Historia stworzona w deszczu

Choć klub z Linköping od kilku dni apelował, aby w okolicach stadionu pojawić się przynajmniej kilkadziesiąt minut przed meczem, do rad postanowili się zastosować jedynie sympatycy ekipy z Malmö, w związku z czym arena EURO 2013 zapełniała się przez większą część pierwszej połowy. Ci spośród fanów LFC, którzy z powodu późnego przybycia opuścili początek meczu, nie zobaczyli między innymi szturmu Rosengård, gdyż to właśnie piłkarki ze Skanii od pierwszego gwizdka Pernilli Larsson ruszyły do zmasowanej ofensywy. Widać było, że plan Jacka Majgaarda zakładał zaatakowanie rywalek zanim te na dobre zdążą w ogóle wejść w mecz i naprawdę niewiele brakowało, aby ta taktyka zakończyła się powodzeniem. Defensywa z Linköping wydawała się być zaskoczona takim obrotem spraw i kilka razy dopuściła zawodniczki Rosengård do pozycji, z których można było zagrozić bramce Cajsy Andersson. Niebezpiecznie było zarówno po dwójkowej kombinacji Marta – Schelin, jak i po uderzeniu Andonowej, które ostatecznie zatrzymało się na poprzeczce, ale gospodyniom ostatecznie udało się przetrwać napór mistrzyń kraju bez strat, a gdy Pernille Harder mniej więcej po siedmiu minutach oblężenia dała pierwszy sygnał do ataku swoim koleżankom, pojedynek o tytuł rozpoczął się na dobre.

Można było się spodziewać, że chociażby ze względu na klasę obu drużyn, spotkanie na Arenie Linköping nie będzie obfitowało w dużą ilość bramkowych okazji, a kluczem do zwycięstwa może okazać się umiejętność wykorzystania choć jednej ze stworzonych przez siebie szans. Grę dodatkowo utrudniał piłkarkom padający coraz bardziej rzęsiście deszcz, który w ostatnich tygodniach szczególnie upodobał sobie ekipę z Malmö i towarzyszy jej przy każdej nadarzającej się sposobności. Takie warunki nie sprzyjały przede wszystkim zawodniczkom preferującym efektowną grę, choć trzeba przyznać, że w pierwszej kolejności to nie pogoda, a uważna i niemal bezbłędna postawa formacji defensywnych sprawiła, że zarówno Marta, jak i Harder nie potrafiły wejść na poziom, który prezentowały w zdecydowanej większości swoich tegorocznych występów. W oczy bardzo rzucał się także respekt, którym darzyły się obie biegające po boisku drużyny i szybko stało się jasne, że przynajmniej w pierwszej połowie nikt nie będzie tu przesadnie ryzykować, w związku z czym do szatni schodziliśmy przy bezbramkowym remisie.

Obraz gry nie zmienił sie specjalnie także po przerwie, choć od mniej więcej sześćdziesiątej minuty było widać, że to Rosengård jest drużyną, której bardziej zależy na zgarnięciu pełnej puli. Nieco bardziej do przodu przesunęły się zarówno Iva Landeka, jak i rezerwowa Ebba Wieder (na początku drugiej połowy zmieniła kontuzjowaną Schelin), co spowodowało, że znacznie częściej gościliśmy teraz na połowie Linköping. Stuprocentowych okazji wciąż nie było wiele, ale zbyt głębokie cofnięcie się często kończy się utratą gola z przypadku i piłkarki LFC były o krok (a mówiąc całkiem precyzyjnie – o kilkanaście centymetrów) od takiej właśnie sytuacji, gdy po strzale Marty i rykoszecie od jednej z obrończyń futbolówka minimalnie minęła bramkę Andersson. Aż do 81. minuty wydawało się, że to goście są nieco bliżej tego, aby tego dnia móc cieszyć się z gola na Arenie Linköping, ale nie od dziś wiadomo, że piłka nożna to taka dyscyplina sportu, która niespecjalnie lubi oczywiste rozstrzygnięcia. Na trzydziestym metrze przed bramką Rosengård rekonwalescentka Rolfö, która chwilę wcześniej pojawiła się na boisku, wygrała przebitkę z Berglund, oddała piłkę dobrze pokazującej się na lewym skrzydle Harder, a Dunka zacentrowała na głowę nabiegającej z głębi pola Minde. Norweska skrzydłowa idealnie zmieściła futbolówkę między interweniującą Musovic, a lewy słupek jej bramki i w jednym momencie eksplodowała ławka LFC (na czele z zazwyczaj bardzo powściągliwym w reakcjach Martinem Sjögrenem), a także ponad sześć tysięcy fanów miejscowej drużyny, pomimo fatalnej aury niemal bez przerwy wspierających motywującym dopingiem swoje piłkarki, które zresztą odpłaciły się im w najlepszy możliwy sposób.

Wynik 1-0 oznaczał, że Rosengård nie miał absolutnie czego bronić, w związku z czym Nilsson i Riley w ostatnim fragmencie spotkania grały już nawet nie jako wahadłowe obrończynie, a wręcz jako ofensywne pomocniczki. Można było przypuszczać, że niespełna kwadrans to wystarczająco dużo czasu na to, aby FCR stworzył sobie przynajmniej jedną dogodną sytuację i rzeczywiście w 88. minucie taka miała miejsce. Po raz drugi tego popołudnia – tym razem po strzale Marty – w sukurs gospodyniom przyszła jednak poprzeczka. W doliczonym czasie gry Brazylijka spróbowała raz jeszcze, kilkadziesiąt sekund wcześniej swoją szansę miała także Landeka (jej uderzenie ofiarnie wyblokowała Eriksson), ale tego dnia piłkarki z Malmö wyrównującego gola ostatecznie nie znalazły. Dziesiąte w sezonie trafienie Minde (po dziesiątej w sezonie asyście Harder!) koniec końców okazało się golem na wagę trzech punktów w najważniejszym meczu 2016 roku w szwedzkiej piłce klubowej. Czy także na wagę drugiego w historii klubu z Linköping mistrzowskiego tytułu? Nie pora jeszcze, aby to ogłaszać, ale pewne jest, że miasto nad Stångån dziś nie położy się zbyt wcześnie spać!

161009-damallsvlinkoping-350672-se-ttela-1-jpg

Fot. Stefan Jerrevång

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s