Jedenastka roku Damallsvenskan 2021

lag_yr

Sabrina D’Angelo (Vittsjö) – kanadyjska golkiperka ma za sobą naprawdę udany rok, choć trzeba uczciwie przyznać, że akurat na tej pozycji rywalizacja o miejsce w jedenastce roku nie była aż tak zaciekła jak w przypadku zawodniczek z pola. Nie ma w tym jednak ani trochę winy samej zainteresowanej, która – może wyłączając dwumecz z Rosengård – przez niemal cały sezon prezentowała równą, stabilną formę. A jej występ przeciwko Häcken na Bravida Arenie to bez wątpienia jeden z najlepszych popisów bramkarskich w tegorocznej Damallsvenskan.

Glodis Perla Viggosdottir (Rosengård) – weteranka tego zestawienia raz jeszcze pokazała swoją sportową klasę. Przez całą rundę wiosenną stanowiła centralny punkt bloku defensywnego klubu z Malmö i nie ma ani trochę przypadku w tym, że w aż dziesięciu z dwunastu ligowych spotkań Rosengård zachował wówczas czyste konto. Latem zdecydowała się zamienić szwedzką Damallsvenskan na niemiecką Bundesligę, a początek jej przygody w Bayernie Monachium tylko utwierdził nas w przekonaniu, że przez kilka ostatnich lat oglądaliśmy w naszej lidze piłkarkę należącą do ścisłego, światowego topu na swojej pozycji.

Clare Polkinghorne (Vittsjö) – informacja o tym, że doświadczona reprezentantka Australii dołączy do Vittsjö była przed rozpoczęciem sezonu bardzo szeroko komentowana. Niezwykle szybko okazało się jednak, że 32-latka z Brisbane zdecydowanie nie zamierza się na szwedzkich boiskach oszczędzać. Jej długie, mierzone podania, a także czyste odbiory piłki od razu stały się jej znakiem firmowym, a współpraca z Sandrą Adolfsson układała się na tyle dobrze, że pod koniec sezonu to właśnie klub z północnej Skanii mógł poszczycić się najbardziej efektywną parą stoperek w lidze. A w Vittsjö już mocno zacierają ręce na myśl, że wiosną znów będzie okazja, aby obejrzeć waleczną Australijkę w akcji.

Nilla Fischer (Linköping) – kolejna weteranka, która ani myśli ustępować pola młodszym koleżankom. I bardzo słusznie, bo Fischer w takiej dyspozycji chcielibyśmy oglądać na boiskach Damallsvenskan jak najdłużej. Nawet w meczach, w których defensywa Linköping znajdowała się w sporych kłopotach, akurat do jej postawy trudno było się przyczepić. I choć nie jest już aż tak bramkostrzelna jak za czasów Wolfsburga, a mistrzynią szybkości i zwrotności nie zostanie już raczej nigdy, to i tak w kadrze chciałby mieć ją każdy z pierwszoligowych trenerów. Przypadek? Nie sądzę.

Katrine Veje (Rosengård) – w Arsenalu nie była może gwiazdą numer jeden, ale po powrocie na szwedzkie boiska ewidentnie rozpoczęła swoje drugie, piłkarskie życie. Choć początki nie były łatwe, a decyzja Jonasa Eidevalla o przekwalifikowaniu jej ze skrzydłowej na boczną defensorkę budziła najpierw mieszane uczucia. Te ostatnie szybko ustąpiły jednak zachwytowi i choć trzydziestolatka z duńskiej Fredericii nie wykręciła może wielkich liczb, to zarówno Olivia Schough, jak i Sanne Troelsgaard doskonale wiedzą kto zapoczątkował wiele bramkowych akcji Rosengård w zakończonym właśnie sezonie.

Jelena Cankovic (Rosengård) – czy to już ten moment, w którym możemy zacząć nazywać serbską pomocniczkę żywą legendą szwedzkich boisk? Trudno orzec, choć argumenty na obronę i tak odważnej tezy z pewnością by się znalazły. Zdecydowanie najlepsza piłkarka Damallsvenskan obecnego sezonu, która bardziej niż ktokolwiek inny zasłużyła na tytuł MVP całej ligi. A jeśli ktoś zgłasza w tej kwestii jakieś obiekcje, to przypomnijmy sobie wiosenny mecz przeciwko Häcken, który de facto ułożył nam tabelę na dalszą część sezonu. Choć z drugiej strony, przywoływanie tylko tego meczu jest może nieco krzywdzące, gdyż akurat tej zawodniczce słabsze występy z zasady się nie przytrafiają.

Filippa Angeldal (Häcken) – w tym sezonie ustawiana była nieco wyżej niż w poprzednich i ta drobna zmiana okazała się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Progres, który wykonała na przestrzeni ostatnich lat zarówno czysto sportowo, jak i motorycznie, musi budzić szacunek i podziw. Latem zdecydowała się zamienić Hisingen na niebieską część Manchesteru, ale zanim to nastąpiło, to swoim kapitalnym występem zdążyła jeszcze zapewnić Häcken występy w fazie grupowej Ligi Mistrzyń.

Sanne Troelsgaard (Rosengård) – po ponad pięciu latach pożegna się z Malmö i nie ma wątpliwości, że zrobi to w wielkim stylu i na swoich zasadach. W najlepszej dyspozycji oglądaliśmy ją na początku rundy jesiennej, kiedy to wraz z Olivią Schough zadbała o to, aby ekipa ze Skanii utrzymała bezpieczną przewagę nad ligowym peletonem. Jej rajdy prawym skrzydłem to zmora wielu defensorek, choć delikatnym cieniem na jej postawie kładzie się mocno wybuchowy charakter, który czasami potrafi dać o sobie znać. I tylko łaskawości sędziów zawdzięcza to, że udało jej się zamknąć miniony sezon bez choćby jednej czerwonej kartki.

Madelen Janogy (Hammarby) – choć wydaje się, że dopiero co prowadziła Piteå do sensacyjnego mistrzostwa, to od tamtego czasu jej kariera miała niezliczoną ilość wzlotów i upadków. Kończący się właśnie rok zapisujemy jednak zdecydowanie po stronie plusów i naprawdę nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy widzimy, jak 26-letnia napastniczka znów potrafi cieszyć się futbolem. Cała reszta to już tylko bonus, ale szczególnie z perspektywy kibica Hammarby jest on niezwykle miły. Bo historia rewelacyjnego beniaminka z Södermalm nigdy nie zostałaby napisana, gdyby nie życiowa forma liderki sztokholmianek w osobie Madelen Janogy.

Olivia Schough (Rosengård) – rok temu dołożyła ogromną cegłę do pozostania Djurgården w gronie pierwszoligowców, a teraz, choć przyszło jej grać o zupełnie inne cele, znów nie zawiodła. Szczególnie imponowała wiosną, kiedy to nieoczekiwanie stała się niekwestionowaną liderką ofensywnej formacji Rosengård, a jej popisowy zwód stał się jednym z symboli całej ligi. Również ona wystąpiła w pierwszoplanowej roli, gdy łapiący jesienną zadyszkę lider ze Skanii potrzebował zwycięstwa w starciu z nieobliczalnym Linköping. I jeśli kilka lat temu z przekąsem zauważaliśmy, że w przypadku tej zawodniczki zdecydowanie zbyt mało mówi się o jej dokonaniach boiskowych, to dziś te proporcje wyraźnie się zmieniły. Oczywiście nie trzeba dodawać, że na korzyść.

Stina Blackstenius (Häcken) – Siedemnaście goli, dziesięć asyst, bezpośredni udział przy ponad trzydziestu strzelonych przez Häcken golach. Te liczby mówią naprawdę wiele, a przecież wspominamy tu wyłącznie o lidze. Bo gdyby spojrzeć nieco szerzej, to trzeba byłoby jeszcze zauważyć hat-tricka przeciwko norweskiej Vålerendze w kwalifikacjach Ligi Mistrzyń, trafienie na wagę awansu do finału Pucharu Szwecji, czy wreszcie niezwykle udany turniej olimpijski w Japonii. Tak, ten rok bez wątpienia należał właśnie do niej i wręcz nieprawdopodobne wydaje się to, że jeszcze nie tak dawno nazwisko Blackstenius było przede wszystkim synonimem napastniczki nieskutecznej. Te czasy najwyraźniej należą jednak do przeszłości i pozostaje życzyć, aby już na zawsze tam pozostały.

Skoro mamy konsensus co do tego, że drużyna roku to więcej niż wyjściowa jedenastka, to warto wymienić jeszcze kilka nazwisk piłkarek, które w zakończonym właśnie sezonie pokazały się na boiskach Damallsvenskan z naprawdę dobrej strony. A my mamy absolutną pewność, że z taką ławką rezerwowych żaden przeciwnik nie byłby nam straszny: Jennifer Falk (Häcken), Emma Berglund (Rosengård), Sandra Adolfsson (Vittsjö), Filippa Curmark (Häcken), Caroline Seger (Rosengård), Emilia Larsson (Hammarby), Fernanda Da Silva (Vittsjö), Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad).

Przedwczesny koniec złudzeń

sbb

Piłkarki Benfiki w drodze pod portugalski sektor tuż po zdobyciu gola na 1-0 (Fot. Getty Images)

To miał być wieczór, podczas którego piłkarki Häcken przedłużą o kilka tygodni swój europejski sen, który gdzieś w połowie grudnia zakończą ostatecznie Bayern do spółki z Lyonem. Futbol bywa jednak mocno nieprzewidywalny i czasami pisze nam takie scenariusze, których żadną miarą nie chcielibyśmy oglądać. Jeden z nich, na naszych oczach, dopełnił się właśnie na Bravida Arenie, bo choć podopieczne trenera Vilahamna rozegrały chyba swój najlepszy mecz w tej edycji Ligi Mistrzyń, to i tak zakończyły go bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. A marzenia o tym, aby kontynuować pucharową przygodę, wybiła im nie jedna z wielkich firm, a mocno niedoceniana przez wielu portugalska Benfica. Jasne, czysto matematyczne szanse na ćwierćfinał wciąż oczywiście istnieją, ale nawet nieprzewidywalność futbolu ma przecież swoje granice.

Już przed pierwszym gwizdkiem czeskiej sędzi Adamkovej było jasne, jaką strategię obiorą w środkowy wieczór obaj szkoleniowcy. Robert Vilahamn zapowiadał wysoki pressing, który miał sprawić, że portugalska defensywa w początkowej fazie meczu będzie się znajdować pod nieustającą presją. Trener Häcken właśnie w postawie formacji obronnej doszukiwał się największych słabości u rywalek i – jak sam stwierdził – plan na przekucie tej wiedzy w czyny był doskonale opracowany. Z nieco innego założenia wyszedł natomiast André Vale, który przewagi swoich podopiecznych nad wicemistrzyniami Szwecji widział przede wszystkim w elementach technicznych. A ponieważ aura wyjątkowo zlitowała się nad zawodniczkami, na murawie w Hisingen tym razem dało się grać w stylu, który Benfice ewidentnie odpowiadał. Doskonale wiedzieliśmy więc, jaki plan mają na środowe spotkanie obaj szkoleniowcy, ale bez odpowiedzi wciąż pozostawało pytanie, komu ostatecznie uda się narzucić swoje zasady. Jako pierwsze zaatakowały przyjezdne i … od razu zrobiło się gorąco, gdy na bramkę Jennifer Falk z dystansu uderzyła Kika. Strzał obchodzącej dziś dziewiętnaste urodziny napastniczki szwedzka golkiperka zdołała jeszcze obronić, ale następstwem tego całego zamieszania był rzut rożny, który z kolei przyniósł mistrzyniom Portugalii upragnionego gola. Raz jeszcze w roli głównej wystąpiła Kika, posyłając futbolówkę w szesnastkę Häcken, a po olbrzymim zamieszaniu w polu karnym najwięcej spokoju zachowała Cloé Lacasse i to ona zapisała się na kartach historii jako pierwsza strzelczyni gola dla Benfiki w Lidze Mistrzyń. A my zastanawialiśmy się jakim cudem zagrożenia nie udało się uniknąć pomimo faktu, że pomiędzy centrą z narożnika boiska, a celnym strzałem Kanadyjki aż trzy piłkarki gospodyń mogły (a nawet powinny!) wyekspediować futbolówkę daleko poza szesnastkę.

Szybki gol meczu absolutnie jednak nie ustawił, choć przed przerwą wicemistrzynie Szwecji miały ogromne problemy z właściwym uregulowaniem celowników. I nawet gdy Larsen lub Karlernäs uderzały na bramkę Leticii, to brazylijska golkiperka w zasadzie nawet nie musiała interweniować. Ten stan rzeczy uległ jednak zmianie w pierwszej minucie drugiej połowy, kiedy to portugalskiej defensywie sprytnie urwała się Johanna Kaneryd. Na drodze do wyrównania stanęła jej jednak wspomniana Leticia, a przyjezdne niemal od razu odgryzły się równie efektowną próbą Paulety. Kolejne minuty przyniosły nam w miarę wyrównaną grę, gdyż zarówno gospodynie, jak i piłkarki z Lizbony, miały w tej fazie meczu te lepsze, jak i zdecydowanie gorsze fragmenty. Na tablicy wyników cały czas utrzymywało się jednak skromne prowadzenie gości, a taki rezultat siłą rzeczy nie mógł zadowalać ani miejscowych kibiców, ani ubranych na żółto-czarno piłkarek. Podopieczne trenera Vilahamna postanowiły więc przeprowadzić jeszcze jeden szturm na bramkę Leticii i tym razem przyniósł on częściowe powodzenie. Pierwszego w szwedzkiej przygodzie z nową Ligą Mistrzyń gola z akcji nie udało się wprawdzie strzelić, ale po jednym z dośrodkowań ręką we własnym polu karnym zagrała Christy Ucheibe. Pani Adamkova musiała podyktować rzut karny dla Häcken, a za jego wykonanie – dokładnie jak przed tygodniem – wzięła się Elin Rubensson. I ponownie okazała się w tym elemencie gry bezbłędna, dzięki czemu na nieco ponad kwadrans przed końcem znów mieliśmy na Bravida Arenie remis.

Nietrudno się domyślić, że taki wynik nie był wymarzonym dla żadnej ze stron, więc gdzieś w środku cały czas czuliśmy, że strzelanie w Hisingen jeszcze się nie zakończyło. I mieliśmy rację, gdyż w końcowej fazie meczu obie ekipy zaczęły taśmowo stwarzać sobie doskonałe sytuacje bramkowe. Po stronie Häcken bliskie powodzenia były między innymi Kaneryd oraz dynamiczna rezerwowa Milica Mijatovic, choć nie możemy zapominać również o prezencie, który od Any Seicy otrzymała Stine Larsen. Była snajperka Aston Villi przegrała jednak pojedynek sam na sam z Leticią i kto wie, czy nie był to moment, w którym definitywnie i ostatecznie pożegnaliśmy się z marzeniami o awansie. Tym bardziej, że swojego szczęścia wciąż szukały także mistrzynie Portugalii i jedynie przychylnym tonom wydobywającym się z gwizdka pani arbiter zawdzięczamy to, że po zagraniu ręką Luny Gevitz to przyjezdne nie stanęły przed szansą wykonania rzutu karnego. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry dziękowaliśmy za to Jennifer Falk, która dobrze ustawiła się do główki Carole Costy, ale w pierwszej spośród trzech doliczonych minut Benfica dopięła swego. Z rzutu wolnego dośrodkowała niezastąpiona Kika, defensywa Häcken zachowała się w sposób karygodny, pozostawiając bez jakiegokolwiek krycia cztery (!!) piłkarki mistrzyń Portugalii, a futbolówkę do siatki z najbliższej odległości wpakowała ostatecznie Amado. I nie trzeba chyba w tym miejscu dodawać, że było to trafienie na wagę meczowego zwycięstwa. Szkoda, bo nawet jeśli ćwierćfinał i tak był marzeniem średnio realnym, to punkty do rankingu krajowego bardzo by się nam przydały. Trzeba jednak zaznaczyć, że mistrzynie Portugalii pokazały się w zakończonym właśnie dwumeczu z naprawdę dobrej strony i w pełni zasłużyły na to, aby w listopadowy wieczór odtańczyć na Bravida Arenie taniec radości wraz z kilkudziesięcioosobową grupką fanów z Lizbony. Nam pozostaje natomiast pogratulować zwyciężczyniom i trwać w nadziei, że grudniowe mecze z Bayernem i Lyonem pozostawią nas w nieco lepszych nastrojach.


17.11.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

BK Häcken 1-2 SL Benfica

0-1 Lacasse 3., 1-1 Rubensson 74. (k), 1-2 Amado 90+1.

Häcken: Falk – Wijk, Gevitz, Kollmats, Ökvist (46. Csiki) – Rubensson, Curmark – Kaneryd, Karlernäs (64. Zomers), Gejl (56. Mijatovic) – Larsen

Benfica: Leticia – Amado, Seica, C. Costa, Lucia Alves – Ucheibe (79. Faria), Pauleta, Ana Vitoria – Kika – Valeria (59. Cameirao), Lacasse


W drugim meczu grupy D Bayern Monachium pokonał niespodziewanie Olympique Lyon 1-0 po golu japońskiej defensorki Saki Kumagai. Na czele tabeli wciąż pozostają jednak siedmiokrotne triumfatorki Ligi Mistrzyń, choć ich przewaga nad klubem z Bawarii stopniała dziś do zaledwie dwóch punktów

Kadra na Finlandię i Słowację

rnmk

Ranking FIFA jeszcze nigdy w historii nie wyglądał aż tak interesująco

Ostatnie w tym roku powołania Petera Gerhardssona kontrowersji nie wzbudziły, bo i sam szkoleniowiec wielokrotnie dawał wcześniej do zrozumienia, że przynajmniej pierwsza faza eliminacji MŚ 2023 nie będzie czasem roszad i eksperymentów. Niektórzy spodziewali się oczywiście przynajmniej jednego nowego nazwiska w kadrze, ale tym razem obyło się bez jakichkolwiek zaskoczeń i kolejną szansę otrzymały dokładnie te same zawodniczki, które przed miesiącem pokonały w wyjazdowym dwumeczu Irlandię i Szkocję. Najbliższe zadanie wcale nie będzie jednak łatwiejsze, bo choć Finlandia jest historycznie jednym z ulubionych rywali szwedzkiej reprezentacji, to drużyna oparta w znacznym stopniu na zawodniczkach klubów Damallsvenskan z pewnością byłaby dla każdego sporym wyzwaniem. Tym bardziej, że podopieczne Anny Signeul jeden mecz w obecnej kampanii zdążyły już przegrać i każda następna wpadka mocno oddali je od perspektywy wyjazdu do Australii i Nowej Zelandii. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Gerhardsson, który nieprzypadkowo porównał szwedzko-fińską konfrontacje do meczów derbowych, przypominając wszystkim, że takie starcia rządzą się swoimi prawami. Całkiem zresztą słusznie, bo nawet jeśli to gospodynie będą na Gamla Ullevi faworytkami, to trzech punktów nie wystarczy podnieść z murawy stadionu w Göteborgu, a konieczne będzie ich wywalczenie. I tego musimy być przed listopadowym dwumeczem w pełni świadomi.

Reprezentacyjne ostatki 2021 to nie tylko gra o bezcenne punkty na drodze do mundialu, ale również kilka dodatkowych smaczków, zdecydowanie podgrzewających późnojesienną atmosferę. Po pierwsze – i chyba najważniejsze – po raz pierwszy od ponad dwóch lat szwedzka kadra zagra na wypełnionym niemal do ostatniego miejsca Stadionie Narodowym. Tak długa przerwa była rzecz jasna wynikiem sytuacji epidemicznej w kraju i na świecie i choć ta ostatnia wciąż wydaje się być daleka od optymalnej, to jednak ten mecz ma być dla kadry tym, czym dla ligi okazały się niedawne derby Sztokholmu. Nie powrotem do normalności, bo na takie deklaracje jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie, ale z pewnością zapowiedzią takiego powrotu. Wszyscy wciąż mamy w pamięci kapitalną atmosferę na Gamla Ullevi osiem lat temu, kiedy to w fazie grupowej EURO 2013 Szwecja pokonała Finlandię 5-0. Trudno na chwilę obecną odgadnąć, czy sportowo uda się ten rezultat powtórzyć, ale kibice z pewnością zadbają o to, aby przynajmniej na trybunach czwartkowy wieczór 25. listopada okazał się niezwykle magiczny. A powodów do świętowania może być więcej, gdyż kadra Petera Gerhardssona wciąż znajduje się na najlepszej drodze do zakończenia roku 2021 bez choćby jednej porażki (w tym miejscu tradycyjne przypomnienie, że mecze zakończone serią rzutów karnych rozliczane są we wszystkich statystykach jako remisy). Takie osiągnięcie byłoby oczywiście czymś godnym uwagi, gdyż warto przypomnieć, iż na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy mierzyliśmy się między innymi z Japonią, Kanadą, Norwegią, Australią (trzykrotnie), czy USA (dwukrotnie). Całkiem niezły zestaw, prawda? Kolejne zwycięstwa nie pozostały zresztą bez przełożenia na konkretne liczby, gdyż po japońskich Igrzyskach reprezentacja Szwecji została nowym wiceliderem rankingu FIFA. A podtrzymanie dobrej passy w listopadowych meczach może sprawić, że … chyba nie będziemy zapeszać, ale podpowiemy, że podczas reprezentacyjnego okienka naprawdę warto zerknąć przynajmniej jednym okiem na starcia Australii z USA i mocno trzymać kciuki za piłkarki Tony’ego Gustavssona. Bo może się okazać, że na koniec roku sprawimy sobie jeszcze cudowny, noworoczny prezent.


Kadra na Finlandię i Słowację:

Bramkarki: Jennifer Falk (Häcken), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Emma Berglund (Rosengård), Nathalie Björn (Everton), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (PSG), Emma Kullberg (Häcken), Elin Rubensson (Häcken)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Man. City), Hanna Bennison (Everton), Filippa Curmark (Häcken), Johanna Kaneryd (Häcken), Fridolina Rolfö (Barcelona), Olivia Schough (Rosengård), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Häcken)

Napastniczki: Anna Anvegård (Everton), Stina Blackstenius (Häcken), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Lina Hurtig (Juventus), Sofia Jakobsson (Bayern), Madelen Janogy (Hammarby)


Terminarz kadry:

25. listopada, godz. 18:30: Szwecja – Finlandia (Göteborg)

30. listopada, godz. 19:00: Szwecja – Słowacja (Malmö)

Szwedzka młodzież dała show

Fotboll, F19, SM-final, Brommapojkarna - Umeå IK

Monica Jusu Bah poprowadziła Umeå do zwycięstwa w kategorii U-19 (Fot. Jonathan Näckstrand)

Po przymusowej, dwuletniej przerwie znów mogliśmy pasjonować się rywalizacją o mistrzostwo Szwecji w kategoriach dziewiętnasto- i siedemnastolatek. I znów, jak to wielokrotnie w historii bywało, listopadowe popołudnia należały do najbardziej utalentowanych juniorek w kraju, dla których często  była to pierwsza szansa na poważniejsze zaistnienie w świadomości szerszego grona kibiców. Wśród bohaterek turniejów finałowych nie zabrakło jednak również nazwisk już doskonale znanych, bo na przykład Monicę Jusu Bah świetnie kojarzą wszyscy sympatycy futbolu w wydaniu młodzieżowym. O ile napastniczka Umeå była zdecydowanie pierwszoplanową postacią finału w kategorii U-19, o tyle w rywalizacji zawodniczek o dwa lata młodszych swoim talentem błysnęła szesnastoletnia Victoria Svanström z IFK Göteborg. I choć klub z Västergötland po trofeum ostatecznie nie sięgnął, to i tak w piękny sposób zaznaczył swoją obecność w krajowej czołówce. Passa zwycięstw Niebiesko-Białych z Göteborga została jednak skutecznie zastopowana w półfinale przez inną rewelację sezonu w postaci ekipy Södra Sandby. Zakończony dogrywką mecz obfitował we wszystko, co fani futbolu po prostu uwielbiają i nie będzie przesady w stwierdzeniu, iż było to jedno z najbardziej emocjonujących spotkań rozegranych w tym roku kalendarzowym na szwedzkiej ziemi. Jako się rzekło, zwycięsko wyszły z tej potyczki piłkarki ze Skanii, a nazwiska Idy Garmfors czy Agnes Mårtensson także warto zapisać w rubryce wschodzących gwiazd szwedzkiej piłki. Jedynym klubem, który wprowadził swoją drużynę do Final Four w obu kategoriach wiekowych, okazała się stołeczna Bromma, co z kolei pokazuje, że zapowiedzi na temat mocnego stawiania na młodzież nie okazały się w przypadku tego zespołu wyłącznie pustymi obietnicami. Sztokholmianki nie zamierzały zresztą zadowalać się samym awansem i w obu przypadkach wywalczyły sobie prawo gry w wielkim finale. Z końcowego triumfu cieszyły się jednak jedynie siedemnastolatki ze stolicy, które w decydującym boju okazały się lepsze od wspomnianego Södra Sandby. Ich o dwa lata starsze klubowe koleżanki o puchar zagrały z potęgą szwedzkiej piłki młodzieżowej z Umeå i pomimo niezwykle ambitnej postawy przyszło im ostatecznie uznać wyższość rywalek z Västerbotten.


Mistrzostwa Szwecji U-19:

Półfinały:

Bromma – Örebro 5-0 (Parkner 13., Brunzell 18., Wessman 39., Adebäck 45., Norrby 56.)

Rosengård – Umeå 0-2 (E. Johansson 9., Jusu Bah 72.)

Mecz o trzecie miejsce:

Rosengård – Örebro 2-1 (C. Rubensson 4., Klingvall 87. – Mannström 89.)

Finał:

Bromma – Umeå 1-2 (Swedman 81. – Jusu Bah 13., 59.)


Mistrzostwa Szwecji U-17:

Półfinały:

Sundsvall 1-3 Bromma (Barkemo 49. – Söderkvist 61., Österplan 78., Wessman 84.)

Södra Sandby 3-2 (dogr.) Göteborg (Fischer 66., I. Garmfors 114., Holm 116. – V. Svanström 62., 111.)

Finał:

Bromma 2-0 Södra Sandby (Swedman 39., Söderkvist 44.)

Umeå, Kalmar, Bromma – witamy!

convert

Piłkarki z Brommy będą 115. w historii klubem, który zagra na boiskach Damallsvenskan (Fot. Bildbyrån)

Tydzień temu tegoroczne, ligowe zmagania zakończyły kluby Damallsvenskan, a w ten weekend ostatnią kolejkę sezonu 2021 rozegrały zespoły występujące w Elitettan. Czekająca nas tej zimy reforma sprawia, że do najwyższej klasy rozgrywkowej awans wywalczyły aż trzy kluby. Nazwy dwóch z nich doskonale znamy już od dłuższego czasu, ale o miejsce na najniższym stopniu podium – podobnie zresztą jak na pierwszoligowym podwórku – zacięta rywalizacja toczyła się do samego końca. Zwycięsko wyszła z niej ostatecznie Bromma i to właśnie piłkarki ze Sztokholmu uzupełniły ostatecznie czternastozespołowy skład Damallsvenskan na sezon 2022.

Jako pierwsze z promocji cieszyły się jednak siedmiokrotne mistrzynie Szwecji z Umeå, dla których jest to błyskawiczny powrót do krajowej elity. Przed rokiem, w rywalizacji o utrzymanie w pierwszej lidze, zabrakło im nieco szczęścia, bo wyłącznie gorsza od Eskilstuny różnica bramek sprawiła, że w Västerbotten poznali smak degradacji. Ani trochę nie zniechęciło to jednak włodarzy klubu i choć pewnych ubytków kadrowych nie dało się uniknąć, to w Umeå i tak zbudowano zespół, który sportową klasą zdecydowanie przewyższał swoich drugoligowych konkurentów. W futbolu swoją wartość trzeba jednak pokazywać na murawie, a nie tylko na papierze i z tym zadaniem podopieczne fińskiego szkoleniowca Samuela Fagerholma poradziły sobie bez zarzutu. Na mecie ligowych zmagań udało się im wypracować naprawdę solidną przewagę nad drugim w tabeli Kalmar i jest ona jak najbardziej wyznacznikiem tego, który klub zdominował w obecnym sezonie rywalizację na drugim poziomie rozgrywkowym. Jedną z liderek ekipy z Västerbotten była niewątpliwie pozyskana z włoskiego Bari Henna-Riikka Honkanen, która razem z Hiszpanką Rosą Herreros oraz Nigeryjką Glory Ogbonną stworzyła najlepszy zagraniczny tercet na boiskach Elitettan. W Umeå nie brakowało jednak także szwedzkich liderek i nie mówimy tu wyłącznie o znanej chyba każdemu kibicowi piłki nożnej Lisie Dahlkvist. Choć trzeba oczywiście zaznaczyć, że wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro z roli mentorki zarówno na boisku, jak i poza nim, wywiązywała się wyśmienicie. Wartość dodaną dorzuciły jednak do tego wszystkiego także mające pierwszoligowe doświadczenie Olivia Holm czy Sara Mellouk, a eksplozja talentu Lisy Björk, Vilmy Koivisto i Moniki Jusu Bah również zdecydowanie bardziej pomogła niż zaszkodziła. To wszystko złożyło się na to, że plan na obecny rok został w Umeå wykonany i już teraz można zacząć przygotowywać się do tego, aby kolejny pobyt w najwyższej klasie rozgrywkowej nie skończył się dla tego zasłużonego klubu równie szybko, co poprzedni. I wiele wskazuje na to, że właściwe wnioski z popełnionych wówczas błędów rzeczywiście udało się wyciągnąć.

Wywalczony w tym roku awans oznacza, że piłkarki z Kalmar po raz drugi w swojej historii staną przed szansą sprawdzenia swoich umiejętności na pierwszoligowym gruncie. Poprzednia przygoda z Damallsvenskan okazała się dla nich niezwykle burzliwa, a jej ostateczny bilans zamknął się na 21 porażkach w 22 rozegranych meczach. Czy tym razem kibiców w Småland czekają nieco bardziej przyjemne doświadczenia? Czas pokaże, choć na pewno kluczem do ewentualnego sukcesu, którym niewątpliwie byłaby w przypadku tego zespołu skuteczna walka o utrzymanie, będzie doskonała skuteczność na … zimowej giełdzie transferowej. Nie ma bowiem wątpliwości, że w Kalmar mocno potrzebują wzmocnień, a ostatnie dni przynosiły raczej kolejne informacje o transferach odchodzących. Zdecydowanie największą stratą wydaje się odejście liderki formacji ofensywnej w osobie Tabby Tindell, która to zdecydowała się zamienić Småland na Skanię. W kadrze klubu wciąż pozostaje oczywiście chociażby Mimmi Asperot, czyli snajperka jak najbardziej mogąca pokazać swoją wartość również na boiskach Damallsvenskan, ale jednak nie da się ukryć, że to właśnie 26-letnia Amerykanka dołożyła zdecydowanie największą cegiełkę do tego, że przed dwoma tygodniami to właśnie w Kalmar cieszyli się z awansu. Z dobrej strony w drugoligowej rzeczywistości pokazały się ponadto ostoja formacji defensywnej Klara Rybrink oraz była reprezentantka islandzkiej młodzieżówki Andrea Thorisson, ale otwarte pozostaje pytanie, czy w rywalizacji z absolutną, krajową czołówką beniaminkowi nie zabraknie zwyczajnie liderek potrafiących zrobić różnicę w najważniejszych momentach meczu. Siłą Kalmar może rzecz jasna okazać się kolektyw, a tegoroczny przykład Hammarby pokazał, że i na takiej bazie da się zbudować coś naprawdę konkretnego, ale jednak nie mamy całkowitej pewności, czy na piłkarskiej osi czasu rzeczywiście dobrnęliśmy już do punktu, w którym da się akurat tą drogą osiągnąć wymierny sukces. Za powodzenie eksperymentu niezmiennie trzymamy jednak kciuki i oficjalnie witamy w pierwszoligowej rodzinie!

I wreszcie trzeci z beniaminków, który kazał na siebie czekać zdecydowanie najdłużej. A mówiąc nieco bardziej konkretnie: aż do ostatniej, ligowej kolejki. Żeby było jeszcze ciekawiej, piłkarki Brommy nie były tego dnia zależne wyłącznie od siebie, gdyż oprócz zwycięstwa nad Älvsjö potrzebowały jeszcze korzystnego dla nich wyniku na stadionie w Uppsali. I choć scenariusz ten nie wydawał się początkowo wielce prawdopodobny, to dzięki ambitnej i sportowej postawie grającego już wyłącznie o prestiż Jitexu, to właśnie w stolicy można było w drugi weekend listopada nieoczekiwanie otwierać szampany. Awans drużyny prowadzonej przez Marcelo Fernandeza jest niewątpliwie jedną z większych niespodzianek tego sezonu, ale trzeba oczywiście docenić, że w Brommie zrobiono naprawdę wiele, aby szczęściu pomóc. Budowany mądrze zespół, może bez wielkich gwiazd, ale za to z zawodniczkami z pierwszoligowym doświadczeniem, rósł w siłę z każdym tygodniem, a gdy trzeba było się wzmacniać, to robiono to zazwyczaj w sposób rozsądny i mało inwazyjny. Bohaterką ostatniej kolejki niewątpliwie została Jennifer Sjösten, ale gdyby chcieć wymienić wszystkie osoby, które przyczyniły się do tego historycznego sukcesu, to trzeba byłoby poświęcić im osobny tekst. Wyróżnijmy więc zaledwie kilka spośród nich, mając oczywiście na uwadze, że nie jest to w żadnym wypadku kompletna lista. A wspomnieć wypada chociażby o kapitance i zarazem najskuteczniejszej snajperce Mathildzie Johansson Prakt, liderce drugiej linii Fridzie Boriero, czy defensorkach Aleksandrze Łobanowej oraz Wilmie Wärulf. Jasne, nie są to być może nazwiska rozpalające wyobraźnię kibica Damallsvenskan, ale w niczym nie zmienia to faktu, iż to te piłkarki dokonały właśnie czegoś wielkiego. To one sprawiły bowiem, że wiosną przyszłego roku Bromma zostanie 115. w historii drużyną, która zagra na boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej w Szwecji. A skoro tak, to gratulacje i … dobrej zabawy na pierwszoligowym podwórku!

Elin przedłużyła nadzieje

FD3Y32zWYAYE_mx

Główne bohaterki portugalskiej wiktorii gratulują sobie udanego meczu (Fot. Getty Images)

Jeśli nie z Benfiką, to z kim? – tak postawione pytanie doskonale obrazowało nastrój większości kibiców Häcken przed meczem trzeciej kolejki fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń. Nic więc dziwnego, że pomimo piętrzących się trudności natury epidemiczno-geograficzno-logistycznej, fani Os z Hisigen bardzo licznie udali się do Portugalii, aby na klimatycznym stadionie nieopodal Lizbony z całych sił dopingować swój zespół podczas niezwykle ważnej batalii. Długa i niewątpliwie męcząca podróż najwyraźniej nie odebrała im zbyt wiele energii, gdyż w trakcie meczu to właśnie sektor gości najbardziej żywiołowo i energicznie reagował na boiskowe wydarzenia. Nic w tej kwestii nie zmieniło się zresztą także po ostatnim gwizdku, kiedy to podopieczne trenera Roberta Vilahamna, wraz ze swoimi kibicami wspólnie świętowali pierwsze trzy punkty w fazie grupowej Ligi Mistrzyń. Miejscowi fani swoją obecność najmocniej zaakcentowali za to wówczas, gdy plac gry opuszczała pani Esther Staubli. Szwajcarska sędzia znalazła się w centrum ich uwagi po tym, jak na kwadrans przed końcem meczu zdecydowała się podyktować rzut karny dla Häcken po rzekomym faulu Any Seicy na Stine Larsen. To właśnie w wyniku tej decyzji Elin Rubensson ustawiła futbolówkę na jedenastym metrze i celnym strzałem tuż przy słupku ustaliła wynik spotkania na 1-0 dla wicemistrzyń Szwecji. Pierwszy instynkt podpowiadał, że decyzja pani arbiter była jak najbardziej prawidłowa, ale kolejne powtórki sprawiły, iż pojawiła się przestrzeń do dyskusji, w której to każda ze stron miała na obronę swojego stanowiska naprawdę mocne argumenty. Ocenę wspomnianej sytuacji pozostawiam więc indywidualnej analizie każdego z czytelników, choć oczywiście nie da się nie zauważyć, że doświadczona sędzia jakiś błąd z pewnością popełniła. Jeśli bowiem uznała, że wślizg rezerwowej stoperki Benfiki kwalifikował się na rzut karny, to mistrzynie Portugalii powinny chyba kończyć mecz w dziesiątkę, po drugiej żółtej kartce dla wspomnianej wyżej zawodniczki.

Rzut karny okazał się absolutnie kluczowy, ale nie jest tak, że wcześniej piłkarki Häcken nie stwarzały sobie na stadionie w Seixal dogodnych sytuacji. Szczególnie w pierwszej połowie to zawodniczki z Hisingen starały się bowiem prowadzić grę i naprawdę niewiele brakowało, aby już wtedy udało się po raz pierwszy umieścić futbolówkę w siatce mistrzyń Portugalii. Kłopoty z właściwym uregulowaniem celownika miała jednak przede wszystkim Julia Zigiotti, która aż dwukrotnie próbowała zaskoczyć brazylijską golkiperkę Leticię. Pierwszy z jej strzałów został jednak ostatecznie wyblokowany, a drugiemu zabrakło nieco precyzji. Okazji ku temu, aby w swoim stylu urwać się portugalskiej defensywie, szukała również Stina Blackstenius, ale najlepsza snajperka Damallsvenskan ewidentnie nie miała w środę swojego dnia. I nawet gdy udało jej się oszukać charakterystycznym zwodem dwójkę obrończyń Benfiki, to samo wykończenie akcji pozostawiało już całkiem sporo do życzenia. Z bardzo dobrej strony raz po raz pokazywała się natomiast Elin Rubensson, która za kadencji trenera Vilahamna wróciła na pozycję środkowej pomocniczki i zmiana ta ewidentnie wyszła jej na dobre. To właśnie 70-krotna reprezentantka Szwecji była autorką większości kąśliwych, prostopadłych podań, z którymi to defensywa gospodyń często nie potrafiła sobie poradzić. Mistrzynie Portugalii miały również spore problemy z powstrzymaniem rezerwowych tego wieczora Stiny Larsen oraz Julii Karlernäs. Ta ostatnia pojawiła się na placu gry w miejsce kontuzjowanej Blackstenius i to jej przytomne zgranie piłki głową sprawiło, że Rubensson miała w ogóle okazję podejść do rzutu karnego. Patrząc z tej perspektywy, roszady szkoleniowca Häcken należałoby zatem ocenić na naprawdę duży plus.

Bylibyśmy jednak bardzo niesprawiedliwi, gdybyśmy nie wspomnieli o tym, że równie dobrze to gospodynie środowej potyczki jak najbardziej mogły rozstrzygnąć ją na swoją korzyść. Jeszcze przed przerwą serca fanów z Hisingen zabiły mocniej, gdy po koronkowo rozegranym rzucie wolnym Cloé Lacasse próbowała znaleźć podaniem idealnie ustawioną Pauletę. Niezwykle dynamiczna, kanadyjska napastniczka w roli głównej wystąpiła także w 41. minucie, kiedy to w szesnastce gości doszło do jej starcia z Emmą Kulberg. Sektory zajmowane przez miejscowych fanów dosłownie oszalały, domagając się we wspomnianej sytuacji rzutu karnego, ale pani Staubli uznała, że interwencja szwedzkiej defensorki jak najbardziej mieściła się w dozwolonych granicach. O ile przed przerwą zdecydowanie najwięcej zagrożenia czyhało na Häcken ze strony wspomnianej Lacasse, o tyle w drugiej połowie swoją obecność na boisku mocno zaakcentowała osiemnastoletnia Kika Nazareth. To właśnie ta piłkarka, w odstępie zaledwie kilku minut, miała dwie doskonałe okazje ku temu, aby pokonać Jennifer Falk, ale za pierwszym razem bramkarka reprezentacji Szwecji popisała się kapitalną interwencją, a za drugim na drodze do szczęścia stanął jej słupek. Szukające przynajmniej wyrównującego gola gospodynie spróbowały także nieco mocniej nacisnąć rywalki w samej końcówce, ale ani żadnej z napastniczek, ani doskonale znanej nam ze szwedzkich boisk Christy Ucheibe, nie udało się znaleźć sposobu na skuteczne rozmontowanie defensywy Häcken.

Przywiezione z portugalskiej ziemi skromne zwycięstwo cieszy o tyle, że dzięki niemu Damallsvenskan powróciła na piątą lokatę w przejściowej klasyfikacji lig UEFA i wiele wskazuje na to, że taki stan utrzyma się przynajmniej do końca obecnych rozgrywek. Nie możemy jednak zapominać również o tym, że trzy punkty wciąż przedłużają nadzieje wicemistrzyń Szwecji na awans do ćwierćfinału i nawet jeśli realizacja tego scenariusza cały czas wydaje się leżeć na półce opatrzonej napisem soccer fiction, to historia futbolu widziała już przecież nie takie cuda. Jasne, pamiętamy o tym, iż Häcken przystąpi do rewanżowego starcia z Benfiką mocno osłabione, ale gdyby i za tydzień udało się sięgnąć po komplet punktów, to grudzień z Ligą Mistrzyń będzie dla piłkarek z Hisingen grą nie o honor, lecz o awans. I choć to wszystko brzmi może trochę zbyt optymistycznie, to gorąco wierzymy, że jesienno-zimowe emocje związane z występem wicemistrzyń Szwecji w europejskich pucharach dopiero się zaczynają. A ich apogeum przypadnie na przykład na 9. grudnia, kiedy to na Bravida Arenę zawita monachijski Bayern.


10.11.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

SL Benfica 0-1 BK Häcken

0-1 Rubensson 76. (k)

Benfica: Leticia – Amado, C. Costa, Rebelo (65. Seica), Lucia Alves – Canterao (79. Faria), Pauleta, Ucheibe, Kika – Cintra (56. Valeria), Lacasse

Häcken: Falk – Wijk (90. Kollmats), Gevitz, Kullberg, Ökvist – Rubensson, Curmark – Kaneryd, Zigiotti, Gejl (46. Larsen) – Blackstenius (59. Karlernäs)


W drugim meczu grupy D Olympique Lyon pokonał na własnym boisku Bayern Monachium 2-1, umacniając się tym samym na pierwszym miejscu w tabeli. Co ciekawe, w potyczce na Parc OL na listę strzelczyń wpisywały się tylko piłkarki wicemistrzyń Francji, gdyż na samobójcze trafienie Kadeishy Buchanan odpowiedziały kolejno Janice Cayman oraz Amandine Henry.