Sensacyjny weekend! Göteborg wraca na szczyt

FT (3)

W Göteborgu znów mają wiele powodów do radości (Fot. Per Montini)

Był 29. sierpnia. Elisabet Gunnarsdottir gratulowała na murawie stadionu w Kristianstad świetnego meczu swoim podopiecznym, a gdzieś w tle, ze spuszczonymi głowami, przemykały zdruzgotane takim obrotem spraw piłkarki z Göteborga. Druga porażka z rzędu oznaczała, że upragniony i wyśniony Puchar Księżniczki Wiktorii, który zaledwie chwilę wcześniej wydawał się być na wyciągnięcie ręki, na powrót stał się marzeniem równie pięknym, co bardzo odległym. Kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa Rosengård Jonasa Eidevalla odskoczył bowiem na trzy punkty i trudno było oczekiwać, aby ta ocierająca się momentami o perfekcję drużyna ze Skanii nagle zaczęła gubić rytm. A przecież nad Götą musieli liczyć nie na jedno, lecz na przynajmniej dwa potknięcia rywalek z Malmö. Oczywiście, w futbolu możliwe jest absolutnie wszystko, wszak dopiero co celebrowaliśmy sensacyjne mistrzostwo dla ekipy z Piteå, ale tym razem wydawało się, że ten Rosengård, w tym sezonie, po prostu nie ma prawa tej zaliczki wypuścić. A później wydarzyło się to…

Stratę punktów jedenastokrotnych mistrzyń kraju w starciu z beniaminkiem z Umeå zgodnie potraktowaliśmy raczej jako jednorazowa wpadkę niż zapowiedź nadciągającego trzęsienia ziemi na szczycie ligowej tabeli. Tym bardziej, że okazja do rewanżu nadarzała się wręcz perfekcyjna. Jasne, w Linköping zawodniczkom z Malmö nigdy nie grało się łatwo, ale kiedy odczarować mało przyjazny dla siebie teren, jeśli nie w takich okolicznościach? Przecież dopiero co Rosengård dosłownie przejechał się po rywalkach z Östergötland, zwyciężając na własnym boisku 7-1, a teraz lista kontuzjowanych w zespole Olofa Unogårda była jeszcze dłuższa niż przy okazji poprzedniego spotkania. Tyle tylko, że rozbita na kilku płaszczyznach drużyna, która kilka dni wcześniej okrutnie męczyła się w Uppsali, postanowiła pokazać nam jak bardzo futbol bywa nieprzewidywalny. I choć gościom ze Skanii długimi minutami udawało się wyłączyć z gry Fridę Maanum, zagrożenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony. I to w sensie jak najbardziej dosłownym.

Pierwsza połowa upłynęła nam pod znakiem nieustannej wymiany ciosów, ze zdecydowanym wskazaniem na gości ze Skanii. Przyjezdnym raz udało się nawet skierować piłkę do bramki Cajsy Andersson, ale z prowadzenia cieszyły się zaledwie kilkanaście sekund, gdyż sędzia liniowa jak najbardziej zasadnie dostrzegła, że Jessica Samuelsson znajdowała się na spalonym. Już niedługo miało się okazać, że były to jedyne tego dnia sekundy, podczas których Rosengård – oczywiście nieformalnie – dopisywał sobie w wirtualnej tabeli trzy punkty. Nie uprzedzajmy jednak faktów, gdyż sobotnie wydarzenia najlepiej ułożyć w porządku chronologicznym. A ten wyglądał tak, że długo zanosiło się na to, iż obie ekipy zejdą do szatni przy bezbramkowym remisie. W ostatniej minucie przed przerwą gospodynie wywalczyły jednak rzut rożny, od którego rozpoczęło się całe nieszczęście gości z Malmö. Z narożnika dośrodkowała bowiem dwudziestoletnia Alva Selerud, a Nilla Fischer na tyle skutecznie naciskała Nathalie Björn, że ta zmieściła piłkę w okienku bramki Zeciry Musovic. Reprezentacyjna golkiperka nie zdążyła nawet zareagować i Linköping niespodziewanie prowadził 1-0, a na ewentualne odrabianie strat trzeba było poczekać przynajmniej kwadrans, gdyż Sara Persson nie pozwoliła już nawet wznowić gry od środka.

Po przerwie nie obejrzeliśmy jednak gola na 1-1, a drugie trafienie w wykonaniu gospodyń. I raz jeszcze nazwisko zawodniczki, która wpisała się na listę strzelczyń po stronie LFC mogło zaskakiwać. Wspomniana już wcześniej Alva Selerud zachowała się jednak jak doświadczona, pierwszoligowa napastniczka i precyzyjnym strzałem w prawy róg bramki pokonała Zecirę Musovic, otwierając w ten sposób swój bramkowy licznik na poziomie Damallsvenskan. Fani z Linköping oszaleli ze szczęścia, ale do zakończenia meczu wciąż pozostawało sporo czasu, a doskonale wiemy, że faworyci często lubią odwracać losy meczów w końcowej ich fazie. Tym bardziej, że trener Eidevall nie zamierzał być wyłącznie biernym obserwatorem boiskowych wydarzeń, a przeprowadzone przez niego zmiany przyniosły błyskawiczny efekt. Gola kontaktowego, jeszcze przed upływem godziny gry, strzeliła Szkotka Fiona Brown, bezlitośnie wykorzystując fakt, że Cajsa Andersson musiała chwilę wcześniej interweniować poza obrębem własnego pola karnego. Bramka na 2-2 to już 82. minuta i kolejny w tym sezonie przykład modelowego zrozumienia duetu Cankovic – Anvegård. Doliczając czas dodatkowy, Rosengård miał jeszcze kwadrans, aby pogoń za trzynastym w sezonie zwycięstwem zakończyć pełnym sukcesem. Niestety dla piłkarek i kibiców z Malmö, wyzwanie to okazało się być ponad siły obrończyń tytułu, w wyniku czego przez klubem z Göteborga nieoczekiwanie otworzyła się niepowtarzalna szansa.

Zwycięstwo nad Umeå, przy jednoczesnej stracie punktów przez Rosengård, oznaczało powrót drużyny Matsa Grena na fotel lidera Damallsvenskan. A skoro tak, to piłkarek z zachodniego wybrzeża nie trzeba było pytać dwa razy, czy aby na pewno chcą z niespodziewanego prezentu skorzystać. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że o komplet punktów w Västerbotten zawodniczkom KGFC wcale łatwo nie było i choć stosunkowo szybko wynik otworzyła niezwykle ostatnio skuteczna Rebecka Blomqvist, to gospodynie aż do 90. minuty pozostawały w grze i jedno, nawet całkiem przypadkowe kopnięcie piłki mogło błyskawicznie odwrócić losy meczu. Sytuację uspokoiła dopiero Filippa Angeldal, pewnie egzekwując mocno kontrowersyjny rzut karny, podyktowany za faul na Stine Blackstenius. Trudno było jednak oprzeć się wrażeniu, że decyzją tą sędzia Sara Wiinikka próbowała odkupić swoje winy jeszcze z pierwszej połowy, kiedy to jedenastka gościom z Göteborga jak najbardziej się należała, ale gwizdek pani arbiter ze Svensbyn wówczas milczał.

Na pozostałych arenach także działo się wiele, a na uwagę zasługują między innymi pewne zwycięstwa Kristianstad i Eskilstuny. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir potrzebowały zaledwie 29 minut, aby wrócić na właściwe tory i pomimo absencji Svavy Ros Gudmundsdottir zaaplikować cztery gole rywalkom z Örebro. Bramkowym łupem podzieliły się autorka dwóch goli Jutta Rantala, a także Maja Bodin oraz Anna Welin, dla których były to pierwsze trafienia w tegorocznej, ligowej kampanii. Z czwórką z przodu starcie z outsiderem z Uppsali zakończyła także Eskilstuna, a pierwszoplanowymi aktorkami tego spektaklu okazały się Felicia Rogic i Kaisa Collin. W samej końcówce trener Magnus Karlsson dał pograć rezerwowym, co skrzętnie wykorzystały piłkarki beniaminka, ale fanów United zdecydowanie bardziej niż dwa stracone gole martwił fakt, że na noszach plac gry opuścić musiała Loreta Kullashi. Po niezwykle cenne punkty sięgnął również stołeczny Djurgården, odprawiając na Satdionie Olimpijskim znajdujące się ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji Växjö. Po stronie sztokholmianek na listę strzelczyń dwukrotnie wpisała się była reprezentantka Holandii Sheila van den Bulk, a gości stać było jedynie na odpowiedź w postaci gola kontaktowego autorstwa Ini-Abasi Umotong.


17. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 14

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Maja Bodin (Kristianstad) – 10. minuta (vs. Örebro)

Najpóźniejszy gol: Beata Olsson (Uppsala) – 90+6. minuta (vs. Eskilstuna)

Piłkarka kolejki: Nilla Fischer (Linköping)

Gol kolejki: Frida Skogman (Örebro)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s