Przygnieceni drabin(k)ą

stege

Aktualna drabinka fazy pucharowej MŚ 2019

W futbolu czasami zdarza się, że próbując efektownej sztuczki technicznej, zaprezentujemy światu coś dokładnie odwrotnego. O ile jednak na boisku taka sytuacja jest niejako wliczona w koszty uprawiania akurat tej dyscypliny sportu, o tyle częstotliwość, z jaką podobne wpadki przytrafiają się włodarzom FIFA może, a nawet powinna zastanawiać. Zamieszanie z losowaniem dobieraniem grup na finały mistrzostw świata w Kanadzie mamy jeszcze dobrze w pamięci, więc chronologię wydarzeń sprzed czterech lat przypomnijmy tylko w telegraficznym skrócie: najpierw w przeddzień losowania w sposób całkowicie kuriozalny zmieniono zasady rozstawiania, następnie odgórnie przydzielono do konkretnych grup ekipy z nowego pierwszego koszyka, a na koniec – już podczas samej ceremonii – przed dobrych kilka minut nikt nie zorientował się, że Brazylię i Kolumbię wrzucono do tej samej grupy. Sami chyba przyznacie, że kontrowersji mieliśmy wówczas zdecydowanie zbyt wiele, ale po cichu liczyliśmy, że w FIFA wyznają zasadę, iż na własnych błędach należy się uczyć. Życie pokazało, że jednak nie do końca.

Tym razem na szczęście rozstawień dokonano według jedynego sensownego klucza, a podczas dynamicznej ceremonii z udziałem między innymi Alex Scott, Cindy Parlow i Ayi Miyamy oszczędzono nam sparowania dwóch przedstawicieli Ameryki Południowej w jednej grupie, ale żeby nie było zbyt pięknie, włodarzy FIFA przerosło za to co innego – rozpisanie w sensowny sposób drabinki fazy pucharowej. Od 8. grudnia upłynęły zaledwie dwa tygodnie i w tym czasie piłkarska centrala zaprezentowała nam już cztery różne warianty gry po zakończeniu fazy grupowej. Żeby było jeszcze zabawniej, ten ostatni (i zarazem aktualny według stanu na 21. grudnia) wcale nie wydaje się być najbardziej logiczny spośród tych, które było dane nam przeżyć. Ale po kolei.

Zaczęło się nawet dość klasycznie, czyli od drabinki faworyzującej gospodynie najbliższego mundialu. Francuzki miały po prostu wygrać swoją grupę i w nagrodę trafiały do połówki, w której aż do samego finału unikały aż czterech spośród pozostałych pięciu zwycięzców grup. Krytycy tamtej rozpiski zwracali ponadto uwagę na fakt, że w dwóch przypadkach istnieje ryzyko, iż zespoły wychodzące z pierwszego i drugiego miejsca tej samej grupy spotkają się ponownie już na etapie półfinałów. O ile zastrzeżenia te jak najbardziej miały sens, o tyle będące już niestety tradycją układanie pucharowej drabinki pod organizatora spowszedniało nam ostatnimi czasy tak bardzo, że najpewniej awantury z tego powodu nikt by nie robił. FIFA postanowiła jednak dokonać korekty w rozpisce (swoją drogą – robienie jej już po przydzieleniu konkretnych drużyn do grup zawsze będzie niosło za sobą ryzyko podejrzeń o sprzyjanie interesom tej lub innej federacji) – i zaczęło robić się ciekawie. Druga wersja – moim zdaniem najbardziej zbilansowana – obdzielała obie połówki trzeba zwycięzcami (odpowiednio A1 ,C1 ,E1 vs B1 ,D1 ,F1) oraz trzema zespołami z drugich miejsc (według odwrotnego klucza, czyli B2, D2, F2 vs A2, C2, E2). Minęło jednak zaledwie kilka dni, a przedstawiono nam kolejną wersję, w której tym razem to najlepsze ekipy z grup B oraz D otrzymywały potencjalną autostradę do finału, a po drugiej stronie mieliśmy teoretyczne zgrupowanie niemal wszystkich turniejowych faworytów (z Francją włącznie). Ta rozpiska również nie utrzymała się jednak długo, a w jej miejsce pojawił się jeszcze inny wariant. Wrócono w nim do trzech zwycięzców w każdej z połówek (tym razem podział wygląda tak: A1, D1, F1 vs B1, C1, E1), ale przy okazji – w przypadku grup A oraz E – przywrócono możliwość półfinału z udziałem dwóch najlepszych zespołów wychodzących z tych właśnie grup. Ufff, przyznacie chyba, że chyba ktoś tu troszkę przekombinował.

Zakładając jednak, że obecny układ przetrwa bez poważniejszych zmian do czerwca 2019 (osobiście nie stawiałbym na to wielkich pieniędzy), warto przyjrzeć się, co oznacza on dla zespołów rywalizujących w grupie F. I wystarczy tylko jedno pobieżne spojrzenie na nieszczęsną drabinkę, aby wysnuć z niej jeden podstawowy fakt – w tej grupie najzwyczajniej w świecie nie opłaca się zajmować pierwszego miejsca! Zwycięzca grupy F w 1/8 finału dostaje bowiem potencjalnie trudniejszego rywala, który na dodatek przystąpi do gry po dwa razy dłuższym wypoczynku (zespół oznaczony jako F2 trafia natomiast na drużynę z grupy E, która pierwszą fazę turnieju kończy tego samego dnia co my). Żeby tego było mało, ekipa F1 trafia do połówki francuskiej (bez względu na to, czy Les Bleues przejdą dalej jako A1 czy A2), a istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że w tej samej części drabinki może zawieruszyć się także Anglia. Jasne, EURO 2013 nauczyło nas, że rozpisywanie kolejnych etapów rywalizacji generalnie mija się z celem, ale powodów dla których zespoły rywalizujące w grupie F przyszłorocznego mundialu mogłyby celować w zajęcie drugiego miejsca jest aż nadto. Oczywiście nie jest moją intencją sugerować, że mecz Szwecja – USA (lub Tajlandia – Chile, nie odbierajmy nikomu szans) odbędzie się na nie do końca sportowych zasadach, ale nadmierne majstrowanie przy drabince prowadzi niestety do tego typu absurdów. Przy następnej okazji prosimy zatem o jeden, ustalony na długo przed losowaniem turnieju finałowego rozkład gier, który nie będzie podlegał ciągłym modyfikacjom. Wystąpienia sytuacji, w której porażka lub remis będą bardziej opłacalne niż zwycięstwo nam to oczywiście nie wyeliminuje, ale przynajmniej wszyscy oszczędzimy sobie całkowicie niepotrzebnych nerwów i kontrowersji.

Reklamy