Bez pomysłu, bez stylu, bez nadziei

Jeżeli dzisiejszy mecz miał nas uspokoić po niezbyt udanym otwarciu przeciwko RPA, to po ostatnim gwizdku pani arbiter z Meksyku możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że stało się dokładnie odwrotnie. Na murawie stadionu w Rio de Janeiro obejrzeliśmy bowiem kolejny pokaz całkowitej bezradności szwedzkich piłkarek, które podobnie jak przed trzema dniami sprawiały wrażenie drużyny mało kreatywnej, ospałej, a na dodatek zdecydowanie zbyt schematycznej w swoich poczynaniach. O ile w starciu z przedstawicielkami Afryki można było jeszcze w decydujących momentach liczyć na wydatną pomoc rywalek, o tyle pojedynek z dobrze (choć absolutnie nie wybitnie) dysponowanymi gospodyniami boleśnie obnażył wszystkie braki kadry prowadzonej przez Pię Sundhage.

Owszem, możemy zastanawiać się, jak potoczyłoby się dzisiejsze spotkanie, gdyby jeszcze przy wyniku 0-0 Kosovare Asllani wykorzystała swoją stuprocentową sytuację, ale nie możemy przy tym zapominać, że bramkowa okazja pomocniczki Manchesteru była efektem jedynej groźnej akcji stworzonej przed przerwą przez szwedzkie piłkarki. To Brazylijki, od pierwszej do niemal ostatniej minuty, były na Estadio Joao Havelange stroną dominującą i równie dobrze, gdyby nie fenomenalne interwencje Hedvig Lindahl, już po kwadransie gry gospodynie mogły prowadzić różnicą dwóch goli. Przewaga zawodniczek z Ameryki Południowej była jednak tak wyraźna, że bramki dla Canarinhas wydawały się być wyłącznie kwestią czasu i rzeczywiście w 21. minucie arena w Rio eksplodowała po raz pierwszy, a licznie przybyłych na nią brazylijskich kibiców uszczęśliwiła Beatriz. Olbrzymi udział w tym golu miała niestety także Berglund, która popełniła niemal identyczny błąd, jak w ostatnim meczu ligowym, zbyt długo zwlekając z wyekspediowaniem futbolówki za linię końcową.

Pierwszy gol tylko napędził gospodynie do jeszcze bardziej zmasowanych ataków i po trzech minutach – za sprawą Cristiane – Brazylia prowadziła już 2-0. Jeśli w momencie byli jeszcze tacy, którzy wierzyli, że pomimo fatalnej postawy da się jeszcze odwrócić losy meczu, to tlący się w nich wątły płomień nadziei zgasł definitywnie tuż przed przerwą. Ericsson zupełnie niepotrzebnie dała meksykańskiej sędzi pretekst do podyktowania rzutu karnego, a jedenastkę pewnym strzałem zamieniła na gola Marta. Spodziewanych efektów nie przyniosły także roszady dokonane przez Pię Sundhage, gdyż w drugiej połowie gra w dalszym ciągu toczyła się pod dyktando Brazylijek. Nawet wtedy, gdy nasze piłkarki długimi fragmentami rozgrywały piłkę na połowie rywalek, nie przekładało się to na realne zagrożenie pod bramką Barbary. Podobnie jak w starciu z RPA, całkowicie bezproduktywny był szwedzki tercet w środku pola, a skutecznie odcinane od gry napastniczki nie były w stanie wykreować sobie dogodnych sytuacji. Strzeleckie popisy kontunuowały za to Brazylijki, a po kolejnym golu dopisały sobie Marta oraz Beatriz, momentami niemal bawiące się z naszymi defensorkami, które na ich tle wyglądały na tak bezradne, jak w drugiej połowie ubiegłorocznego pojedynku z Nigerią. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry akcja duetu Appelqvist – Schelin przyniosła nam wprawdzie chwilę radości w postaci trafienia honorowego, dzięki czemu zakończony właśnie mecz nie zapisze się w statystykach jako najwyższa porażka w historii szwedzkiej piłki, ale trudno ten fakt uznać za jakąkolwiek okoliczność łagodzącą w obliczu dzisiejszej kompromitacji.

Tuż po ogłoszeniu przez Sundhage kadry na Rio zastanawialiśmy się głośno nad decyzjami naszej selekcjonerki, a nawet je kontestowaliśmy. Dziwił brak znajdującej się ostatnio w światnej dyspozycji Liny Nilsson, a także kilku innych piłkarek z Pauline Hammarlund na czele. Turniej w Brazylii pokazuje jednak, że najpoważniejszym problemem szwedzkiej reprezentacji nie jest nawet nieobecność tej czy innej zawodniczki, ale kompletny brak umiejętności reagowania na boiskowe wydarzenia. To, co w zupełności wystarcza na Polskę, Mołdawię, czy Słowację, na Igrzyskach Olimpijskich sukcesu nie przynosi, a nasz sztab szkoleniowy najwyraźniej zapomniał nakreślić sensownego planu B, bo aż nie chce się wierzyć, żeby tak klasowe piłkarki nagle, jednocześnie zatraciły wszystkie swoje atuty. Dzisiejsza klęska oczywiście nie zamyka jeszcze drogi nawet do medalu, ale najwyższy czas wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Margines błędu skurczył się bowiem właśnie do zera, a pierwszy na tym turnieju mecz o wszystko rozegramy nie w ćwierćfinale, a już w trzeciej kolejce fazy grupowej. Teoretycznie, Chinki wydaja się być rywalem, który w każdym aspekcie nam odpowiada, ale wypadałoby w końcu przełożyć teorię na praktykę, bo w przeciwnym razie za kilka dni będziemy mogli zastanawiać się nad … wyjściową jedenastką na rewanż ze Słowacją.

brazil-win

Fot. AFP

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s