Ta ostatnia niedziela

Wprawdzie Halloween obchodzić będziemy dopiero w poniedziałek, ale piłkarki Damallsvenskan niezwykle skutecznie zadbały o to, aby już ostatnia ligowa niedziela sezonu 2016 przebiegła pod znakiem horrorów. Te najbardziej dramatycznie – zgodnie z przewidywaniami – obejrzeliśmy w Umeå i Borlänge, ale również w Piteå działo się tyle, że nikt, kto mniej więcej trzy godziny temu opuszczał LF Arenę z pewnością nie był rozczarowany jakością widowiska. Przez kilkadziesiąt minut wydawało się, że dziś poznamy przynajmniej jednego spadkowicza, ale szalone końcówki sprawiły, iż wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia zarówno jeśli chodzi o walkę w dolnych rejonach tabeli, jak i rywalizację o trzecie miejsce, zapadną dopiero za tydzień. Taki obrót spraw niekoniecznie cieszy sympatyków najbardziej zainteresowanych drużyn, ale neutralni kibice już mogą zacierać ręce w oczekiwaniu na sobotnie grande finale.

kristianstad-jpg

Fot. TT Nyhetsbyrån

Zanim jednak nadejdzie dzień decydującego starcia, wróćmy jeszcze na chwilę do wydarzeń przedostatniej kolejki, która zaczęła się od dobrych wieści dla Kristianstad. Najpierw okazało się, że kontuzjowana podczas zgrupowania reprezentacji Danii Stina Petersen jednak będzie mogła wystąpić od pierwszej minuty, a po niespełna kwadransie gry gol Mii Carlsson sprawił, że na ten moment zespół ze wschodniej Skanii był niemal pewny utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trzeba podkreślić, że prowadzenie Kristianstad było jak najbardziej zasłużone, a gdyby było wyższe, to też nikt w Dalarnie raczej nie powinien mieć z tego powodu pretensji. Mające za sobą fenomenalną rundę jesienną piłkarki Kvarnsveden na tle niezwykle zdeterminowanych podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir wyglądały bowiem jak drużyna, której jeszcze przed pierwszym gwizdkiem ktoś odciął dopływ energii. Na szczęście dla widowiska, w kadrze ekipy z Borlänge znajduje się jedna zawodniczka, która nie wpisuje się w żadne schematy i to właśnie ona na początku drugiej połowy niemal w pojedynkę doprowadziła do remisu. Pamiętacie trafienie Marty sprzed mniej więcej miesiąca, które natychmiast obiegło Szwecję, Europę i świat? Tabitha Chawinga zrobiła dziś coś równie spektakularnego i po przedryblowaniu Ivarsson, Karlsson oraz Atladottir, mierzonym strzałem umieściła futbolówkę w siatce gości obok interweniującej Petersen. W kolejnych minutach nie brakowało sytuacji pod obiema bramkami; inicjatywa wciąż należała do ambitnie szukających zwycięskiego gola piłkarek ze Skanii, ale Chawinga gospodynie próbowały to wykorzystać, raz po raz inicjując szybkie kontry. Po jednej z nich, wychodzącą na czysta pozycję napastniczkę z Malawi nieprzepisowo zatrzymała Atladottir, za co zasłużenie obejrzała czerwona kartkę i Kristianstad kończył mecz w dziesiątkę. W 93. minucie afrykańskiej napastniczki Kvarnsveden nie udało się jednak powstrzymać nawet faulem i zupełnie niespodziewanie to beniaminek znalazł się na prowadzeniu. Koniec emocji? W żadnym razie! Kristianstad wznowił od środka, wywalczył rzut rożny, a Mia Carlsson strzałem głowa zapewniła swojej drużynie jeden punkt. Wyszarpane w tak dramatycznych okolicznościach oczko nie zagwarantowało wprawdzie pozostania na kolejny sezon w Damallsvenskan, ale możemy być pewni, że zdobyty w ostatnich sekundach meczu w Borlänge gol sprawił, że przygotowania do pojedynku o pierwszoligowe być albo nie być upłyną w Kristianstad w bardziej sprzyjającej atmosferze.

******

W Umeå doskonale zdawali sobie sprawę, że meczu z Göteborgiem po prostu nie można przegrać. Drużyna Daniela Doverlinda wyszła na murawę świadoma stawki dzisiejszego spotkania i od pierwszych minut zepchnęła gości z Västergötland do rozpaczliwej momentami defensywy. W bramce KGFC doskonale spisywała się jednak Jennifer Falk i tylko jej interwencje po strzałach Chikwelu oraz Hjohlman sprawiły, że do szatni obie ekipy schodziły przy bezbramkowym remisie. Po przerwie – jeśli to w ogóle możliwe – przewaga Umeå była jeszcze większa, ale futbolówka ewidentnie nie chciała choćby raz wpaść do siatki gości. W 75. minucie pomocną dłoń do gospodyń wyciągnął nawet prowadzący dzisiejszy mecz Alexander Milovanovic, dyktując mocno wątpliwy rzut karny, ale i w tej sytuacji na wysokości zadania stanęła Falk, odbijając piłkę po strzale Lisy Lantz (co ciekawe, była to trzecia kolejna zmarnowana przez zawodniczki z Umeå jedenastka). W doliczonym czasie gry piłkę meczową na nodze miała jeszcze Hjohlman, ale w Västerbotten nie doczekaliśmy się dziś choćby jednego gola. Gospodynie mają oczywiście pełne prawo żałować zremisowania meczu, w którym przez dziewięćdziesiąt minut nie pozwoliły wyżej notowanym rywalkom oddać choćby jednego celnego strzału, ale jeszcze bardziej zastanawiające jest to, dlaczego przez niemal cały sezon piłkarki z Umeå nie potrafiły nawet zbliżyć się do zaprezentowanego dziś przez siebie poziomu, gdyż tak grająca drużyna z pewnością nie miałaby najmniejszego problemu z wywalczeniem utrzymania w krajowej elicie. Pobudka przyszła jednak zbyt późno, choć zdobyty właśnie punkt sprawia, że sezon wciąż jest jeszcze do uratowania. Warunek jest jeden – zwycięstwo w Kristianstad.

******

Bez kontuzjowanej Martens, pauzującej za nadmiar żółtych kartek Masar oraz odpoczywającej po urazie Marty udały się do Norrland piłkarki FC Rosengård. Od pierwszej minuty w drużynie z Malmö zagrała za to Gaelle Enganamouit i nic dziwnego, że to właśnie na szykującą się na Ligę Mistrzyń oraz Puchar Narodów Afryki napastniczkę skierowana była uwaga większości obserwatorów. Wciąż urzędująca królowa strzelczyń Damallsvenskan nie znajduje się jeszcze w swojej szczytowej formie, ale już dzisiejszy mecz pokazał, jak wiele znaczy jej obecność na boisku. To właśnie po faulu na Kamerunce rzut karny zamieniła na gola Natasza Andonowa, a Faith Ikidi oraz Emelie Lövgren z pewnością zgodnie przyznają, że nawet gra przeciwko powracającej po wielomiesięcznej przerwie Enganamouit do najprzyjemniejszych nie należy. Gościom z Malmö ostatecznie nie udało się utrzymać skromnego prowadzenia, gdyż tuż przed końcem pierwszej połowy do remisu doprowadziła Norlin, wykorzytsując fenomenalną asystę … Emmy Berglund. Po przerwie więcej okazji na zdobycie zwycięskiego gola miały gospodynie, ale tę zdecydowanie najdogodniejszą zmarnowały piłkarki z Malmö, gdy po strzale Andonowej futbolówka zatrzymała się na poprzeczce, a dobijająca Landeka nie była w stanie celnie skierować jej do pustej bramki. Remis 1-1 oznacza, że – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – po raz pierwszy od sierpnia 2011 Rosengård zanotował passę czterech kolejnych meczów bez zwycięstwa.

******

Emocji nie zabrakło także na pozostałych stadionach. Derbowy mecz z udziałem Eskilstuny i Örebro okazał się niemal lustrzanym odbiciem wiosennego starcia obu ekip. Podobnie jak wówczas na Behrn Arenie, tak i dziś na Tunavallen byliśmy świadkami wyrównanego spotkania, w którym jedna z drużyn po profesorsku wypunktowała przeciwnika. W rolę nauczycielek raz jeszcze wcieliły się podopieczne Viktora Erikssona, a łupem bramkowym tym razem podzieliły się Quinn, Schjelderup oraz Larsson, bez najmniejszych skrupułów wykorzystując kardynalne błędy zawodniczek z Örebro. Zwycięstwo nad lokalnym rywalem sprawia, że na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek Eskilstuna ponownie znalazła się na trzecim miejscu w ligowej tabeli.

Bardzo udanie pożegnały się ze swoimi kibicami także piłkarki Vittsjö, a wydarzeniem dnia w północnej Skanii był bez wątpienia hat-trick Clary Markstedt. Zwycięstwo nad Djurgården przyszło zawodniczkom Thomasa Mårtenssona nadspodziewanie łatwo, ale patrząc na aktualną dyspozycję defensywy ze Sztokholmu, która ewidentnie udała się na przedterminowe wakacje, inaczej po prostu być nie mogło. Obrazkiem, który najlepiej podsumowuje obraz meczu jest rajd i asysta Lindy Sällstrröm przy golu na 3-1. Fińska skrzydłowa chyba sama nie spodziewała się, że kiedykolwiek w tym sektorze boiska dostanie tyle swobody, ale skoro już rywalki postanowiły jej nie przeszkadzać, to grzechem było z takiej okazji nie skorzystać. Piłkarki ze stolicy z pewnością pochwalić należy za to, że do ostatniego gwizdka starały się zmniejszyć rozmiary porażki, ale podstawowa różnica polegała dziś na tym, że obrończynie Vittsjö nie były jeszcze myślami na zimowych urlopach.

Stosunkowo najbardziej przewidywalny był przebieg meczu w Sunne, gdzie zawitały świeżo upieczone mistrzynie z Linköping i zrobiły to, co z reguły najlepsza drużyna ligi robi wtedy, gdy przyjdzie jej zmierzyć się z tą najsłabszą. Klasycznym hat-trickiem popisała się Pernille Harder, przy okazji dokładając do swojego dorobku jedenastą w sezonie asystę i wciąż zachowując szanse na to, aby jako pierwsza piłkarka w historii Damallsvenskan zwyciężyć w obu tych klasyfikacjach. Piłkarki z Värmland nie miały zbyt wielu argumentów w starciu z liderem, a najlepszą okazję za zdobycie honorowego gola stworzyły sobie w 92. minucie, kiedy to główkowała Sarah Bergman. Niestety dla gospodyń, trąconą przez nią futbolówkę na linii bramkowej zatrzymała Andersson i bardzo prawdopodobnego pożegnania Strandvallen z ekstraklasą nie udało się choć trochę osłodzić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s