Nasz rywal – Chiny

Reprezentacja Chin to – jak doskonale wiadomo – jedna z największych potęg w historii futbolu. Swoje największe sukcesy piłkarki z Państwa Środka osiągały jednak w dość odległej przeszłości, a ostatnie lata upłynęły Chinkom głównie pod znakiem mniej lub bardziej udanych prób powrotu do światowej pierwszej ligi. Takie właśnie zadanie postawiono przed Bruno Binim, który objął kadrę ośmiokrotnych mistrzyń Azji po ubiegłorocznym mundialu. Pierwsze miesiące pracy doświadczonego selekcjonera z Francji przyniosły nadspodziewanie dobre wyniki – prowadzona przez niego reprezentacja pokonała kolejno wszystkich medalistów mistrzostw świata, ale ostatnie tygodnie skutecznie ostudziły entuzjazm chińskich kibiców i ekspertów. Poniesione w nie najlepszym stylu porażki z Francją, Kanadą oraz Brazylią jednoznacznie pokazały, że na ewentualną odbudowę chińskiej potęgi będziemy musieli jeszcze dłuższą chwilę poczekać.

Bruno Bini, podobnie zresztą jak wielu selekcjonerów na całym świecie, zdecydował się budować kadrę według własnego, autorskiego pomysłu, który – jak nietrudno się domyślić – znalazł w kraju zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Liczba tych drugich zwiększyła się znacząco po konflikcie francuskiego szkoleniowca z Fei Wang, do niedawna podstawową golkiperką reprezentacji. Była bramkarka między innymi Turbine Poczdam i Olympique Lyon zapowiedziała, że w zaistniałej sytuacji zmuszona jest zrezygnować z występów w narodowych barwach, a jej nieobecność znacząco osłabiła siłę chińskiej kadry, gdyż ani Lina Zhao, ani Yue Zhang z pewnością nie zaliczają się do jej najsilniejszych punktów. Krajowy związek piłkarski zapewniał wprawdzie, że o żadnym pożarze na linii Wang – Bini nie ma mowy, ale trudno przypuszczać, aby te słowa kogokolwiek przekonały. Innymi ciekawymi piłkarkami, z których z różnych powodów nie skorzystał francuski selekcjoner są między innymi Jiali Tang, a także będąca jedną z odkryć kanadyjskiego mundialu Lisi Wang.

Było sporo o nieobecnych, więc najwyższy czas przyjrzeć się zawodniczkom, z którymi jutro przyjdzie zmierzyć się reprezentantkom Szwecji. W jesienno-zimowej serii meczów towarzyskich zdecydowanie najlepiej prezentującą się formacją w chińskiej kadrze była defensywa. Na samych Igrzyskach nie przypomina ona wprawdzie monolitu (między innymi z powodu opisanej powyżej afery z Wang w roli głównej), ale i tak warto docenić klasę Haiyan Wu, czy też pełniącej funkcję kapitanki zespołu Dongny Li. Sporym międzynarodowym doświadczeniem dysponuje także potrafiąca grać na obu bokach obrony Shanshan Liu. Defensorką lub defensywną pomocniczką na początku kariery była także Shenshen Wang, która obecnie odgrywa jednak w kadrze zupełnie inną rolę. To jej gol zapewnił Chinkom niezwykle ważne zwycięstwo nad Kamerunem w 1/8 finału mistrzostw świata i to ona może być jutro tą piłkarką, która swoim trafieniem zechce wprowadzić swoją reprezentację do fazy pucharowej. Chrapkę na to, aby wpisać się na listę strzelczyń będą miały również Xiaoxu Ma, a także potrafiąca uderzyć z każdego miejsca na boisku Ruyin Tan.

Jutrzejszy mecz zadecyduje o tym, która z drużyn zakończy rywalizację w grupie E na drugim miejscu. Jest to o tyle istotne, że trzecia lokata (zakładając, że w ogóle da awans) najpewniej będzie oznaczać konieczność zmierzenia się z reprezentacją USA już na etapie ćwierćfinału. Nie będzie zatem wielkiej przesady w stwierdzeniu, że dla Chin i Szwecji pierwszy mecz o być albo nie być w rozpocznie się już za kilkanaście godzin i nawet jeśli po końcowym gwizdku w turnieju pozostaną obie drużyny, to co najwyżej jedna z nich będzie miała jakiekolwiek powody do radości.


Bilans meczów z Chinami: 24 mecze; 10 zwycięstw, 7 remisów, 7 porażek; bramki 32-24

Ostatnie mecze Chin: RPA [n] 2-0, Brazylia [w] 0-3, Zimbabwe [n] 3-0, Kanada [n] 0-1, Francja [w] 0-3

Ciekawostka: Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia mecze Szwecja – Chiny były jednym z największych piłkarskich klasyków. Ze szwedzkiej perspektywy najmilej wspominamy ćwierćfinał Mistrzostw Świata 1991, w którym to nasze piłkarki zwyciężyły gospodynie tamtego turnieju 1-0. Autorką jedynego gola była Pia Sundhage, ale niekwestionowaną bohaterką szwedzkiej kadry została Elisabeth Leidinge. Występ golkiperki Jitexu na boisku w Guangzhou stał się w kraju nieśmiertelną legendą.

Bez pomysłu, bez stylu, bez nadziei

Jeżeli dzisiejszy mecz miał nas uspokoić po niezbyt udanym otwarciu przeciwko RPA, to po ostatnim gwizdku pani arbiter z Meksyku możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że stało się dokładnie odwrotnie. Na murawie stadionu w Rio de Janeiro obejrzeliśmy bowiem kolejny pokaz całkowitej bezradności szwedzkich piłkarek, które podobnie jak przed trzema dniami sprawiały wrażenie drużyny mało kreatywnej, ospałej, a na dodatek zdecydowanie zbyt schematycznej w swoich poczynaniach. O ile w starciu z przedstawicielkami Afryki można było jeszcze w decydujących momentach liczyć na wydatną pomoc rywalek, o tyle pojedynek z dobrze (choć absolutnie nie wybitnie) dysponowanymi gospodyniami boleśnie obnażył wszystkie braki kadry prowadzonej przez Pię Sundhage.

Owszem, możemy zastanawiać się, jak potoczyłoby się dzisiejsze spotkanie, gdyby jeszcze przy wyniku 0-0 Kosovare Asllani wykorzystała swoją stuprocentową sytuację, ale nie możemy przy tym zapominać, że bramkowa okazja pomocniczki Manchesteru była efektem jedynej groźnej akcji stworzonej przed przerwą przez szwedzkie piłkarki. To Brazylijki, od pierwszej do niemal ostatniej minuty, były na Estadio Joao Havelange stroną dominującą i równie dobrze, gdyby nie fenomenalne interwencje Hedvig Lindahl, już po kwadransie gry gospodynie mogły prowadzić różnicą dwóch goli. Przewaga zawodniczek z Ameryki Południowej była jednak tak wyraźna, że bramki dla Canarinhas wydawały się być wyłącznie kwestią czasu i rzeczywiście w 21. minucie arena w Rio eksplodowała po raz pierwszy, a licznie przybyłych na nią brazylijskich kibiców uszczęśliwiła Beatriz. Olbrzymi udział w tym golu miała niestety także Berglund, która popełniła niemal identyczny błąd, jak w ostatnim meczu ligowym, zbyt długo zwlekając z wyekspediowaniem futbolówki za linię końcową.

Pierwszy gol tylko napędził gospodynie do jeszcze bardziej zmasowanych ataków i po trzech minutach – za sprawą Cristiane – Brazylia prowadziła już 2-0. Jeśli w momencie byli jeszcze tacy, którzy wierzyli, że pomimo fatalnej postawy da się jeszcze odwrócić losy meczu, to tlący się w nich wątły płomień nadziei zgasł definitywnie tuż przed przerwą. Ericsson zupełnie niepotrzebnie dała meksykańskiej sędzi pretekst do podyktowania rzutu karnego, a jedenastkę pewnym strzałem zamieniła na gola Marta. Spodziewanych efektów nie przyniosły także roszady dokonane przez Pię Sundhage, gdyż w drugiej połowie gra w dalszym ciągu toczyła się pod dyktando Brazylijek. Nawet wtedy, gdy nasze piłkarki długimi fragmentami rozgrywały piłkę na połowie rywalek, nie przekładało się to na realne zagrożenie pod bramką Barbary. Podobnie jak w starciu z RPA, całkowicie bezproduktywny był szwedzki tercet w środku pola, a skutecznie odcinane od gry napastniczki nie były w stanie wykreować sobie dogodnych sytuacji. Strzeleckie popisy kontunuowały za to Brazylijki, a po kolejnym golu dopisały sobie Marta oraz Beatriz, momentami niemal bawiące się z naszymi defensorkami, które na ich tle wyglądały na tak bezradne, jak w drugiej połowie ubiegłorocznego pojedynku z Nigerią. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry akcja duetu Appelqvist – Schelin przyniosła nam wprawdzie chwilę radości w postaci trafienia honorowego, dzięki czemu zakończony właśnie mecz nie zapisze się w statystykach jako najwyższa porażka w historii szwedzkiej piłki, ale trudno ten fakt uznać za jakąkolwiek okoliczność łagodzącą w obliczu dzisiejszej kompromitacji.

Tuż po ogłoszeniu przez Sundhage kadry na Rio zastanawialiśmy się głośno nad decyzjami naszej selekcjonerki, a nawet je kontestowaliśmy. Dziwił brak znajdującej się ostatnio w światnej dyspozycji Liny Nilsson, a także kilku innych piłkarek z Pauline Hammarlund na czele. Turniej w Brazylii pokazuje jednak, że najpoważniejszym problemem szwedzkiej reprezentacji nie jest nawet nieobecność tej czy innej zawodniczki, ale kompletny brak umiejętności reagowania na boiskowe wydarzenia. To, co w zupełności wystarcza na Polskę, Mołdawię, czy Słowację, na Igrzyskach Olimpijskich sukcesu nie przynosi, a nasz sztab szkoleniowy najwyraźniej zapomniał nakreślić sensownego planu B, bo aż nie chce się wierzyć, żeby tak klasowe piłkarki nagle, jednocześnie zatraciły wszystkie swoje atuty. Dzisiejsza klęska oczywiście nie zamyka jeszcze drogi nawet do medalu, ale najwyższy czas wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Margines błędu skurczył się bowiem właśnie do zera, a pierwszy na tym turnieju mecz o wszystko rozegramy nie w ćwierćfinale, a już w trzeciej kolejce fazy grupowej. Teoretycznie, Chinki wydaja się być rywalem, który w każdym aspekcie nam odpowiada, ale wypadałoby w końcu przełożyć teorię na praktykę, bo w przeciwnym razie za kilka dni będziemy mogli zastanawiać się nad … wyjściową jedenastką na rewanż ze Słowacją.

brazil-win

Fot. AFP

Nasz rywal – Brazylia

Pokonać Brazylię nigdy nie jest łatwo, ale prawdziwym wyzwaniem jest dokonać tej sztuki na terenie rywala. Za niewiele ponad trzydzieści godzin przed taką właśnie szansą staną podopieczne Pii Sundhage, które niejako przy okazji postarają się także zagwarantować sobie miejsce w ćwierćfinale. Jutrzejsze spotkanie nie będzie oczywiście decydowało jeszcze o rozdziale medali, ale dobry występ na wypełnionym w przeważającej większości brazylijskimi kibicami Stadionie Olimpijskim w Rio de Janeiro może być dla naszych piłkarek fantastycznym zastrzykiem pozytywnej energii przed decydującą fazą turnieju.

Na początku każdego artykułu traktującego o reprezentacji Brazylii pada zazwyczaj jedno imię. Nie ma jednak sensu silić się na wymuszoną oryginalność, gdyż Marta, jak mało kto, zasługuje na honorowe miejsce w każdej piłkarskiej encyklopedii. Bardziej szczegółowy opis tej zawodniczki możemy sobie darować także z tego powodu, że akurat w kraju, który stał się dla Marty drugim domem, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jaki poziom prezentuje jedna z najwybitniejszych piłkarek w historii tej dyscypliny sportu. W tym wszystkim nie możemy jednak zapominać, że kadra Brazylii składa się nie z jednej, a z osiemnastu zawodniczek i żadna z nich nie znalazła się w tym miejscu przypadkowo. Szczególnie imponująco prezentuje się formacja ofensywna Canarinhas, w której w zależności od potrzeb występować mogą we wszystkich możliwych konfiguracjach Cristiane, Raquel, Beatriz czy Debinha. Nie ma na świecie wielu reprezentacji, które mogłyby się pochwalić tak wszechstronną i jednocześnie będącą gwarancją piłkarskiej jakości pierwszą linią. Niezwykle ważną rolę pełni w brazylijskiej kadrze także zbliżająca się powoli do czterdziestych urodzin Formiga. Mimo upływu lat, grająca niegdyś w Malmö filigranowa pomocniczka wydaje się być niezniszczalna, a jej kariera może być drogowskazem dla wielu młodych adeptek futbolu nie tylko w Brazylii. Najlepszy piłkarsko okres przed sobą mają za to Andressinha oraz Andressa Alves, które jednak już teraz chciałyby osiągnąć z reprezentacją pierwszy, poważny sukces.

Nieco mniej pewnie prezentuje się dla odmiany brazylijska defensywa, ze szczególnym uwzględnieniem obu bramkarek. Zarówno Barbara, jak i Aline, często prezentują bowiem bardzo nierówną formę i nawet na przestrzeni jednego meczu zdarza im się przeplatać kapitalne parady fatalnymi kiksami. Barbara jest wprawdzie znacznie bardziej doświadczona od swojej klubowej koleżanki (osiem lat temu przywiozła nawet z Pekinu olimpijskie srebro), ale każda podejmowana przez nią próba wejścia na wyższy poziom kończyła się dotychczas zawsze w ten sam sposób, czyli bolesnym zderzeniem ze ścianą. Brazylijka odbijała się od niej kolejno we Włoszech (Napoli), Szwecji (Sunnanå) oraz w Niemczech (Cloppenburg). Być może udany występ na turnieju w Rio sprawi, że Barbara raz jeszcze zdecyduje się spróbować szczęścia w mocniejszej lidze.

Nie ma wątpliwości, że brazylijska piłka od kilku lat znajduje się w delikatnym kryzysie, ale z drugiej strony trudno wyobrazić sobie lepszy moment na ponowne doszlusowanie do ścisłej światowej czołówki niż rozgrywany u siebie w domu wielki turniej. Z takiej szansy żal byłoby nie skorzystać, więc jutro musimy być przygotowani na niezwykle intensywny od pierwszego do ostatniego gwizdka mecz. Jak widać, nieprzypadkowo to właśnie samba jest chyba najbardziej wymagającym sposród wszystkich tańców latynoamerykańskich.


Bilans meczów z Brazylią: 8 meczów; 3 zwycięstwa, 1 remis, 4 porażki; bramki 8-9

Ostatnie mecze Brazylii: Chiny [d] 3-0, Australia [d] 3-1, Kanada [w] 0-1, Kanada [w] 2-0, Kanada [n] 1-2

Ciekawostka: Zdobywając jedną z bramek w wygranym 2-0 meczu z Koreą Południową na kanadyjskim mundialu, Formiga stała się najstarszą strzelczynią gola w historii mistrzostw świata. Brazylijka miała wówczas 37 lat i 98 dni.

Falstart był blisko

Pierwszych pięć minut dzisiejszego meczu w najmniejszym stopniu nie zwiastowało, że w środowe popołudnie będziemy w Rio de Janeiro świadkami wielkich męczarni szwedzkiej kadry. Podopieczne Pii Sundhage wyszły na murawę Stadionu Olimpijskiego niesamowicie naładowane, jakby miały zamiar kontynuować koncert, który rozpoczęły jeszcze w ostatnim kwadransie pojedynku z Japonią. Gdy po soczystym strzale Sofii Jakobsson zadrżała poprzeczka bramki RPA wydawało się, że gole są w tym spotkaniu tylko i wyłącznie kwestią czasu. Niestety, zamiast pójść za ciosem i szybko pozbawić rywalki z Afryki nadziei na korzystny rezultat, nasze piłkarki postanowiły włączyć wsteczny bieg, w efekcie czego na otwarcie Igrzysk byliśmy bardzo bliscy całkowicie nieoczekiwanego falstartu.

Reprezentantki RPA już w meczu przeciwko USA udowodniły, że doskonale wiedzą na czym polega piłka nożna, ale nawet mając w pamięci ambitną grę Afrykanek w tamtym spotkaniu, dzisiejsza nieporadność Szwedek jest trudna do wytłumaczenia. Jej skalę najlepiej oddaje fakt, że po wspomnianym strzale Jakobsson, na kolejną bramkową szansę musieliśmy czekać aż do … drugiej połowy. Ericsson i Samuelsson często starały podłączać się do akcji ofensywnych, ale pochwalić możemy je wyłącznie za dobre chęci, bo zagrożenia pod bramką Roxanne Barker po ich rajdach i dośrodkowaniach najczęściej nie było żadnego. Sposobu na sforsowanie defensywy dobrze zorganizowanych przeciwniczek nie miały także grające zdecydowanie zbyt schematycznie nasze pomocniczki. Na ich tle całkiem nieźle prezentowały się za to znacznie niżej notowane rywalki, które ewidentne braki w wyszkoleniu nadrabiały niesamowitą ambicją i zaangażowaniem. W tym aspekcie wyróżniała się przede wszystkim zaledwie osiemnastoletnia Linda Motlhalo, ale nie była ona bynajmniej jedyną piłkarką RPA, dla której na murawie w Rio nie było dziś straconych piłek.

Od kompromitacji, bo za taką z pewnością należałoby uznać bezbramkowy remis po kompletnie bezbarwnej grze, uratowała nas na piętnaście minut przed końcowym gwizdkiem Roxanne Barker. Spisująca się do tego momentu bardzo poprawnie bramkarka Heerenveen w jednej akcji popełniła dwa koszmarne błędy, ostatecznie wrzucając sobie piłkę do bramki. Szukając na siłę plusów można pokusić się o stwierdzenie, że zgodnie z zapowiedziami sztabu szkoleniowego już w pierwszym meczu udało się zamienić na gola jeden ze stałych fragmentów gry, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że zdecydowanie największy udział w bramkowej akcji miała golkiperka RPA. Pomimo czystego konta, trudno także o pochwały pod adresem formacji defensywnej, która również nie stanowiła dziś monolitu. Naszym obrończyniom doskonale udawało łapać się rywalki na pozycji spalonej, ale już indywidualne rajdy i wrzutki z bocznych sektorów od czasu do czasu wprowadzały delikatny chaos w poczynaniach naszej defensywy. Swoimi umiejętnościami wykazać musiała się także Hedvig Lindhl, która trochę w stylu hokejowej bramkarki zatrzymała futbolówkę po strzale Seoposenwe.

Krytykując dzisiejszy występ naszych piłkarek, nie możemy zapomnieć o dwóch niezwykle ważnych faktach. Po pierwsze, pomimo mało efektownej gry, koniec końców udało się zapisać na swoim koncie komplet punktów, co znacząco przybliża drużynę Pii Sundhage do fazy pucharowej. Po drugie, pamiętajmy, że Igrzyska Olimpijskie to turniej i jeśli kiedyś miał przytrafić się nam mniej spektakularny mecz, to lepiej, że stało się to teraz, a nie na przykład w ćwierćfinale. Wymęczone zwycięstwo nad RPA sprawia jednak, że na znaczeniu bardzo zyskało czekające nas już za trzy dni spotkanie z Brazylią. Mecz z gospodyniami turnieju może nie tylko zadecydować o pierwszym miejscu w grupie, ale także dać nam odpowiedź na pytanie, czy dzisiejsza bezradność była jedynie wynikiem słabszej dyspozycji dnia, czy pochodną znacznie głębszego problemu.

Nasz rywal – RPA

Reprezentacja RPA wciąż czeka na debiut w finałach mistrzostw świata, ale w turniejach kwalifikacyjnych do Igrzysk Olimpijskich Banyana Banyana radzą sobie zdecydowanie lepiej. Stosunkowo udany występ w Londynie wzmógł jedynie apetyty południowoafrykańskich kibiców, którzy tym razem raczej nie zadowolą się jedynie honorowymi porażkami. Tym bardziej, że sukces Kamerunu na ubiegłorocznym mundialu pokazał, iż ekipy z Czarnego Lądu także na seniorskich imprezach potrafią być wymagającym rywalem dla światowej czołówki.

Bardzo często można spotkać się z opinią, że zdecydowanie największą gwiazdą południowoafrykańskiej kadry jest obecnie Vera Pauw. Holenderska selekcjonerka, która w przeszłości pracowała między innymi w Szkocji i w Rosji, opiekuje się reprezentacją RPA od marca 2014 i rzeczywiście jej olbrzymie doświadczenie może okazać się w Rio sporym atutem. Połączenie znanego na całym świecie afrykańskiego entuzjazmu z europejskim spokojem oraz dyscypliną taktyczną już wiele razy okazywało się perfekcyjną mieszanką i nie jest wykluczone, że podobnie będzie w przypadku piłkarek z RPA. Tym bardziej, że lipcowy sparing z USA udowodnił ponad wszelką wątpliwość, iż Vera Pauw faktycznie dysponuje zawodniczkami, które z powodzeniem potrafią realizować nakreślone przez nią założenia nawet wtedy, gdy przyjdzie im zmierzyć się z najlepszą drużyną globu.

Jedną z najciekawszych piłkarek w kadrze RPA jest bez wątpienia jej kapitanka, Janine van Vyk. Niespełna trzydziestoletnia stoperka rozegrała dotychczas aż 132 mecze w reprezentacyjnej koszulce, ale historia jej kariery jest wyjątkowa z zupełnie innego powodu. Van Vyk od dwóch lat jest bowiem zawodniczką klubu, który … sama założyła i nazwała własnymi inicjałami. Ekipa JVV FC występuje obecnie w południowoafryańskiej ekstraklasie, a oprócz wspomnianej fundatorki w jej kadrze znajdują się między innymi Nompumelelo Nyandeni (była gwiazda ligi rosyjskiej), a także Mamello Makhabane, która na Igrzyskach w Londynie nie mogła wystąpić z powodu kontuzji. W ostatnich miesiącach sporą furorę robi ponadto broniąca na co dzień barw uniwersytetu Samford Jermaine Seoposenwe. To właśnie jej gol w decydującym o wywalczeniu przez jedną z drużyn olimpijskich przepustek meczu z Gwineą Równikową zapewnił reprezentantkom RPA prawo gry na tegorocznych Igrzyskach. Inną piłkarką, na którą z pewnością warto zwrócić baczną uwagę, jest Roxanne Barker. Podstawowa bramkarka południowoafrykańskiej kadry od nowego sezonu będzie zawodniczką holenderskiego Heerenveen, a w przeszłości ze zmiennym szczęściem występowała na islandzkich, a także amerykańskich boiskach. Trzy lata temu Barker była nawet częścią mistrzowskiej kadry Portland Thorns, ale akurat w NWSL wielkiej kariery póki co nie zrobiła.

Pod wodzą Very Pauw reprezentacja RPA stała się ekipą, która nie lęka się żadnego wyzwania i chociażby z tego powodu absolutnie nie wolno jej lekceważyć. Tym bardziej, że w południowoafrykańskiej kadrze znajduje się wiele zawodniczek, które potrafią wyrządzić boiskowym rywalkom sporo piłkarskich krzywd. Jeśli jednak nasze piłkarki podejdą do meczu otwierającego całe olimpijskie zmagania w pełni profesjonalnie i szybko wytrącą przeciwniczkom z rąk ich największe atuty, to niemiłej niespodzianki na inaugurację Igrzysk powinniśmy uniknąć. Możemy być jednak w stu procentach pewni, że ewentualne zwycięstwo nad RPA absolutnie nie przyjdzie nam łatwo.


Bilans meczów z RPA: 1 mecz; 1 zwycięstwo; bramki 4-1

Ostatnie mecze RPA: Nowa Zelandia [n] 1-4, USA [w] 0-1, Holandia [w] 0-2, Zimbabwe [d] 1-0, Gwinea Równikowa [w] 1-0

Ciekawostka: Szwecja i RPA także cztery lata temu zmierzyły się ze sobą już pierwszego dnia Igrzysk. Nasze piłkarki zwyciężyły wówczas 4-1, a bramkowym łupem podzieliły się Fischer, Dahlkvist oraz Schelin. Autorką honorowego trafienia dla rywalek była Portia Modise.