Rosengård blisko kompromitacji

56cd936f-6c0b-459d-a040-71f4d4875b8b

Beniaminek z Växjö przywiezie z Malmö cenny punkt (Fot. Christian Örnberg)

Jeszcze kilka godzin temu aż trzy drużyny miały realną szansę na to, aby na półmetku rozgrywek zasiadać w wygodnym fotelu lidera Damallsvenskan. Stan ten jest już jednak nieaktualny, gdyż na własne życzenie z wyścigu wypisał się ten zdecydowanie najbardziej utytułowany pretendent. Piłkarki FC Rosengård zaledwie zremisowały na własnym boisku z beniaminkiem z Växjö, kończąc tym samym wiosenne granie trzecim kolejnym meczem bez zwycięstwa.

Tuż przez godziną 18:00 absolutnie nic nie zapowiadało nadciągającej nad Malmö IP katastrofy. Było uroczyste pożegnanie odchodzącej do londyńskiej Chelsea Ali Riley (która zresztą zapowiedziała swój powrót do Skanii), humory dopisywały miejscowym piłkarkom i kibicom, gotowa do gry w wyjściowej jedenastce była szkocka rekonwalescentka Fiona Brown, a w bramce ekipy ze Småland miała stanąć kompletnie niesprawdzona na pierwszoligowym poziomie nastolatka, która niespełna tydzień wcześniej w dwadzieścia minut puściła w Göteborgu trzy gole. Wszystko przemawiało za tym, że planowe zwycięstwo gospodyń nie będzie ani trochę zagrożone, ale gdy Lovisa Johansson dała sygnał do rozpoczęcia meczu okazało się, że to podopieczne Jonasa Eidevalla będą miały dziś problem. Zawodniczki w białych strojach w ogóle nie radziły sobie z wysokim pressingiem gości, a gdy już udało im się przedostać nieco bliżej bramki Moi Edrud, to natrafiały na ścianę postawioną przez Jennie Nordin oraz bliźniaczki Karlsson. Ścianę, której pomimo licznych prób, nie dane im było sforsować.

Nieudolność zawodniczek z Malmö była tak wielka, że pierwszą naprawdę groźną okazję bramkową udało im się stworzyć dopiero po godzinie gry i to w sytuacji, gdy na boisku leżała kontuzjowana Anna Anvegård. Napastniczka z Växjö niespełna dziesięć minut później wzięła jednak bardzo srogi rewanż, w niezwykle spektakularny sposób zaskakując Zecirę Musovic. Warto podkreślić, że gol dla gości nie był efektem przypadkowej wybijanki, a przemyślanej, zespołowej akcji, których konstruowanie kompletnie nie wychodziło gospodyniom. Wszystko rozpoczęło się od Fridy Boriero, decydującą asystę zapisała na swoim koncie Cankovic, a Anvegård po raz dziewiąty tej wiosny mogła cieszyć się z pokonania bramkarki rywalek. Od całkowitej kompromitacji uratowała Rosengård Iva Landeka, a mówiąc bardziej konkretnie – jej niezwykle precyzyjne rzuty wolne. Po zupełnie niepotrzebnym faulu, chorwacka pomocniczka ustawiła futbolówkę tuż przed linią pola karnego i przymierzyła równie celnie, co tydzień wcześniej w meczu przeciwko Hammarby. Co ciekawe, po upływie zaledwie 120 sekund Landeka stanęła przed szansą, aby wygrać ten mecz dla swojej drużyny, ale tym razem nie była już aż tak dokładna. W doliczonym czasie swoją piłkę meczową miała jeszcze na nodze Caroline Seger, ale na jej strzał bezbłędnie zareagowała Edrud. Patrząc obiektywnie, chyba dobrze, że tak właśnie się stało, gdyż tak grający Rosengård na zwycięstwo najzwyczajniej w świecie nie zasługiwał. A Växjö? Zabrzmi to być może trochę irracjonalnie, ale w obozie beniaminka po remisie w Malmö mają pełne prawo odczuwać delikatny niedosyt.

Czwartkowy wynik:

1.png

11. kolejka – zapowiedź

Badvanligt

Czas na letnie wakacje? Niezupełnie, przed nami 11. kolejka Damallsvenskan! (Fot. Mateo Pearson)

Ależ szybko płynie ligowy czas! Nie tak dawno wszyscy zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądała ta runda, a tymczasem przychodzi nam zapowiedzieć jej ostatnią kolejkę. Najważniejsze rozstrzygnięcia szwedzkiej, piłkarskiej wiosny wciąż jednak przed nami; w najbliższych dniach trzy drużyny powalczą o tytuł lidera na półmetku, a trzy inne o to, aby nie spędzić całej letniej przerwy w strefie spadkowej. Czas na jedenasty w tym roku rajd po boiskach Damallsvenskan.

Mecz kolejki: Kristianstad vs Hammarby. Patrząc pobieżnie: starcie dwóch zespołów środka tabeli. Patrząc nieco bardziej dokładnie: starcie dwóch znajdujących się na fali zespołów, które zechcą piękną klamrą spiąć udaną, choć niełatwą rundę. Gospodynie nie przegrały jeszcze oficjalnego meczu na swoim nowym obiekcie. Przyjezdne nie przegrały jeszcze oficjalnego meczu od początku kadencji Izaka Dahlina. Czy przynajmniej jedna z tych serii zakończy się już w sobotę? Która z bohaterek pierwszej części sezonu postawi najbardziej wyrazisty stempel na jej zakończenie? Z jednej strony Edgren, Nilsson, Atladottir i Chukwudi, z drugiej – Holmgren, Ekblom, Zigiotti i Kellond-Knight. To po prostu musi być świetne widowisko i nie mamy chyba najmniejszych wątpliwości, że tak właśnie będzie.

Wydarzenie kolejki: gra o spokojne lato. Wzloty i upadki – tak w najkrótszy możliwy sposób można scharakteryzować wiosnę w wykonaniu piłkarek Vittsjö i Djurgården. No, w przypadku klubu ze Sztokholmu można jeszcze wspomnieć o pladze kontuzji, która w czerwcu znacząco ograniczyła możliwości wyboru Joelowi Riddezowi. Bezpośrednie starcie będzie więc dla obu zespołów okazją na to, aby w nieco lepszych humorach przywitać nadchodzące lato. Czy najsłynniejsza w Europie pierwszoligowa wieś okaże się lepsza od stolicy? Patrząc realnie, taki scenariusz wydaje się wręcz najbardziej prawdopodobny, ale z drugiej strony obraz Gudbjörg Gunnarsdottir skutecznie powstrzymującej Lindę Sällström też nie zalicza się raczej do działu soccer fiction.

Zagadka kolejki: czy lider ponownie nie udźwignie presji? Dopóki młody i ambitny zespół z Piteå rozgrywał kolejne, ligowe mecze bez dodatkowej presji, w Norrbotten mieli mnóstwo powodów do zadowolenia. Kiedy jednak nadszedł moment, aby postawić kropkę nad i, doskonale funkcjonująca do tego momentu drużyna Stellana Carlssona niespodziewanie (a może spodziewanie?) zupełnie się pogubiła. To, że po trzech porażkach z rzędu (każda następna była poniesiona w coraz gorszym stylu) lider wciąż jest na dalekiej Północy, to wyłącznie zasługa niemocy grupy pościgowej, ale nawet ona czwartej wpadki już nie wybaczy. Piłkarki z Piteå wciąż mają jednak swój los wyłącznie we własnych nogach i jeśli uda im się pokonać na LF Arenie Limhamn Bunkeflo, to one zostaną sensacyjnymi mistrzyniami półmetka. Pytanie tylko, czy tym razem presja znów tych nóg im nie splącze. To jak, do czterech razy sztuka?

image

Już dziś najważniejszy egzamin w piłkarskiej karierze osiemnastoletniej Moi Edrud (Fot. Smålandsposten)

Piłkarka pod lupą: Moa Edrud. Każdy z nas miewał lżejsze i cięższe dni, ale osiemnastoletnia goliperka Växjö z pewnością zaliczy dzisiejszy wieczór do tej drugiej kategorii. W spotkaniu przeciwko Rosengård nie będzie bowiem mogła zagrać Katie Fraine i to właśnie na byłej bramkarce Holmalund spocznie ciężar powstrzymania dowodzonej przez niezwykle bramkostrzelny duet Mittag – Troelsgaard ofensywy z Malmö. Cóż, potrafimy bez większego trudu wymyślić tysiąc mniej absorbujących sposobów na spędzenie czwartkowego wieczoru w lipcu, ale patrząc na zaistniałą sytuację z nieco bardziej optymistycznej strony – Edrud już za kilka godzin stanie przed olbrzymią szansą na to, aby zostać bohaterką Småland. Droga do sławy wiedzie wprawdzie przez znalezienie sposobu na 158-krotną reprezentantkę Niemiec oraz 120-krotną reprezentantkę Danii, ale kto w obliczu takiej okazji przejmowałby się detalami?

Na pozostałych stadionach: Z przytupem wiosenne granie będą chciały zakończyć podopieczne Marcusa Lantza, które po siódme w tym sezonie zwycięstwo udadzą się nad Bałtyk. Każdy inny wynik jak pewna wygrana zespołu z Göteborga będzie oczywiście nie lada zaskoczeniem. Nieco trudniejsze zadanie czeka znajdujące się na fali mistrzynie z Linköping, które postarają się pożegnać duńskiego trenera Henrika Jensena trzema punktami przywiezionymi z Eskilstuny. Ewentualne zwycięstwo pozwoli im na dobre doszlusować do ligowej czołówki, co jeszcze miesiąc temu wydawało się zadaniem niemożliwym do wykonania.

Zestaw par 11. kolejki:

omg11_01

omg11_02

omg11_03

omg11_04

omg11_05

omg11_06

Podsumowanie 10. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 10. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Piteå 1-4 Vittsjö. Przed meczem można było przypominać, że Piteå w ostatnich miesiącach nie potrafiło znaleźć sposobu na zespoły ze Skanii, ale prawda jest taka, że aż tak fenomenalnej postawy drużyny Matta Rossa i Thomasa Mårtenssona nie spodziewał się chyba nikt. Tymczasem, przy akompaniamencie ulewnego deszczu, Sällström, Klinga, De Jongh, Adolfsson i spółka dały wciąż urzędującemu liderowi z Norrbotten prawdziwą lekcję futbolu, choć to gospodynie jako pierwsze zdobyły w tym starciu gola. Później strzelały jednak już wyłącznie przyjezdne, a nastroje zziębniętych kibiców na LF Arenie z minuty na minutę stawały się coraz bardziej minorowe.

Najładniejszy gol: Iva Landeka (Rosengård). Gol na otarcie łez? Nawet nie, gdyż trafienie chorwackiej pomocniczki nie pozwoliło dziesięciokrotnym mistrzyniom Szwecji ugrać w stolicy choćby punktu. W tej kategorii nie miało jednak sobie równych, a fani z Malmö mogą tylko żałować, że Landeka podobną skutecznością nie wykazała się pół godziny wcześniej, gdy ustawiła sobie futbolówkę na jedenastym metrze.

Najlepsza piłkarka: Emma Holmgren (Hammarby). Gdyby ktoś półtora roku temu powiedział, że Hammarby trzy razy z rzędu pokona w rozgrywkach ligowych Rosengård, w najlepszym razie zostałby uznany za szaleńca. Piłkarki ze Sztokholmu udowodniły nam jednak, że niemożliwe nie istnieje, a do kolejnego triumfu nad zdecydowanie bardziej utytułowanym rywalem poprowadziła swój zespół właśnie Holmgren. 21-latka z Uppsali w niezwykle efektowny sposób zatrzymała karnego Landeki oraz strzał Mittag z najbliższej odległości i jeśli jej rozwój w najbliższych latach znacząco nie wyhamuje, to o obsadę reprezentacyjnej bramki po Hedvig Lindahl możemy być całkowicie spokojni.


10. kolejka w liczbach:

Gole: 24  (średnia 4.00 / mecz)

Rzuty karne: 3  (2 wykorzystane)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 1

Najwyższa frekwencja: 1 023  (Piteå – Vittsjö)

Najniższa frekwencja: 136  (Limhamn Bunkeflo – Eskilstuna)

Najszybszy gol: Natasha Dowie (Linköping) – 3. minuta (vs. Kalmar)

Najpóźniej strzelony gol: Rebecka Blomqvist (Göteborg) – 90+3. minuta (vs. Växjö)


Jedenastka kolejki:

TEAM_10

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Mistrz zrobił swoje

dowie

Natasha Dowie z areną w Linköping pożegnała się hat-trickiem (Fot. Mikael Fritzen)

Mecz ze zdziesiątkowanym kontuzjami beniaminkiem z Kalmar był dla piłkarek Henrika Jensena idealną okazją, aby bardzo przekonującym zwycięstwem pożegnać się przed letnią przerwą w rozgrywkach ze swoimi kibicami (a przynajmniej z tą ich częścią, która w najbliższy weekend nie wybiera się do Eskilstuny). Trzeba przyznać, że z tego zadania mistrzynie kraju wywiązały się znakomicie, a ci, którzy zdecydowali się spędzić czwartkowy wieczór na Linköping Arenie z pewnością nie będą żałować tej decyzji. Na tle wyraźnie słabszego rywala, gospodynie zaprezentowały bowiem swoim sympatykom wiele naprawdę efektownych kombinacji i – co równie istotne – po kilku z nich futbolówka znalazła drogę do siatki Tove Enblom.

Worek z bramkami mógł rozwiązać się już po kilkudziesięciu sekundach, ale co nie udało się po stałym fragmencie gry, udało się po dośrodkowaniu z lewego skrzydła. Asystowała Johanna Rasmussen, a Natasha Dowie bez większego wysiłku uwolniła się spod krycia Kajsy Lang i precyzyjnym strzałem głową otworzyła wynik spotkania. Dla duńskiej rekonwalescentki był to jednak dopiero początek niezwykle udanego wieczoru, gdyż jeszcze przed przerwą do kluczowego podania dołożyła ona dwa zdobyte przez siebie gole. Co ciekawe, przy drugim z nich piękną asystą popisała się Dowie, niejako rewanżując się swojej klubowej koleżance za sytuację z trzeciej minuty. Jeśli ktoś spośród fanów Linköping zaniepokoił się, że żadna z trzech bramek dla gospodyń nie padła w następstwie stałego fragmentu gry, to spieszę z informacją, że absolutnie nie ma powodów do obaw. Tuż przed przerwą zespół z Östergötland również w ten sposób potrafił bowiem rozmontować broniącą momentami jedynie teoretycznie defensywę z Kalmar, a dzieła zniszczenia dokonała Anna Oskarsson, ustalając wynik pierwszej połowy na 4-0.

Po przerwie oglądaliśmy już tylko dalszą część piłkarskiej egzekucji, w której ani przez moment nie było wątpliwości, po której ze stron znajdują się wszystkie atuty. Mocno odmłodzona (z konieczności) jedenastka z Kalmar z rzadka próbowała się odgryzać, ale w tych momentach jeszcze bardziej uwidaczniał się brak Pratt, Strömblad, czy Fredriksson. Oczywiście, nawet z nimi na boisku gościom znad Bałtyku ciężko byłoby wywieźć z Östergötland korzystny rezultat, ale bez nich beniaminek ze Småland momentami przypominał całkowicie bezradne dziecko, które bezskutecznie próbuje odebrać ulubioną zabawkę starszej koleżance. Zwalniać tempa nie zamierzały natomiast gospodynie, które całkiem słusznie zwietrzyły szansę na poprawienie sobie bilansu bramkowego. W 63. minucie hat-tricka skompletowała Dowie, a licznik strzelecki zatrzymał się ostatecznie na cyfrze osiem. Hucznych celebracji w obozie mistrzyń Szwecji nie powinniśmy się jednak spodziewać, gdyż wraz z końcowym gwizdkiem Sary Persson rozpoczęła się w obozie LFC misja Eskilstuna i to od jej rezultatu zależy to, czy kończąca się właśnie runda w wykonaniu obrończyń tytułu zostanie zapamiętana jako przeciętna, czy nieudana.

Wtorkowy wynik:

6

Mimmi grała do końca

eskilstuna-2-jpg

Mimmi Larsson jest dziś bohaterką całej Eskilstuny (Fot. Bildbyrån)

Choć do końca sezonu jeszcze daleko, brak zwycięstwa nad Limhamn Bunkeflo mógł oznaczać poważne kłopoty dla piłkarek z Eskilstuny. Na stadionie w Malmö bardzo długo nic nie wskazywało jednak na to, aby podopieczne Magnusa Karlssona miały opuścić go bogatsze o trzy punkty. Owszem, przyjezdne w niektórych fragmentach meczu potrafiły przejąć inicjatywę, ale w decydującym momencie albo brakowało im ostatniego podania, albo doskonale w bramce LB 07 spisywała się Emma Lind. Na szczęście dla obecnych na Limhamns IP kibiców z Tunavallen, w doliczonym czasie gry Mimmi Larsson przypomniała sobie, że swego czasu była uznawana za jedną z najbardziej walecznych piłkarek biegających po szwedzkich boiskach. Oczywiście, prawdą jest, że zwycięski gol dla United padł w wyniku fatalnego nieporozumienia pomiędzy Lind i Møller, ale zachowanie Larsson w tej sytuacji również trzeba docenić. Napastniczka z Eskilstuny poszła bowiem do końca za piłką i tym razem otrzymała za swoją nieustępliwość najlepszy możliwy prezent.

Co ciekawe, gol Larsson był czwartym strzelonym w niedzielne popołudnie na Limhamns IP. Trzy poprzednie (dwa po stronie gospodyń, jeden po stronie gości) zostały jednak słusznie nieuznane przez prowadzącego to spotkanie Niklasa Olssona. Najbardziej niepocieszona takim obrotem spraw mogła być Rakel Hönnudottir, która dwukrotnie umieszczała futbolówkę w siatce Emelie Lundberg, ale w obu przypadkach arbitrzy liniowi dopatrywali się pozycji spalonej u islandzkiej napastniczki. Bliska wpisania się na listę strzelczyń była również rezerwowa z zespole z Malmö Elisa Lang Nilsson, ale jej uderzeniu w 88. minucie zabrakło precyzji. Wśród zawodniczek z Eskilstuny bardzo aktywne – szczególnie w pierwszej połowie – były operujące po prawej stronie boiska Hanna Glas oraz Ngozi Okobi, ale żadna z ich kombinacji nie przyniosła ekipie z Södermanland bramkowej zdobyczy. Bezstronni obserwatorzy najpewniej powiedzieliby, że mając na uwadze obraz gry, remis byłby w tym starciu najbardziej sprawiedliwym wynikiem, ale doskonale wiemy, że futbol to taka gra, w której zwycięża po prostu ten, który strzeli więcej goli. Dziś sztuka ta udała się piłkarkom z Eskilstuny i choć zwycięstwo w Malmö i tak nie pozwoliło im jeszcze wydostać się ze strefy spadkowej, to przygotowania do kończącej wiosenną część ligowych zmagań potyczki z Linköping będą przebiegały na Tunavallen zdecydowanie bardziej spokojnie. A to wszystko dzięki instynktowi Mimmi Larsson.

******

W drugim (choć chronologicznie pierwszym) niedzielnym meczu, ciekawie zaczęło robić się dopiero po upływie 70 minut. Wcześniej, choć zawodniczki z Kristianstad bezustannie próbowały rozbić sztokholmski mur, emocji na Stadionie Olimpijskim było mniej więcej tyle, co w toczącym się równolegle spotkaniu Singapur – Indonezja. Ci, którym udało się jednak nie zasnąć i dotrwać do ostatnich dwudziestu minut, otrzymali całkowicie nieoczekiwaną nagrodę w postaci nadspodziewanie interesującej końcówki tego mało interesującego widowiska. Najpierw w roli głównej wystąpiła Becky Edwards, która niezwykle efektowną przewrotką zgrała futbolówkę do wbiegającej z głębi pola Alice Nilsson, a kapitanka Kristianstad uprzedziła Gudbjörg Gunnarsdottir i zdobywając pierwszego tej wiosny gola, wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Odpowiedź Djurgården przyszła po dwunastu minutach, a sygnał do ataku dała gospodyniom Portia Boakye. Reprezentantka Ghany zdecydowała się na rajd lewym skrzydłem, który kompletnie bezsensownym faulem w obrębie własnej szesnastki przerwała Josefine Rybrink, a Sheila van den Bulk – tradycyjnie – nie pomyliła się z jedenastu metrów. Już po upływie regulaminowego czasu gry oba zespoły stworzyły sobie po jednej wybornej okazji na to, aby sięgnąć po komplet punktów, ale najpierw Gunnarsdottir poradziła sobie ze strzałem głową Mii Carlsson, a następnie Olsson wygrała pojedynek sam na sam z rezerwową Djurgården Wilmą Sjöholm. Remis nie był rzecz jasna wynikiem marzeń dla którejkolwiek z drużyn, ale jeśli ktoś miał po końcowym gwizdku Pernilli Larsson powody do zadowolenia, to z pewnością był to borykający się obecnie z olbrzymimi problemami kadrowymi klub ze Sztokholmu.

Komplet niedzielnych wyników:

4

5