Historia stworzona w deszczu

Choć klub z Linköping od kilku dni apelował, aby w okolicach stadionu pojawić się przynajmniej kilkadziesiąt minut przed meczem, do rad postanowili się zastosować jedynie sympatycy ekipy z Malmö, w związku z czym arena EURO 2013 zapełniała się przez większą część pierwszej połowy. Ci spośród fanów LFC, którzy z powodu późnego przybycia opuścili początek meczu, nie zobaczyli między innymi szturmu Rosengård, gdyż to właśnie piłkarki ze Skanii od pierwszego gwizdka Pernilli Larsson ruszyły do zmasowanej ofensywy. Widać było, że plan Jacka Majgaarda zakładał zaatakowanie rywalek zanim te na dobre zdążą w ogóle wejść w mecz i naprawdę niewiele brakowało, aby ta taktyka zakończyła się powodzeniem. Defensywa z Linköping wydawała się być zaskoczona takim obrotem spraw i kilka razy dopuściła zawodniczki Rosengård do pozycji, z których można było zagrozić bramce Cajsy Andersson. Niebezpiecznie było zarówno po dwójkowej kombinacji Marta – Schelin, jak i po uderzeniu Andonowej, które ostatecznie zatrzymało się na poprzeczce, ale gospodyniom ostatecznie udało się przetrwać napór mistrzyń kraju bez strat, a gdy Pernille Harder mniej więcej po siedmiu minutach oblężenia dała pierwszy sygnał do ataku swoim koleżankom, pojedynek o tytuł rozpoczął się na dobre.

Można było się spodziewać, że chociażby ze względu na klasę obu drużyn, spotkanie na Arenie Linköping nie będzie obfitowało w dużą ilość bramkowych okazji, a kluczem do zwycięstwa może okazać się umiejętność wykorzystania choć jednej ze stworzonych przez siebie szans. Grę dodatkowo utrudniał piłkarkom padający coraz bardziej rzęsiście deszcz, który w ostatnich tygodniach szczególnie upodobał sobie ekipę z Malmö i towarzyszy jej przy każdej nadarzającej się sposobności. Takie warunki nie sprzyjały przede wszystkim zawodniczkom preferującym efektowną grę, choć trzeba przyznać, że w pierwszej kolejności to nie pogoda, a uważna i niemal bezbłędna postawa formacji defensywnych sprawiła, że zarówno Marta, jak i Harder nie potrafiły wejść na poziom, który prezentowały w zdecydowanej większości swoich tegorocznych występów. W oczy bardzo rzucał się także respekt, którym darzyły się obie biegające po boisku drużyny i szybko stało się jasne, że przynajmniej w pierwszej połowie nikt nie będzie tu przesadnie ryzykować, w związku z czym do szatni schodziliśmy przy bezbramkowym remisie.

Obraz gry nie zmienił sie specjalnie także po przerwie, choć od mniej więcej sześćdziesiątej minuty było widać, że to Rosengård jest drużyną, której bardziej zależy na zgarnięciu pełnej puli. Nieco bardziej do przodu przesunęły się zarówno Iva Landeka, jak i rezerwowa Ebba Wieder (na początku drugiej połowy zmieniła kontuzjowaną Schelin), co spowodowało, że znacznie częściej gościliśmy teraz na połowie Linköping. Stuprocentowych okazji wciąż nie było wiele, ale zbyt głębokie cofnięcie się często kończy się utratą gola z przypadku i piłkarki LFC były o krok (a mówiąc całkiem precyzyjnie – o kilkanaście centymetrów) od takiej właśnie sytuacji, gdy po strzale Marty i rykoszecie od jednej z obrończyń futbolówka minimalnie minęła bramkę Andersson. Aż do 81. minuty wydawało się, że to goście są nieco bliżej tego, aby tego dnia móc cieszyć się z gola na Arenie Linköping, ale nie od dziś wiadomo, że piłka nożna to taka dyscyplina sportu, która niespecjalnie lubi oczywiste rozstrzygnięcia. Na trzydziestym metrze przed bramką Rosengård rekonwalescentka Rolfö, która chwilę wcześniej pojawiła się na boisku, wygrała przebitkę z Berglund, oddała piłkę dobrze pokazującej się na lewym skrzydle Harder, a Dunka zacentrowała na głowę nabiegającej z głębi pola Minde. Norweska skrzydłowa idealnie zmieściła futbolówkę między interweniującą Musovic, a lewy słupek jej bramki i w jednym momencie eksplodowała ławka LFC (na czele z zazwyczaj bardzo powściągliwym w reakcjach Martinem Sjögrenem), a także ponad sześć tysięcy fanów miejscowej drużyny, pomimo fatalnej aury niemal bez przerwy wspierających motywującym dopingiem swoje piłkarki, które zresztą odpłaciły się im w najlepszy możliwy sposób.

Wynik 1-0 oznaczał, że Rosengård nie miał absolutnie czego bronić, w związku z czym Nilsson i Riley w ostatnim fragmencie spotkania grały już nawet nie jako wahadłowe obrończynie, a wręcz jako ofensywne pomocniczki. Można było przypuszczać, że niespełna kwadrans to wystarczająco dużo czasu na to, aby FCR stworzył sobie przynajmniej jedną dogodną sytuację i rzeczywiście w 88. minucie taka miała miejsce. Po raz drugi tego popołudnia – tym razem po strzale Marty – w sukurs gospodyniom przyszła jednak poprzeczka. W doliczonym czasie gry Brazylijka spróbowała raz jeszcze, kilkadziesiąt sekund wcześniej swoją szansę miała także Landeka (jej uderzenie ofiarnie wyblokowała Eriksson), ale tego dnia piłkarki z Malmö wyrównującego gola ostatecznie nie znalazły. Dziesiąte w sezonie trafienie Minde (po dziesiątej w sezonie asyście Harder!) koniec końców okazało się golem na wagę trzech punktów w najważniejszym meczu 2016 roku w szwedzkiej piłce klubowej. Czy także na wagę drugiego w historii klubu z Linköping mistrzowskiego tytułu? Nie pora jeszcze, aby to ogłaszać, ale pewne jest, że miasto nad Stångån dziś nie położy się zbyt wcześnie spać!

161009-damallsvlinkoping-350672-se-ttela-1-jpg

Fot. Stefan Jerrevång

Pyrrusowe zwycięstwo Göteborga

Po niedawnym remisie z Linköping Martin Skogman mógł mieć nadzieję, że forma prowadzonego przez niego zespołu w końcu zaczęła zwyżkować, a pierwsze zwycięstwo za jego kadencji jest wyłącznie kwestią czasu. Niestety, w meczu przeciwko ekipie z Göteborga, piłkarki Örebro udowodniły, że w obecnym sezonie są drużyną niezwykle chimeryczną bez względu na to, czy prowadzi je szkoleniowiec z dalekiej Grecji, czy też z niezbyt odległej Eskilstuny.

Pojedynek na Behrn Arenie nie był widowiskiem jednostronnym, ale po trzy punkty sięgnęła w nim drużyna, która przewyższała swoje rywalki piłkarską dojrzałością. Jest to o tyle zaskakujące, że przecież zarówno wyższa średnia wieku, jak i znacznie większe pierwszoligowe doświadczenie kazałyby przypuszczać, że akurat w tym aspekcie przewaga powinna być po stronie Örebro. Boisko zweryfikowało jednak te założenia, a Rebecka Blomqvist (fantastyczne zachowanie przy golu na 1-0), czy Elin Landström na tle rywalek momentami wyglądały jak profesorki przy uczennicach. Dobrze rozegrany przez Perez i Tancredi stały fragment gry sprawił, że na początku drugiej połowy gospodynie miały przez krótką chwile nadzieję na uniknięcie porażki, ale wtedy przypomniała o sobie powracająca nie tylko do zdrowia, ale także do najwyższej dyspozycji Hammarlund, która dwoma trafieniami skutecznie zgasiła ich zapał. Triumf Göteborga mógł być jeszcze bardziej okazały, ale stuprocentową okazję zmarnowała chociażby Elin Rubensson, udowadniając, że skuteczność nie jest w ostatnich miesiącach największym z jej atutów.

Spotkanie w Örebro zakończyło się niestety przykrym incydentem z udziałem Melissy Tancredi i Jennifer Falk, w wyniku którego powołana niedawno do reprezentacji Szwecji golkiperka Göteborga musiała przedwcześnie opuścić boisko z urazem kolana (z czerwoną kartką opuściła je zresztą także Kanadyjka). Oczywiście, nigdy nie ma odpowiedniego moment na kontuzję, ale gdyby to starcie z Behrn Areny uniemożliwiło Falk wyjazd na zgrupowanie kadry, to można byłoby mówić o naprawdę szyderczym chichocie losu. Uraz jednej z najlepszych bramkarek w Damallsvenskan siłą rzeczy popsuł nieco humory w ekipie z Västergötland, która dziś mogła być zadowolona zarówno z wyniku, jak i z własnej postawy.

******

Piłkarkom z Vittsjö nie udało się po raz pierwszy w historii pokonać Kristianstad, choć to one w 28. minucie objęły na Vilans IP prowadzenie. Gol Emmi Alanen nie należał być może do najpiękniejszych, jakie oglądaliśmy w tym sezonie w Damallsvenskan, ale piłka nożna to także gra błędów. W tej konkretnej sytuacji popełniły go Lorca van de Putte oraz Stina Petersen, które nie potrafiły wyjaśnić sytuacji pod własną bramką, z czego bez najmniejszych skrupułów skorzystała reprezentantka Finlandii. Po golu na 1-0 wydawało się, że Vittsjö będzie mogło spokojnie kontrolować dalszy przebieg meczu, ale jeszcze przed przerwą gospodyniom udało się doprowadzić do remisu. Po rzucie rożnym doszło w szesnastce Fraine do olbrzymiego zamieszania, w którym najlepiej odnalazła się Ivarsson i strzałem głową wyrównała stan rywalizacji.

W drugiej połowie oglądaliśmy niezwykle wyrównane spotkanie, w którym – jak przystało na derby – nie brakowało również walki (choć, co godne podkreślenia, żadna ze stron nie przekraczała nagminnie przepisów). Aktywność piłkarek nie ograniczała się jednak wyłącznie do przepychanek w okolicach linii środkowej, a obie drużyny miały naprawdę dogodne okazje na to, aby opuszczać murawę Vilans IP z trzema punktami na koncie. Obustronne poszukiwania zwycięskiego gola ostatecznie spełzły jednak na niczym i mecz zakończył się jak najbardziej sprawiedliwym podziałem punktów, choć jeszcze w doliczonym czasie gry Edgren mogła uszczęśliwić sympatyków Kristianstad, sprawiając jednocześnie, że upragnione utrzymanie w Damallsvenskan byłoby już naprawdę o krok.

******

Choć matematyczne szanse na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej zawodniczki Mallbacken stracą pewnie dopiero gdzieś w okolicach przedostatniej kolejki, to juz dziś w prawdopodobieństwem bliskim pewności można stwierdzić, iż drużyna z Värmland kolejny sezon spędzi na zapleczu ekstraklasy. Porażka piłkarek z Sunne z rozpędzonym Kvarnsveden nie jest rzecz jasna jakąkolwiek niespodzianką. Co więcej, patrząc zupełnie obiektywnie, za dzisiejszy mecz ekipie Mallbacken należałaby się nawet delikatna pochwała. Cóż jednak z tego, skoro znów nie przełożyło się to na jakąkolwiek zdobycz punktową? W przypadku drużyn walczących o utrzymanie niezwykle często kluczowymi okazują się pojedynki z najbliższymi sąsiadkami w ligowej tabeli, a piłkarki z Värmland z obecnych rozgrywkach nie wygrały żadnego z dziewięciu (!) takich spotkań. Jest to statystyka wręcz druzgocąca.

Na przeciwnym biegunie znajduje się za to Kvarnsveden. Beniaminek z Borlänge w małej tabelce ekip z dolnej połówki legitymuje się zdecydowanie najlepszym bilansem, a dziś jeszcze zdołał go poprawić. Zwycięstwo nad Mallbacken nie przyszło łatwo, ale w końcu od czego w teamie z Dalarny jest Tabitha Chawinga. Napastniczka z Malawi najpierw skorzystała z prostopadłego podania Weimer i na raty pokonała Alexander, a po przerwie swoim drugim golem pozbawiła rywalki marzeń na korzystny wynik. Afrykańskie strzelanie na Ljungbergsplanen kontynuowała zresztą także Addo, która popisała się mierzonym uderzeniem zza linii pola karnego, a goście na trzy bramki Kvarnsveden odpowiedziały jedynie ładnym, ale wyłącznie honorowym trafieniem Janogy.

Gra o tron

Doczekaliśmy się. To jest ten moment, w którym znów dziewięćdziesiąt minut zadecyduje o tym, które z miast przez najbliższych dwanaście miesięcy będzie mogło dumnie nazywać się stolicą szwedzkiej piłki klubowej. Zaledwie półtora miesiąca po zakończeniu Igrzysk w Rio, oczy wielu tysięcy kibiców z całego świata ponownie zwrócą się w kierunku Szwecji, gdzie będzie miało miejsce zdecydowanie najważniejsze – obok finału amerykańskiej NWSL – wydarzenie rozpoczynającego się właśnie weekendu. Oczywiście, na jego zakończenie nie poznamy jeszcze żadnych ostatecznych rozstrzygnięć, ale jeśli przyjmiemy, iż na chwilę obecną szanse obu kandydatów na wywalczenie mistrzowskiego tytułu wynoszą mniej więcej pięćdziesiąt procent, to za 48 godzin – niezależnie od wyniku rywalizacji na Arenie Linköping – któraś z drużyn znajdzie się nieco (a niewykluczone, że nawet zdecydowanie) bliżej upragnionego złota. Póki co, optymizm dominuje jeszcze w obu obozach i tak naprawdę … trudno się temu jakoś przesadnie dziwić. Zarówno aktualne mistrzynie kraju, jak i najpoważniejsze pretendentki, mają bowiem wystarczająco dużo argumentów, aby być przekonanym o własnej piłkarskiej jakości. Zanim jednak ta właściwa gra o tron rozpocznie się na dobre, warto zestawić je wszystkie w jednym miejscu i postarać się odgadnąć, co tak naprawdę może wydarzyć się w niedzielę.

Bliżej tytułu znajdzie się Linköping, gdyż:

  • to piłkarki Martina Sjögrena są drużyną, którą znacznie bardziej satysfakcjonuje remis. W przypadku ewentualnego podziału punktów, to Linköping przystąpi do decydującej fazy sezonu jako ekipa mająca swój los wyłącznie we własnych rękach. Taka pozycja wyjściowa na trzy serie przed końcem rozgrywek wydaje się być niezwykle komfortową perspektywą.
  • na nowym, postawionym specjalnie na EURO 2013 stadionie w Linköping, drużyna z Malmö jeszcze nie wygrała. Ba, w czterech podejściach piłkarkom Rosengård nie udało się ugrać na nim choćby jednego remisu, a zwycięstwa miejscowych za każdym razem poparte były świetną postawą i nie podlegały jakiejkolwiek dyskusji. Na całym świecie z wyłączeniem Lyonu nie ma chyba drugiej takiej areny, na której FCR notowałby tak katastrofalny bilans.
  • kibice z Linköping nie są być może tak liczni i głośni, jak chociażby ci z Tuna12, ale w obecnym sezonie zarówno u siebie, jak i na wyjazdach stanowią dla swoich piłkarek konkretne wsparcie. W niedzielę z pewnością nie będzie inaczej, tym bardziej, że w powietrzu wisi całkiem sympatyczny frekwencyjny rekord.
  • kontuzja Lieke Martens okazała się znacznie poważniejsza niż pierwotnie przypuszczano i występ Holenderki w ligowym hicie stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Nie trzeba chyba szczegółowo tłumaczyć, jak wielkim osłabieniem ekipy z Malmö byłaby ewentualna absencja któregokolwiek z elementów rewelacyjnego tercetu MMM, szczególnie w kontekście rywalizacji o dominację w środku pola.
  • ten rok należy do Pernille Harder. Wprawdzie już w poprzednich sezonach 23-latka z Viborga wyczyniała na boiskach Damallsvenskan cuda, ale w takiej dyspozycji nie widzieliśmy jej chyba nigdy. Kapitanka reprezentacji Danii imponuje nie tylko walorami piłkarskimi, ale także niesamowita ambicja i determinacją. Słowa, że aktualnie interesuje ją wyłącznie zdobycie z LFC mistrzostwa Szwecji z pewnością nie zostały wypowiedziane na potrzeby mediów; Pernille naprawdę jest nakręcona na tytuł.
  • Stina Blackstenius potrafi trafiać w decydujących momentach. Owszem, jej skuteczność na co dzień pozostawia sporo do życzenia. Owszem, chociażby w niedawnym meczu przeciwko Örebro miała na nodze piłkę, która mogła zapewnić jej drużynie komfort przed jutrzejszą potyczką. Ale z drugiej strony, to właśnie ona jako jedyna potrafiła ukłuć Amerykanki i Niemki, a jutro czeka ją mecz o podobnej skali trudności.
  • do gry wraca Fridolina Rolfö. Wprawdzie wszystko wskazuje na to, iż kontuzjowana jeszcze na Igrzyskach piłkarka rozpocznie niedzielne spotkanie na ławce rezerwowych, ale w ostatnich latach to właśnie jokerki często przesądzały o zwycięstwie Linköping nad Malmö. Gdyby historia miała się powtórzyć, Rolfö jest chyba idealną kandydatką do tej roli.

Bliżej tytułu znajdzie się Rosengård, gdyż:

  • mistrzowskie tytuły wygrywa się przede wszystkim doświadczeniem, wyniesionym właśnie z gry o taką stawkę. Pamiętacie, jak w poprzednich sezonach Rosengård ogrywał na finiszu Göteborg czy Eskilstunę, choć długo wydawało się, że to rewelacyjny pretendent sięgnie po najcenniejszy laur? Niewykluczone, że i tym razem będziemy świadkami podobnej historii, gdyż to zawodniczki z Malmö maja po swojej stronie zdecydowanie bardziej wykształcony gen zwycięstwa.
  • trzy z czterech ostatnich pojedynków FCR i LFC kończyły się zwycięstwami drużyny z Malmö. Żadne z tych spotkań nie zostało wprawdzie rozegrane w Linköping, ale i tak to gospodynie przystąpią jutro do rywalizacji z pozycji drużyny, która w ostatnich miesiącach bezskutecznie szuka sposobu na ekipę Jacka Majgaarda.
  • ekipa ze Skanii ma w swoim składzie piłkarki, które w pojedynkę są w stanie rozstrzygnąć mecz. Oczywiście, ustaliliśmy już, że zawodniczek o podobnej charakterystyce nie brakuje także w obozie rywalek, ale w kadrze Rosengård stanowią one niemal całą wyjściową jedenastkę. Nieprzypadkowo to właśnie drużynę z Malmö nazywa się w Szwecji gwiazdozbiorem.
  • Marta Vieira da Silva gra jak za najlepszych lat. Brazylijka poniżej pewnego poziomu nie schodziła rzecz jasna nigdy, ale ostatnio jej forma imponuje tak bardzo, że można się zastanawiać, czy aby nie ma w planach sięgnięcia po szóstą w karierze Złotą Piłkę. Jak nie poprowadzi drużyny do pierwszego od dwóch dekad pucharowego triumfu, to strzeli gola sezonu w Kristianstad, a to jeszcze z pewnością nie koniec, gdyż nie wątpimy, że coś zostawiła także na jutro.
  • przyjście do klubu Lotty Schelin rozwiązało problem klasycznej dziewiątki. W taktyce klubu z Malmö jest miejsce dla lisicy pola karnego, ale od czasów Anji Mittag żadna z próbowanych w tej roli piłkarek nie prezentowała się na miarę oczekiwań. Pierwsze miesiące wskazują, że to właśnie najlepsza snajperka w historii reprezentacji Szwecji mogła być brakującym elementem tej mistrzowskiej układanki.
  • nawet spodziewany powrót Rolfö nie jest w stanie przesłonić faktu, że drużyna z Linköping dysponuje niepokojąco wąską kadrą. W ostatnich tygodniach zawodniczki LFC zaczęły zdradzać pierwsze oznaki zmęczenia sezonem, a pamiętajmy, że przeciwieństwie do trenera rywalek, Jack Majgaard miał ten komfort, że nie musiał rozgrywać całych rozgrywek, korzystając wyłącznie z grupy czternastu piłkarek.
  • w bramce Linköping stoi Cajsa Andersson, a to mimo wszystko tykająca bomba. Bramkarka LFC jak dotychczas niczego spektakularnego nie zawaliła, ale też przyznajmy, iż niewiele miała ku temu okazji. Nie jest wykluczone, że za kilka lat Andersson dołączy do czołówki ligowych golkiperek, ale na ten moment wygrać mistrzowski tytuł z nią w bramce byłoby jednak wielkim wyczynem.

Liczyliśmy, liczyliśmy, a na koniec wyszedł nam remis 7-7! Tylu goli na Arenie Linköping rzecz jasna trudno się spodziewać, ale z prawdopodobieństwem bliskim pewności można przypuszczać, że emocji nie zabraknie. I dobrze, bo zarówno na trybunach, jak i na sali w kinie Royal w Malmö (tam będą oglądać mecz sympatycy Rosengård) już szykują się na przepiękny i trzymający w napięciu do ostatniej sceny spektakl. Dla kogo życie tym razem napisze szczęśliwe zakończenie? Dowiemy się dopiero w niedzielę, gdyż te piłkarskie spektakle mają to do siebie, że nawet pierwszoplanowe bohaterki w ostatniej chwili poznają swój własny los.

lfc-jpg

Fot. Bildbyrån

19. kolejka – zapowiedź

Najbliższy weekend to oczywiście przede wszystkim mecz sezonu, który 9. października o godzinie 16:00 rozpocznie się na Arenie Linköping. Pojedynek dwóch niepokonanych drużyn zasługuje jednak na to, aby poświęcić mu znacznie więcej miejsca, w związku z czym póki co przyjrzymy się temu, co będzie się działo na pozostałych boiskach. Tam również powinno być interesująco i to nie tylko w pierwszej lidze.

Zacznijmy zatem od Eskilstuny, która wciąż dochodzi do siebie po niezwykle udanym pucharowym debiucie. W niedzielę, grające tym razem wyjątkowo w różowych strojach (jest to element kampanii dotyczącej profilaktyki raka piersi) piłkarki United podejmą na Tunavallen Piteå i ewentualny zwycięzca tej potyczki znajdzie się na prostej drodze, aby zakończyć sezon na trzecim miejscu w tabeli, co dla obu zainteresowanych klubów byłoby nie lada sukcesem. Faworytek “małego finału” należy z pewnością upatrywać w drużynie Viktora Erikssona, choć rewelacja ligi z Norrland także ma swoje argumenty i na Tunavallen postara się zrobić z nich najlepszy możliwy użytek.

Nie zapominajmy, iż zarówno Eskilstuna, jak i Piteå mają w końcówce sezonu niezwykle trudny terminarz, więc szans na brązowe medale nie straciły jeszcze piłkarki beniaminka ze Sztokholmu. Drużyna prowadzona przez Yvonne Ekroth jest kolejną, która zamiast walczyć o ligowy byt, bije się o znacznie poważniejsze cele, ale aby zachować szanse na medalowy finisz, zawodniczki Djurgården muszą bezwarunkowo postarać się o przywiezienie kompletu punktów z Umeå. W teorii wydaje się, że Schmidt, Jalkerud i reszta ekipy ze stolicy powinna bez większych problemów poradzić sobie z czerwoną latarnią ligi, ale na murawie nie będzie to już takie oczywiste. Gospodynie sa w pełni świadome, iż grają o najwyższą możliwą stawkę, a każda kolejna porażka może oznaczać spadek w otchłań Elitettan.

Ani Örebro, ani Göteborg, nawet w przypadku fenomenalnej końcówki i tak nie będą mogły zaliczyć obecnego sezonu do udanych, ale być może właśnie to sprawi, iż na Behrn Arenie obejrzymy niezwykle interesujące widowisko. Na boisko wyjdą bowiem dwadzieścia dwie piłkarki, z których każda będzie miała niezwykle dużo do udowodnienia, a to – przy nieco mniejszej niż w wielu innych spotkaniach ligowych presji – zazwyczaj jest gwarantem sporych emocji. Nawet jeśli do gry w pełnym wymiarze gotowa będzie Hammarlund, nieco większe szanse na zgarnięcie pierwszego tej jesieni kompletu punktów należy przyznać Örebro, choć z drugiej strony obie ekipy w ostatnich tygodniach lubią “odpalać” w najmniej spodziewanych momentach.

Na Vilans IP, miejscowe piłkarki zagrają niezwykle ważny w kontekście walki o pierwszoligowy byt mecz z lokalnym rywalem. Zwycięstwo w derbach Skanii bardzo przybliżyłoby drużynę islandzkiej trenerki Elisabet Gunnarsdottir do pozostania w Damallsvenskan na kolejny sezon, ale możemy być pewni, iż zawodniczki z Vittsjö podejdą do rywalizacji niezwykle poważnie. Tym bardziej, że ekipa ze wsi nieopodal Hässleholm w Kristianstad nie wygrała jeszcze nigdy. Czyżby tegoroczne podejście do odczarowania naturalnej murawy na Vilans IP miało okazać się skuteczne?

W Sunne chyba zdają sobie sprawę, że jedynie cud jest w stanie uratować pierwszą ligę dla Värmland. Nawet ewentualne zwycięstwo w Dalarnie – wobec czekających piłkarki Mallbacken pojedynków z Rosengård oraz Linköping – nie gwarantowałoby jeszcze niczego konkretnego, a przecież musimy pamiętać, że o jakąkolwiek zdobycz na Ljungbergsplanen wcale nie musi być łatwiej. Chawinga, Weimer i Addo znajdują się obecnie w takiej dyspozycji, że byłyby w stanie rzucić wyzwanie największym tuzom szwedzkiej piłki, a pokonanie bezbarwnego ostatnio Mallbacken jawi się wręcz jak obowiązek.

Wiele emocji przyniosą także potyczki w niższych ligach. Po wrześniowej zadyszce, na właściwe tory powróciła ekipa Limhamn Bunkeflo, która wygrywając w Östersundzie może już na trzy kolejki przed końcem rozgrywek zapewnić sobie pierwszy w historii klubu awans do ekstraklasy. Sylwetkę LB07 przybliżaliśmy już w przerwie letniej, więc jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić, czy w najbliższym sezonie Sabrina Viguier będzie miała okazję zagrać przeciwko Lotcie Schelin obejrzymy w Damallsvenskan derby Malmö, koniecznie musi w niedzielę zajrzeć na Jämtkraft Arenę. Ciekawie będzie także na trzecim poziomie rozgrywkowym, gdzie wiele uznanych firm wciąż walczy o powrót na szczebel centralny. Które z nich wygrają sobie prawo do tego, aby na dobre rozpocząć ponowną drogę na szczyt?

Skromnie, ale bez strat

Cztery tysiące widzów na trybunach, fantastyczna oprawa i historyczne zwycięstwo – tak w największym skrócie wyglądał czwartkowy wieczór na Tunavallen. Eskilstuna United przywitała się z piłkarską Europą i trzeba przyznać, że na każdej płaszczyźnie zrobiła to w stylu, który musi budzić szacunek. Pewnym zaskoczeniem była być może wysoka nawet jak na tak rozkochane w futbolu miasto frekwencja, która spowodowała utrudnienia w dojeździe na stadion, ale ostatecznie niemal wszystkim zainteresowanym szczęśliwie udało się dotrzeć na pierwszy gwizdek i w pełnym wymiarze obejrzeć piękny, piłkarski spektakl.

Od pierwszych minut to gospodynie były na Tunavallen stroną przeważającą, ale dobrze zorganizowana szkocka defensywa okazała się zaporą na tyle szczelną, że doświadczona Gemma Fay wcale nie musiała co kilka sekund ratować swej drużyny przed utratą gola. Co więcej, zadowolone z utrzymującego się coraz dłużej bezbramkowego remisu piłkarki gości coraz śmielej próbowały odgryzać się groźnymi kontrami i przynajmniej w jednym przypadku trybuny Tunavallen zamarły, gdy przed niezłą szansą na pokonanie Lundberg stanęła Leanne Ross. Podopieczne Viktora Erikssona wciąż zdecydowanie częściej utrzymywały się przy piłce i starały się poprzez cierpliwe jej rozgrywanie skruszyć szkocki mur, ale ten do końca pierwszej połowy przetrwał w nienaruszonym stanie.

Po przerwie gra Eskilstuny zrobiła sie nieco bardziej nerwowa, gdyż widać było, że grające w niebieskich strojach piłkarki z coraz większym zniecierpliwieniem szukają pierwszego w historii występów w Lidze Mistrzyń gola. Paradoksalnie, właśnie z delikatnego chaosu urodziła się akcja, która w końcu przyniosła powodzenie. Schjelderup dośrodkowała wprost na głowę Larsson, a najlepsza snajperka United uszczęśliwiła nie tylko licznie wypełnione trybuny Tunavallen, ale pewnie i całą Eskilstunę. W kolejnych minutach, gospodynie w dalszym ciągu nie ustawały w dążeniu do poprawy wyniku, okazję na jego podwyższenie miała zresztą nawet sama Larsson, ale im bliżej końca meczu, tym bardziej widoczne było szanowanie jednobramkowej zaliczki, która w perspektywie rewanżu – szczególnie przy zachowaniu czystego konta – dawała całkiem niezłą pozycję wyjściową. Taktyka ta mogła się zemścić, gdyż w ostatnich minutach niebezpiecznie rozszalała się doskonale znana ze szwedzkich boisk Hayley Lauder, ale ostatecznie grająca nie tylko uważnie, ale momentami również szczęśliwie defensywa United ani razu nie dała się zaskoczyć i cudowny wieczór na Tunavallen okazał się magicznym w pełnym tego słowa znaczeniu. Rewanż w Szkocji już za tydzień i pozostaje tylko życzyć, aby w tym sezonie Eskilstuna mogła przeżyć jeszcze niejedną pucharową przygodę, gdyż to miasto zwyczajnie na nią zasługuje.

******

Nie było tajemnicą, że pucharowy mecz na Islandii stanowi dla piłkarek FC Rosengård jedynie próbę generalną przed niedzielnym starciem z Linköping. Nawet Lotta Schelin nie ukrywała, że plan na mecz w Kopavogurze jest tylko jeden i zakłada on szybkie zdobycie gola, a następnie spokojne kontrolowanie boiskowych wydarzeń. Pomimo wyjątkowo niekorzystnej aury (silny deszcz i mocny wiatr ewidentnie nie sprzyjały tego dnia grze w piłkę nożną), zrealizować udało się go już po siedmiu minutach, a na listę strzelczyń wpisała się właśnie Schelin. Była piłkarka Lyonu, jak przystało na klasyczną napastniczkę, musiała jedynie dostawić nogę, a większą część roboty wykonała w tej sytuacji Lieke Martens.

Szybko strzelony przez mistrzynie Szwecji gol rzeczywiście ustawił mecz i – jeśli wierzyć zapewnieniom przedstawicieli klubu z Malmö – zwycięstwo na Islandii ani przez moment nie było zagrożone. Trzeba jednak zaznaczyć, iż Islandki potrafiły stworzyć sobie jedną stuprocentową sytuację, kiedy to stojąc oko w oko z Musovic fatalnie pomyliła się Arnarsdottir. Znacznie więcej działo się oczywiście pod bramką Breidabliku, ale żadnej z piłkarek Rosengård nie udało się po przerwie udokumentować kolejnym trafieniem zarysowującej się przewagi. Inna sprawa, że w ostatnim kwadransie wiejący z coraz większą siłą boczny wiatr skutecznie uniemożliwiał próby konstruowania czegokolwiek. Dla ekipy z Malmö najważniejszymi informacjami były jednak samo zwycięstwo i brak poważniejszych urazów, które mogłyby skutkować wykluczeniem którejś z zawodniczek na kluczowy mecz przeciwko LFC. Jackowi Majgaardowi humor popsuły jedynie niepotrzebnie złapane trzy żółte kartki, które w kolejnych rundach mogą okazać się poważnym problemem. Póki co nikt w Skanii nie zaprząta sobie jednak nimi głowy, wszak oficjalnie rozpoczęła się operacja Linköping.

mimmi-larsson-770x513

Fot. Jim Ahlerup

Kadra na Iran i Norwegię

Niech podniosą rękę wszyscy, którzy po ogłoszeniu kadry na nadchodzący dwumecz z Iranem i Norwegią zerknęli odruchowo w kalendarz, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie mamy dziś 1. kwietnia. Takich ludzi na pewno było sporo i trudno się temu dziwić, bo choć od wielu miesięcy domagaliśmy się powołań dla piłkarek, które swoją boiskową postawą najzwyczajniej w świecie na nie zasłużyły, zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że nasze selekcjonerki niezależnie od okoliczności zawsze wi(e)dzą lepiej. Wszystko wskazuje jednak na to, że poniesiona w fatalnym stylu porażka w Viborgu sprawiła, że tandem Sundhage – Persson postanowił w końcu nieco przewietrzyć reprezentacyjną szatnię i dać szansę tym, które mogą wnieść do niej nowy, pozytywny impuls.

Mowa tu przede wszystkim o czterech zawodniczkach, które tydzień w tydzień pretendują do jedenastki kolejki, a dotychczas były konsekwentnie pomijane w selekcji. Tym razem Lina Nilsson, Mimmi Larsson, Malin Diaz i – uwaga, uwaga – Jennifer Falk (!) w komplecie otrzymały zaproszenie od Pii Sundhage na najbliższe zgrupowanie i będą miały kilka dni, aby już na miejscu w Göteborgu przekonać do siebie sztab szkoleniowy. Owszem, można byłoby się czepiać, że w kadrze nie znalazła się znajdująca się ostatnio w życiowej formie Julia Spetsmark, że w jednym z meczów towarzyskich można byłoby sprawdzić Mimmi Löwfenius, ale są to tak naprawdę jedyne dwa nazwiska, których nieobecność na liście można kontestować i poprzeć racjonalnymi argumentami. W porównaniu z poprzednimi powołaniami, które zazwyczaj niosły za sobą lawinę absolutnie słusznej krytyki, jest to rzecz jasna olbrzymi krok do przodu. Oczywiście, z euforią należy się wstrzymać jeszcze przynajmniej dwa tygodnie, gdyż nie jest wykluczone, że udział wymienionych piłkarek w irańsko-norweskiej próbie będzie miał wymiar wyłącznie symboliczny, ale gdzieś w tyle głowy kołacze się nadzieja, że skoro zaprasza się kogoś na zgrupowanie, to jest szansa, że pobyt wspomnianych zawodniczek w stolicy Västergötland nie ograniczy się do zrobienia zakupów w Nordstanie. Zresztą, bądźmy szczerzy (i myślę, że mówię to w imieniu sporej części szeroko pojętego środowiska) – ostatni raz z taką niecierpliwością czekaliśmy na to, aby zobaczyć w akcji reprezentację jeszcze przed EURO 2013, czyli na samym początku kadencji obecnej selekcjonerki. A nie zapominajmy, że był to ostatni turniej, na którym gra szwedzkiej kadry (nie patrząc na wynik) dostarczyła nam naprawdę sporo powodów do dumy i radości.

Szkoda tylko, że otwarcie nowego rozdziału w historii reprezentacji (uparcie trzymamy się tej narracji w nadziei, że raz jeszcze przyniesie to efekt!) odbędzie się w atmosferze skandalu towarzyszącego meczowi z Iranem. Coraz więcej organizacji zajmujących się na co dzień problemami Bliskiego Wschodu domaga się bowiem bojkotu spotkania na Gamla Ullevi ze względu na rażące łamanie praw człowieka w kraju naszych najbliższych rywalek. Przypomnijmy, że chodzi tu przede wszystkim o obowiązujące na terenie Iranu prawo szariatu, które kwestionuje między innymi równość płci, wolność wyznania i piętnuje obywateli utożsamiających się z środowiskiem LGBTQ. Zwrócenie uwagi na tragedię setek tysięcy mieszkanek i mieszkańców Persji to bezsprzecznie bardzo istotna kwestia, ale zasadne wydaje się pytanie, czy nieobejrzenie meczu piłkarskiego, który – nie oszukujmy się – władze Islamskiej Republiki Iranu i tak interesuje raczej średnio – jest najlepszym gestem na wyrażenie solidarności. Mi akurat wydaje się, że więcej okazji na bezpośrednie przekazanie wsparcia będą mieli ci, którzy na Gamla Ullevi się ostatecznie pojawią, ale oczywiście tę kwestię każdy musi rozsądzić w zgodzie z własnym sumieniem.


Kadra na Iran i Norwegię:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Jennifer Falk (Göteborg), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Magdalena Eriksson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanne Gråhns (Örebro), Amanda Ilestedt (Rosengård), Lina Nilsson (Rosengård), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Petra Andersson (Eskilstuna), Emilia Appelqvist (Djurgården), Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (Örebro), Malin Diaz (Eskilstuna), Irma Helin (Piteå), Lina Hurtig (Umeå), Josefin Johansson (Piteå), Elin Rubensson (Göteborg), Caroline Seger (Lyon)

Napastniczki: Pauline Hammarlund (Göteborg), Sofia Jakobsson (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Lotta Schelin (Rosengård), Olivia Schough (Eskilstuna)

* Powołanie otrzymałaby ponadto Stina Blackstenius (Linköping), ale w ramach umowy między sztabem kadry A oraz U20 będzie ona w tym okresie przebywała na zgrupowaniu przygotowującej się do turnieju w Papui-Nowej Gwinei reprezentacji młodzieżowej, która także rozegra w październiku sparing z Norwegią.

680

Fot. Nils Jakobsson