18. kolejka – zapowiedź

Pomiędzy meczami 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń, Linköping i Rosengård wracają na ligowe boiska, aby kontynuować szwedzką grę o tron w piłkarskim wydaniu. W najbliższą niedzielę obaj pretendenci do tytułu zagrają u siebie, a ich przeciwnikami będą drużyny ze Sztokholmu. Czy mając na uwadze napięty do granic możliwości terminarz trenerzy Björkegren i Levenstad zdecydują się na roszady w wyjściowej jedenastce? A może będzie dokładnie odwrotnie i to Damallsvenskan okaże się na tę chwilę priorytetem? Bez względu na to, punkty w najbliższej kolejce zdobyć po prostu wypada, gdyż szczególnie ekipa z Malmö ostatnimi występami mocno skomplikowała swoją sytuację. W przeciwieństwie do Linköping, piłkarki ze Skanii nie potrafią bowiem rozstrzygać na swoją korzyść stykowych meczów i ewentualne potknięcie przeciwko Djurgården może oznaczać koniec jakichkolwiek marzeń o jedenastym w historii klubu tytule mistrzyń Szwecji. Przeciwko takiemu scenariuszowi z pewnością nie miałby nic Joez Riddez, gdyż pokonanie nawet osłabionego i rozbitego Rosengård mogłoby stanowić dla jego zawodniczek niezwykle solidną bazę przed zapowiadanym szturmem na medalowe pozycje.

Dzień wcześniej kluczowe w kontekście walki o pozostanie w ekstraklasie mecze rozegrają za to Göteborg oraz Örebro. O ile do tej pory mogło się wydawać, że opuszczenie przez oba te kluby strefy spadkowej jest wyłącznie kwestią czasu, o tyle brak zwycięstwa w najbliższej kolejce sprawi, że perspektywa spędzenia następnego sezonu w Elitettan stanie się nie tyle realna, co wielce prawdopodobna. Żeby było jeszcze bardziej interesująco, rywalami obu ekip będą dziś zespoły ze Skanii, które z kolei wygrywając mogą przyklepać sobie utrzymanie, unikając w ten sposób nerwowej końcówki sezonu. Taka opcja byłaby zdecydowanie najbardziej pożądana przez Limhamn Bunkeflo, gdyż po aferze na koniec okienka transferowego skutkującej rozwiązaniem kontraktów z Johnsson i Rydahl, beniaminek ewidentnie wytracił impet. Czy odzyska go na Behrn Arenie, spychając tym samym w przepaść zespół, w którym występują tak uznane nazwiska jak Dahlkvist, Spetsmark, czy Söberg? Przekonamy się już za kilka godzin, choć więcej szans na zwycięstwo z pewnością trzeba przyznać Örebro.

W pozostałych spotkaniach stawiająca na efektywność Piteå uda się do Borlänge, aby przekonać się, czy najbardziej szczelna defensywa Damallsvenskan znajdzie sposób na powstrzymanie sióstr Chawinga, a tracąca z każdym tygodniem impet Eskilstuna podejmie na Tunavallen rozpędzający się Kristianstad. Ten ostatni mecz można byłoby zareklamować jako pojedynek dwóch bardzo różniących się warunkami fizycznymi playmakerek w osobach Malin Diaz oraz Rity Chikwelu, ale Nigeryjka w spotkaniu przeciwko United niestety nie zagra. Czy jej absencja przeszkodzi podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir w kontynuowaniu zwycięskiej serii? Pamiętajmy, że Kristianstad jeszcze nigdy w historii nie pokonał Eskilstuny na Tunavallen, ale przecież przed tygodniem to właśnie Tine Schryvers i spółka przekonały nas, że nie ma takiej passy, której one nie potrafiłyby zakończyć.

omg18_1

omg18_2

omg18_3

omg18_4

omg18_5

omg18_6

Zaliczka jest, euforii nie ma

hon-gav-lfc-dromlage-i-champio

Fot. Rebecca Candevi

Wszyscy doskonale znamy powiedzenie, że pierwszy krok często bywa najtrudniejszy. Oby sprawdziło się ono w przypadku tegorocznego występu szwedzkich klubów w piłkarskiej Lidze Mistrzyń, gdyż po tym, co wczoraj i dziś zaprezentowali dwaj eksportowi przedstawiciele Damallsvenskan, naprawdę trudno o jakiekolwiek pokłady optymizmu. Największym pozytywem są oczywiście wyniki oraz punkty, które Linköping oraz Rosengård dopisały sobie do klubowego rankingu, ale w tym miejscu w zasadzie można byłoby zakończyć wymienianie plusów cypryjsko-rumuńskiej eskapady. Jasne, pochwalić możemy jeszcze chociażby fenomenalny strzał Ebby Wieder lub pojedyncze zagrania Maanum i Asllani, ale ogólny obraz zmagań z przeciwnikami z południowo-wschodniej części kontynentu, na półmetku rywalizacji żadną miarą nie wygląda dobrze.

Jako pierwsze na murawie zaprezentowały się podopieczne Kima Björkegrena, które w Nikozji próbowały niejako zmazać unoszącą się nad szwedzką piłką klubową od czasów słynnej klęski Umeå cypryjską traumę. Już po kilkudziesięciu sekundach Linköping mógł objąć w tym meczu prowadzenie, ale niespełna godzinę później okazało się, że okazja Liny Hurtig była jedyną, jaką mistrzynie i liderki Damallsvenskan potrafiły przed przerwą wykreować. Zdecydowanie bardziej korzystnie prezentowały się za to piłkarki Apollonu i jedynie kapitalna robinsonada Cajsy Andersson po strzale Sidiry, a także słupek po uderzeniu Lagonii pozwoliły gościom udać się do szatni bez bramkowych strat. Obraz gry niestety nie zmienił się również w drugiej połowie i gdyby tylko Rumunka Rus lub Angielka Ayane wykazały się minimalnie większą precyzją, sytuacja mistrzyń Szwecji stałaby się nie do pozazdroszczenia. Zawodniczki klubu z Limassol nie potrafiły jednak zamienić na gola żadnej z wielu naprawdę dogodnych okazji, a Linköping potrzebował zaledwie dwóch długich, prostopadłych podań, aby Minde urwała się Sidirze i Ioannidou, stanęła oko w oko ze Stout i zapewniła swojej drużynie olbrzymią zaliczkę przed rewanżem. Jeśli jednak w Östergötland realnie myślą o 1/8 finału, to bez względu na wczorajszy wynik, na własnym stadionie trzeba będzie zagrać po prostu zdecydowanie lepiej, bo drugi raz tyle szczęścia możemy już nie mieć.

Dwadzieścia cztery godziny później swego rodzaju powtórkę z cypryjskiej rozrywki zapewnił nam FC Rosengård. Piłkarki z Malmö kolejną przygodę z Ligą Mistrzyń rozpoczęły od wyjazdu do Transylwanii, ale choć ta położona w większości na terenie dzisiejszej Rumunii kraina słynie głównie z zamieszkujących ją fantastycznych stworzeń i bohaterów, to fantazji na boisku w Kluż było w czwartkowe popołudnie jak na lekarstwo. Błysk magii tuż przed końcem pierwszej połowy zaprezentowała jedynie Ebba Wieder i to właśnie będące ozdobą tego średniej jakości widowiska trafienie młodej pomocniczki Rosengård sprawiło, że ekipa prowadzona od niedawna przez Malin Levenstad jeszcze bardziej nie przedłużyła trwającej zdecydowanie zbyt długo passy meczów bez zwycięstwa. O ile w pierwszej połowie wicemistrzynie Szwecji faktycznie sprawiały wrażenie ekipy, która piłkarską jakością przewyższa swojego dzisiejszego rywala, o tyle po przerwie oglądaliśmy już klasyczny mecz walki, w którym bardziej klarowne sytuacje potrafiła stworzyć sobie drużyna z Rumunii. Podobnie jak dzień wcześniej w przypadku Linköping, fortuna znów postanowiła jednak szeroko uśmiechnąć się do swoich szwedzkich wybrańców, dzięki czemu sympatycy Olimpii do teraz zastanawiają się, jakim cudem po efektownie rozegranej kombinacji Nagy – Leinert futbolówka ostatecznie nie znalazła drogi do bramki Erin McLeod.

Za niespełna tydzień, obaj przedstawiciele Damallsvenskan zagrają o awans do najlepszej szesnastki na kontynencie przed własną publicznością, ale rewanżowe potyczki wcale nie zapowiadają się na piłkarski spacerek. Ewentualny awans do następnej rundy w obu przypadkach trzeba będzie wyszarpać, a biorąc pod uwagę natężenie meczów na trzech frontach w tej fazie sezonu, trenerów Björkegrena i Levenstad czeka w najbliższym czasie wiele niezwykle ważnych decyzji. Oby okazały się one na tyle skuteczne, że 16. października będziemy mogli emocjonować się kolejnym losowaniem z udziałem dwóch naszych klubów, gdyż tego właśnie tak bardzo potrzebuje w tej chwili szwedzki futbol.

Podsumowanie 17. kolejki

Bezpośrednie starcie Limhamn Bunkeflo i Vittsjö było dla obu klubów doskonałą okazją ku temu, aby wykonać duży krok w kierunku pozostania w Damallsvenskan na kolejny sezon. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę szkoleniowiec miejscowej drużyny Sven Sjunnesson, nazywając derby Skanii ‘meczem o sześć punktów’; wiedziały o tym także piłkarki obu ekip, skupione przede wszystkim na tym, aby nie popełnić w defensywie błędu, który mógłby kosztować ich zespół utratę gola. Takie nastawienie zawodniczek sprawiło, że w pierwszej połowie na Limhamns IP oglądaliśmy słabej jakości widowisko, a wszystko, co najciekawsze wydarzyło się dopiero po przerwie. Strzelanie na murawie w Malmö rozpoczęła tradycyjnie bezbłędna z jedenastu metrów Linda Sällström, która skorzystała z faktu, że chwilę wcześniej Nellie Lilja zupełnie niepotrzebnie sfaulowała w narożniku pola karnego Nigeryjkę Okobi. Gospodynie odpowiedziały błyskawicznie i po trójkowej kombinacji Wännerdahl – Welin – Parikka futbolówka znalazła się w siatce Shannon Lynn, ale pani Laura Rapp – po długiej konsultacji z asystującą jej na linii Sophie Borck – anulowała zdobytego przez reprezentantkę Finlandii gola. Decyzja ta była o tyle istotna, że nie minęło kilka minut i zamiast 1-1 zrobiło się 0-2. Rekonwalescentka Emma Lind źle obliczyła lot dośrodkowanej przez Amandę Persson piłki, co bezlitośnie wykorzystała Osinachi Ohale. W tym momencie emocje na Limhamns IP w zasadzie się skończyły, gdyż gospodynie nie bardzo potrafiły znaleźć sposób na sforsowanie szczelnej defensywy Vittsjö, a usatysfakcjonowane prowadzeniem przyjezdne bez większych nerwów dowiozły korzystny rezultat do ostatniego gwizdka.

01

Już przed rozpoczęciem meczu na Vilans IP było jasne, że Malin Levenstad zapisze się w annałach szwedzkiej piłki jako najmłodsza trenerka, która poprowadziła swój zespół w Damallsvenskan, ale po jego zakończeniu okazało się, że pojedynek Kristianstad i Rosengård z jesieni 2017 pamiętać będziemy przede wszystkim z innego powodu. Przegrywając z drużyną Elisabet Gunnarsdottir, piłkarki z Malmö ustanowiły bowiem za jednym zamachem kilka znaczących, choć mało chwalebnych rekordów. Sympatyków Rosengård znacznie bardziej niż pierwsza w tym wieku ligowa porażka z rywalem ze Skanii, czy też passa czterech kolejnych meczów bez zwycięstwa, martwić mogła jednak bezradność, która w sobotnie popołudnie biła z zawodniczek Malin Levenstad. Na gola Alice Nilsson (piękna asysta Amandy Edgren) dziesięciokrotne mistrzynie kraju odpowiedziały wprawdzie wyrównującym trafieniem Caroline Seger, ale tak naprawdę ani przez moment piłkarkom grającym w białych koszulkach nie udało się zaznaczyć swojej przewagi. Co więcej, długimi fragmentami stroną bardziej aktywną były gospodynie i gdy w 54. minucie Tine Schryvers prześlicznym uderzeniem z rzutu wolnego ponownie wyprowadziła Kristianstad na prowadzenie, nikt nie mógł powiedzieć, że widniejący na tablicy rezultat nie oddaje przebiegu boiskowych wydarzeń. Zawodniczki z Malmö miały oczywiście swoje szanse, dwukrotnie w stuprocentowych sytuacjach pomyliła się Masar, ale biorąc pod uwagę dziewięćdziesiąt minut rywalizacji, zwycięstwo podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir było jak najbardziej zasłużone. O tym, jak dobrze tego dnia dysponowane były gospodynie, najlepiej świadczy fakt, że jedną z wyróżniających się piłkarek Rosengård była Erin McLeod, która kilka razy udanymi interwencjami ratowała swój zespół przed jeszcze wyższą porażką. To właśnie postawa kanadyjskiej golkiperki sprawiła między innymi, że do protokołu meczowego jako strzelczyni jednej z bramek nie wpisała się ostatecznie rozgrywająca niemal perfekcyjny mecz Nigeryjka Ogonna Chukwudi.

02

W niedzielne popołudnie kibice obejrzeli na Valhalli żywy, interesujący i okraszony czteroma golami mecz, ale i tak – bez względu na sympatie klubowe – opuszczali stadion w centrum Göteborga z poczuciem olbrzymiego niedosytu. Miejscowi żałowali tego, że pomimo tylu wspaniałych okazji nie udało się sięgnąć w tym arcyważnym starciu po komplet punktów, natomiast goście z Dalarny nie mogli zrozumieć, dlaczego kolejny raz zwycięstwo wymknęło się ich piłkarkom po samobójczym golu w ostatnim kwadransie. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie aspekty, remis wydaje się rezultatem, który nie krzywdzi żadnej ze stron, choć trzeba zaznaczyć, że to podopieczne Stefana Rehna nieco częściej zagrażały bramce strzeżonej przez Jenny Wahlén. Ofensywę gospodyń napędzała przede wszystkim prezentująca iście reprezentacyjną formę Elin Rubensson i to głównie dzięki niej druga linia Göteborga wreszcie sprawiała wrażenie formacji, która wie o co chodzi w pierwszoligowej piłce. Do pełnej satysfakcji tym razem zabrakło jednak zawodniczkom z Västergötland przede wszystkim szczęścia, bo gdyby uznany został prawidłowy gol Adeliny Engman lub futbolówka po dośrodkowaniu Landström poszybowała o kilka centymetrów niżej, w tym momencie pisalibyśmy prawdopodobnie, że drużyna Stefana Rehna opuściła właśnie strefę spadkową. Z drugiej strony, dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że wywieziony z Valhalli punkt piłkarki Kvarnsveden zawdzięczają wyłącznie uśmiechowi fortuny. Nie zapominajmy bowiem o tym, że to one dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, a poprzedzająca gola na 1-0 dwójkowa akcja sióstr Chawinga byłaby ozdobą każdej piłkarskiej areny.

03

Po popartym naprawdę solidną grą remisie z Rosengård, wszyscy w Örebro liczyli na to, że oto nadszedł moment, w którym zawodzące przez przeważającą część sezonu piłkarki z Behrn Areny w końcu przełamią się na dobre. Początek meczu w Piteå zdawał się nawet potwierdzać te optymistyczne prognozy, gdyż już po dziewiętnastu sekundach powinno być 1-0 dla gości, ale Julii Spetsmark zabrakło kilku centymetrów, aby wepchnąć dograną przez Michelle De Jongh futbolówkę do siatki. Znacznie bardziej precyzyjny wspomniany duet z Örebro okazał się kilkanaście minut później, ale radość z pokonania Hildy Carlén trwała bardzo krótko, gdyż pani Camilla Eriksson jak najbardziej słusznie dopatrzyła się w tej sytuacji pozycji spalonej. Do przerwy utrzymał się więc bezbramkowy remis i choć nie był to wynik marzeń dla żadnej z ekip, to przyjezdne mogły być zdecydowanie bardziej zadowolone ze swojej postawy. W drugiej połowie obraz gry uległ jednak zmianie i z każdą upływającą minutą coraz częściej gościliśmy w okolicach szesnastki Caroli Söberg. Podopieczne Stellana Carlssona nie rzuciły się może do huraganowych ataków, ale cierpliwa i metodyczna gra zaowocowała kilkoma stałymi fragmentami w bardzo interesujących sektorach boiska i to właśnie one ostatecznie przesądziły o końcowym wyniku. Dwa dośrodkowania Aronsson na głowę Ikidi oraz dwa precyzyjne strzały silnej fizycznie stoperki z Nigerii pozwoliły gospodyniom dopisać do swojego dorobku kolejne trzy punkty, dzięki czemu zespół z Norrbotten zupełnie niepostrzeżenie włączył się na poważnie do walki o medale. Gościom natomiast znów pozostała jedynie analiza popełnionych błędów, choć czasu na wyciągnięcie odpowiednich wniosków mają w Örebro coraz mniej.

04

Hammarby o utrzymanie, Eskilstuna o to, aby jeszcze postraszyć gubiący z niesamowitą wręcz regularnością punkty Rosengård – na Zinkendamms IP oba zespoły jak najbardziej miały o co grać, ale tylko wspieranym jak zwykle głośnym dopingiem biało-zielonych kibiców piłkarkom ze Sztokholmu udało się swój cel zrealizować. Podopieczne Olofa Unogårda nie w ogóle przestraszyły się wyżej notowanego rywala, a boisko potwierdziło, że rzeczywiście … nie było się czego obawiać. Piłkarki z Eskilstuny miały oczywiście przewagę w posiadaniu piłki, ale – wyłączając stuprocentową okazję doskonale obsłużonej przez Kullashi Mimmi Larsson – groźniejsze sytuacje stwarzały sobie gospodynie. Tak było w trzeciej minucie, gdy Zigiotti Olme przedłużyła głową podanie Lindberg i Tiernan mocno postraszyła stojącą między słupkami bramki United Emelie Lundberg. Tak było w sytuacji, gdy amerykańska napastniczka Bajen umieściła piłkę w siatce Eskilstuny, ale zdobyty przez nią w jak najbardziej prawidłowy sposób gol został ostatecznie anulowany. Tak było wreszcie na dziesięć minut przed końcem, gdy Hammarby przeprowadziło jedną z najbardziej efektownych akcji całej rundy jesiennej w Damallsvenskan. Rozpoczęła ją Amanda Johansson, najważniejsze podanie wykonała Filippa Angeldahl, a wszystko zwieńczyła celnym strzałem Julia Zigiotti Olme, zapewniając w ten sposób swojej drużynie trzy bezcenne punkty. Zwycięstwo nad Eskilstuną rzecz jasna nie zagwarantowało jeszcze skazywanemu przez wszystkich na pożarcie beniaminkowi pozostania w ekstraklasie, ale możemy być pewni, że zespół Olofa Unogårda bez walki swojego miejsca nikomu oddawać nie zamierza.

05

Jeśli wyjdziemy z założenia, że mistrzowskie drużyny poznaje się po tym, że potrafią rozstrzygać na swoją korzyść nawet te zdecydowanie słabsze mecze, to nikt nie zasłużył na tytuł bardziej niż ekipa Kima Björkegrena. Na murawie Stadionu Olimpijskiego piłkarki z Linköping nie prezentowały może porywającego futbolu, ale wystarczyło 120 sekund przyspieszenia i komplet punktów znów pojechał razem z nimi do Östergötland. Niepokonane w rundzie jesiennej zawodniczki Djurgården zostawiły na boisku mnóstwo zdrowia, z przebiegu gry były nawet drużyną minimalnie lepszą, ale chirurgiczna precyzja w wykańczaniu akcji sprawiła, że to przyjezdne schodziły do szatni przy komfortowym, dwubramkowym prowadzeniu. Jako pierwsza na listę strzelczyń wpisała się Minde, wykańczając efektowną akcję Banusic i Asllani, a dosłownie chwilę później centrę byłej piłkarki PSG i Manchesteru na drugiego gola zamieniła Anna Oskarsson. Od tego momentu zawodniczki z Linköping nastawiły się przede wszystkim na obronę korzystnego wyniku, z rzadka zapędzając się pod bramkę Gunnarsdottir, ale gdy już to robiły, to islandzka golkiperka znajdowała się w poważnych tarapatach. Stuprocentowe okazje na to, aby definitywnie rozstrzygnąć mecz miały kolejno Hurtig oraz Asllani, ale dwie fenomenalne interwencje Gunnarsdottir pozwoliły gospodyniom zachować resztki nadziei na odrobienie strat. Na dziesięć minut przed końcem spotkania odżyły one jeszcze bardziej, gdy w zamieszaniu po rzucie rożnym sztokholmiankom udało się zdobyć bramkę kontaktową, ale na więcej gospodyniom nie wystarczyło już ani czasu, ani pomysłu. Zwyciężając w stolicy, drużyna Kima Björkegrena ponownie powiększyła swoją przewagę w tabeli nad FC Rosengård, dzięki czemu obrona mistrzowskiego tytułu nagle stała się bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej.

06

07

08

09

Kadra na Danię, Węgry i Norwegię

bigOriginal

Swoją postawą w lidze Julia Roddar z pewnością zasłużyła na powołanie (Fot. Emil Langvad)

Październikowe mecze z Danią i Węgrami mogą albo znacząco przybliżyć nas do francuskich finałów, albo już na początku eliminacji mocno skomplikować sytuację w grupie. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Peter Gerhardsson, który ogłosił dziś nazwiska zawodniczek powołanych na te dwa niezwykle istotne mecze. Zaskoczenia? Chyba można do nich zaliczyć brak Malin Diaz oraz Tove Almqvist, gdyż wydaje się, że przynajmniej jedna z nich powinna znaleźć się w kadrze. Selekcjoner postanowił jednak raz jeszcze zaufać zawodniczkom, które miał okazję obserwować podczas obozu w Chorwacji, ponieważ – jak sam twierdzi – w tej chwili nie jest dobry moment na większe eksperymenty. Dobrą informacją jest jednak z pewnością dostrzeżenie grającej na co dzień w Kvarnsveden Julii Roddar, które pokazuje, że w przeciwieństwie do wielu poprzedników, Gerhardsson potrafi nagrodzić zaproszeniem do reprezentacji piłkarki dobrze prezentujące się w lidze. Oczywiście, trudno spodziewać się, aby pomocniczka z Dalarny na Gamla Ullevi wybiegła w wyjściowej jedenastce, ale nie mamy wątpliwości, że takie powołanie może jedynie pomóc będącej jedną z największych odkryć Damallsvenskan w tym sezonie 25-latce.

Kadra na Danię i Węgry:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (PSG), Mia Carlsson (Kristianstad), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Wolfsburg), Amanda Ilestedt (Turbine), Jessica Samuelsson (Arsenal), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Linköping), Hanna Folkesson (Rosengård), Lina Hurtig (Linköping), Julia Roddar (Kvarnsveden), Elin Rubensson (Göteborg), Johanna Rytting Kaneryd (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Spetsmark (Örebro)

Napastniczki: Marija Banusic (Linköping), Stina Blackstenius (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Fridolina Rolfö (Bayern)

Podczas dzisiejszej konferencji oficjalnie potwierdzono również daty dwóch meczów towarzyskich, które w najbliższych miesiącach czekają reprezentację Szwecji. 27. listopada podopieczne Petera Gerhardssona zmierzą się z Francją, natomiast 21. stycznia czeka je pojedynek z RPA. Oba spotkania zostaną rozegrane na terenie rywali.


W październiku w akcji ponownie zobaczymy także będącą bezpośrednim zapleczem pierwszej reprezentacji kadrę U-23. Drużyna prowadzona przez Anneli Andersén oraz Callego Barrlina zmierzy się w Gävle z Norwegią i jeśli ktoś ma możliwość wybrać się na to spotkanie, to nie powinien żałować wyboru. Grupa powołanych piłkarek prezentuje się bowiem niezwykle interesująco, co ostatnimi czasy wcale nie było regułą w przypadku szwedzkich młodzieżówek.

Kadra na Norwegię:

Bramkarki: Matilda Haglund (Linköping), Emma Holmgren (Hammarby)

Obrończynie: Emelie Andersson (Örebro), Ronja Aronsson (Piteå), Nathalie Björn (Eskilstuna), Anna Oskarsson (Linköping), Emma Pennsäter (Brøndby), Amanda Persson (Vittsjö), Sofia Wännerdahl (Limhamn Bunkeflo)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Fanny Andersson (Örebro), Filippa Angeldahl (Hammarby), Elin Bragnum (Piteå), Michelle De Jongh (Örebro), Malin Diaz (Eskilstuna)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Pauline Hammarlund (Göteborg), Emma Jansson (Örebro)

Witamy w Damallsvenskan – Växjö

DLDeCn9XoAENhJT

Fot. VDFF

W ostatnich latach nową tradycją w szwedzkiej piłce stało się świętowanie mistrzostwa czy awansu nie na murawie, a w szatni, w restauracji lub przed telewizorem. W takiej właśnie scenerii oba dotychczasowe tytuły wywalczyły na przykład piłkarki Linköping, a dziś w ich ślady poszedł pierwszy przyszłoroczny beniaminek Damallsvenskan – Växjö DFF. Porażka Assi z Mallbacken oznacza bowiem tyle, że bez względu na rezultaty pozostałych do rozegrania spotkań, klub ze Småland będziemy oglądać wiosną w krajowej elicie.

Gratulując wywalczonego w naprawdę spektakularnym stylu awansu, nie sposób nie wspomnieć o tych, które w największym stopniu się do niego przyczyniły. Jedną z takich piłkarek była z pewnością Frida Boriero, przez którą zarówno wiosną, jak i jesienią przechodziła zdecydowana większość ofensywnych akcji Växjö. W wielu meczach to właśnie pozyskana przez rozpoczęciem sezonu z Hovås Billdal pomocniczka była prawdziwym mózgiem drużyny i wprost nie możemy się doczekać jej bojów z pierwszoligowymi rywalkami. W drugiej linii swoją robotę wykonała także doskonale rozumiejąca się z Boriero inna piłkarka pochodząca z Västergötland Malin Fors, a za strzelanie goli odpowiedzialna była przede wszystkim pewnie zmierzająca po drugą z rzędu koronę królowej strzelczyń zaplecza ekstraklasy Anna Anvegård, dzielnie wspierana przez Sofię Johansson oraz Ugandyjkę Ritę Kivumbi. Choć w obecnych rozgrywkach Växjö może pochwalić się najbardziej szczelną defensywą w Elitettan, to właśnie do gry formacji obronnej w kilku tegorocznych spotkaniach mieliśmy zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń. Trzy bardzo młode stoperki oraz fińska golkiperka Kreeta-Liisa Yli-Säntti z tygodnia na tydzień prezentowały się jednak coraz pewniej i gdyby nie dwie pechowe interwencje podczas meczu z AIK, ich jesienne statystyki wyglądałyby jeszcze bardziej spektakularnie. Dziś jednak nie czas i miejsce na to, aby analizować błędy, bo pierwszy w historii awans do ekstraklasy należy świętować hucznie.

Växjö DFF – witamy w Damallsvenskan!

Tych, którzy chcieliby nieco bliżej poznać lub przypomnieć sobie sylwetkę klubu z Växjö, zapraszam do archiwalnych tekstów, które znajdziecie tu i tu. Zapewniam, że warto, gdyż z wielu powodów jest to drużyna absolutnie wyjątkowa.