Raz jeszcze zwycięskie

FCptBDpXIAUBu-L

Deszczowa aura nie przeszkodziła szwedzkim piłkarkom w odniesieniu kolejnego zwycięstwa (Fot. Bildbyrån)

Kolejny mecz, kolejne zwycięstwo, kolejne czyste konto – choć styl bywa różny, to pod względem wyników kadra Petera Gerhardssona jest ostatnimi czasy wybitnie przewidywalna. Tym razem przekonała się o tym reprezentacja Szkocji, która całkiem długo była zresztą dla wiceliderek rankingu FIFA jak najbardziej równorzędnym rywalem. Nie zdało się to jednak na wiele, gdyż w drugiej połowie szwedzki selekcjoner posłał do boju między innymi Magdalenę Eriksson, Sofię Jakobsson i Fridolinę Rolfö i to właśnie rezerwowe (choć na co dzień podstawowe) piłkarki zadbały o to, aby końcowy rezultat w pełni zgadzał się z naszymi oczekiwaniami. Dzięki temu licznik dni bez porażki szwedzkiej kadry wciąż bije i już pojutrze pojawi się na nim całkiem imponująca liczba 600.

Analizę rozegranego w miasteczku Paisley meczu moglibyśmy tak naprawdę rozpocząć od trzydziestej piątej minuty, gdyż wcześniej na murawie działo się stosunkowo niewiele. Obie ekipy starały się oczywiście grać w piłkę, ale mocno utrudniał im to silny wiatr, który w teorii sprzyjał Szwedkom, a w praktyce skutecznie wybijał z uderzenia każdego, kto próbował w tych warunkach zbudować coś konstruktywnego. Oczywiście, nie sposób było nie zanotować kolejnych celnych, prostopadłych podań w wykonaniu Elin Rubensson, czy Filippy Angeldal, ale największe zagrożenie pod obiema bramkami w tej fazie meczu było przede wszystkim dziełem przypadku. Tak było między innymi po fatalnie wykonanym przez Olivię Schough rzucie rożnym, który jednak wykreował dogodną sytuację strzelecką najpierw Angeldal, a następnie Anvegård. Szkocka defensywa umiejętnie zażegnała jednak niebezpieczeństwo i mając na uwadze towarzyski charakter meczu może to nawet dobrze, że jego pierwszy gol nie padł w tak kuriozalnych okolicznościach.

Tym bardziej, że Szwedki ewidentnie rozkręcały się z minuty na minutę i w końcówce pierwszej połowy przeszły już do zmasowanej ofensywy. Po akcji Rebecki Blomqvist poprzeczkę szkockiej bramki obiła Anvegård, a chwilę później raz jeszcze przed szansą na udokumentowanie swojej świetnej postawy wpisaniem się na listę strzelczyń stanęła Angeldal. Złożona niemal wyłącznie z piłkarek, które sezon 2021 rozpoczynały w klubach Damallsvenskan jedenastka poczynała sobie na murawie coraz śmielej, a to z kolei sprawiało coraz więcej problemów gospodyniom. Podopieczne trenera Martineza Losy ani myślały bawić się w bezmyślne wybijanie futbolówki spod własnego pola karnego, ale o ile w pierwszych dwóch kwadransach udawało im się wychodzić spod szwedzkiego pressingu w sposób wręcz wzorowy, o tyle później co i już przytrafiała im się niebezpieczna strata w newralgicznym sektorze boiska. A to z kolei bezpośrednio wiązało się z potencjalnym zagrożeniem pod bramką Jenny Fife, której umiejętności wicemistrzynie olimpijskie z Tokio postanowiły mocno przetestować. Golkiperka Rangers do przerwy broniła jednak nad wyraz szczęśliwie, a gdy i ona nie dała rady, to na linii bramkowej niespodziewanie pojawiła się Erin Cuthbert, zapobiegając niemal pewnej utracie gola po strzale Madelen Janogy. Ofiarna interwencja gwiazdy Chelsea okazała się o tyle istotna, że do szatni oba zespoły schodziły dzięki niej przy bezbramkowym remisie.

Drugą połowę otworzyła w fenomenalnym stylu Johanna Kaneryd, która dwukrotnie zabawiła się z defensorką Leicester Sophie Howard. Skrzydłowej Häcken, podobnie zresztą jak w ostatnim meczu ligowym, zabrakło jednak wykończenia, choć w drugiej spośród wspomnianych sytuacji wystarczyło jedynie skierować futbolówkę do pustej już bramki. W odpowiedzi, na dośrodkowanie w szwedzkie pole karne zdecydowała się Caroline Weir, ale strzał głową w wykonaniu Howard został skutecznie zablokowany przez szczelny mur żółtych koszulek. W kolejnych minutach to Szwedki przejęły inicjatywę i przy akompaniamencie coraz mocniej padającego deszczu próbowały znaleźć sposób na rozmontowanie szkockiej defensywy. Ta sztuka udała się jednak dopiero w 72. minucie, kiedy to Eriksson zagrała do Fridoliny Rolfö, a napastniczka Barcelony, nie zastanawiając się długo, huknęła lewą nogą w okienko bramki Jenny Fife. Mogliśmy zatem powiedzieć, że gola na 1-0 przyniosła nam akcja dwójki (a będąc jeszcze bardziej precyzyjnym – trójki) rezerwowych, choć w przypadku akurat tych zawodniczek trudno kreować aż tak karkołomną narrację. Bo nawet jeśli Eriksson i Rolfö dzisiejsze spotkanie rozpoczęły na ławce, to podczas najważniejszych meczów kadry są one piłkarkami jak najbardziej podstawowymi. Podobnie mają się zresztą sprawy z Sofią Jakobsson, która to dokładnie kwadrans później zainicjowała rajd lewą stroną boiska. Dośrodkowania w szkocką szesnastkę nie zamknęła wprawdzie ani Rolfö, ani Kaneryd, ale w wykończeniu dobrze rozpoczętej akcji skutecznie wyręczyła je grająca niesamowicie pechowo Howard, pakując piłkę do własnej bramki. Samobójczy gol ustalił ostatecznie wynik na 0-2 i choć rozegrany na zachodnich przedmieściach Glasgow mecz stosunkowo długo nabierał tempa, to jego rezultat jak najbardziej oddaje to, co we wtorkowy wieczór wydarzyło się na murawie St. Mirren Park.

Gdyby wskazać największe wygrane październikowego dwumeczu, to z całą pewnością w gronie tym musiałoby się znaleźć miejsce dla Filippy Angeldal. Całkiem udany powrót do kadry po niemal dwuletniej przerwie zaliczyła ponadto Elin Rubensson, a Magdalena Eriksson każdym kolejnym występem potwierdza, że to właśnie ona będzie w najbliższych latach centralną postacią szwedzkiej defensywy. Na plus przeciwko Irlandii pokazała się ponadto Stina Blackstenius, która na chwilę obecną wydaje się być coraz bardziej wyraźnym numerem jeden w nieoficjalnym rankingu środkowych napastniczek. Jeśli zaś chodzi o kwestie czysto taktyczne, to pochwalić musimy płynne przejścia z ustawienia 3-4-2-1 na 4-4-2, które to konsekwentnie sprawiały niemały ból głowy hiszpańskiemu selekcjonerowi reprezentacji Szkocji. Cieszy ponadto fakt, że stosunkowo niegroźny okazał się uraz Liny Hurtig, a szybkiego powrotu do zdrowia życzymy teraz Blackstenius oraz Zecirze Musovic, które nabawiły się przeziębienia podczas brytyjskich wojaży. Za miesiąc obie powinny być już jednak w pełnej gotowości, a jest to o tyle dobra informacja, że wielkimi krokami zbliża się pierwszy od ponad dwóch lat mecz na wypełnionym Gamla Ullevi. Tak przynajmniej wygląda sytuacja na dziś i pozostaje trzymać kciuki, aby żadne kwestie pozasportowe znów nam w kalendarzu nie namieszały.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s