Podsumowanie 22. kolejki

damf

Podsumowanie 22. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Eskilstuna 3-2 Häcken. Choć ani na minutę na murawie nie pojawiła się Stina Blackstenius, piłkarki z Hisingen wcale nie zamierzały ułatwiać grającym o naprawdę wysoką stawkę rywalkom zadania. W pierwszej połowie zawodniczki z Tunavallen wykonały jednak sto procent planu, a gola na wagę bezcennego prowadzenia strzeliła Felicia Rogic, wykorzystując świetne podanie rozgrywającej jeden z najlepszych meczów w całej karierze Elin Rombing. Defensorka United imponowała przede wszystkim ofiarną postawą w obronie, gdzie nadspodziewanie dobrze radziła sobie z Julią Zigiotti. Tuż po przerwie nawet świetnie dysponowana Rombing nie była jednak w stanie zapobiec utracie gola wyrównującego, gdyż katastrofalny błąd popełniła Emelie Lundberg. A gdy inna reprezentantka Danii Mille Gejl wyprowadziła Häcken na 2-1, można było przypuszczać, że ambitna postawa gospodyń tym razem nie przełoży się na jakąkolwiek zdobycz punktową. W końcówce raz jeszcze błysnąć postanowiła jednak Rogic, która najpierw do spółki z Vailą Barsley dała swojej drużynie remis, a następnie – już niemal w pojedynkę – wywalczyła jedenastkę, którą bezbłędnie zamieniła na trzeciego gola dla Eskilstuny. Wydarte w niesamowicie dramatycznych okolicznościach zwycięstwo dało ekipie United wysoką, czwartą lokatę na koniec sezonu, choć gdyby tylko pilkarki z Tunavallen nie zachowały się tak naiwnie w doliczonym czasie derbowego starcia z Örebro, to powodów do świętowania mogłoby teraz być jeszcze więcej.

Wydarzenie kolejki: Kristianstad utrzymał się na podium. Nie były to może emocje na miarę tych sprzed trzech lat, ale znów to LF Arena w Piteå znalazła się w samym centrum uwagi. Aby myśleć o awansie do europejskich pucharów Kristianstad musiał w Norrland wygrać i ostatecznie faktycznie to uczynił, choć o trzy punkty ewidentnie nie było piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir łatwo. W początkowej fazie meczu zdecydowanie bliższe strzelenia gola były bowiem Anam Imo oraz Katrina Guillou, a gdy już ciężar gry przenosił się przed bramkę gospodyń, to albo w sukurs przychodził im słupek, albo skutecznie interweniowała Nichole Persson. Dopiero centra Josefin Harrysson do nabiegającej na wprost bramki Alice Nilsson przyniosła przyjezdnym powodzenie, ale radość z tego tytułu nie trwała jednak długo. Po przeciwległej stronie boiska identyczną akcję wykonały bowiem Henriksson i Guillou, a ta ostatnia uderzeniem z najbliższej odległości wyrównała stan rywalizacji. Remis nie był w tym starciu dla Kristianstad wynikiem marzeń, ale dopiero w 67. minucie piłkarki ze Skanii ponownie znalazły się na prowadzeniu. Strzał Alice Nilsson zablokowała Amanda Edgren, ale uczyniła to na tyle szczęśliwie, że futbolówka pozostała pod jej nogami i pozostało tylko wepchnąć ją do siatki. I choć w pierwszej chwili wydawało się, że rosła napastniczka KDFF jest na spalonym, Sara Wiinikka zdecydowała się tego gola uznać i tym samym wprowadzić Kristianstad na europejskie salony. Bo pomimo naprawdę ambitnej postawy, gospodyniom nie udało się po raz drugi odpowiedzieć wyżej notowanym rywalkom w taki sam sposób. I choć dla Kristianstad nie był to bynajmniej sezon idealny, to islandzka trenerka raz jeszcze potrafiła doprowadzić prowadzony przez siebie zespół do celu. A łatwej ku niemu drogi absolutnie nie miała. Co ciekawe, był to także ostatni sukces, jaki z drużyną z Kristianstad świętowała jej legenda Sif Atladottir, która to zimą przenosi się do swojej rodzimej ligi, gdzie zamierza wciąż kontynuować niezwykle bogatą w splendory karierę. A skoro tak, to pozostaje jedynie życzyć powodzenie na starej-nowej, sportowej drodze!

Bohaterka kolejki: Felicia Rogic (Eskilstuna). Doskonale wiedzieliśmy o tym, że jest szybka i dynamiczna, ale do jej skuteczności zastrzeżenia zgłaszaliśmy nader często. Wczoraj 28-letnia napastniczka również nie wykorzystała zresztą każdej ze stworzonych sobie okazji, ale akurat po takim występie mało kto będzie o tym pamiętał. Bo przecież gdyby nie hat-trick Felicii Rogic, to w Eskilstunie nie byłoby nawet czwartej lokaty i otrzymanych na tę okoliczność pamiątkowych medali, które po takiej jesieni się piłkarkom United bezsprzecznie należały. A sama napastniczka musi teraz zastanowić się, czy na wiosnę także będzie chciała stworzyć z Mią Jalkerud jeden z najbardziej nieoczywistych, a zarazem wyjątkowo skutecznych ofensywnych duetów na szwedzkich boiskach.

Gol kolejki: Michelle De Jongh (Vittsjö). W drugiej połowie meczu przeciwko Örebro gospodynie poczynały sobie na murawie VIttsjö IP nadzwyczaj pewnie, czego dowodem był chociażby zdobyty po koronkowej, zespołowej akcji gol numer cztery. Palmę pierwszeństwa otrzymuje jednak Michelle De Jongh, dla której był to zresztą pierwszy gol po powrocie do Damallsvenskan z francuskich wojaży. A kapitalną asystę zaliczyła przy nim Julia Tunturi, która z kolei zaliczyła w ten sposób wejście marzeń; wszak nominalnie rezerwowa fińska skrzydłowa pojawiła się na boisku zaledwie kilkadziesiąt sekund wcześniej.

Sensacja kolejki: Festiwal goli w północnej Skanii. Piłkarki Vittsjö były oczywiście wyraźnymi faworytkami sobotniego meczu, ale chyba nawet najwięksi optymiści w Hässleholm i okolicach nie spodziewali się obejrzeć w ostatniej kolejce sezonu dziesięciu goli, z czego aż osiem było dziełem gospodyń. Choć będąc nieco bardziej precyzyjnym to siedem, gdyż wielkie strzelanie w Skanii rozpoczęła Wilma Öhman, już w trzeciej minucie pakując futbolówkę do własnej bramki. Kolejny kwadrans to jeszcze dwa gole dla miejscowych po bardzo dobrze wykonanych stałych fragmentach i już w zasadzie w tamtej chwili można było dopisywać trzy punkty podopiecznym trenera Mårtenssona. Na kameralnym stadionie nikt nie myślał jednak o ściąganiu nogi z gazu, dzięki czemu po przerwie obejrzeliśmy jeszcze bardziej szalony rollercoaster, w którym to pierwszoplanowe role odgrywały Almqvist, De Jongh oraz absolutna liderka Vittsjö Fernanda Da Silva. Brazylijka zakończyła ostatecznie mecz z golem oraz trzema asystami na koncie, a gdyby dorobek ten był jeszcze większy, to również nikt nie powinien zgłaszać w tej kwestii pretensji. W zespole gości na plus wyróżniła się jedynie Elli Pikkujämsä, ale było to bynajmniej niewielkie pocieszenie dla Rickarda Johanssona i jego drużyny, która bardzo słabym występem zakończyła niezwykle udany przecież dla klubu z Närke sezon.

Liczba kolejki: 132. Tyle meczów rozegrano w obecnym sezonie Damallsvenskan. Za rok, jeśli nic niespodziewanego nie pokrzyżuje nam planów, będzie ich aż o pięćdziesiąt więcej.


22. kolejka statystycznie:

Gole: 24  (średnia 4.00 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 12

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Wilma Öhman (Örebro) – 3. minuta (dla Vittsjö)

Najpóźniejszy gol: Felicia Rogic (Eskilstuna) – 87. minuta (vs. Häcken)


Jedenastka kolejki:

lag22

Cajsa Andersson (Linköping) – Hanna Lundkvist (Hammarby), Elin Rombing (Eskilstuna), Emma Berglund (Rosengård), Alva Selerud (Linköping) – Michelle De Jongh (Vittsjö), Alice Nilsson (Kristianstad), Tove Almqvist (Vittsjö) – Fernanda Da Silva (Vittsjö), Felicia Rogic (Eskilstuna), Uchenna Kanu (Linköping)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

22. kolejka – zapowiedź

pontus_orre

Olivia Schough i Rosengård w złotej scenerii (Fot. Pontus Orre)

To miało być spokojne zakończenie sezonu, w którym wszystkie najważniejsze odpowiedzi zdążyliśmy już poznać. Kluby Damallsvenskan ewidentnie nie znoszą jednak nudy i w miniony weekend zagrały tak, aby najbliższa sobota zapowiadała się nadzwyczaj emocjonująco. Przynajmniej na trzech stadionach gra będzie bowiem toczyła się o naprawdę wysoką stawkę, bo o medale oraz prawo startu w eliminacjach przyszłorocznej Ligi Mistrzyń. Teoretyczne szanse na te zaszczyty mają jeszcze aż cztery kluby, a dwa z nich już za moment zetrą się w bezpośrednim starciu. Ale po kolei …

Naszą ostatnią w tym roku kalendarzowym ligową zapowiedź zacznijmy może od Kristianstad. Zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir przed tygodniem przegrał na własnym boisku ze zdegradowanym już Växjö, ale piłkarki ze wschodniej Skanii wciąż mają swój los całkowicie we własnych rękach. Wystarczy bowiem pokonać na wyjeździe grające już wyłącznie o prestiż Piteå, a ten pełen wzlotów i upadków sezon uda się zakończyć na najniższym stopniu ligowego podium. Problem jednak w tym, że na LF Arenie, szczególnie w listopadzie, nikomu nie gra się łatwo, o czym nie tak dawno miały okazję przekonać się chociażby mistrzynie z Malmö. Przed rokiem Krstianstad potrafił sięgnąć po komplet punktów na dalekiej Północy, lecz na zwycięskiego gola fani KDFF musieli czekać aż do doliczonego czasu gry. Czy i tym razem powinniśmy oczekiwać podobnej nerwówki? A może drużyna Stellana Carlssona, w najmniej oczekiwanym momencie, zechce całkowicie pokrzyżować wyżej notowanym rywalkom szyki? Bez względu na końcowy rezultat, pewni możemy być chyba tylko jednego: na arenie w Piteå emocji nie zabraknie!

Nadzieje na sukces wciąż mają także w Eskilstunie, choć zawodniczki z Sörmland, trochę na własne życzenie, mocno skomplikowały swoją sytuację derbową porażką z Örebro. Jutro trzeba będzie jednak na chwilę zapomnieć o łamiącym serca fanów United golu Amandy Rantanen i skupić się na nowym zadaniu, które z pewnością nie zalicza się do tych łatwych. Zastopowanie Stiny Blackstenius i rozpędzonej ofensywy Häcken to wyzwanie najwyższej próby, ale jeśli mierzy się wysoko, to i z takimi przeszkodami trzeba sobie radzić. Choć nie da się ukryć, że na Tunavallen liczą po cichu na to, że klub z Hisingen zdecyduje się potraktować sobotnie starcie nieco ulgowo. A są ku temu powody, gdyż zaledwie cztery dni później ekipę trenera Vilahamna czeka arcyważny mecz z Benfiką Lizbona w fazie grupowej Ligi Mistrzyń. Nowy opiekun Häcken zapewnia jednak, że dla niego nie istnieją potyczki mniej lub bardziej istotne, co z kolei jest całkiem dobrą wiadomością dla dwóch innych klubów.

Mowa tu oczywiście o Vittsjö i Örebro, które już jutro zmierzą się w bezpośredniej rywalizacji. Nie ukrywamy, że jeszcze nie tak dawno wydawało się, iż ten mecz będzie pozbawiony jakiegokolwiek ciężaru gatunkowego, ale nieprzewidywalność naszej ligi raz jeszcze dała o sobie znać. Aby jednak liczyć się w rywalizacji o medale, puchary i ogólny splendor, obie ekipy bezwzględnie potrzebują w sobotę zwycięstwa i nie ma co ukrywać, że papierowymi faworytkami wydają się tu gospodynie. Po pierwsze, Örebro będzie grać na nawierzchni w niczym nieprzypominającej tej z Behrn Areny. Po drugie, za kartki pauzować musi Carly Wickenheiser, która w ostatnich tygodniach była centralną postacią drugiej linii w zespole prowadzonym przez Rickarda Johanssona. Po trzecie, do gry gotowe będą Fernanda Da Silva oraz Mie Leth Jans, czyli piłkarki, bez których Vittsjö sensacyjnie przegrało przed tygodnie w Solnej. W Örebro mocno wierzą jedna w to, że raz jeszcze uda się zagrać na nosie ekspertom i bukmacherom, a patrząc na to, co wyprawiają jesienią młode talenty z Närke, wcale nie należy tych ambitnych planów lekceważyć. Choć oczywiście to zespół z północnej Skanii ma po swojej stronie zdecydowanie więcej czysto sportowych argumentów.

A co czeka nas na pozostałych stadionach? Växjö pożegna się z pierwszoligowym graniem domową potyczką z Hammarby, mistrzowski Rosengård sprawdzi, czy Djurgården faktycznie jest już mentalnie na wakacjach, a Linköping poszuka trzeciego kolejnego zwycięstwa w rywalizacji z AIK. I na te wszystkie mecze również będziemy oczywiście zaglądać, choć na pierwszym planie niezmiennie znajdować się będzie rywalizacja o trzecie miejsce. A jeśli zastanawiacie się, czy wobec naprawdę mocnej konkurencji warto poświęcić najbliższą sobotę dla szwedzkiej piłki ligowej, to przypominamy, że kolejna okazja do obejrzenia Damallsvenskan na żywo nadarzy się dopiero wiosną.


Zestaw par 22. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Podsumowanie 21. kolejki

damf

Podsumowanie 21. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Rosengård 3-1 Eskilstuna. Tytuł mistrzowski zapewniły sobie już dwa tygodnie temu, ale wyjątkowe okoliczności sprawiły, że wtedy świętowanie należało ograniczyć wyłącznie do krótkiej podróży busem oraz tańców na lotnisku. W poniedziałkowy wieczór nic nie stało już jednak na przeszkodzie, aby zawodniczki i sztab trenerski Rosengård mógł w odpowiednim do okazji anturażu celebrować dwunasty w historii klubu z Malmö tytuł mistrzowski. Wcześniej jednak trzeba było rozegrać jeszcze ligowy mecz z wciąż marzącą o pucharach Eskilstuną, co z jednej strony było dla podopiecznych Renée Slegers swego rodzaju rundą honorową, a z drugiej … niebezpieczeństwem delikatnego popsucia długo wyczekiwanej fety. Nic takiego nie miało jednak miejsca, o co zadbała jedna z liderek ekipy z Malmö Olivia Schough. To właśnie ona, już w dziewiątej minucie, dograła idealną piłkę na głowę Mimmi Larsson, a ta – wobec nadspodziewanie biernej postawy całej defensywy Eskilstuny – nie miała większych problemów z pokonaniem Emelie Lundberg. Piłkarkom gości trzeba oddać, że przynajmniej w początkowej fazie meczu próbowały podjąć z dwunastokrotnymi już mistrzyniami kraju równą grę, ale ani Annie Oskarsson, ani Felicii Rogic nie udało się zamienić na bramkę choćby jednej spośród wykreowanych przez siebie szans. A ponieważ w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to na 2-0 podwyższyła prowadzenie gospodyń Sanne Troelsgaard, która w tempo ruszyła do kilkudziesięciometrowego podania od Gudrun Arnardottir i w niezwykle dojrzały sposób sfinalizowała kontrę Rosengård. W drugiej połowie gra ekipy z Malmö była jeszcze bardziej widowiskowa, a rosnącą przewagę udało się przypieczętować przepięknym golem rezerwowej dziś Jeleny Cankovic. Za sprawą strzału z dystansu Noor Eckhoff Eskilstuna zdołała w samej końcówce odgryźć się trafieniem honorowym, ale to akurat w najmniejszym stopniu nie mogło zakłócić wybuchu radości, który po ostatnim gwizdku Sary Wiinikki słychać było daleko poza stadionem. I nic w tym dziwnego, wszak na celebrację kibice Rosengård stawili się nader licznie.

Wydarzenie kolejki: Defensywa AIK znów bezbłędna. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że trudno w jednym zdaniu pisać o defensywie AIK oraz o solidności, ale ostatnie tygodnie mocno poddały tę prawidłowość w wątpliwość. Beniaminek z Solnej najpierw potrafił bowiem przez 90 minut skutecznie powstrzymywać ofensywę Häcken, a następnie, w równie efektowny sposób, zagrał na zero z tyłu przeciwko mocno rozpędzonemu i zdeterminowanemu Vittsjö. Jasne, doskonale pamiętamy, że trener Mårtensson nie mógł w minioną sobotę liczyć na błysk geniuszu Fernandy Da Silvy, ale nawet bez rozgrywającej swój zdecydowanie najlepszy sezon na szwedzkiej ziemi Brazylijki to zespół ze Skanii był zdecydowanym faworytem potyczki ze sztokholmskimi Gryzoniami. Początek spotkania przyniósł jednak nieoczekiwaną ofensywę gospodyń, którą to na gola zamieniła nowa piłkarka AIK Kaisa Collin. Była królowa strzelczyń fińskiej ekstraklasy wykorzystała fenomenalną asystę Hanny Davison i pewnym strzałem pokonała Sabrinę D’Angelo, otwierając tym samym wynik meczu. Jak się miało później okazać, był to jedyny tego popołudnia gol na Skytteholms IP i choć szczególnie w drugiej połowie to Vittsjö zdecydowanie przejęło inicjatywę, to wysiłki Clary Markstedt, Michelle De Jongh i koleżanek nie zdały się na wiele. Formacja obronna AIK, która jeszcze kilka miesięcy temu rozdawała tym samym rywalkom prezent za prezentem, tym razem okazała się skałą nie do skruszenia, a wspomniana wcześniej Davison, a także partnerująca jej na środku defensywy Konya Plummer wysłały kolejny sygnał, że oto w Solnej wreszcie udało się zbudować naprawdę mocną parę stoperek. Osobne pochwały należą się także biegającej po prawym skrzydle w stołecznym zespole Caroline Murray, która szczególnie przed przerwą była zdecydowanie najbardziej wyróżniającą się piłkarką na murawie Skytteholms IP.

Bohaterka kolejki: Uchenna Kanu (Linköping). Instynkt, precyzja i skuteczne wykańczanie akcji to niewątpliwie atrybuty, które powinny charakteryzować napastniczkę doskonałą. Nigeryjka Uchenna Grace Kanu zdecydowanie posiada je w komplecie, o czym nie tak dawno na własnej skórze mogły przekonać się zawodniczki stołecznego Hammarby. Podopieczne trenera Pabla Pinonesa-Arce od początku meczu próbowały narzucić rywalkom z Linköping swoje warunki gry, ale za każdym razem gdy to robiły, błyskawicznie nadziewały się na odpowiedź ze strony Kanu. Była snajperka hiszpańskiej Sevilli, doskonale czytając grę, jeszcze przed przerwą zamieniła na gole podania od Cornelii Kapocs oraz Yuki Momiki. Żeby jednak nikomu nie było mało, w drugiej połowie skompletowała hat-tricka, zachowując się najbardziej przytomnie w podbramkowym zamieszaniu po rzucie rożnym. Cóż, niewiele piłkarek Damallsvenskan może pochwalić się tym, że trzykrotnie podczas jednego dnia udało im się uciszyć najbardziej fanatycznych kibiców w kraju, którzy w nadkomplecie stawili się, aby podziękować swoim piłkarkom za naprawdę udany sezon. Jako się jednak rzekło, ostatni taniec beniaminka został mocno zakłócony przez nigeryjską napastniczkę, która ewidentnie ma sposób na strzelanie goli Annie Tamminen.

Gol kolejki: Heidi Kollanen (Örebro). Każdy z goli zdobytych na Behrn Arenie w zasadzie mógłby się w tej rubryce znaleźć. Swoich zwolenników na pewno znalazłoby premierowe trafienie na boiskach Damallsvenskan autorstwa Emilii Pelgander, a i kontaktowy gol dla Piteå, choć będący bezpośrednią konsekwencją katastrofalnego błędu stoperki Örebro, także miał swój urok. Nagroda trafia jednak w ręce Heidi Kollanen, lecz z zastrzeżeniem, iż znaczna jej część należy się także Annie Sandberg. To właśnie te dwie piłkarki przeprowadziły akcję, która ostatecznie wywindowała zespół z Närke do górnej połówki tabeli, czego przed rozpoczęciem sezonu nie prognozował absolutnie nikt.

Sensacja kolejki: Växjö zapewnia emocje za tydzień. Jak skomplikować sobie życie w kluczowym momencie sezonu? Na lekcję w tym zakresie zapraszamy do Kristianstad. Piłkarki ze wschodniej Skanii nie mogły wprawdzie przypieczętować miejsca na najniższym stopniu ligowego podium już w tej kolejce, ale zwycięstwo na własnym boisku ze zdegradowanym już Växjö bardzo mocno by je do tego celu przybliżyło. Niestety dla fanów z Kristianstad, jedyny gol, którego podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir udało się w niedzielne popołudnie strzelić, okazał się … samobójczym trafieniem autorstwa Meliny Loeck. W siatce rywalek futbolówki umieścić się gospodyniom nie udało, choć aż trzykrotnie obijały one obramowanie bramki. Szczęście, chyba po raz pierwszy w tegorocznych rozgrywkach, było jednak tego dnia przy zawodniczkach ze Småland, choć nieuczciwym byłoby podsumowywać końcowy rezultat wyłącznie w taki sposób. Piłkarki gości rozegrały bowiem naprawdę solidny mecz i w tym, że akurat na tak teoretycznie niewygodnym terenie udało im się przerwać passę dziesięciu wyjazdowych porażek, nie było ani trochę przypadku. A Nellie Karlsson do spółki z Emmą Pennsäter swoją postawą na środku defensywy w pełni zasłużyły na to, aby po końcowym gwizdku cieszyć się z czystego konta. Bo nawet jeśli nie zawsze udawało się zneutralizować dynamiczną Sveindis Jane Jonsdottir, czy też zapobiec strzałom z dystansu Anny Welin lub Eveliiny Summanen, to oceniając występ obrończyń z Växjö, należałoby postawić im naprawdę duży plus. A Kristianstad? Wciąż ma całkiem sporą szansę na to, aby przyprowadzić na metę sezonu 2021 walczący o trzecią lokatę peleton, ale listopadowy wyjazd do mroźnego Piteå będzie zdecydowanie bardziej nerwowy niż jeszcze chwilę temu mogło się wydawać.

Liczba kolejki: 350. Tyle dni czekali kibice Växjö na wyjazdowe zwycięstwo swojej drużyny w ligowym meczu. W Småland ewidentnie wyznają jednak zasadę, że jak już wygrywać, to z przytupem. Poprzednie trzy punkty udało się bowiem przywieźć z Malmö, a trwająca niemal rok passa dobiegła końca w Kristianstad.


21. kolejka statystycznie:

Gole: 17  (średnia 2.83 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 16

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Kaisa Collin (AIK) – 9. minuta (vs. Vittsjö)

Najpóźniejszy gol: Noor Eckhoff (Eskilstuna) – 86. minuta (vs. Rosengård)


Jedenastka kolejki:

lag21

Tove Enblom (Örebro) – Caroline Murray (AIK), Konya Plummer (AIK), Emma Kullberg (Häcken), Anna Sandberg (Örebro) – Sanne Troelsgaard (Rosengård), Yuka Momiki (Linköping), Filippa Curmark (Häcken), Elin Rubensson (Häcken) – Uchenna Kanu (Linköping), Stina Blackstenius (Häcken)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

EURO rozlosowane

FCzWx7zXIAMZH-w

Reprezentacja Szwecji poznała grupowych rywali na przyszłorocznym EURO (Fot. Getty Images)

W czwartek w Manchesterze rozlosowano fazę grupową piłkarskich mistrzostw Europy, które – jeśli nic nie stanie nam na przeszkodzie – zostaną rozegrane w lipcu 2022 na boiskach Anglii. Kadra Petera Gerhardssona znalazła się w drugim koszyku, więc jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii mogliśmy w ciemno zakładać, że już w pierwszej fazie turnieju czeka nas przynajmniej jedno starcie z którymś z potentatów. Padło ostatecznie na broniącą tytułu Holandię i nie jest to bynajmniej ze szwedzkiej perspektywy zła informacja. O ile przed pięcioma laty rywalizacji z Pomarańczowymi Lwicami warto było uniknąć, o tyle teraz może być ona niezwykle interesująca. Z ogłaszaniem tego meczu hitem fazy grupowej lepiej się jednak wstrzymać, gdyż … wiadomo jak to z tymi potencjalnymi hitami bywa, szczególnie w szwedzkim wydaniu. Z oczywistych względów to rywalizacja w Holandią ogniskuje zdecydowanie najwięcej uwagi, ale z kronikarskiego obowiązku warto zauważyć, że skład grupy C uzupełniły Szwajcaria i Rosja. Rywale niby niżej notowani, niby doskonale nam znani, ale szczególnie Helwetki na pewno marzą o sprawieniu na angielskich boiskach niespodzianki przynajmniej na miarę Austriaczek z EURO 2017. Przy okazji odnotujmy, że niemal tradycyjnie sprzyjać nie będzie nam terminarz, bo znów rozpoczynamy fazę grupową od potyczki z teoretycznie najsilniejszym rywalem, a najłatwiejszy na papierze mecz gramy dopiero w trzeciej kolejce. Na japońskich Igrzyskach kadra Gerhardssona pokazała jednak, że taki układ spotkań wcale nie musi być przeszkodą, więc po cichu liczymy na powtórkę, choć zdajemy sobie sprawę, że będzie o nią trudno. Bo mistrzostwa Europy w każdej kolejnej edycji stają się imprezą coraz bardziej wymagającą. I cieszmy się tym faktem, bo kiedyś nadejdzie zapewne dzień, w którym UEFA postanowi nam to EURO obrzydzić, rozszerzając je do absurdalnych rozmiarów.

Naoczni świadkowie czwartkowego losowania niemal jednomyślnie okrzyknęli Petera Gerhardssona jedną z jego największych gwiazd. Szwedzki selekcjoner imponował nie tylko charakterystycznym dla siebie stylem, który z przymrużeniem oka możemy klasyfikować w kategoriach sportowej elegancji, ale i niekonwencjonalnymi odpowiedziami na zadawane mu pytania. Wypowiedzi na temat grupowych rywalek były raczej tradycyjne, ale już analiza rockowej sceny Sheffield wrażenie zrobiła nawet na Anglikach. A jak doskonale wiemy, tych ostatnich mało co potrafi zadziwić. Gerhardsson zdradził jednak, że trochę marzyła mu się grupa z gospodyniami EURO, ale to życzenie spełnione ostatecznie nie zostało. Co więcej, drabinka fazy pucharowej mówi jasno, że do starcia Anglii ze Szwecją nie dojdzie wcześniej niż w półfinale. Ale, po chwili zastanowienia, może to i nawet lepiej, że akurat to marzenie naszego selekcjonera nie zostanie zrealizowane już w grupie? Bo przecież taki mecz przeciwko gospodyniom na wypełnionym po brzegi obiekcie w Milton Keynes, albo nawet na samym Wembley, byłby przecież jeszcze wspanialszym przeżyciem. Choć oczywiście, aby dotrzeć do decydującej fazy turnieju, trzeba będzie wznieść się na wyżyny swoich umiejętności.

Na koniec, niejako z urzędu, warto przypomnieć, że to właśnie w Anglii piłkarska reprezentacja Szwecji wygrała swój jedyny w historii wielki, seniorski turniej. Wtedy EURO odbywało się rzecz jasna na nieco innych zasadach i trudno było mówić o jednym kraju gospodarzu, ale ani trochę nie zmienia to faktu, że decydujący mecz z decydującą serią rzutów karnych rozegrany został w Luton. To właśnie tam swoimi interwencjami podbijała europejskie serca Elizabeth Leidinge, Anette Börjesson pokazała jak wygląda wzorowa gra w defensywie, a kończąca karierę Ann Jansson ze stołecznego Hammarby zagrała życiówkę w środku pola. Niekwestionowaną gwiazdą numer jeden wiosny 1984 była jednak oczywiście Pia Sundhage, która nie tylko zgarnęła tytuły królowej strzelczyń oraz najlepszej zawodniczki EURO, ale również skutecznie wykonała ostatnią jedenastkę na wagę tytułu mistrzowskiego dla Szwecji. Czy cztery dekady później, w oddalonym zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów od Luton Londynie, któraś z dzisiejszych kadrowiczek pójdzie w jej ślady? Byłoby wspaniale, ale pamiętamy, że z podobnymi planami rozpocznie finałowy turniej piętnaście innych ekip, a każda z nich ma po swojej stronie naprawdę solidne, piłkarskie argumenty. Niezależnie od wszystkiego, lato 2022 zapowiada się więc niezwykle emocjonująco i to nie tylko dlatego, że będzie to pierwsza w (post)pandemicznej rzeczywistości impreza rozgrywana bez drakońskich restrykcji. A kto na jej koniec podniesie do góry charakterystyczny puchar? Tego dowiemy się oczywiście w odpowiednim czasie.


Grupowi rywale w statystyce:

Holandia (mecz w Sheffield, 9. lipca)

merlin_157439802_4ca02be0-b39d-4c88-aa51-2c98a69d822d-superJumbo

Miejsce w rankingu FIFA: 4

Największy sukces na EURO: zwycięstwo (2017)

Największa gwiazda: Vivianne Miedema (25 lat, Arsenal)

Bilans ze Szwecją: 7 zwycięstw, 5 remisów, 10 porażek; bramki 17-32

Ostatni mecz: Holandia 1-0 (d.) Szwecja (lipiec 2019)


Szwajcaria (mecz w Sheffield, 13. lipca)

CHYWY5WWoAAmWdF

Miejsce w rankingu FIFA: 20

Największy sukces na EURO: faza grupowa (2017)

Największa gwiazda: Ramona Bachmann (30 lat, PSG)

Bilans ze Szwecją: 1 zwycięstwo, 0 remisów, 12 porażek; bramki 7-44

Ostatni mecz: Szwecja 4-1 Szwajcaria (luty 2019)


Rosja (mecz w Leigh, 17. lipca)

EDPZF4lXYAAhe21

Miejsce w rankingu FIFA: 24

Największy sukces na EURO: faza grupowa (5 razy)

Największa gwiazda: Nelli Korowkina (Lokomotiw, 32 lata)

Bilans ze Szwecją: 0 zwycięstw, 0 remisów, 9 porażek; bramki 1-23

Ostatni mecz: Szwecja 3-0 Rosja (marzec 2018)


Terminarz kadry:

9. lipca, godz. 21:00: Holandia – Szwecja (Sheffield)

13. lipca, godz. 18:00: Szwajcaria – Szwecja (Sheffield)

17. lipca, godz. 18:00: Szwecja – Rosja (Leigh)

21. kolejka – zapowiedź

1573135248P1411475

Robert Vilahamn w niedzielę zadebiutuje w roli pierwszego trenera BK Häcken (Fot. BK Häcken)

Niby w Hisingen w tym sezonie ligowym nie walczą już o nic, ale włodarze klubu z Bravida Areny nie zamierzali czekać z kluczowymi decyzjami do zimy. I tak, w niedzielnym meczu przeciwko Djurgården, w roli szkoleniowca ustępujących mistrzyń kraju zadebiutuje Robert Vilahamn, zastępując na tym prestiżowym stanowisku Matsa Grena. Osoba nowego trenera Häcken może być dla wielu sympatyków Damallsvenskan nieco anonimowa, gdyż pan ten w swojej dotychczasowej karierze menedżerskiej związany był raczej z klubami męskimi. Ostatnimi czasy piastował stanowisko asystenta Andreasa Alma, a następnie Pera Mathiasa Høgmo w męskiej sekcji BK Häcken (zajmującej obecnie miejsce w środku tabeli Herrallsvenskan), a wcześniej z powodzeniem prowadził sekcję juniorów starszych z Bravida Areny. Co ciekawe, patriotyzm lokalny mocno przebija się także w jego karierze piłkarskiej, która łączyła się niemal wyłącznie z klubami z Göteborga i okolic. Jeśli jednak kibicujecie na przykład zawodnikom Trolhättan lub Qviding, a ani trochę nie kojarzycie z murawy zawodnika o nazwisku Vilahamn, to nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Nowy trener Häcken występował bowiem na boisku pod kawalerskim nazwiskiem Karlsson.

Osoba szkoleniowca będzie z pewnością powodem numer jeden, dla którego warto zainteresować się niedzielnym starciem na Bravida Arenie. Nie jest bowiem tajemnicą, że już w pierwszej połowie listopada piłkarki z Hisingen zmierzą się w arcyważnym dwumeczu z Benfiką Lizbona, od którego – mając na uwadze współczynnik krajowy UEFA – może w perspektywie maksymalnie dwóch lat zależeć bardzo wiele. Djurgården na papierze wydaje się wręcz wymarzonym rywalem na takie nowe otwarcie, gdyż piłkarki ze stolicy już od pewnego czasu grają kolejne mecze ligowe wyłącznie o prestiż. W Sztokholmie na efekt nowej miotły postawili bowiem na początku rundy jesiennej, a Magnus Pålsson stosunkowo szybko i bezboleśnie zrealizował podstawowe zadanie uratowania Damallsvenskan. Czy jednak jego podopieczne będą na stadionie w Hisingen stanowić wyłącznie tło dla wyżej notowanych rywalek? AIK i Vittsjö pokazały przecież, że z takim Häcken jak najbardziej da się walczyć nawet o zwycięstwo.

Poniedziałkowy wieczór należeć będzie za to do Rosengård, a w Malmö mocno ostrzą sobie zęby na mistrzowską fetę. Dwunasty w historii klubu tytuł przypieczętowany został już wprawdzie przed dwoma tygodniami, ale świętowanie wówczas ograniczyło się wyłącznie do wesołego busa z Piteå i tańców na lotnisku. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna i jej będziemy się niezmiennie trzymać. Teraz nic nie będzie już stało na przeszkodzie, aby dać upust euforii, a to z kolei … złe informacje dla piłkarek z Eskilstuny. Bo zmotywowany Rosengård ani trochę nie będzie chciał psuć sobie nastrojów przed podniesieniem pucharu i mocno potrzebującej punktów drużynie z Sörmland z pewnością nie odpuści.

A ponieważ nasza liga to naczynia połączone, to na ewentualną porażkę Eskilstuny mocno liczą w innych częściach Skanii. Zarówno Kristianstad, jak i Vittsjö, wciąż wierzą w zakończenie sezonu na najniższym stopniu podium i choć zdecydowanie bliżej celu jest na ten moment Pomarańczowa Armia, to w obu klubach głośno zapowiadają grę do końca. Tym bardziej, że obie ekipy ze Skanii w najbliższy weekend zmierzą się z rywalkami będącymi jak najbardziej w zasięgu i dopisanie do swojego dorobku trzech oczek wydaje się być w ich przypadku obowiązkiem. Dobrym występem będą chciały podziękować swoim fanom za kończący się sezon piłkarki Hammarby, które na puchary poczekają jeszcze przynajmniej rok, ale w niczym nie zmienia to faktu, że to właśnie zielono-biały beniaminek ze stolicy skradł w ostatnich miesiącach serca wielu neutralnych kibiców. I to zarówno postawą na boisku, jak i na trybunach. I wreszcie starcie Örebro z Piteå, czyli mecz, który zazwyczaj nie obfitował w gole i strzeleckie popisy z obu stron. Tym razem oba zespoły będą mogły jednak podejść do niego na pełnym luzie, co może być zapowiedzią całkiem niezłego, piłkarskiego spektaklu. I oby tylko na Behrn Arenie, podobnie zresztą jak i na innych obiektach, dopisała nam pogoda. Bo, jak wiemy z doświadczenia, aura na przełomie października i listopada lubi czasami być niezbyt łaskawa.


Zestaw par 21. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Raz jeszcze zwycięskie

FCptBDpXIAUBu-L

Deszczowa aura nie przeszkodziła szwedzkim piłkarkom w odniesieniu kolejnego zwycięstwa (Fot. Bildbyrån)

Kolejny mecz, kolejne zwycięstwo, kolejne czyste konto – choć styl bywa różny, to pod względem wyników kadra Petera Gerhardssona jest ostatnimi czasy wybitnie przewidywalna. Tym razem przekonała się o tym reprezentacja Szkocji, która całkiem długo była zresztą dla wiceliderek rankingu FIFA jak najbardziej równorzędnym rywalem. Nie zdało się to jednak na wiele, gdyż w drugiej połowie szwedzki selekcjoner posłał do boju między innymi Magdalenę Eriksson, Sofię Jakobsson i Fridolinę Rolfö i to właśnie rezerwowe (choć na co dzień podstawowe) piłkarki zadbały o to, aby końcowy rezultat w pełni zgadzał się z naszymi oczekiwaniami. Dzięki temu licznik dni bez porażki szwedzkiej kadry wciąż bije i już pojutrze pojawi się na nim całkiem imponująca liczba 600.

Analizę rozegranego w miasteczku Paisley meczu moglibyśmy tak naprawdę rozpocząć od trzydziestej piątej minuty, gdyż wcześniej na murawie działo się stosunkowo niewiele. Obie ekipy starały się oczywiście grać w piłkę, ale mocno utrudniał im to silny wiatr, który w teorii sprzyjał Szwedkom, a w praktyce skutecznie wybijał z uderzenia każdego, kto próbował w tych warunkach zbudować coś konstruktywnego. Oczywiście, nie sposób było nie zanotować kolejnych celnych, prostopadłych podań w wykonaniu Elin Rubensson, czy Filippy Angeldal, ale największe zagrożenie pod obiema bramkami w tej fazie meczu było przede wszystkim dziełem przypadku. Tak było między innymi po fatalnie wykonanym przez Olivię Schough rzucie rożnym, który jednak wykreował dogodną sytuację strzelecką najpierw Angeldal, a następnie Anvegård. Szkocka defensywa umiejętnie zażegnała jednak niebezpieczeństwo i mając na uwadze towarzyski charakter meczu może to nawet dobrze, że jego pierwszy gol nie padł w tak kuriozalnych okolicznościach.

Tym bardziej, że Szwedki ewidentnie rozkręcały się z minuty na minutę i w końcówce pierwszej połowy przeszły już do zmasowanej ofensywy. Po akcji Rebecki Blomqvist poprzeczkę szkockiej bramki obiła Anvegård, a chwilę później raz jeszcze przed szansą na udokumentowanie swojej świetnej postawy wpisaniem się na listę strzelczyń stanęła Angeldal. Złożona niemal wyłącznie z piłkarek, które sezon 2021 rozpoczynały w klubach Damallsvenskan jedenastka poczynała sobie na murawie coraz śmielej, a to z kolei sprawiało coraz więcej problemów gospodyniom. Podopieczne trenera Martineza Losy ani myślały bawić się w bezmyślne wybijanie futbolówki spod własnego pola karnego, ale o ile w pierwszych dwóch kwadransach udawało im się wychodzić spod szwedzkiego pressingu w sposób wręcz wzorowy, o tyle później co i już przytrafiała im się niebezpieczna strata w newralgicznym sektorze boiska. A to z kolei bezpośrednio wiązało się z potencjalnym zagrożeniem pod bramką Jenny Fife, której umiejętności wicemistrzynie olimpijskie z Tokio postanowiły mocno przetestować. Golkiperka Rangers do przerwy broniła jednak nad wyraz szczęśliwie, a gdy i ona nie dała rady, to na linii bramkowej niespodziewanie pojawiła się Erin Cuthbert, zapobiegając niemal pewnej utracie gola po strzale Madelen Janogy. Ofiarna interwencja gwiazdy Chelsea okazała się o tyle istotna, że do szatni oba zespoły schodziły dzięki niej przy bezbramkowym remisie.

Drugą połowę otworzyła w fenomenalnym stylu Johanna Kaneryd, która dwukrotnie zabawiła się z defensorką Leicester Sophie Howard. Skrzydłowej Häcken, podobnie zresztą jak w ostatnim meczu ligowym, zabrakło jednak wykończenia, choć w drugiej spośród wspomnianych sytuacji wystarczyło jedynie skierować futbolówkę do pustej już bramki. W odpowiedzi, na dośrodkowanie w szwedzkie pole karne zdecydowała się Caroline Weir, ale strzał głową w wykonaniu Howard został skutecznie zablokowany przez szczelny mur żółtych koszulek. W kolejnych minutach to Szwedki przejęły inicjatywę i przy akompaniamencie coraz mocniej padającego deszczu próbowały znaleźć sposób na rozmontowanie szkockiej defensywy. Ta sztuka udała się jednak dopiero w 72. minucie, kiedy to Eriksson zagrała do Fridoliny Rolfö, a napastniczka Barcelony, nie zastanawiając się długo, huknęła lewą nogą w okienko bramki Jenny Fife. Mogliśmy zatem powiedzieć, że gola na 1-0 przyniosła nam akcja dwójki (a będąc jeszcze bardziej precyzyjnym – trójki) rezerwowych, choć w przypadku akurat tych zawodniczek trudno kreować aż tak karkołomną narrację. Bo nawet jeśli Eriksson i Rolfö dzisiejsze spotkanie rozpoczęły na ławce, to podczas najważniejszych meczów kadry są one piłkarkami jak najbardziej podstawowymi. Podobnie mają się zresztą sprawy z Sofią Jakobsson, która to dokładnie kwadrans później zainicjowała rajd lewą stroną boiska. Dośrodkowania w szkocką szesnastkę nie zamknęła wprawdzie ani Rolfö, ani Kaneryd, ale w wykończeniu dobrze rozpoczętej akcji skutecznie wyręczyła je grająca niesamowicie pechowo Howard, pakując piłkę do własnej bramki. Samobójczy gol ustalił ostatecznie wynik na 0-2 i choć rozegrany na zachodnich przedmieściach Glasgow mecz stosunkowo długo nabierał tempa, to jego rezultat jak najbardziej oddaje to, co we wtorkowy wieczór wydarzyło się na murawie St. Mirren Park.

Gdyby wskazać największe wygrane październikowego dwumeczu, to z całą pewnością w gronie tym musiałoby się znaleźć miejsce dla Filippy Angeldal. Całkiem udany powrót do kadry po niemal dwuletniej przerwie zaliczyła ponadto Elin Rubensson, a Magdalena Eriksson każdym kolejnym występem potwierdza, że to właśnie ona będzie w najbliższych latach centralną postacią szwedzkiej defensywy. Na plus przeciwko Irlandii pokazała się ponadto Stina Blackstenius, która na chwilę obecną wydaje się być coraz bardziej wyraźnym numerem jeden w nieoficjalnym rankingu środkowych napastniczek. Jeśli zaś chodzi o kwestie czysto taktyczne, to pochwalić musimy płynne przejścia z ustawienia 3-4-2-1 na 4-4-2, które to konsekwentnie sprawiały niemały ból głowy hiszpańskiemu selekcjonerowi reprezentacji Szkocji. Cieszy ponadto fakt, że stosunkowo niegroźny okazał się uraz Liny Hurtig, a szybkiego powrotu do zdrowia życzymy teraz Blackstenius oraz Zecirze Musovic, które nabawiły się przeziębienia podczas brytyjskich wojaży. Za miesiąc obie powinny być już jednak w pełnej gotowości, a jest to o tyle dobra informacja, że wielkimi krokami zbliża się pierwszy od ponad dwóch lat mecz na wypełnionym Gamla Ullevi. Tak przynajmniej wygląda sytuacja na dziś i pozostaje trzymać kciuki, aby żadne kwestie pozasportowe znów nam w kalendarzu nie namieszały.