16. kolejka w liczbach

dam

16. kolejka w liczbach:

Gole: 12  (średnia 2.00 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 646  (Eskilstuna – Göteborg)

Najniższa frekwencja: 189  (Kungsbacka – Vittsjö)

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Rosengård) – 1. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniej strzelony gol: Hailie Mace (Rosengård) – 85. minuta (vs. Djurgården)

Piłkarka kolejki: Sanne Troelsgaard (Rosengård)

Bramka kolejki: Julia Zigiotti (Göteborg)


Jedenastka kolejki:

team_16

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Danielle, jesteśmy z Tobą!

rice-jpg

Danielle Rice nie będzie dobrze wspominać meczu z Kristianstad (Fot. Bildbyrån)

Nasza liga słynie z tego, że dostarcza nam bardzo wiele emocji, z reguły pozytywnych. W sobotnie popołudnie na Behrn Arenie byliśmy jednak świadkami scen, których nigdy i nigdzie nie chcielibyśmy oglądać. W siódmej minucie potyczki Örebro z Kristianstad doszło do zderzenia Svavy Ros Gudmundsdottir z Danielle Rice, po którym amerykańska golkiperka padła nieprzytomna na murawę. Z powodu konieczności udzielenia natychmiastowej pomocy medycznej, a następnie przetransportowania piłkarki do szpitala, mecz został przerwany na ponad dwadzieścia minut. Po jego wznowieniu inicjatywę natychmiast przejęły gospodynie, jakby podwójnie zmotywowane tym, aby wygrać to spotkanie dla swojej kontuzjowanej koleżanki. Na skrzydłach szalały Hellstrom i Braffet, tradycyjnie świetną partię rozgrywała ustawiona tym razem nieco dalej od bramki przeciwniczek Heather Williams, ale żadnej z zawodniczek Örebro nie udało się znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Brett Maron. Jedynego gola strzeliły za to przyjezdne, a konkretnie niesamowicie skuteczna w obecnych rozgrywkach Therese Ivarsson, Na mniej więcej kwadrans przed końcem stoperka Kristianstad pewnie wykonała podyktowany za faul Kollanen na Gudmundsdottir rzut karny, dzięki czemu zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir wciąż ma pełne prawo marzyć o powtórzeniu lub nawet poprawieniu ubiegłorocznego wyniku. A to wszystko pomimo naprawdę niemałych ubytków kadrowych. Imponujące!

Innymi drużynami, które będą pozytywnie wspominać kończący się właśnie weekend, są z pewnością Eskilstuna i Rosengård. Podopieczne Magnusa Karlssona w starciu z solidnym przecież Göteborgiem rozegrały swój zdecydowanie najlepszy mecz w sezonie i w pełni zasłużenie pokonały uczestnika tegorocznej Ligi Mistrzyń. I to pomimo faktu, że po fenomenalnej kombinacji kwartetu Rubensson – Leach – Koivisto – Zigiotti, to przyjezdne trafiły na Tunavellan jako pierwsze. Dalsza faza spotkania należała już jednak w pełni do gospodyń, które całkowicie zdominowały zarówno boki, jak i środek boiska. Gole Kullashi oraz Tunturi były jedynie konsekwencją doskonałej postawy całego zespołu United, który odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo nad dotychczasowym wiceliderem Damallsvenskan. Równie efektowną grę pokazały kilkadziesiąt godzin później piłkarki Rosengård, które potrzebowały zaledwie osiemnastu sekund, aby otworzyć wynik w starciu z odmienionym, choć wciąż szukającym swego stylu Djurgården. Gol Anny Anvegård był jedynie preludium do świetnego występu ekipy Jonasa Eidevalla, która szczególnie w pierwszej połowie dała nam prawdziwy popis futbolu na tak. A gdyby zespół ze Skanii miał w niedzielę nieco lepiej wyregulowane celowniki, to Pierre Fondin zaliczyłby jeszcze mniej przyjemną podróż powrotną do Sztokholmu.

Skoro Göteborg zwolnił fotel przeznaczony dla wicelidera, to ktoś musiał go zająć. Zaszczytu tego dostąpiło Vittsjö i na sześć kolejek przed końcem sezonu opowieść trenera Mårtenssona o klubie ze wsi w Lidze Mistrzyń wydaje się bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Powody do umiarkowanej radości mają także sympatycy Limhamn Bunkeflo, gdyż skazywany jeszcze przed chwilą na pewną degradację klub zaliczył właśnie trzeci z rzędu mecz bez porażki. A mogło być jeszcze lepiej, gdyż jeden punkt mistrzyniom z Piteå uratowała na Limhamns IP Julia Karlernäs, bezbłędnie egzekwując rzut karny.


Komplet wyników:

Eskilstuna – Göteborg 2-1 (Kullashi 46., Tunturi 65. – Zigiotti 9.)

Örebro – Kristianstad 0-1 (Ivarsson 73. (k))

Kungsbacka – Vittsjö 0-1 (Markstedt 57.)

Limhamn Bunkeflo – Piteå 1-1 (Sundqvist 63. – Karlernäs 83. (k))

Rosengård – Djurgården 3-1 (Anvegård 1., 13., Mace 85. – Jalkerud 72.)

Växjö – Linköping 1-0 (Nambi 83.)

Jesień prawdę nam powie

f96e6d_76451cc1aa964d82a91278fe94dce42d_mv2

Felicia Rogic na ligowych boiskach nigdy nie odpuszcza (Fot. Per Karlsson)

Reprezentacyjne boje łagodnie wprowadziły nas w piłkarską jesień, ale już za chwilę ponownie znajdziemy się w świecie, w którym codzienność stanowi walka o każdy punkt i każdy milimetr boiska. Emocji nie powinno zabraknąć ani na górze, gdzie aż osiem zespołów wciąż ma pełne prawo marzyć o chwale, zaszczytach i mistrzowskim tytule (niekoniecznie w takiej kolejności), ani na dole, gdzie naszpikowany wielkimi nazwiskami Djurgården postanowił znacząco urozmaicić nam rywalizację o pozostanie w ekstraklasie. To ostatnie zdecydowanie najbardziej ucieszyło sympatyków futbolu w Kungsbace oraz w południowo-wschodnich dzielnicach Malmö, gdzie w tak zwanych warunkach normalnych powoli godziliby się z degradacją do niższej klasy rozgrywkowej. W Damallsvenskan nic nie może być jednak zbyt oczywiste, a na dzień dzisiejszy jedynym absolutnym pewnikiem jest to, że w sezonie 2019 czeka nas jeszcze siedem fascynujących, ligowych kolejek.

Wrześniowe granie rozpoczniemy na Tunavallen, gdzie rozpędzająca się z rundy na rundę Eskilstuna podejmie sposobiący się do rozpoczęcia rywalizacji w Lidze Mistrzyń Göteborg. Zanim jednak zespół prowadzony przez Marcusa Lantza stanie w szranki z monachijskim Bayernem, jego aktualną formę przetestuje jedna z rewelacji letniej części sezonu. I wcale nie jest powiedziane, że powstrzymanie Lorety Kullashi i Felicii Rogic będzie dla defensorek znad Göty zadaniem łatwiejszym niż zneutralizowanie napastniczek wicemistrza Niemiec. Tym bardziej, że niezwykle bramkostrzelny ostatnimi czasy duet z Eskilstuny może liczyć na wydatne wsparcie drugiej linii, w której bryluje nie tylko wracająca do wysokiej formy Lisa Dahlkvist, ale także pozyskana z Asarum reprezentantka Nigerii Halimatu Ayinde. Piłkarki z zachodniego wybrzeża, nawet pod nieobecność kontuzjowanej Pauline Hammarlund, także mają jednak kim straszyć. Rebecka Blomqvist w klasyfikacji strzelczyń prowadzi przecież nieprzypadkowo, a Elin Rubensson z Julią Zigiotti to firmy niewymagające dodatkowej reklamy.

Pozostałe sobotnie mecze to trzy pojedynki Skania vs reszta kraju. Znajdujące się po raz pierwszy od dawna poza strefą spadkową Limhamn Bunkeflo zmierzy się z mistrzyniami z Piteå, goniące swoją największą w historii medalową szansę Vittsjö pojedzie do Varbergu, a wciąż wierzący w przynajmniej powtórzenie ubiegłorocznego sukcesu Kristianstad zagra na Behrn Arenie z nieobliczalnym beniaminkiem z Örebro. Szczególnie ten ostatni mecz zapowiada się niezwykle frapująco, gdyż drużyna Stefana Ärnsveda zdolna jest w tym sezonie do absolutnie wszystkiego. Jeśli piłkarki z Närke trafią jutro na swój dobry dzień, to możemy spodziewać się, że Heather Williams niejednokrotnie wystawi na próbę bramkarskie umiejętności swojej rodaczki Brett Maron. Jeśli jednak obejrzymy tę mniej spektakularną wersję jedenastki z Örebro (szczególnie w formacji defensywnej), to przed olbrzymią szansą na poprawienie strzeleckiego dorobku staną Chikwelu, Gudmundsdottir i … najlepsza snajperka Kristianstad Therese Ivarsson.

Szesnastą kolejkę zakończą starcia przedsezonowych faworytów z zespołami, które obecnych rozgrywek żadną miarą nie mogą zaliczyć do udanych. Rosengård podejmie na Malmö IP odmienione Djurgården, które pod wodzą Pierre’a Fondina ma wreszcie rozpocząć marsz w górę ligowej tabeli. O jakąkolwiek zdobycz punktową w stolicy Skanii może być jednak piłkarkom ze Sztokholmu trudno, tym bardziej, że z powodu nadmiaru żółtych kartek w najbliższej serii spotkań pauzować musi Ingibjörg Sigurdardottir. Mocno osłabione przystąpi do ligowej rywalizacji także Växjö, które bez między innymi Stiny Lennartsson oraz Sandry Lindkvist spróbuje rzucić wyzwanie łapiącemu wreszcie swój właściwy rytm Linköping i z pewnością nie będzie w tym zestawieniu faworytem.

Zestaw par 16. kolejki:

omg16_01

omg16_02

omg16_03

omg16_04

omg16_05

omg16_06

Trzy punkty zysku bez błysku

lva_swe_horna_1_4

W tych okolicznościach Łotyszki dobiły się golem na 1-4 (Fot. SvFF)

To miał być spokojny pokaz wysokiej, piłkarskiej jakości, jakich na tym etapie eliminacji oglądamy wiele. Tymczasem, po niespełna kwadransie gry, reprezentacja Łotwy przeprowadziła atak, który na długo zapamiętają nie tylko w Lipawie, ale i w całym kraju. Karlina Miksone wygrała walkę o wysoką piłkę z Lindą Sembrant, Olga Sevcova znalazła się we właściwym miejscu i czasie w szwedzkiej szesnastce, a Glas i Ilestedt nie zdążyły w porę z interwencją. To wszystko złożyło się na niebywałą eksplozję radości, której chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni do życia kibice łotewskiej kadry nie spodziewali się dziś przeżyć. Bo w końcu raczej rzadko mamy do czynienia z sytuacją, w której zespół z końcówki pierwszej setki światowego rankingu prowadzi w meczu o punkty z medalistkami ostatniego mundialu. Nie będziemy udawać, że ten tyle niespodziewany, co niesamowicie efektowny gol sprawił, że zaczęliśmy w panice obawiać się sensacyjnego rozstrzygnięcia w Lipawie, ale jednak faktem jest, że na trafienie Sevcovej szwedzkie piłkarki odpowiedziały … czterema golami ze stojącej piłki. Z gry do siatki futbolówkę skierowała dzisiejszego wieczora jedynie Łotyszka.

Oczywiście, stałe fragmenty gry to niezwykle ważny element piłkarskiego rzemiosła i nieprzypadkowo to właśnie jemu kadra Petera Gerhardssona poświęcała aż tyle uwagi podczas majowego zgrupowania w Skanii. Nie da się jednak ukryć, że na tyle swobody przy wykonywaniu ofensywnych rzutów wolnych i rożnych szwedzkie piłkarki mogły ostatnio liczyć podczas pamiętnego starcia z Iranem na Gamla Ullevi. Łotyszki dwa gole strzeliły sobie właściwie same (jednego nawet jak najbardziej dosłownie, gdy Ibragimova wpiąstkowała sobie futbolówkę do siatki), a przy dwóch kolejnych postanowiły kryć nasze stoperki w sposób cokolwiek nowatorski, co mogło zakończyć się tylko w jeden sposób. Jasne, docenić należy precyzyjne centry Asllani, która kolejny raz była dziś najlepszą szwedzką zawodniczką na boisku, ale nie ma co liczyć na to, że Sembrant lub Ilestedt w starciach z nieco bardziej wyedukowanym piłkarsko rywalem dostaną do swojej wyłącznej dyspozycji równie wiele czasu i miejsca w polu karnym.

Szczególnie w drugiej połowie meczu było widać, że Łotwa to zespół na wskroś amatorski, ale trzeba docenić, iż pomimo coraz bardziej rzucającego się w oczy ubytku sił, gospodynie potrafiły wystrzec się katastrofalnych błędów w defensywie, które często bywają w analogicznych sytuacjach standardem. Z wyjątkiem pojedynczych przypadków, nieźle w zespole naszych dzisiejszych przeciwniczek wyglądała także współpraca między liniami, w czym spora zasługa często i co najważniejsze skutecznie wracających się do obrony pomocniczek. Inna sprawa, że zadania przesadnie nie utrudniały im Szwedki, które z wyjątkiem wspomnianej już wcześniej Asllani konstruowały akcje ofensywne w sposób zdecydowanie zbyt przewidywalny. Możemy oczywiście założyć, że ani wynik, ani klasa rywalek, nie zmuszała podopiecznych Gerhardssona do podkręcenia tempa, ale jednak nie da się ukryć, że chyba wszyscy liczyliśmy dziś na coś więcej. Szczególnie, że nasz selekcjoner zdecydował się puścić w bój piłkarki, którym akurat bez względu na wszystko powinno zależeć na efektownym, popartym dobrymi liczbami występie. I pewnie im nawet zależało, ale niestety ani debiutująca w seniorskiej kadrze Blomqvist, ani mocno nieskuteczna w ostatnich tygodniach Blackstenius, nie potrafiły stworzyć sobie dogodnej sytuacji pod bramką Ibragimovej. Łotewską golkiperkę dwukrotnie próbowała zaskoczyć za to Anvegård, ale najbliżej szczęścia była wówczas, gdy piłka po jej strzale zatrzymała się na słupku.

Już wcześniej zdawaliśmy sobie sprawę, że o meczu w Lipawie najpewniej zapomnimy od razu po ostatnim gwizdku, ale warto ten nad wyraz bezbarwny spektakl podsumować jednak jedną pozytywną konkluzją. A w zasadzie dwiema. Po pierwsze – udało się rozegrać mecz, unikając jakichkolwiek kartek i kontuzji. Po drugie – niemal dokładnie dwa lata temu, w równie deszczowym Varazdinie, w równie niemrawym stylu rozpoczęliśmy eliminacje do francuskiego mundialu. Wtedy, na końcu tej długiej i nie zawsze atrakcyjnej drogi, czekał nas taniec radości w Nicei oraz feta na Götaplatsen i jeśli mielibyśmy powtórzyć ten scenariusz w Anglii, to … niech się wszystko toczy swoim torem. Wszak nie od dziś wiadomo, że prawdziwe mistrzynie poznajemy bynajmniej nie po tym, jak zaczynają.

Wyjść, wygrać i wrócić do domu

Fotboll, Dam, landskamp, U23, Sverige - Kina

Dobra forma Rebecki Blomqvist nie uszła uwadze sztabu reprezentacji (Fot. Bildbyrån)

O ile ligę rzeczywiście mamy najbardziej emocjonującą w Europie, o tyle sztuczne budowanie emocji przed jutrzejszym meczem w ramach eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy raczej mija się z celem. Na murawę stadionu w Lipawie za mniej więcej dwadzieścia cztery godziny wyjdą reprezentacje, które dzieli sto miejsc w rankingu FIFA i akurat w tym konkretnym przypadku liczby ani trochę nie kłamią. Gdyby nie wspaniałomyślna decyzja UEFA o zniesieniu fazy prekwalifikacyjnej, Łotyszki – jak to regularnie bywało w przeszłości – miałyby prawdopodobnie wielki problem z jej przejściem. Futbolowi decydenci tym razem postanowili jednak dopuścić do udziału w fazie zasadniczej wszystkich chętnych i to głównie dlatego walkę o bilety na angielskie EURO rozpoczynamy w miejscu dość egzotycznym.

Czego zatem powinniśmy oczekiwać w takim meczu od kadry Petera Gerhardssona i Magnusa Wikmana? Przede wszystkim właściwego wywiązania się z roli absolutnego faworyta. Nie chodzi tu bynajmniej o to, czy piłka wpadnie do łotewskiej bramki trzy, czy może dziesięć razy, lecz o odpowiednie zaakcentowanie różnicy w kulturze i jakości gry. Bez względu na to, na jakie ustawienie i zestawienie zdecyduje się jutro szwedzki sztab, we wszystkich aspektach piłkarskiego rzemiosła wyprzedzamy nasze najbliższe rywalki o kilka długości i zwyczajnie trzeba dać temu wyraz na boisku. A ponadto, warto jeszcze wystrzegać się ewentualnych kartek i kontuzji, gdyż zarówno na zawodniczki z Damallsvenskan, jak i na kadrowiczki z lig zagranicznych już za chwilę czekają zdecydowanie poważniejsze wyzwania w rywalizacji drużyn klubowych.

We wtorek sprzyjać powinna nam nawet aura, co jeszcze kilka dni temu wcale nie było aż tak oczywiste. Zgrupowanie w Visby rozpoczęło się bowiem w iście letniej scenerii, a mocno piekące słońce sprawiało, że myślami raz po raz wracaliśmy do tak szczęśliwych dla nas Rennes i Nicei. Na Łotwie o żadnych upałach nie ma być jednak mowy, a wtorkowe prognozy przewidują niemal idealną pogodę do gry w piłkę. Niemal, bo w godzinach wieczornych może w Lipawie trochę popadać, ale przecież za kadencji Petera Gerhardssona przyzwyczailiśmy się już do rozgrywania meczów eliminacyjnych przy akompaniamencie padającego deszczu. W poprzedniej kampanii taka sceneria wielokrotnie okazywała się dla nas nad wyraz szczęśliwa i nie widzimy przeciwwskazań, aby i tym razem miało być podobnie.

Na przedmeczowym briefingu Magdalena Eriksson gorąco zapewniała, że nie ma miejsca na żadne lekceważenie Łotyszek, ale jednak w pewnym sensie znamienne jest to, iż defensorka Chelsea tuż przed rozpoczęciem eliminacji EURO 2021 musiała odpowiadać na pytania dotyczące piłki klubowej w angielskim wydaniu. Trudno się jednak temu do końca dziwić, gdyż wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że plan A na jutrzejszą potyczkę jest banalnie prosty: wyjść na boisko, wygrać i wrócić z trzema punktami do domu. A za miesiąc – w starciach z Węgrami i Słowacją – poprzeczka zawiśnie już nieco wyżej.

******

Zdecydowanie bardziej produktywnie sierpniowo-wrześniowy termin wykorzystała szwedzka kadra U-23, która w angielskim Lougborough wzięła udział w Turnieju Czterech Narodów. Ostatnimi czasy występy reprezentacji młodzieżowych dostarczały nam zdecydowanie więcej zmartwień niż radości, ale tym razem podopieczne Ulfa Kristianssona rozpoczęły zmagania od bardzo mocnego uderzenia. 5-0 w starciu z gospodyniami to wynik, którego nie spodziewali się chyba nawet najwięksi optymiści, choć trzeba zaznaczyć, że sam rezultat jest tu nieco mylący. Do 60. minuty utrzymywał się bowiem bezbramkowy remis i to gospodynie sprawiały wrażenie drużyny, która była bliższa wyprowadzenia decydującego ciosu. Punktem zwrotnym okazała się jednak czerwona kartka dla Gabby George, która na tyle zdezorganizowała boiskowe poczynania Angielek, że w odstępie zaledwie czterech minut na listę strzelczyń wpisały się kolejno Angeldahl, Kullashi oraz Hed, a w samej końcówce zrezygnowane rywalki udało się jeszcze dobić dwoma kolejnymi trafieniami. Zwycięskiej passy nie udało się niestety podtrzymać w starciu z Norwegią, a gol Tove Almqvist tym razem jedynie zmniejszył rozmiary porażki. W ekipie rywalek dwa gole zapisała bowiem na swoim koncie Vilde Hasund, bezlitośnie wykorzystując błędy szwedzkiej defensywy. Swój udział w mini-turnieju kadra Ulfa Kristianssona zakończy dzisiejszym meczem przeciwko reprezentacji USA.

Siedem pytań o ligę

fondin

Pierre Fondin staje w Sztokholmie przed nietypową misją

Siedem kolejek do końca niesamowicie emocjonującego sezonu w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych, siedem drużyn z wciąż realnymi szansami na tytuł i siedem pytań, na które przed piłkarską jesienią powinniśmy bezsprzecznie poszukać odpowiedzi.

Czy Pierre Fondin wyciągnie Djurgården z dołka? Dla porządku ustalmy, że słowo dołek jest tutaj całkiem sporym niedopowiedzeniem. Klub ze Sztokholmu, który zimą dokonał bardzo solidnych zakupów, mierzył bowiem w walkę jeśli nie o tytuł, to przynajmniej o jeden z medali. Patrząc z tej perspektywy, miejsce w strefie spadkowej i konieczność walki o utrzymanie statusu pierwszoligowca prawdopodobnie do ostatnich kolejek, jest dla Djurgården kompletną klęską. Dlaczego zespół mający w kadrze zawodniczki pokroju Schough, Jalkerud, Folkesson, Chukwudi, czy Sigurdardottir upadł tak nisko? Analogii i podobieństw do KIF Örebro z sezonu 2017 jest aż nadto, a boiskowa niemoc zarówno zespołu jako całości, jak i każdej piłkarki z osobna, wprawia w coraz większe zdumienie futbolowych ekspertów od Laponii po Skanię. Przed decydującą fazą rozgrywek w stolicy zdecydowali się na roszadę na stanowisku pierwszego trenera; miejsce ewidentnie pogubionego taktycznie i personalnie Joela Riddeza zajął wciąż wspominany z ogromnym sentymentem w Växjö Pierre Fondin. Wszyscy pamiętamy chyba, jak kibice ze Småland udali się swego czasu do Linköping, aby wywiesić tam transparent z poparciem dla swego ówczesnego szkoleniowca. Czy w Sztokholmie Fondin doczeka się podobnych honorów? Jeśli tak miałoby się stać, to pierwszą misją musi być uratowanie ekstraklasy dla stolicy, co w praktyce może okazać się zdecydowanie trudniejszym wyzwaniem niż w teorii. Choć nawet mając w pamięci dramat Örebro sprzed dwóch lat, w ewentualną degradację Djurgården uwierzymy chyba dopiero wtedy, gdy ona faktycznie nastąpi.

Czy Rosengård wreszcie wytrzyma do końca? Potraficie wyobrazić sobie, że Lyon od czterech lat nie potrafi wywalczyć mistrzostwa Francji? Albo że Wolfsburg ma podobny problem w Niemczech? Pewnie nie, ale u nas w Damallsvenskan analogiczny scenariusz to codzienność. Dysponujacy niezmiennie największym budżetem i najsilniejszą kadrą klub z Malmö jesienią 2015 sięgnął po swój jedenasty i wciąż ostatni jak dotąd tytuł. Rok temu wydawało się, że przełamanie złej passy jest już bardzo blisko, w ostatnim meczu sezonu piłkę meczową miały na nodze Anja Mittag oraz Sanne Troelsgaard, ale trafienia Rebecki Blomqvist i Julii Zigiotti w doliczonym czasie gry sprawiły, że Rosengård … ostatecznie nie zakwalifikował się nawet do europejskich pucharów! Doskonale wiemy, że Therese Sjögran i Jonas Eidevall mają już dość efektownych porażek i w Malmö nie liczy się w tej chwili nic poza odzyskaniem mistrzostwa. Letnie transfery (Cankovic, Svava, Anvegård) okazały się strzałem w dziesiątkę, sytuacja w ligowej tabeli każe spoglądać przed siebie z umiarkowanym optymizmem, ale rzut oka na październikowy terminarz nie pozostawia wątpliwości, że i tym razem każdy punkt trzeba będzie wyszarpać. Czy dyżurny faworyt wreszcie udźwignie presję?

Jak nasi sensacyjni pucharowicze pogodzą grę na trzech frontach? Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że ani w Piteå, ani w Göteborgu, nie są przyzwyczajeni do jesiennego grania co trzy dni. Sensacyjne rozstrzygnięcia na finiszu ubiegłorocznych rozgrywek sprawiły jednak, że oba te kluby już za chwilę staną przed nie lada wyzwaniem. Nowy sezon pucharów w wydaniu zarówno krajowym, jak i europejskim sprawia, że ekipy Marcusa Lantza i Stellana Carlssona we wrześniu na nudę narzekać z pewnością nie będą. W Göteborgu narzekają za to na niezwykle wąską kadrę, w Piteå są gotowi na spędzenie czterech najbliższych tygodni w podróży, lecz w obu klubach zgodnie zapewniają, że pomimo oczywistych niedogodności, perspektywa przeżycia fantastycznej przygody z nawiązką rekompensuje wszystkie minusy. Jeśli jednak nie jesteś Lyonem lub Wolfsburgiem, gra na trzech frontach ewidentnie nie jest rzeczą lekką, łatwą i przyjemną. Czy ligowi rywale skorzystają z napiętego terminarza zespołów z Västergötland i Norrbotten? Wydaje się to całkiem prawdopodobne, choć trenerzy Carlsson i Lantz dołożą wszelkich starań, aby … za dwanaście miesięcy znów sposobić się do potyczek w Lidze Mistrzyń i zmagać się z podobnymi dylematami.

Czy w Limhamn wierzą w cuda? Rok temu Limhamn Bunkeflo na pewnym etapie rozgrywek tracił do bezpiecznej strefy aż dziesięć punktów, ale fenomenalny finisz pozwolił piłkarkom z Malmö przedłużyć swoją ekstraklasową przygodę o przynajmniej jeszcze jeden rok. W obecnym sezonie – ze względu na katastrofalną postawę Djurgården – sytuacja w tabeli przedstawia się zdecydowanie lepiej, ale powodów do optymizmu w stolicy Skanii jakby mniej. Dwa kolejne zwycięstwa na koniec sierpnia pozwoliły wprawdzie drużynie prowadzonej przez Renée Slegers wydostać się na chwilę ze strefy spadkowej, ale nikt nie ma wątpliwości, że aby i tym razem rok miał szczęśliwe zakończenie, jesienią trzeba będzie w każdym meczu dać z siebie sto procent. A wiemy doskonale, że póki co stabilizacja formy była dla Limhamn Bunkeflo podstawowym problemem. Oczywiście, Sophie Sundqvist i Nathalie Persson notowały przebłyski dobrej gry, Amerykanki Gunther i Dorosy raczej nie zawodziły, ale trudno pozbyć się wrażenia, że na pozostanie w Damallsvenskan sportowej jakości jest w tej kadrze po prostu zbyt mało. Chociaż … może znów to my się mylimy?

Dlaczego Linköping wciąż jest w grze? Drużyna prowadzona przez Olofa Unogårda potknęła się już tyle razy, że teoretycznie o czwartym w historii tytule mistrzowskim w Östergötland powinni już dawno zapomnieć. Okazuje się jednak, że nawet porażka z Kungsbacką nie zamknęła jeszcze piłkarkom z Linköping drogi do tytułu, choć nie ukrywajmy, że mocno ją skomplikowała. Odpowiedź na to, ile tak naprawdę jest warta tegoroczna wersja LFC, poznamy po czterech wrześniowych meczach. Jeśli uda się w nich wywalczyć komplet dwunastu punktów, marzenia o złotych medalach staną się nie tyle prawdopodobne, co wręcz całkiem realne. Jeśli jednak spełni się ten mniej pozytywny scenariusz, drugi z rzędu sezon trzeba będzie spisać na straty. Jak dotychczas, ekipę z Linköping w wyścigu o tytuł utrzymywały kapitalne parady Emmy Holmgren i doskonała postawa Fridy Maanum w drugiej linii. Końcowa faza rozgrywek wydaje się doskonałym czasem na to, aby o swojej nieprzeciętnej piłkarskiej klasie przypomniały sobie Nilla Fischer, Mimmi Larsson i Stina Blackstenius. Dwie ostatnie póki co wyróżniały się przede wszystkim nieskutecznością, a od szwedzkich kadrowiczek wymagamy jednak brylowania w nieco innych statystykach.

Jak rewelacyjne są właściwie te rewelacje? Rok temu pasjonowaliśmy się wspaniałą historią zespołu z Piteå, w tym sezonie o miano największej rewelacji rozgrywek dzielnie rywalizują ekipy Vittsjö i Örebro. Te pierwsze to doskonale znane nam przedstawicielki najsłynniejszej wsi na piłkarskiej mapie Europy, które do najwyższej klasy rozgrywkowej miały awansować na chwilę, a występują w niej nieprzerwanie od ośmiu lat. Te drugie to nieobliczalny beniaminek, który powrócił do rywalizacji w Damallsvenskan po roku nieobecności i od razu rzucił wyzwanie całej krajowej czołówce. W kadrach obu klubów próżno szukać głośnych nazwisk, ale bynajmniej nie przeszkadza to im w podjęciu równorzędnej walki z ligowymi potentatami. Defensywny kwartet z Vittsjö (Klinga – Benediktsson – Adolfsson – Bott) stał się symbolem solidności, a napędzana przez Tove Almqvist i Michelle De Jongh przednia formacja klubu z północnej Skanii raz po raz uszczęśliwia w tym sezonie głośnych i żywiołowo dopingujących sympatyków drużyny prowadzonej przez Thomasa Mårtenssona. W Örebro bohaterkami publiczności stały się natomiast takie piłkarki jak Emma Kullberg, Maja Regnås, Eveliina Summanen, czy Heather Williams, które tydzień po tygodniu przekonują nas, że kadra złożona z zawodniczek występujących dotychczas w Elitettan, także szczebel wyżej może radzić sobie bardzo dobrze. Doświadczenie uczy nas, że końcowa faza rozgrywek to ten etap, w którym zdecydowanie najtrudniej stawić czoła potentatom, ale skoro udało się Piteå, to dlaczego któraś z wymienionych tu ekip nie miałaby tego wyczynu powtórzyć? Będzie to oczywiście ekstremalnie trudne, ale marzenia mają to do siebie, że da się je spełnić.

Czy nasza liga znów będzie najciekawsza w Europie? O, wreszcie doczekaliśmy się pytania, na które możemy odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością. Francuzi mogą mieć swoje Lyony i Paryże, Niemcy swoje Wolfsburgi, ale ani oni, ani nikt inny, nie ma okazji przeżywać tak emocjonującego finiszu ligowych zmagań. Dwie trzecie ligi w walce o tytuł na siedem kolejek przed końcem sezonu? Nie, to nie ma prawa zdarzyć się w żadnej innej europejskiej lidze. Takiego ładunku futbolowych emocji bez wątpienia pozazdrościć może nam cały piłkarska kontynent.