Niesamowita końcówka w Vittsjö

To miały być wyjątkowo smutne derby. Naprzeciw siebie stanęły bowiem drużyny zmagające się z ogromnymi boiskowymi i pozaboiskowymi przeciwnościami. Jedna – cały czas szukająca pierwszego ligowego punktu, sponiewierana dodatkowo przez plagę kontuzji. Druga – spisująca się zdecydowanie poniżej zbyt wygórowanych być może oczekiwań, w dosłownym tego słowa znaczeniu osierocona przez człowieka, który wbrew wszelkiej logice doprowadził ją na szczyt piłkarskiej piramidy. Faworytkami były piłkarki Vittsjö, które nigdy wcześniej nie pokonały Kristianstad w meczu o ekstraklasowe punkty. Nie udało im się dokonać tego także dziś, a zabrakło zaledwie kilkudziesięciu sekund, aby to drużyna ze wschodniej Skanii cieszyła się z wyjazdowego zwycięstwa.

Długimi minutami zanosiło się w Vittsjö na bezbramkowy remis. Samo spotkanie toczone było na przyzwoitym tempie, jak przystało na derby nie brakowało walki w środku pola, ale bramkowych sytuacji nie potrafiła stworzyć sobie żadna z drużyn. Zarówno Katie Fraine, jak i Moa Olsson czujność zachować musiały przede wszystkim przy strzałach z dystansu oraz stałych fragmentach gry i trzeba przyznać, że obie golkiperki spisały się w tym aspekcie bez zarzutu. Szczególne pochwały należą się w tym miejscu przede wszystkim bramkarce Kristianstad, która tydzień wcześniej w bardzo bolesny sposób poznała smak pierwszoligowej piłki. Elisabet Gunnarsdottir raz jeszcze zaufała jednak Olsson, a ta odpłaciła się jej w najlepszy możliwy sposób. Interwencja po kąśliwym strzale Okobi zza pola karnego pokazała, jak wielkim potencjałem dysponuje ta siedemnastoletnia bramkarka.

Obie drużyny powoli godziły się już z wynikiem 0-0, gdy nadeszła 89. minuta. Nigeryjka Chukwunonye zupełnie niepotrzebnie powaliła we własnej szesnastce szarżującą Guehai, a słusznie podyktowany za jej przewinienie rzut karny pewnie wykonała Rasmussen. Trzeci w sezonie gol Dunki mógł, a nawet powinien przynieść Kristianstad długo oczekiwane zwycięstwo, ale piłkarki gości chyba zbyt szybko dopisały sobie w tabeli trzy punkty. W doliczonym czasie gry Ezurike wypuściła w bój cechującą się świetnym przyspieszeniem Markstedt. Napastniczka Vittsjö wygrała pojedynek biegowy z Mią Carlsson, z asekuracją nie zdążyła Atladottir, a Olsson tym razem była wobec precyzyjnego strzału w długi róg całkowicie bezradna.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, że derby Skanii zawiodły, ale jeszcze trudniej w którymkolwiek z obozów znaleźć po dzisiejszym meczu powody do optymizmu. Nie doczekaliśmy się ani historycznego triumfu Vittsjö, ani przełamania Kristianstad, a remis, choć z przebiegu gry nie krzywdzi żadnej ze stron, nikomu też nic nie daje. Bezpośrednie starcie miało pozwolić jednej z drużyn wrócić na właściwą ścieżkę, ale po jego zakończeniu zamiast jednego wyleczonego cały czas mamy dwóch poważnie rannych.

Liderki nie zwalniają tempa

Niewiele można napisać na temat dzisiejszego meczu w Sunne. Mistrz kraju i główny faworyt rozgrywek przyjechał do Värmland i dał bolesną lekcję piłki drużynie znajdującej się kilka poziomów niżej w ligowej hierarchii. W obecnym sezonie piłkarki z Malmö z reguły bardzo szybko otwierają wynik spotkania i dzisiejszy mecz niczym się w tym względzie nie różnił. Na 1-0 trafiła Marta, następnie w odstępie kilkuset sekund poprawiły Martens i Berglund i od tego momentu można było się zastanawiać, na jakim poziomie zatrzyma się bramkowy licznik po stronie Rosengård. Skończylo się ostatecznie na sześciu golach i ów wynik w najmniejszym stopniu nie krzywdzi piłkarek Mallbacken. Różnica skali była dziś po prostu aż za nadto widoczna.

Jeśli ktoś chciałby wystawiać zawodniczkom z Malmö indywidualne oceny za dzisiejszy mecz, musiałby wyróznić Ellę Masar. Sprowadzona w pakiecie z Erin McLeod jako uzupełnienie kadry Amerykanka, na początku sezonu jest kluczową piłkarką w układance Jacka Majgaarda. Trzy gole, jedna asysta, zero żółtych kartek (to chyba najbardziej imponujące) i 347 rozegranych minut – takiego bilansu nie spodziewała się chyba nawet sama pochodząca z Illinois zawodniczka. Bardzo efektownie z Damallsvenskan przywitała się także Finka Salmi, ale duński szkoleniowiec Rosengård z pewnością najbardziej cieszy się z poprawiającej się z dnia na dzień sytuacji kadrowej. Kolejnymi piłkarkami, które wróciły do treningów są Emma Berglund oraz Zecira Musovic.

******

Zwyciężył Rosengård, zwyciężył także Linköping. Martin Sjögren przestrzegał przed meczem, że w starciu z Örebro poprzeczka zawieszona zostanie wysoko, ale ta długimi fragmentami leżała dziś na ziemi, licząc być może na to, że zawodniczki LFC się o nią potkną. Nic takiego miejsca jednak nie miało, gdyż mieć zwyczajnie nie mogło. Linköping od początku sezonu prezentuje się po prostu wybornie i dzisiejszy mecz nie był w tym aspekcie wyjątkiem. Piłkarkom z Örebro nie sposób odmówić ambicji i woli walki, po trzydziestu minutach pierwszej połowy za sprawą północnoamerykańskiego duetu Perez – Tancredi udało im się nawet doprowadzić do remisu, ale względnie korzystny wynik utrzymały przez zaledwie dwie minuty, co najlepiej oddaje skalę dominacji gospodyń. Podopieczne Sjögrena przyspieszały wtedy, kiedy było to konieczne i w pełni kontrolowały przebieg boiskowych wydarzeń.

Swojego dorobku strzeleckiego nie poprawiła dziś Stina Blackstenius, ale najlepsza szwedzka snajperka ligi zapisała na swoim koncie kolejne dobre spotkanie. Za zdobywanie goli odpowiadała przede wszystkim Pernille Harder, która najpierw pewnie wykonała wywalczony przez siebie rzut karny, a tuż po przerwie, wykańczając akcję po centrze Magdaleny Ericsson, skutecznie odebrała gościom resztki nadziei na korzystny wynik. Po przerwie spowodowanej kontuzją powróciła Fridolina Rolfö i potrzebowała zaledwie trzech minut, aby wpisać się na listę strzelczyń. Tydzień temu pisałem, że superduet z Linköping już niebawem stanie się supertercetem i dziś mieliśmy pierwszą i z pewnością nie ostatnią okazję, aby podziwiać go w akcji.

******

Wynik 5-2 teoretycznie wskazuje na jednostronny pojedynek, ale trudno w ten sposób nazwać dzisiejsze starcie na Valhalla IP. Drużyna z Umeå przyleciała do Göteborga w składzie, który bardziej nadawałby się do występu w turnieju Gothia Cup niż w meczu ekstraklasy, ale – paradoksalnie – to właśnie dzieciaki z Norrland od pierwszych minut rzuciły się do gardeł faworyzowanym rywalkom. Wsparte Ritą Chikwelu oraz Lisą Lantz młode piłkarki z Umeå poczynały sobie bez kompleksów, ale doskonała postawa Loes Geurts, która już chyba na dobre wygrała rywalizację o miejsce między słupkami bramki Göteborga, pozwoliła gospodyniom długo zachować czyste konto.

Podobnego wsparcia w swojej golkiperce nie miały niestety podopieczne Marii Bergkvist. Tove Enblom najpierw w kuriozalny sposób dała się zaskoczyć Johansson, która próbowała dośrodkowania, a niespodziewanie nawet dla samej siebie rozpoczęła strzelanie na Valhalli. Drugi gol to piękna kombinacja dwójki Landström – Hammarlund, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że i tego gola przy nieco lepszej postawie Enblom dałoby się uniknąć. W podobny sposób można podsumować także trafienia Hegerberg i Linden, choć tu winić należy przede wszystkim zbyt bierną postawę formacji defensywnej gości, która zostawiła zawodniczkom z Göteborga zdecydowanie za dużo miejsca. Przy takiej ilości błędów nie da się na tym poziomie ugrać choćby punktu i choć Umeå pozostawiło po sobie całkiem pozytywne wrażenie, to cały czas pozostaje bez ligowego zwycięstwa, a najtrudniejsze mecze w rundzie wciąż przed tą drużyną.

******

Eskilstuna oraz Piteå, dwaj sensacyjni medaliści poprzednich rozgrywek, od początku obecnego sezonu przekonują się, że w piłkarskim świecie piękna baśń nie może trwać wiecznie. Oba wspomniane kluby odniosły wprawdzie zwycięstwa na inaugurację, ale kolejne mecze jednoznacznie pokazały, jak ciężko trzeba będzie walczyć o każdy punkt. Niespodziewane sukcesy zaostrzyły apetyty tłumnie odwiedzających zarówno LF Arenę, jak i Tunavallen kibiców, a sprostać ich oczekiwaniom wcale nie będzie łatwo. Dziś Eskilstuna i Piteå podajmowały na własnych obiektach beniaminków i dla obu klubów były to mecze z gatunku must win. Zadania ostatecznie udało się wykonać, ale po końcowym gwizdku Viktor Eriksson i Stellan Carlsson mogli pozwolić sobie na głęboki oddech ulgi, który słychać było aż w Sztokholmie, ponieważ obaj szkoleniowcy zadowoleni mogą być przede wszystkim z punktów. Ich drużyny długimi momentami bardzo cierpiały i przy lepszej skuteczności rywalek końcowe wyniki równie dobrze mogły być odwrotne. Przetrzebioną kontuzjami Eskilstunę (w wyjściowej jedenastce z konieczności zagrała między innymi występująca na co dzień w drużynie rezerw Elin Rombing) znów uratowała jednak posiadająca niebywały instynkt strzelecki Mimmi Larsson, a Piteå dopisało do swojego dorobku trzy oczka dzięki dwóm świetnie rozegranym kontratakom.

4. kolejka – zapowiedź

Sześć meczów jednego dnia – taka dawka ekstraklasowych emocji czeka nas już w niedzielę! Na boisko wyjdą wszystkie pierwszoligowe drużyny, a każda z nich ma sobie i rywalkom wiele do udowodnienia.

Zawodniczki Rosengård, które dopiero co rozsiadły się w fotelu lidera, spróbują pokazać, że w końcu nauczyły się wygrywać w Sunne. Teoretycznie, pojedynek z Mallbacken powinien oznaczać dla faworyta łatwe trzy punkty, ale doskonale pamiętamy, jak kończyły się dwa ostatnie wyjazdy drużyny z Malmö do Värmland. Wtedy również miało być lekko, łatwo i przyjemnie, a w ostatnich minutach trzeba było walczyć choćby o remis. Jeśli jednak Lieke Martens zaprezentuje się tak, jak w środę przeciwko Piteå, nienajlepsza passa zapewne zostanie w końcu przełamana.

“Mój dom – moja twierdza” – z takiego założenia najpewniej wychodzą w Linköping. Od momentu otwarcia nowego, wybudowanego specjalnie na EURO 2013 stadionu, piłkarki LFC przegrały na nim zaledwie dwukrotnie. Jedyną obok Umeå drużyną, której udało się zdobyć Linköping Arenę i wywieźć z niej komplet punktów jest Örebro. Prawie równo dwa lata temu zawodniczki z Behrn Areny niemal upokorzyły gospodynie, pokonując je 4-0. W niedzielę z pewnością nie miałyby nie przeciwko sprawieniu podobnej sensacji, ale czy przy Harder, Blackstenius i Minde znajdujących się w takiej formie jest ona w ogóle realna?

Piteå i Djurgården przystępują do bezpośredniego starcia w całkowicie odmiennych nastrojach. Drużyna z Norrland od dwóch kolejek nie potrafi znaleźć właściwego dla siebie luzu, a beniaminek ze Sztokholmu z meczu na mecz czuje się w Damallsvenskan coraz pewniej. Schmidt i Appelqvist tydzień temu po profesorsku poprowadziły swój zespół do zwycięstwa nad Vittsjö i zapewne marzą o podobnym wyniku na LF Arenie. Faworyta wskazać jednak nie sposób.

Trzy mecze, trzy remisy w stosunku 1-1, dwa gole Rity Chikwelu, dwie asysty Lisy Lantz, dwa rzuty karne zmarnowane przez Jenny Hjohlman, dwie kluczowe zawodniczki pokonane przez kontuzje – tak w największym skrócie wygląda początek sezonu w wykonaniu Umeå IK. Teraz przed zawodniczkami Marii Bergkvist najtrudniejsze póki co zadanie, na ich drodze stanie bowiem nabierający rozpędu ekspres z Göteborga z Pauline Hammarlund na szpicy. Rok temu wyjazd na Valhallę okazał się nadspodziewanie przyjemnym doświadczeniem, ale jak bedzie tym razem?

Miło jest być rewelacją ligi, ale im wyżej podskoczysz, tym bardziej brutalny jest powrót do rzeczywistości. Rok temu Eskilstuna była o krok od dokonania być może najbardziej spektakularnego wyczynu w historii szwedzkiej piłki, dziś mniej więcej tyle samo dzieli ją od strefy spadkowej. Oczywiście, na Tunavallen nic nie jest jeszcze definitywnie przegrane, ale jesli marzy się o przygodzie podobnej do tej ubiegłorocznej, to trzeba po prostu zacząć wygrywać. Rywalem Kvarnsveden, a to oznacza, że spodziewać możemy się absolutnie wszystkiego.

W derbach Skanii zmierzą sie drużyny, dla których ostatnie tygodnie z pewnością nie były łatwe. Kristianstad to jedyna ekipa w Damallsvenskan, która w obecnych rozgrywkach nie wywalczyła jeszcze choćby punktu. Co gorsza, drużynę dopadła plaga kontuzji, a wtorkowe orzeczenie Komisji Licencyjnej z pewnością nie poprawiło i tak mocno nadwątlonego morale. Poniżej oczekiwań spisuje się również typowane przez wielu na rewelację rozgrywek Vittsjö, a dodatkowym ciosem dla klubu była śmierć Caleviego Hämäläinena – człowieka, bez którego wielką piłkę na wsi nieopodal Hässleholm można byłoby oglądać jedynie na ekranach telewizorów. Która z dwóch tak bardzo potrzebujących zwycięstwa drużyn podniesie się pierwsza?

Trening w Malmö, Rosengård liderem

Spotkanie w Malmö rozpoczęło się o godzinie 19:00, ale piłkarki z Piteå wyglądały, jakby dopiero tuż przed pierwszym gwizdkiem ktoś wybudził je z głębokiego snu i kazał wyjść na boisko. Nic więc dziwnego, że Rosengård potrzebował zaledwie trzech minut, aby za sprawą Lieke Martens otworzyć wynik meczu. Lewoskrzydłowa z Holandii minęła kolejno Helin, Aronsson, Löfqvist i Lövgren, które niczym slalomowe tyczki stały nieruchomo na jej drodze, a następnie miała jeszcze dostatecznie dużo czasu, aby przymierzyć idealnie tuż przy słupku, nie dając Carlen najmniejszych szans na skuteczną interwencję.

Jeśli ktoś spodziewał się, że szybko stracony gol wybudzi zawodniczki z Piteå z drzemki, ten srodze się pomylił. Piłkarki z północy kraju do dziewięćdziesiątej minuty sprawiały bowiem wrażenie ospałych i niezdolnych do chociażby podjęcia walki z bojowo nastawioną drużyną z Malmö. Wspominane wielokrotnie magia i entuzjazm, które jesienią ubiegłego roku pozwoliły podopiecznym Stellana Carlssona wdrapać się na ligowe podium, były dziś w starciu z obrońcą mistrzowskiego tytułu całkowicie nieefektywne. Jack Majgaard skutecznie wytrącił gościom z rąk największe atuty, sprawiając, że w środowy wieczór Ellen Löfqvist znów wyglądała jak trzecioligowa piłkarka, a Felicia Karlsson jak zawodniczka, która do niedawna w dniu meczowym więcej czasu niż na boisku spędzała na trybunach.

Ewentualna porażka z mistrzem kraju była oczywiście w Piteå “wliczona w koszty”, ale styl, w jakim została poniesiona, powinien być dla Carlssona pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Już w najbliższą niedzielę na LF Arenę przyjedzie bowiem podbudowane pierwszym ligowym zwycięstwem Djurgården i ten mecz wcale nie musi być dla gospodyń spacerkiem. Beniaminek ze stolicy jest rzecz jasna drużyną znajdującą się jak najbardziej w zasięgu piłkarek z Piteå, ale pod warunkiem, że te ostatnie złapią w końcu odpowiedni rytm, którego na chwilę obecną rozpaczliwie szukają. W Norrbotten liczą także na to, że z tygodnia na tydzień zwyżkować będzie forma Ikidi oraz Pedersen – dwóch zawodniczek, bez których ubiegłoroczny sezon nie miałby aż tak wspaniałego zakończenia.

Dziś wieczorem nie możemy jednak deprecjonować osiągnięcia Rosengård, gdyż nie jest tak, że piłkarki z Malmö były silne wyłącznie słabością rywalek. Mistrz kraju w końcu zagrał jak na mistrza przystało i odniósł całkowicie zasłużone zwycięstwo, które mogło być jeszcze bardziej okazałe gdyby pani Malin Johansson rzetelnie wypełniała swoje obowiązki (gospodyniom należały się dwa rzuty karne). Klasą dla siebie była rzecz jasna najlepsza na placu gry Lieke Martens, ale niemal wszystkie zawodniczki Rosengård mogły opuszczać murawę z poczuciem dobrze wykonanego zadania. Wydarzeniem dnia był z pewnością okraszony efektownym golem powrót Amandy Ilestedt. Stoperka, która zanim jej kariera została poważnie wyhamowana przez kontuzje była nazywana największym talentem szwedzkiej piłki, zagrała w wyjściowej jedenastce klubu z Malmö po sześciu miesiącach przerwy i przypomniała się kibicom w najlepszy możliwy sposób. Kolejny raz świetną partię rozegrała Masar, w szwedzkiej lidze na dobre zaaklimatyzowała się Salmi, a Wieder znów udowodniła, że wychowanka Rosengård wcale nie musi stanowić w drużynie gwiazd najsłabszego ogniwa.

Czterobramkowe zwycięstwo sprawiło, że piłkarki z Malmö zostały nowymi liderkami rozgrywek, lepszym stosunkiem bramek wyprzedzając Linköping. Najważniejsze dla drużyny ze stolicy Skanii jest jednak to, że dzisiejszym występem wysłały one na północny wschód jasną wiadomość: walka o tytuł będzie zacięta, ale to my startujemy do niej z pole position. Z tym większą ekscytacją czekamy zatem na 29. maja.

Gunnarsdottir śladami Bachmann

Sara Björk Gunnarsdottir od wielu miesięcy zapowiadała, że nie zamierza przedłużać wygasającego z końcem czerwca kontraktu z FC Rosengård. Prawie stukrotna reprezentantka Islandii po sześciu niezwykle owocnych sezonach w Damallsvenskan postanowiła spróbować sił w innej lidze. Jej nazwisko łączone było z niemal wszystkimi czołowymi klubami z Niemiec i Francji, ale wyścig o pozyskanie wszechstronnej Islandki ostatecznie zakończył się pomyślnie dla Wolfsburga. Gunnarsdottir zdecydowała się więc poprowadzić swoją piłkarską karierę podobną ścieżką, co Ramona Bachmann, która równo rok temu także przeniosła się z Malmö na AOK Stadion.

Jedną z kandydatek do wypełnienia powstałej po odejściu Gunnarsdottir luki miała być Caroline Seger, ale wszystko wskazuje na to, że na ewentualny powrót kapitanki reprezentacji Szwecji do kraju przyjdzie nam jeszcze poczekać. Odejście Seger z PSG w nadchodzącym okienku transferowym jest niemalże przesądzone, ale sama zawodniczka niezbyt entuzjastycznie podchodzi do tematu gry w Damallsvenskan. Na dzień dzisiejszy najbardziej prawdopodobna wydaje się więc przeprowadzka do Lyonu, gdzie Seger miałaby stworzyć w środku pola duet z Dzsenifer Marozsan. Tę wersję w nieoficjalnych wypowiedziach potwierdzają zresztą zarówno dyrektorka sportowa klubu z Malmö Therese Sjögran, jak i reprezentujący interesy zawodniczki Anton Maksymow, który ponadto zdradził, że PSG był zainteresowany przedłużeniem umowy z reprezentantką Szwecji i zaoferował bardzo atrakcyjną ofertę nowego kontraktu, ale ta została ostatecznie odrzucona. Jeśli informacje o transferze się potwierdzą, to Caroline Seger stanie się częścią najlepszej klubowej drużyny świata. Mistrzynie Francji zapowiadają bowiem przeprowadzenie największej w historii piłki nożnej ofensywy transferowej.

******

We wtorek poznaliśmy także pierwsze decyzje obradującej przy SvFF Komisji Licencyjnej. Negatywną opinie otrzymały wprawdzie aż cztery kluby, ale w Borlänge, Linköping oraz Umeå mogą raczej spać spokojnie. Spełnienie licencyjnych wymagań w przypadku wymienionych powyżej klubów powinno być bowiem formalnością, choć sytuacja finansowa Umeå z pewnością nie raz będzie jeszcze przedmiotem wnikliwej analizy. Już tradycyjnie, zdecydowanie najgorzej wygląda jednak sytuacja Kristianstad. Klub ze Skanii kolejny raz o pozostanie w elicie będzie musiał walczyć równocześnie na dwóch frontach. Wymogi, które muszą spełniac drużyny chcące występować w najwyższej klasie rozgrywkowej z sezonu na sezon stają się coraz bardziej restrykcyjne, więc rywalizacja pozaboiskowa zapowiada się dla Kristianstad równie ciężko, jak ta na boisku, gdzie też przecież póki co nie idzie najlepiej.