Bardzo szeroka kadra

Nie ma sensu się oszukiwać i budować sztucznego napięcia – ogłoszenie przez Pię Sundhage nazwisk 35 piłkarek, które znalazły się w szerokiej kadrze na Rio nie było wydarzeniem, na które czekaliśmy z zapartym tchem. Nie mogło jednak być inaczej, skoro sami nie tak dawno listę potencjalnych kadrowiczek ograniczyliśmy do 25 zawodniczek i cały czas mamy przekonanie, że to właśnie z tego grona nasza selekcjonerka dokona ostatecznego wyboru. Prawdziwe emocje zaczną się więc 28. czerwca, gdyż to właśnie tego dnia zaprezentowana zostanie ostateczna ostateczna, 22-osobowa (w tym cztery rezerwowe) kadra na lipcowe zgrupowanie w Kalmar, a także sierpniowy turniej w Brazylii. Dla tych, którzy w oczekiwaniu na wieczorne emocje ligowe, chcieliby nieco bardziej szczegółowo przeanalizować skład tej niezwykle póki co szerokiej kadry, poniżej podajemy pełną wersję ogłoszonej kilkanaście minut temu listy Sundhage.

Szeroka kadra na Kalmar i Rio:

Bramkarki: Hilda Carlen (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna), Zecira Musovic (Rosengård)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Nathalie Björn (Eskilstuna), Magdalena Ericsson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanne Gråhns (Örebro), Amanda Ilestedt (Rosengård), Elin Landström (Göteborg), Lina Nilsson (Rosengård), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Tove Almqvist (Linköping), Petra Andersson (Eskilstuna), Emilia Appelqvist (Djurgården), Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (PSG), Michelle De Jongh (Örebro), Malin Diaz (Eskilstuna), Josefin Johansson (Piteå), Fridolina Rolfö (Linköping), Elin Rubensson (Göteborg), Caroline Seger (PSG), Julia Spetsmark (Örebro)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Linköping), Pauline Hammarlund (Göteborg), Jenny Hjohlman (Umeå), Sofia Jakobsson (Montpellier), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Emma Lundh (Liverpool), Lotta Schelin (Lyon), Olivia Schough (Eskilstuna)

Zaskoczenia? Jeśli szukać na siłę, to być może Jenny Hjohlman, która w chwili obecnej ani fizycznie, ani sportowo nie przypomina zawodniczki pretendującej do gry w najważniejszej piłkarskiej drużynie kraju. Trudno jednak obecność napastniczki Umeå w szerokiej kadrze nazwać jakąś absolutną sensacją, wszak nie od dziś wiemy, że akurat Pia Sundhage lubi przywiązywać się do sprawdzonych nazwisk.

Znacznie więcej możemy za to napisać o nieobecnych, gdyż brak powołania do 35-osobowej kadry znaczy mniej więcej tyle, że na ten moment wszystkie wymienione poniżej piłkarki znajdują się stosunkowo daleko od reprezentacji. Jedną z nich jest konsekwentnie pomijana przez Sundhage Jennifer Falk, która niedawno powróciła między słupki bramki Göteborga, ponownie stając się jedną z wyróżniających się golkiperek Damallsvenskan. Wrażenia na selekcjonerce nie zrobiła także wyśmienita postawa Johanny Rytting Kaneryd. Dziewiętnastolatka z Djurgården z miejsca stała się jednym z filarów będącego rewelacją rundy wiosennej klubu ze Sztokholmu, ale efektowne przywitanie się z ekstraklasą nie wystarczyło, aby znaleźć się choćby w szerokiej kadrze. Miejsca w niej zabrakło także dla Julii Zigiotti Olme oraz innych wyrózniajacych się w Elitettan piłkarek. Nie zapominajmy jednak, że cały czas dyskutujemy tu o obsadzie miejsc 26-35 w hierarchii Sundhage, a ta prawdziwa selekcja rozpocznie się dopiero za dwa tygodnie. Oby z medalowym finałem!

9. kolejka – zapowiedź

Podczas, gdy większa część Europy myśli już o letnim okienku transferowym oraz o budowaniu kadry na kolejny sezon (a w przypadku Niemiec i Francji – jeszcze o Igrzyskach w Rio), Damallsvenskan dopiero się rozkręca. Rozegrana w miniony weekend kolejka ligowa zapoczątkowała niezwykle intensywny czerwcowy maraton. To właśnie jego rozstrzygnięcia będą miały decydujący wpływ na kształt ekstraklasowej tabeli po rundzie wiosennej.

Ze względu na czekające nas w sobotę i niedzielę emocje związane z Pucharem Szwecji, aż osiem klubów swoje mecze w ramach 9. kolejki rozegra już jutro. Jako pierwsi wyjdą na boisko obaj główni pretendenci do tytułu, którzy w najbliższych tygodniach prowadzić będą korespondencyjny pojedynek, polegający w znacznej części na wyczekiwaniu na potknięcie najgroźniejszego rywala. Tym razem trudno będzie jednak na nie liczyć, gdyż zarówno Rosengård, jak i Linköping, nie powinny mieć większych problemów z pokonaniem kolejno Umeå oraz Vittsjö. Pamiętajmy jednak, że niespodzianki to sól futbolu, a szczególnie podopieczne Martina Sjögrena w ostatnich latach przyzwyczaiły nas do tego, że potrafią gubić punkty w najmniej spodziewanych momentach.

Viktor Eriksson nawet nie próbował ukrywać, że zremisowany bezbramkowo mecz z Göteborgiem kosztował jego piłkarki niezwykle dużo zdrowia. Między innymi z tego powodu, prawidłowe wytypowanie podstawowej jedenastki Eskilstuny na jutrzejszy pojedynek w Sunne wydaje się być zadaniem wręcz karkołomnym, ale dobrą wiadomością dla fanów United może być z pewnością fakt, że w wyjściowym składzie najprawdopodobniej znajdzie się miejsce dla rekonwalescentki Ingrid Schjelderup. Szansę na pokazanie się w większym wymiarze czasowym być może otrzyma także Marija Banusic. Była piłkarka Chelsea błyszczała w okresie przygotowawczym, ale z różnych powodów powrót do Damallsvenskan nie wyszedł jej tak, jak sama by tego oczekiwała.

Ostatnim, ale na pewno nie najmniej interesującym z środowych spotkań, będzie starcie Örebro i Piteå. Pomimo fatalnej dyspozycji w ostatnich tygodniach (jeden punkt w pięciu meczach), więcej szans przed pierwszym gwizdkiem przyznać należy gospodyniom. Tym bardziej, że spisująca się słabo na wyjazdach drużyna z Norrland będzie musiała udać się na południe bez niezwykle kreatywnej Tempest-Marie Norlin. Pamiętajmy jednak, że cudotwórca Carlsson potrafił radzić sobie ze znacznie trudniejszymi przeszkodami niż implikowana od niedawna w Örebro grecka myśl szkoleniowa.

Mecz przeciwko Kvarnsveden to dla piłkarek Kristianstad pierwszy z czterech czercowo-lipcowych pojedynków o wszystko. Dobra informacja dla klubu ze wschodniej Skanii jest taka, że grając solidny, ligowy futbol, nie można wiecznie przegrywać. Zła natomiast przypomina o tym, że w sobotę na Vilans IP przyjeżdża znajdująca się w niesamowitym gazie Chawinga, wspomagana dodatkowo przez coraz pewniej czującą się drugą linię z Toohey oraz Elnicky na czele, a Maron, Olsson czy Atladottir zdecydowanie nie są gwarancją oczekiwanej jakości w defensywie.

Bieżący sezon nie rozpoczął się dla Djurgården nadzwyczajnie, ale zdobyte w ostatnich czterech kolejkach dziesięć punktów niespodziewanie wywindowało beniaminka ze Sztokholmu aż na czwarte miejsce. Na wyjazd do Göteborga drużyna prowadzona przez Yvonne Ekroth uda się więc bez zbędnej presji, a wszystko, co uda się ewentualnie ugrać, stanowić będzie wartość dodaną. Czy bez dochodzącej do siebie po operacji Appelqvist ekipę ze stolicy stać na sprawienie niespodzianki? Łatwo nie będzie, ale z drugiej strony Valhalla już dawno temu przestała być terenem, z którego trudno przywieźć jakąkolwiek zdobycz.

Hit na (bezbramkowy) remis

Starcie Eskilstuny z Göteborgiem niektórzy nazywali nawet pojedynkiem o trzecie miejsce na koniec sezonu i rzeczywiście nie da się ukryć, że na Tunavallen obejrzeliśmy w akcji dwie drużyny, które zdecydowanie potrafią grać w piłkę. I jednym i drugim bardzo zależało na wywalczeniu kompletu punktów, ale widniejący na tablicy świetlnej remis w najmniejszym stopniu nie krzywdzi żadnej ze stron. Neutralni kibice mogą jedynie żałować, że w meczu kolejki nie było im dane obejrzeć choćby jednego gola, ale bezbramkowy rezultat tym razem był przede wszystkim zasługą świetnej postawy obu bramkarek, co należy docenić tym bardziej, że akurat w Damallsvenskan nie jesteśmy świadkami zbyt wielu meczów, w których głównymi bohaterkami są piłkarki występujące właśnie na tej pozycji. Emelie Lundberg oraz Jennifer Falk stanęły jednak dziś na wysokości zadania, a okazji, w których musiały prezentować swoje umiejętności żadnej z nich nie brakowało.

Piłkarski spektakl na Tunavallen przebiegał wegług schematu, który charakteryzuje najlepsze produkcje filmowe. Zaczęło się bardzo powoli, nikt nie chciał zbyt szybko podjąć niepotrzebnego ryzyka, ale z minuty na minutę akcja nabierała tempa, a w końcówce obejrzeliśmy niezwykle dynamiczny i elektryzujący rollercoaster. Co chwilę kotłowało się raz pod jedną, raz pod drugą bramką, ale ostatecznie żadna z bohaterek nie doczekała się dziś całkowitego happy endu. Podział punktów w pełni nie satysfakcjonował bowiem nikogo; gospodyniom nie pozwolił odskoczyć od goniącego je peletonu, a drużynie z Västergötland uniemożliwił pogoń za dzisiejszym rywalem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że największymi wygranymi wyniszczającej bitwy na Tunavallen zostały zawodniczki … Mallbacken, bo to właśnie z nimi już w środę zmierzą się piłkarki Eskilstuny. O całkowitą regerację może być podopiecznym Viktora Erikssona niezwykle trudno.

Bohaterkami obu ekip były dzisiaj bramkarki, ale należy odnotować także kolejny wyśmienity występ Malin Diaz. Filigranowa pomocniczka, która nieco z konieczności rozegrała pełne dziewięćdziesiąt minut, imponowała przede wszystkim niezwykle precyzyjnymi, prostopadłymi podaniami. Aż trzy z nich otwierały koleżankom drogę do bramki, ale ani Larsson, ani wprowadzona po przerwie Banusic, nie potrafiły znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Falk. Swoją okazję miała także reprezentująca do niedawna barwy Göteborga Olivia Schough, ale i jej nie udało się przesądzić o korzystnym dla Eskilstuny wyniku. Co gorsza, reprezentacyjna skrzydłowa musiała opuścić boisko w 70. minucie z powodu urazu mięśniowego, ale pierwsze doniesienia mówią, że jej ewentualny występ na Igrzyskach nie stoi pod znakiem zapytania. Także piłkarki gości mogły w drodze powrotnej na zachodnie wybrzeże żałować kilku niewykorzystanych sytuacji. Bardzo aktywna była Pauline Hammarlund, która cały czas starała się rozerwać niezwykle szczelną defensywę miejscowych, ale to rezerwowa dziś Rebecka Blomqvist mogła okazać się bohaterką Göteborga. Soczysty strzał młodzieżowej reprezentantki Szwecji na rzut rożny sparowała jednak Lundberg i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Nie mamy jednak nic przeciwko, aby akurat takie mecze na 0-0 oglądać w naszej lidze znacznie częściej.

 

Grały jak zawsze, przegrały jak zawsze

Pierwszy z niedzielnych meczów miał nam przede wszystkim przynieść odpowiedzi na dwa kluczowe pytania. Czy występujący po raz pierwszy w sezonie w roli faworyta beniaminek ze Sztokholmu poradzi sobie z dodatkową presją i przedłuży niesamowitą serię meczów bez porażki oraz czy chwalona ze wszystkich stron za ambitną postawę ekipa Kristianstad zagra w końcu na tyle skutecznie, aby opuścić ostatnią pozycję w ligowej tabeli, na której całkowicie niezasłużenie się znajduje?

Zadanie udało się ostatecznie wykonać gospodyniom, choć grą Djurgården długimi fragmentami trudno było się zachwycać. W odniesieniu zwycięstwa piłkarkom ze stolicy wydatnie pomogła jednak Brett Maron. Doświadczona golkiperka z Massachusetts najwyraźniej uznała, że kurczowe trzymanie się linii bramkowej jest we współczesnym futbolu passe i postanowiła sprawdzić się dziś w roli libero. Efekt? 32. minuta – Mia Jalkerud na 1-0; 86. minuta – Hanna Lundqvist na 2-0. Oczywiście, oba gole dla Djurgården możemy zaliczyć do tych efektownych, ale gdyby nie tendencja Maron do spacerowania po przedpolu, spokojnie dałoby się ich uniknąć. Inna sprawa, że utracie bramki po uderzeniu Jalkerud można było zapobiec nawet pomimo fatalnego ustawienia, ale bramkarka z USA uparła się, że sięgnie piłki prawą ręką.

O grze Kristianstad tak naprawdę można byłoby napisać dokładnie to samo, co po dwóch poprzednich – także przegranych do zera – spotkaniach. Druzyna ze Skanii znów w najmniejszym stopniu nie zasłużyła na to, aby schodzić z boiska pokonana. Wystarczy jeden rzut oka na statystyki z dzisiejszego meczu, aby zobaczyć, kto był na murawie Stadionu Olimpijskiego stroną bardziej aktywną. Ekipa z Kristianstad oddała więcej strzałów (także celnych), stworzyła sobie więcej dogodnych sytuacji, a Johanna Rasmussen raz na zawsze wybiła z głowy Yvonne Ekroth pomysł wystawiania Kim Sundlöv na prawej flance defensywy. Cóż jednak z tego, skoro w siatce gospodyń futbolówki nie udało się umieścić ani razu. Zachowując pewne proporcje, grę Kristianstad przyrównać można do reprezentacji Francji, która wciąż czeka na swój pierwszy, wielki sukces, choć zdaniem wielu prezentuje najpiękniejszą piłkę na świecie. Zarówno nad Sekwaną, jak i nad Hammarsjön, podstawowym problemem jest jednak skuteczność. W dzisiejszym meczu Guehai nie potrafiła skierować piłki do siatki nawet z odległości mniej więcej dwóch metrów, w sytuacji gdy Gunnarsdottir siedziała już na murawie. Marnując tak dogodne okazje, trudno liczyć na korzystny wynik.

Przed letnią pauzą Kristianstad rozegra jeszcze mecze przeciwko Kvarnsveden (dom), Mallbacken (dom), Umeå (wyjazd) oraz Djurgården (dom) i dla klubu ze Skanii będą to pojedynki, o których w Szwecji mówi się vinna eller försvinna. Teoretycznie, każdy z rywali wydaje się być w zasięgu i nawet zdobycie dwunastu punktów nie jest chyba zadaniem niewykonalnym. Tyle tylko, że trzeba w końcu zacząć trafiać!

Znacznie spokojniejsza letnia przerwa czeka za to Djurgården. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, klub, o którym jeszcze dwa miesiące temu nie bez powodu pisało się, że gra bez obrony, ma dużą szansę na to, aby na półmetku rozgrywek znaleźć się w górnej połowie tabeli. W coraz lepszej formie znajduje się Gunnarsdottir, swoje strzela Jalkerud, Schmidt doskonale wywiązuje się z roli liderki zespołu, a Rytting Kaneryd jest naturalną kandydatką do miana Odkrycia Roku. Czy może być jeszcze lepiej? Nie zapominajmy, że jesienią do gry wróci lecząca obecnie kontuzję Emilia Appelqvist, więc jeśli tylko uda się zachować koncentrację, to w październiku i listopadzie piłkarki DIF wcale nie muszą do ostatnich chwil drżeć o ligowy byt.

Pożegnanie z Sarą

Nieco ponad dwanaście miesięcy temu świetnym występem żegnała się ze Skanią Anja Mittag. Dziś przyszedł czas na Sarę Björk Gunnarsdottir, która wprawdzie jeszcze przez kilka tygodni pozostanie piłkarką FC Rosengård, ale klub z Malmö w najbliższych dniach czeka seria meczów wyjazdowych. Pojedynek z Örebro był więc dla gwiazdy islandzkiej kadry okazją na to, aby ostatni raz pokazać się publiczności, przed którą występowała regularnie od niemal sześciu lat i trzeba przyznać, że pożegnanie wypadło nader okazale.

Już w pierwszej połowie Gunnarsdottir należała do najlepszych na boisku. Długimi fragmentami to właśnie islandzka pomocniczka wyznaczała rytm, według którego poruszały się po placu gry zawodniczki z Malmö. To ona zgrała decydująca piłkę do Berglund w akcji, która przyniosła gospodyniom prowadzenie. To ona harowała od szesnastki do szesnastki, trzymając w ryzach drugą linię Rosengård. Do pełni szczęścia cały czas brakowało jednak gola, który sprawiłby, że to sobotnie, czerwcowe popołudnie stałoby się dla Islandki naprawdę niezapomniane. Ten stan rzeczy zmienił się w 65. minucie, kiedy to Gunnarsdottir najpierw wywalczyła, a następnie pewnie wyegzekwowała rzut karny. We wspomnianej sytuacji niezbyt odpowiedzialnie we własnej szesnastce zachowała się Lejla Basic (zupełnie niepotrzebna strata i będący jej konsekwencją faul), ale nie sposób nie docenić kunsztu piłkarki Malmö, która swoją postawą niejako wymusiła błąd znacznie mniej doświadczonej rywalki. Pożegnanie z Sarą wypadło więc niezwykle efektownie, a największa w tym zasługa samej zainteresowanej.

Uwaga, że ze względu na niecodzienne okoliczności taktyka Rosengård była dziś ustawiona pod Gunnarsdottir nie jest być może całkowicie bezpodstawna, ale z drugiej strony każdy, kto regularnie oglądał w ostatnich latach występy drużyny z Malmö, musi zdawać sobie sprawę, jak ważnym ogniwem w boiskowej układance kolejnych selekcjonerów mistrzyń Szwecji była kapitanka reprezentacji Islandii. Gdy stało się jasne, że Gunnarsdottir nie zamierza przedłużać wygasającego z końcem czerwca kontraktu, Therese Sjögran nazwała ją piłkarką, którą zastąpić będzie niezwykle trudno i chyba nikt nie zamierza z tym stwierdzeniem polemizować. Jeśli tylko sztab szkoleniowy Wolfsburga zdecyduje się obdarzyć Islandkę zaufaniem, to tęsknota za Nadine Kessler może nie być dla fanów z miasta Volkswagena aż tak dotlkiwa. Tym bardziej, że w niektórych elementach (waleczność, gra głową, przegląd pola) Gunnarsdottir wydaje się wręcz dystansować legendarną już Niemkę.

Mecz na Malmö IP miał dziś wprawdzie jedną główną bohaterkę, ale na pochwały po ostatnim gwizdku Malin Johansson zasłużyła cała drużyna mistrzyń kraju. Wprawdzie bardzo długo jak na ten sezon, bo aż do 35. minuty, utrzymywał się rezultat bezbramkowy, ale w grze Rosengård dostrzec mogliśmy te cechy, o które tak głośno apelowaliśmy na początku rozgrywek. Był pomysł, była modelowa wręcz współpraca między formacjami, było zrozumienie i był wreszcie ten cechujący jedynie naprawdę wielkie drużyny spokój. Gospodynie wyszły na murawę przekonane o swojej sile i z godną podziwu konsekwencją, minuta po minucie, realizowały nakreślony przez Jacka Majgaarda plan, nie dając się po drodze ponieść niepotrzebnym emocjom. Perfekcyjnie przygotowanej, mistrzowskiej maszynie zupełnie nie potrafiły się przeciwstawić piłkarki Örebro. Ustawiona na pozycji wysuniętej napastniczki Tancredi była w okolicach koła środkowego bardziej osamotniona niż Szwedzcy Demokraci w krajowym parlamencie, a skrzydeł w postaci Chukwudi oraz Spetsmark nie udało się tak naprawdę rozwinąć ani razu. Dla ekipy trenera Papachristou znacznie ważniejsze wydaje się być jednak środowe starcie z Piteå. Tam przegrać już najzwyczajniej w świecie nie można.

******

Pojedynek drużyn z dwóch najmniejszych ośrodków w Damallsvenskan zakończył się ostatecznie podziałem punktów. Przedmeczowymi faworytkami wydawały się być piłkarki Vittsjö, ale w 5. minucie to przyjezdne mogły – za sprawą Zoe Ness – cieszyć się z prowadzenia. Chwaląc przytomność umysłu dziewiętnastolatki ze Szkocji, trzeba jednak podkreślić, że współodpowiedzialne utracie bramki były przede wszystkim Chukwunonye oraz Fraine. Nigeryjka wykazała się olbrzymią nonszalancją, tracąc futbolówkę w miejscu, w którym strata nie może się pod żadnym pozorem przytrafić, a kompletnie nieprzygotowana do interwencji golkiperka z USA nieco zlekceważyła umiejętności Ness, w wyniku czego zdecydowanie zbyt późno w ogóle zareagowała na strzał. Tuż przed przerwą swoje winy w pewnym stopniu odkupiła Chukwunonye, a spływające po jej policzkach łzy były najlepszym świadectwem tego, jak bardzo potrzebowała takiego udanego zagrania. Nie da się ukryć, że początek przygody ze szwedzką piłką był dla byłej zawodniczki Washington Spirit kompletnie nieudany, ale być może właśnie ten gol da jej pozytywny impuls i stanie się swego rodzaju punktem zwrotnym.

Lepsze piłkarsko gospodynie po przerwie spychały rywalki z Värmland do coraz głębszej defensywy, ale optycznej przewagi nie potrafiły przełożyć na bezpośrednie zagrożenie pod bramką Alexander. Znów całkowicie bezproduktywna była Ezurike, od kórej znacznie bardziej aktywna była chociażby dobrze współpracująca z Sällström szesnastoletnia Ebba Hed. Piłkarki Mallbacken w końcówce skupiały się przede wszystkim na defensywie, ale to Madelen Janogy miała w ostatnich minutach na nodze piłkę na wagę trzech punktów. Jej także nie udało się jednak rozstrzygnąć tego stojącego na niezbyt wysokim poziomie, choć niepozbawionego dramaturgii spotkania.