Czas rozstrzygnięć

pitea_kopparberggoteborg_5613

Piteå i Göteborg reprezentowały Szwecję w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń (Fot. Ola Norén)

To jest ten moment, to jest ta chwila! Październik jest miesiącem decydujących rozstrzygnięć w szwedzkiej piłce klubowej, a najbliższy weekend może przynieść nam na przykład koronację starego-nowego mistrza. Pytanie tylko, czy swój jedenasty w historii tytuł zawodniczki FC Rosengård przyklepią ostatecznie już w sobotę (stanie się tak w przypadku braku zwycięstwa Göteborga na LF Arenie w Piteå), czy może ze świętowaniem trzeba będzie wstrzymać się do niedzieli, kiedy to zespół Jonasa Eidevalla podejmie na własnym boisku Linköping. Za kilkanaście godzin swój los poznać może także beniaminek z Kungsbacki, który musi zgarnąć pełną pulę na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, aby podtrzymać i tak niewielkie już nadzieje na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Komplet spadkowiczów możemy poznać także w Elitettan, gdzie do zdegradowanych już wcześniej Sundsvall oraz Borgeby dołączyć może występujące drugi sezon na zapleczu Damallsvenskan Asarum.

Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudzają jednak trzy wyścigi, których rozstrzygnięcia żadną miarą nie sposób na trzy kolejki przed końcem sezonu przewidzieć. Pierwszy z nich to bój o gwarantujące udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń wicemistrzostwo oraz o pozostałe medale, drugi to walka dwóch różniących się od siebie na niemal wszystkich płaszczyznach zespołów o utrzymanie w Damallsvenskan, a trzeci to rywalizacja czterech klubów o awans/powrót do grona dwunastu najlepszych drużyn w kraju. Warto więc przyjrzeć się nieco bliżej październikowemu rozkładowi jazdy najbardziej zainteresowanych ekip i zastanowić się, która z nich za dwa tygodnie (lub nieco wcześniej) będzie miała wiele powodów do radości:

01

Tutaj sprawa wydaje się być najbardziej skomplikowana, wszak o laury i zaszczyty bije się w zasadzie pół ligi. Kluczem do sukcesu może okazać się jednak jutrzejsze starcie naszych tegorocznych pucharowiczów, w związku z czym tym bardziej szkoda, że oba zespoły przystąpią do meczu mocno osłabione. Jeśli Göteborg przywiezie z LF Areny przynajmniej jeden punkt, szanse zespołu Marcusa Lantza na tytuł wicemistrzowski wyraźnie wzrosną. W takim układzie piłkarki znad Göty zależne będą bowiem wyłącznie od siebie, a zwycięstwa nad niżej notowanymi Växjö oraz Limhamn Bunkeflo zagwarantują im bilety do Europy bez konieczności oglądania się na wyniki z innych stadionów. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie w przypadku ewentualnego zwycięstwa ekipy z Norrbotten, które to otworzyłoby drzwi do walki o srebro w zasadzie wszystkim zainteresowanym. Z takiego zaproszenia chętnie skorzystałaby zapewne rewelacyjna w rundzie rewanżowej Eskilstuna, której dodatkowo sprzyja stosunkowo łagodny terminarz, a także zwycięzca niedzielnej, derbowej batalii pomiędzy Vittsjö i Kristianstad. To ostatnie starcie zapowiada się o tyle ekscytująco, że w kontekście gry o europejskie puchary remis nie urządza w nim absolutnie nikogo, ale już w perspektywie batalii o medale (przypomnijmy, że w naszej lidze wręczane są one czterem najlepszym zespołom) szczególnie dla podopiecznych Thomasa Mårtenssona nie byłby to aż tak zły rezultat.

02

Tutaj trudno cokolwiek wyrokować, gdyż już sam zestaw drużyn bezpośrednio rywalizujących o pozostanie w Damallsvenskan wydaje się wystarczająco absurdalny. O ile w przypadku obecności w tym gronie Limhamn Bunkeflo nie sposób mówić o zaskoczeniu, o tyle w Sztokholmie celowali raczej w … grę o medale i puchary. Oczywiście, już przed sezonem nie brakowało głosów, że kadra Djurgården zbudowana została tak, że na papierze prezentuje się ona zdecydowanie bardziej spektakularnie niż na boisku, lecz nawet najwięksi sceptycy nie byli w stanie przewidzieć aż takiego fiaska Dumy Sztokhomu. Im dłużej trwały rozgrywki, tym bardziej stawało się jasne, że w stolicy mają jednak całkiem realny problem i dziś naprawdę można (choć wciąż z niemałym trudem) wyobrazić sobie scenariusz, w którym naszpikowana gwiazdami i reprezentantkami różnych krajów drużyna wita się z Elitettan. Oczywiście, w składzie DIF jest tyle indywidualności, że cały czas każda z nich może przy dobrym dniu niemal w pojedynkę rozstrzygnąć kwestię utrzymania, ale czasu na przebudzenie pozostaje już coraz mniej. A pamiętajmy, że planowe zwycięstwo nad Kungsbacką sprawy tu nie załatwi, trzeba będzie jeszcze dorzucić jakieś punkty w przynajmniej jednym z dwóch kolejnych meczów.

03

Uppsala vs Umeå oraz Hammarby vs AIK – sobota z Elitettan zapowiada się naprawdę fascynująco. Cztery walczące o miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej zespoły postarają się udowodnić swoją wyższość nad konkurentkami w bezpośredniej walce, a to zwiastuje nam naprawdę niemałe emocje. W teoretycznie najbardziej komfortowej sytuacji znajdują się siedmiokrotne mistrzynie kraju z Umeå, których szans na awans nie pozbawi nawet potencjalne potknięcie w Uppsali. Niemało zamieszania w ligowej tabeli wprowadzić mogą jednak także derby Sztokholmu, a wyjazdowe zwycięstwo AIK nad Hammarby oznaczałoby tyle, że cała batalia rozpoczęłaby się w zasadzie na nowo. Przysłowiowym języczkiem u wagi mogą okazać się w tej rywalizacji również ekipy Kalmar, Kvarnsveden oraz Brommy, które w najbliższych tygodniach staną przed szansą odebrania punktów liderkom i możemy być pewni, że spróbują z niej skorzystać. Czyżby więc miała powtórzyć się sytuacja z roku 2017, gdzie na samym finiszu ligowej kampanii karty rozdawały drużyny środka tabeli? Nie jest to wcale wykluczone, gdyż przy tak ogromnej stawce i tak niewielkim marginesie błędu, żadnemu z liderów na pewno nie będzie grać się łatwo.


Zestaw par 20. kolejki:

omg20_01

omg20_02

omg20_03

omg20_04

omg20_05

omg20_06

Kosse-show w Göteborgu

Duet z hiszpańskiego Tacon był siłą napędową reprezentacji (Fot. Petter Arvidson)

Stawką meczu ze Słowacją były nie tylko trzy niezwykle istotne punkty w eliminacjach EURO 2021, ale również postawienie pieczęci ze znakiem jakości na całości występów kadry Petera Gerhardssona w roku 2019. Jasne, za miesiąc w Columbus czeka nas jeszcze towarzyskie starcie z mistrzyniami świata z USA i nie zamierzamy umniejszać jego znaczenia, ale kolejny mecz o stawkę rozegramy dopiero wiosną 2020. Nic więc dziwnego, że reprezentantkom Szwecji, dla których był to pierwszy domowy mecz po francuskim mundialu, nie ani na moment nie zabrakło wczoraj motywacji i determinacji, chociaż bezpieczny wynik udało się osiągnąć jeszcze przed przerwą. Na rozwiązanie worka z bramkami dziesięciotysięczna publiczność na Gamla Ullevi musiała wprawdzie zaczekać do 26. minuty, ale gdy już się doczekała, to był to znak, że na stadionie w Göteborgu właśnie rozpoczęło się wielkie strzelanie. Tak wysokie zwycięstwo ostatni raz odnieśliśmy, gdy gościł u nas Iran, choć trzeba podkreślić, że wczorajsze gole były zdecydowanie bardziej efektowne niż te, które udało się zdobyć w konfrontacji z rywalkami z Bliskiego Wschodu.

Na osobny akapit z całą pewnością zasłużyła Kosovare Asllani, która rozegrała wczoraj jeden ze swoich najlepszych, jeśli nie w ogóle najlepszy mecz w reprezentacyjnej koszulce. Nie mam pojęcia, czy na trybunach Gamla Ullevi znajdowali się przedstawiciele CD Tacon, ale jeśli tak było, to mam nadzieję, że podczas 90 minut gry wykonali oni mnóstwo notatek. Nie ma bowiem krzty przypadku w tym, że zawodniczka beniaminka hiszpańskiej ekstraklasy kolejny raz przyjeżdża na kadrę i podczas zgrupowania staje się lepszą wersją siebie. Potencjału Asllani w pełni nie potrafili wykorzystać ani w Linköping, ani w Manchesterze, ani w Paryżu, ani w reprezentacji za kadencji poprzednich selekcjonerów i możemy się jedynie cieszyć, że sztab Petera Gerhardssona wreszcie zrobił z niej liderkę, na którą tak długo czekaliśmy. Można oczywiście nie bez racji zauważyć, że w sytuacji z golem bezpośrednio z rzutu rożnego sporych rozmiarów cegiełkę dołożyła słowacka bramkarka Korenciova, ale nie da się zaprzeczyć, że Asllani miała swój udział przy wszystkich siedmiu sytuacjach bramkowych. Za każdym razem, w którymś momencie futbolówka znajdowała się przy jej nodze, zupełnie jakby był to warunek konieczny powodzenia akcji ofensywnej. Zawodniczki ze Słowacji próbowały rzecz jasna znaleźć receptę na powstrzymanie piłkarki Tacon, ale próby te zawsze kończyły się całkowitym niepowodzeniem, a jedyną czasami skuteczną metodą było zatrzymywanie jej w sposób nieprzepisowy. Inna sprawa, że z tak dysponowaną Asllani spory kłopot miałyby defensorki każdej reprezentacji świata.

Bardzo dobre, choć nie poparte konkretnymi liczbami zawody rozegrała wczoraj także klubowa koleżanka Asllani, Sofia Jakobsson. To właśnie ona oraz często podłączająca się do akcji ofensywnych Hanna Glas ładnie napędzały prawe, szwedzkie skrzydło. Na przeciwległej flance sporo wiatru starała się robić aktywna jak zawsze Lina Hurtig, która jednak nieco dłużej szukała swojego miejsca na murawie Gamla Ullevi. Gdy już je jednak znalazła, to nie było czego zbierać, a Korenciova musiała wyciągać piłkę z siatki. Pewne zarzuty moglibyśmy mieć do postawy młodego duetu środkowych pomocniczek Björn – Zigiotti, choć od razu trzeba jasno zaakcentować, że obie spisały się zdecydowanie lepiej niż kilka dni wcześniej w Miskolcu. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie jeszcze wyraźniejszej redukcji niepotrzebnych strat w kluczowych sektorach boiska oraz większej liczby podań bezpośrednio otwierających zawodniczkom pierwszej linii drogę do bramki. Gol na 4-0 (asysta Zigiotti, główka Björn) ponad wszelką wątpliwość pokazał jednak, że obie te zawodniczki już teraz potrafią robić różnicę na poziomie kadry. W ostatnich dwóch kwadransach Słowaczki na tyle straciły wiarę w swoje możliwości, że pozwoliły nawet … odblokować się Stinie Blackstenius. Napastniczka Linköping zagrała mniej więcej to, co regularnie możemy obserwować na boiskach Damallsvenskan, ale nie przeszkodziło jej to w dwukrotnym wpisaniu się na listę strzelczyń po podaniach od Asllani. A to wszystko dlatego, że rywalki tak nieudolnie zakładały pułapki ofsajdowe, że za każdym razem któraś z nich łamała linię spalonego. Żadnych wątpliwości nie było za to przy siódmym golu; powracająca powoli do gry po kolejnej kontuzji Fridolina Rolfö przymierzyła z dystansu tak, że sędzia z Kazachstanu mogła z czystym sumieniem zakończyć mecz. Tak spektakularnego występu w ostatnim tegorocznym meczu o punkty nie spodziewał się chyba nikt, choć z drugiej strony, jeśli już podsumowywać naprawdę wyjątkowy rok, to jedynie w taki właśnie sposób.

Złe dobrego początki

72pG00O9nCoWYaAjeGCJFuZ3AOE

Madelen Janogy odebrała Węgierkom wiarę w zwycięstwo (Fot. Anders Wiklund)

Gdyby wczorajszy mecz z reprezentacją Węgier zakończył się po 45 minutach, to dziś najpewniej obudzilibyśmy się w diametralnie innych nastrojach. I niewiele znaczyłby fakt, że kadra Petera Gerhardssona, dzięki perfekcyjnie rozegranemu rzutowi wolnemu, na stadionie w Miskolcu do przerwy prowadziła. W 13. minucie Kosovare Asllani popisała się kolejnym w tych eliminacjach perfekcyjnym dograniem ze stojącej piłki, a dobrze ustawiona Magdalena Eriksson strzałem głową zaskoczyła kompletnie nieprzygotowaną do interwencji Rekę Szöcs. Jednak poza wspomnianą tu sytuacją, a także fatalnym pudłem Stiny Blackstenius na pustą bramkę, to gospodynie były w pierwszej połowie drużyną sprawiającą zdecydowanie lepsze wrażenie. Już kilkadziesiąt sekund po stracie gola Węgierki stworzyły sobie stuprocentową okazję na doprowadzenie do remisu, ale strzał Zsanett Jakabfi zatrzymał się na słupku. Zmarnowana szansa na wyrównanie stanu meczu w najmniejszym stopniu nie zdemotywowała jednak podopiecznych Ediny Marko, o czym chyba najbardziej dobitnie przekonały się Hanna Glas i Jonna Andersson. To właśnie na szwedzkich bocznych obrończyniach spoczywało niełatwe zadanie powstrzymania niezwykle dynamicznych Zágor oraz Jakabfi i trzeba uczciwie odnotować, że do przerwy to węgierskie skrzydłowe częściej wychodziły z tych pojedynków zwycięsko. Nie inaczej wyglądała sytuacja w środku pola, gdzie zdecydowanie zbyt dużo strat notowała Julia Zigiotti, a doskonale usposobiona Henrietta Csiszár tylko czekała na to, aby zawiązać kolejną akcję ofensywną swojego zespołu. Nasze największe szczęście polegało jednak na tym, że do bezbarwnej gry większości koleżanek z pola nie zamierzała się dostosowywać Hedvig Lindahl i to wyłącznie dzięki jej kapitalnym paradom udało nam się dotrwać do końca tej części gry z czystym kontem. A kto widział mecz, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że interwencje po strzałach Jakabfi czy Vagó do najłatwiejszych się nie zaliczały.

Druga połowa była już jednak całkiem odmienną historią, głównie dlatego, że sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Madelen Janogy. Wszystko zaczęło się od przebitki wygranej przez Asllani, a skrzydłowa Piteå, która w tym roku przebojem wdarła się do kadry, potrzebowała zaledwie kilkunastu sekund, aby wykonać slalom pomiędzy węgierskimi defensorkami, zakończony niezwykle precyzyjnym strzałem tuż przy lewym słupku bramki Szöcs. Błyskawiczny gol mocno osłabił wiarę naszych rywalek w końcowy sukces, w związku z czym po niespełna pięciu minutach Janogy postanowiła wyprowadzić jeszcze jeden, tym razem już nokautujący cios. Z prawego skrzydła dośrodkowała Jakobsson, a 23-latka z Falköping uwolniła się spod krycia obrończyń i strzałem głową podwyższyła na 3-0. W tym momencie było już właściwie jasne, że niebezpieczeństwo straty punktów w Miskolcu mocno się oddaliło, a Węgierki, choć wciąż próbowały znaleźć sposób na pokonanie Lindahl, nie nacierały już z taką werwą jak w pierwszej połowie. Długimi minutami wydawało się więc, że to, co miało się w tym meczu wydarzyć, jest już całkowicie za nami, ale w samej końcówce Szwedki postanowiły jeszcze podkręcić tempo i postawić pieczęć na – jak się miało wkrótce okazać – całkiem efektownym zwycięstwie. Na listę strzelczyń najpierw wpisała się bowiem Sofia Jakobsson, która swoją postawą po przerwie na gola w pełni zasłużyła, a rezultat na 5-0 ustaliła w szóstej minucie doliczonego czasu gry (trudno orzec z jakiego powodu turecka sędzia zdecydowała się na aż tak znaczące przedłużenie drugiej połowy) rezerwowa Loreta Kullashi. Jeśli dodamy do tego dwie asysty rekonwalescentki Fridoliny Rolfö, to wyjdzie nam, że z Miskolca wyjeżdżamy w nadspodziewanie dobrych humorach i pozostaje mieć nadzieję, że podobny nastrój będzie towarzyszyć nam po wtorkowym meczu ze Słowacją. A wtedy będzie już można oficjalnie nazwać rok 2019 wyjątkowym dla szwedzkiego futbolu w wydaniu reprezentacyjnym.

Jesienna misja rozbitej kadry

contentmedium

Współpraca na linii Asllani – Blackstenius zazwyczaj wygląda dobrze (Fot. Bildbyrån)

Wywalczony w naprawdę niezłym stylu brązowy medal mistrzostw świata, a do tego olimpijska kwalifikacja – rok 2019 spełnia już niemal wszystkie wymogi, aby zapisać się jako jeden z najlepszych w historii szwedzkiej piłki nożnej w wydaniu reprezentacyjnym. Do pełni szczęścia brakuje nam już w zasadzie tylko kompletu punktów po trzech meczach eliminacji EURO 2021. Pierwszy krok w kierunku realizacji i tego wyzwania wykonaliśmy przed miesiącem w łotewskiej Lipawie, a w najbliższych dniach podopiecznym Petera Gerhardssona przyjdzie zmierzyć się z kolejnymi rywalkami na drodze do Anglii. Na papierze zarówno Węgry, jak i Słowacja to zespoły niżej notowane, ale gdyby to papier decydował o końcowym wyniku boiskowej rywalizacji, to Japonia nigdy nie zostałaby mistrzem świata. Dlatego właśnie przed spotkaniami w Miskolcu i w Göteborgu zalecana jest wysoka czujność, potęgowana dodatkowo przez fakt, że na październikowe zgrupowanie wiele szwedzkich kadrowiczek przyjechało z problemami natury medycznej.

Kłopoty zdrowotne Fridoliny Rolfö stały się już właściwie standardem i możemy tylko zastanawiać się, w którym miejscu swojej kariery znajdowałaby się ta ekstremalnie utalentowana piłkarka, gdyby tylko nie była aż tak podatna na kontuzje. Jeszcze trzy tygodnie temu szwedzki selekcjoner był umiarkowanym optymistą w kwestii liczby minut, które zawodniczka Wolfsburga będzie mogła rozegrać w węgiersko-słowackim dwumeczu, ale z każdym upływającym dniem pozytywne nastawienie musiało coraz bardziej ustępować miejsca realizmowi. Coraz bardziej nieciekawie przedstawia się także medyczny raport z boisk Damallsvenskan, gdzie rozgrywana na szalonej intensywności wydłużona runda jesienna mocno daje się we znaki kolejnym piłkarkom. Na problemy zdrowotne narzeka między innymi kapitanka FC Rosengård Caroline Seger, a jej klubowy trener Jonas Eidevall już zaapelował do Petera Gerhardssona o rozsądne korzystanie z sił jego podopiecznej podczas meczów kadry. Na tę prośbę błyskawicznie odpowiedział zresztą główny lekarz reprezentacji Houman Ebrahimi, kategorycznie wykluczając możliwość udziału Seger w jutrzejszej potyczce z Węgierkami. Kłopoty zdrowotne kadrowiczek nie kończą się jednak na Skanii. Z powodu drobnego urazu w poprzedniej kolejce ligowej przedwcześnie plac gry musiała opuścić bowiem Julia Zigiotti, a jej imienniczka Roddar dwa ostatnie mecze Göteborga oglądała w całości z perspektywy ławki rezerwowych. Jeśli dodamy do tego jeszcze zmienioną już w pierwszej połowie starcia z Vittsjö z powodu podejrzenia urazu głowy Elin Rubensson (w jej miejsce awaryjnie dowołana została Julia Karlernäs), to nie będziemy mieli wątpliwości, że szwedzka druga linia zagra w Miskolcu w zestawieniu mocno eksperymentalnym. I bez względu na to, czy na szóstce zobaczymy Nathalie Björn, czy nieco głębiej cofnięta zostanie Kosovare Asllani, czy na dziesiątce swoje minuty dostanie znajdująca się ostatnio w uderzeniu Loreta Kullashi, będzie to dla naszych piłkarek nowa lub (w wersji nieco bardziej łagodnej) mocno zmodyfikowana konfiguracja. A testować przyjdzie nam ją w wyjazdowym meczu o punkty, który dobrze byłoby jednak wygrać.

Równie ciekawym tematem pozostaje obsada środka formacji ataku. Póki co pierwszym wyborem Gerhardssona była niezmiennie Stina Blackstenius, lecz Anna Anvegård właściwie co tydzień zgłasza akces do wyjściowej jedenastki świetnymi występami w barwach Rosengård. We wrześniu była napastniczka Växjö ewidentnie złapała właściwy rytm, a niepisana zasada mówi, że snajperki znajdującej się w dobrej dyspozycji strzeleckiej na ławce się nie sadza. Z drugiej strony, w spotkaniach reprezentacji Anvegård nie będzie mogła liczyć na asysty Jeleny Cankovic, a zdecydowanie lepiej rozumiejąca się chociażby z Asllani czy Jakobsson Blackstenius w meczu przeciwko Djurgården wreszcie przełamała bramkową niemoc. Być może więc kwestię obsady dziewiątki rozstrzygnie ostatecznie potrzeba chwili, a w wyjściowej jedenastce wybiegnie ta zawodniczka, której styl gry będzie bardziej odpowiadał taktyce obranej na ten mecz przez szwedzki sztab szkoleniowy. Całkiem prawdopodobny wydaje się jednak wariant, że na murawie DVTK-stadion ujrzymy zarówno Blackstenius, jak i Anvegård, choć trudno spodziewać się, aby obie pokazały się nam w pełnym wymiarze czasowym. W tym całym personalnym szale zdecydowanie najbardziej stabilnie przedstawia się na chwilę obecną kwestia obsady bramki oraz formacji defensywnej. O kontuzji Nilli Fischer wiedzieliśmy bowiem od dawna, a duet Sembrant – Ilestedt bez względu na zawirowania klubowe nie dawał nam raczej podstaw do niepokoju. Do tego wszystkiego zawsze możemy przecież liczyć na niezwykle wszechstronną Magdalenę Eriksson, która nieprzypadkowo nosi od tego sezonu opaskę kapitańską w londyńskiej Chelsea.

Choć zapowiedź jutrzejszego meczu momentami niepokojąco przypominała raport medyczny, to cel wyprawy na Węgry ani na moment nie uległ zmianie. Do Miskolca udaliśmy się po trzy punkty i jedynie ich zdobycie sprawi, że będziemy mogli mówić o właściwej realizacji planu. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że z przetrąconym kręgosłupem nie gra się łatwo, a rywalki naprawdę mają kim straszyć, ale nie po to ta kadra zrobiła w tym roku tak wiele, aby na przedostatnim płotku popsuć sobie humory gdzieś w środkowo-wschodniej Europie. Łatwo na pewno nie będzie, na chwile dekoncentracji (w przeciwieństwie do meczu w Lipawie) pozwolić sobie tym razem nie można, ale gorąco wierzymy w zwycięstwo, bo zwyczajnie szkoda byłoby, gdyby na niemal nieskazitelnym wizerunku kadry A.D. 2019 pojawiła się zupełnie niepotrzebna rysa.

19. kolejka w liczbach

dam

19. kolejka w liczbach:

Gole: 19  (średnia 3.17 / mecz)

Rzuty karne: 3  (2 wykorzystane)

Żółte kartki: 13

Czerwone kartki: 1

Najwyższa frekwencja: 1 052  (Göteborg – Vittsjö)

Najniższa frekwencja: 147  (Limhamn Bunkeflo – Växjö)

Najszybszy gol: Eveliina Summanen (Örebro) – 4. minuta (vs. Eskilstuna)

Najpóźniejszy gol: Alexandra Benediktsson (Vittsjö) – 88. minuta (vs. Göteborg)

Piłkarka kolejki: Moa Öhman (Kungsbacka)

Bramka kolejki: Sophie Sundqvist (Limhamn Bunkeflo)


Jedenastka kolejki:

team_19

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Zbyt późna pogoń Vittsjö

Emma Koivisto była jedną z najlepszych piłkarek Göteborga w meczu z Vittsjö (Fot. Per Montini)

Ten mecz miał pokazać nam, który z zespołów przystąpi do decydującego etapu batalii o wicemistrzostwo z najlepszej pozycji wyjściowej. Szanse przed pierwszym gwizdkiem wydawały się być wyrównane, gdyż obie ekipy mają obecnie swoje problemy. Göteborg wciąż musi radzić sobie bez kontuzjowanych Berglund, Roddar i Hammarlund, a życia nie ułatwia walczącej do niedawna na trzech frontach drużynie z Västergötland także niesamowicie napięty terminarz, natomiast zmartwieniem Vittsjö jest przede wszystkim stosunkowo krótka i niesprawdzona w pierwszoligowych bojach ławka. Nic więc dziwnego, że w pierwszych minutach tempa na Valhalli nikt przesadnie nie forsował, ale gdy tylko nadarzyła się okazja, gospodynie natychmiast ją wykorzystały. Bezpańska z pozoru piłka zagrana przez Taylor Leach tak skutecznie zmyliła solidną zazwyczaj defensywę Vittsjö, że Rebecka Blomqvist znalazła się sama przed Sabriną D’Angelo, a takiej sytuacji najlepszej snajperce Göteborga zmarnować po prostu nie wypadało. Niedługo później było już 2-0 dla gospodyń i ponownie piłkarki ze Skanii same ściągnęły na siebie nieszczęście. Oczywiście, strzał Filippy Curmark był nawet całkiem efektowny (inna sprawa, że D’Angelo i tak miała obowiązek to wybić), ale stoperki oraz defensywne pomocniczki gości nie miały prawa zostawić rywalce tyle wolnej przestrzeni w tak newralgicznym sektorze boiska.

W drugiej połowie obraz meczu zaczął się zmieniać i coraz częściej to pod bramką Jennifer Falk dochodziło do nerwowych spięć. W szeregach gości imponowała szczególnie postawa zawodniczek ustawionych na prawej flance i to właśnie z tej strony podopiecznym Marcusa Lantza groziło największe niebezpieczeństwo. Do gospodyń dwukrotnie szeroko uśmiechnęła się jednak fortuna, gdyż poprzeczkę bramki Falk obijały kolejno Clara Markstedt (po fenomenalnym rajdzie i centrze Lisy Klingi) oraz Michelle De Jongh. Kontaktowego gola udało się ostatecznie piłkarkom z Vittsjö strzelić, ale trafienie Alexandry Benediktsson z 88. minuty pozwoliło jedynie zmniejszyć rozmiary porażki na Valhalli. W doliczonym czasie gry atmosfera na murawie się zagęściła, z czerwoną kartką przedwcześnie boisko musiała opuścić Beata Kollmats, ale gospodynie dowiozły skromne prowadzenie do ostatniego gwizdka, dzięki czemu to one są na chwilę obecną bliżej gry w Lidze Mistrzyń jesienią 2020. Nie mamy jednak żadnych wątpliwości, że trzy październikowe kolejki przyniosą nam jeszcze mnóstwo zwrotów akcji, a walka o Europę tak naprawdę dopiero się zaczyna.

******

Nie mniej ciekawie przedstawia się sytuacja w dolnych rejonach tabeli, gdzie bój o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej najprawdopodobniej rozstrzygną między sobą Djurgården i Limhamn Bunkeflo. Póki co, nad kreską wciąż znajduje się zespół z Malmö, któremu w miniony weekend udało się nawet powiększyć przewagę punktową nad bezpośrednimi rywalkami ze Sztokholmu. O żadnej euforii w obozie LB 07 mowy być jednak nie może, gdyż remis na własnym boisku z Växjö to wynik, który nikogo w Skanii w najmniejszym stopniu nie satysfakcjonuje. Jakimś pocieszeniem dla holenderskiej trenerki Renée Slegers może być jednak przedłużenie passy meczów bez porażki do siedmiu, a także utrzymująca się na niezwykle wysokim poziomie dyspozycja Sophie Sundqvist oraz Nathalie Persson. Zwyżki formy u swoich kluczowych piłkarek nie mogą doczekać się za to sympatycy Djurgården, a porażka na Linköping Arenie jeszcze bardziej skomplikowała sytuację drużyny ze Sztokholmu. Zwycięstwo nad outsiderem z Kungsbacki w pierwszym meczu po przerwie reprezentacyjnej jest teraz dla zespołu prowadzonego przez Pierre’a Fondina obowiązkiem, a o tym, że beniaminek z Halland potrafi pokazać pazurki przekonał się właśnie lider z Rosengård. Pewnie zmierzającej po jedenasty w historii tytuł mistrzowski drużynie ze Skanii, komplet punktów na stadionie w Varbergu uratował dopiero gol rezerwowej Anam Imo w 79. minucie.

Ciekawe spotkanie obejrzeli także kibice w Kristianstad, gdzie zespół Elisabet Gunnarsdottir podzielił się punktami z mistrzyniami z Piteå. Oba gole w tym meczu padły po rzutach rożnych, a do siatki trafiały kolejno Faith Ikidi oraz Amanda Edgren. Choć obie ekipy miały okazje, aby rozstrzygnąć to starcie na swoją korzyść (najlepszą z nich zmarnowała w doliczonym czasie gry Sofia Hagman), to wydaje się, że remis był tu wynikiem sprawiedliwym, choć z takiego rozstrzygnięcia najbardziej ucieszyli się w … Vittsjö oraz w Göteborgu. Piorunujące otwarcie derbowej rywalizacji zaserwowały nam w niedzielny wieczór piłkarki na Behrn Arenie. Na błyskawicznego gola Eveliiny Summanen równie szybko odpowiedziała Felicia Rogic i po upływie zaledwie siedmiu minut Örebro remisowało z Eskilstuną 1-1. W drugiej połowie przeżyliśmy pewnego rodzaju déjà vu, z tą różnicą, że tym razem to piłkarki United krótko cieszyły się z prowadzenia. Na listę strzelczyń wpisały się kolejno Matilda Plan oraz Heather Williams, a naprawdę ciekawa, derbowa potyczka zakończyła się ostatecznie rezultatem 2-2.


Komplet wyników:

Linköping – Djurgården 4-1 (Hurtig 34., Larsson 59., 66., Blackstenius 81. – Jalkerud 45+3. (k))

Limhamn Bunkeflo – Växjö 1-1 (Sundqvist 19. – Lennartsson 34.)

Kungsbacka – Rosengård 1-2 (Gerhardsson 23. – Anvegård 8., Imo 79.)

Göteborg – Vittsjö 2-1 (Blomqvist 16., Curmark 24. – Benediktsson 88.)

Kristianstad – Piteå 1-1 (Edgren 81. – Ikidi 28.)

Örebro – Eskilstuna 2-2 (Summanen 4., Williams 64. (k) – Rogic 7., Plan 60.)