Dobrze rozpocząć rok

Fotboll, Dam, Landskamp, Sydafrika - Sverige

Kosovare Asllani podczas ubiegłorocznego meczu przeciwko RPA (Fot. SvFF)

Już tylko godziny dzielą nas od pierwszego oficjalnego meczu kadry Petera Gerhardssona w mundialowym roku 2019 i choć potyczka w Kapsztadzie z pewnością nie jest najważniejszym elementem przygotowań do francuskiego turnieju, naprawdę trudno nie ekscytować się tym, co czeka nas we wtorkowy wieczór. Tym bardziej, że podopieczne Desiree Ellis we wczorajszym starciu z Holandią udowodniły, że ich dyspozycja na ubiegłorocznym Pucharze Narodów Afryki nie była przypadkiem i choć mistrzynie Europy stosunkowo szybko uzyskały dwubramkowe prowadzenie, zawodniczki z RPA potrafiły nie tylko zapisać na swoim koncie gola kontaktowego, ale jeszcze kilka razy mocno postraszyły Sari van Veenendaal. Spory udział miała w tym wszystkim niesamowita Thembi Kgatlana, która w zasadzie każdym kolejnym występem w reprezentacyjnych barwach potwierdza, że trwające już kilka lat moje zachwyty nad jej talentem jak najbardziej znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

My jednak patrzymy na wtorkowy pojedynek przede wszystkim ze szwedzkiej perspektywy, a ta każe nam zastanowić się na przykład nad obsadą bramki. Pod nieobecność Hedvig Lindahl oraz Hildy Carlén, na zgrupowanie do RPA udały się trzy golkiperki, które jak dotąd łącznie rozegrały w pierwszej reprezentacji zaledwie … dwa spotkania. W nieoficjalnym sparingu każda z nich zagrała jedną tercję i każda zachowała czyste konto. Na kogo zatem postawią szkoleniowcy i czy ewentualny dobry występ w Kapsztadzie może oznaczać większe prawdopodobieństwo znalezienia się w 23-osobowej kadrze na francuski mundial? Niewykluczone, choć akurat na tę odpowiedź będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Pewną zagadką jest również to, kto zajmie zwolnione przez Nillę Fischer miejsce na środku bloku defensywnego. W meczu przeciwko Anglii ubiegłoroczną laureatkę Diamentowej Piłki z powodzeniem zastąpiła Amanda Ilestedt, ale obrończyni Turbine Poczdam końcówkę rundy jesiennej miała mocno pechową. Czy w związku z tym Peter Gerhardsson zechce w Kapsztadzie przetestować jeszcze inny wariant? Niekoniecznie, choć gdyby jednak się na to zdecydował, to w odwodzie pozostaje chociażby Sandra Adolfsson z Vittsjö.

Na koniec zostawiliśmy sobie analizę przednich formacji, gdyż to właśnie w nich pojawia się ostatnimi czasy zdecydowanie najwięcej znaków zapytania. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że w Kapsztadzie na pewno nie zagra Lina Hurtig, która – jeśli wierzyć doniesieniom z RPA – według pierwotnego planu miała dostać we wtorek całkiem sporo minut. Przeszkodą w jego realizacji okazał się jednak problem mięśniowy i pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem nie wykluczy on skrzydłowej Linköping z gry na dłużej. Sytuacja ta sprawiła jednak, że niejako w naturalny sposób blisko wyjściowej jedenastki znalazła się Olivia Schough, która w połowie stycznia znajduje się w zaskakująco dobrej dyspozycji i wszyscy bardzo chcielibyśmy, aby była to zapowiedź przełomowego sezonu w jej karierze. Kto wie, być może transfer do Djurgården okaże się w jej przypadku właśnie takim pozytywnym impulsem? Na ten ostatni z utęsknieniem czeka również nasz eksportowy, ofensywny duet z Montpellier, gdyż w bieżących rozgrywkach zarówno Stina Blackstenius, jak i Sofia Jakobsson mają we Francji swoje problemy i wydaje się, że przynajmniej jedna z nich może w najbliższym czasie zmienić barwy klubowe. Bez względu na to, co się wydarzy, zadaniem Petera Gerhardssona i jego sztabu jest jednak maksymalne wykorzystanie ich niepodważalnego potencjału w warunkach reprezentacyjnych, a mecz w Viborgu pokazał ponad wszelką wątpliwość, że jest to możliwe. Liczymy zatem na powtórkę zarówno we wtorek, jak i podczas francuskich mistrzostw, choć oczywiście idealnie byłoby do tego czasu rozwiązać wszystkie klubowe niejasności.

A zatem – doczekaliśmy się. Pierwszy gwizdek na stadionie w Kapsztadzie zaplanowano na godzinę 18:00 czasu szwedzkiego, a bezpośrednią transmisję wtorkowego meczu przeprowadzi TV 12. Oby były to miłe dobrego początki!


Terminarz reprezentacji na okres luty-kwiecień 2019:

27.02. – Szwecja – Szwajcaria (Algarve)

01.03. – Portugalia – Szwecja (Algarve)

06.03. – mecz rankingowy (Algarve)

06.04. – Szwecja – Niemcy (Sztokholm)

09.04. – Austria – Szwecja (Wiedeń)

Nieoficjalnie: czwórka do przodu

sydafrika-sverige

Wspólne zdjęcie obu reprezentacji po meczu (Fot. SvFF)

Bez mediów, bez kibiców, ale za to z bacznie obserwującym wszystko sztabem szkoleniowym – w takiej scenerii piłkarska reprezentacja Szwecji rozegrała swój pierwszy tegoroczny mecz. Potyczka, która ze względu na swoją bardzo nietypową formułę (trzy tercje po 30 minut każda, hokejowe zmiany) nigdy nie zostanie zaliczona jako oficjalna, okazała się jednak niezwykle cennym sprawdzianem dla grającej w mocno eksperymentalnym składzie kadry Petera Gerhardssona. Cieszyć mogą nas zarówno rozmiary zwycięstwa nad absolutną rewelacją ubiegłorocznego Pucharu Narodów Afryki, jak i postawa szwedzkich piłkarek przy ofensywnych stałych fragmentach gry, które przyniosły nam ostatecznie aż trzy trafienia. Jeśli więc dzisiejsze starcie miało służyć przetestowaniu właśnie tego elementu w warunkach meczopodobnych, to próba generalna wypadła więcej niż obiecująco i mamy pełne prawo ze spokojem wyczekiwać wtorkowej premiery już z udziałem publiczności.

Zadowolony z przebiegu meczu był również szwedzki selekcjoner, który podkreślił, że dzisiejsze obserwacje pozwolą na lepsze i bardziej kompletne przygotowanie się do czekającego nas już za cztery dni rewanżu. Teraz wiemy na ich temat zdecydowanie więcej – zauważył Gerhardsson, zwracając przy tym uwagę na stricte szkoleniowy charakter dzisiejszej potyczki. Takie mecze zawsze dają większą możliwość przyjrzenia się niuansom taktycznym niż zwykłe, codzienne treningi. Rok temu otwieraliśmy reprezentacyjny kalendarz w dokładnie ten sam sposób i przyniosło to później oczekiwane rezultaty. Myślę, że tym razem będzie podobnie – z optymizmem skomentował szkoleniowiec.

Warto zaznaczyć, że w nieoficjalnym sparingu szansę gry otrzymały wszystkie zawodniczki z wyjątkiem kontuzjowanej Fridoliny Rolfö (pomocniczka monachijskiego Bayernu we wtorek ma być już gotowa do gry). Żadna z piłkarek nie spędziła jednak na boisku więcej niż 60 minut, a łupem bramkowym podzieliły się Olivia Schough (dwa gole), Mimmi Larsson oraz Mia Carlsson. Skuteczność zawodniczek występujących na co dzień w Damallsvenskan niewątpliwie cieszy, choć selekcjoner mocno zaakcentował fakt, że u wielu z nich dało się zauważyć brak rytmu treningowego, co w niełatwych warunkach atmosferycznych i na nie najlepiej przygotowanej murawie wyraźnie utrudniało im grę. Mocno wierzymy jednak w to, że szwedzkie piłkarki od teraz będą się tylko i wyłącznie rozpędzać, a zatrzymają się dopiero w lipcu w Lyonie.

Tymczasem, niezwykle intensywny pod każdym względem piłkarski rok 2019 możemy uznać za otwarty, choć tego nieco bardziej oficjalnego otwarcia dokonamy dopiero w najbliższy wtorek. Pierwszy gwizdek na stadionie w Kapsztadzie zaplanowano na godzinę 18.

Styczniowy raport transferowy

1542880432

Emma Holmgren w najbliższym sezonie będzie bronić barw Linköping (Fot. Bildbyrån)

Do startu nowego sezonu ligowego pozostały jeszcze trzy miesiące, do pierwszej kolejki fazy grupowej Pucharu Szwecji cztery tygodnie, ale kadry większości klubów Damallsvenskan zaczynają się powoli krystalizować. W ostatnich tygodniach decyzję co do swojej klubowej przyszłości podjęły między innymi Tove Almqvist, Mie Leth Jans czy Olivia Schough, w Sztokholmie – jak zawsze na początku roku – zaczynają smuć całkiem realne plany powrotu na szczyt krajowej hierarchii, w Göteborgu doszli do wniosku, że w sezonie mundialowym z transferową ofensywą być może warto poczekać do lata, a w Malmö oraz w Linköping takiego komfortu nie mają, w związku z czym jeszcze tej zimy możemy spodziewać się w tych miastach kilku interesujących komunikatów. Póki co, skupmy się jednak na tym, co wiemy już teraz, gdyż ciekawych roszad kadrowych nie brakowało nam ostatnio od Laponii po Skanię. A skoro tak, to wypadałoby przygotować podsumowanie zawierające nazwiska wszystkich zawodniczek, które podczas trwającego właśnie okienka transferowego zdecydowały się zmienić klubowe barwy. Kto jak dotąd najlepiej wykorzystał jesienno-zimowy czas? Kto doznał najbardziej poważnych osłabień? Zapoznajcie się z poniższą listą i oceńcie sami:

01. dif

02. esk

03. kgfc

04. kri

05. kun

06. lb

07. lfc

08. pif

09. fcr

10. vgik

11. vdff

12. ore

Czas na Algarve

algarve2018

Reprezentacja Szwecji przed swoim pierwszym meczem podczas Algarve Cup 2018 (Fot. SvFF)

Nieco później niż zwykle poznaliśmy dokładny terminarz turnieju towarzyskiego o Puchar Algarve. W odświeżonej jeśli chodzi o formułę fazie grupowej, reprezentacja Szwecji zmierzy się kolejno ze Szwajcarią oraz Portugalią, a więc z rywalkami, z którymi w przeszłości zazwyczaj grało się naszym piłkarkom dobrze. Pewnym minusem może być natomiast układ gier, gdyż zaledwie jeden wolny dzień pomiędzy wspomnianymi spotkaniami niejako wymusza na selekcjonerze konieczność wystawienia dwóch mocno różniących się od siebie jedenastek. Skoro jednak sam Peter Gerhardsson przyznaje, że wiosenne mecze mają dla sztabu szkoleniowego wartość przede wszystkim szkoleniową, to taki przegląd kadr na trzy miesiące przed najważniejszą imprezą czterolecia może okazać się naprawdę cennym doświadczeniem.

Szwedzki selekcjoner nie widzi ponadto żadnego problemu w tym, że na boiskach Algarve prowadzona przed niego kadra zmierzy się z ekipami, które nie zdołały zakwalifikować się na francuski mundial. Szwajcaria i Portugalia to przecież uczestnicy ostatniego EURO, a w eliminacjach mistrzostw świata Szwajcarki odpadły dopiero po barażach z Holandią. Portugalia natomiast pokazała się z bardzo dobrej strony na ubiegłorocznym Pucharze Algarve. Prawda, że żadna z tych drużyn nie jedzie ostatecznie na mundial, ale ich piłkarska jakość jest przynajmniej taka sama jak u niektórych uczestników MŚ. Cieszę się, że będziemy mieli okazję sprawdzić się z takimi przeciwniczkami i na pewno wiele z tych meczów wyciągniemy – podsumowuje w swoim stylu Gerhardsson.

Istnieje jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że na zakończenie tegorocznego turnieju o Puchar Algarve reprezentacja Szwecji zmierzy się z innym finalistą tegorocznego mundialu. Grupy A, B i C zostały bowiem obsadzone w taki sposób, że w każdej z nich znalazło się aż dwóch uczestników francuskich mistrzostw, a więc – jak łatwo policzyć – szansa trafienia któregoś z nich w meczu rankingowym wynosi mniej więcej 67 procent. Oczywiście, pod warunkiem, że sprzyjać nam będzie aura, gdyż w ostatnich latach przekonaliśmy się, że portugalska wiosna potrafi być bardzo kapryśna.


Terminarz Pucharu Algarve:

25. lutego: wylot kadry do Portugalii

27. lutego: Szwecja – Szwajcaria

1. marca: Portugalia – Szwecja

6. marca: mecz rankingowy

Zamiast rankingu TOP-50

Lindsey Horan scores a goal and celebrates

W roku 2018 Lindsey Horan była jedną z największych bohaterek światowych boisk (Fot. Brad Smith)

Tradycją tego serwisu było dotąd to, że nowy rok zawsze rozpoczynaliśmy zestawieniem pięćdziesięciu najlepszych piłkarek roku poprzedniego. Podobny plan miałem i tym razem, ale … nie doczekał on się realizacji. Z jakiego powodu? Jest ich kilka, ale zacznę od tego zdecydowanie najważniejszego.

Od wielu lat, przy okazji każdego kolejnego plebiscytu, mocno podkreślam uznaniowy i subiektywny charakter takich zestawień. W minionym roku odbyłem jednak mnóstwo (więcej niż kiedykolwiek wcześniej) mniej lub bardziej ożywionych rozmów w tym temacie, a że jestem słuchaczem otwartym na opinie innych ludzi, wyciągnąłem z nich jeden niezwykle istotny wniosek: stworzenie sensownego rankingu przy tak ogromnej puli piłkarek to zadanie po prostu niewykonalne, Nie trudne, lecz niewykonalne. A porywanie się na rzeczy niewykonalne rozsądne z całą pewnością nie jest.

Od stycznia do grudnia 2018 obejrzałem w całości około 500 meczów piłkarskich. Do tego dochodzi mnóstwo skrótów, wycinków, goli i przeczytanych relacji. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to całkiem sporo, ale wciąż jest to zaledwie niewielki wycinek tego, co wydarzyło się przez dwanaście miesięcy w świecie futbolu. Fenomenalną jak zawsze Tabithę Chawingę podziwiałem więc jedynie przy okazji fragmentów spotkań chińskiej superligi, a z podobnych montaży znam też zawodniczki grające na co dzień w Japonii czy Hiszpanii. Francja? Wiele razy zdarzyło mi się usłyszeć, że bardzo niewiele wiem o tej lidze i … nie zamierzam z tym polemizować. Oczywiście, po każdej kolejce pilnie oglądam przygotowane przez oficjalny kanał D1F skróty wszystkich spotkań (ze świadomością, że ocenianie całości występu np. defensywnych pomocniczek na podstawie takiego skrótu ma mniej więcej taki sens jak prognozowanie pogody w La Paz na październik), pomimo bariery językowej staram się być na bieżąco z tym, co piszą o rozgrywkach lokalne media, ale jednak daleko mi do uważania się za eksperta klubowej piłki w kraju gospodyń tegorocznych mistrzostw świata. Nie uważam się zresztą za niego także w temacie moich trzech ulubionych lig zagranicznych (norweskiej, angielskiej i amerykańskiej), choć kilkadziesiąt obejrzanych w przekazie telewizyjnym meczów i brak jakiejkolwiek bariery językowej sprawiają, że dyskusję na argumenty prowadzę w ich przypadku zdecydowanie bardziej swobodnie.

Postanowiłem więc, że od tej chwili jedyne rankingi mojego autorstwa dotyczyć będą wyłącznie piłki szwedzkiej. Zdaję sobie sprawę, że również w spojrzeniu na nią będziemy się mocno różnić (i o to chodzi, wszak futbol to nie matematyka), ale skoro w roku 2018 miałem przyjemność obejrzeć każdy oficjalny występ Olivii Schough czy Caroline Seger (zarówno w klubie, jak i w reprezentacji), to czuję się osobą wystarczająco kompetentną, aby przygotować na tej podstawie sensowne zestawienie. W przypadku np. Selmy Bachy czy Ashley Lawrence jest już jednak zupełnie inaczej i choć miałem przyjemność niejednokrotnie podziwiać obie panie w akcji, to jednak próba upchnięcia ich na siłę do rankingu raczej mijałaby się z celem.

Żeby jednak nie zostawiać was z niczym, postanowiłem, że zakończę ten premierowy wpis 2019 roku listą piłkarek, które zaimponowały mi w ostatnich dwunastu miesiącach. Kolejność nazwisk jest tu całkowicie przypadkowa i absolutnie nie upieram się, że dokładnie tak powinna wyglądać ścisła czołówka jakiegokolwiek plebiscytu. Wiem jednak tyle, że piłkarski rok 2018 zawsze kojarzyć mi się będzie z każdą z nich:

  • Lindsey Horan (USA / Portland)
  • Samantha Kerr (Australia / Chicago)
  • Megan Rapinoe (USA / Seattle)
  • Becky Sauerbrunn (USA / Utah)
  • Adrianna Franch (USA / Portland)
  • Julie Ertz (USA / Chicago)
  • Lydia Williams (Australia / Seattle)
  • Alex Morgan (USA / Orlando)
  • Tabitha Chawinga (Malawi / Jiangsu)
  • Amel Majri (Francja / Lyon)
  • Wendie Renard (Francja / Lyon)
  • Dzsenifer Marozsan (Niemcy / Lyon)
  • Ada Hegerberg (Norwegia / Lyon)
  • Shanice van de Sanden (Holandia / Lyon)
  • Lucy Bronze (Anglia / Lyon)
  • Shuang Wang (Chiny / PSG)
  • Pernille Harder (Dania / Wolfsburg)
  • Sara Björk Gunnarsdottir (Islandia / Wolfsburg)
  • Caroline Hansen (Norwegia / Wolfsburg)
  • Ewa Pajor (Polska / Wolfsburg)
  • Nilla Fischer (Szwecja / Wolfsburg)
  • Svenja Huth (Niemcy / Turbine)
  • Danielle van de Donk (Holandia / Arsenal)
  • Vivianne Miedema (Holandia / Arsenal)
  • Jordan Nobbs (Anglia / Arsenal)
  • Kim Little (Szkocja / Arsenal)
  • Nikita Parris (Anglia / Manchester)
  • Stephanie Houghton (Anglia / Manchester)
  • Erin Cuthbert (Szkocja / Chelsea)
  • So-Youn Ji (Korea Południowa / Chelsea)
  • Fran Kirby (Anglia / Chelsea)
  • Magdalena Eriksson (Szwecja / Chelsea)
  • Ann-Katrin Berger (Niemcy / Birmingham)
  • Guro Reiten (Norwegia / Lillestrøm)
  • Aitana Bonmati (Hiszpania / Barcelona)
  • Charlyn Corral (Meksyk / Levante)

Raz jeszcze wszystkiego najlepszego w nowym roku, który – o to akurat możemy być spokojni – na pewno przyniesie nam mnóstwo piłkarskich wrażeń i wykreuje nowe bohaterki. W końcu mundial zdarza się raz na cztery lata.

Był sobie piłkarski rok

piteguld

Mistrzowski taniec w Piteå – najbardziej pamiętny obrazek (Fot. Bildbyrån)

Rok 2018 oficjalnie przejdzie za kilka godzin do historii, ale niektóre wydarzenia ostatnich miesięcy z pewnością zapamiętamy na długo. Najbardziej sensacyjny sezon Damallsvenskan (z jeszcze bardziej sensacyjnymi rozstrzygnięciami!), fenomenalna postawa kadry Petera Gerhardssona w decydującym meczu o awans na mundial, czy wreszcie eksplozja talentu Rebecki Blomqvist i Anny Anvegård to tylko niektóre z nich. Zanim więc o północy przywitamy z radością rok 2019 (rok piłkarskich mistrzostw świata), zapraszam na błyskawiczno-nostalgiczny przegląd tego, co już za nami.

Mijający rok witaliśmy z wielkimi nadziejami, choć i obaw nam nie brakowało. Te ostatnie szybko ustąpiły jednak miejsca ekscytacji, bo chyba nie może być z nami aż tak źle, jeśli średniak Damallsvenskan potencjalnych wzmocnień szuka w Lyonie. Poza tym, zajęci byliśmy odliczaniem dni do fazy grupowej Pucharu Szwecji, dzięki której na pierwsze w roku kalendarzowym mecze o punkty czekaliśmy nie do połowy kwietnia, a do pierwszej dekady lutego. Czas ten skutecznie umiliła nam jeszcze Loreta Kullashi, która w dalekim Kapsztadzie uświetniła debiut w seniorskiej reprezentacji dwoma golami (w tym jednym strzelonym zaledwie kilkadziesiąt sekund po wejściu na boisko). Wspomniani pucharowicze także nie pozwolili nam się nudzić – w grupie 1 Linköping i Göteborg zakończyły zmagania z identycznym bilansem i żadne logiczne kryterium nie pozwoliło wyłonić ekipy, która wywalczy awans do kolejnej fazy. Zgodnie z regulaminem, posłużono się więc tabelą za sezon 2017, co z kolei nie spodobało się piłkarkom z Västergötland, które nie bez racji postulowały, że gra w papier, kamień, nożyce byłaby bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem. Z przygodami swoją grupę wygrał także Djurgården. Klub ze stolicy bezskutecznie próbowała powstrzymać … aura, która mocno opóźniła wylot podopiecznych Joela Riddeza na mecz przeciwko Piteå. Trwające dwa dni spotkanie ostatecznie udało się jednak rozegrać, a sztokholmianki zabrały ze sobą w powrotną podróż w pełni satysfakcjonujący je remis 1-1.

O ile Djurgården i Piteå storpedowany przez kapryśną pogodę mecz koniec końców rozegrały, o tyle finał Pucharu Algarve między Szwecją, a Holandią musieliśmy uznać za nieodbyty. Plusem tej sytuacji było to, że Holenderki mogły urządzić sobie na murawie portugalskiego stadionu sesję fotograficzną połączoną z kąpielą w błocie, a Szwedki dopisały sobie do statystyk jeszcze jeden wygrany turniej towarzyski, co szczególnie uszczęśliwiło tych, którzy wyciągają zbyt dużo wniosków z liczby wygranych turniejów towarzyskich. Nieco bardziej uważnych obserwatorów ucieszył natomiast fakt, że Peter Gerhardsson umiejętnie dysponował podczas lutowo-marcowego zgrupowania siłami powołanych przez siebie zawodniczek, co w przypadku wielu poprzednich selekcjonerów nie było raczej normą. Ze sporym zaciekawieniem obserwowaliśmy ponadto sztokholmską dramę, w wyniku której ze stanowiskiem trenera Hammarby pożegnał się osiągający tam wyniki zdecydowanie ponad stan Olof Unogård, a fani Bajen w kilka dni zebrali pół miliona koron na lepsze i bardziej przejrzyste funkcjonowanie sekcji.

Wiosenne, ligowe granie zaczęło się od siedmiu kolejnych zwycięstw Piteå. Fenomenalnego marszu rewelacyjnych Laponek nie były w stanie zatrzymać ani kontuzje kluczowych zawodniczek, ani problemy rodzinne trenera Carlssona; zrobiła to dopiero Sanne Troelsgaard (z niewielką pomocą June Pedersen), rozstrzygając tym samym pierwszy w historii szwedzkiego futbolu mecz rozegrany … za kołem podbiegunowym przy naturalnym, nocnym (a w zasadzie dziennym) świetle. Trafienie reprezentantki Danii zadecydowało także o tym, że rozgrywany po raz pierwszy w odświeżonej formule Puchar Szwecji trafił ostatecznie do Malmö, choć tym razem to pokonany w finale Linköping głośno zgłaszał obiekcje do decyzji podejmowanych przez prowadzącą tamto starcie, pochodzącą ze Skanii panią Tess Olofsson. Kosovare Asllani zaoferowała nawet, że premię otrzymaną za awans do finału przeznaczy na kurs mający poprawić jakość sędziowania na szwedzkich boiskach, ale ciąg dalszy tej deklaracji nie nastąpił. Ciekawie było także na boiskach Europy; w finale Ligi Mistrzyń Lyon z Wolfsburgiem przez dziewięćdziesiąt minut nie strzelały goli w ogóle, za to w dogrywce łącznie zapakowały aż pięć sztuk i finalnie zwyciężyły te, co zawsze. Aha, wielką reformę ligową przeprowadzili też Anglicy, którzy opierając się o tabelki w excelu przeorganizowali sobie ligę, przesuwając niektóre kluby z pierwszej klasy rozgrywkowej do trzeciej, a inne z ósmej do drugiej. Cóż, najwyraźniej można i tak. Tylko niektórych drużyn szkoda. Zmiana poziomu rozgrywek nie dotyczyła rzecz jasna londyńskiej Chelsea, która – jeszcze przed reorganizacją – po niespełna trzech latach odzyskała tytuł najlepszej ekipy na Wyspach Brytyjskich.

Latem Marija Banusic wyruszyła na podbój Chin, natomiast kadra Petera Gerhardssona udała się na podbój Lwowa i z wyprawy tej tylko dzięki genialnej postawie Hedvig Lindahl wróciła z zaledwie jednobramkowym deficytem. Seria trzech porażek z rzędu sprawiła, że w Piteå marzenia o sensacyjnym tytule na stulecie klubu zaczęto powoli odkładać na półkę z napisem fantastyka, ale kapitalny powrót od 1-3 do 4-3 w meczu z Göteborgiem sprawił, że w Norrbotten na nowo odżyły nadzieje. A były one o tyle zasadne, że punkty regularnie gubili absolutnie wszyscy. Kolekcjonowali je również wszyscy … z wyjątkiem Kalmar, które przemknęło przez Damallsvenskan jak meteor, choć bardziej zorientowani twierdzą, że klub z pięknego skądinąd nadbałtyckiego miasteczka mentalnie ani na moment nie wyszedł z Elitettan. Z przeskokiem z drugiej ligi do pierwszej żadnych problemów nie miała natomiast Anna Anvegård, która bardzo długo miała realne szanse na to, aby stać się pierwszą od dekady szwedzką królową strzelczyń Damallsvenskan.

Po wyjątkowo upalnym lecie przyszło jesienne orzeźwienie, które najwyraźniej posłużyło także reprezentacji. Srogi rewanż na Ukrainkach i perfekcyjny mecz w Viborgu sprawiły, że mogliśmy powoli nabywać (lub wyciągać z szafek) mapy Francji. Ponieważ w przyrodzie musi być równowaga, nastroje stosunkowo szybko wyrównały nam kadry młodzieżowe, kolejny rok z rzędu gubiąc punkty w starciach z przedstawicielkami krajów mających mniej zarejestrowanych piłkarek niż dowolna dzielnica Malmö. W wolnych chwilach, gdy akurat nie oglądaliśmy kolejnej powtórki gola Elin Rubensson z meczu przeciwko Linköping, z zaciekawieniem spoglądaliśmy na toczące się w innych strefach eliminacje do francuskiego mundialu. To właśnie dzięki nim poznaliśmy nazwisko Yenith Bailey i miejmy nadzieję, że równie dobrze będziemy pamiętać je także za dziesięć lat. Skoro jesteśmy już po drugiej stronie Atlantyku, to warto nadmienić, że w mocno przyspieszonym sezonie NWSL najlepsze (w pełni zasłużenie) okazały się piłkarki North Carolina Courage, a całą fazę play-off rozegrano w Portland. Kibice z Oregonu jak zwykle dali świetne show, z wyjątkiem jednego z półfinałów, podczas którego najwięcej energii zajęło im buczenie na znajdującą się akurat w posiadaniu futbolówki Jaelene Hinkle. Szkoda.

Koniec sezonu w Szwecji przyniósł nam kapitalną walkę o mistrzostwo, medale, utrzymanie, awans … no, generalnie do samego końca rozstrzygnięte nie było absolutnie nic poza spadkiem Kalmar. Gdy w przedostatniej kolejce Rosengård po raz drugi w tym roku okazał się o jedną bramkę lepszy od Piteå wydawało się, że tytuł po trzech latach powróci do Skanii, ale tak szalony sezon nie mógł się przecież zakończyć tak banalnie. Najpierw wysłuchaliśmy więc Jonasa Eidevalla, który na pomeczowej konferencji … przeprosił wszystkich za zwycięstwo nad drużyną, za którą kciuki ściskał cały kraj, a tydzień później Elin Rubensson do spółki z Julią Zigiotti oraz Rebecką Blomqvist sprawiły, że kilkaset kilometrów dalej – na wypełnionej ponad wszelkie dopuszczalne normy LF Arenie – fantastyczni kibice z Piteå jednak mieli co świętować. Zawodniczki z Göteborga grały jednak przede wszystkim dla siebie – zwycięstwo nad Rosengård zapewniło im wicemistrzostwo i udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Z niczym zostały za to dwa największe i najbogatsze szwedzkie kluby, choć w Malmö mogli przynajmniej pocieszyć się koroną królowej strzelczyń dla Anji Mittag. Pocieszenie to było jednak stosunkowo marnej jakości, gdyż wybitna reprezentantka Niemiec trafiała przede wszystkim w meczach przeciwko Kalmar i grającej w mocno rezerwowym składzie Eskilstunie. W Elitettan nie mniej sensacyjnie – wszystkich głównych pretendentów do awansu skutecznie pogodziła osłabiana regularnie Kungsbacka.

Koniec roku to jeszcze jeden udany występ reprezentacji A, która do duńskiego dołożyła zebrany w równie efektownym stylu angielski skalp. Zdecydowanie mniej spektakularne były za to popisy szwedzkich klubów w europejskich pucharach, a porażki w 1/8 finału nijak nie poprawiły i tak już minorowych nastrojów wśród sympatyków Rosengård i Linköping. O ile jednak szczególnie w przypadku klubu z Malmö mogliśmy mówić o rozczarowaniu, o tyle na arenach Ligi Mistrzów całkowicie skompromitował się świeżo upieczony mistrz Włoch – Juventus. Nazywany przez niektórych nową, wschodzącą potęgą światowej piłki klub kompletnie wyłożył się już na pierwszym płotku, którym okazało się być duńskie Brøndby (nawiasem mówiąc – bez większych problemów wyjaśnione mniej więcej miesiąc później przez Lillestrøm). Cóż, jak widać nie od razu Turyn zbudowano. I Manchester też.

Grudzień to miesiąc, w którym z definicji gra się mało, gdyż nawet niezniszczalne (jak się do pewnego momentu wydawało) Arsenal i Wolfsburg udały się w końcu na zimowy odpoczynek. Zamiast goli, parad i dryblingów, najbardziej emocjonowało nas zatem losowanie grup francuskiego mundialu, dzięki któremu dowiedzieliśmy się, że rywalkami kadry Petera Gerhardssona będą tym razem USA, Nigeria i Korea. A nie, przepraszam, to z przyzwyczajenia. Tym razem los przydzielił nam jednak USA, Tajlandię i Chile. No, ale przynajmniej coś cię zgadza i dwudziestoletnia tradycja w jakiejś skromnej części będzie kontynuowana. Zagadką wciąż pozostaje za to rozpiska fazy pucharowej, której w zasadzie nie poznaliśmy do dziś. To znaczy, przez ostatnie trzy tygodnie poznaliśmy cztery jej warianty, ale nie mamy jakiejkolwiek pewności, że wśród nich znajduje się ten ostateczny. Gorąco wierzymy jednak, że do 20. czerwca organizatorzy uporają się z tym problemem i będziemy wiedzieli, dokąd udać się na mecz o ćwierćfinał. A tak przede wszystkim to mamy nadzieję, że temat fazy pucharowej będzie w ogóle nas dotyczył. I tym optymistycznym przesłaniem warto chyba na dziś zakończyć: Szczęśliwego Roku Mundialowego wszystkim czytelnikom i sympatykom szwedzkiej piłki!