Nagrody FIFA, czyli cyrk na koniec roku

Nie wiem, czy jest jeszcze ktoś, kto traktuje przyznawane przez FIFA nagrody poważnie, ale nawet jeśli tak, to światowa federacja piłki nożnej każdego niemal dnia robi wszystko, żeby takich ludzi było coraz mniej. Ogłoszona wczoraj lista nominowanych do tytułu Trenerki/Trenera Roku okazała się bowiem tak absurdalna, że przez moment można było się zastanawiać, czy jest w ogóle sens ją w jakikolwiek sposób komentować. Skoro jednak raczej każdy zdenerwowałby się, gdyby w restauracji podano mu pizzę w dziesięcioma losowo wybranymi składnikami, to obok sporządzonej z dziesięciu całkowicie losowo wybranych nazwisk listy również nie można przejść obojętnie. Bo jednak jakiś elementarny szacunek do klienta, którym w tym przypadku są sympatycy futbolu z całego świata, obowiązuje chyba w każdej branży.

circus_printable

Czy właśnie tak będzie wyglądać nagroda FIFA?

Zacznijmy może od naszego podwórka, czyli nominacji dla Pii Sundhage. Występy szwedzkiej reprezentacji na bieżąco analizujemy z każdej możliwej strony, więc teraz ograniczymy się jedynie do przypomnienia najważniejszych faktów. Występ na IO zakończył się bilansem 1-3-2 (bramki 4-8), a eliminacje do EURO 2017 poniesioną w fatalnym stylu porażką z kadrą Danii. Żeby było jeszcze śmieszniej, nie zapominajmy, że to właśnie mecz w Viborgu był tym, w którym nasza selekcjonerka zapragnęła przetestować autorski pomysł na nową reprezentację. Jaki był finał tych eksperymentów, wszyscy pamiętamy aż zbyt dobrze i to bez konieczności wracania myślami do gola Nadim, czy analizowania minuta po minucie największej duńskiej tragedii od czasów Hamleta. Najwyraźniej ktoś w FIFA uznał jednak, że metamorfoza szwedzkiej kadry w ostatnich dwunastu miesiącach była na tyle spektakularna, że jej główna architektka zasłużyła na specjalne wyróżnienie. Śmiejąc się przez łzy możemy powiedzieć, że być może w tym szaleństwie rzeczywiście jest metoda, bo równie bezradnej reprezentacji Szwecji, jak na murawie w Viborgu, faktycznie nie widzieliśmy już dawno.

Najbardziej smutne w tej całej szopce spod znaku FIFA jest jednak to, że w dziesiątce nominowanych znajdziemy osoby, które zasłużyły na to … jeszcze mniej niż Sundhage, bo w przeciwieństwie do naszej selekcjonerki nie broni ich nawet choćby jeden wynik. Na liście mamy miedzy innymi pogonionego z reprezentacji Francji Philippe’a Bergeroo, jest na niej także Vadao, który na rozgrywanych u siebie w domu Igrzyskach nie potrafił pokonać kolejno RPA, Australii, Szwecji i Kanady, kończąc zmagania (i zarazem swoją selekcjonerską przygodę) bez medalu, a nawet Martina Voss-Tecklenburg, której Szwajcaria wsławiła się jedynie przegranymi kwalifikacjami do IO, a jedyny dwumecz z poważnym rywalem skończyła z bilansem bramkowym 1-9, który w pełni oddawał przebieg boiskowych wydarzeń. Te smutną wyliczankę można byłoby kontynuować w nieskończoność, bo skoro na liście znalazła się na przykład Jill Ellis, to chyba nie mamy wątpliwości, że osoby odpowiedzialne za zatwierdzenie tych nominacji musiały charakteryzować się dużą autoironią i poczuciem humoru. Bo przecież na serio nie da się tego traktować, prawda?

Zastanowienie może budzić fakt, iż aż 80% nominowanych stanowią selekcjonerki/selekcjonerzy reprezentacji narodowych i to w roku, w którym jedyną dużą międzynarodową imprezą były Igrzyska Olimpijskie (PNA oraz MMŚ odbędą się na przełomie listopada i grudnia). Nie możemy więc do końca wykluczyć scenariusza, w którym piłkarska rzeczywistość według FIFA to życie od jednego do kolejnego zgrupowania kadry, a wszystko, co następuje pomiędzy nimi stanowi jedynie drobny, niewiele znaczący szczegół. Takie podejście w jakimś stopniu tłumaczyłoby ostateczny kształt listy nominowanych, ale absolutnie nie usprawiedliwia ono rażącej niekompetencji i ignorancji ekspertów FIFA, którzy kolejny rok z rzędu zaśmiali się nam prosto w twarz.

******

Wiadomo, najłatwiej jest krytykować, bo to przecież nic nie kosztuje. Z tego powodu postanowiłem zaprezentować własną listę osób, których praca w roku 2016 w moim przekonaniu zasłużyła na wyróżnienie w postaci znalezienia się w gronie nominowanych. Każdą z omawianych drużyn w akcji widziałem w ostatnich dziesięciu miesiącach przynajmniej kilka razy, a przygotowując ten tekst konsultowałem się jeszcze z osobami śledzącymi każde z rozgrywek z bliska, nie ma więc mowy o jakichkolwiek nominacjach w ciemno.

Na początek spróbuje odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób pojmuje nagrodę dla Trenerki/Trenera Roku. Otóż, moim zdaniem, wszystkich trenerów możemy podzielić na trzy główne grupy. Pierwszą stanowią ci, którzy nie potrafią wykrzesać z prowadzonej przez siebie drużyny drzemiącego w niej potencjału. Drugą – ci, dzięki którym drużyna prezentuje się mniej więcej na miarę oczekiwań. Trzecią – trenerzy, którzy w ten czy inny sposób umieją dać swojej drużynie coś ekstra, dzięki czemu osiągane przez nią wyniki oraz/lub prezentowany styl znacznie przewyższają jej “papierowe” możliwości. I to właśnie wyłącznie w ostatniej z wymienionych grup szukałbym ewentualnych kandydatek i kandydatów do tak prestiżowej nagrody. Wbrew pozorom, także i w kończącym sie właśnie roku, bez większego problemu dałoby się znaleźć kilka osób, które bez wątpienia zapracowały sobie na to, aby je docenić. W zupełnie przypadkowej kolejności są to:

Midori Honda (Parceiro Nagano) – moim zdaniem jedna z poważniejszych kandydatek nawet do zgarnięcia głównej nagrody. Po wywalczeniu awansu do pierwszej ligi mało kto traktował serio beniaminka z Nagano, a tymczasem Hondzie udało się dokonać dwóch teoretycznie niemożliwych rzeczy. Po pierwsze – zbudowała drużynę, która ostatecznie zakończyła ligowe zmagania na podium. Po drugie – zadbała o to, aby zespół z Nagano prezentował najbardziej atrakcyjny dla oka futbol w kraju. Przy okazji potrafiła jeszcze zbudować Kumi Yokoyamę, która pod jej okiem stała się jedną z absolutnie czołowych piłkarek Japonii. Po prostu znak jakości.

Martin Sjögren (Linköpings FC) – czy w dzisiejszej piłce można wywalczyć mistrzostwo kraju dysponując trzykrotnie mniejszym budżetem i dwukrotnie węższą kadrą od głównego rywala? Oczywiście! Co więcej, LFC w roku 2016 w oficjalnym meczu (według stanu na dzisiaj) nie doznał jeszcze choćby jednej porażki. Losy drużyny z Östergötland wszyscy śledziliśmy z bliska i chyba nikt nie ma wątpliwości, że Sjögrenowi owa nominacja należy się jak mało komu.

Erica Walsh (Penn State) – skoro w przeszłości na liście nominowanych za wygranie trzech meczów znajdowali się selekcjonerzy reprezentacji U17, to czemu nie docenić trenerki, która stworzyła jedną z największych rewelacji ostatnich lat w piłce akademickiej? W poprzednim sezonie piłkarki Penn State wywalczyły pierwsze w historii uczelni mistrzostwo NCAA, a obecnie są na najlepszej drodze do powtórzenia tego wyczynu. Bez względu na to, czy im się to ostatecznie uda, możemy się spodziewać, że po najlepszym w historii sezonie i tak zgarną kilka nagród i spora w tym zasługa … byłej asystentki Pii Sundhage.

Paul Riley (Western New York Flash) – postać niezwykle kontrowersyjna, ale sukcesów z roku 2016 odebrać mu nie sposób. Przed sezonem mało kto widział w piłkarkach Flash kandydatki do play-off, a tymczasem jedyna drużyna, w kadrze której nie było choćby jednej amerykańskiej kadrowiczki, na koniec rozgrywek świętowała zdobycie mistrzowskiego tytułu! Cały świat zachwycał się atakiem Williams – McDonald, ale nie są to bynajmniej jedyne zawodniczki ekipy prowadzonej przez Rileya, które właśnie teraz grają najlepsza piłkę w karierze.

Jens Scheuer (SC Freiburg) – pierwszy pełny sezon w roli szkoleniowca Freiburga zakończył tuż za plecami wielkiej trójki, a drugi rozpoczął jeszcze bardziej efektownie. Młodą drużynę z Freiburga ogląda się z wielką przyjemnością nawet wtedy, gdy mierzy się z największymi potęgami w kraju i nie dziwnego, że to właśnie klub z Badenii-Wirtembergii dostarcza najwięcej nowych zawodniczek do reprezentacji narodowych w różnych kategoriach wiekowych.

Witamy w Damallsvenskan – Hammarby

36 sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej i drugie miejsce – tuż za plecami Malmö – w pierwszoligowej tabeli wszechczasów – tak przedstawia się aktualny dorobek Hammarby. W przyszłym sezonie piłkarki z Södermalm staną przed szansą poprawienia tych statystyk, gdyż po zaledwie rocznej przerwie drużyna ze Sztokholmu wraca tam, gdzie jej miejsce. Do krajowej elity.

Przed rozpoczęciem rozgrywek nie ukrywano, że nadrzędnym celem jest awans do ekstraklasy, ale nie da się ukryć, że obecny sezon okazał się dla biało-zielonych nie lada wyzwaniem. Na papierze kadra prezentowała się wprawdzie niezwykle solidnie jak na warunki Elitettan, ale zarówno przygotowania do rundy wiosennej, jak i pierwsze jej mecze storpedowała plaga kontuzji. Olof Unegård rzadko kiedy mógł pozwolić sobie na luksus wystawienia najsilniejszej jedenastki, ale niezrażone tym piłkarki Bajen konsekwentnie gromadziły punkty i pomimo kilku nieoczekiwanych wpadek (jak na przykład derbowy remis z Älta) nawet na chwilę nie straciły kontaktu z czołówką. Jesienią było już jasne, że decydujący bój o miejsce w Damallsvenskan 2017 Hammarby stoczy z mającym wielkie ambicje Växjö. Beniaminek z Kronobergu do końca naciskał bardzo mocno, ale pomimo minimalnej porażki w bezpośrednim starciu, zawodniczkom ze Sztokholmu ostatecznie udało się odeprzeć atak i to one mogą cieszyć się z powrotu do ekstraklasy.

Siłą Bajen była w obecnych rozgrywkach przede wszystkim szeroka i stosunkowo wyrównana kadra, dzięki której nawet w obliczu serii mniej lub bardziej poważnych urazów drużyna nie traciła aż tyle piłkarskiej jakości. Podsumowując sezon, warto jednak wyróżnić kilka piłkarek, bez których wywalczenie awansu byłoby znacznie trudniejszym zadaniem. Zacząć możemy chociażby od Julii Zigiotti Olme, która – gdyby tylko chciała – już w tym sezonie występowałaby na pierwszoligowych boiskach. Pozyskaniem niezwykle utalentowanej osiemnastolatki zainteresowane było aż sześć klubów ekstraklasy, ale ona postanowiła, że awans do elity wywalczy na boisku. Co godne podkreślenia – dokładnie tak zrobiła, a jej dziewięć goli i dokładnie tyle samo asyst walnie przyczyniło się to tego, iż cel udało się osiągnąć. Zigiotti Olme nie jest jednak jedyną młodą piłkarką Hammarby, na którą warto zwrócić uwagę. Ważnymi ogniwami drugiej linii są bowiem także była zawodniczka Jitexu Anna Oskarsson (rocznik 1996) oraz autorka gola, który przypieczętował powrót do Damallsvenskan Filippa Angeldal (rocznik 1997). Zapomnieć nie można także o bodaj najbardziej wszechstronnej szwedzkiej piłkarce Oldze Ekblom. Kapitanka Hammarby to prawdziwy skarb, gdyż ciężko wymienić wiele zawodniczek, które na tak wielu pozycjach byłyby w stanie dać swojej drużynie aż tyle. Ekblom zaczynała jako pomocniczka, ale gdy pojawiła się taka konieczność, z powodzeniem występowała nawet na lewej obronie. Oczywiście, sporą cegiełkę do sukcesu dołożyły także między innymi Frida Sjöberg (najlepsza strzelczyni zespołu), Madeleine Tegström, czy Cathrine Dahlström, co tylko potwierdza, że zdecydowanie największa siłą Hammarby był w tegorocznych rozgrywkach dobrze funkcjonujący kolektyw.

Patrząc na to, jak dzielnie prezentuje się w Damallsvenskan duet tegorocznych beniaminków, można zastanawiać się, czy Hammarby w przyszłym sezonie będzie w stanie podążyć ich śladem. O ile w Elitettan kluczem do sukcesu jest zazwyczaj szeroka i pozbawiona słabych punktów kadra, o tyle na poziomie pierwszej ligi bardzo często różnicę robią jednostki wybitne. Takie ma w swoim składzie zarówno Kvarnsveden (Chawinga), jak i Djurgården (Schmidt), a w klubie z Södermalm nie wykreowała się jak dotychczas nawet namiastka równie charyzmatycznej liderki. Innego rodzaju problem stanowić może stosunkowo niska średnia wieku wielu podstawowych piłkarek, co szczególnie na początku sezonu może skutkować zbyt dużą liczbą zupełnie niepotrzebnie pogubionych punktów. Dobra wiadomość jest jednak taka, że w Sztokholmie doskonale zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i gorąco zapewniają, że ani jeden dzień zimowej przerwy nie zostanie przespany, a Hammarby przystąpi do rozgrywek w pełnej gotowości. I bardzo dobrze, bo już zaczynaliśmy tęsknić za charakterystycznym klimatem derbów stolicy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z tym większą radością więc mówimy: Hammarby – witamy w Damallsvenskan!

bigoriginal

Fot. Erik Simander

Ta ostatnia niedziela

Wprawdzie Halloween obchodzić będziemy dopiero w poniedziałek, ale piłkarki Damallsvenskan niezwykle skutecznie zadbały o to, aby już ostatnia ligowa niedziela sezonu 2016 przebiegła pod znakiem horrorów. Te najbardziej dramatycznie – zgodnie z przewidywaniami – obejrzeliśmy w Umeå i Borlänge, ale również w Piteå działo się tyle, że nikt, kto mniej więcej trzy godziny temu opuszczał LF Arenę z pewnością nie był rozczarowany jakością widowiska. Przez kilkadziesiąt minut wydawało się, że dziś poznamy przynajmniej jednego spadkowicza, ale szalone końcówki sprawiły, iż wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia zarówno jeśli chodzi o walkę w dolnych rejonach tabeli, jak i rywalizację o trzecie miejsce, zapadną dopiero za tydzień. Taki obrót spraw niekoniecznie cieszy sympatyków najbardziej zainteresowanych drużyn, ale neutralni kibice już mogą zacierać ręce w oczekiwaniu na sobotnie grande finale.

kristianstad-jpg

Fot. TT Nyhetsbyrån

Zanim jednak nadejdzie dzień decydującego starcia, wróćmy jeszcze na chwilę do wydarzeń przedostatniej kolejki, która zaczęła się od dobrych wieści dla Kristianstad. Najpierw okazało się, że kontuzjowana podczas zgrupowania reprezentacji Danii Stina Petersen jednak będzie mogła wystąpić od pierwszej minuty, a po niespełna kwadransie gry gol Mii Carlsson sprawił, że na ten moment zespół ze wschodniej Skanii był niemal pewny utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trzeba podkreślić, że prowadzenie Kristianstad było jak najbardziej zasłużone, a gdyby było wyższe, to też nikt w Dalarnie raczej nie powinien mieć z tego powodu pretensji. Mające za sobą fenomenalną rundę jesienną piłkarki Kvarnsveden na tle niezwykle zdeterminowanych podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir wyglądały bowiem jak drużyna, której jeszcze przed pierwszym gwizdkiem ktoś odciął dopływ energii. Na szczęście dla widowiska, w kadrze ekipy z Borlänge znajduje się jedna zawodniczka, która nie wpisuje się w żadne schematy i to właśnie ona na początku drugiej połowy niemal w pojedynkę doprowadziła do remisu. Pamiętacie trafienie Marty sprzed mniej więcej miesiąca, które natychmiast obiegło Szwecję, Europę i świat? Tabitha Chawinga zrobiła dziś coś równie spektakularnego i po przedryblowaniu Ivarsson, Karlsson oraz Atladottir, mierzonym strzałem umieściła futbolówkę w siatce gości obok interweniującej Petersen. W kolejnych minutach nie brakowało sytuacji pod obiema bramkami; inicjatywa wciąż należała do ambitnie szukających zwycięskiego gola piłkarek ze Skanii, ale Chawinga gospodynie próbowały to wykorzystać, raz po raz inicjując szybkie kontry. Po jednej z nich, wychodzącą na czysta pozycję napastniczkę z Malawi nieprzepisowo zatrzymała Atladottir, za co zasłużenie obejrzała czerwona kartkę i Kristianstad kończył mecz w dziesiątkę. W 93. minucie afrykańskiej napastniczki Kvarnsveden nie udało się jednak powstrzymać nawet faulem i zupełnie niespodziewanie to beniaminek znalazł się na prowadzeniu. Koniec emocji? W żadnym razie! Kristianstad wznowił od środka, wywalczył rzut rożny, a Mia Carlsson strzałem głowa zapewniła swojej drużynie jeden punkt. Wyszarpane w tak dramatycznych okolicznościach oczko nie zagwarantowało wprawdzie pozostania na kolejny sezon w Damallsvenskan, ale możemy być pewni, że zdobyty w ostatnich sekundach meczu w Borlänge gol sprawił, że przygotowania do pojedynku o pierwszoligowe być albo nie być upłyną w Kristianstad w bardziej sprzyjającej atmosferze.

******

W Umeå doskonale zdawali sobie sprawę, że meczu z Göteborgiem po prostu nie można przegrać. Drużyna Daniela Doverlinda wyszła na murawę świadoma stawki dzisiejszego spotkania i od pierwszych minut zepchnęła gości z Västergötland do rozpaczliwej momentami defensywy. W bramce KGFC doskonale spisywała się jednak Jennifer Falk i tylko jej interwencje po strzałach Chikwelu oraz Hjohlman sprawiły, że do szatni obie ekipy schodziły przy bezbramkowym remisie. Po przerwie – jeśli to w ogóle możliwe – przewaga Umeå była jeszcze większa, ale futbolówka ewidentnie nie chciała choćby raz wpaść do siatki gości. W 75. minucie pomocną dłoń do gospodyń wyciągnął nawet prowadzący dzisiejszy mecz Alexander Milovanovic, dyktując mocno wątpliwy rzut karny, ale i w tej sytuacji na wysokości zadania stanęła Falk, odbijając piłkę po strzale Lisy Lantz (co ciekawe, była to trzecia kolejna zmarnowana przez zawodniczki z Umeå jedenastka). W doliczonym czasie gry piłkę meczową na nodze miała jeszcze Hjohlman, ale w Västerbotten nie doczekaliśmy się dziś choćby jednego gola. Gospodynie mają oczywiście pełne prawo żałować zremisowania meczu, w którym przez dziewięćdziesiąt minut nie pozwoliły wyżej notowanym rywalkom oddać choćby jednego celnego strzału, ale jeszcze bardziej zastanawiające jest to, dlaczego przez niemal cały sezon piłkarki z Umeå nie potrafiły nawet zbliżyć się do zaprezentowanego dziś przez siebie poziomu, gdyż tak grająca drużyna z pewnością nie miałaby najmniejszego problemu z wywalczeniem utrzymania w krajowej elicie. Pobudka przyszła jednak zbyt późno, choć zdobyty właśnie punkt sprawia, że sezon wciąż jest jeszcze do uratowania. Warunek jest jeden – zwycięstwo w Kristianstad.

******

Bez kontuzjowanej Martens, pauzującej za nadmiar żółtych kartek Masar oraz odpoczywającej po urazie Marty udały się do Norrland piłkarki FC Rosengård. Od pierwszej minuty w drużynie z Malmö zagrała za to Gaelle Enganamouit i nic dziwnego, że to właśnie na szykującą się na Ligę Mistrzyń oraz Puchar Narodów Afryki napastniczkę skierowana była uwaga większości obserwatorów. Wciąż urzędująca królowa strzelczyń Damallsvenskan nie znajduje się jeszcze w swojej szczytowej formie, ale już dzisiejszy mecz pokazał, jak wiele znaczy jej obecność na boisku. To właśnie po faulu na Kamerunce rzut karny zamieniła na gola Natasza Andonowa, a Faith Ikidi oraz Emelie Lövgren z pewnością zgodnie przyznają, że nawet gra przeciwko powracającej po wielomiesięcznej przerwie Enganamouit do najprzyjemniejszych nie należy. Gościom z Malmö ostatecznie nie udało się utrzymać skromnego prowadzenia, gdyż tuż przed końcem pierwszej połowy do remisu doprowadziła Norlin, wykorzytsując fenomenalną asystę … Emmy Berglund. Po przerwie więcej okazji na zdobycie zwycięskiego gola miały gospodynie, ale tę zdecydowanie najdogodniejszą zmarnowały piłkarki z Malmö, gdy po strzale Andonowej futbolówka zatrzymała się na poprzeczce, a dobijająca Landeka nie była w stanie celnie skierować jej do pustej bramki. Remis 1-1 oznacza, że – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – po raz pierwszy od sierpnia 2011 Rosengård zanotował passę czterech kolejnych meczów bez zwycięstwa.

******

Emocji nie zabrakło także na pozostałych stadionach. Derbowy mecz z udziałem Eskilstuny i Örebro okazał się niemal lustrzanym odbiciem wiosennego starcia obu ekip. Podobnie jak wówczas na Behrn Arenie, tak i dziś na Tunavallen byliśmy świadkami wyrównanego spotkania, w którym jedna z drużyn po profesorsku wypunktowała przeciwnika. W rolę nauczycielek raz jeszcze wcieliły się podopieczne Viktora Erikssona, a łupem bramkowym tym razem podzieliły się Quinn, Schjelderup oraz Larsson, bez najmniejszych skrupułów wykorzystując kardynalne błędy zawodniczek z Örebro. Zwycięstwo nad lokalnym rywalem sprawia, że na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek Eskilstuna ponownie znalazła się na trzecim miejscu w ligowej tabeli.

Bardzo udanie pożegnały się ze swoimi kibicami także piłkarki Vittsjö, a wydarzeniem dnia w północnej Skanii był bez wątpienia hat-trick Clary Markstedt. Zwycięstwo nad Djurgården przyszło zawodniczkom Thomasa Mårtenssona nadspodziewanie łatwo, ale patrząc na aktualną dyspozycję defensywy ze Sztokholmu, która ewidentnie udała się na przedterminowe wakacje, inaczej po prostu być nie mogło. Obrazkiem, który najlepiej podsumowuje obraz meczu jest rajd i asysta Lindy Sällstrröm przy golu na 3-1. Fińska skrzydłowa chyba sama nie spodziewała się, że kiedykolwiek w tym sektorze boiska dostanie tyle swobody, ale skoro już rywalki postanowiły jej nie przeszkadzać, to grzechem było z takiej okazji nie skorzystać. Piłkarki ze stolicy z pewnością pochwalić należy za to, że do ostatniego gwizdka starały się zmniejszyć rozmiary porażki, ale podstawowa różnica polegała dziś na tym, że obrończynie Vittsjö nie były jeszcze myślami na zimowych urlopach.

Stosunkowo najbardziej przewidywalny był przebieg meczu w Sunne, gdzie zawitały świeżo upieczone mistrzynie z Linköping i zrobiły to, co z reguły najlepsza drużyna ligi robi wtedy, gdy przyjdzie jej zmierzyć się z tą najsłabszą. Klasycznym hat-trickiem popisała się Pernille Harder, przy okazji dokładając do swojego dorobku jedenastą w sezonie asystę i wciąż zachowując szanse na to, aby jako pierwsza piłkarka w historii Damallsvenskan zwyciężyć w obu tych klasyfikacjach. Piłkarki z Värmland nie miały zbyt wielu argumentów w starciu z liderem, a najlepszą okazję za zdobycie honorowego gola stworzyły sobie w 92. minucie, kiedy to główkowała Sarah Bergman. Niestety dla gospodyń, trąconą przez nią futbolówkę na linii bramkowej zatrzymała Andersson i bardzo prawdopodobnego pożegnania Strandvallen z ekstraklasą nie udało się choć trochę osłodzić.

21. kolejka – zapowiedź

To już ostatnia niedziela, którą w sezonie 2016 przyjdzie nam spędzić z piłkarkami szwedzkich klubów. Nowego mistrza kraju poznaliśmy wprawdzie już po poprzedniej kolejce, ale inne, równie ważne rozstrzygnięcia cały czas przed nami. Niewykluczone, że niektóre z nich poznamy już za kilkanaście godzin, więc chyba nie trzeba dodatkowej zachęty, aby w jutrzejsze popołudnie wybrać właśnie sprawdzoną i godną zaufania ofertę Damallsvenskan.

Dzisiejszą zapowiedź rozpoczniemy nietypowo, bo … od końca. Niezwykle pasjonująca walka o pozostanie w elicie jest jednak na chwilę obecną tym, co w największym stopniu zajmuje uwagę kibiców. W bardzo nieciekawym położeniu na dwie kolejki przed końcem rozgrywek znajdują się zamykające tabelę piłkarki z Umeå, które w najbliższej serii spotkań podejmą na własnym boisku Göteborg. Podopieczne Daniela Doverlinda doskonale zdają sobie sprawę, iż kolejna porażka mocno ograniczy szanse na utrzymanie w Damallsvenskan, a przy niekorzystnym układzie innych spotkań niewykluczone, że może nawet przesądzić o degradacji niezwykle utytułowanego klubu. Pomimo prawdopodobnej absencji Liny Hurtig trzeba będzie więc zagrać o pełną pulę i pierwsze od niemal czterech miesięcy ligowe zwycięstwo.

Skoro już mowa o zwycięstwach, to bardzo nietypową dla siebie serię notują właśnie zawodniczki Mallbacken, które – uwzględniając wszystkie rozgrywki – po raz pierwszy w tym roku zanotowały dwa wygrane mecze z rzędu. Tę nadspodziewanie udaną passę podtrzymać będzie jednak bardzo ciężko, gdyż w niedzielę na Strandvallen przyjadą świeżo upieczone mistrzynie z Linköping, które grając już bez tak ogromnej presji wyniku zechcą udowodnić, że wywalczony dwa tygodnie temu tytuł nie był dziełem przypadku. W Värmland wciąż oczywiście wierzą w cud w postaci utrzymania, ale jakoś trudno nam sobie wyobrazić, aby drużyna Martina Sjögrena pierwszą w sezonie porażkę poniosła właśnie w Sunne.

Długo wydawało się, że w zdecydowanie najlepszej sytuacji spośród drużyn walczących o utrzymanie znajduje się Kristianstad, ale ekipa ze Skanii także musi zmagać się z bardzo poważnymi problemami. Kontuzja Stiny Petersen odniesiona podczas azjatyckiego tournee reprezentacji Danii sprawiła, że … na chwilę obecną w kadrze pierwszego zespołu nie ma ani jednej zdolnej do gry bramkarki (z urazami zmagają się również Maron, Mattsson oraz Olsson). W spotkaniu pucharowym przeciwko Kalmar między słupkami bramki KDFF stanęła mierząca zaledwie 160 centymetrów islandzka defensorka Erla Arnardottir, ale jeśli to ona będzie miała zatrzymać składający się między innymi z Chawingi, Addo oraz Weimer atak beniaminka z Dalarny, to jakoś nie wróżymy tej misji powodzenia.

Równie pasjonująco zapowiada się korespondencyjny pojedynek o miejsce na najniższym stopniu ligowego podium, gdyż zarówno Eskilstuna, jak i Piteå zmierzą się jutro z bardzo wymagającymi rywalkami. Na papierze cięższe zadanie czeka podopieczne Stellana Carlssona, które będą musiały stawić czoła FC Rosengård. Wprawdzie drużyna z Malmö przyjedzie do Norrland bez Elli Masar, a także bez jakichkolwiek szans na obronę mistrzowskiego tytułu, ale możemy być pewni, że Jack Majgaard potraktuje wyjazd na LF Arenę bardzo poważnie. Niezwykle zmotywowane przystąpią do derbowego pojedynku także piłkarki Örebro, które spróbują odgryźć się Eskilstunie za niezwykle dotkliwa porażkę w rundzie wiosennej. Mecz ten będzie szczególnym wydarzeniem dla obecnego szkoleniowca klubu z Behrn Areny, który po raz pierwszy zagra przeciwko drużynie, w której spędził najlepsze lata swej trenerskiej kariery. W jutrzejszym spotkaniu Martin Skogman nie będzie mógł jeszcze skorzystać z usług zdyskwalifikowanej za faul na Jennifer Falk Melissy Tancredi, ale zwycięski mecz w Sztokholmie pokazał, że nawet bez kanadyjskiej snajperki ofensywa Örebro może prezentować się nadzwyczaj efektownie.

Rywalizacja Vittsjö i Djurgården być może nie przyciągnie na stadion oraz przed ekrany zbyt wielu fanów, ale ci, którzy jednak zdecydują się na osobistą lub wirtualną wizytę w północnej Skanii, na pewno nie poczują się rozczarowani. Obie ekipy miały w obecnych rozgrywkach lepsze i gorsze momenty, ale ich cechą wspólną jest z pewnością pozytywnie rozumiana nieprzewidywalność. Możemy się więc spodziewać, że i tym razem na Vittsjö IP obejrzymy ciekawe spotkanie, pełne nieoczywistych rozwiązań, a to przecież brzmi jak przepis na perfekcyjne, piłkarskie popołudnie.

Gotowe na mundial

Dopiero przedwczoraj poznaliśmy ostateczny kształt reprezentacji do lat 20, która w listopadzie i (miejmy nadzieję) grudniu powalczy w odległej Papui-Nowej Gwinei o największy sukces w historii szwedzkiej piłki młodzieżowej. Owe opóźnienie wyniknęło z faktu, iż do ostatniej chwili trwały pertraktacje w sprawie wyjazdu na mundial Zeciry Musovic oraz pozostałych zawodniczek wicemistrza Szwecji. Jak można było przypuszczać, dyskusje last minute nie przyniosły jakichkolwiek rezultatów i na turnieju w Oceanii nie obejrzymy ani Musovic, ani żadnej z jej klubowych koleżanek. Szczególnie nieobecność młodej golkiperki FC Rosengård będzie rzecz jasna sporym osłabieniem, ale o tym, że taka ewentualność wydaje się być najbardziej prawdopodobna pisaliśmy już od kilku miesięcy. Co najważniejsze, pod uwagę brał ją także selekcjonerski duet Calle Barrling – Anneli Andersén, w związku z czym sporo minut w meczach kontrolnych z poważnymi rywalami dostawała Emma Holmgren. Bramkarka z Uppsali zebrała w ten sposób niezbędne, reprezentacyjne doświadczenie, które powinno zaprocentować podczas turnieju finałowego. Poza nieobecnościami, o których wspomniano powyżej, w składzie szwedzkiej kadry trudno doszukać się większych niespodzianek, choć – jak to zwykle w podobnych sytuacjach bywa – pytań o konkretne nazwiska nie brakuje. Na turniej nie pojedzie bowiem między innymi Julia Zigiotti Olme, a akurat piłkarkę Hammarby wielu widziałoby wśród zawodniczek udających się w podróż życia na drugi kraniec świata. Miejsc do obsadzenia było jednak tylko 21, a pełna lista wybranek Barrlinga oraz Andersén prezentuje się następująco:

Bramkarki: Agnes Granberg (Team TG), Emma Holmgren (Sirius), Moa Öhman (Piteå)

Obrończynie: Ronja Aronsson (Piteå), Julia Ekholm (Hammarby), Maja Göthberg (Göteborg), Ellen Löfqvist (Piteå), Josefine Rybrink (Kungsbacka), Lotta Ökvist (Piteå)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Filippa Angeldal (Hammarby), Rebecka Blomqvist (Göteborg), Michelle De Jongh (Örebro), Nellie Lilja (Limhamn Bunkeflo), Anna Oskarsson (Hammarby), Amanda Persson (Växjö), Johanna Rytting Kaneryd (Djurgården), Olivia Welin (Limhamn Bunkeflo)

Napastniczki: Anna Anvegård (Växjö), Stina Blackstenius (Linköping), Loreta Kullashi (AIK)