Szwedzkie TOP-50

 

nilla

Nilla Fischer ma za sobą naprawdę udany piłkarsko rok; także w drużynie klubowej (Fot. Getty Images)

Jak co roku o tej porze – szwedzka lista TOP zgłasza gotowość do publikacji. Tym razem w nieco zmienionej formule, bo przecież trzeba iść z duchem gry. Mówiąc jednak zupełnie serio, nowy format wynika wyłącznie z tego, że zarówno w piłce klubowej, jak i reprezentacyjnej mocno odchodzi się od ustawień z klasycznymi bocznymi pomocniczkami (te role pełnią dziś albo wahadłowe defensorki, albo ofensywnie usposobione skrzydłowe), w związku z czym dotychczasowe kategorie nie do końca oddawałyby aktualny stan posiadania szwedzkiej piłki nożnej. Skutkiem ubocznym tej całej transformacji było skurczenie się listy TOP z 55 do 50 nazwisk, ale nie narzekajmy – przecież dzięki temu manewrowi grono to stało się jeszcze nieco bardziej elitarne. Tyle tytułem wstępu, a teraz czas na część główną naszej prezentacji:

01. nv

Lata lecą, a wśród bramkarek bez zmian – po raz piąty z rzędu zwycięża Hedvig Lindahl. W ostatnich miesiącach rywalizacja o miejsce w bramce londyńskiej Chelsea nabrała rumieńców, ale ponad 150-krotna reprezentantka Szwecji niezmiennie udowadnia, że w najbliższej przyszłości nie zamierza oddawać swojego miejsca w hierarchii. Na boiskach Damallsvenskan najlepszy sezon w dotychczasowej karierze zanotowały Cajsa Andersson oraz Emma Holmgren i obie włączyły się w ten sposób do walki o miejsca w mundialowej kadrze. Po uporaniu się z kontuzjami między słupki Fiorentiny wróciła Stephanie Öhrström i szczególnie w rozgrywkach Ligi Mistrzyń pokazała się z naprawdę dobrej strony.

02. hb

Jeszcze nie tak dawno prawa obrona była piętą achillesową szwedzkiej kadry, ale wydaje się, że czasy te należą już do przeszłości i nawet poważna kontuzja oraz przedłużająca się rehabilitacja Jessiki Samuelsson nie są nam straszne. Fenomenalny sezon w barwach Eskilstuny ma za sobą Hanna Glas, która świetnymi występami na boiskach Damallsvenskan zapracowała sobie na transfer do francuskiego PSG. W lidze szwedzkiej wciąż pozostało jednak kilka naprawdę solidnych, a zarazem wszechstronnych prawych defensorek, a listę tę otwierają Nathalie Björn, Anna Oskarsson oraz Lisa Klinga. Tak, z takim potencjałem nie powinniśmy bać się żadnej lewoskrzydłowej świata.

03. mb

I znów pozycja, na której narzekać możemy jedynie na kłopot bogactwa. Nilla Fischer to marka znana na całym świecie, a Magdalenę Eriksson Emma Hayes nie bez przyczyny nazwała zawodniczką marzeń dla każdego trenera. Sezon pełen wzlotów i upadków (szczególnie w pierwszej połowie roku z przewagą tych pierwszych) mają za sobą Linda Sembrant oraz Amanda Ilestedt, a i w rodzimej lidze Peter Gerhardsson z pewnością znajdzie kilka piłkarek, których nazwiska warto zapisać w swoim notesie. Wśród nich na uwagę zasługuje grająca aktualnie w barwach beniaminka z Växjö Nellie Karlsson, która poważną grę w piłkę rozpoczynała jako … napastniczka. Ta obdarzona fantastycznymi warunkami fizycznymi stoperka to niewątpliwie jedno z największych odkryć tegorocznych rozgrywek.

04. vb

Takie wejście do nowej drużyny to my rozumiemy! Gdy Jonna Andersson zamieniała Linköping na Londyn, wiele osób zastanawiało się jak ważną rolę szwedzka defensorka pełnić będzie w naszpikowanej gwiazdami defensywie klubu ze stolicy Anglii. Rzeczywistość przerosła jednak najbardziej optymistyczne oczekiwania, a gole, asysty i kluczowe podania 26-letniej reprezentantki Szwecji mocno pomogły Chelsea w odzyskaniu po trzyletniej przerwie mistrzowskiej korony. W Damallsvenskan z dobrej strony pokazały się dwie defensorki ze Skanii, ale zarówno dla Sofii Wännerdahl, jak i dla Therese Ivarsson runda wiosenna była zdecydowanie bardziej udana niż jesień.

05. mit

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wygląda sezon marzeń, zapytajcie Elin Rubensson. Pomocniczka Göteborga nie tylko była zdecydowanie najlepszą piłkarką biegająca po murawach Damallsvenskan, nie tylko strzeliła najpiękniejszego rola roku (na Ullevi, w meczu przeciwko Linköping), ale do tego wszystkiego, w najważniejszym momencie potrafiła poprowadzić swój zespół do niespodziewanego zwycięstwa nad Rosengård, które dało jej ekipie przepustkę do Ligi Mistrzyń. Na zdecydowanym plusie rok kończą ponadto mocno niedoceniana kapitanka Kristianstad Alice Nilsson, dyrygentka mistrzowskiej orkiestry z Piteå Julia Karlernäs oraz coraz mocniej pukająca do bram kadry Julia Roddar. Swój najlepszy od lat sezon – szczególnie gdy mówimy o meczach reprezentacji – rozegrała także zawsze solidna Caroline Seger.

06. am

Kosse na dziesiątce to niewątpliwie problem, ale wyłącznie dla próbujących powstrzymać ją defensorek rywali. Do takich samych wniosków doszli najwyraźniej Peter Gerhardsson i Olof Unogård, a efekty mamy takie, że szwedzka kadra jedzie na mundial do Francji, a Linköping choć w minimalnym stopniu osłodził sobie katastrofalny sezon przejściowy. Poniżej swojego stałego (czytaj: bardzo wysokiego) poziomu nie schodziły również Fridolina Rolfö oraz Lina Hurtig i gdy tylko były zdrowe (a z tym akurat bywało różnie), to stanowiły niezwykle istotny element wyjściowej jedenastki w swoich klubach. Słowa uznania także dla Julii Zigiotti, która próbki naprawdę nieprzeciętnego talentu pokazywała i wiosną w Hammarby i jesienią w Göteborgu.

07. fw

Nadchodzi nowa generacja! Nazwiska Stiny Blackstenius i Sofii Jakobsson świat futbolu zdążył już poznać, ale dla Rebecki Blomqvist i Anny Anvegård kończący się rok był niewątpliwie ogromnym przełomem w karierze. Czy obie młode gwiazdki w najbliższym sezonie raz jeszcze potwierdzą swój akces do ścisłej, europejskiej czołówki? Dla dobra reprezentacji i dla dobra ich samych – oby tak właśnie się stało!

Szwedzka jedenastka roku 2018:

elva18

Przygnieceni drabin(k)ą

stege

Aktualna drabinka fazy pucharowej MŚ 2019

W futbolu czasami zdarza się, że próbując efektownej sztuczki technicznej, zaprezentujemy światu coś dokładnie odwrotnego. O ile jednak na boisku taka sytuacja jest niejako wliczona w koszty uprawiania akurat tej dyscypliny sportu, o tyle częstotliwość, z jaką podobne wpadki przytrafiają się włodarzom FIFA może, a nawet powinna zastanawiać. Zamieszanie z losowaniem dobieraniem grup na finały mistrzostw świata w Kanadzie mamy jeszcze dobrze w pamięci, więc chronologię wydarzeń sprzed czterech lat przypomnijmy tylko w telegraficznym skrócie: najpierw w przeddzień losowania w sposób całkowicie kuriozalny zmieniono zasady rozstawiania, następnie odgórnie przydzielono do konkretnych grup ekipy z nowego pierwszego koszyka, a na koniec – już podczas samej ceremonii – przed dobrych kilka minut nikt nie zorientował się, że Brazylię i Kolumbię wrzucono do tej samej grupy. Sami chyba przyznacie, że kontrowersji mieliśmy wówczas zdecydowanie zbyt wiele, ale po cichu liczyliśmy, że w FIFA wyznają zasadę, iż na własnych błędach należy się uczyć. Życie pokazało, że jednak nie do końca.

Tym razem na szczęście rozstawień dokonano według jedynego sensownego klucza, a podczas dynamicznej ceremonii z udziałem między innymi Alex Scott, Cindy Parlow i Ayi Miyamy oszczędzono nam sparowania dwóch przedstawicieli Ameryki Południowej w jednej grupie, ale żeby nie było zbyt pięknie, włodarzy FIFA przerosło za to co innego – rozpisanie w sensowny sposób drabinki fazy pucharowej. Od 8. grudnia upłynęły zaledwie dwa tygodnie i w tym czasie piłkarska centrala zaprezentowała nam już cztery różne warianty gry po zakończeniu fazy grupowej. Żeby było jeszcze zabawniej, ten ostatni (i zarazem aktualny według stanu na 21. grudnia) wcale nie wydaje się być najbardziej logiczny spośród tych, które było dane nam przeżyć. Ale po kolei.

Zaczęło się nawet dość klasycznie, czyli od drabinki faworyzującej gospodynie najbliższego mundialu. Francuzki miały po prostu wygrać swoją grupę i w nagrodę trafiały do połówki, w której aż do samego finału unikały aż czterech spośród pozostałych pięciu zwycięzców grup. Krytycy tamtej rozpiski zwracali ponadto uwagę na fakt, że w dwóch przypadkach istnieje ryzyko, iż zespoły wychodzące z pierwszego i drugiego miejsca tej samej grupy spotkają się ponownie już na etapie półfinałów. O ile zastrzeżenia te jak najbardziej miały sens, o tyle będące już niestety tradycją układanie pucharowej drabinki pod organizatora spowszedniało nam ostatnimi czasy tak bardzo, że najpewniej awantury z tego powodu nikt by nie robił. FIFA postanowiła jednak dokonać korekty w rozpisce (swoją drogą – robienie jej już po przydzieleniu konkretnych drużyn do grup zawsze będzie niosło za sobą ryzyko podejrzeń o sprzyjanie interesom tej lub innej federacji) – i zaczęło robić się ciekawie. Druga wersja – moim zdaniem najbardziej zbilansowana – obdzielała obie połówki trzeba zwycięzcami (odpowiednio A1 ,C1 ,E1 vs B1 ,D1 ,F1) oraz trzema zespołami z drugich miejsc (według odwrotnego klucza, czyli B2, D2, F2 vs A2, C2, E2). Minęło jednak zaledwie kilka dni, a przedstawiono nam kolejną wersję, w której tym razem to najlepsze ekipy z grup B oraz D otrzymywały potencjalną autostradę do finału, a po drugiej stronie mieliśmy teoretyczne zgrupowanie niemal wszystkich turniejowych faworytów (z Francją włącznie). Ta rozpiska również nie utrzymała się jednak długo, a w jej miejsce pojawił się jeszcze inny wariant. Wrócono w nim do trzech zwycięzców w każdej z połówek (tym razem podział wygląda tak: A1, D1, F1 vs B1, C1, E1), ale przy okazji – w przypadku grup A oraz E – przywrócono możliwość półfinału z udziałem dwóch najlepszych zespołów wychodzących z tych właśnie grup. Ufff, przyznacie chyba, że chyba ktoś tu troszkę przekombinował.

Zakładając jednak, że obecny układ przetrwa bez poważniejszych zmian do czerwca 2019 (osobiście nie stawiałbym na to wielkich pieniędzy), warto przyjrzeć się, co oznacza on dla zespołów rywalizujących w grupie F. I wystarczy tylko jedno pobieżne spojrzenie na nieszczęsną drabinkę, aby wysnuć z niej jeden podstawowy fakt – w tej grupie najzwyczajniej w świecie nie opłaca się zajmować pierwszego miejsca! Zwycięzca grupy F w 1/8 finału dostaje bowiem potencjalnie trudniejszego rywala, który na dodatek przystąpi do gry po dwa razy dłuższym wypoczynku (zespół oznaczony jako F2 trafia natomiast na drużynę z grupy E, która pierwszą fazę turnieju kończy tego samego dnia co my). Żeby tego było mało, ekipa F1 trafia do połówki francuskiej (bez względu na to, czy Les Bleues przejdą dalej jako A1 czy A2), a istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że w tej samej części drabinki może zawieruszyć się także Anglia. Jasne, EURO 2013 nauczyło nas, że rozpisywanie kolejnych etapów rywalizacji generalnie mija się z celem, ale powodów dla których zespoły rywalizujące w grupie F przyszłorocznego mundialu mogłyby celować w zajęcie drugiego miejsca jest aż nadto. Oczywiście nie jest moją intencją sugerować, że mecz Szwecja – USA (lub Tajlandia – Chile, nie odbierajmy nikomu szans) odbędzie się na nie do końca sportowych zasadach, ale nadmierne majstrowanie przy drabince prowadzi niestety do tego typu absurdów. Przy następnej okazji prosimy zatem o jeden, ustalony na długo przed losowaniem turnieju finałowego rozkład gier, który nie będzie podlegał ciągłym modyfikacjom. Wystąpienia sytuacji, w której porażka lub remis będą bardziej opłacalne niż zwycięstwo nam to oczywiście nie wyeliminuje, ale przynajmniej wszyscy oszczędzimy sobie całkowicie niepotrzebnych nerwów i kontrowersji.

Grudniowy bazarek transferowy

jenna

Jenna Hellstrom zamieniła Växjö na Örebro

Są na ziemi takie miejsca, w których zimowe okienko transferowe jest zazwyczaj zdecydowanie bardziej intensywne niż letnie. Prawidłowość ta dotyczy przede wszystkim lig grających systemem wiosna-jesień, a ponieważ składa się tak, że zajmujemy się akurat jedną z nich, to warto już teraz przyjrzeć się pierwszym, grudniowym ruchom na piłkarskim rynku. Okazuje się bowiem, że niektóre kluby już na cztery miesiące przed definitywnym zamknięciem się transferowego okna mocno zabrały się za kompletowanie kadry na nowy sezon. I trzeba przyznać, że idzie im to całkiem nieźle.

Do aktywnych graczy na początku tegorocznego silly season z pewnością zaliczyć możemy klub z Växjö. Niedawny beniaminek Damallsvenskan ewidentnie chce dotrzymać obietnicy rychłego awansu do europejskich pucharów, a pomóc w jego osiągnięciu mają między innymi pozyskana z Vittsjö reprezentantka Finlandii Emmi Alanen, czy też występująca do niedawna w sztokholmskim AIK Sandra Lindkvist. Do Småland zawitała ponadto weteranka szwedzkich boisk Erin McLeod, która zapewne stoczy z Katie Fraine rywalizację o miejsce w bramce Växjö. Kto ją wygra? Wydaje się, że na ten moment nieco wyżej stoją w klubie akcje Amerykanki, ale zawsze lepiej mieć do dyspozycji dwie solidne golkiperki niż tylko jedną.

Skoro już zajrzeliśmy na moment do stolicy, to warto zatrzymać się na chwilę przy kadrze Djurgården. Ofensywę sztokholmskiego klubu wzmocniła Ogonna Chukwudi, nowe nabytki w drugiej linii to Ariam Gebreyohannes oraz Hanna Folkesson, a w defensywie DIF oglądać będziemy w najbliższym sezonie Fanny Lång oraz Gudrun Arnadottir. Transfery te prezentują się więcej niż solidnie, a Djurgården w okolicach Nowego Roku znów wygląda na zespół, który w kolejnych rozgrywkach powinien być mocnym kandydatem do ligowego podium. W Sztokholmie z pewnością woleliby jednak wreszcie prezentować się jak ekipa ze ścisłej czołówki nie w grudniu, a gdzieś w połowie października.

Po całkowicie rozczarowującym sezonie, szybko za zimowe porządki zabrali się w Linköping. Trzykrotne mistrzynie Szwecji najpierw pożegnały się z kilkoma piłkarkami, a następnie zaczęły w ich miejsce sprowadzać następczynie, które już za kilka miesięcy mają pod wodzą Olofa Unogårda przywrócić zespołowi z Östergötland należne miejsce w krajowej hierarchii. Bramkarka Emma Holmgren, lewa obrończyni Anna Petursdottir, a także napastniczka Mimmi Larsson to nazwiska, które już teraz gwarantują solidny, ligowy poziom. I dobrze, bo na Arenie Linköping tak naprawdę nie mają już na co czekać.

Zadanie domowe odrabiają także w Örebro, czyli mieście, które po rocznej banicji powraca do krajowej elity. Transfery amerykańskiej golkiperki Danielle Rice, trzech bardzo ciekawych defensorek (Emma Kullberg, Linnéa Svensson, Sejde Abrahamsson), a także dwóch od razu wskakujących do meczowej rotacji piłkarek ofensywnych (Jenna Hellstrom, Kayla Braffet) sugerują, że na Behrn Arenie chcieliby ponownie na dłużej zagościć w najwyższej klasie rozgrywkowej. A to nas niewątpliwie cieszy, gdyż upodabnianie się pod względem różnicy umiejętności poszczególnych zespołów do Division 1 Bundesligi na pewno nie leży w interesie Damallsvenskan.

Na przełomie listopada i grudnia na transferowym bazarku pokazali się również przedstawiciele Kristianstad, którzy już tradycyjnie wybrali się na noworoczne zakupy na Islandię. Efekt wyprawy okazał się całkiem zadowalający, gdyż zarówno grająca dotychczas w norweskiej Toppserien Svava Gudmundsdottir, jak i pozyskana ze Stjarnan Thordis Sigfusdottir to bardzo solidne wzmocnienia siły ognia klubu ze wschodniej Skanii. W Kristianstad nie zapomniano jednak także o drugiej linii, dzięki czemu z kadry jednego z lokalnych rywali udało się wyciągnąć Annę Welin – jedną z najbardziej niedocenianych piłkarek biegających na co dzień po szwedzkich boiskach.

Zimowe okienko w Eskilstunie rozpoczęło się od pożegnań, ale w ostatnich dniach na Tunavallen zaczęły pojawiać się całkiem interesujące zawodniczki. Wprawdzie Sofia Paulsson to raczej inwestycja na przyszłość, ale już grająca dotychczas w Asarum Nigeryjka Halimatu Ayinde nawet na nieudanym dla kadry Thomasa Dennerby’ego (nie dajmy się zwieść suchym wynikom!) Pucharze Narodów Afryki pokazała próbkę swoich nieprzeciętnych umiejętności. Drugą linię United wzmocniła ponadto zaprawiona w pierwszoligowych bojach Fanny Andersson, która być może gwiazdą Damallsvenskan już nie zostanie, ale swoją wartość z pewnością nie raz (i nie dwa) udowodni.

A co słychać w pozostałych klubach? W Vittsjö budowanie kadry rozpoczęli od tyłu i zaledwie kilka dni po ogłoszeniu przedłużenia umowy z Shannon Lynn do północnej Skanii zawitała dwukrotna mistrzyni NWSL Sabrina D’Angelo. Nie mniej ciekawie rozpoczęło się zimowe okienko na dalekiej Północy, gdzie do mistrzowskiego Piteå dołączyła Brazylijka Fernanda da Silva. Na papierze zdecydowanie skromniej prezentują się transfery sposobiącej się do absolutnego debiutu na pierwszoligowych boiskach Kungsbacki; szeregi beniaminka wzmocniły póki co nastoletnia golkiperka Anna Larsson, a także mogąca występować w ataku lub w drugiej linii Hanna Spets.

Jak widać, jedynie w Malmö oraz w Göteborgu wciąż czekają z rozpoczęciem zimowej, transferowej aktywności. Wydaje się jednak, że jest to jedynie cisza przed sztormem, gdyż szczególnie oba kluby ze stolicy Skanii absolutnie nie mogą w tym momencie pozwolić sobie na całkowite odpuszczenie piłkarskiej giełdy. A to z kolei jest całkiem przyjemną informacją dla nas, gdyż dzięki temu zyskujemy pewność, że nawet podczas długich grudniowych i styczniowych wieczorów, futbolowa karuzela w szwedzkim wydaniu cały czas będzie się kręcić. Oby tylko jeszcze przed pierwszą kolejką nikt z niej nie wypadł.

Derby na początek

obos

Nowy sezon ligowy ruszy w połowie kwietnia (Fot. Bildbyrån)

W ostatnich godzinach poznaliśmy szkielet terminarza na sezon 2019 w Damallsvenskan oraz Elitettan. W obliczu spływających do nas codziennie kolejnych rewelacji transferowych informacja ta przeszła nieco bez echa, ale warto uzmysłowić sobie, jak będzie wyglądać ligowe granie w roku piłkarskich mistrzostw świata. Okazuje się, że w porównaniu na przykład z sezonem 2015 czeka nas niewiele zmian. Podobnie jak wówczas, w najwyższej klasie rozgrywkowej przed przerwą mundialową rozegranych zostanie siedem kolejek, natomiast aż piętnaście terminów zaplanowano po emocjach w wydaniu reprezentacyjnym. Nietrudno zatem domyślić się, że w roku 2019 czeka nas niesamowicie intensywna runda jesienna, a rekordzistki z Piteå i z Göteborga w okresie między 21. lipca, a 26. października będą mogły – wliczając wszystkie rozgrywki – rozegrać nawet 21 meczów! Szeroka kadra, a także uniknięcie plagi kontuzji mogą zatem okazać się w nadchodzącym sezonie kluczem do zwycięstwa w jeszcze większym stopniu niż zazwyczaj.

A co powiemy o samym układzie meczów? Pierwszoligowa karuzela ruszy już 14. kwietnia i od razu zrobi się niesamowicie interesująco, gdyż na inaugurację rozgrywek absolutny beniaminek z Kungsbacki podejmie (niestety raczej nie na swoim boisku) derbowego rywala z Göteborga. W tej samej serii spotkań sensacyjne mistrzynie z Piteå zostaną przetestowane przez sięgający ambicjami coraz wyżej i wyżej stołeczny Djurgården, natomiast na Arenie Linköping dojdzie do starcia dwóch najbardziej jak dotąd aktywnych klubów w zimowym okienku transferowym.

Jeśli zastanawiamy się, czy ostatnia kolejka znów dostarczy nam tyle bezpośrednich i korespondencyjnych potyczek o konkretne cele, to … niestety dziś nie uzyskamy odpowiedzi na to pytanie. Zresztą, rok temu o tej porze raczej nikt nie przypuszczał, że zaplanowany na zakończenie sezonu 2018 mecz Piteå – Växjö będzie decydował o tym, komu przypadnie mistrzowski tytuł. Warto więc być z ligą od początku do końca, gdyż najnowsze doświadczenia pokazują, że Damallsvenskan lubi i potrafi zaskakiwać. I to nawet tych, którym czasami wydaje się, że wiedzą o tej lidze niemal wszystko.

14. kwietnia będzie również ważną datą dla czternastu klubów Elitettan, które właśnie wtedy zainaugurują rozgrywki. W drugiej lidze szkielet terminarza nie zakłada póki co zawieszenia gry na czas francuskiego mundialu, a letnia przerwa zaplanowana została na przełom lipca i sierpnia (po rozegraniu piętnastu kolejek). Jak zwykle, z największą ekscytacją planu rozgrywek na nowy sezon wyczekiwali beniaminkowie, którzy dopiero co awansowali lub powrócili na szczebel centralny. Na szczęście, wszyscy oni mogą być umiarkowanie zadowoleni z układu gier: Morön i Borgeby rozpoczną zmagania od ciekawych starć na własnym stadionie, natomiast Bromma od razu zmierzy się w derbach stolicy ze spadkowiczem z Damallsvenskan – Hammarby.


Szkielet ligowego terminarza na sezon 2019:

14. kwietnia – rozpoczęcie rozgrywek w Damallsvenskan i Elitettan

19. maja – koniec rundy wiosennej w Damallsvenskan

7. lipca – koniec rundy wiosennej w Elitettan

21. lipca – początek rundy jesiennej w Damallsvenskan

5. sierpnia – początek rundy jesiennej w Elitettan

26. października – ostatnia kolejka Damallsvenskan

27. października – ostatnia kolejka Elitettan

Echa podparyskiego losowania

usaswe

Szwedki i Amerykanki już po raz szósty znalazły się w tej samej grupie (Fot. Getty Images)

USA, Tajlandia, Chile – tak prezentuje się nasze mundialowe menu. O to, aby sięgająca początku wieku tradycja szwedzko-amerykańskich potyczek w finałach mistrzostw świata zadbała Aya Miyama, ale pomimo perspektywy starcia z obrończyniami tytułu i zarazem głównymi faworytkami francuskiej imprezy, na brak szczęścia narzekać absolutnie nie możemy. Rywalki z Azji i Ameryki Południowej na ten moment stanowią oczywiście dla naszych skautów całkiem sporą zagadkę, ale wystarczy na przykład wirtualnie zamienić się miejscami z Norwegią, aby zrozumieć, że mogliśmy trafić zdecydowanie gorzej.

Anonimowość dwóch egzotycznych przeciwniczek jest kwestią, którą w swojej wypowiedzi poruszył również Peter Gerhardsson, choć i on przekonuje, że w czerwcu o Tajlandii i Chile będziemy wiedzieć wszystko. Mam stuprocentowe zaufanie do Andersa Erikssona, który zajmuje się u nas skautingiem i wiem, że będziemy gotowi na czas – przekonuje selekcjoner. A co Gerhardsson sądzi o szwedzkiej grupie? W największym skrócie można powiedzieć, że sztab szkoleniowy wyniki losowania przyjął z umiarkowanym zadowoleniem, ale o żadnej euforii nie ma póki co mowy. Selekcjoner nie przecenia także teoretycznie korzystnego terminarza: Tak naprawdę kolejność meczów nie ma żadnego znaczenia. Wiadomo, że będziemy chcieli rozpocząć od dwóch zwycięstw, ale jeśli mamy zajść daleko, to musimy wygrywać wszystko. Bez względu na to, kto będzie na nas czekał – zauważa opiekun najważniejszej drużyny w kraju. I jak to często bywa – ma absolutną rację.

Zdecydowanie bardziej odważnie wypowiadają się o mundialowej grupie media, w których przebijają się nawet pojedyncze opinie o losowaniu marzeń. Skrajnie optymistyczne głosy podkreślają, że z Amerykankami lepiej zmierzyć się już w fazie grupowej, a dwaj pozostali rywale nie powinni stanowić przeszkody nie do przejścia dla nabierającej pewności z każdym kolejnym meczem kadry trenera Gerhardssona. Warto mieć jednak na uwadze fakt, że ani z Chilijkami, ani z Tajkami nie mierzyliśmy się jeszcze nigdy w historii, a obie wspomniane ekipy prezentują styl, który diametralnie różni się od tego, z którym spotykamy się przy okazji meczów z niżej notowanymi rywalkami w europejskich eliminacjach. Jasne, techniczny futbol w wersji azjatyckiej i latynoskiej zazwyczaj bardzo nam pasował, ale samozadowolenie i nadmierna pewność siebie już wiele razy okazywały się zgubne. Na szczęście, od pewnego czasu w szwedzkiej piłce reprezentacyjnej znów mamy poczucie, że leci z nami pilot, wobec czego możemy być pewni, że kadra przystąpi do najważniejszej imprezy czterolecia odpowiednio przygotowana. Nasza przygoda rozpocznie się 11. czerwca w Rennes, a zakończy … mamy nadzieję, że w Lyonie. Ale przecież z identycznie nakreślonym planem zawita do Francji jeszcze wiele innych zespołów.


Szwedzki rozkład jazdy (faza grupowa MŚ 2019):

11. czerwca, godz. 18:00: Chile – Szwecja (Rennes)

16. czerwca, godz. 15:00: Szwecja – Tajlandia (Nicea)

20. czerwca, godz. 21:00: Szwecja – USA (Hawr)

Niech los jutro nam sprzyja!

nintchdbpict000369915074

Czy szczęście uśmiechnie się jutro do kadry Petera Gerhardssona? (Fot. Getty Images)

Co łączy Pię Sundhage i Petera Gerhardssona? Na pierwszy rzut oka – niezbyt wiele. Na drugi – wciąż łatwiej o różnice niż o podobieństwa. Okazuje się jednak, że dwoje selekcjonerów piłkarskiej reprezentacji Szwecji w bardzo zbliżony sposób podchodzi do wszelkiego rodzaju losowań. Oboje ewidentnie stoją na stanowisku, że zwycięstwo koniec końców i tak trzeba będzie wybiegać na boisku i nawet najbardziej łaskawy układ koszyków nie sprawi, że bez gry dopiszemy sobie jakiekolwiek punkty. Mając na uwadze fakt, iż w ostatnich latach szwedzka kadra swoje najlepsze mecze rozgrywała z teoretycznie mocniejszymi przeciwnikami – takie myślenie nie jest nawet pozbawione sensu.

Mówiąc jednak już całkiem serio, trudno się dziwić, że zarówno zawodniczki, jak i sztab szkoleniowy unikali jednoznacznych deklaracji przed jutrzejszym losowaniem grup francuskiego mundialu. Nie jest przecież tajemnicą, że w takiej sytuacji zawsze lepiej powiedzieć o kilka słów za mało niż o jedno za dużo. Nasze położenie jest jednak o tyle bardziej komfortowe, że możemy pozwolić sobie na zdecydowanie odważniejsze rozważania, a skoro do ceremonii pozostało jeszcze kilkadziesiąt godzin, to można poświęcić je na przykład na analizę potencjalnych scenariuszy na sobotni wieczór. Bo chyba sami przyznacie, że grupa z USA, Koreą i Nigerią dość znacząco różni się od tej z Kanadą, Tajlandią i Argentyną. I to z wielu powodów.

Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudzają póki co nazwy potencjalnych rywali z pierwszego koszyka i tutaj akurat zgodni możemy być co do jednego – byle nie USA. Dlaczego? Po pierwsze – obrończynie tytułu. Po drugie – liderki światowego rankingu. Po trzecie – wbrew wielu opiniom ich kadra wcale nie prezentuje się mniej spektakularnie niż cztery lata temu, a niewykluczone, że jest nawet dokładnie odwrotnie. Po czwarte i najważniejsze – z Amerykankami mamy sposobność mierzyć się w fazie grupowej każdego mundialu w tym wieku (!!!), więc trafienie piąty raz z rzędu tego samego przeciwnika byłoby naprawdę mało śmiesznym żartem. No dobrze, ale skoro nie ekipa Jill Ellis i Tony’ego Gustavssona, to w takim razie kto? Raczej nie Niemki, z którymi też znamy się aż za dobrze, a przy okazji mamy już zaklepany mecz towarzyski na kwiecień. Ciekawą, a zarazem interesującą ze sportowego punktu widzenia opcją byłoby trafienie do grupy kanadyjskiej. Starcie z zespołem prowadzonym przez naszego dobrego znajomego Kennetha Heinera-Møllera może nie byłoby hitem grupowych zmagań, który przyciągnąłby przed ekrany rekordową liczbę neutralnych kibiców, ale ze szwedzkiej perspektywy takie zestawienie jawi się jako otwarta furtka do nieco łatwiejszej drabinki już w fazie pucharowej. Oczywiście, pod warunkiem, że zagralibyśmy przynajmniej tak dobry mecz, jak w lutym podczas Pucharu Algarve. Jeśli mamy ambicje sięgające wspomnianej już fazy pucharowej, to niegłupim rozwiązaniem byłoby też wylosowanie … Francji. Wyjście z grupy razem z gospodyniami oznaczałoby bowiem tyle, że nawet awansując z drugiego miejsca uniknęlibyśmy potyczki ze zwycięzcą innej grupy w grze o ćwierćfinał. A to z kolei może mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o Igrzyska w Tokio, która przecież także czeka nas na francuskich boiskach.

Koszyk trzeci, to oczywiście Tajlandia, którą pomimo kilku naprawdę obiecujących występów (remis z Australią) każdy chętnie przywitałby w swojej grupie. Pożądaną opcję rezerwową stanowi natomiast Nowa Zelandia, która z kolei nie bez przyczyny liczy na to, że na francuskich boiskach odniesie pierwsze w swojej historii zwycięstwo w finałach MŚ, ale wciąż wydaje się być przeciwnikiem jak najbardziej w zasięgu. Tym bardziej, że w Szwecji doskonale znamy mocne i słabe strony przynajmniej kilku nowozelandzkich piłkarek. Silniejszą stronę Azji reprezentują w tej stawce Korea Południowa z fenomenalną Ji oraz Chiny z równie fenomenalną Wang, a najnowsza historia bezpośrednich potyczek podpowiada, że szczególnie tego drugiego zespołu mamy pełne prawo się obawiać. Podobnie jak obu potencjalnych rywali z Europy: Szkocja dysponuje niesamowitą generacją młodych zawodniczek, które z roku na rok będą już tylko lepsze, a z Włoszkami przegrywaliśmy zarówno za Sundhage, jak i za Gerhardssona, choć na papierze ekipa z Półwyspu Apenińskiego aż tak nie straszy. Dwukrotnie postraszyła nas za to na boisku i już chociażby to każe do następnych starć z tym przeciwnikiem podchodzić z wielką dozą respektu dla piłkarskich umiejętności Włoszek. Jak zatem widać, to właśnie wyniki losowania trzeciego koszyka mogą w największym stopniu zadecydować o tym, która z grup okaże się tą teoretycznie najsilniejszą, a która wręcz przeciwnie.

Koszyk czwarty to w największym skrócie gra o uniknięcie Nigerii oraz Republiki Południowej Afryki. Z tymi drugimi zagramy towarzysko w styczniu, a ponadto jest to mocny kandydat do miana rewelacji francuskiego mundialu. Nigeria natomiast na Pucharze Narodów Afryki nie zachwyciła, ale możemy być pewni, że akurat Szwecję Thomas Dennerby i jego skandynawski sztab mają dokładnie rozpracowaną. Zakładając rzecz jasna, że nasz były selekcjoner wytrwa do czerwca na stanowisku, gdyż w Afryce nie należy wykluczać absolutnie żadnego scenariusza. Wśród najniżej sklasyfikowanych w rankingu FIFA finalistów MŚ znajdziemy ponadto Kamerun, czyli największą niespodziankę rozegranego przed czterema laty turnieju w Kanadzie, debiutujące na wielkiej imprezie Chile z Endler i Aedo w składzie, a także Argentynę i Jamajkę, z którymi o zwycięstwo powinno być chyba najłatwiej. Zawodniczek z Ameryki Łacińskiej moglibyśmy się obawiać wtedy, gdyby jedną połowę meczu trzeba było zagrać na zasadach hokeja na trawie, a piłkarek z Karaibów gdyby trzeba było się z nimi ścigać, przekazując sobie przy tym pałeczkę. W piłce nożnej każdy zespół jadący na turniej z ambicjami na jednak obowiązek pewnie pokonać obie te ekipy.

Podsumowując te całe rozważania, lista życzeń przed jutrzejszym losowaniem prezentuje się mniej więcej tak:

Losy pozytywne: Kanada, Francja, Tajlandia, Nowa Zelandia, Argentyna, Jamajka

Losy neutralne: Anglia, Australia, Korea, Włochy, Kamerun, Chile

Losy niekoniecznie dla nas: USA, Niemcy, Chiny, Szkocja, Nigeria, RPA

A tak zupełnie na koniec – warto pamiętać o tym, że co by się jutro pod Paryżem nie wydarzyło, dopiero 7. lipca przyszłego roku będziemy mogli ocenić rzeczywiste skutki tego losowania. A zatem usiądźmy wygodnie i let’s enjoy the show