Siedem pytań o ligę

fondin

Pierre Fondin staje w Sztokholmie przed nietypową misją

Siedem kolejek do końca niesamowicie emocjonującego sezonu w dwóch najwyższych klasach rozgrywkowych, siedem drużyn z wciąż realnymi szansami na tytuł i siedem pytań, na które przed piłkarską jesienią powinniśmy bezsprzecznie poszukać odpowiedzi.

Czy Pierre Fondin wyciągnie Djurgården z dołka? Dla porządku ustalmy, że słowo dołek jest tutaj całkiem sporym niedopowiedzeniem. Klub ze Sztokholmu, który zimą dokonał bardzo solidnych zakupów, mierzył bowiem w walkę jeśli nie o tytuł, to przynajmniej o jeden z medali. Patrząc z tej perspektywy, miejsce w strefie spadkowej i konieczność walki o utrzymanie statusu pierwszoligowca prawdopodobnie do ostatnich kolejek, jest dla Djurgården kompletną klęską. Dlaczego zespół mający w kadrze zawodniczki pokroju Schough, Jalkerud, Folkesson, Chukwudi, czy Sigurdardottir upadł tak nisko? Analogii i podobieństw do KIF Örebro z sezonu 2017 jest aż nadto, a boiskowa niemoc zarówno zespołu jako całości, jak i każdej piłkarki z osobna, wprawia w coraz większe zdumienie futbolowych ekspertów od Laponii po Skanię. Przed decydującą fazą rozgrywek w stolicy zdecydowali się na roszadę na stanowisku pierwszego trenera; miejsce ewidentnie pogubionego taktycznie i personalnie Joela Riddeza zajął wciąż wspominany z ogromnym sentymentem w Växjö Pierre Fondin. Wszyscy pamiętamy chyba, jak kibice ze Småland udali się swego czasu do Linköping, aby wywiesić tam transparent z poparciem dla swego ówczesnego szkoleniowca. Czy w Sztokholmie Fondin doczeka się podobnych honorów? Jeśli tak miałoby się stać, to pierwszą misją musi być uratowanie ekstraklasy dla stolicy, co w praktyce może okazać się zdecydowanie trudniejszym wyzwaniem niż w teorii. Choć nawet mając w pamięci dramat Örebro sprzed dwóch lat, w ewentualną degradację Djurgården uwierzymy chyba dopiero wtedy, gdy ona faktycznie nastąpi.

Czy Rosengård wreszcie wytrzyma do końca? Potraficie wyobrazić sobie, że Lyon od czterech lat nie potrafi wywalczyć mistrzostwa Francji? Albo że Wolfsburg ma podobny problem w Niemczech? Pewnie nie, ale u nas w Damallsvenskan analogiczny scenariusz to codzienność. Dysponujacy niezmiennie największym budżetem i najsilniejszą kadrą klub z Malmö jesienią 2015 sięgnął po swój jedenasty i wciąż ostatni jak dotąd tytuł. Rok temu wydawało się, że przełamanie złej passy jest już bardzo blisko, w ostatnim meczu sezonu piłkę meczową miały na nodze Anja Mittag oraz Sanne Troelsgaard, ale trafienia Rebecki Blomqvist i Julii Zigiotti w doliczonym czasie gry sprawiły, że Rosengård … ostatecznie nie zakwalifikował się nawet do europejskich pucharów! Doskonale wiemy, że Therese Sjögran i Jonas Eidevall mają już dość efektownych porażek i w Malmö nie liczy się w tej chwili nic poza odzyskaniem mistrzostwa. Letnie transfery (Cankovic, Svava, Anvegård) okazały się strzałem w dziesiątkę, sytuacja w ligowej tabeli każe spoglądać przed siebie z umiarkowanym optymizmem, ale rzut oka na październikowy terminarz nie pozostawia wątpliwości, że i tym razem każdy punkt trzeba będzie wyszarpać. Czy dyżurny faworyt wreszcie udźwignie presję?

Jak nasi sensacyjni pucharowicze pogodzą grę na trzech frontach? Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że ani w Piteå, ani w Göteborgu, nie są przyzwyczajeni do jesiennego grania co trzy dni. Sensacyjne rozstrzygnięcia na finiszu ubiegłorocznych rozgrywek sprawiły jednak, że oba te kluby już za chwilę staną przed nie lada wyzwaniem. Nowy sezon pucharów w wydaniu zarówno krajowym, jak i europejskim sprawia, że ekipy Marcusa Lantza i Stellana Carlssona we wrześniu na nudę narzekać z pewnością nie będą. W Göteborgu narzekają za to na niezwykle wąską kadrę, w Piteå są gotowi na spędzenie czterech najbliższych tygodni w podróży, lecz w obu klubach zgodnie zapewniają, że pomimo oczywistych niedogodności, perspektywa przeżycia fantastycznej przygody z nawiązką rekompensuje wszystkie minusy. Jeśli jednak nie jesteś Lyonem lub Wolfsburgiem, gra na trzech frontach ewidentnie nie jest rzeczą lekką, łatwą i przyjemną. Czy ligowi rywale skorzystają z napiętego terminarza zespołów z Västergötland i Norrbotten? Wydaje się to całkiem prawdopodobne, choć trenerzy Carlsson i Lantz dołożą wszelkich starań, aby … za dwanaście miesięcy znów sposobić się do potyczek w Lidze Mistrzyń i zmagać się z podobnymi dylematami.

Czy w Limhamn wierzą w cuda? Rok temu Limhamn Bunkeflo na pewnym etapie rozgrywek tracił do bezpiecznej strefy aż dziesięć punktów, ale fenomenalny finisz pozwolił piłkarkom z Malmö przedłużyć swoją ekstraklasową przygodę o przynajmniej jeszcze jeden rok. W obecnym sezonie – ze względu na katastrofalną postawę Djurgården – sytuacja w tabeli przedstawia się zdecydowanie lepiej, ale powodów do optymizmu w stolicy Skanii jakby mniej. Dwa kolejne zwycięstwa na koniec sierpnia pozwoliły wprawdzie drużynie prowadzonej przez Renée Slegers wydostać się na chwilę ze strefy spadkowej, ale nikt nie ma wątpliwości, że aby i tym razem rok miał szczęśliwe zakończenie, jesienią trzeba będzie w każdym meczu dać z siebie sto procent. A wiemy doskonale, że póki co stabilizacja formy była dla Limhamn Bunkeflo podstawowym problemem. Oczywiście, Sophie Sundqvist i Nathalie Persson notowały przebłyski dobrej gry, Amerykanki Gunther i Dorosy raczej nie zawodziły, ale trudno pozbyć się wrażenia, że na pozostanie w Damallsvenskan sportowej jakości jest w tej kadrze po prostu zbyt mało. Chociaż … może znów to my się mylimy?

Dlaczego Linköping wciąż jest w grze? Drużyna prowadzona przez Olofa Unogårda potknęła się już tyle razy, że teoretycznie o czwartym w historii tytule mistrzowskim w Östergötland powinni już dawno zapomnieć. Okazuje się jednak, że nawet porażka z Kungsbacką nie zamknęła jeszcze piłkarkom z Linköping drogi do tytułu, choć nie ukrywajmy, że mocno ją skomplikowała. Odpowiedź na to, ile tak naprawdę jest warta tegoroczna wersja LFC, poznamy po czterech wrześniowych meczach. Jeśli uda się w nich wywalczyć komplet dwunastu punktów, marzenia o złotych medalach staną się nie tyle prawdopodobne, co wręcz całkiem realne. Jeśli jednak spełni się ten mniej pozytywny scenariusz, drugi z rzędu sezon trzeba będzie spisać na straty. Jak dotychczas, ekipę z Linköping w wyścigu o tytuł utrzymywały kapitalne parady Emmy Holmgren i doskonała postawa Fridy Maanum w drugiej linii. Końcowa faza rozgrywek wydaje się doskonałym czasem na to, aby o swojej nieprzeciętnej piłkarskiej klasie przypomniały sobie Nilla Fischer, Mimmi Larsson i Stina Blackstenius. Dwie ostatnie póki co wyróżniały się przede wszystkim nieskutecznością, a od szwedzkich kadrowiczek wymagamy jednak brylowania w nieco innych statystykach.

Jak rewelacyjne są właściwie te rewelacje? Rok temu pasjonowaliśmy się wspaniałą historią zespołu z Piteå, w tym sezonie o miano największej rewelacji rozgrywek dzielnie rywalizują ekipy Vittsjö i Örebro. Te pierwsze to doskonale znane nam przedstawicielki najsłynniejszej wsi na piłkarskiej mapie Europy, które do najwyższej klasy rozgrywkowej miały awansować na chwilę, a występują w niej nieprzerwanie od ośmiu lat. Te drugie to nieobliczalny beniaminek, który powrócił do rywalizacji w Damallsvenskan po roku nieobecności i od razu rzucił wyzwanie całej krajowej czołówce. W kadrach obu klubów próżno szukać głośnych nazwisk, ale bynajmniej nie przeszkadza to im w podjęciu równorzędnej walki z ligowymi potentatami. Defensywny kwartet z Vittsjö (Klinga – Benediktsson – Adolfsson – Bott) stał się symbolem solidności, a napędzana przez Tove Almqvist i Michelle De Jongh przednia formacja klubu z północnej Skanii raz po raz uszczęśliwia w tym sezonie głośnych i żywiołowo dopingujących sympatyków drużyny prowadzonej przez Thomasa Mårtenssona. W Örebro bohaterkami publiczności stały się natomiast takie piłkarki jak Emma Kullberg, Maja Regnås, Eveliina Summanen, czy Heather Williams, które tydzień po tygodniu przekonują nas, że kadra złożona z zawodniczek występujących dotychczas w Elitettan, także szczebel wyżej może radzić sobie bardzo dobrze. Doświadczenie uczy nas, że końcowa faza rozgrywek to ten etap, w którym zdecydowanie najtrudniej stawić czoła potentatom, ale skoro udało się Piteå, to dlaczego któraś z wymienionych tu ekip nie miałaby tego wyczynu powtórzyć? Będzie to oczywiście ekstremalnie trudne, ale marzenia mają to do siebie, że da się je spełnić.

Czy nasza liga znów będzie najciekawsza w Europie? O, wreszcie doczekaliśmy się pytania, na które możemy odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością. Francuzi mogą mieć swoje Lyony i Paryże, Niemcy swoje Wolfsburgi, ale ani oni, ani nikt inny, nie ma okazji przeżywać tak emocjonującego finiszu ligowych zmagań. Dwie trzecie ligi w walce o tytuł na siedem kolejek przed końcem sezonu? Nie, to nie ma prawa zdarzyć się w żadnej innej europejskiej lidze. Takiego ładunku futbolowych emocji bez wątpienia pozazdrościć może nam cały piłkarska kontynent.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s