Gra o tron

Doczekaliśmy się. To jest ten moment, w którym znów dziewięćdziesiąt minut zadecyduje o tym, które z miast przez najbliższych dwanaście miesięcy będzie mogło dumnie nazywać się stolicą szwedzkiej piłki klubowej. Zaledwie półtora miesiąca po zakończeniu Igrzysk w Rio, oczy wielu tysięcy kibiców z całego świata ponownie zwrócą się w kierunku Szwecji, gdzie będzie miało miejsce zdecydowanie najważniejsze – obok finału amerykańskiej NWSL – wydarzenie rozpoczynającego się właśnie weekendu. Oczywiście, na jego zakończenie nie poznamy jeszcze żadnych ostatecznych rozstrzygnięć, ale jeśli przyjmiemy, iż na chwilę obecną szanse obu kandydatów na wywalczenie mistrzowskiego tytułu wynoszą mniej więcej pięćdziesiąt procent, to za 48 godzin – niezależnie od wyniku rywalizacji na Arenie Linköping – któraś z drużyn znajdzie się nieco (a niewykluczone, że nawet zdecydowanie) bliżej upragnionego złota. Póki co, optymizm dominuje jeszcze w obu obozach i tak naprawdę … trudno się temu jakoś przesadnie dziwić. Zarówno aktualne mistrzynie kraju, jak i najpoważniejsze pretendentki, mają bowiem wystarczająco dużo argumentów, aby być przekonanym o własnej piłkarskiej jakości. Zanim jednak ta właściwa gra o tron rozpocznie się na dobre, warto zestawić je wszystkie w jednym miejscu i postarać się odgadnąć, co tak naprawdę może wydarzyć się w niedzielę.

Bliżej tytułu znajdzie się Linköping, gdyż:

  • to piłkarki Martina Sjögrena są drużyną, którą znacznie bardziej satysfakcjonuje remis. W przypadku ewentualnego podziału punktów, to Linköping przystąpi do decydującej fazy sezonu jako ekipa mająca swój los wyłącznie we własnych rękach. Taka pozycja wyjściowa na trzy serie przed końcem rozgrywek wydaje się być niezwykle komfortową perspektywą.
  • na nowym, postawionym specjalnie na EURO 2013 stadionie w Linköping, drużyna z Malmö jeszcze nie wygrała. Ba, w czterech podejściach piłkarkom Rosengård nie udało się ugrać na nim choćby jednego remisu, a zwycięstwa miejscowych za każdym razem poparte były świetną postawą i nie podlegały jakiejkolwiek dyskusji. Na całym świecie z wyłączeniem Lyonu nie ma chyba drugiej takiej areny, na której FCR notowałby tak katastrofalny bilans.
  • kibice z Linköping nie są być może tak liczni i głośni, jak chociażby ci z Tuna12, ale w obecnym sezonie zarówno u siebie, jak i na wyjazdach stanowią dla swoich piłkarek konkretne wsparcie. W niedzielę z pewnością nie będzie inaczej, tym bardziej, że w powietrzu wisi całkiem sympatyczny frekwencyjny rekord.
  • kontuzja Lieke Martens okazała się znacznie poważniejsza niż pierwotnie przypuszczano i występ Holenderki w ligowym hicie stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Nie trzeba chyba szczegółowo tłumaczyć, jak wielkim osłabieniem ekipy z Malmö byłaby ewentualna absencja któregokolwiek z elementów rewelacyjnego tercetu MMM, szczególnie w kontekście rywalizacji o dominację w środku pola.
  • ten rok należy do Pernille Harder. Wprawdzie już w poprzednich sezonach 23-latka z Viborga wyczyniała na boiskach Damallsvenskan cuda, ale w takiej dyspozycji nie widzieliśmy jej chyba nigdy. Kapitanka reprezentacji Danii imponuje nie tylko walorami piłkarskimi, ale także niesamowita ambicja i determinacją. Słowa, że aktualnie interesuje ją wyłącznie zdobycie z LFC mistrzostwa Szwecji z pewnością nie zostały wypowiedziane na potrzeby mediów; Pernille naprawdę jest nakręcona na tytuł.
  • Stina Blackstenius potrafi trafiać w decydujących momentach. Owszem, jej skuteczność na co dzień pozostawia sporo do życzenia. Owszem, chociażby w niedawnym meczu przeciwko Örebro miała na nodze piłkę, która mogła zapewnić jej drużynie komfort przed jutrzejszą potyczką. Ale z drugiej strony, to właśnie ona jako jedyna potrafiła ukłuć Amerykanki i Niemki, a jutro czeka ją mecz o podobnej skali trudności.
  • do gry wraca Fridolina Rolfö. Wprawdzie wszystko wskazuje na to, iż kontuzjowana jeszcze na Igrzyskach piłkarka rozpocznie niedzielne spotkanie na ławce rezerwowych, ale w ostatnich latach to właśnie jokerki często przesądzały o zwycięstwie Linköping nad Malmö. Gdyby historia miała się powtórzyć, Rolfö jest chyba idealną kandydatką do tej roli.

Bliżej tytułu znajdzie się Rosengård, gdyż:

  • mistrzowskie tytuły wygrywa się przede wszystkim doświadczeniem, wyniesionym właśnie z gry o taką stawkę. Pamiętacie, jak w poprzednich sezonach Rosengård ogrywał na finiszu Göteborg czy Eskilstunę, choć długo wydawało się, że to rewelacyjny pretendent sięgnie po najcenniejszy laur? Niewykluczone, że i tym razem będziemy świadkami podobnej historii, gdyż to zawodniczki z Malmö maja po swojej stronie zdecydowanie bardziej wykształcony gen zwycięstwa.
  • trzy z czterech ostatnich pojedynków FCR i LFC kończyły się zwycięstwami drużyny z Malmö. Żadne z tych spotkań nie zostało wprawdzie rozegrane w Linköping, ale i tak to gospodynie przystąpią jutro do rywalizacji z pozycji drużyny, która w ostatnich miesiącach bezskutecznie szuka sposobu na ekipę Jacka Majgaarda.
  • ekipa ze Skanii ma w swoim składzie piłkarki, które w pojedynkę są w stanie rozstrzygnąć mecz. Oczywiście, ustaliliśmy już, że zawodniczek o podobnej charakterystyce nie brakuje także w obozie rywalek, ale w kadrze Rosengård stanowią one niemal całą wyjściową jedenastkę. Nieprzypadkowo to właśnie drużynę z Malmö nazywa się w Szwecji gwiazdozbiorem.
  • Marta Vieira da Silva gra jak za najlepszych lat. Brazylijka poniżej pewnego poziomu nie schodziła rzecz jasna nigdy, ale ostatnio jej forma imponuje tak bardzo, że można się zastanawiać, czy aby nie ma w planach sięgnięcia po szóstą w karierze Złotą Piłkę. Jak nie poprowadzi drużyny do pierwszego od dwóch dekad pucharowego triumfu, to strzeli gola sezonu w Kristianstad, a to jeszcze z pewnością nie koniec, gdyż nie wątpimy, że coś zostawiła także na jutro.
  • przyjście do klubu Lotty Schelin rozwiązało problem klasycznej dziewiątki. W taktyce klubu z Malmö jest miejsce dla lisicy pola karnego, ale od czasów Anji Mittag żadna z próbowanych w tej roli piłkarek nie prezentowała się na miarę oczekiwań. Pierwsze miesiące wskazują, że to właśnie najlepsza snajperka w historii reprezentacji Szwecji mogła być brakującym elementem tej mistrzowskiej układanki.
  • nawet spodziewany powrót Rolfö nie jest w stanie przesłonić faktu, że drużyna z Linköping dysponuje niepokojąco wąską kadrą. W ostatnich tygodniach zawodniczki LFC zaczęły zdradzać pierwsze oznaki zmęczenia sezonem, a pamiętajmy, że przeciwieństwie do trenera rywalek, Jack Majgaard miał ten komfort, że nie musiał rozgrywać całych rozgrywek, korzystając wyłącznie z grupy czternastu piłkarek.
  • w bramce Linköping stoi Cajsa Andersson, a to mimo wszystko tykająca bomba. Bramkarka LFC jak dotychczas niczego spektakularnego nie zawaliła, ale też przyznajmy, iż niewiele miała ku temu okazji. Nie jest wykluczone, że za kilka lat Andersson dołączy do czołówki ligowych golkiperek, ale na ten moment wygrać mistrzowski tytuł z nią w bramce byłoby jednak wielkim wyczynem.

Liczyliśmy, liczyliśmy, a na koniec wyszedł nam remis 7-7! Tylu goli na Arenie Linköping rzecz jasna trudno się spodziewać, ale z prawdopodobieństwem bliskim pewności można przypuszczać, że emocji nie zabraknie. I dobrze, bo zarówno na trybunach, jak i na sali w kinie Royal w Malmö (tam będą oglądać mecz sympatycy Rosengård) już szykują się na przepiękny i trzymający w napięciu do ostatniej sceny spektakl. Dla kogo życie tym razem napisze szczęśliwe zakończenie? Dowiemy się dopiero w niedzielę, gdyż te piłkarskie spektakle mają to do siebie, że nawet pierwszoplanowe bohaterki w ostatniej chwili poznają swój własny los.

lfc-jpg

Fot. Bildbyrån

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s