W Dublinie bez strat

FCPtptmWQAEXrKk

Hanna Bennison rozpoczęła mecz w Dublinie w wyjściowej jedenastce (Fot. Bildbyrån)

Trzy mecze, dziewięć punktów, zero straconych goli – w liczbach niby wszystko się zgadza, ale jednak początek eliminacji piłkarskich mistrzostw świata w wykonaniu kadrowiczek Petera Gerhardssona trudno nazwać wybitnym. Zwycięstwo na niełatwym terenie w Dublinie, po samobójczym golu doskonale znanej wszystkim sympatykom Damallsvenskan Louise Quinn, także przywołuje niejednoznaczne odczucia. Bo z jednej strony gospodynie niby nie zagroziły w poważniejszy sposób bramce Hedvig Lindahl, a z drugiej o wywiezienie kompletu punktów z Tallaght Stadium drżeliśmy tak naprawdę do szóstej minuty doliczonego czasu gry. Nie ma jednak wątpliwości, że dziś mierzyliśmy się z rywalem potrafiącym grać w piłkę i doskonale zorientowanym, o co w tej grze chodzi. I nawet jeśli stosunkowo pewne zwycięstwo Szwecji typowała przed pierwszym gwizdkiem większość … irlandzkich ekspertów, to nie mamy wątpliwości, że historyczny awans piłkarek z Zielonej Wyspy na wielką imprezę jest wyłącznie kwestią czasu. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę błyskawiczny rozwój ligi angielskiej, w której to na co dzień występuje trzon kadry prowadzonej obecnie przez Verę Pauw. Chociażby z tego powodu osiągnięty dziś wynik naprawdę warto potraktować z należytym szacunkiem, bo za jego sprawą właśnie wykonaliśmy wielki krok w kierunku bezpośredniej kwalifikacji na mundial w Australii i Nowej Zelandii.

Wykonanie planu nie oznacza jednak, że na murawie w Dublinie wszystko wyglądało doskonale. W oczy rzucała się przede wszystkim spora bezradność przy ofensywnych stałych fragmentach, które to jeszcze nie tak dawno były wręcz znakiem firmowym kadry Gerhardssona. Dziś jednak, podobnie jak przed miesiącem na Słowacji, nie udało się przełożyć na konkretną zdobycz żadnego z rzutów wolnych lub rożnych, choć na przestrzeni całego meczu okazji było kilkanaście. A na placu gry przez większą część spotkania znajdowały się przecież w komplecie Hurtig, Blackstenius i Eriksson. Jakimś usprawiedliwieniem może być tu oczywiście nieobecność podstawowej egzekutorki stałych fragmentów gry Kosovare Asllani, ale szwedzkiej niemocy pod bramką Courtney Brosnan nie da się tłumaczyć wyłącznie w ten sposób. Tym bardziej, że na przykład Bennison i Schough już wielokrotnie udowadniały, że potrafią idealnie dograć ze stojącej piłki.

Trochę więcej oczekiwaliśmy także po postawie obu bocznych defensorek, które zdecydowanie zbyt rzadko wspomagały w ofensywnych poczynaniach Sofię Jakobsson i Linę Hurtig. Trzeba jednak od razu oddać, że gdy już to robiły, to często wynikało z tego sporo pozytywnego zamieszania, a Hanna Glas musiała dodatkowo uważać na szalejącą po jej stronie boiska Katie McCabe. Skrzydłowa londyńskiego Arsenalu w pierwszej połowie zaprezentowała bowiem próbkę swoich umiejętności, kiedy to indywidualnym rajdem wdarła się w szwedzkie pole karne i naprawdę niewiele brakowało do tego, aby gospodynie stanęły wówczas przed stuprocentową szansą na otwarcie wyniku. Bardzo ciekawi byliśmy ponadto występu dość eksperymentalnego tercetu w środku pola Angeldal – Bennison – Rolfö i o ile pierwsza z wymienionych całkowicie stanęła na wysokości zadania, o tyle od dwóch ostatnich możemy i powinniśmy wymagać zdecydowanie więcej. Tym bardziej, że piłkarka Barcelony zagrała dziś na pozycji numer dziesięć, która najbardziej jej odpowiada. Tej doskonale znanej chociażby z japońskich Igrzysk lekkości w grze nie było jednak dziś zbyt wiele i nawet jeśli spora w tym zasługa walecznych Irlandek, to i tak nie był to występ, który była zawodniczka między innymi Linköping i Wolfsburga będzie długo wspominać.

Plusem meczu po szwedzkiej stronie była za to Filippa Angeldal, która sprawiła, że ani przez sekundę nie odczuliśmy na boisku nieobecności Caroline Seger. Pomocniczka Manchesteru City była dziś ustawiona nieco głębiej niż zazwyczaj, ale ani trochę nie przeszkodziło to jej w zainicjowaniu jedynej bramkowej akcji meczu, czy też w oddaniu najgroźniejszego strzału z dystansu na bramkę Brosnan. A gdyby zliczyć wszystkie jej podania otwierające przestrzeń koleżankom, to uzbierałaby się ich naprawdę pokaźna liczba. Inną zawodniczką, którą bez wahania należałoby dzisiejszy występ wyróżnić, jest Stina Blackstenius. Napastniczka Häcken miała w ostatnich tygodniach dość trudny czas w drużynie klubowej, ale na murawie w Dublinie absolutnie nie było tego widać. I jeśli są tacy, co uważają, że wysunięta napastniczka nie może być najciężej pracującą piłkarką na boisku, to 26-latka z Vadsteny właśnie rozbiła tę tezę w pył. Oczywiście, snajperki rozliczamy w pierwszej kolejności z goli, ale i w tej rubryce Blackstenius miała dziś swój wcale niemały udział. To właśnie ona była bowiem adresatką wspomnianego już podania od Angeldal i to ona sprytnym zwodem posadziła na ziemi Savannę McCarthy. Próba samego strzału była już rzecz jasna zdecydowanie mniej udana, ale – na szczęście dla Szwedek – futbolówka odbiła się jeszcze po drodze od Louise Quinn, co całkowicie zaskoczyło nieprzygotowaną na taki przebieg zdarzeń Brosnan.

Tak zdobytego prowadzenia podopieczne Gerhardssona już nie oddały, w czym dla odmiany spora zasługa Magdaleny Eriksson. Kapitanka Chelsea imponowała pewnością siebie, zarówno w pojedynkach powietrznych, jak i zdecydowanie bliżej murawy, gdzie wślizgami musiała także naprawiać pojedyncze błędy koleżanek. A warto wspomnieć o tym, że czujności szwedzka defensywa nie mogła stracić ani na chwilę, gdyż najpierw Heather Payne, a następnie Leanne Kiernan tylko czekały na ten jeden moment, kiedy będą mogły stanąć oko w oko z Hedvig Lindahl. Do występu idealnego zawodniczce mistrzyń Anglii zabrakło chyba tylko choćby jednej, konkretnej pieczątki z przodu, ale sztab Very Pauw najwyraźniej dobrze odrobił zadanie domowe, dzięki czemu gospodynie doskonale zdawały sobie sprawę, z czyjej strony może czyhać zagrożenie przy stałych fragmentach gry. A skoro już mowa o rzutach wolnych, to nasze defensorki pochwalić należy także za to, że nie dały Katie McCabe zbyt wielu okazji na wykonanie dośrodkowań ze stojącej piłki w szwedzką szesnastkę. Także z tego tytułu mały plusik moglibyśmy postawić również przy nazwisku Amandy Ilestedt, choć nie da się ukryć, że serca zabiły nam mocniej, gdy w 83. minucie stoperka PSG starła się w polu karnym z Denise O’Sullivan. Prowadząca to spotkanie Szwajcarka Deborah Anex nie zdecydowała się jednak na podyktowanie jedenastki i trzeba przyznać, że była w tym aspekcie konsekwentna, pozwalając piłkarkom obu ekip na kontaktową, fizyczną grę. Choć pewnie gdyby był to mecz w ramach finałów mundialu lub EURO, a w użyciu byłaby technologia VAR, to obejrzelibyśmy w Dublinie aż cztery rzuty karne, po dwa dla każdej ze stron. Na szczęście, na etapie eliminacji radzimy sobie jeszcze bez wielominutowego analizowania każdego kontaktu, dzięki czemu nie ucierpiała ani płynność meczu, ani żadna z drużyn.

Ucierpiała za to Lina Hurtig, która po upływie godziny gry musiała przedwcześnie opuścić boisko. Znając historię tej piłkarki pozostaje jedynie trzymać kciuki, aby nie była to poważna kontuzja, bo tych urodzona w Avescie skrzydłowa przeżyła już aż nadto. W jej miejsce na placu gry pojawiła się Olivia Schough i raz jeszcze okazało się, że zawodniczka Rosengård gra w tym roku swoją absolutną życiówkę. Swoją obecność na murawie zdążyła zaakcentować także Nilla Fischer, która w samej końcówce zmieniła Sofię Jakobsson. Decydując się na tę roszadę, Gerhardsson postanowił bronić wyniku, a stoperka Linköping wydatnie mu w tym pomogła, wygrywając dwie arcyważne główki w bezpośrednich okolicach szwedzkiego pola karnego. A było to o tyle istotne, że Irlandki naprawdę ambitnie szukały wyrównującego gola i być może gdyby Lucy Quinn nie zdecydowała się na oddanie kompletnie nieprzygotowanego strzału z dystansu, udałoby im się raz jeszcze zmusić do wysiłku Hedvig Lindahl. Ostatecznie starcie w Dublinie zakończyło się jednak skromnym zwycięstwem reprezentacji Szwecji i coś podpowiada nam, że w perspektywie całej kampanii będą to naprawdę istotne punkty.

1 thought on “W Dublinie bez strat

  1. Jeśli w meczu eliminacji piłkarskich mistrzostw świata spotkają się druga drużyna w rankingu FIFA z trzydziestą trzecią, to faworyt powinien być tylko jeden. Po czwartkowym spotkaniu rozegranym w Dublinie punkty za wygraną dopisano wprawdzie reprezentacji Szwecji, jednak trener Gerhardsson i jego podopieczne mają niezły orzech do zgryzienia, bo, o ile wygrana na pewno cieszy, to styl gry pozostawia wiele do życzenia. Szwedki do tej pory nie przegrały w tych eliminacjach meczu i raczej nie powinny żadnego przegrać, tylko czy na pewno ta maszyna funkcjonuje tak, jak należy i czy taka gra wystarczy na walkę z najlepszymi? Odnoszę wrażenie, że coś się w niej zacina, zwłaszcza w ofensywie. Fakt, że pokonane we wrześniu Słowaczki oraz w ubiegłym tygodniu Irlandki, pokazały solidny futbol, grały bardzo ambitnie, mocno utrudniając wicemistrzyniom olimpijskim grę, to jednak zawodniczki szwedzkie nawet w tzw. 100% sytuacjach zawodziły. Celowo nie wymieniłam tu spotkania z Gruzją, bo różnica poziomów między zespołami była gigantyczna, chociaż i w tym meczu nie wszystko wyglądało tak, jak powinno. Patrząc na festiwal strzelecki, jaki urządzają sobie Dunki, Hiszpanki czy też Belgijki, chciałoby się zapytać, dlaczego “tylko” 4:0. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe problemy i już wkrótce będziemy mogli cieszyć się bardzo dobrą grą całej jedenastki, a kontuzje i urazy będą omijać dziewczyny szerokim łukiem. Powodzenia w przyszłym tygodniu. Heja Sverige!!!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s