelle Wörner był jak najbardziej prawidłowy, a rezultat 1-1 oznaczał, że obie ekipy miały jeszcze nieco ponad czterdzieści minut na to, aby poszukać zwycięskiego gola. Okazji na jego zdobycie nie brakowało pod obiema bramkami, ale jedynie piłkarkom z Malmö udało się wykorzystać jedną ze stworzonych przez siebie sytuacji. Architektką trafienia na wagę trzech punktów ponownie okazała się Iva Landeka, a dośrodkowaną przez nią piłkę w niezwykle spektakularny sposób do siatki Djurgården skierowała Glodis Perla Viggosdottir. W 89. minucie w polu karnym Rosengård doszło do starcia Ebby Wieder z Ingibjörg Sigurdardottir, ale pani Wiinikka nie zdecydowała się sięgnąć w tej sytuacji po gwizdek, którego użyła kilka minut później, aby obwieścić Szwecji i światu, że przynajmniej do jutra lider pozostanie w Malmö.

******

Blisko sprawienia sporej niespodzianki były także piłkarki z Kalmar, które potrzebowały niespełna trzech minut, aby wyjść na prowadzenie w rywalizacji z Kristianstad. Kilkudziesięciometrowym, prostopadłym podaniem popisała się Elsa Karlsson, a całą akcję sfinalizowała Amanda Fredriksson, zdobywając w ten sposób swojego pierwszego gola na boiskach Damallsvenskan. Kolejne minuty toczyły się pod dyktando gości ze Skanii, ale dopiero pechowa interwencja Erin Gunther pozwoliła im na niewiele ponad kwadrans przed końcem wyrównać stan rywalizacji. Od tego momentu na Gröndals IP oglądaliśmy klasyczną wymianę ciosów, z której zwycięsko wyszedł zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir, a gola na wagę pierwszego zwycięstwa Kristianstad w sezonie, efektownym uderzeniem zza pola karnego zdobyła Amanda Edgren.

Jeden gol rozstrzygnął natomiast derby Skanii, w których Limhamn Bunkeflo okazał się minimalnie lepszy od Vittsjö. Decydująca akcja miała miejsce w 57. minucie, kiedy to sprytnie wykonany przez Sofię Wännerdahl rzut rożny na bramkę zamieniła Mia Persson. Po stracie gola przyjezdne próbowały jeszcze uratować w tym meczu przynajmniej punkt, ale defensywa Limhamn Bunkeflo, do której w poprzednich kolejkach mieliśmy przecież całkiem sporo uwag, tym razem spisała się bez zarzutu.

Komplet sobotnich wyników:

1

2

3

4. kolejka – zapowiedź

mm

W starciach Linköping – Göteborg zawsze gra się na sto procent (Fot Michael Erichsen)

Nokaut Rosengård na Eskilstunie, lider z Laponii i historyczne punkty Kalmar – to wszystko wydarzyło się w minionym tygodniu na szwedzkich boiskach. A co czeka nas w najbliższy weekend?

Mecz kolejki: Linköping vs Göteborg. Obie drużyny w trzech inauguracyjnych kolejkach dopisały do swojego dorobku po cztery punkty, co żadną miarą nie zadowala kibiców i właścicieli ani w Väster-, ani w Östergötland. Choć sezon dopiero się rozkręca, margines błędu został już przez obie ekipy całkowicie wykorzystany, a remis w bezpośrednim starciu w obu obozach zostanie przyjęty jak porażka. Gdyby typować faworyta wyłącznie na podstawie tego, co do tej pory widzieliśmy na ligowych boiskach, wyżej należałoby ocenić szanse gości z Göteborga. Zespół prowadzony od niedawna przez Marcusa Lantza wyglądał bowiem na zdecydowanie lepiej zorganizowany, a dodatkowo posiada on niezaprzeczalny atut w postaci jedynej w swoim rodzaju Christen Press. Nie zapominajmy jednak, że szwedzka ekstraklasa wymyka się jakiejkolwiek logice, więc jeśli w poniedziałkowy wieczór obejrzymy hat-tricka autorstwa Dowie lub Almqvist, to też chyba nie będziemy tym faktem przesadnie zaskoczeni. A może jednak będziemy?

Wydarzenie kolejki: Piteå broni lidera. Wiosna w Norrbotten upływa pod hasłem wydarzeń historycznych. W minioną niedzielę piłkarki z Piteå po raz pierwszy wdrapały się na szczyt tabeli Damallsvenskan, a teraz przyjdzie im bronić tej pozycji w starciu z inną rewelacją pierwszej fazy rozgrywek. Beniaminek z Växjö znajduje się bowiem obecnie na fali dwóch zwycięstw i wcale nie zamierza ułatwiać niespodziewanym liderkom z Norrbotten zadania. Pojedynki Andrei Norheim z Jennie Nordin, Anny Anvegård z Faith Ikidi, czy Fridy Boriero z Julią Karlenäs zapowiadają się wyjątkowo smakowicie, a w meczu, który może być ucztą dla koneserów poukładanego, zdyscyplinowanego futbolu, naprawdę trudno wskazać faworyta. Ale to tylko jeszcze jedna dobra wiadomość dla neutralnych obserwatorów.

Zagadka kolejki: czy Kalmar znów zdobędzie punkt(y)? Ten drugi beniaminek ze Småland dopiero co przywiózł trzy oczka z Vittsjö, ale jeśli nad Bałtykiem marzą o pozostaniu w krajowej elicie dłużej niż rok, trzeba szybko zapomnieć o tamtym zwycięstwie i poszukać kolejnych punktów w rywalizacji z innym zespołem ze Skanii. Piłkarki z Kristianstad na pewno przystąpią do tej potyczki mocno podrażnione, ale defensywa dowodzona przez 37-letnią Ifeomę Dieke już raz udowodniła, że potrafi utrzymać koncentrację przez dziewięćdziesiąt minut i zakończyć mecz z czystym kontem. Czy Ivarsson, Ckukwudi i Edgren znajdą na nią sposób? A może znów bohaterką okaże się wyrastająca powoli na liderkę ofensywy z Kalmar Amerykanka Shade Pratt?

ola+axman

Ellise Kellond-Knight – australijska nadzieja Hammarby (Fot. Ola Axman)

Piłkarka pod lupą: Elise Kellond-Knight. Australijska weteranka europejskich i azjatyckich boisk w swoim debiucie w barwach Hammarby dostała od Ann-Helén Grahm niespełna trzydzieści minut, ale i tak zdążyła pokazać próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności. W niedzielę fani ze Sztokholmu na pewno będą jednak liczyć na jeszcze więcej, gdyż wyjazdowe starcie z Eskilstuną może dać im odpowiedź na pytanie, o co tak naprawdę grać będzie w tym sezonie ich ukochana drużyna. Czy Kellond-Knight poradzi sobie z rolą liderki drugiej linii Hammarby? W stolicy nikt nie ma wątpliwości, że dokładnie tak się stanie.

Na pozostałych stadionach: Vittsjö i Limhamn Bunkeflo zmierzą się w trzecich tej wiosny derbach Skanii. Dwa tegoroczne starcia lokalnych rywali kończyły się wynikiem nierozstrzygniętym; być może mecz w Malmö przyniesie nam w końcu odpowiedź na pytanie kto obecnie rządzi w regionie. W Sztokholmie, zwycięską passę spróbuje powstrzymać grający bardzo atrakcyjną piłkę Rosengård, który na Stadionie Olimpijskim zmierzy się ze stołecznym Djurgården.

Zestaw par 4. kolejki:

omg4_01

omg4_02

omg4_03

omg4_04

omg4_05

omg4_06