Podsumowanie 2. kolejki

Wyjazdowe zwycięstwo nad Piteå niewątpliwie było dla piłkarek i sympatyków Djurgården wymarzonym początkiem sezonu, ale w Sztokholmie wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że w rywalizacji z Rosengård poprzeczka zostanie zawieszona jeszcze wyżej. Tym bardziej, że podopieczne Jacka Majgaarda wyszły na murawę Stadionu Olimpijskiego tak naładowane, jakby chciały od pierwszych sekund kontynuować rozpoczęty jeszcze w starciu z Kvarnsveden strzelecki festiwal. Przewaga gości z Malmö była w początkowej fazie meczu wręcz przygniatająca, ale ponieważ piłka nożna nie zawsze hołduje zasadom logiki, to w 10. minucie na prowadzenie wyszły gospodynie. Błąd Musovic i niefortunne przedłużenie piłki przez Troelsgaard pozwoliły Tempest-Marie Norlin wpisać się na listę strzelczyń i sprawić, że po raz pierwszy od wielu lat klub ze Sztokholmu został wirtualnym liderem Damallsvenskan. Ten stan utrzymał się jednak zaledwie 150 sekund, gdyż Lieke Martens (przy delikatnej pomocy Elli Masar) bez jakichkolwiek problemów rozklepała sztokholmską defensywę, a próbująca wybijać futbolówkę z linii Gisladottir zrobiła to tak nieszczęśliwie, że nastrzeliła stojącą nieopodal Kim Sundlöv. Jak się miało później okazać, był to dopiero początek kolejnego popisu ustawionej tego dnia nieco bardziej centralnie reprezentantki Holandii, która tuż po przerwie kilkudziesięciometrowym rajdem rozpoczęła akcję zakończoną ostatecznie golem Masar na 2-1, a w ostatnich minutach pozbawiła gospodynie resztek złudzeń, wykładając idealną piłkę Ivie Landece. Fenomenalna dyspozycja Martens w pierwszych dwóch kolejkach sprawia, że znacznie spokojniejsze wejście w sezon mają obie zawodniczki przedstawiane jako dwie najgroźniejsze strzelby ekipy z Malmö. Wciąż dochodzące do optymalnej formy Anja Mittag oraz Lotta Schelin także i tym razem nie poprawiły swojego dorobku strzeleckiego, ale uwaga większości obserwatorów i tak skupiona była na wyczyniającej prawdziwe cuda na sztokholmskiej arenie Holenderce. Dodajmy, że całkiem słusznie.

2_01

Na Behrn Arenie spotkały się dwa zespoły poszukujące pierwszych w sezonie ligowym punktów, ale zadanie ostatecznie udało się wykonać jedynie gospodyniom. O końcowym wyniku przesądziła sytuacja z 20. minuty, kiedy to Emma Jansson zaskoczyła Brett Maron uderzeniem zza pola karnego. Inna sprawa, że wyjątkowo mało rozważna postawa doświadczonej, amerykańskiej golkiperki Kristianstad w drugiej połowie mogła sprawić, że zwycięstwo Örebro byłoby koniec końców zdecydowanie bardziej okazałe. Na jej szczęście, ani była napastniczka Eskilstuny, ani żadna z jej koleżanek, nie były jednak w sobotnie popołudnie na tyle skuteczne, co w pewnym sensie zagwarantowało nam emocje do ostatniej minuty. Swoje okazje na pokonanie Caroli Söberg miały bowiem także podopieczne Elisabet Gunnarsdottir, ale zawodniczkom z Kristianstad – podobnie jak przed tygodniem – znów zabrakło postawienia przysłowiowej kropki nad i. Kolejny raz z bardzo dobrej strony pokazała się Nigeryjka Chikwelu, dzielnie sekundowała jej pozyskana zimą z Örebro jej rodaczka Chukwudi, ale żadnej z nich choćby raz nie udało się skierować futbolówki do bramki strzeżonej przez Söberg, w wyniku czego zespół ze wschodniej Skanii wciąż pozostaje w obecnym sezonie bez jakiegokolwiek dorobku bramkowego, choć samą grą na przynajmniej jednego gola z pewnością dziś zasłużył.

2_02

Jeszcze kilka tygodni temu nie byliśmy pewni, czy po zimowej przerwie Damallsvenskan w ogóle powróci do Vittsjö, ale skoro długa, stadionowo-licencyjna saga zakończyła się ostatecznie powodzeniem, to piłkarkom Thomasa Mårtenssona nie pozostawało nic innego, jak tylko podtrzymać dobrą passę w domowych potyczkach z Eskilstuną. Kibicom z północnej Skanii najwięcej powodów do radości przysporzyła tym razem siedemnastoletnia Ebba Hed, która w 17. minucie meczu, wykorzystując silne podmuchy wiatru oraz nienajlepsze ustawienie Lundberg, wyprowadziła swój zespół na prowadzenie uderzeniem bezpośrednio z rzutu rożnego. Prezentujące się znacznie korzystniej niż podczas ubiegłotygodniowego pojedynku z Hammarby zawodniczki z Eskilsuny momentalnie rzuciły się do odrabiania strat, znów świetną partię rozgrywała Szkotka Fiona Brown, ale stojąca w bramce gospodyń jej rodaczka Shannon Lynn interweniowała albo niezwykle skutecznie, albo niezwykle szczęśliwie, dzięki czemu Vittsjö schodziło do szatni przy korzystnym dla siebie wyniku. Druga połowa to dalszy ciąg coraz wyraźniejszej przewagi United, z której jednak aż do 72. minuty wynikało stosunkowo niewiele. Wtedy jednak solidnie spisująca się defensywa ze Skanii została rozklepana przez akcję tercetu Schough – Schjelderup – Larsson, a była napastniczka Mallbacken, która przed przerwą obiła poprzeczkę bramki Vittsjö, nie dała Shannon Lynn najmniejszych szans na skuteczną paradę, wyrównując w ten sposób stan rywalizacji. Na więcej – pomimo dwóch nieuznanych goli oraz ofiarnych interwencji Benediktsson na linii bramkowej – podopiecznym Viktora Erikssona nie wystarczyło już czasu, dzięki czemu obie ekipy wciąż zachowały status niepokonanych w obecnym sezonie ligowym.

2_03

Choć beniaminek ze Sztohkolmu zebrał nadspodziewanie pozytywne recenzje za inaugurację w Eskilstunie, to jednak mało kto przypuszczał, że Hammarby będzie w stanie podjąć walkę z mistrzyniami z Linköping. Rzeczywiście, w pierwszej połowie ambitne sztokholmianki nie miały zbyt wielu argumentów, aby przeciwstawić się rozpędzającej się z minuty na minutę drużynie Kima Björkegrena, ale pomimo przygniatającej momentami przewagi, piłkarkom LFC zaledwie raz udało się umieścić futbolówkę w siatce Emmy Holmgren. Kiedy jednak tuż po przerwie niezawodna Banusic ukłuła po raz drugi, mogło się wydawać, że w tym właśnie momencie w stolicy skończyły się emocje. Linköping miał w rękach wszystkie najmocniejsze karty, ale zamiast w stylu godnym mistrza kontrolować boiskowe wydarzenia, pozwolił gospodyniom na całkowicie nieoczekiwany powrót do meczu. Fatalny błąd Jonny Andersson udało się jeszcze w ostatniej chwili naprawić Mai Kildemoes, ale kilkadziesiąt sekund później ani duńska defensorka, ani Cajsa Andersson, nie była w stanie zapobiec zdobyciu kontaktowej bramki przez Julię Zigiotti Olme. Zamiast spokoju, piłkarki gości na własne życzenie zafundowały sobie nerwową końcówkę i choć przesadą byłoby stwierdzenie, że inicjatywa należała w niej do Hammarby, to jednak piłka kilka razy niebezpiecznie przecięła szesnastkę LFC, a w takich sytuacjach o jakieś przypadkowe nieszczęście nietrudno. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry, po przeciwległej stronie boiska, przekonała się zresztą o tym Alexandra Lindberg, gdyż to jej samobójcze trafienie ustaliło ostatecznie wynik spotkania na 1-3, a sympatykom Bajen pozostaje mieć nadzieję, że tym razem stracony w takich okolicznościach gol nie będzie niósł za sobą takich konsekwencji, jak analogiczna sytuacja sprzed dwóch sezonów.

2_04

Limhamns IP przywitał się z Damallsvenskan w niesamowicie chłodnej atmosferze, choć trzeba zaznaczyć, że nie mam tu na myśli piłkarek i kibiców z Malmö, a skutecznie utrudniające grę obu zespołom warunki pogodowe. Wprawdzie padający podczas rozgrzewki śnieg jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Laury Rapp doszedł najwyraźniej do wniosku, że ostatnia dekada kwietnia to już nie pora na takie anomalie, ale wcześniejsze harce najwyraźniej na tyle zmroziły zawodniczki obu ekip, że emocji w pierwszej połowie było jak na lekarstwo. Piłkarki gości, które co pewien czas nawet zapuszczały się w okolice szesnastki Emmy Lind, były w swoich poczynaniach tak niemrawe, jakby faktycznie nie zamierzały zrobić krzywdy w historycznym dla gospodyń ekstraklasowym debiucie przed własną publicznością. Skoro nie chciało strzelać Piteå, to do roboty zabrało się Limhamn Bunkeflo i tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę, po kapitalnie rozegranym rzucie rożnym, zgromadzeni na kameralnym obiekcie sympatycy beniaminka mogli wydać z siebie głośny okrzyk radości. Niekorzystny z perspektywy podopiecznych Stellana Carlssona rezultat sprawiał, że w drugiej połowie spodziewaliśmy się bardziej zdecydowanego naporu gości, ale poza kilkoma pojedynczymi zrywami nic takiego nie miało miejsca. Świetnie dysponowana para stoperek Kristjansdottir – Winberg sprawiła, że w Skanii wszyscy zdążyli już zapomnieć, że w poprzednim sezonie to właśnie mało stabilna postawa formacji defensywnej była największa bolączką Limhamn Bunkeflo, ale gdy wszyscy w Malmö zaczynali się powoli szykować do świętowania historycznego zwycięstwa, piłkarki z Norrland w ostatniej akcji meczu zdołały uratować jeden punkt. Po nieco rozpaczliwej wrzutce z lewego skrzydła futbolówka znalazła się pod nogami Löfqvist, która intuicyjnie zagrała do Pettersson, a ta strzałem po ziemi pokonała Emmę Lind. Zawodniczki ze Skanii jeszcze długo po ostatnim gwizdku nie mogły uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło, ale w tych okolicznościach ich zachowanie jest całkowicie usprawiedliwione.

2_05

W Borlänge zastanawiali się, czy miejscowa drużyna będzie potrafiła we właściwy sposób zareagować na dwa niezwykle silne ciosy, jakie spadły na nią w odstępie zaledwie kilku dni. Siedem straconych goli w inauguracyjnej kolejce, a także poważna kontuzja kapitanki Denise Sundberg, to z całą pewnością nie był wymarzony scenariusz otwarcia drugiego w historii pierwszoligowego sezonu w Dalarnie, ale po pierwszym kwadransie pojedynku z odmłodzoną drużyną z Göteborga, Jonas Björkgren mógł mieć nadzieję, że były to jedynie złe lepszego początki. O ile jednak ofensywa Kvarnsveden na tle rywalek z najwyższej klasy rozgrywkowej prezentuje się całkiem solidnie, o tyle nijak nie można powiedzieć tego samego o zawodniczkach defensywnych i to w znacznym stopniu ich postawa sprawiła, że gospodynie schodziły do szatni, przegrywając 0-2. Pierwszy gol dla ekipy z Västergötland  był efektem przepięknej akcji w trójkącie Hammarlund – Blomqvist – Rubensson, ale drugi – zdobyty tuż przed gwizdkiem oznajmiającym przerwę – był już wyłącznie wynikiem mało odpowiedzialnego zachowania Lundqvist oraz Salander we własnej szesnastce. Na początku drugiej połowy nad Borlänge przeszła prawdziwa nawałnica i w tych nieco ekstremalnych warunkach zdecydowanie lepiej radziły sobie szukające kontaktowej bramki gospodynie. Padła ona w 72. minucie, kiedy to centrę Roddar z rzutu rożnego na gola zamieniła Salander, ale zaledwie kilkadziesiąt sekund później strzelczyni gola dla Kvarnsveden pozwoliła zagranej przez Rubensson futbolówce przedostać się pod nogi Hammarlund, a napastniczka reprezentacji Szwecji takich sytuacji nie zwykła marnować. 1-3 absolutnie nie oznaczało jednak końca emocji, gdyż w ostatnim kwadransie popis swoich nieprzeciętnych umiejętności postanowiła dać fenomenalna Tabitha Chawinga, która najpierw po kilkudziesięciometrowym rajdzie zakończonym przepięknym wykończeniem przywróciła swojej drużynie nadzieję, a następnie napędzała kolejne akcje dominujących w tej fazie meczu gospodyń. Już w doliczonym czasie gry jeden z takich wypadów przyniósł Kvarnsveden rzut rożny, po którym w podbramkowym zamieszaniu najlepiej odnalazła się Lara Ivanusa i nieco sytuacyjnym strzałem zapewniła ekipie z Dalarny jeden, kto wie czy nie bezcenny punkt.

2_06

2_07

2_08

2_09

Łatwo nie będzie

Caroline Seger świętuje zdobycie zwycięskiego gola w meczu z Danią (Fot. Bildbyrån)

Kilka miesięcy oczekiwań, dwadzieścia minut niepewności i poznaliśmy rywalki reprezentacji Szwecji w eliminacjach francuskiego mundialu. Pierwsze wnioski? Bez wątpienia los mógł być dziś dla nas bardziej łaskawy. Nawet sam Peter Gerhardsson nie ukrywał, że spośród drużyn rozstawionych w drugim koszyku wolałby uniknąć Dunek i Holenderek, ale informację, że już na samym początku selekcjonerskiej przygody przyjdzie mu rozegrać skandynawskie derby, przyjął z dużym spokojem. Szkoleniowiec z Uppsali podkreślił, że takie zestawienie z pewnością będzie niezwykle interesujące zarówno dla kibiców, jak i dla mediów, a swoją wyższość trzeba będzie po prostu pokazać na boisku. Skład szwedzko-duńskiej grupy eliminacyjnej uzupełniły ponadto Ukraina, Węgry oraz Chorwacja i choć nie są to rywalki, których należałoby się jakoś nadmiernie obawiać, to do każdej wyprawy na wschód Europy będzie trzeba podejść maksymalnie skoncentrowanym. W walce o bilety do Francji liczyć może się bowiem każdy punkt i każdy strzelony lub stracony gol, a nie tak dawno mogliśmy się przekonać, że chociażby Zsanett Jakabfi, czy Iva Landeka strzelać potrafią. Pozytywną informacją płynącą z dzisiejszego losowania jest za to uniknięcie dalekich podróży do Azji, bo pamiętajmy, że wsród potencjalnych przeciwniczek znajdowała się między innymi reprezentacja Kazachstanu, która ostatecznie trafiła do angielskiej grupy.

Bilans reprezentacji Szwecji z rywalkami w el. MŚ 2019:

Dania – 54 mecze; 30 zwycięstw, 12 remisów, 12 porażek; bramki 88-51

Ukraina – 2 mecze: 2 zwycięstwa; bramki 8-2

Węgry – 4 mecze; 4 zwycięstwa; bramki 22-1

Chorwacja – drużyny nigdy nie grały przeciwko sobie

Przed losowaniem el. MŚ

7a885c44c2e81ca298f68337d6d86967

Choć zasadnicza faza europejskich eliminacji do francuskiego mundialu rozpocznie się dopiero we wrześniu, to pierwsze bezpośrednio związane z mistrzostwami świata emocje czekają nas już jutro. Za mniej więcej 24 godziny dowiemy się bowiem czy droga szwedzkich piłkarek do wywalczenia ewentualnego awansu bardziej przypominać będzie popołudniowy spacer morskim nabrzeżem, czy może trafi się nam ekstremalnie trudna górska eskapada. Bez względu na ostateczne rozstrzygnięcia, pewne jest to, że odbywające się w szwajcarskim Nyonie losowanie – podobnie jak sympatycy pozostałych 34 ekip wciąż liczących się w grze o osiem biletów na najważniejszą imprezę czterolecia – śledzić będziemy z ogromną uwagą.

Dla tych, którzy wtorkowe emocje przeżywać będą z perspektywy Göteborga, Sztokholmu, Malmö, Minneapolis lub innego szwedzkiego miasta, najważniejszą informacją jest z pewnością fakt, iż Pii Sundhage nie udało się wypchnąć prowadzonej przez siebie reprezentacji z pierwszego koszyka. Wszyscy doskonale pamiętamy, że jesienne eksperymenty taktyczne kosztowały nas między innymi rozstawienie podczas losowania grup turnieju finałowego EURO 2017, ale w przypadku mundialowych kwalifikacji margines błędu był jednak znacznie większy i na całe szczęście jeszcze nie udało się go przekroczyć. Oznacza to tyle, że w swoich debiutanckich eliminacjach w roli opiekuna najważniejszej piłkarskiej drużyny w kraju, Peter Gerhardsson nie będzie musiał zmierzyć się z żadnym teoretycznie silniejszym rywalem. Ostatnie miesiące pokazały wprawdzie, że również wśród niżej rozstawionych zespołów nie brakuje takich, które z pewnością nie przestraszą się perspektywy rywalizacji o punkty ze Szwecją, ale umówmy się, że jednak korzystniej przystępować do losowania ze świadomością, że cokolwiek się nie wydarzy, to na Niemki i tak nie trafimy. Jest to niewątpliwie sprzyjająca okoliczność i wcale nie chodzi tu o to, że Die Nationalelf pod wodzą Steffi Jones byłaby absolutnie nie do ugryzienia. Po prostu, chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, iż na tym etapie lepiej (i jednocześnie bezpieczniej) sprawdzać się na tle innych rywalek.

Analizę potencjalnych przeciwniczek rozpoczniemy od wspomnianego już drugiego koszyka, który z wiadomych względów obserwujemy z największą uwagą. Poziom znajdujących się w nim ekip jest niesamowicie zróżnicowany i choć do każdego rywala szwedzkie piłkarki z pewnością podejdą z szacunkiem (jeśli wierzyć zapowiedziom, podczas kadencji Gerhardssona nie będziemy oglądać powtórek z Viborga), to jednak dobrze byłoby uniknąć najsilniejszej piłkarsko Holandii oraz zawsze niewygodnej Danii. W obu tych reprezentacjach kluczowe role odgrywają byłe i obecne piłkarki Damallsvenskan, których umiejętności i sportową klasę znamy aż za dobrze. Równie trudną przeszkodą mogą okazać się rosnące z roku na rok w siłę i wciąż niedoceniane przez wielu obserwatorów Belgijki, które z walką o historyczny awans na mundial raczej nie zamierzają czekać do roku 2023. Jeśli chodzi o najlepsze opcje, to niemal wszyscy marzą o wylosowaniu znajdującej się obecnie w przebudowie (żeby nie powiedzieć: w chaosie) kadry rosyjskiej, której pomimo obecności w niej kilku naprawdę niezłych zawodniczek (Karpowa, Czernomyrdina) trudno będzie do rozpoczęcia eliminacji poradzić sobie ze wszystkimi trapiącymi ją problemami natury sportowej i pozasportowej. Rozpaczać nie będą z pewnością również ci, którym przyjdzie zmierzyć się ze Szkocją, gdyż nawet Beattie, Little i Ross nie budzą przesadnego lęku, gdy przypomnimy sobie ostatnie wyczyny szkockich bramkarek.

Koszyk trzeci to już drużyny, z którymi koniecznie trzeba sobie poradzić, jeśli myśli się o tym, aby latem 2019 mieć powód do odwiedzenia Francji. Największym zagrożeniem wydaje się tu być prowadzona od kilku miesięcy przez Colina Bella reprezentacja Irlandii, w niczym nie przypominająca kadry, z którą dokładnie pół wielu temu szwedzkie piłkarki potrafiły wygrać w stosunku 10-0. Obecnie osiągnięcie takiego wyniku byłoby oczywiście absolutnie niewykonalne, a mający w dorobku między innymi zwycięstwo w Lidze Mistrzyń angielski selekcjoner wydaje się być na najlepszej drodze do tego, aby zbudować ekipę, która będzie w stanie rzucić wyzwanie każdemu rywalowi. Pod względem piłkarskim, najsłabszym zespołem z trzeciego koszyka wydaje się być przechodząca w tej chwili olbrzymi kryzys Ukraina, ale ponieważ FIFA zadecydowała, że ze względów politycznych drużyna prowadzona przez Wołodymira Rewę nie może znaleźć się w jednej grupie z Rosją, to w ramach zastępstwa na listę życzeń wpisujemy Czeszki czyli zespół, którego kapitanką jest doskonale znana wszystkim szwedzkim kibicom Lucie Martinkova.

W czwartym koszyku widzimy między innymi Portugalię i choć najbardziej chyba niespodziewanym uczestniczkom EURO 2017 raczej trudno będzie włączyć się realnie do walki o awans na mundial, to chociażby przez wzgląd na Claudię Neto, wolelibyśmy uniknąć takiego zestawienia w eliminacjach. Znacznie dłuższa jest za to lista krajów, które przywitalibyśmy w “szwedzkiej” grupie z otwartymi ramionami. Na samym jej szczycie znajduje się przeżywająca trudne chwile (podobnie zresztą jak większość reprezentacji wywodzących się z byłego Związku Sowieckiego) Białoruś, ale perspektywą rywalizacji ze Słowenią (Lara Prasnikar, Lara Ivanusa) lub Bośnią i Hercegowiną (Milena Nikolic, Melisa Hasanbegovic) również byśmy nie pogardzili.

Koszyk piąty składa się w większości z drużyn, które aby w ogóle wystąpić w tej fazie rozgrywek, musiały przebijać się przez gęste sito preeliminacji. Analizowanie go od strony piłkarskiej chyba trochę mija się z celem, gdyż bez względu na to, kogo przydzieli nam los, z każdą z tych ekip podopieczne Petera Gerhardssona mają po prostu obowiązek w dobrym stylu wygrać. Gdyby – odpukać – stało się inaczej, wypowiadanie głośno słowa “mundial” kompletnie mijałoby się z celem. W takim układzie, do grupy marzeń dopisujemy Chorwację (Iva Landeka), która nie dość, że prezentuje w tym gronie najwyższy poziom sportowy (a w przypadku piątego koszyka jest to atut), to jeszcze gwarantuje niezwykle ciekawy wyjazd pod względem geograficznym. Zdecydowanie trudniej wytypować tu zespoły, którym nie życzymy eliminacyjnej wycieczki do Göteborga, ale po analizie wszelkich możliwych aspektów, na owej liście pojawiły się ostatecznie Irlandia Północna oraz Kazachstan.

Warto jednak pamiętać, że choć jutro czekają nas nie lada emocje, to ta prawdziwa walka o francuski mundial rozpocznie się dopiero jesienią i nawet najbardziej szczęśliwy układ kulek awansu nam nie zagwarantuje. Najnowsza historia futbolu zna mnóstwo przypadków niespodziewanych rozstrzygnięć, więc bez względu na to, co wydarzy się w Nyonie, z ewentualną celebracją i tak będzie trzeba poczekać. Podobnie zresztą, jak z lamentami i narzekaniami na zły los.

Dylematy szwedzkiej bramki

Fotboll, Dam, F19 Landskamp, Sverige - Norge

Fot. Bildbyrån

Kiksy Emmy Holmgren oraz Zeciry Musovic w pierwszych dwóch kolejkach nowego sezonu Damallsvenskan sprawiły, że znów niczym bumerang powrócił na tapet temat obsady szwedzkiej bramki w nie tak bardzo odległej przyszłości. Jak dotąd, przekazywanie pałeczki wśród golkiperek w zasadzie zawsze przebiegało niezwykle płynnie i bez większej szkody dla kadry w szerszym ujęciu. Nawet zakończenie reprezentacyjnych karier przez takie wirtuozki jak Leidinge czy Jönsson nie spowodowało wybuchu paniki, gdyż każda z nich przekazywała bluzę z numerem jeden w naprawdę godne ręce. Obecnie na horyzoncie pojawiło się jednak całkiem realne zagrożenie, że towarzyszący nam odkąd sięgamy pamięcią błogi spokój może wkrótce zostać poważnie zakłócony. Czy rzeczywiście istnieją realne przesłanki, aby bać się tego, jak może wyglądać życie po Hedvig Lindahl?

Analizę problemu rozpocznijmy może od informacji pozytywnych. Po pierwsze, choćby nie wiem jak starali się zakrzywić czasoprzestrzeń w Monachium, Paryżu lub Manchesterze, według stanu na kwiecień 2017, najlepsza golkiperka Europy jest Szwedką. Po drugie, Hedvig Lindahl nie zamierza jeszcze wybierać się na emeryturę i jeśli tylko będzie potrafiła utrzymać aktualną formę, to jej występy przyniosą nam jeszcze sporo radości. Po trzecie, bramkarka Chelsea jest najlepszym przykładem na to, że akurat na tej pozycji osiągnięcie szczytowej formy już po trzydziestych urodzinach nie jest wcale niczym nadzwyczajnym. W dalszej części rozważań skupimy się jednak na tym, jak przedstawia się teraźniejszość i przyszłość szwedzkiej bramki, gdybyśmy – z dowolnej przyczyny – nie mogli w danym momencie skorzystać z zazwyczaj niezawodnego planu A.

Nazwiska Holmgren i Musovic przywołałem na samym wstępnie nieprzypadkowo, wszak to właśnie te piłkarki były – i wciąż właściwie są – uważane za największe talenty ostatnich lat wśród szwedzkich golkiperek. Obie były gwiazdami roczników młodzieżowych, obie zanotowały całkiem obiecujące wejście do seniorskiej piłki i obu wróżono szybki przeskok do pierwszej reprezentacji. W tym aspekcie są więc w jakimś sensie do siebie podobne, ale na co dzień różni je niemal wszystko. Zawodniczka z Malmö przedstawiła się światu fenomenalnym występem w pechowo przegranym przez jej klub dwumeczu z Wolfsburgiem, co już samo w sobie jest potwierdzeniem, że przesadny strach i respekt przed nawet najbardziej utytułowanymi rywalkami są jej niemal zupełnie obce. Zecira Musovic nie boi się nie tylko wielkich meczów, ale także wielkich marzeń, w związku z czym przed kanadyjskim mundialem otwarcie przyznawała, że liczy na powołanie do kadry Pii Sundhage, a jego brak okazał się dla niej dużym rozczarowaniem.  Zdecydowanie bardziej tradycyjnym torem rozwijała się natomiast kariera Emmy Holmgren, która budowała swoje nazwisko równą i solidną grą w barwach występującej na zapleczu ekstraklasy Uppsali. To właśnie na drugoligowych boiskach pokazała, że niewątpliwie posiada papiery na granie, a wszyscy, którzy znają specyfikę Elitettan, zgodzą się chyba co do tego, że nie jest to delikatnie mówiąc najłatwiejsza liga dla bramkarek. Problemem Emmy jest jednak odpowiednie przygotowanie mentalne; o ile dla Musovic nie robi większej różnicy, czy akurat musi odbijać strzały napastniczek Wolfsburga czy Kvarnsveden (a wręcz te pierwsze stanowią dla niej dodatkową motywację), o tyle piłkarka Hammarby błędy popełnia zazwyczaj w momentach największej próby. Tak stało się zarówno w przypadku debiutu w narodowych barwach, jak i pierwszego meczu w najwyższej klasie rozgrywkowej.

W ujęciu czysto piłkarskim zdecydowanie bliżej pierwszej reprezentacji znajduje się na chwilę obecną Musovic, ale akurat w przypadku zawodniczek grających na tej pozycji ciężko o jakiekolwiek prognozy ze względu na jej specyfikę. Jeśli pamiętacie 20-letnią, również okrzykniętą swego czasu cudownym dzieckiem szwedzkiej piłki Hedvig Lindahl, to z pewnością doskonale wiecie, co mam w tej chwili na myśli. Analizując jednak wyłącznie aspekt czysto sportowy, sporym atutem zawodniczki z Malmö (oprócz wspomnianego mobilizowania się na najważniejsze mecze) jest z pewnością świetna skuteczność w sytuacjach jeden na jeden, a także przyzwoita gra na przedpolu, zaś refleks i gra nogami (wyprowadzanie piłki) to atrybuty, które nieco korzystniej przedstawiają się u Holmgren. Obie młode piłkarki mają za to dużo do poprawy w aspekcie gry w powietrzu i antycypacji, co z jednej strony może dziwić przez wzgląd na ich całkiem niezłe warunki fizyczne, ale nie możemy zapominać, iż te elementy bramkarskiego rzemiosła to przysłowiowa pięta achillesowa właściwie wszystkich szwedzkich golkiperek z wyłączeniem Lindahl. Nie jest to być może najweselszy i najbardziej oczekiwany wniosek, ale niestety tak przedstawia się rzeczywistość nawet wówczas, gdy w miejsce Musovic i Holmgren podstawimy nieco bardziej doświadczone Carlén, Söberg, Falk lub Lundberg.

Hedvig Lindahl wielokrotnie w ostatnich miesiącach powtarzała, że na ten moment w ogóle nie istnieje dla niej temat zakończenia kariery, ale nawet jeśli założymy, że wzorem Elisabeth Leidinge będzie z powodzeniem występowała w reprezentacyjnych barwach do czterdziestki (co – umówmy się – w dzisiejszych czasach byłoby nie lada wyczynem), to najpóźniej w roku 2023 i tak staniemy przed poważnym, bramkarskim dylematem. 26-letnia Holmgren oraz o rok starsza Musovic z dużym prawdopodobieństwem będą znajdowały się wśród najbardziej naturalnych kandydatek do tego, aby przejąć schedę po odchodzącej na piłkarską emeryturę utytułowanej koleżance. Jasne, pretendować do tego miana z pewnością będą także Jennifer Falk (30 lat w 2023), czy też Hilda Carlén (32 lata w 2023), a przykład płynący z USA pokazuje, że i to może być odpowiedni wiek na … rozpoczęcie prawdziwej reprezentacyjnej kariery, swój akces do kadry być może zgłosi także któraś z młodych gniewnych (ot, chociażby taka Agnes Granberg – 23 lata w 2023), ale to właśnie omawiana wcześniej dwójka będzie wówczas w bodajże najbardziej idealnym momencie kariery, aby wspiąć się na sam szczyt krajowej hierarchii i pozostać na nim przez kilka kolejnych lat. Historia szwedzkiej piłki wyraźnie pokazuje, że taki obrót spraw trzeba przyjąć za wysoce prawdopodobny, w związku z czym warto juz teraz bliżej przyjrzeć się bramkarkom, które w nie tak dalekiej przyszłości mogą stanowić o sile pierwszej reprezentacji. Bogatsi o te obserwacje, ewentualne przekazanie pałeczki obserwować będziemy już z nieco mniejszym niepokojem, choć – jako się rzekło – stuprocentowej pewności i tak w żaden sposób nie uzyskamy. W końcu powiedzenie, że bramkarki z definicji wymykają się jakiejkolwiek logice, nie wzięło się przecież znikąd.

2. kolejka – zapowiedź

Tym razem chyba nikt nie zdążył się jeszcze stęsknić za ligowymi emocjami, gdyż przerwa między zakończeniem inauguracyjnej serii spotkań, a rozpoczęciem drugiej potrwa zaledwie 48 godzin. Co więcej, już w pierwszym meczu kolejki czekają nas nie lada emocje, gdyż to właśnie dziś wieczorem główny faworyt do mistrzowskiego tytułu spotka się z drużyną, która w miniony weekend przywiozła komplet punktów z dalekiej Północy. Czy i tym razem Gudbjörg Gunnarsdottir uda się zachować czyste konto? Islandzka golkiperka z pewnością ma dokładnie taki plan, ale tym razem będzie musiała liczyć na wydatną pomoc ze strony całej formacji defensywnej, gdyż siła rażenia ekipy z Malmö jest po prostu olbrzymia. Mittag, Martens, Masar i Troelsgaard w meczu otwarcia pokazały, że o Barcelonie w stolicy Skanii nie pamięta już nikt, a rozgrywki ligowe stanowią całkiem osobną historię, w której to Rosengård będzie stroną mającą w ręku wszystkie najlepsze karty. Jedną z nich jest oczywiście również Lotta Schelin i niewykluczone, że kontuzjowana podczas zgrupowania reprezentacji była napastniczka Lyonu pojawi się na boisku w nieco większym wymiarze czasowym. W Sztokholmie mogą się pocieszać tym, że w poprzednim sezonie raz udało im się zatrzymać ligowego hegemona i to na dodatek na jego terenie, jednak nie zapominajmy, że miało to miejsce w okresie, gdy za najbardziej niebezpieczną napastniczkę w Malmö uchodziła znajdująca się kompletnie pod formą Macedonka Natasza Andonowa.

Trzy dni po piłkarkach FC Rosengård do stolicy wybiorą się także mistrzynie z Linköping, którym z kolei przyjdzie zmierzyć się z powracającym do ekstraklasy Hammarby. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek w pierwszej kolejce nadspodziewanie łatwo neutralizował ofensywne zapędy Eskilstuny i tylko fatalny błąd Emmy Holmgren sprawił, że z trudnego terenu nie udało się przywieźć do Sztokholmu choćby punktu. Tym razem, pomimo atutu własnego boiska, o jakiekolwiek zdobycze może być piłkarkom Bajen jeszcze ciężej, gdyż nawet bez Helin, Rasmussen i odpowiedniego zgrania poszczególnych formacji, drużyna Kima Björkegrena jest najzwyczajniej w świecie lepsza piłkarsko. Nawet jeśli defensywa Hammarby znów będzie tak szczelna jak w poniedziałek, zawodniczki pokroju Banusic, Hurtig i Minde, wspomagane niesamowitą Claudią Neto, powinny prędzej lub później znaleźć na nią sposób.

W dwóch spotkaniach drugiej kolejki spotkają się ekipy mocno podrażnione porażkami na inaugurację. Na Behrn Arenie wciąż szukające własnej tożsamości Örebro podejmie próbujący podnieść się po niespodziewanej porażce w derbach Skanii Kristianstad i choć to gospodyniom eksperci dają minimalnie większe szanse na końcowe zwycięstwo, to trudno powiedzieć, aby jakiekolwiek rozstrzygnięcie tego meczu można było nazwać zaskoczeniem. Jeśli jednak komplet punktów miałby faktycznie pozostać w Örebro, to druga linia ekipy Martina Skogmana (ze szczególnym uwzględnieniem Lisy Dahlkvist), a także środek defensywy będą musiały spisać się zdecydowanie lepiej niż ostatnio w Göteborgu. Emocji nie zabraknie także w Malmö, choćby z tego powodu, że Limhamn Bunkeflo w niedzielę rozegra pierwszy w historii klubu domowy mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej. Słowo “domowy” jest tu o tyle na miejscu, że rywalki z Piteå będą musiały przebyć ponad 1200 kilometrów, aby zameldować się na Limhamns IP. Kto wyjdzie zwycięsko z rywalizacji Północy z Południem? Na pewno nie powinno zabraknąć goli, gdyż oba zespoły mają całkiem sporo do udowodnienia.

Z ekstraklasą już po raz szósty przywita się także najsłynniejsza na świecie pierwszoligowa wieś. Na kameralny obiekt w Vittsjö zawita bowiem Eskilstuna, która w przeszłości potrafiła wygrywać w północnej Skanii, ale odkąd oba zespoły rywalizują ze sobą w Damallsvenskan, jeszcze nigdy nie wyjeżdżała stąd z kompletem punktów. Do SvFF wpłynęły już certyfikaty Wilkinson i Ohale, więc możemy przypuszczać, że przynajmniej jedną z nich ujrzymy w najbliższej kolejce na boisku. Czy będzie to czynnik, który ostatecznie przesądzi o zwycięstwie gospodyń? Jeśli tak, to w Vittsjö będą mogli mówić o najlepszym w historii klubu wejściu w sezon. O takim mogą z całą pewnością zapomnieć w Borlänge, choć ewentualna zdobycz punktowa w starciu z młodą ekipą z Göteborga zdecydowanie pozwoliłaby wymazać z pamięci niedzielne upokorzenie w Malmö. Smaczku tej niewątpliwie i tak niezwykle interesującej rywalizacji dodaje ponadto snajperski pojedynek Tabithy Chawingi z Pauline Hammarlund. W ostatnich miesiącach nieco lepszą skutecznością wyróżniała się napastniczka z Malawi, ale to reprezentantka Szwecji ma wokół siebie więcej zawodniczek potrafiących dograć tę jedyną, idealną piłkę. Bez względu na końcowe rozstrzygnięcie z pewnością będzie ciekawie, celowniki już zostały odpowiednio nastawione.

omg2_01

omg2_02

omg2_03

omg2_04

omg2_05

omg2_06

Podsumowanie 1. kolejki

Jak nie grały przez ponad pięć miesięcy, to nie grały, ale gdy już wróciły, to w takim stylu, że ani na moment nie dało się odwrócić wzroku od murawy. Dziewięć goli, dziewięćdziesiąt minut jazdy bez trzymanki i pewne zwycięstwo faworytek z Malmö – tak w największym skrócie można opisać pierwszy mecz sezonu 2017 w Damallsvenskan, choć w 3. minucie, gdy Julia Roddar wyprowadzała gości z Borlänge na prowadzenie, kibice ze Skanii z niedowierzaniem przecierali oczy ze zdumienia. Później wszystko wróciło jednak na spodziewane tory, klasą dla siebie była Lieke Martens, Anja Mittag już w pierwszym meczu po powrocie do Szwecji wyrównała swój strzelecki dorobek z Wolfsburga, a Ella Masar udowodniła, że przez zimę nie zatraciła nic ze swojej niesamowitej waleczności. Ozdobą spotkania był drugi gol dla Rosengård, a w zasadzie poprzedzająca go akcja, podczas której gospodynie wymieniły między sobą 21 podań, zanim Troelsgaard ostatecznie umieściła futbolówkę w siatce rywalek. Kvarnsveden próbowało się odgryzać, ale oprócz fenomenalnej jak zwykle Chawingi, zwyczajnie nie miało argumentów, aby podjąć wyrównaną walkę z głównym faworytem rozgrywek. Pewnie niewiele będzie zespołów, którym na Malmö IP uda się strzelić dwa gole, ale cóż z tego, skoro defensywa z Dalarny znów udowodniła, iż nie ma najmniejszego przypadku w tym, że w 23 meczach na poziomie ekstraklasy Kvarnsveden ani razu (!) nie udało się zagrać na zero z tyłu. Sympatycy Rosengård zaczęli się oczywiście zastanawiać, czy aby rosnąca forma nie przyszła zbyt późno, bo z taką grą – ich zdaniem – dałoby się bez większych problemów wyeliminować Barcelonę, ale ta teza wydaje się skądinąd mocno kontrowersyjna. Choć utarło się, że obrona to zdecydowanie najmniej pewna formacja ekipy z Katalonii, to jednak trudno byłoby liczyć z jej strony na tyle prezentów, co od niezawodnego w tej materii kwartetu Decker – Salander – Hasanbegovic – Axfeldt.

almanach01

W poprzednich dwóch sezonach Piteå przegrało u siebie zaledwie jeden mecz, ale tym razem twierdza Norrland padła już za pierwszym podejściem. W pełni zasłużenie zdobyły ją piłkarki Djurgården, które wyszły na murawę LF Areny z wiarą, że na boisku rewelacji ubiegłorocznych rozgrywek jak najbardziej można pokusić się o zdobycie kompletu punktów. Gola na wagę zwycięstwa zdobyła ostatecznie tuż przed przerwą Hanna Lundqvist, wykorzystując sytuacyjne podanie Gisladottir, ale równie wielki udział w tym, że powrotna podróż do stolicy minęła podopiecznym Joela Riddeza w szampańskiej atmosferze miała również Gudbjörg Gunnarsdottir. Często mówi się, że w tych najbardziej wyrównanych spotkaniach o końcowym wyniku decyduje w dużym stopniu postawa bramkarek, a Islandka udowodniła, że jak najbardziej słusznie jej nazwisko wymienia się wśród czołowych golkiperek ligi. Z punktu widzenia reprezentacji musimy ponadto odnotować, że całkiem niezłe wejście w sezon zanotowała Katrin Schmidt, która pod nieobecność kontuzjowanej Appelqvist doskonale dyrygowała poczynaniami drugiej linii Djurgården, wysyłając tym samym Pii Sundhage jasny sygnał, że niezabranie jej na EURO byłoby w obecnej sytuacji niezwykle odważnym posunięciem ze strony selekcjonerki.

almanach02

W Göteborgu spotkały się dwa zespoły, które w ostatnich miesiącach konsekwentnie przebudowywały kadrę, realizując w ten sposób długofalową strategię klubu. Na Valhalli postawiono na zdecydowane odmłodzenie wyjściowej jedenastki, zaś w Örebro w miejsce prawdziwej futbolowej Wieży Babel powstała ekipa oparta niemal wyłącznie na krajowych zawodniczkach. Po niezwykle wyrównanej pierwszej połowie, w której swoje szanse na objęcie prowadzenia miały obie ekipy, szala zaczęła coraz wyraźniej przechylać się na stronę gospodyń. Zawodniczki z Göteborga koniec końców dopięły swego w 84. minucie za sprawą niezawodnej Hammarlund, która już wcześniej była jedną z wyróżniających się aktorek tego widowiska. Świetne zawody ma za sobą również była młodzieżowa reprezentantka Francji Annahita Zamanian, która ma wszystkie zadatki ku temu, aby okazać się prawdziwą rewelacją tegorocznych rozgrywek. W barwach mało przekonującego po przerwie Örebro największe pochwały należą się walczącej do ostatniego gwizdka Julii Spetsmark, zaś sporym rozczarowaniem były występy reprezentantek kraju Gråhns oraz Dahlkvist, a także wyczekiwany powrót do ekstraklasy Mariny Pettersson Engström.

almanach03

W minioną niedzielę historia napisała się na Vilans IP. Piłkarki z Vittsjö po raz pierwszy w historii pokonały w oficjalnym meczu ekipę z Kristianstad, choć trzy punkty musiały – w jak najbardziej dosłownym rozumieniu tego słowa – po prostu wyszarpać. Wszystko zaczęło się układać po myśli gości już w 5. minucie, kiedy to Benediktsson posłała kilkudziesięciometrowe podanie w kierunku Sällström, Carlsson i Atladottir nieco się zdrzemnęły, a dynamiczna Finka zrobiła użytek ze swojej szybkości i mierzonym strzałem pokonała Maron. Gospodynie mogły odpowiedzieć niemal błyskawicznie, ale po uderzeniu Edgren futbolówka odbiła się od słupka, po czym potoczyła się po linii bramkowej, gdzie nakryła ją Shannon Lynn. W kolejnych minutach inicjatywa wciąż należała do Kristianstad, świetne zawody rozgrywała próbująca kilka razy zaskoczyć szkocką golkiperkę Rita Chikwelu, ale ani dysponująca świetnymi warunkami fizycznymi Nigeryjka, ani jej rodaczka Ogonna Ckukwudi, nie potrafiły znaleźć recepty na nieco szczęśliwie broniącą się defensywę z Vittsjö. W ostatniej fazie meczu udało się w końcu wepchnąć futbolówkę do siatki gości, ale radość piłkarek i kibiców Kristianstad szybko przerwał gwizdek Malin Johansson, która słusznie dopatrzyła się w tej sytuacji nieprzepisowego zagrania (warto podkreślić, iż sędzia ze Sztokholmu błędu nie popełniła także przy nieuznanym golu dla Vittsjö w doliczonym czasie gry). W ostatnich sekundach pod bramkę rywalek popędziła nawet Maron i niewiele brakowało, aby zapisała na swoim koncie efektowną asystę, ale piłka ostatecznie znalazła się w rękach Lynn, która po chwili mogła wraz z koleżankami fetować niezwykle cenne, derbowe zwycięstwo.

almanach04.jpg

Na Arenie Linköping miało być pewne, spokojne zwycięstwo odmienionych mistrzyń kraju i … rzeczywiście tak właśnie się stało, choć w Malmö pewnie do teraz zastanawiają się, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby zdobyty tuż przez przerwą gol na 1-1 został jednak uznany. Tego się już jednak nie dowiemy, a niespełna dwadzieścia sekund po wznowieniu gry Marija Banusic ostatecznie pozbawiła resztek złudzeń absolutnego beniaminka. Była napastniczka Eskilstuny udowodniła, że jej forma z zimowych sparingów jak najbardziej znajduje przełożenie również na rozgrywki ligowe, ale Linköping jako całość nie przypominał jeszcze ekipy, która w poprzednim sezonie całkowicie zdominowała szwedzką Damallsvenskan. Sprzymierzeńcem podopiecznych Kima Björkegrena jest jednak terminarz, który zagwarantował im łagodne wejście w sezon, ale aby realnie liczyć się w walce o obronę tytułu, wszystkie zawodniczki będą musiały dobić do poziomu, który na inaugurację zaprezentowały jedynie wspomniana Banusic oraz Portugalka Claudia Neto.

almanach05

Jedyne poniedziałkowe spotkanie było o tyle kuriozalnym widowiskiem, że licznie zgromadzona na Tunavallen publiczność długimi minutami oglądała coś w rodzaju pokazowej gierki treningowej. Jedna drużyna rozgrywała piłkę, druga zaś imitowała pressing, nie starając się jednak jej odebrać. Gdy obie drużyny schodziły do szatni, Eskilstuna miała posiadanie piłki na poziomie 78 procent, ale trudno powiedzieć, czy bardziej zaskakujące jest osiągnięcie aż takiej przewagi, czy może fakt, że pomimo takich statystyk, gospodyniom nie udało się stworzyć ani jednej klarownej sytuacji z gry. Nieco więcej zamieszania było po stałych fragmentach, ale poza tym sztokholmska defensywa mogła ze względnym spokojem przyglądać się, jak podopieczne Viktora Erikssona bez większego zamysłu wymieniają między sobą kolejne podania. Taka postawa mogła się zupełnie niespodziewanie zemścić tuż po przerwie, gdy w dogodnej sytuacji nieco przypadkowo znalazła się Ekblom, ale Lundberg udało się w ostatniej chwili naprawić swój błąd. Zażegnawszy niebezpieczeństwo, bezradne gospodynie wróciły do mało produktywnego konstruowania akcji ofensywnych i być może taki obraz gry znów towarzyszyłby nam przez całe trzy kwadranse, gdyby nad Eskilstuną nie zlitowała się debiutująca w najwyższej klasie rozgrywkowej Emma Holmgren. Bramkarka młodzieżowej reprezentacji Szwecji puściła futbolówkę w sposób, którym spokojnie zapewniła sobie miejsce we wszystkich kompilacjach podsumowujących sezon. Kiks Holmgren podwójnie uradował debiutującą w barwach United Fionę Brown, która dzięki golkiperce z Uppsali udany debiut na szwedzkich boiskach okrasiła dodatkowo zwycięskim golem.

almanach06.jpg

almanach07

almanach08

almanach09