Lyon żegna legendę

Osiem lat temu przyjeżdżała do Lyonu jako najdroższa piłkarka świata. Oczekiwania wobec jej osoby były we Francji ogromne, ale ona nie tylko im sprostała, ale jeszcze potrafiła dołożyć coś ekstra. Dziś, w przeddzień pożegnania z klubem, miastem i krajem, który stał się na wiele lat jej drugim domem, nikt nie ma wątpliwości, że Lotta Schelin opuszcza Lyon jako żywa legenda.

Statystki i liczby akurat w świecie piłki nie zawsze są najlepszym miernikiem, ale w tym przypadku wprost nie wypada ich nie przywołać. 225 goli w 223 oficjalnych meczach, osiem tytułów mistrzowskich, pięć pucharów kraju, dwa triumfy w Lidze Mistrzyń, dwa tyuły królowej strzelczyń Ligue 1 oraz nagroda dla najlepszej zawodniczki sezonu – te osiągnięcia, nawet biorąc poprawkę na specyfikę francuskiej ekstraklasy, muszą budzić największy szacunek, a nie zapominajmy, że jeśli w najbliższy czwartek Lyon pokona Wolfsburg w pojedynku o tytuł najlepszej klubowej drużyny Europy za sezon 2015/16, będą one jeszcze bardziej okazałe. Dla najlepszej snajperki w historii reprezentacji Szwecji mecz w Reggio Emilia będzie jednak nie tylko szansą na trzeci w karierze triumf w Champions League, ale przede wszystkim cudownym zwieńczeniem wspaniałych ośmiu lat. Niezależnie od rezultatu pojedynku z Wolfsburgiem był to dla Schelin niezwykle udany, naznaczony wieloma sukcesami okres, podczas którego udało jej się dołączyć do niezwykle ekskluzywnego grona najwybitniejszych piłkarek w historii tej dyscypliny sportu. Zawsze jednak najprzyjemniej żegnać się zwycięstwem, więc możemy być pewni, że w swoim pożegnalnym meczu w koszulce Lyonu Lotta, jeśli tylko otrzyma szansę, zagra na dwieście procent swoich możliwości. A co to może oznaczać, wiemy przecież doskonale.

Lotta Schelin przyszła na świat nieopodal Sztokholmu, ale (całkowicie zresztą słusznie) kojarzona jest przede wszystkim z innym szwedzkim miastem. Nic w tym dziwnego, gdyż to właśnie na zachodnim wybrzeżu rozpoczynała swoją piłkarską przygodę i właśnie tam wraca za każdym razem, gdy przyjeżdża do kraju. Mieszkańcy Göteborga doskonale wiedzą, że gwiazdę Lyonu najłatwiej spotkać na trybunach Valhalla IP, skąd przynajmniej raz w sezonie obserwuje ona poczynania klubu, w którym się wychowała i któremu ani przez moment nie przestała kibicować. Podczas jednej z takich wizyt (miała ona miejsce tuż po pierwszym zwycięstwie w Lidze Mistrzyń) Schelin zadeklarowała, że nadejdzie jeszcze moment, w którym ponownie założy czarną koszulkę KGFC. Kibice w Västergötland oczami wyobraźni widzą już z pewnością atak marzeń Schelin – Hammarlund, ale o tym, czy odpowiednia chwila rzeczywiście właśnie nastąpiła, przekonamy się w najbliższych tygodniach.

Lotcie natomiast pozostaje życzyć … powrotu do Lyonu latem 2019. To byłaby najpiękniejsza klamra spinająca niebywałą karierę. Klamra, na którą akurat ona zasłużyła jak nikt inny.

Czekając na hit

Wczoraj swoje zadanie wykonał Linköping, a dziś w ślady głównego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł poszedł Rosengård. Żaden z faworytów nie pozwolił sobie na dekoncentrację w przeddzień najważniejszego meczu rundy, w związku z czym do bezpośredniego starcia obie drużyny przystąpią z identycznym dorobkiem. Przed pierwszym gwizdkiem nikt nie wypracował sobie przewagi ani punktowej, ani tej być może znacznie ważniejszej – psychologicznej.

Wiosną 2015 Rosengård słynął z tego, że kolejnych ligowych rywali wykańcza w pierwszym kwadransie po przerwie. Na półmetku sezonu powstała nawet statystyka, która jednoznacznie pokazywała, że właśnie wtedy mistrzynie Szwecji strzelają niemal dwie trzecie (!) wszystkich zdobywanych przez siebie goli, a okres pomiędzy 46., a 60. minutą zaczęto nazywać Rosengårds tid. W obecnych rozgrywkach mamy do czynienia z całkowitym odwróceniem tej tendencji. Piłkarkom z Malmö najwyraźniej nie chce się czekać ze zdobywaniem goli aż tak długo, czego efektem jest zmasowany atak i ostre strzelanie od samego początku. Póki co, pierwszych pięć minut pojedynku z Rosengård z czystym kontem przetrwało jedynie dwóch ligowych rywali (choć, po prawdzie, i oni nie wytrzymali o wiele dłużej), a dziś do tych, którym owa sztuka się nie udała dopisał się jeszcze Göteborg.

Starcie na Valhalli miało być najpoważniejszym jak dotychczas testem dla drużyny Jacka Majgaarda, a mocno zmotywowane gospodynie zapowiadały, że nie zamierzają ułatwiać faworytkom zadania. Zawodniczki z Malmö nie przejęły się jednak specjalnie tymi słowami i rozpoczęły w swoim stylu. Andonowa zagrała do Masar, para stoperek z Göteborga zbyt długo zwlekała z wyjściem do Amerykanki i po chwili na tablicy wyników po stronie gości wyświetliła się jedynka. Drugi gol był efektem świetnie rozegranego przez Rosengård ataku pozycyjnego. Tym razem reprezentantka Macedonii wystąpiła w roli egzekutorki, a asystowała jej rozgrywająca bardzo dobre zawody na prawej flance defensywy Nilsson. Przed przerwą zawodniczki z Malmö niepodzielnie panowały na murawie Valhalli i nic nie wskazywało na to, że tego dnia bedziemy jeszcze w Västergötland świadkami wielkich emocji.

Na drugą połowę nie wyszła już Andonowa (w Rosengård zapewniają, że na Linköping będzie w stu procentach gotowa), za to gospodynie, które chyba dopiero w przerwie przypomniały sobie o przedmeczowych zapowiedziach, w ogóle nie przypominały bezbarwnej drużyny z pierwszych trzech kwadransów. Spotkanie się wyrównało, Sofia Lundgren w końcu mogła przestać narzekać na nudę w pracy, a gdy w 72. minucie za sprawą Hammarlund (cudowna asysta wychowanki Rosengård Nathalie Persson) piłkarki z Göteborga złapały kontakt, zaczęło się robić coraz bardziej interesująco. W ostatnim kwadransie podopieczne Stefana Rehna stworzyły sobie dwie naprawdę dogodne okazje na doprowadzenie do remisu, ale kolejno Curmark i Ahlstrand myliły się o centymetry. Oczywiście, swoje szanse miał także Rosengård, a w szesnastce Loes Geurts także kilka razy robiło się gorąco. Znamienny jest jednak fakt, iż mistrzynie kraju w ostatnich minutach zdecydowały się kraść niezwykle cenne dla nich sekundy nawet kosztem zółtych kartek. Ten mecz, a przynajmniej jego końcówka, zdecydowanie nie był dla drużyny z Malmö spacerkiem.

Göteborg starał się, walczył, dotrzymał złożonej obietnicy, ale koniec końców Rosengård w pełni zasłużenie zabiera do Skanii trzy punkty. 29. maja czeka nas zatem starcie dwóch bezbłędnych dotąd drużyn, które już dziś elektryzuje kibiców nie tylko w Malmö i w Linköping. Bez wątpienia, przed nami niezwykle ciekawy i emocjonujący tydzień, którego zwieńczeniem będzie najważniejszy mecz pierwszego półrocza w szwedzkim futbolu.

******

Gdy nazwisko pani arbiter jest pierwszym, które pojawia się w pomeczowej relacji, nie zwiastuje to zazwyczaj nic dobrego. Niestety, spotkanie na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie nie będzie w tej kwestii chlubnym wyjątkiem. Pernilla Larsson i jej asystenci zrobili bowiem wiele, aby to właśnie o nich mówiło się dziś wieczorem najwięcej i niekoniecznie pozytywnie.

Dwie rewelacje poprzedniej kolejki postawiły zdecydowanie na ofensywę, w niej upatrując szansy na podtrzymanie korzystnej passy. Wprawdzie stosunkowo długo utrzymywał się rezultat bezbramkowy, ale mecz od pierwszych minut obfitował w licznie stwarzane przez oba zespoły okazje strzeleckie. Więcej miały ich gospodynie, ale te najdogodniejsze były dziełem przyjezdnych z Värmland. Sytuacji sam na sam z Gudbjörg Gunnarsdottir na bramkę nie potrafiły jednak zamienić ani Stolpe, ani kilkanaście minut później Butt.

W drugiej połowie zaczęła się uwidaczniać przewaga Djurgården i pani Larsson najwyraźniej doszła do wniosku, że drużynę ze stolicy należy za to specjalnie wynagrodzić. Okazja nadarzyła się w 56. minucie. Gospodynie biły rzut wolny, walcząca o futbolówkę Stegius staranowała kolejno Zoe Ness oraz Fridę Broström, ale dwukrotne przekroczenie przepisów przez napastniczkę Djurgården umknęło uwadze rozjemczyni z Trolhättan. Zdezorientowane piłkarki Mallbacken mogły się jedynie przyglądać, jak wjeżdżająca (dosłownie!) niczym czołg w ich defensywę Stegius daje swej drużynie prowadzenie. Po ośmiu minutach było już 2-0 dla miejscowych i choć ta sytuacja nie była aż tak jednoznaczna, to i tu pani Larsson bez problemu obroniłaby się, odgwizdując przewinienie Caroliny Mendes na Lee Alexander.

Zawodniczki z Sunne odpowiedziały jedynie honorowym trafieniem Göransson (dwa gole w dwóch meczach od momentu powrotu do Szwecji!), w związku z czym komplet punktów pozostał w stolicy. Z jednej strony trudno polemizować z tym, że gospodynie z przebiegu gry były zespołem minimalnie lepszym. Z drugiej – trudno puścić w niepamięć fakt, iż pomimo świetnej postawy Hanny Lundqvist oraz wyrastającej powoli na jedną z liderek Djurgården Johanny Rytting Kaneryd, podopieczne Yvonne Ekroth ani razu nie potrafiły w prawidłowy sposób umieścić futbolówki w siatce Lee Alexander. Piłkarki Mallbacken mają pełne prawo czuć się w tej chwili rozgoryczone i nie chcę myśleć co się stanie, jeśli na koniec sezonu do utrzymania zabraknie im na przykład jednego punktu, który dziś w Sztokholmie sportowo wywalczyły.

Kadra na Polskę i Mołdawię

Przed chwilą poznaliśmy nazwiska 23 piłkarek, które otrzymały powołania na najbliższy dwumecz w eliminacjach Mistrzostw Europy 2017. Zgodnie z przewidywaniami, Pia Sundhage postawiła przede wszystkim na zawodniczki, które już w poprzednich spotkaniach tej kampanii stanowiły o sile reprezentacji. W ten sposób udało się uniknąć sensacji i kontrowersji, choć (nie)obecność w kadrze kilku nazwisk z pewnością zasługuje na osobną analizę.

Najbardziej klarowna wydaje się być hierarchia wśród bramkarek. Od wielu miesięcy pierwszym wyborem na tej pozycji pozostaje Hedvig Lindahl, w razie potrzeby zastępuje ją Hilda Carlen (która na chwilę obecną wydaje się być niemal pewniaczką do wyjazdu do Rio), a jako trzecia konsekwentnie powoływana jest Emelie Lundberg. Szansę na to, aby zaburzyć nieco ustalony wcześniej porządek miały Jennifer Falk oraz Stephanie Öhrström, ale pierwsza przegrała rywalizację o miejsce między słupkami Göteborga z Holenderką Geurts, a wybierana nie tak dawno do jedenastki sezonu włoskiej Serie A golkiperka Werony w obecnych rozgrywkach zmaga się przede wszystkim z kontuzją stopy.

Wśród obrończyń od razu rzuca się w oczy nieobecność Nilli Fischer, ale o niej wiedzieliśmy już od kilku dni. Sundhage konsekwentnie stawia za to na Freję Hellenberg, która najwyraźniej musiała opuścić Toppserien na rzecz Damallsvenskan, aby doczekać się powołania. Po długiej przerwie spowodowanej kontuzją do kadry wraca Amanda Ilestedt i najpewniej to właśnie ona lub jej klubowa koleżanka Emma Berglund stworzy z Lindą Sembrant parę stoperek. Boki defensywy tradycyjnie należeć będą do zawodniczek Linköping.

W środku pola zabraknie przede wszystkim kontuzjowanej Emilii Appelqvist, która w ostatnich miesiącach stworzyła wraz z Seger i Dahlkvist świetnie rozumiejący się tercet. Wśród powołanych próżno szukać także pomocniczek Örebro, ale ani Michelle De Jongh, ani Julia Spetsmark nie prezentowały w ostatnich tygodniach na tyle równej formy, aby można było mówić o jakiejś rażącej niesprawiedliwości. Szansy na poprawienie reprezentacyjnego dorobku nie otrzymała również Lina Hurtig – jedna z bohaterek jesiennego meczu przeciwko Polsce. Po przerwie do kadry wracają za to Malin Diaz oraz Kosovare Asllani, której bardzo posłużyła przeprowadzka z Paryża do Manchesteru.

Niespodzianek nie ma także w formacji ofensywnej, a największą zagadką pozostaje, czy znajdująca się ostatnio w wybornej dyspozycji Stina Blackstenius otrzyma szansę gry od pierwszej minuty (najpewniej tak) oraz czy to właśnie ona będzie ustawiona jako klasyczna dziewiątka (tutaj szanse należy ocenić 50/50).

Czerwcowy dwumecz jest oczywiście okazją na to, aby mocno przybliżyć się (lub, przy korzystnym układzie pozostałych wyników, zapewnić sobie awans) do finałów EURO 2017, ale nie sposób uciec od tematu czekającego nas już za niewiele ponad dwa miesiące turnieju olimpijskiego w Brazylii. To właśnie ta impreza jest bowiem w tym roku najbardziej istotnym punktem w piłkarskim kalendarzu. Wydaje się, że pierwszy etap selekcji został już zakończony, a pomyślnie przeszły go 23 wymienione poniżej piłkarki. Jeśli dodamy do tego Fischer i Appelqvist, otrzymamy grono 25 zawodniczek, z których najpewniej wyłoni się szczęśliwa osiemnastka. Łatwo obliczyć, że z tej grupy “odstrzelić” trzeba będzie jeszcze siedem nazwisk (w tym sześć piłkarek z pola), a więc rywalizacja o bilet w samolocie do Rio zapowiada się niezwykle interesująco. Nie można oczywiście wykluczyć, iż eksplozja formy na przykład Mariji Banusic lub którejś z zawodniczek z lig zagranicznych sprawi, że Sundhage zdecyduje się sięgnąć po kogoś spoza listy. Minione trzy lata nauczyły nas jednak, że nasza selekcjonerka zdecydowanie woli opierać się na sprawdzonych schematach, a podejmowanie zaskakujących decyzji jej rozpoznawczym znakiem raczej nie jest.

Kadra na Polskę i Mołdawię:

Bramkarki: Hilda Carlen (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Magdalena Ericsson (Linköping), Freja Hellenberg (Göteborg), Amanda Ilestedt (Rosengård), Lina Nilsson (Rosengård), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (PSG), Malin Diaz (Eskilstuna), Josefin Johansson (Piteå), Fridolina Rolfö (Linköping), Elin Rubensson (Göteborg), Caroline Seger (PSG)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Linköping), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Montpellier), Lotta Schelin (Lyon), Olivia Schough (Eskilstuna)

Kompletny Linköping

Wiele mówiło się to tym, że dziś na Arenie Linköping to nie styl, a wynik będzie jedynym determinantem sukcesu. Gospodynie grały bowiem przede wszystkim o to, aby nie potknąć się na ostatnim płotku przed najważniejszym meczem wiosny. Ewentualna strata punktów w starciu z borykającym się z olbrzymimi problemami kadrowymi rywalem z pewnością wpłynęłaby negatywnie na atmosferę wewnątrz zespołu, która tej wiosny wydaje się być najlepsza od czasów mistrzowskiego sezonu 2009. Nieprzyjemnej wpadki udało się ostatecznie uniknąć, a fani klubu znad rzeki Stångån obejrzeli pewne zwycięstwo swojego zespołu. Inna sprawa, że przyjezdne z Umeå nie wyrażały najmniejszej chęci do tego, aby spróbować piłkarkom z Linköping choć trochę poprzeszkadzać.

Gdy w 9. minucie po bilardzie w polu karnym gości na listę strzelców wpisała się Kristine Minde, wydawało się, że już za moment będziemy świadkami wielkiego strzelania. Ostatecznie nic takiego nie nastąpiło, a jedyną obok dynamicznej Norweżki piłkarką Linköping, której udało się umieścić futbolówkę w siatce Malin Reuterwall była tradycyjnie już należąca do najlepszych na boisku Pernille Harder. Trafienia numer siedem i osiem w rozgrywkach ligowych (to ostatnie z karnego, którego sama zresztą wywalczyła) wysforowały tym samym reprezentantkę Danii na czoło klasyfikacji strzelczyń, której to nota bene jeszcze nigdy w karierze nie wygrała. Znacznie mniej skuteczna od koleżanek z formacji ofensywnej była za to Stina Blackstenius, w efekcie czego po raz pierwszy w sezonie kończyła mecz z zerowym dorobkiem bramkowym. Młoda gwiazda szwedzkiej kadry jak zwykle z łatwością dochodziła do sytuacji strzeleckich, ale ewidentnie szwankowała dziś skuteczność. Wszystkie pomyłki, nawet tak zaskakujące jak pudło z siedmiu metrów do pustej bramki, zostaną jej jednak całkowicie wybaczone jeśli tylko za tydzień choć raz “ukłuje” rywala z Malmö. Jeszcze lepiej, gdy jej gol okaże się trafieniem na wagę trzech punktów.

Paradoksalnie, dla podopiecznych Martina Sjögrena znacznie ważniejsze od popisów strzeleckich, do których wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić, było rozegranie pierwszego w sezonie meczu na zero z tyłu. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, defensywa LFC w każdym z poprzednich spotkań przynajmniej raz dawała się zaskoczyć. Co więcej, dla Cajsy Andersson, uważanej przez wielu – być może nie bezpodstawnie – za najsłabszy punkt drużyny z Linköping, był to pierwszy mecz na poziomie ekstraklasy, w którym ani razu nie musiała wyciągać piłki z siatki. Oczywiście, czyste konto w starciu z ospałą, oddającą pierwszy celny strzał w 90. minucie ekipą z Umeå nie sprawi, że Cajsa Andersson stanie się nagle Hedvig Lindahl. Jeśli jednak golkiperka Linköping potrzebowała meczu, który doda jej nieco pewności siebie oraz wiary we własne umiejętności, to ten przytrafił się akurat w najlepszym możliwym momencie.

O ile w Linköping rozpoczęto już przygotowania do pojedynku na szczycie, o tyle w Umeå spoglądają raczej w kierunku dołu tabeli, na którym to zresztą już w poniedziałek mogą się znaleźć (wystarczy, że Kristianstad nie przegra w Eskilstunie). W drużynie z Västerbotten znów wyróżniała się Rita Chikwelu, ale coraz wyraźniej widać, że była (i przyszła?) reprezentantka Nigerii po prostu nie ma z kim grać. Mellouk czy Lundin-Lundström to niewątpliwie zawodniczki obdarzone wielkim talentem, ale w Umeå zwyczajnie zbyt mało jest piłkarek do gry “na dziś”. A jeśli takich zabraknie, to przyszłe gwiazdy będa zdobywać ligowe doświadczenie już w Elitettan. Osobną kwestią są także często stosowane przez Marię Bergkvist rotacje na pozycji bramkarki. Wymieniana swego czasu nawet w kontekście reprezentacji Malin Reuterwall wydaje się być obecnie w lepszej dyspozycji niż jej główna konkurentka w walce o miejsce w wyjściowej jedenastce Tove Enblom i niewykluczone, że obdarzenie jednej z najwyższych golkiperek Europy większym zaufaniem wniosłoby nieco spokoju do grającej wiosną bardzo elektrycznie defensywy z Umeå.

6. kolejka – zapowiedź

Już jutro szóstą kolejkę Damallsvenskan zainaugurują dwie drużyny walczące o całkowicie odmienne cele. W przypadku Linköping jest nim odniesienie szóstego kolejnego zwycięstwa i przystapienie do najważniejszego meczu ligowej wiosny bez jakichkolwiek strat punktowych. Umeå walczy natomiast o przetrwanie, a każdy przywieziony z Areny Linköping punkt byłby dla piłkarek Marii Bergkvist niebywałym sukcesem. Faworyt jest oczywiście jeden, choć nie zapominajmy, iż podobnie było w poprzednim sezonie, a wówczas za sprawą dwóch celnych strzałów Jenny Hjohlman byliśmy świadkami największej sensacji roku 2015 w szwedzkiej piłce.

Göteborg przez lata był jednym z ulubionych ligowych rywali Rosengård, ale trzy ostatnie potyczki między tymi zespołami kończyły się podziałem punktów. Gospodynie odgrażają się, że mecz na Valhalli będzie dla mistrzyń kraju najtrudniejszym w całym sezonie, ale i tak to w drużynie ze Skanii należy upatrywać faworyta sobotniej potyczki. Jack Majgaard, jeśli tylko zechce, będzie mógł skorzystać z Musovic, Berglund, Ilestedt i Martens, a nikogo nie trzeba przekonywać, jak ogromną siłą rażenia dysponuje grający w zbliżonym do najsilniejszego składzie Rosengård. Zatrzymanie rozpędzającego się z każdą sekundą ekspresu z Malmö może ostatecznie okazać się zadaniem ponad siły, ale Göteborg na pewno postara się postawić gościom trudne warunki.

Kto by pomyślał, że jednym z najbardziej wyczekiwanych spotkań szóstej kolejki będzie starcie Djurgården i Mallbacken. Nie może jednak być inaczej, skoro w miniony weekend wspomniane drużyny strzeliły łącznie siedem goli, nie tracąc przy tym ani jednego! Piłkarki ze stolicy wystąpią osłabione brakiem Emilii Appelqvist, a jej kontuzja martwi w równym stopniu Yvonne Ekroth oraz Pię Sundhage. Mającą coraz bardziej pewną pozycię w reprezentacji pomocniczkę ze Sztokholmu czekać może bowiem nawet dwumiesięczny odpoczynek od futbolu.

Kvarnsveden po każdej kolejnej serii spotkań chwalone jest za ambitną postawę, ale licznik zdobytych przez drużynę z Dalarny ligowych punktów zatrzymał się trzy tygodnie temu i od tamtej pory nie chce nawet drgnąć. W poszukiwaniu przełamania drużyna Jonasa Björkgrena uda się na daleką Północ, gdzie zmierzy się z Piteå. Trzecia drużyna poprzedniego sezonu także ma swoje problemy, co jednoznacznie obnażył nieoczekiwany, a przy tym niezwykle bolesny nokaut w Sunne. Czy Tabitha Chawinga znajdzie sposób na Hildę Carlen? Możliwych scenariuszy jest wiele, a w niedzielę przekonamy się, który z nich się zmaterializuje.

Örebro i Vittsjö po pięciu rozegranych meczach legitymują się … identycznym dorobkiem w ligowej tabeli. Nie trzeba jednak dodawać, że dla żadnego z mających walczyć o miejsce w czołowej czwórce klubów nie jest to szczyt marzeń. W poprzedniej kolejce obie ekipy solidarnie doznały wysokich porażek, w związku z czym bezpośrednie starcie na Vittsjö IP będzie dla obu klubów doskonałą okazją na to, aby w końcu rozpocząć marsz w górę. Pytanie, komu bardziej zależy, aby już teraz wykonać ten często najtrudniejszy, pierwszy krok?

Po trzech kolejkach w Eskilstunie powoli przygotowywano się do ogłoszenia alarmu, ale dwa kolejne – na dodatek odnoszone w coraz lepszym stylu – zwycięstwa sprawiły, że niebezpieczeństwo zostało chwilowo zażegnane. Andersson i Diaz pokazały, że jednak da się oprzeć drugą linię poważnego zespołu na zawodniczkach wyszkolonych w AIK, a Larsson udowodniła, że może być czołową postacią nie tylko w klubie balansującym na pograniczu Damallsvenskan i Elitettan. W najbliższej serii spotkań na Tunavallen przyjeżdża ostatnia drużyna tabeli, ale przed piłkarkami United tylko pozornie łatwe zadanie. Gra Kristianstad wygląda bowiem znacznie lepiej niż wyniki, a jedynie detale i brak szczęścia sprawiły, że w żadnym z dwóch ostatnich spotkań ekipa ze wschodniej Skanii nie dopisała sobie kompletu punktów.