Kadra na Łotwę i Islandię

seger_asllani

Tak gratulują sobie liderki szwedzkiej kadry w pandemicznej rzeczywistości (Fot. Bildbyrån)

Rok 2020 to taki czas, w którym wszystko wydaje się zaprzeczać dotychczas panującym regułom. Gdyby jeszcze kilka miesięcy temu ktoś powiedział nam, że konferencja selekcjonera reprezentacji Szwecji z ogłoszeniem kadry na kluczowy dwumecz eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy nie wywoła przesadnego zainteresowania, najpewniej nie potraktowalibyśmy takiej osoby poważnie. W ostatnim czasie wszystko wywróciło się jednak o sto osiemdziesiąt stopni, w efekcie czego dziś z równym zainteresowaniem jak Petera Gerhardssona, słuchaliśmy niepokojących doniesień z kolejnych krajów Europy. Na chwilę obecną wydaje się, że mecze z Łotwą i Islandią odbędą się zgodnie z harmonogramem, ale z drugiej strony jesienny, piłkarski lockdown przynajmniej w kilku krajach z godziny na godzinę staje się coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem. Żeby nie szukać daleko, swoje ligowe rozgrywki czasowo wstrzymała chociażby Islandia, co z pewnością mocno zaburzyło trenerowi Haukssonowi i niektórym jego kadrowiczkom plan przygotowań do decydującej, kwalifikacyjnej batalii.

Póki co skupmy się jednak na kwestiach czysto piłkarskich, gdyż wyłącznie na nie mamy jakikolwiek wpływ. A tutaj sprawy mają się tak, że – zgodnie zresztą z przewidywaniami – selekcjoner Gerhardsson postanowił nie eksperymentować i na październikowy dwumecz powołał niemal identyczną kadrę jak na wrześniowe starcia z Węgrami i Islandią. Jedyną zmianą w porównaniu z ostatnim zgrupowaniem jest powrót do reprezentacji Hanny Glas, która zdążyła już wrócić do optymalnej dyspozycji po niegroźnym urazie z początku sezonu. O tym, że defensorka monachijskiego Bayernu rzeczywiście znajduje się na fali wznoszącej, zdążyliśmy się zresztą przekonać regularnie oglądając transmisje niemieckiej Bundesligi. Poza tym, zaproszenie na zgrupowanie do Göteborga otrzymał dokładnie ten sam zestaw piłkarek, który w dwóch poprzednich meczach zapewnił nam cztery punkty w eliminacyjnej tabeli.

Co o zbliżających się wyzwaniach sądzi sam selekcjoner? Cieszę się, że mogę dziś ogłosić kadrę, która już za chwilę może nam zapewnić bilety na EURO 2022 w Anglii. Pamiętamy, że nasz los jest wyłącznie w naszych rękach, a to wszystko dzięki naszym dotychczasowym wynikom. To dzięki nim stoimy przed szansą przyklepania awansu na własnym stadionie, a takie sytuacje zarówno trenerzy, jak i zawodniczki lubią najbardziej – powiedział Peter Gerhardsson. I jak to często bywa, trudno z jego słowami polemizować.

W uzupełnieniu wypowiedzi selekcjonera przypomnijmy jedynie, że komplet punktów w październikowych meczach zagwarantuje nam zwycięstwo w grupie F, a co za tym idzie awans na EURO 2022. W przypadku zwycięstwa z Łotwą i niskiego remisu (0-0 lub 1-1) przeciwko Islandii, pierwsze miejsce w tabeli będziemy mogli zapewnić sobie pokonując za nieco ponad miesiąc Słowację w ostatnim meczu eliminacji. Wysoki remis lub porażka w starciu z Islandkami oznacza, że aby wygrać grupę, będziemy musieli liczyć na potknięcie podopiecznych Jona Thora Haukssona w rywalizacji ze Słowaczkami lub Węgierkami. Oczywiście, istnieje także szansa bezpośredniego awansu z tabeli drugich miejsc, ale nią póki co lepiej w ogóle nie zaprzątać sobie głowy. Tym bardziej, że wciąż nie wiadomo kiedy zakończy się rywalizacja w pozostałych grupach.


Kadra na Łotwę i Islandię:

Bramkarki: Jennifer Falk (Göteborg), Emma Holmgren (Uppsala), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Rosengård), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (Bayern), Jessica Samuelsson (Rosengård), Linda Sembrant (Juventus)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Real), Filippa Curmark (Göteborg), Lina Hurtig (Juventus), Julia Roddar (Göteborg), Olivia Schough (Djurgården), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Göteborg)

Napastniczki: Anna Anvegård (Rosengård), Stina Blackstenius (Göteborg), Rebecka Blomqvist (Göteborg), Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Real), Loreta Kullashi (Eskilstuna), Mimmi Larsson (Rosengård)


Terminarz kadry:

22. października, godz. 18:45: Szwecja – Łotwa (Göteborg)

27. października, godz. 18:30: Szwecja – Islandia (Göteborg)

Dokąd zmierza Piteå?

pif

2018 – mistrzostwo, 2019 – Liga Mistrzyń, 2020 – degradacja? W Piteå można już ogłaszać stan alarmowy (Fot. Bildbyrån)

Podsumowanie minionego weekendu na szwedzkich boiskach rozpoczniemy trochę nietypowo, bo … od dołu. Starcie dwóch mocno zaangażowanych w walkę o utrzymanie drużyn nie było porywającym widowiskiem, które będziemy pokazywać w materiałach promocyjnych kibicom z najdalszych zakątków globu, ale walki o każdy milimetr boiska na VISMA Arenie ewidentnie w nim nie zabrakło. I jak to często w przypadku takich potyczek bywa, o końcowym jej wyniku przesądził jeden mało efektowny, ale z pewnością bezcenny gol. Jego autorką, już w 12. minucie spotkania, okazała się była napastniczka angielskiego Brightonu Ini-Abasi Umotong, która sprytnie wykorzystała zamieszanie w polu karnym gości i strzałem po ziemi zmieściła futbolówkę między prawym słupkiem bramki Piteå i interweniującą Guro Pettersen. Trzeba jednak wyraźnie zaakcentować fakt, że jeśli ktoś w tym meczu zasłużył na to, aby sięgnąć po pełną pulę, to niewątpliwie były to gospodynie. Podopieczne Marii Nilsson nie stwarzały oczywiście taśmowo stuprocentowych okazji, ale właściwie od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty to one były stroną, której po prostu bardziej chciało się grać w piłkę. Świetną partię w środku pola rozgrywała Emmi Alanen, defensywę w ryzach trzymały Jennie Nordin oraz Nellie Karlsson, a Ria Öling do spółki z Amandą Johnsson Haahr raz po raz próbowały dostarczać dobre piłki dwójce mobilnych napastniczek. I nawet jeśli nie były to Himalaje futbolu, to na tle całkowicie bezbarwnych rywalek z Norrbotten piłkarki Växjö prezentowały się nadzwyczaj solidnie i w pełni zasłużenie opuściły po tej kolejce strefę spadkową. Ich miejsce pod kreską zajęły natomiast zawodniczki z Piteå i choć sensacyjne mistrzynie sprzed dwóch sezonów wciąż jak najbardziej pozostają w grze o zachowanie statusu pierwszoligowca na sezon 2021, to ich postawa w ostatnich tygodniach delikatnie mówiąc nie napawa optymizmem. Do zdobycia cały czas pozostało jeszcze aż dwanaście punktów, ale jeśli piłkarki z Norrbotten chcą aktywnie uczestniczyć w ich podziale, to muszą jak najszybciej przypomnieć sobie nie tak odległe przecież czasy, w których Piteå rok w rok była jedną z rewelacji ligi. W przeciwnym razie, na wiosnę trzeba będzie odwiedzać dawno niewidziane stadiony w Kalmarze i Sunne.

Z walki o utrzymanie nie zamierza rezygnować także mocno osłabione Örebro, które domowym meczem przeciwko Djurgården skutecznie przełamało serię ligowych porażek. Na zapewniające gospodyniom komplet punktów gole czekać musieliśmy aż do ostatniego kwadransa, kiedy to na listę strzelczyń dwukrotnie wpisała się Karin Lundin, najlepsza w tym sezonie snajperka w talii trenera Stefana Ärnsveda. Bohaterką numer jeden na Behrn Arenie była jednak 22-letnia pomocniczka Freja Olofsson, która nie tylko wykreowała obie bramkowe sytuacje, ale również dołożyła największą cegiełkę do tego, że w przekroju całego meczu to drużyna z Örebro zdominowała środek pola, co w konsekwencji okazało się kluczem do zwycięstwa. Swoje okazje na ustawienie boiskowej rywalizacji pod siebie miały rzecz jasna także sztokholmianki, ale bez zarzutu w bramce gospodyń spisywała się Mimmi Paulsson-Febo, która jeszcze przy stanie 0-0 instynktownie wybroniła chociażby niebezpieczny strzał reprezentantki RPA Lindy Motlhalo. Dobre wieści dla klubu z Närke w kontekście układu sił w dolnych rejonach tabeli płynęły także z innych aren, gdyż swoje spotkania solidarnie przegrały Umeå oraz Eskilstuna. Podopieczne Roberta Bergströma długo prowadziły z wyżej notowanym Vittsjö, ale dwa stracone w samej końcówce gole pozbawiły ich w tej rywalizacji jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Różnicą jednej bramki przegrała także Eskilstuna, którą z kolei kapitalnym strzałem z dystansu pogrążyła jedna z największych rewelacji piłkarskiej jesieni w szwedzkim futbolu Alva Selerud.

I wreszcie gra o tron, czyli korespondencyjny (jak przystało na pandemiczną rzeczywistość) wyścig o mistrzowski tytuł. O meczu w Göteborgu możemy napisać tyle, że drużyna Matsa Grena w starciu z beniaminkiem z Uppsali po prostu zrobiła swoje. W osiągnięciu oczekiwanego wyniku gospodyniom ani trochę nie przeszkodził fakt, że do boiskowej rywalizacji przyszło im przystąpić bez kontuzjowanej Julii Roddar, przeziębionej Filippy Angeldal i z niesamowicie skuteczną Rebecką Blomqvist na ławce rezerwowych. W role egzekutorek tym razem wcieliły się Stina Blackstenius oraz Pauline Hammarlund i trzeba przyznać, że obie napastniczki z zachodniego wybrzeża kolejny raz udowodniły, że całkiem dobrze znają się na swoim fachu. Ambitnym gościom nie pomógł nawet jeszcze jeden obroniony przez Emmę Holmgren rzut karny, gdyż w tej rywalizacji różnica piłkarskich potencjałów była po prostu niemożliwa do zasypania ambicją i determinacją.

A Rosengård? Tak, wydaje się to wręcz niemożliwe, ale piłkarki z Malmö właśnie straciły punkty w trzecim kolejnym ligowym meczu! Co więcej, w derbowej rywalizacji z Kristianstad ostatecznie nie udało im się uratować nawet remisu, pomimo całkowitej dominacji w końcowym kwadransie. Jeśli jednak znowu zaczyna się mecz od 0-2, to trzeba liczyć się z tym, że poniesione na początku straty nie zawsze da się odrobić. Żeby jednak była pełna jasność: to nie jest tak, że Rosengård wyłącznie na własną prośbę po raz pierwszy w historii przegrał na własnym boisku derby Skanii. To fenomenalna postawa zawodniczek z Kristianstad sprawiła, że Elisabet Gunnarsdottir ponownie mogła na koniec dnia podnieść ręce do góry w geście triumfu. Tych trzech, niesamowicie istotnych w kontekście walki o upragnioną Ligę Mistrzyń punktów, nikt piłkarkom z północno-wchodniej Skanii nie podarował, one same jej wywalczyły, wydzierając je z paszczy lwa. Tak, Rosengård miał swoje sytuacje i nie raz zachwycaliśmy się ofiarnymi interwencjami Brett Maron, czy wspaniałymi przechwytami Summanen i Rybrink. Ale przecież po drugiej stronie mieliśmy chociażby poprzeczkę Therese Åsland, czy zmarnowaną sytuację sam na sam Hailie Mace. I tutaj również możemy zastanawiać się, jak potoczyłoby się dalej to spotkanie, gdyby Kristianstad zamienił na gola choćby jedną z tych okazji. Dywagacje pozostawmy sobie jednak na długie, zimowe wieczory, a póki co skupmy się na niesamowicie ekscytującej rywalizacji o mistrzostwo, puchary i utrzymanie. Żaden z tych wyścigów nie został jeszcze rozstrzygnięty, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że sensacyjne rozstrzygnięcie w derbach Skanii może mięć przynajmniej na dwa z nich niemały wpływ.


18. kolejka w liczbach:

Gole: 15  (średnia 2.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 17

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Eveliina Summanen (Kristianstad) – 2. minuta (vs. Rosengård)

Najpóźniejszy gol: Clara Markstedt (Vittsjö) – 90+3. minuta (vs. Umeå)

Piłkarka kolejki: Freja Olofsson (Örebro)

Gol kolejki: Alva Selerud (Linköping)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

18. kolejka – zapowiedź

20200720-185539_pm1969_9044

Jennifer Falk nie puściła gola w pięciu ostatnich meczach (Fot. Per Montini)

Osiemnasta kolejka Damallsvenskan zapowiada się o tyle interesująco, że w każdym jej meczu grać będziemy o naprawdę konkretną stawkę. W teorii, najbardziej jednostronne widowisko powinniśmy obejrzeć na Valhalli, ale na starcie liderek z czerwoną latarnią ligi również spoglądać będziemy z ogromnym zaciekawieniem. I choć na to, że podopieczne Matsa Grena akurat w niedzielę pogubią punkty, liczą chyba wyłącznie najwięksi optymiści z Malmö i Uppsali, to zawsze warto przekonać się, jak piłkarki Göteborga poradzą sobie z największą od czasu rewanżowego meczu przeciwko Rosengård presją. Na ich szczęście, terminarz okazał się w tym względzie nad wyraz łaskawy, ale warto mieć świadomość, że szóstego z rzędu czystego konta (biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki) nikt Jennifer Falk za darmo nie podaruje. A na przykład taka Cornelia Kapocs już wiele razy pokazywała nam, że akurat strzelać to ona potrafi.

Skoro wspomnieliśmy już o Rosengård, to warto zatrzymać się na chwilę przy zaplanowanych na niedzielne popołudnie derbach Skanii. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, jak niewygodnym rywalem potrafi być Kristianstad nawet jeśli piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir akurat w Malmö nigdy nie grało się dobrze. Kiedy jednak przełamywać wszelkie bariery, jak nie w sezonie, który dla klubu z północno-wschodniej Skanii ma być z kilku powodów historyczny? Strzelecką formę złapała właśnie Jutta Rantala, w wyjściową jedenastkę doskonale wkomponował się amerykański zaciąg w osobach Hailie Mace oraz Lauren Barnes i jeśli na wyżyny swoich umiejętności (jak na przykład w meczu z Göteborgiem) wzniesie się Brett Maron, to niespodzianki w derbowej rywalizacji absolutnie nie można wykluczyć. Z drugiej strony mamy jednak naszpikowany reprezentantkami kilku krajów skład pałających żądzą rewanżu obrończyń tytułu, który zamierza tym meczem wysłać jasny sygnał, że gra o mistrzostwo nie jest jeszcze zakończona, a dwa kolejne remisy były wyłącznie przykrą wpadką. Z powagi sytuacji doskonale zdaje sobie sprawę trener Jonas Eidevall, który dał odpocząć swoim podstawowym zawodniczkom w pucharowym starciu z trzecioligowym Eskilsminne. Na Kristianstad rzucone jednak zostaną już wszystkie siły, a w Malmö w ogóle nie dopuszczają myśli, że ten mecz może zakończyć się inaczej niż pewną wygraną gospodyń.

Do najciekawszego z perspektywy klubów rywalizujących o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej meczu dojdzie na VISMA Arenie w Växjö, gdzie drużyna Marii Nilsson podejmie wyprzedzającą ją w tabeli o punkt ekipę z Piteå. Sprawa wydaje się być banalnie prosta: przegrany z tego starcia znajdzie się po osiemnastej kolejce w strefie spadkowej i choć nie będzie to jeszcze oznaczało definitywnego pożegnania z Damallsvenskan, to na tym etapie sezonu nikt nie chciałby na dłużej zagościć pod kreską. Komu zatem uda się uniknąć tego cokolwiek nieprzyjemnego doświadczenia? Trudno o jednoznaczną diagnozę, choć nie da się oczywiście przejść obojętnie wobec faktu, że odkąd zespół ze Småland powrócił do klasycznego 4-4-2, w niczym nie przypomina on zagubionej drużyny z pierwszej fazy sezonu. W Växjö mogą tylko żałować, że pomimo tak dobrej postawy nie udało się wywalczyć kompletu punktów w rywalizacji z Djurgården i Örebro, ale na szczęście dla Marii Nilsson i jej podopiecznych, nic nie jest jeszcze definitywnie przegrane. Jeśli tylko Ria Öling i spółka w niedzielę potwierdzą coraz lepszą dyspozycję, to w Piteå będą musieli się martwić o najbliższą przyszłość. Czyżby więc sensacyjne mistrzynie z sezonu 2018 miały za chwilę znaleźć się nad przepaścią degradacji? Scenariusz ten wydaje się jak najbardziej prawdopodobny.

Pozostałe mecze także powinny przynieść nam sporo emocji, a pierwszą ich porcję otrzymamy już w piątkowy wieczór, kiedy to goniące ligowe podium Vittsjö podejmie beniaminka z Umeå. Faworyt w tej konfrontacji może być tylko jeden, ale pamiętamy chyba, jak dotkliwie piłkarki Thomasa Mårtenssona potłukły się przy okazji ostatniej rywalizacji z klubem z Västerbotten. A w najbliższym meczu gospodynie będą musiały dodatkowo radzić sobie bez zawieszonej za kartki Nellie Persson. Osłabiona do weekendowej rywalizacji przystąpi także Eskilstuna, ale i w Linköping wciąż trudno mówić o komforcie podczas selekcjonowania wyjściowej jedenastki. Doświadczenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że oba zespoły traktują tego typu kryzysy jak wyzwanie, w związku z czym na Tunavallen możemy spodziewać się naprawdę ciekawego meczu, w którym więcej szans na zwycięstwo przyznajemy raczej gospodyniom. Jeśli jednak w szeregach LFC objawi się nam kolejna Alva Selerud, to absolutnie niewykluczone jest dokładnie odwrotne rozstrzygnięcie. Równie niewykonalnym zadaniem wydaje się prawidłowe wytypowanie wyniku rywalizacji na Behrn Arenie, gdzie o zwiększenie dystansu do strefy spadkowej powalczą zawodniczki Örebro i Djurgården.

Najciekawszym pozapiłkarskim wydarzeniem tygodnia była bez wątpienia czwartkowa konferencja prasowa, podczas której ogłoszono, że rząd w porozumieniu z Agencją Zdrowia Publicznego ostatecznie nie wyraził zgody na obecność 500 kibiców na szwedzkich stadionach piłkarskich. W praktyce oznacza to, że sezon 2020 zakończymy de facto bez publiczności. Co zrozumiałe, decyzja ta spotkała się z niezadowoleniem klubów i federacji, a swoją dezaprobatę głośno wyartykułował między innymi Håkan Sjöstrand. Wydaje się jednak, że w obecnej sytuacji zwyciężył zdrowy rozsądek, a nam wszystkim – bez względu na klubowe sympatie – pozostaje mieć nadzieję, że na wiosnę jedyne statystyki, które będą przykuwać naszą uwagę dotyczyć będą futbolu, a nie czynników epidemicznych.


Zestaw par 18. kolejki:

omg18_01

omg18_02

omg18_03

omg18_04

omg18_05

omg18_06

Sensacyjny weekend! Göteborg wraca na szczyt

FT (3)

W Göteborgu znów mają wiele powodów do radości (Fot. Per Montini)

Był 29. sierpnia. Elisabet Gunnarsdottir gratulowała na murawie stadionu w Kristianstad świetnego meczu swoim podopiecznym, a gdzieś w tle, ze spuszczonymi głowami, przemykały zdruzgotane takim obrotem spraw piłkarki z Göteborga. Druga porażka z rzędu oznaczała, że upragniony i wyśniony Puchar Księżniczki Wiktorii, który zaledwie chwilę wcześniej wydawał się być na wyciągnięcie ręki, na powrót stał się marzeniem równie pięknym, co bardzo odległym. Kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa Rosengård Jonasa Eidevalla odskoczył bowiem na trzy punkty i trudno było oczekiwać, aby ta ocierająca się momentami o perfekcję drużyna ze Skanii nagle zaczęła gubić rytm. A przecież nad Götą musieli liczyć nie na jedno, lecz na przynajmniej dwa potknięcia rywalek z Malmö. Oczywiście, w futbolu możliwe jest absolutnie wszystko, wszak dopiero co celebrowaliśmy sensacyjne mistrzostwo dla ekipy z Piteå, ale tym razem wydawało się, że ten Rosengård, w tym sezonie, po prostu nie ma prawa tej zaliczki wypuścić. A później wydarzyło się to…

Stratę punktów jedenastokrotnych mistrzyń kraju w starciu z beniaminkiem z Umeå zgodnie potraktowaliśmy raczej jako jednorazowa wpadkę niż zapowiedź nadciągającego trzęsienia ziemi na szczycie ligowej tabeli. Tym bardziej, że okazja do rewanżu nadarzała się wręcz perfekcyjna. Jasne, w Linköping zawodniczkom z Malmö nigdy nie grało się łatwo, ale kiedy odczarować mało przyjazny dla siebie teren, jeśli nie w takich okolicznościach? Przecież dopiero co Rosengård dosłownie przejechał się po rywalkach z Östergötland, zwyciężając na własnym boisku 7-1, a teraz lista kontuzjowanych w zespole Olofa Unogårda była jeszcze dłuższa niż przy okazji poprzedniego spotkania. Tyle tylko, że rozbita na kilku płaszczyznach drużyna, która kilka dni wcześniej okrutnie męczyła się w Uppsali, postanowiła pokazać nam jak bardzo futbol bywa nieprzewidywalny. I choć gościom ze Skanii długimi minutami udawało się wyłączyć z gry Fridę Maanum, zagrożenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony. I to w sensie jak najbardziej dosłownym.

Pierwsza połowa upłynęła nam pod znakiem nieustannej wymiany ciosów, ze zdecydowanym wskazaniem na gości ze Skanii. Przyjezdnym raz udało się nawet skierować piłkę do bramki Cajsy Andersson, ale z prowadzenia cieszyły się zaledwie kilkanaście sekund, gdyż sędzia liniowa jak najbardziej zasadnie dostrzegła, że Jessica Samuelsson znajdowała się na spalonym. Już niedługo miało się okazać, że były to jedyne tego dnia sekundy, podczas których Rosengård – oczywiście nieformalnie – dopisywał sobie w wirtualnej tabeli trzy punkty. Nie uprzedzajmy jednak faktów, gdyż sobotnie wydarzenia najlepiej ułożyć w porządku chronologicznym. A ten wyglądał tak, że długo zanosiło się na to, iż obie ekipy zejdą do szatni przy bezbramkowym remisie. W ostatniej minucie przed przerwą gospodynie wywalczyły jednak rzut rożny, od którego rozpoczęło się całe nieszczęście gości z Malmö. Z narożnika dośrodkowała bowiem dwudziestoletnia Alva Selerud, a Nilla Fischer na tyle skutecznie naciskała Nathalie Björn, że ta zmieściła piłkę w okienku bramki Zeciry Musovic. Reprezentacyjna golkiperka nie zdążyła nawet zareagować i Linköping niespodziewanie prowadził 1-0, a na ewentualne odrabianie strat trzeba było poczekać przynajmniej kwadrans, gdyż Sara Persson nie pozwoliła już nawet wznowić gry od środka.

Po przerwie nie obejrzeliśmy jednak gola na 1-1, a drugie trafienie w wykonaniu gospodyń. I raz jeszcze nazwisko zawodniczki, która wpisała się na listę strzelczyń po stronie LFC mogło zaskakiwać. Wspomniana już wcześniej Alva Selerud zachowała się jednak jak doświadczona, pierwszoligowa napastniczka i precyzyjnym strzałem w prawy róg bramki pokonała Zecirę Musovic, otwierając w ten sposób swój bramkowy licznik na poziomie Damallsvenskan. Fani z Linköping oszaleli ze szczęścia, ale do zakończenia meczu wciąż pozostawało sporo czasu, a doskonale wiemy, że faworyci często lubią odwracać losy meczów w końcowej ich fazie. Tym bardziej, że trener Eidevall nie zamierzał być wyłącznie biernym obserwatorem boiskowych wydarzeń, a przeprowadzone przez niego zmiany przyniosły błyskawiczny efekt. Gola kontaktowego, jeszcze przed upływem godziny gry, strzeliła Szkotka Fiona Brown, bezlitośnie wykorzystując fakt, że Cajsa Andersson musiała chwilę wcześniej interweniować poza obrębem własnego pola karnego. Bramka na 2-2 to już 82. minuta i kolejny w tym sezonie przykład modelowego zrozumienia duetu Cankovic – Anvegård. Doliczając czas dodatkowy, Rosengård miał jeszcze kwadrans, aby pogoń za trzynastym w sezonie zwycięstwem zakończyć pełnym sukcesem. Niestety dla piłkarek i kibiców z Malmö, wyzwanie to okazało się być ponad siły obrończyń tytułu, w wyniku czego przez klubem z Göteborga nieoczekiwanie otworzyła się niepowtarzalna szansa.

Zwycięstwo nad Umeå, przy jednoczesnej stracie punktów przez Rosengård, oznaczało powrót drużyny Matsa Grena na fotel lidera Damallsvenskan. A skoro tak, to piłkarek z zachodniego wybrzeża nie trzeba było pytać dwa razy, czy aby na pewno chcą z niespodziewanego prezentu skorzystać. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że o komplet punktów w Västerbotten zawodniczkom KGFC wcale łatwo nie było i choć stosunkowo szybko wynik otworzyła niezwykle ostatnio skuteczna Rebecka Blomqvist, to gospodynie aż do 90. minuty pozostawały w grze i jedno, nawet całkiem przypadkowe kopnięcie piłki mogło błyskawicznie odwrócić losy meczu. Sytuację uspokoiła dopiero Filippa Angeldal, pewnie egzekwując mocno kontrowersyjny rzut karny, podyktowany za faul na Stine Blackstenius. Trudno było jednak oprzeć się wrażeniu, że decyzją tą sędzia Sara Wiinikka próbowała odkupić swoje winy jeszcze z pierwszej połowy, kiedy to jedenastka gościom z Göteborga jak najbardziej się należała, ale gwizdek pani arbiter ze Svensbyn wówczas milczał.

Na pozostałych arenach także działo się wiele, a na uwagę zasługują między innymi pewne zwycięstwa Kristianstad i Eskilstuny. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir potrzebowały zaledwie 29 minut, aby wrócić na właściwe tory i pomimo absencji Svavy Ros Gudmundsdottir zaaplikować cztery gole rywalkom z Örebro. Bramkowym łupem podzieliły się autorka dwóch goli Jutta Rantala, a także Maja Bodin oraz Anna Welin, dla których były to pierwsze trafienia w tegorocznej, ligowej kampanii. Z czwórką z przodu starcie z outsiderem z Uppsali zakończyła także Eskilstuna, a pierwszoplanowymi aktorkami tego spektaklu okazały się Felicia Rogic i Kaisa Collin. W samej końcówce trener Magnus Karlsson dał pograć rezerwowym, co skrzętnie wykorzystały piłkarki beniaminka, ale fanów United zdecydowanie bardziej niż dwa stracone gole martwił fakt, że na noszach plac gry opuścić musiała Loreta Kullashi. Po niezwykle cenne punkty sięgnął również stołeczny Djurgården, odprawiając na Satdionie Olimpijskim znajdujące się ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji Växjö. Po stronie sztokholmianek na listę strzelczyń dwukrotnie wpisała się była reprezentantka Holandii Sheila van den Bulk, a gości stać było jedynie na odpowiedź w postaci gola kontaktowego autorstwa Ini-Abasi Umotong.


17. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 14

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Maja Bodin (Kristianstad) – 10. minuta (vs. Örebro)

Najpóźniejszy gol: Beata Olsson (Uppsala) – 90+6. minuta (vs. Eskilstuna)

Piłkarka kolejki: Nilla Fischer (Linköping)

Gol kolejki: Frida Skogman (Örebro)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

17. kolejka – zapowiedź

Roxm44LD1ZSlAEL8OgBVXaC9kiU

Starcia Rosengård i Linköping często trzymają w napięciu do ostatnich minut (Fot. Sydsvenskan)

Wyłączając sezon 2017, kiedy to piłkarki Rosengård załatwiły kwestię zwycięstwa w niespełna pięć minut, wyjazdy na Linköping Arena zawsze były zapowiedzią większych lub mniejszych kłopotów dla najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu. Czasami na drodze do zgarnięcia kompletu punktów stawała im fenomenalnie dysponowana bramkarka LFC, innym razem sprawę skomplikowały dwa puszczone w samej końcówce gole, a pamiętamy też przecież mecz, w którym zespół z Malmö musiał radzić sobie w dziewiątkę i ostatecznie stracił nie tylko prowadzenie, ale i remis. Jak zatem widać, powody męczarni Rosengård bywały różne, ale perspektywa złożenia wizyty w Östergötland regularnie spędzała sen z powiek zawodniczkom i kibicom ze Skanii. Czy w najbliższą sobotę Linköping raz jeszcze przypomni sobie, że akurat z tym rywalem grać potrafi nawet wówczas, gdy formy brak? Patrząc czysto analitycznie, prędzej niż powtórki z przywołanej powyżej ligowej historii, powinniśmy chyba spodziewać się czegoś na kształt sierpniowego 7-1. Jasne, przed tygodniem w stratę punktów przez Rosengård z beniaminkiem z Umeå także nie wierzył nikt, ale to paradoksalnie wydaje się być jeszcze jednym argumentem przemawiającym na korzyść jedenastokrotnych mistrzyń Szwecji. Bo czy jest w ogóle prawdopodobne, aby tak dobrze naoliwiona maszyna z Caroline Seger za kierownicą mogła zaliczyć drugą wywrotkę z rzędu? Czy można spodziewać się, że Anna Anvegård i Mimmi Larsson znów nie znajdą sposobu, aby choćby raz umieścić futbolówkę w bramce rywalek? Aż chciałoby się napisać, że i Linköping ma swoje argumenty, ale kadra zespołu prowadzonego przez Jonasa Eidevalla w ostatnich tygodniach przypominała raczej szpital niż drużynę piłkarską. I nawet jeśli gotowa na sobotę będzie Nilla Fischer, to lista zawodniczek kontuzjowanych wciąż jest niemal tak samo długa jak tych, które będą mogły w najbliższym meczu wystąpić. Na ubiegłotygodniowy wyjazd do Uppsali zespół z Östergötland pojechał de facto w czternastoosobowym składzie, a teraz wcale nie musi być w tym względzie o wiele lepiej. Innym problemem LFC jest fakt, że w tym klubie za strzelanie goli od początku sezonu odpowiedzialne są wyłącznie trzy piłkarki, z czego dwie (Uchenna Kanu oraz Frida Maanum) potrafią na boisku wykreować coś z niczego. Skoro jednak wiemy to my, to możemy raczej bez wielkiego ryzyka założyć, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę także Jonas Eidevall i niewątpliwie spróbuje temu zaradzić. Przed zdecydowanie trudniejszym zadaniem stanie w tej materii Olof Unogård, gdyż w kadrze Rosengård potencjalne zagrożenie czyha właściwie z każdej strony, a oprócz walczących o koronę najskuteczniejszej snajperki Larsson oraz Anvegård, na listę strzelczyń wpisywało się w tegorocznej kampanii aż … jedenaście innych piłkarek FCR.

Ewentualnego potknięcia Rosengård najbardziej wyczekiwać będą tradycyjnie w Göteborgu, gdyż tym razem mogłoby ono oznaczać nawet zmianę w fotelu lidera. Aby jednak dać sobie szansę na odzyskanie przodownictwa w ligowej tabeli, podopieczne Matsa Grena przede wszystkim nie mogą pozwolić sobie na stratę jakichkolwiek punktów w Umeå. A o tym, że piłkarki z Västerbotten lubią sobie od czasu do czasu sprawić sensację, dopiero co mieliśmy okazję się przekonać. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że Blomqvist, Hammarlund, Curmark i spółka pojadą na daleką Północ w roli zdecydowanych faworytek, a zwycięstwo na terenie ambitnego beniaminka jest dla nich bezwzględnym obowiązkiem. Jeśli oczywiście nad Götą wciąż tlą się marzenia o tym, aby rok 2020 okazał się dla założonego dokładnie pół wieku temu klubu tym absolutnie wyjątkowym.

Przed tygodniem spektakularną wpadkę na VISMA Arenie zaliczył Kristianstad, ale Katrine Larsen i Rachel Bloznalis postarały się, aby nie okazała się ona aż tak dotkliwa i wyrwały dwa punkty goniącemu w ekspresowym tempie pucharowe miejsce Vittsjö. Jeśli jednak zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir rzeczywiście chciałby pokazać się przyszłego lata w Europie, to w najbliższych tygodniach liczyć będzie musiał przede wszystkim na siebie. Terminarz mu sprzyja, gdyż domowa potyczka z mocno osłabionym Örebro zdecydowanie wydaje się zadaniem z gatunku tych łatwiejszych. Tym bardziej, że w Kristianstad wiedzą już, jak gra się z presją faworyta i z każdym kolejnym meczem powinno to przychodzić Pomarańczowym coraz bardziej naturalnie. We wschodniej Skanii zawsze mogą ponadto liczyć na Therese Åsland, która bez dwóch zdań jest jedną z największych rewelacji tegorocznego sezonu Damallsvenskan. 25-letnia Norweżka potrafi dać drużynie pozytywny impuls w najtrudniejszych momentach, a jej wkład w zajmowaną obecnie przez Kristianstad lokatę w ligowej tabeli wydaje się być nie do przecenienia. O takim argumencie mogą tylko pomarzyć w Örebro, gdyż boiskowa liderka zespołu z Närke dopiero co opuściła stół operacyjny, a do gry wróci najwcześniej latem 2021. Jak wielki jest to problem? Cóż, ujmijmy to tak, bez udziału Heidi Kollanen piłkarki z Örebro potrafiły strzelić jak dotąd pięć goli. Tak, liczymy od początku rozgrywek.

O pozostanie w krajowej elicie walczą także Djurgården i Växjö, a bezpośrednia potyczka tych właśnie ekip da nam odpowiedź na pytanie, kto przybliży się do wyznaczonego sobie celu. Na stadionie w Småland minimalnie lepsze okazały się gospodynie, a zwycięskiego gola z rzutu karnego strzeliła wówczas Dunka Signe Holt. Czy i tym razem o końcowym wyniku przesądzi celny strzał z dwunastu jardów? A może pierwszoplanowe role odegrają znajdujące się na fali wznoszącej skrzydłowe w osobach Schough i Öling? Tak, czy inaczej, na Stadionie Olimpijskim będziemy niewątpliwie świadkami meczu podwyższonego sportowego ryzyka, w którym porażka może nieść za sobą naprawdę bolesne konsekwencje. O niezwykle cenne w kontekście rywalizacji o utrzymanie punkty powalczy również Piteå, choć zatrzymać rozpędzone Vittsjö z pewnością nie będzie łatwo. Starcia tych ekip mają jednak do siebie to, że często padają w nich nieoczywiste rozstrzygnięcia, a to w tym konkretnym przypadku powinno działać na korzyść gospodyń. Tym bardziej, jeśli na reprezentacyjny poziom wskoczą znów coraz lepiej rozumiejące się na boisku Julia Karlernäs i Madelen Janogy. Siedemnastą kolejkę zakończy nam potyczka w Uppsali, gdzie Eskilstuna będzie kontynować pogoń za górną połówką tabeli, zaś Loreta Kullashi za indywidualnymi, strzeleckimi rekordami. Nie zapominajmy jednak, że nieco ponad miesiąc temu znajdująca się w podobnej dyspozycji ekipa United zaliczyła w rywalizacji z beniaminkiem spektakularną wpadkę.


Zestaw par 17. kolejki:

omg17_01

omg17_02

omg17_03

omg17_04

omg17_05

omg17_06