Przedwczesny koniec złudzeń

sbb

Piłkarki Benfiki w drodze pod portugalski sektor tuż po zdobyciu gola na 1-0 (Fot. Getty Images)

To miał być wieczór, podczas którego piłkarki Häcken przedłużą o kilka tygodni swój europejski sen, który gdzieś w połowie grudnia zakończą ostatecznie Bayern do spółki z Lyonem. Futbol bywa jednak mocno nieprzewidywalny i czasami pisze nam takie scenariusze, których żadną miarą nie chcielibyśmy oglądać. Jeden z nich, na naszych oczach, dopełnił się właśnie na Bravida Arenie, bo choć podopieczne trenera Vilahamna rozegrały chyba swój najlepszy mecz w tej edycji Ligi Mistrzyń, to i tak zakończyły go bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. A marzenia o tym, aby kontynuować pucharową przygodę, wybiła im nie jedna z wielkich firm, a mocno niedoceniana przez wielu portugalska Benfica. Jasne, czysto matematyczne szanse na ćwierćfinał wciąż oczywiście istnieją, ale nawet nieprzewidywalność futbolu ma przecież swoje granice.

Już przed pierwszym gwizdkiem czeskiej sędzi Adamkovej było jasne, jaką strategię obiorą w środkowy wieczór obaj szkoleniowcy. Robert Vilahamn zapowiadał wysoki pressing, który miał sprawić, że portugalska defensywa w początkowej fazie meczu będzie się znajdować pod nieustającą presją. Trener Häcken właśnie w postawie formacji obronnej doszukiwał się największych słabości u rywalek i – jak sam stwierdził – plan na przekucie tej wiedzy w czyny był doskonale opracowany. Z nieco innego założenia wyszedł natomiast André Vale, który przewagi swoich podopiecznych nad wicemistrzyniami Szwecji widział przede wszystkim w elementach technicznych. A ponieważ aura wyjątkowo zlitowała się nad zawodniczkami, na murawie w Hisingen tym razem dało się grać w stylu, który Benfice ewidentnie odpowiadał. Doskonale wiedzieliśmy więc, jaki plan mają na środowe spotkanie obaj szkoleniowcy, ale bez odpowiedzi wciąż pozostawało pytanie, komu ostatecznie uda się narzucić swoje zasady. Jako pierwsze zaatakowały przyjezdne i … od razu zrobiło się gorąco, gdy na bramkę Jennifer Falk z dystansu uderzyła Kika. Strzał obchodzącej dziś dziewiętnaste urodziny napastniczki szwedzka golkiperka zdołała jeszcze obronić, ale następstwem tego całego zamieszania był rzut rożny, który z kolei przyniósł mistrzyniom Portugalii upragnionego gola. Raz jeszcze w roli głównej wystąpiła Kika, posyłając futbolówkę w szesnastkę Häcken, a po olbrzymim zamieszaniu w polu karnym najwięcej spokoju zachowała Cloé Lacasse i to ona zapisała się na kartach historii jako pierwsza strzelczyni gola dla Benfiki w Lidze Mistrzyń. A my zastanawialiśmy się jakim cudem zagrożenia nie udało się uniknąć pomimo faktu, że pomiędzy centrą z narożnika boiska, a celnym strzałem Kanadyjki aż trzy piłkarki gospodyń mogły (a nawet powinny!) wyekspediować futbolówkę daleko poza szesnastkę.

Szybki gol meczu absolutnie jednak nie ustawił, choć przed przerwą wicemistrzynie Szwecji miały ogromne problemy z właściwym uregulowaniem celowników. I nawet gdy Larsen lub Karlernäs uderzały na bramkę Leticii, to brazylijska golkiperka w zasadzie nawet nie musiała interweniować. Ten stan rzeczy uległ jednak zmianie w pierwszej minucie drugiej połowy, kiedy to portugalskiej defensywie sprytnie urwała się Johanna Kaneryd. Na drodze do wyrównania stanęła jej jednak wspomniana Leticia, a przyjezdne niemal od razu odgryzły się równie efektowną próbą Paulety. Kolejne minuty przyniosły nam w miarę wyrównaną grę, gdyż zarówno gospodynie, jak i piłkarki z Lizbony, miały w tej fazie meczu te lepsze, jak i zdecydowanie gorsze fragmenty. Na tablicy wyników cały czas utrzymywało się jednak skromne prowadzenie gości, a taki rezultat siłą rzeczy nie mógł zadowalać ani miejscowych kibiców, ani ubranych na żółto-czarno piłkarek. Podopieczne trenera Vilahamna postanowiły więc przeprowadzić jeszcze jeden szturm na bramkę Leticii i tym razem przyniósł on częściowe powodzenie. Pierwszego w szwedzkiej przygodzie z nową Ligą Mistrzyń gola z akcji nie udało się wprawdzie strzelić, ale po jednym z dośrodkowań ręką we własnym polu karnym zagrała Christy Ucheibe. Pani Adamkova musiała podyktować rzut karny dla Häcken, a za jego wykonanie – dokładnie jak przed tygodniem – wzięła się Elin Rubensson. I ponownie okazała się w tym elemencie gry bezbłędna, dzięki czemu na nieco ponad kwadrans przed końcem znów mieliśmy na Bravida Arenie remis.

Nietrudno się domyślić, że taki wynik nie był wymarzonym dla żadnej ze stron, więc gdzieś w środku cały czas czuliśmy, że strzelanie w Hisingen jeszcze się nie zakończyło. I mieliśmy rację, gdyż w końcowej fazie meczu obie ekipy zaczęły taśmowo stwarzać sobie doskonałe sytuacje bramkowe. Po stronie Häcken bliskie powodzenia były między innymi Kaneryd oraz dynamiczna rezerwowa Milica Mijatovic, choć nie możemy zapominać również o prezencie, który od Any Seicy otrzymała Stine Larsen. Była snajperka Aston Villi przegrała jednak pojedynek sam na sam z Leticią i kto wie, czy nie był to moment, w którym definitywnie i ostatecznie pożegnaliśmy się z marzeniami o awansie. Tym bardziej, że swojego szczęścia wciąż szukały także mistrzynie Portugalii i jedynie przychylnym tonom wydobywającym się z gwizdka pani arbiter zawdzięczamy to, że po zagraniu ręką Luny Gevitz to przyjezdne nie stanęły przed szansą wykonania rzutu karnego. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry dziękowaliśmy za to Jennifer Falk, która dobrze ustawiła się do główki Carole Costy, ale w pierwszej spośród trzech doliczonych minut Benfica dopięła swego. Z rzutu wolnego dośrodkowała niezastąpiona Kika, defensywa Häcken zachowała się w sposób karygodny, pozostawiając bez jakiegokolwiek krycia cztery (!!) piłkarki mistrzyń Portugalii, a futbolówkę do siatki z najbliższej odległości wpakowała ostatecznie Amado. I nie trzeba chyba w tym miejscu dodawać, że było to trafienie na wagę meczowego zwycięstwa. Szkoda, bo nawet jeśli ćwierćfinał i tak był marzeniem średnio realnym, to punkty do rankingu krajowego bardzo by się nam przydały. Trzeba jednak zaznaczyć, że mistrzynie Portugalii pokazały się w zakończonym właśnie dwumeczu z naprawdę dobrej strony i w pełni zasłużyły na to, aby w listopadowy wieczór odtańczyć na Bravida Arenie taniec radości wraz z kilkudziesięcioosobową grupką fanów z Lizbony. Nam pozostaje natomiast pogratulować zwyciężczyniom i trwać w nadziei, że grudniowe mecze z Bayernem i Lyonem pozostawią nas w nieco lepszych nastrojach.


17.11.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

BK Häcken 1-2 SL Benfica

0-1 Lacasse 3., 1-1 Rubensson 74. (k), 1-2 Amado 90+1.

Häcken: Falk – Wijk, Gevitz, Kollmats, Ökvist (46. Csiki) – Rubensson, Curmark – Kaneryd, Karlernäs (64. Zomers), Gejl (56. Mijatovic) – Larsen

Benfica: Leticia – Amado, Seica, C. Costa, Lucia Alves – Ucheibe (79. Faria), Pauleta, Ana Vitoria – Kika – Valeria (59. Cameirao), Lacasse


W drugim meczu grupy D Bayern Monachium pokonał niespodziewanie Olympique Lyon 1-0 po golu japońskiej defensorki Saki Kumagai. Na czele tabeli wciąż pozostają jednak siedmiokrotne triumfatorki Ligi Mistrzyń, choć ich przewaga nad klubem z Bawarii stopniała dziś do zaledwie dwóch punktów

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s