Kadra na USA i Szkocję

Vikinglotto

Fot. Viking Lotto

Jeszcze kilka dni temu Pia Sundhage, a także nie bez przyczyny uważana za osobę numer dwa w sztabie szkoleniowym Lilie Persson gorąco zapewniały, że walka o przynajmniej dziesięć miejsc w kadrze ne EURO 2017 trwa w najlepsze i nikt nie stracił jeszcze szansy, aby koniec końców pojechać na najważniejszy w roku turniej. Ogłoszona dziś lista zawodniczek powołanych na czerwcowe sparingi z USA i Szkocją dość mocno poddaje jednak te słowa w wątpliwość. Jasne, liczebność tej grupy rzeczywiście mogłaby wskazywać na to, że selekcjonerki chcą w decydującym momencie przyjrzeć się z bliska konkretnym piłkarkom, aby 20. czerwca nie popełnić żadnego błędu podczas ostatecznej selekcji, ale już analiza składu osobowego pcha nas w kierunku smutnej konkluzji, że w przededniu najważniejszych decyzji Sundhage i Persson same podcinają gałąź, na której siedzi szwedzka piłka w wydaniu reprezentacyjnym. Czy robią to w pełni świadomie? Zwolennicy teorii spiskowych mają na ten temat swoje zdanie, ale nigdy nie będziemy w stanie odgadnąć, w jakim stopniu jest ono zgodne ze stanem faktycznym.

W kadrze na USA i Szkocję znalazła się między innymi Emelie Lundberg, która pojedzie na zgrupowanie w roli trzeciej bramkarki w miejsce Zeciry Musovic i akurat ta zmiana wydaje się być jednym z niewielu sensownych i wytłumaczalnych ruchów sztabu szkoleniowego. Znacznie trudniej znaleźć za to racjonalne argumenty przemawiające na przykład za powołaniem Fanny Andersson, która wcale (w przeciwieństwie do choćby Julii Spetsmark) nie zalicza się do czołowych zawodniczek ostatniego w tabeli Örebro. Podobnie ma się zresztą sprawa z Hanną Glas, która nawet w obliczu poważnej kontuzji bezpośredniej konkurentki do miejsca w składzie Anniki Svensson, wciąż ma olbrzymie problemy z załapaniem się do wyjściowej jedenastki Eskilstuny. Nikt nie ma rzecz jasna wątpliwości, że Glas w formie ze swojego najlepszego sezonu w Umeå to zawodniczka jak najbardziej prezentująca poziom reprezentacyjny, główny problem polega jednak na tym, że od pewnego czasu okres ten jest coraz bardziej odległym wspomnieniem. Jeśli Sundhage i Persson miały potrzebę nagrodzenia powołaniem większej liczby zawodniczek niespodziewanego lidera Damallsvenskan, to bez trudu dałoby się wskazać kilka takich, które zdecydowanie bardziej na to zasługują. Nazwisk nie ma sensu tu przytaczać, gdyż chyba każdy, kto w w miarę regularnie śledzi szwedzką ekstraklasę, doskonale potrafi je wymienić. Zdecydowanie największym problemem nie jest jednak w tym wszystkim to, czy inne nazwisko, a brak właściwie jakiegokolwiek logiki i konsekwencji w działaniach. Czy jest na sali ktoś, kto byłby w stanie wskazać obiektywne kryterium, którym kierowały się tu nasze selekcjonerki? Z całą pewnością nie jest nią aktualna dyspozycja, ciężko doszukać się też wyrafinowanej gry taktycznej, wśród dokoptowanych zawodniczek nie ma nawet piłkarek typowo zadaniowych, co mogłoby stanowić jakąś linię obrony. A więc co? Niestety, wszystko wskazuje na to, iż jest to pytanie z gatunku tych, na które nie powinniśmy oczekiwać odpowiedzi, gdyż wiązałoby się to ze skrajną naiwnością.

Kilka tygodni temu Pia Sundhage poetycko porównała czerwcowe sparingi do ostatniego tańca przed wielkim balem. Dzisiejsze powołania jednoznacznie wskazują, że będzie on utrzymany w stylu, który zdecydowanie najlepiej oddaje grę szwedzkiej kadry za kadencji obecnej selekcjonerki. Freestyle. Z elementami akrobatyki.


Kadra na USA i Szkocję:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Nathalie Björn (Eskilstuna), Magdalena Eriksson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Eskilstuna), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Fanny Andersson (Örebro), Petra Andersson (Eskilstuna), Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (Örebro), Hanna Folkesson (Rosengård), Lina Hurtig (Linköping), Josefin Johansson (Piteå), Fridolina Rolfö (Bayern), Elin Rubensson (Göteborg), Caroline Seger (Lyon)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Montpellier), Pauline Hammarlund (Göteborg), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Lotta Schelin (Rosengård), Olivia Schough (Eskilstuna)

Reklamy

Podsumowanie 6. kolejki

Na pierwszy celny strzał w pojedynku Limhamn Bunkeflo z Djurgården musieliśmy czekać aż do 37. minuty. Wtedy właśnie, po olbrzymim zamieszaniu w szesnastce gości, Malin Gunnarsson zagrała sytuacyjną piłkę w kierunku Michaeli Johnsson, a napastniczka z Malmö strzałem po ziemi pokonała debiutującą w wyjściowej jedenastce sztokholmskiego zespołu Petrę Kümin. Tuż po przerwie gospodynie zadały jeszcze jeden cios, kiedy Cecilia Pedersen zdecydowała się na uderzenie z dystansu, a nie do końca właściwie ustawiona golkiperka gości nie zdążyła z interwencją. Dwubramkowe prowadzenie beniaminka było o tyle niespodziewane, że podopieczne Svena Sjunnessona wcale nie rozgrywały jakiegoś wyjątkowo dobrego meczu, ale ich bardziej doświadczone w ekstraklasowych bojach przeciwniczki nie prezentowały się wcale o wiele lepiej. Piłkarki Djurgården częściej znajdowały się w posiadaniu futbolówki, ale ani Schmidt, ani Rytting Kaneryd nie potrafiły znaleźć sposobu na grającą stosunkowo prostymi środkami defensywę Limhamn Bunkeflo. Zdobyty na kwadrans przed końcem spotkania pierwszy w sezonie gol Mii Jalkerud dał jeszcze gościom promyk nadziei, ale bardzo szybko okazało się, że było to jedynie trafienie na otarcie łez. W szeregi gospodyń ani na moment nie wkradła się nerwowość (bo i – prawdę mówiąc – nie było ku temu najmniejszego powodu) i pomimo prób najlepszej w zespole ze Sztokholmu Tempest-Marie Norlin, beniaminek spokojnie dowiózł skromną zaliczkę do ostatniego gwizdka, przeskakując tym samym Djurgården w ligowej tabeli.

01

Wymyślanie coraz to nowych pochwał pod adresem Tabithy Chawingi jest zadaniem o tyle niewdzięcznym, że niełatwo znaleźć słowa, które w odpowiedni sposób podkreślałyby piłkarską klasę napastniczki z Malawi. O tym, jak wiele znaczy dla Kvarnsveden dwudziestoletnia Afrykanka, możemy przekonać się przy okazji każdego kolejnego meczu z udziałem drużyny z Borlänge i chyba nikt nie ma wątpliwości, że gdyby nie ona, w Dalarnie pierwszą ligę można byłoby obejrzeć jedynie na szklanym ekranie. W sobotnie popołudnie na Ljungbergsplanen, dwa przebłyski absolutnego geniuszu Chawingi wystarczyły, aby po kwadransie gry w niezwykle istotnym dla układu sił w dolnej połówce tabeli pojedynku Kvarnsveden z Örebro gospodynie prowadziły 2-0. Przyjezdne odpowiedziały tuż po przerwie za sprawą tradycyjnie nie schodzącej poniżej solidnego, ligowego poziomu Julii Spetsmark, ale pomimo zdobytego w najlepszym możliwym momencie gola kontaktowego, nie udało im się pójść za ciosem i pokusić się o wywiezienie z Dalarny jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Nadzieję przyjezdnych na powrót do gry definitywnie zgasiła w 82. minucie Chawinga, w najlepszy możliwy sposób wykorzystując podanie Lee Winroth i dostarczając w ten sposób jeszcze jeden argument tym, którzy uważają zawodniczkę z Malawi za najbardziej wartościową piłkarkę wiosny 2017 w Danmallsvenskan. Wygrywając z Örebro, ubiegłoroczny beniaminek przynajmniej na kilka dni oddalił się nieco od strefy spadkowej, niespodziewanie spychając do niej drużynę Martina Skogmana. Piłkarki z Behrn Areny, które jeszcze nie tak dawno świętowały wicemistrzostwo oraz Puchar Szwecji, a także toczyły wyrównane boje w Lidze Mistrzyń z francuskim PSG, po sześciu seriach spotkań znalazły się na samym dnie ligowej tabeli, a ich postawa z całą pewnością jest jednym z największych rozczarowań pierwszej części sezonu na szwedzkich boiskach.

02

Aż do szóstej kolejki musieliśmy czekać na pierwszy w obecnym sezonie Damallsvenskan bezbramkowy remis. Stał on się udziałem piłkarek Kristianstad oraz Hammarby, choć po zakończeniu spotkania na Vilans IP trenująca drużynę ze Skanii Elisabet Gunnarsdottir nie ukrywała, że wynik ten jest dla niej jak porażka. Gospodynie rzeczywiście miały więcej z gry i, biorąc pod uwagę całe spotkanie, stworzyły sobie więcej klarownych okazji, ale – podobnie jak tydzień wcześniej Rosengård – nie potrafiły znaleźć sposobu na Emmę Holmgren oraz stającą się powoli symbolem piłkarskiej solidności defensywę ze Sztokholmu. Co więcej, mecz ten mógł zakończyć się dla Kristianstad jeszcze mniej przyjemnie, gdyż piłkarki z Södermalm także potrafiły zagrozić bramce Brett Maron i dwukrotnie były niesamowicie bliskie powodzenia. W sytuacji sam na sam pojedynek z amerykańską golkiperka przegrała jednak Ekblom, a uderzająca zza linii pola karnego Tegström sprawdziła jedynie wytrzymałość poprzeczki na Vilans IP. Oczywiście, równie gorące chwile miały miejsce w szesnastce gości, gdyż szczególnie w pierwszym kwadransie drugiej połowy przewaga Kristianstad nie podlegała jakiejkolwiek dyskusji, ale w zespole ze Skanii ponownie zabrakło kogoś, kto wykończyłby choćby jedną z wykreowanych przez niesamowicie mobilną drugą linię okazji. Chukwudi i Chikwelu znów starały się, jak mogły, sporo pewności wnosiła bezbłędna przez całe spotkanie Carlsson, zdecydowanie najlepszy mecz w sezonie rozegrała kapitanka Nilsson, ale to wszystko nie wystarczyło do tego, aby odnieść drugie tej wiosny zwycięstwo, które pozwoliłoby drużynie Elisabet Gunnarsdottir opuścić strefę spadkową. Poza nią wciąż pozostaje za to Hammarby, a Olof Unogård i jego piłkarki raz jeszcze udowodnili, jak bardzo mylili się ci, którzy jeszcze przed inauguracją rozgrywek skazywali Bajen na pewną degradację.

03

Rywalizacja na linii Linköping – Rosengård jest w ostatnich latach na tyle ciekawa, że na sobotnie starcie tych ekip z olbrzymim zainteresowaniem czekano nie tylko w Szwecji. Balon oczekiwań został nadmuchany do granic możliwości, a tymczasem wystarczyło niespełna pięć minut i … w zasadzie można było się rozejść. Piłkarki z Malmö wreszcie zagrały tak, jak drużyna o tak wielkim potencjale powinna grać co tydzień i w pełni zasłużenie, po raz pierwszy w historii, wywiozły z Areny Linköping komplet punktów. Strzelanie rozpoczęła Lieke Martens, skutecznie finalizując rozpoczętą przez samą siebie akcję, a kilkadziesiąt sekund później na 2-0 podwyższyła Lotta Schelin, popisując się lobem niemal do złudzenia przypominającym jej własną bramkę z meczu o trzecie miejsce na niemieckim mundialu. To była prawdziwa wojna błyskawiczna w wykonaniu FCR i choć ambitnie grające podopieczne Kima Björkegrena próbowały jeszcze nawiązać walkę, to resztki ich zapału zgasiła w 34. minucie Schelin, która najpierw wykorzystała fatalny błąd Eriksson, a następnie dograła do nabiegającej z głębi pola Masar taką piłkę, że Amerykanka musiała jedynie dostawić nogę. Po przerwie nie oglądaliśmy już więcej goli, choć obie ekipy miały swoje szanse na zmianę rezultatu. Najbliższe pokonania Eric McLeod były dwie duńskie piłkarki LFC, ale ze strzałem Kildemoes poradziła sobie kanadyjska bramkarka, a uderzenie głową Arnth zatrzymało się na poprzeczce. Swoimi umiejętnościami wykazać musiała się również Cajsa Andersson, którą próbowały pokonać między innymi Troelsgaard oraz Mittag. Wysokie zwycięstwo Rosengård mocno zaskoczyło niektórych ekspertów, choć trudno tak naprawdę orzec dlaczego. W kadrze Linköping na to spotkanie próżno było bowiem szukać takich zawodniczek jak Harder, Rolfö, Gajhede, Blackstenius, Slegers i Minde, a analizując wyjściowe jedenastki pozycja po pozycji można było dość łatwo dojść do wniosku, że właściwie w każdym sektorze boiska przewaga jest po stronie gości. Końcowy wynik jest więc w pewnym sensie wypadkową potencjału obu ekip, a fakt, iż Schelin, Masar i Martens okazały się lepsze niż Tulkki, Selerud i Lantz trudno rozpatrywać w kategoriach sensacji.

04

W Eskilstunie znali wynik meczu w Linköping i wiedzieli, że zwycięstwo nad Göteborgiem zapewni piłkarkom United awans na pozycję lidera Damallsvenskan. Tyle tylko, że wiedzieć to jedno, a wykonać – to już całkiem inna kwestia. Drużyna prowadzona przez Stefana Rehna absolutnie nie zamierzała ułatwiać wyżej notowanym rywalkom zadania i w pierwszej połowie to gospodynie stworzyły sobie dwie najbardziej dogodne okazje do otwarcia wyniku. Ostatecznie, nie uczyniła tego jednak ani Elin Landström, której do szczęścia zabrakło kilkunastu centymetrów, ani Adelina Engman, do końca dobrze naciskana przez Nathalie Björn. W drugiej połowie również nie oglądaliśmy bardziej zdecydowanego naporu gości, ale błysk byłej zawodniczki Göteborga sprawił, że to Eskilstuna koniec końców cieszyła się z odniesionego na niełatwym terenie zwycięstwa. W 59. minucie Olivia Schough ścięła z piłką do środka, kątem oka zauważyła nie najlepiej ustawioną Lund i przymierzyła niemal w samo okienko strzeżonej przez nią bramki. Stracony gol nie zdeprymował dobrze usposobionych gospodyń, które za sprawą Levin natychmiast podjęły próbę wyrównania stanu rywalizacji. Piłkarka z USA przeprowadziła niemal kopię akcji swojej starszej siostry Camille, która kilka lat temu w taki właśnie sposób zapewniła zespołowi z Göteborga zwycięstwo w Suboticy, ale Savannah nie udało się zmieścić futbolówki pod poprzeczkę. Swoją szanse na pokonanie bramkarki Eskilstuny miała ponadto aktywna jak zawsze Hammarlund, ale Emelie Lundberg po raz drugi z rzędu udało się zachować czyste konto, a licznie zebrani na Valhalli sympatycy gości mogli rozpocząć celebrację, gdyż od tej właśnie chwili, Eskilstuna znów stała się miastem lidera.

05

Choć stawką jedynego niedzielnego meczu Damallsvenskan była czwarta lokata w przejściowej tabeli, zarówno Piteå, jak i Vittsjö grały przede wszystkim o to, aby z nieco większym spokojem przystąpić do kolejnych, ligowych spotkań. Czerwcowy terminarz jest bowiem dla obu ekip wyjątkowo wymagający, a w obecnym, kto wie czy nie najbardziej wyrównanym sezonie w historii, zaplątanie się w walkę o utrzymanie może nieść za sobą bardzo przykre konsekwencje. Od pierwszych minut uwidoczniła się przewaga gospodyń, które na własnym boisku nie zwykły tracić punktów, ale dyrygowana przez przesuniętą na środek defensywy Sandrę Adolfsson defensywa ze Skanii trzymała się całkiem dzielnie. Owszem, szczególnie po stałych fragmentach gry w szesnastce Vittsjö robiło się naprawdę niebezpiecznie, raz futbolówkę z linii bramkowej musiała wybijać nawet Linda Sällström, ale mijały kolejne minuty, a Shannon Lynn wciąż zachowywała czyste konto. Satysfakcjonujący gości bezbramkowy remis utrzymywał się aż do 72. minuty i być może przyjezdnym udałoby się wywieźć z LF Areny punkt, gdyby nie … zdobyty na niewiele ponad kwadrans przed końcem spotkania gol. Przepiękna akcja fińskiego duetu Alanen – Sällström tak bardzo rozdrażniła piłkarki z Piteå, że po upływie zaledwie dziewięćdziesięciu sekund było już 1-1. Jak to często w przypadku zespołu z Norrbotten bywa, dośrodkowała June Pedersen, a jej centrę na bramkę zamieniła Karlernäs. Była pomocniczka Mallbacken odegrała także niezwykle istotną rolę sześć minut później, kiedy to urwała się spod krycia Amandy Persson i wystawiła idealną piłkę nabiegającej z głębi pola Jakobsson. Inna sprawa, że w tej konkretnej sytuacji stoperki ze Skanii zdrzemnęły się niczym szwedzkie kadrowiczki podczas pamiętnego meczu w Viborgu, co znacząco ułatwiło rezerwowej Piteå zadanie. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry bramkarskie umiejętności Hildy Carlén postanowiła jeszcze sprawdzić Mercik, ale reprezentacyjna golkiperka nie dała się zaskoczyć, dzięki czemu to gospodynie okazały się lepsze w batalii o czwarte miejsce w tabeli oraz spokojny czerwiec (a przynajmniej jego pierwszą połowę).

06

07

08

09

6. kolejka – zapowiedź

Linköping kontra Rosengård. Choć w najbliższy weekend piłkarskie emocje czekają nas (jak zresztą zwykle) w wielu zakątkach Szwecji, tym razem jeden mecz wysuwa się zdecydowanie na główny plan. Ale czy może być inaczej, skoro naprzeciwko siebie stają dwie eksportowe drużyny? Już samo to, że spotkaniu na Arenie Linköping poświęca się tyle uwagi w dniu, w którym hokejowa reprezentacja Szwecji rywalizuje z Finlandią o finał mistrzostw świata, świadczy o tym, że mamy do czynienia z czymś znacznie większym niż tylko rywalizacja o ligowe punkty. Na kilkanaście godzin przed pierwszym gwizdkiem najwięcej uwagi poświęca się wprawdzie kwestiom pozasportowym, ale już za moment analizować będziemy nie kontrowersyjną wypowiedź Marty, czy też relacje na linii Jack Majgaard Jensen – Therese Sjögran, a rajdy Lieke Martens, interwencje Magdaleny Eriksson i rywalizację Elli Masar z Claudią Neto w środku pola. W Malmö umieją liczyć i zdają sobie sprawę, że ewentualna porażka będzie oznaczała dziewięć punktów straty do najgroźniejszego rywala, co w przypadku zespołu uważanego za głównego faworyta rozgrywek trzeba byłoby rozpatrywać w kategoriach całkowitej klęski. W Linköping wiedzą, że otwiera się jedyna w swoim rodzaju szansa, aby w połowie maja uciec rywalkom ze Skanii na naprawdę bezpieczną odległość. Historia kazałaby upatrywać potencjalnych zwyciężczyń w gospodyniach, gdyż odkąd LFC na stałe przeniósł się na arenę wybudowaną z okazji EURO 2013, Rosengård jeszcze nigdy w Östergötland nawet nie zremisował. Z drugiej strony, drużyna pokroju Malmö wydaje się zbyt dobra piłkarsko, aby na tym samym stadionie przegrać sześć razy z rzędu. Bądźmy szczerzy, kreślenie jakiegokolwiek scenariusza w przypadku tej potyczki kompletnie mija się z celem, gdyż każdy z nich wydaje się być mniej więcej tak samo (nie)prawdopodobny. Piłkarską bitwę o Szwecję czas zacząć!

W cieniu meczu w Linköping, o swoje punkty będą walczyć pozostali ligowcy. Z dużą uwagą będziemy się przypatrywać rywalizacji na Valhalii, gdzie w sobotę zawita niepokonana w tegorocznych rozgrywkach Eskilstuna. Fenomenalna Malin Diaz, regularna Mimmi Larsson, odblokowana Olivia Schough i stosunkowo szczelna defensywa to niewątpliwie atuty zespołu Viktora Erikssona. Cze dzięki nim po raz kolejny uda im się zwyciężyć na zachodnim wybrzeżu? Chrapkę na to, aby przynajmniej na chwilę włączyć się do walki o medale mają także w Piteå. Aby tego dokonać, zawodniczki Stellana Carlssona muszą jednak koniecznie dopisać sobie komplet punktów w niedzielnym starciu z Vittsjö. W teorii – zadanie nie wydaje się tym z kategorii niewykonalnych, w praktyce – warto mieć się na baczności i uważać na prostopadłe piłki grane przez Emmi Alanen w kierunku szybkiej jak wiatr Lindy Sällström.

Niektórzy uważają, że najciekawiej jest w tym roku w dolnej połówce Damallsvenskan i trudno nie przyznać im racji. Sytuacja w okolicach strefy spadkowej zmienia się bowiem jak w kalejdoskopie, a absolutnie nikt nie chce stracić choćby małego dystansu do ligowego peletonu. Jest to postawa skądinąd słuszna, gdyż doskonale pamiętamy przynajmniej kilka przypadków klubów, które jesienią – choć punktowały równo z bezpośrednimi rywalami – nie były w stanie zniwelować poniesionych wiosną strat. W najbliższą sobotę obejrzymy trzy spotkania niezwykle istotne dla kolejności na miejscach 5-12. Dwa z nich odbędą się w Skanii, ale o ile zamykający chwilowo tabelę Kristianstad przystępuje do pojedynku z Hammarby w roli delikatnego faworyta, o tyle Limhamn Bunkeflo będzie musiało zaprezentować się znacznie lepiej niż przed tygodniem, jeśli marzy o pokonaniu stołecznego Djurgården. Komplet punktów jest jednak jak najbardziej w zasięgu podopiecznych Svena Sjunnessona, tym bardziej, że w zespole ze stolicy na pewno nie zagra kontuzjowana van den Bulk. Nie mniej interesująco będzie na Ljungbergsplanen, gdzie miejscowe Kvarnsveden podejmie wciąż szukające własnej tożsamości Örebro. Znów możemy nastawiać się na rywalizację Addo, Roddar i Chawingi z przeważającymi siłami wroga, choć w najbliższej kolejce równie ważnym wydarzeniem z perspektywy gospodyń jest powrót na boisko Michaeli Hermansson. Obrończyni z Dalarny i jednocześnie wychowanka klubu z Borlänge kilka miesięcy temu zdecydowała się zawiesić piłkarską karierę, ale w obliczu obecnej sytuacji kadrowej klubu, zdecydowała się powrócić do czynnego uprawiania sportu. Czy Hermansson okaże się talizmanem, który na przykład pozwoli Kvarnsveden rozegrać pierwszy od niemal dwóch lat mecz na zero z tyłu? Oj, to byłby dopiero efektowny comeback!

omg6_01

omg6_02

omg6_03

omg6_04

omg6_05

omg6_06

Assi – polarna piękność

Fot. Hanssonsfoto

Gdy sześć lat temu piłkarki Vittsjö wywalczyły sensacyjny awans do ekstraklasy, wieś w północnej Skanii na krótką chwilę stała się jednym z najbardziej obleganych miejsc na piłkarskiej mapie Szwecji. Fenomenem drużyny wymyślonej i stworzonej od podstaw przez Caleviego Hämäläinena zainteresowały się nawet zagraniczne media, a klub szybko zyskał sympatię kibiców w najdalszych zakątkach Europy. Początkowo wydawało się, że przygoda Vittsjö z najwyższą klasą rozgrywkową zakończy się po zaledwie jednym rozegranym w niej sezonie, ale rzeczywistość postanowiła napisać do tej historii zupełnie inny scenariusz. Mijały kolejne miesiące i lata, a klub z okolic Hässleholm tak dobrze wpisał się w pierwszoligowy krajobraz, że dziś jego obecność w krajowej elicie nikogo już nie dziwi.

Do niedawna większość z nas żyła jednak w absolutnym przekonaniu, że przypadek Vittsjö jest jedyny w swoim rodzaju, a coraz wyraźniej odznaczająca się również w Szwecji dominacja większych ośrodków sprawi, że na następną tego typu historię poczekamy jeszcze wiele lat. Tej wiosny na horyzoncie (a mówiąc nieco bardziej konkretnie – na zapleczu ekstraklasy) pojawiła się jednak drużyna, która nie tylko wydaje się całkowicie przeczyć tej tezie, ale na dodatek jeszcze lepiej wpisuje się w ramy klasycznej Cinderella Story. Assi IF jest bowiem klubem posiadającym właściwie komplet cech niezbędnych do tego, aby stać się ulubieńcem tłumów i zespołem drugiego wyboru dla większości neutralnych kibiców. Na czym polega niezwykłość beniaminka Elitettan? Na to pytanie zdecydowanie najprościej odpowiedzieć obrazowo. Jeśli zetknęliście się kiedykolwiek z amerykańskimi serialami młodzieżowymi, to być może kojarzycie z nich motyw small town girl przyjeżdżającej ze swojego miasteczka do samego serca Los Angeles i niemal od razu zyskującej sympatię widzów. Gdyby któryś ze scenarzystów wpadł na szalony pomysł, aby w tej roli obsadzić klub piłkarski, to nie tylko w Szwecji, ale i na świecie nie znalazłby lepszej kandydatury niż właśnie Assi IF. Siedziba? Wieś licząca sobie niespełna 700 mieszkańców, z których znaczna część bierze zresztą udział w corocznym przygotowywaniu stadionu do użytku przed rundą wiosenną. Położenie? W zasadzie niemal dokładnie na kole podbiegunowym, jeszcze dalej na północ niż Piteå czy Umeå. Efektowne wejście do gry? Piętnaście punktów i piętnaście goli w pierwszych pięciu kolejkach to liczby nie wymagające dodatkowego komentarza. W zasadzie im bardziej będziemy zagłębiać się w tę piękną, piłkarską opowieść, tym więcej znajdziemy argumentów przekonujących nas do tego, aby pozostać z Polarnymi Dziewczynami na dłużej, bo naprawdę na to zasługują.

img_9944-1024x683

W takiej scenerii odbywa się sporo domowych meczów Assi (Fot. assifotboll)

Sporym nadużyciem byłoby jednak stwierdzenie, że Assi to kompletnie nowa nazwa w świecie futbolu. Klub z Risögrund za rok świętować będzie bowiem pięćdziesięciolecie istnienia i choć nikt nie wypowie tego głośno, to chyba wszyscy domyślamy się, że powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej byłby prezentem, który najbardziej godnie uświetniłby tak znamienity jubileusz. Przypuszczam, że niektórzy z was zdziwili się, widząc w poprzednim zdaniu słowo „powrót”, ale tak się składa, że Assi ma w swojej historii krótki, pierwszoligowy epizod. Miał on jednak miejsce w kompletnie innych realiach (lata siedemdziesiąte minionego stulecia), ale nawet biorąc poprawkę na ten fakt, trzeba uczciwie przyznać, że okazał się on delikatnym niepowodzeniem. Ekipa z Norrland zakończyła bowiem ekstraklasowe zmagania bez choćby jednego zwycięstwa na koncie, zdobywając przez cały sezon zaledwie sześć ligowych goli. Nie jest to rzecz jasna dorobek przesadnie oszałamiający i kibice w Risögrund mogli się pocieszać, że w przypadku kolejnego awansu stosunkowo łatwo będzie go poprawić. Podstawowy problem polegał jednak na tym, że zamiast awansu bardzo szybko przyszedł jeszcze jeden spadek, a klub na długie lata utknął w ligach regionalnych. Nadejście nowego stulecia przyniosło wprawdzie chwilowy powrót na drugi szczebel rozgrywek, ale reorganizacja systemu ligowego wiązała się z koniecznością ponownego przywitania się z Division 1. Kiedy jednak sympatycy Assi zaczęli się powoli oswajać z myślą, że w grupie północnej trzeciej ligi nie jest aż tak źle, wydarzył się sezon 2016. Fenomenalna postawa w rundzie jesiennej dawała możliwość zmierzenia się w barażach o Elitettan z faworyzowanym Bollstanäs, a gdy w pierwszym, wyjazdowym spotkaniu padł bezbramkowy remis, perspektywa awansu stała się nagle niesamowicie realna. Trudno się więc dziwić, że 14. października na Billerud Arenę pofatygowała się rekordowa liczba 750 widzów. Zdaję sobie sprawę, że wynik ten u osób karmionych frekwencyjnymi danymi z pojedynczych meczów w Anglii czy Hiszpanii wzbudzi co najwyżej łagodny uśmiech politowania, ale warto przypomnieć, że cały czas mówimy tu o wsi liczącej sobie 691 mieszkańców, a północna Szwecja nie należy do najbardziej gęsto zaludnionych regionów Ziemi. Wróćmy jednak na boisko, bo tam działy się rzeczy niebywałe – najpierw gol dla Bollstanäs, następnie odpowiedź gospodyń i w końcu trafienie Öhman w samej końcówce, jak się okazało zapewniające Assi powrót na szczebel centralny. Była szalona radość, były śpiewy, był szampan, ale gdy ucichły echa efektownej fety, nadeszły długie, zimowe miesiące, podczas których trzeba było odpowiednio przygotować się do wiosennego zderzenia z Elitettan, czyli ligą potrafiącą w niezwykle brutalny sposób zweryfikować każdego śmiałka.

dafe0869-4ab0-444a-8f45-10c419b68f7d

Jest! Awans do Elitettan przypieczętowany! (Fot. Alf Lindbergh)

Przed rozpoczęciem drugoligowego sezonu, uśrednione typy ekspertów klasyfikowały Assi na jedenastej lokacie, czyli ostatniej zapewniającej bezpieczne utrzymanie na zapleczu Damallsvenskan. Po pięciu kolejkach, w których drużyna z Risögrund wywalczyła komplet punktów, przewidywania nieco się zmieniły, ale jeszcze nie na tyle, aby wieszczyć ekipie spod koła polarnego rychły awans do ekstraklasy. Pomimo najbardziej spektakularnego wejścia na szczebel centralny od wielu lat, wciąż najwięcej mówi się o spokojnym utrzymaniu, względnie walce o górną połówkę tabeli. Dlaczego? Odpowiedzi z całą pewnością należałoby szukać w terminarzu, który na początku sezonu był dla zawodniczek Assi stosunkowo łaskawy. Prawdziwy test piłkarskiej wartości czeka za to Polarne Dziewczyny w czerwcu i lipcu, kiedy to przyjdzie im odwiedzić kolejno Sunne, Sztokholm, Växjö oraz Uppsalę, a nieco wcześniej (25. maja) na własnym boisku rozegrają niezwykle prestiżowy derbowy pojedynek z Umeå. Nie trzeba być wielkim znawcą drugoligowej piłki, aby stwierdzić, że nie jest to najłatwiejszy możliwy zestaw, ale z drugiej strony gdyby podopiecznym Fredrika Söderholma udało się przez najbliższe dwa miesiące utrzymać kontakt z czołówką, to w Småland, Skanii i Sztokholmie musieliby pogodzić się z tym, że w walce o ekstraklasę przybył im niespodziewany konkurent. Być może nieco egzotyczny, ale niewątpliwie dodający tej rywalizacji mnóstwo kolorytu.

17882305_1865286817075756_632942295255089152_n

Radość Polarnych Dziewczyn – częsty obrazek tej wiosny (Fot. Hanssonsfoto)

Piłkarki z Risögrund zbierają pochwały nie tylko za wyniki, lecz także za niezwykle miły dla oka styl gry, dzięki któremu ich mecze zawsze ogląda się z przyjemnością. Warto więc nieco bliżej przyjrzeć się konkretnym zawodniczkom, które wiosną 2017 wprowadziły do Elitettan niemało zamieszania. Dostępu do bramki Assi najczęściej broni Amerykanka Christina Dineson. Pochodząca z Connecticut golkiperka zdecydowała się na przyjazd do Szwecji po zakończeniu przygody z piłką uniwersytecką i z dzisiejszej perspektywy możemy chyba powiedzieć, że okazało się to doskonałym wyborem. Formację defensywną trzyma w ryzach Serbka Indira Ilic, a dzielnie sekundują jej druga stoperka Frida Björck, a także doświadczona Johanna Andersson. O zachowanie odpowiedniego balansu pomiędzy atakiem i obroną dbają Lina Henriksson oraz kojarzona z występów w barwach Piteå Paulina Hedquist, a skrzydłowa Elin Nilsson bez wątpienia okazała się jednym z największych odkryć rundy wiosennej na zapleczu Damallsvenskan. Za strzelanie goli odpowiedzialna jest przede wszystkim inna Amerykanka Erin Craig, która jako jedna z niewielu zagranicznych piłkarek nie musiała przechodzić w Risögrund przesadnie długiej aklimatyzacji, gdyż znaczną część życia spędziła w Montanie, gdzie śnieg we wrześniu również nie jest zjawiskiem szczególnie nietypowym. W obecnych rozgrywkach lepszą skutecznością pochwalić może się jednak Emelie Helmvall, również występująca w przeszłości w Piteå, dla której sezon 2017 może okazać się długo wyczekiwanym przełomem. Wreszcie, na sam koniec została nam piłkarka, bez której z całą pewnością Assi nie byłoby taką samą drużyną. Ustawiana najczęściej na dziesiątce, ale nie przeszkodziło jej to w zostaniu królową strzelczyń szwedzkiej trzeciej ligi. Często porównywana do Pernille Harder lub Tabithy Chawingi i nawet jeśli jest w tym odrobina przesady, to w tutejszych warunkach trudno o większy dowód szacunku do piłkarskiej klasy. Brazylijski as w talii trenera Söderholma – Fernanda da Silva.

fernanda-da-silva-assi-if

Z Brazylii do Norrland – tak strzela Fernanda (Fot. NK)

Czy ta niesamowita mieszanka wybuchowa w kolejnych miesiącach wciąż będzie zachwycać, pisząc w ten sposób jedną z najbardziej nieprawdopodobnych historii w szwedzkim futbolu? A może lada moment wszystko wróci do „normy”, a fenomenalny rajd z początku obecnego sezonu zostanie jedynie sympatycznym wspomnieniem? Bez względu na to, ligowe losy piłkarek Assi z pewnością warto śledzić. Kto wie, być może za rok o tej porze będziemy już zapraszać na pierwszoligową transmisję z Billerud Areny?

Podsumowanie 5. kolejki

Kibice Kvarnsveden opuszczali w sobotnie popołudnie Ljungbergsplanen, zastanawiając się, jakim cudem ich drużyna nie potrafiła wywalczyć choćby punktu w meczu, w którym była zespołem lepszym od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Przechodząca momentami w dominację przewaga zdała się jednak na nic, gdyż defensywa z Dalarny kolejny raz postanowiła udowodnić, jak wielki dystans dzieli prezentowany przez nią poziom do tego, który w teorii powinien cechować przeciętną, pierwszoligową drużynę. Tym razem najbardziej szczodrze prezenty postanowiła rozdawać rywalkom Agnes Dahlström, która popełniając dwa kompletnie niepotrzebne faule, zaliczyła w ten sposób asysty drugiego stopnia przy dwóch golach dla Vittsjö, ale prawda jest taka, że w zasadzie żadna z obrończyń Kvarnsveden nie może z czystym sumieniem powiedzieć, że w piątej serii spotkań rozegrała dobre spotkanie. Poważnego błędu nie ustrzegła się także debiutująca w najwyższej klasie rozgrywkowej Jenny Wahlén, gdyż to właśnie jej fatalne ustawienie przy rzucie wolnym Alanen pozwoliło gościom ze Skanii objąć prowadzenie w momencie, gdy wszystko wskazywało na to, że lada chwila to gospodynie cieszyć się będą ze zdobycia kolejnego gola. Skoro jesteśmy już przy Alanen, to należy podkreślić, iż jej powrót pokazał, że bez fińskiej pomocniczki druga linia Vittsjö traciła całkiem sporo ze swojej wartości i to właśnie w niej – a także w jej rodaczce Lindzie Sällström, która także wpisała się na Ljungbergsplanen na listę strzelczyń – sympatycy z północnej Skanii mogą pokładać największe nadzieje na nadchodzące tygodnie. Fanom Kvarnsveden wciąż pozostaje natomiast wiara w magię Chawingi, choć tym razem nawet okraszona przepięknym golem fenomenalna postawa napastniczki z Malawi, przełamanie Kuc oraz udane występy Addo, Roddar i Ivanusy nie były w stanie zrównoważyć tego, co wydarzyło się po przeciwległej stronie boiska.

01

Wielu fachowców zastanawia się, czy Eskilstunę możemy powoli zacząć oficjalnie zaliczać do ekskluzywnego grona ligowych potentatów i gdyby odpowiedzi na to pytanie trzeba było udzielić wyłącznie na podstawie pojedynku na Limhamns IP, to byłaby ona z pewnością twierdząca. Zawodniczki Viktora Erikssona przyjechały do Malmö z pełną świadomością swojej klasy i w zasadzie od pierwszej minuty udzielały absolutnemu beniaminkowi Damallsvenskan lekcji pierwszoligowego futbolu. Owszem, nie możemy zapominać, że zadanie gościom w pewnym stopniu ułatwiły także urazy piłkarek ze Skanii, w wyniku których trener Sjunnesson już w pierwszej połowie dokonał aż trzech wymuszonych zmian, ale w niczym nie zmienia to faktu, że komplet punktów pojechał do Eskilstuny w pełni zasłużenie. Pokaźnych rozmiarów cegiełkę do zwycięstwa swojej drużyny raz jeszcze dołożyła Malin Diaz, która – podobnie jak w derbach przeciwko Örebro – znów była zdecydowanie najlepsza na placu. To przez nią przechodziła zdecydowana większość ofensywnych akcji United, a każde dotknięcie przez Diaz futbolówki wprowadzało niemały popłoch w formacji obronnej Limhamn Bunkeflo. Była piłkarka AIK oraz Tyresö zakończyła ostatecznie spotkanie z dwiema asystami na koncie, ale gdyby jej koleżanki były nieco bardziej skuteczne, to ów dorobek mógł być zdecydowanie bardziej okazały. Swoje powody do radości miały ponadto Olivia Schough, która w końcu zapisała na swoim koncie pierwsze w tym roku gole, a także Mimmi Larsson, dla odmiany kontynuująca świetną strzelecką passę. Pewne i osiągnięte w dobrym stylu zwycięstwo na boisku beniaminka oznaczało, że – po półtorarocznej przerwie – przynajmniej na dwa dni piłkarki United mogły ponownie rozsiąść się w wygodnym fotelu przeznaczonym dla liderek Damallsvenskan i z takiej, całkiem skądinąd przyjemnej perspektywy, wyczekiwać kolejnych, ligowych rozstrzygnięć.

02

Hammarby i Rosengård to drużyny, które nie tylko na pozór dzieli wszystko. Zespół ze Skanii to jak na warunki Damallsvenskan prawdziwy gwiazdozbiór i główny faworyt do mistrzowskiego tytułu, zaś podopieczne Olofa Unogårda już przed pierwszą kolejką nowego sezonu zostały przed niemal wszystkich ekspertów skazane na rychły powrót na zaplecze ekstraklasy. Piłkę nożną kochamy jednak również za jej nieprzewidywalność i za to, że na boisku wola walki, ambicja, dyspozycja dnia znaczą więcej niż zasobność klubowej kasy, czy obecność w kadrze najlepszych piłkarek. Wydaje się jednak, że nawet, gdy w 14. minucie Julia Zigiotti Olme zamieniła na gola fenomenalne zagranie Anny Oskarsson, większość sympatyków Bajen i tak nie spodziewała się, że za niespełna dwie godziny przyjdzie im być świadkami największej sensacji ostatnich lat w Damallsvenskan. Wszak Schelin, Mittag, Masar i reszta ekipy ze Skanii miały w tym momencie do dyspozycji jeszcze mniej więcej osiemdziesiąt minut na to, aby odwrócić losy meczu i sprawić, że o prowadzeniu Hammarby jutro nikt nie będzie pamiętać. Beniaminek ze Sztokholmu bronił się jednak niesamowicie ofiarnie, a olbrzymia przewaga gości w posiadaniu piłki długimi minutami nie pozwalała im nawet na stworzenie większego zagrożenia pod bramką Emmy Holmgren. Więcej dogodnych okazji udało się wykreować piłkarkom z Malmö po przerwie, ale pomimo narastającego z minuty na minutę zmęczenia, defensywa Hammarby wciąż zachowywała czyste konto, coraz bardziej frustrując w ten sposób próbujące sforsować ją rywalki. Piłkę na remis miała na nodze Masar, z siedmiu metrów uderzała Troelsgaard, ale skutecznie (i nieco szczęśliwie) interweniująca Holmgren, przy olbrzymim wsparciu swoich obrończyń tego dnia nie dała się pokonać. W doliczonym czasie gry dobić zawodniczki Rosengård mogła jeszcze Zigiotti, ale uderzając sytuacyjnie futbolówkę pomyliła się o kilkadziesiąt centymetrów. Nikt w Södermalm nie będzie jednak przesadnie długo rozpamiętywał tej sytuacji w obliczu tego, że biało-zielone nie tylko odniosły dziś pierwsze zwycięstwo po powrocie do Damallsvenskan, ale dokonały tego w starciu z przeciwnikiem, który jeszcze dwa miesiące miał nadzieję, że w tej chwili będzie szykować się do występu w finale Ligi Mistrzyń.

03

Za ósmym podejściem zawodniczkom z Piteå znów nie udało się podbić Göteborga, choć trzeba przyznać, że piłkarki z Norrland jeszcze nigdy nie były tak bliskie powodzenia, jak w minioną niedzielę. Na nieco ponad dwadzieścia minut przed końcem spotkania podopieczne Stellana Carlssona prowadziły bowiem 2-0 i wydawało się, że mecz znajduje się pod ich całkowitą kontrolą. Oba gole dla gości padły jeszcze w pierwszej połowie, po bliźniaczo podobnych zagraniach, w których zmieniały się jedynie wykonawczynie. W 22. minucie spod linii końcowej dośrodkowywała Jakobsson, a akcję sfinalizowała stojąca na wprost bramki Pettersson, natomiast tuż przed przerwą w identycznych rolach wystąpiły kolejno Johansson oraz Ökvist. W drugiej połowie także nic nie wskazywało na to, że gospodyniom uda się jeszcze wrócić do gry, a wręcz to zespół z dalekiej Północy sprawiał wrażenie drużyny będącej bliżej zdobycia kolejnych goli. Strzały Karlsson i rezerwowej Bragnum zatrzymały się jednak na poprzeczce, a z rzutem wolnym Pedersen poradziła sobie Fanny Lund, zastępująca w bramce KGFC Jennifer Falk. Pod bramką Hildy Carlén nie działo się aż tak wiele, ale 120 sekund nieuwagi defensywy z Piteå wystarczyło, aby gospodynie odrobiły dwubramkową stratę. Warto odnotować, że obie bramkowe akcje Göteborga rozpoczęły się od Elin Rubensson, która była zdecydowanie najbardziej wyróżniającą się zawodniczką w szeregach gospodyń. W 69. minucie reprezentacyjna pomocniczka wykonała rzut wolny, po którym Teegarden, korzystając z olbrzymiego zamieszania w polu karnym gości, wepchnęła futbolówkę do siatki Carlén, a chwilę później zagrała idealnie w tempo do nabiegającej z głębi pola Hammarlund. Choć w ostatnim kwadransie zwycięskiego trafienia próbowały jeszcze poszukać obie ekipy, to spotkanie na Valhalii zakończyło się koniec końców podziałem punktów, z czego zdecydowanie bardziej cieszył się Stefan Rehn i jego piłkarki. Biorąc pod uwagę przebieg meczu, trudno się nawet temu przesadnie dziwić.

04

Drugi niedzielny mecz w stolicy był dla obu klubów pojedynkiem o sześć punktów. Ewentualna porażka równała się spędzeniu najbliższego tygodnia w strefie spadkowej, a nie trzeba chyba dodawać, że ani dla Djurgården, ani dla Kristianstad nie był to wymarzony scenariusz. W pierwszych dwudziestu minutach stroną nieco bardziej aktywną starały się być podopieczne Elisabet Gunnarsdottir, ale jeśli napiszemy, że w tym fragmencie na murawie Stadionu Olimpijskiego działo się raczej niewiele, to … nie rozminiemy się znacząco z prawdą. O podniesienie poziomu emocji zadbać postanowiła więc pani Lovisa Johansson, która orzekła, że starcie Chukwudi z Rytting Kaneryd kwalifikowało się na podyktowanie rzutu karnego, a z jedenastu metrów – podobnie jak przed tygodniem – nie pomyliła się van den Bulk. Gospodynie postanowiły pójść za ciosem i jeszcze w pierwszej połowie, za sprawą Katrin Schmidt, udało im się podwyższyć prowadzenie. Urodzona w Westfalii reprezentantka Szwecji pokonała Maron technicznym strzałem tuż przy słupku, korzystając ze świetnego rozegrania piłki przez duet Kukkonen – Jalkerud. Mogliśmy się spodziewać, że po przerwie zaatakują nie mające już zbyt wiele do stracenia zawodniczki ze wschodniej Skanii, ale piłkarkom Djurgården długimi fragmentami skutecznie udawało się spowalniać grę, wybijając w ten sposób rywalki z uderzenia. Sposób gry gospodyń sprawił, że na Stadionie Olimpijskim także w drugiej części gry nie oglądaliśmy wielkiego widowiska, ale – jak zresztą przyznała po ostatnim gwizdku Jalkerud – dla sztokholmianek liczyło się przede wszystkim to, aby po trzech kolejnych porażkach dopisać sobie drugi w sezonie komplet punktów. Ów cel udało się ostatecznie zrealizować, gdyż na dwa trafienia Djurgården Kristianstad odpowiedział zaledwie jednym, ale w Skanii z pewnością długo będą się zastanawiać, dlaczego pani Johansson równie ochoczo nie chwyciła za gwizdek w żadnej z dwóch sytuacji, w których to zawodniczki gości były w sposób zdecydowany powstrzymywane w szesnastce Gunnarsdottir.

05

Już przed pierwszym gwizdkiem Sary Persson było wiadomo, że piłkarki Linköping potrzebują przynajmniej remisu, aby po dwóch dniach powrócić na fotel lidera Damallsvenskan, ale osłabione brakiem Banusic i Minde mistrzynie kraju absolutnie nie przyjechały na Behrn Arenę po jeden punkt. Choć w 12. minucie to gospodynie były bliskie objęcia prowadzenia, gdy uderzona przez Spetsmark futbolówka po rykoszecie od Neto zatrzymała się dopiero na słupku bramki Cajsy Andersson, w dalszej fazie meczu oglądaliśmy już w zasadzie wyłącznie koncert podopiecznych Kima Björkegrena. Szkoleniowiec Linköping wymyślił, że sposobem na przełamanie defensywy Örebro mają być prostopadłe piłki, grane za ustawioną w linii czwórkę obrończyń i trzeba przyznać, że był to strzał w przysłowiową dziesiątkę. Zaczęło się wprawdzie od fatalnych pudeł Hurtig i Lennartsson, które niczym swego czasu Stina Blackstenius pomyliły się w stuprocentowych wydawałoby się sytuacjach, ale dwie kolejne akcje przyniosły już przyjezdnym pełne powodzenie. Najpierw zrehabilitowała się Lennartsson, a siedem minut później swojego premierowego gola na szwedzkich boiskach zdobyła uznawana za największy talent w historii fińskiej piłki Emmaliina Tulkki, wykorzystując podanie ustawionej kolejny raz w roli prawoskrzydłowej Jessiki Samuelsson. W drugiej połowie obie drużyny sprawiały wrażenie całkowicie pogodzonych z końcowym wynikiem i choć obejrzeliśmy jeszcze między innymi trzy gole i zmarnowany rzut karny, to trudno powiedzieć, żeby na Behrn Arenie w którymkolwiek momencie zrobiło się jeszcze emocjonująco. Trochę ożywienia do gry gości spróbowała wnieść wprowadzona w ostatnich minutach debiutująca w najwyższej klasie rozgrywkowej Alva Selerud, ale jej koleżanki myślami były już chyba przy czekającym je w najbliższą sobotę niezwykle prestiżowym pojedynku z Rosengård. Mówiąc szczerze, nie ma w tym nawet nic nadzwyczajnego, wszak ewentualne zwycięstwo równałoby się z odskoczeniem głównemu faworytowi do mistrzowskiej korony na dziewięć punktów, a to na tym etapie sezonu byłoby zaliczką wręcz niewyobrażalną.

06

07

08

09

5. kolejka – zapowiedź

Gdy pomimo gry w osłabieniu wygrywasz pierwszy w sezonie mecz, a na dodatek robisz to na obcym boisku i zdobywasz decydującego gola w 92. minucie, to trudno sobie wyobrazić, aby nie stanowiło to potężnego zastrzyku pozytywnej energii. Niestety, wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że o ubiegłotygodniowej wiktorii na Stadionie Olimpijskim w klubie z Dalarny nie pamięta już chyba nikt. Poważna kontuzja wybranej ostatnio do jedenastki kolejki Liny Lundqvist, przy jednoczesnym zawieszeniu Johanny Axfeldt oznacza, że do niezwykle istotnego pojedynku o sześć punktów Kvarnsveden przystąpi z debiutującą na poziomie pierwszej ligi osiemnastolatką między słupkami oraz skleconą w nadzwyczaj eksperymentalny sposób defensywą. Powodów do optymizmu fani z Borlänge mogą szukać jedynie w tym, że nie ma takiego meczu, w którym Chawinga – przy drobnej pomocy Roddar i Addo – nie potrafiłaby strzelić o jednego gola więcej od rywalek, a w sobotę na Ljungbergsplanen nie zawita żaden z ligowych mocarzy, a mające swoje problemy Vittsjö, które w żadnym z rozegranych dotychczas w tym roku spotkań nie prezentowało się lepiej od rywala.

omg5_01

Kontuzje więzadeł nie omijają także Eskilstuny, ale szczęście w nieszczęściu ekipy Viktora Erikssona polega na tym, że akurat na bokach obrony kadra United prezentuje się na tyle solidnie, że nawet bez doświadczonej Anniki Svensson drużyna nie powinna stracić wiele na jakości. Inna sprawa, że w sobotnie popołudnie na Limhamns IP, presja spoczywająca na zawodniczkach gości będzie o tyle duża, że ewentualne zwycięstwo oznaczać będzie awans na fotel lidera Damallsvenskan na przynajmniej 51 godzin. Oznacza to mniej więcej tyle, że zbierające w ostatnich tygodniach pochwały za wspaniałą postawę na ligowych boiskach Malin Diaz oraz Mimmi Larsson staną przed kolejnym wyzwaniem i jeśli poradzą sobie z nim tak dobrze, jak z poprzednimi, to chyba nawet Pia Sundhage z Lilie Persson dojdą w końcu do jedynych, właściwych wniosków. Najpierw trzeba będzie jednak rozegrać świetną partię w Malmö, a Sven Sjunnesson z całą pewnością postara się temu zapobiec i wcale nie musi być w tej konfrontacji bez szans.

omg5_02

Jack Majgaard otwarcie przyznaje, że wciąż poszukuje ustawienia, w którym dałoby się zmaksymalizować zysk z jednoczesnego przebywania na boisku zabójczego, ofensywnego kwartetu ze Skanii, więc wyjazd na stadion potencjalnej czerwonej latarni Damallsvenskan wydaje się być wręcz wymarzoną okazją do przeprowadzenia kolejnych testów. Nawet gdyby ich efekty miały nie być jeszcze do końca optymalne, to Schelin, Mittag, Martens i Masar i tak powinny bez większych problemów znaleźć sposób na rozpracowanie defensywy beniaminka. Nieco inaczej patrzą jednak na te sprawy w Sztokholmie, gdzie przypominają, że Hammarby to klub potrafiący radzić sobie z drużynami gwiazd, w związku z czym piłkarki ze Skanii muszą nastawić się w najbliższą niedzielę na niezwykle absorbujące popołudnie. Czy rzeczywiście jakakolwiek niespodzianka jest tu w ogóle możliwa? Cóż, mamy do czynienia z piłką nożną, ale uczciwie przyznajmy, że jest ona mniej więcej tak samo prawdopodobna, jak to, że Sundhage trafi z ustawieniem na mecz z Niemcami.

omg5_03

Gdybyśmy napisali, że Piteå w historii swoich pierwszoligowych występów nie radziło sobie na Valhalli, to byłoby to całkiem sporym niedopowiedzeniem. Piłkarkom z Norrland przez wszystkie lata udało się bowiem wywalczyć w Göteborgu jeden, jedyny punkt i strzelić jednego, jedynego gola (autorstwa trochę już zapomnianej Jennifer Nobis). Przed niedzielnym starciem wydaje się, że potencjał obu ekip należałoby ocenić mniej więcej podobnie, ale niewykluczone, że i tym razem zadziała syndrom niezdobytej twierdzy i komplet punktów raz jeszcze pozostanie w Västergötland. Bez względu na wszystko, dodatkowym smaczkiem tej konfrontacji z pewnością będzie pojedynek rywalizujących o miano najlepszej szwedzkiej golkiperki Damallsvenskan Hildy Carlén oraz Jennifer Falk. Może więc jednak to nie stadion, a dyspozycja obu bramkarek przesądzi o ostatecznym rozstrzygnięciu?

omg5_04

Gdyby posiłkować się wyłącznie tabelą, zarówno Djurgården, jak i Kristianstad, jawiłyby się nam jako zespoły, dla których szczytem marzeń powinno być jedynie spokojne utrzymanie. Doskonale wiemy jednak, że zarówno podopieczne Joela Riddeza (najbliższe spotkanie obejrzy z trybun), jak i ekipa Elisabet Gunnarsdottir prezentują się na boisku znacznie lepiej niż wskazywałyby zajmowane przez nie lokaty. Czy bezpośrednie starcie okaże się dla jednej z zainteresowanych drużyn przełomem i początkiem lepszych, wiosennych dni? W teorii powinniśmy wskazać na Djurgården, ale skądinąd wiemy, że zawodniczki z Kristianstad tak dobrze na wyjazdach nie grały chyba nigdy, a Chikwelu do spółki z Chukwudi mogą okazać się kolejnymi – po Chawindze i Addo – afrykańskimi bohaterkami Stadionu Olimpijskiego. Jedynym pewnikiem jest w zasadzie to, że ewentualna porażka będzie dla obu klubów równoznaczna ze spędzeniem najbliższego tygodnia w strefie spadkowej, czego przed sezonem nie zakładano zapewne w żadnym z obozów.

omg5_05

Gdybyśmy chcieli cofnąć się w czasie do ostatniego zwycięstwa piłkarek z Linköping na Behrn Arenie, to czekałaby nas podróż do roku, w którym Szwecja była gospodarzem piłkarskich Mistrzostw Europy, a Mallory Pugh rozpoczynała swój drugi rok edukacji w szkole średniej. Nawet w poprzednim, niemal perfekcyjnym z perspektywy LFC sezonie, Harder i spółka w ostatnich minutach zdołały jedynie wyrwać w Örebro remis. Wiadomo, że statystyki w futbolu nie grają, ale jednak aktualnym mistrzyniom kraju akurat z najbliższym rywalem nigdy nie grało się wygodnie, więc trudno się dziwić, że w Linköping robią wszystko, aby Marija Banusic była w stanie wystąpić w poniedziałek w możliwie największym wymiarze czasowym. Jeśli bowiem – zgodnie z prezwidywaniami – czeka nas kolejne starcie na stylu – to najlepsza snajperka LFC może okazać się decydującym argumentem przechylającym szalę zwycięstwa na korzyść gości. Może, ale absolutnie nie musi.

omg5_06