Stockholm United FC – utopia czy fanaberia?

Jeden klub w całej stolicy. Czy to w ogóle może się udać?

W ostatnich tygodniach sporo uwagi poświęca się klubom, które jeszcze nie powstały lub dopiero zaczynają się formować. Wpisując się w ten trend, zajmiemy się więc drużyną, której prawdopodobnie nigdy nie ujrzymy na szwedzkich boiskach, choć o jej powstaniu mówi się już od kilkunastu lat. Pierwsza, bardzo jeszcze wówczas luźna wzmianka o Stockholm United pojawiła się na początku obecnego wieku i – co było w sumie łatwe do przewidzenia – od razu wzbudziła mnóstwo kontrowersji. Zwolennicy powstania nowego tworu na piłkarskiej mapie przekonywali, że jest to jedyny sposób na to, aby Sztokholm wciąż liczył się w walce o mistrzowski tytuł, ale entuzjazmu ekspertów nie podzielały ani piłkarki stołecznych klubów, ani ich kibice.

Tej wiosny o zjednoczeniu klubów ze stolicy znów zrobiło się głośno i choć żaden z zespołów nie wyraził bezpośredniego zainteresowania tematem, to i tak cała dyskusja rozpoczęła się na nowo. Okazja trafiła się o tyle świetna, że w barwach Djurgården, Hammarby, AIK czy Älta występuje obecnie wiele młodzieżowych reprezentantek kraju, na bazie których miałaby zostać zbudowana drużyna będąca w stanie za kilka lat rzucić wyzwanie nawet potentatowi z Malmö. Trudno zaprzeczyć, że perspektywa obejrzenia Rytting Kaneryd, Oskarsson, Angeldahl i Kullashi w jednym klubie jest z wielu powodów niezwykle kusząca, ale czy aby na pewno na tyle, żeby przeprowadzać dla niej prawdziwą rewolucję, na dodatek wcale nie pozbawioną ofiar? Nie możemy bowiem zapominać, że stworzenie sztokholmskiej drużyny marzeń niosłoby za sobą szereg zdecydowanie mniej przyjemnych konsekwencji, do których zaliczyć trzeba między innymi:

– utrata tożsamości wielu zasłużonych klubów. Wszyscy mamy jeszcze świeżo w pamięci fenomenalną atmosferę podczas derbów Hammarby – Djurgården, a przecież rywalizacja obu wymienionych ekip z AIK wzbudza nie mniejsze emocje. Ewentualna fuzja tak utytułowanych zespołów z tak bogatą historią byłaby z pewnością wydarzeniem bez precedensu i musimy liczyć się z tym, że pozbawiłaby nas (a przede wszystkim kibiców ze Sztokholmu) wielu piłkarskich wzruszeń, których nie da się zastąpić nawet walką o mistrzostwo oraz występami w europejskich pucharach.

– mniej miejsca dla piłkarek. Nawet gdyby klubom pozwolono zachować swój system szkolenia, a ten w stolicy jest przecież na najwyższym poziomie, matematyki nie da się oszukać. W momencie przejścia do seniorskiej piłki, zawodniczki wszystkich akademii musiałyby rywalizować o miejsce w kadrze jedynego stołecznego zespołu grającego na szczeblu centralnym. Tym, którym nie udałoby się przejść tej niezwykle brutalnej selekcji, zostawałyby w zasadzie trzy wyjścia: wyjazd z miasta, kontynuowanie kariery na co najwyżej trzecim poziomie rozgrywkowym lub definitywne jej zakończenie. Biorąc pod uwagę, że w składzie Stockholm United kilka miejsc należałoby zarezerwować dla piłkarek zagranicznych, można założyć, że zaszczytu gry dla najważniejszego klubu w mieście dostąpiłaby co najwyżej jedna wychowanka lokalnych szkółek z każdego rocznika. Biorąc pod uwagę specyfikę Sztokholmu, jest to niewątpliwie zatrważająca prognoza.

– brak identyfikacji z klubem. Chociażby z Ameryki Południowej możemy kojarzyć przypadki dołączania nadprogramowych drużyn lub nawet reprezentacji młodzieżowych do rozgrywek ligowych. Możemy oczywiście dyskutować, na ile było to rozsądne, ale znamienne jest to, że żaden z takich eksperymentów ostatecznie nie przetrwał próby czasu. Czy ich los podzieliłby Stockholm United? Istnieje spore ryzyko, że tak by się właśnie stało, gdyż we współczesnych realiach trudno funkcjonować przedsiębiorstwu, z którym absolutnie nikt się nie identyfikuje. A to, że nowy twór na piłkarskiej mapie stolicy raczej nie zyskałby natychmiastowej sympatii kibiców i samych zawodniczek, jest akurat całkowicie pewne.

– dom budowany od dachu. Nawet gdyby przyjąć optymistyczny scenariusz, w którym nowa drużyna zostaje zgłoszona do rozgrywek i kończy swój debiutancki sezon na przyzwoitym miejscu w tabeli, wciąż istniałoby zagrożenie, że przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, cała misternie stawiana konstrukcja rozpadnie się jak domek z kart. Stockholm United niezmiennie pozostawałby bowiem klubem nie posiadającym jakichkolwiek solidnych fundamentów, które w godzinie kryzysu zapewniłyby ciągłość funkcjonowania. To właśnie dzięki budowanym przez lata strukturom, pomimo olbrzymich turbulencji na powierzchni utrzymały się między innymi Jitex, Gideonsberg oraz Tyresö. Z prawdopodobieństwem bliskim pewności możemy zakładać, że w analogicznej sytuacji Stockholm United zniknąłby w niebycie pamięci.

Póki co, wszystko wskazuje jednak na to, że powyższe rozważania na zawsze pozostaną jedynie w sferze domysłów i nigdy nie dowiemy się, jak poradziłaby sobie w Damallsvenskan drużyna Zjednoczonych ze Sztokholmu. Przypominając sobie najbardziej efektowne momenty niedawnego spektaklu na Zinkendamms IP aż chciałoby się dodać – i całe szczęście!

10. kolejka – zapowiedź

Chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że zakończona właśnie dziewiąta kolejka Damallsvenskan była w wielu aspektach wyjątkowa, ale wcale nie oznacza to, że tej wiosny (oczywiście w ujęciu piłkarskim, gdyż astronomicznie mamy już lato) na szwedzkich boiskach ligowych nie będzie już więcej emocji. W rzeczywistości jest bowiem dokładnie odwrotnie – do rozegrania pozostały nam jeszcze dwie pełne serie spotkań, w których każdy z klubów ma sporo do wygrania, ale i równie wiele do stracenia. Nieprzewidywalność tegorocznych rozgrywek sprawia, że przed pierwszym gwizdkiem nie możemy wykluczyć absolutnie żadnego rozstrzygnięcia, ale miejmy nadzieję, że sześć poniższych pytań (po jednym dla każdego meczu) oraz mniej lub bardziej udanych prób odpowiedzi na nie pozwoli nam nakreślić chociaż ramowy scenariusz najbliższych dni w szwedzkiej piłce.

Czy Göteborg przypomni sobie, że potrafi bronić? Wiadomo, że podczas całej kadencji Stefana Rehna nie było choćby jednej rundy, w której defensywa z Valhalli stanowiłaby monolit, ale jednak tej wiosny piłkarki z Västergötland przekroczyły już wszystkie możliwe granice dobrego smaku. Apogeum niemocy mogliśmy obejrzeć w sobotnim meczu w Kristianstad i jeśli w Sztokholmie czeka nas powtórka z rozrywki, to lato w KGFC może być bardziej niespokojne niż ktokolwiek jeszcze miesiąc temu mógł przypuszczać. Teoretycznie, Stadion Olimpijski nie przypomina jaskini lwa, a Mia Jalkerud nie nazywa się Christen Press lub Birgit Prinz, ale pamiętajmy, że nie tak dawno w rywalizacji z Göteborgiem przełamywały się nawet Holm oraz Sandström, co bynajmniej nie jest dobrym z punktu widzenia drużyny Stefana Rehna prognostykiem.

O co gra Piteå? Zwycięstwem na Tunavallen piłkarki z Norrboten zapewniły sobie względny spokój w ligowej tabeli. Oznacza to tyle, że w dwóch pozostałych im do rozegrania czerwcowych spotkaniach piłkarki z LF Areny częściej spoglądać będą przed niż za siebie. Ewentualne zwycięstwo w Örebro pozwoliłoby im przynajmniej na chwilę zbliżyć się do czołowej trójki na naprawdę niewielki dystans, ale otwarte pozostaje pytanie, czy w Piteå rzeczywiście poważnie myślą o włączeniu się do medalowej gry. Sympatycy Örebro z pewnością po cichu liczą na to, że odpowiedź na powyższe pytanie jest negatywna, a pokonanie Eskilstuny skutkować będzie chwilowym rozluźnieniem szyków w zespole Stellana Carlssona. Dla sensacyjnej czerwonej latarni byłaby to o tyle dobra informacja, że więcej szans na wydostanie się ze strefy spadkowej przed długą, letnią przerwą zwyczajnie już nie będzie.

Jaka jest wartość lidera? Tak, Linköping prowadzi w tabeli z pięciopunktową przewagą nad grupą pościgową, ale trudno powiedzieć, aby postawa mistrzyń kraju w ostatnich tygodniach była w stanie zachwycić kogokolwiek. Najpierw udało się zwyciężyć na dalekiej Północy, oddając przez dziewięćdziesiąt minut jeden strzał, następnie w meczu przeciwko Kvarnsveden długimi fragmentami lepsze wrażenie sprawiały zawodniczki z Dalarny i można się spodziewać, że prędzej niż później owa słabsza gra zacznie przekładać się również na słabsze wyniki punktowe. Czy wydarzy się to już przy okazji wizyty na stadionie, na którym kilka miesięcy temu LFC świętował tytuł? Wiele zależeć będzie tu także od piłkarek Vittsjö, ze szczególnym naciskiem na fiński duet Sällström – Alanen.

Kto zatrzyma Chawingę? Od chwili, gdy Tabitha Chawinga strzeliła 43 gole podczas jednego sezonu na boiskach Elitettan, o napastniczce z Malawi napisano i powiedziano już chyba wszystko. W najbliższą niedzielę najlepszą piłkarkę Damallsvenskan spróbuje zatrzymać defensywa Hammarby i nie trzeba posiadać tajemnej wiedzy, żeby stwierdzić, iż Holmgren, Lindberg i resztę zawodniczek z Södermalm czeka niezwykle trudne zadanie. Piłkarki beniaminka w wielu spotkaniach udowadniały, że potrafią postawić całkiem szczelne zasieki obronne, ale kluczem w rywalizacji z Chawingą może okazać się wyeliminowanie błędów indywidualnych, a z tym – jak doskonale wiemy – bywa w stolicy bardzo różnie.

Czy United już całkowicie wytraciły impet? W wyjściowej jedenastce Eskilstuny na mecz z Kristianstad obejrzymy najprawdopodobniej osiem piłkarek, które w lipcu i sierpniu rywalizować będą na holenderskim EURO (a i trzy pozostałe też były poważnie wymieniane w kontekście powołań). Naszpikowany reprezentantkami wielu europejskich krajów zespół w ostatnich tygodniach nie potrafi jednak złapać właściwego rytmu i jak najbardziej zasłużenie przegrał do zera kolejno z Djurgården oraz Piteå. Trzecia z rzędu porażka, poparta równie słabą grą, mogłaby oznaczać dla drużyny z Södermanland definitywne pożegnanie się z grą o coś więcej niż najniższy stopień podium. W Eskilstunie doskonale zdają sobie z tego sprawę, ale na naturalnej murawie w Kristianstad łatwo o punkty nie będzie, gdyż – w przeciwieństwie do rywalek – zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir znajduje się w ostatnich tygodniach na fali wznoszącej.

Czy piłkarkom z Limhamn jeszcze chce się chcieć? Pierwszy sezon Limhamn Bunkeflo w ekstraklasie miał być niezwykle bolesną lekcją, planem maksimum na rundę wiosenną miało być wywalczenie jedenastu punktów, a tymczasem na dwie kolejki przed jej zakończeniem na koncie beniaminka jest ich już trzynaście. Nie sposób nie zauważyć, że podopieczne Svena Sjunnessona swoje zadanie wykonały już z nawiązką, a każda dodatkowa zdobycz będzie dla nich jedynie miłym bonusem. Wyszarpać ją na terenie głównego faworyta do złota będzie jednak niezwykle trudno, szczególnie jeśli piłkarki LB faktycznie nie podejdą do poniedziałkowej rywalizacji jak do najważniejszego meczu sezonu. Dodatkową mobilizacją dla Mii Persson i koleżanek mogłaby być otoczka derbowego spotkania, ale w Malmö raczej nie powinniśmy liczyć na atmosferę podobną do tej z rywalizacji pomiędzy Hammarby i Djurgården.

omg10_01

omg10_02

omg10_03

omg10_04

omg10_05

omg10_06

Na podbój Holandii!

Fot. SvFF

Ogłoszenie ostatecznego składu 23-osobowej kadry na holenderskie EURO przebiegło w bardzo spokojnej atmosferze, co wynikało w dużej mierze z tego, że niezwykle pieczołowicie zadbano o to, aby podczas trwającego kilkadziesiąt minut eventu nie pojawiło się ani jedno przypadkowe lub niewygodne pytanie. Czy należy robić z tego zarzut? Absolutnie nie, gdyż teraz już nie czas i nie miejsce na kolejną rundę dyskusji o nieobecnych. Selekcjonerki dokonały wyboru i nawet jeśli w tym lub innym punkcie nie był on do końca zbieżny z naszymi osobistymi oczekiwaniami, to za cztery tygodnie właśnie ta grupa 23 piłkarek będzie potrzebowała wsparcia całego kraju od Skanii do Laponii. Wielkimi krokami nadchodzi bowiem ten czas, w którym kibice Rosengård jednoczą się w pragnieniach z sympatykami Linköping, a ci, którzy co tydzień skandują Heja United śpiewają jednym głosem z biało-zieloną armią intonującą Vi älskar Bajen. Zgadza się, że wylatującą do Arnhem reprezentację żegnać będziemy nie pozbawieni wątpliwości, ale z drugiej strony, kto w dzisiejszej piłce może pozwolić sobie na stuprocentowy komfort? A zatem – do boju i oby ostatnia kadra Sundhage przyniosła nam przynajmniej tyle wspaniałych chwil, co ta pierwsza z niezapomnianego EURO 2013.


Kadra Szwecji na EURO 2017:

Bramkarki: Hilda Carlén (Piteå), Hedvig Lindahl (Chelsea), Emelie Lundberg (Eskilstuna)

Obrończynie: Jonna Andersson (Linköping), Emma Berglund (Rosengård), Magdalena Eriksson (Linköping), Nilla Fischer (Wolfsburg), Hanna Glas (Eskilstuna), Jessica Samuelsson (Linköping), Linda Sembrant (Montpellier)

Pomocniczki: Kosovare Asllani (Manchester), Lisa Dahlkvist (Örebro), Hanna Folkesson (Rosengård), Josefin Johansson (Piteå), Elin Rubensson (Göteborg), Olivia Schough (Eskilstuna), Caroline Seger (Lyon), Julia Spetsmark (Örebro)

Napastniczki: Stina Blackstenius (Montpellier), Pauline Hammarlund (Göteborg), Mimmi Larsson (Eskilstuna), Fridolina Rolfö (Bayern), Lotta Schelin (Rosengård)

Podsumowanie 9. kolejki

Od pierwszych minut rywalizacji Limhamn Bunkeflo z Örebro było widać, że obie ekipy są świadome stawki bezpośredniego pojedynku. Gra toczyła się przede wszystkim w niesamowicie zagęszczonym środku pola, a kreowanie dogodnych okazji przychodziło z wielkim trudem zarówno miejscowym, jak i przyjezdnym. Pewnym zaskoczeniem może być jednak fakt, że w pierwszej połowie to gospodynie były drużyną, która zdecydowała się nieco odważniej zaatakować bramkę Caroli Söberg. Wprawdzie golkiperka z Berhn Areny do interwencji została zmuszona została zaledwie raz, gdy sparowała futbolówkę po uderzeniu Johnsson z ostrego kąta, ale efektowne strzały Rydahl i Welin – choć minimalnie niecelne – z pewnością rozgrzały nielicznie zebranych na Limhamns IP sympatyków beniaminka z Malmö. Po przerwie w końcu obudziły się podopieczne Martina Skogmana, najwyraźniej przypominając sobie, jak bardzo skomplikowana jest ich aktualna sytuacja w ligowej tabeli, ale oprócz wypracowania sobie przewagi w posiadaniu piłki nie udało im się osiągnąć w zasadzie nic, nie licząc słusznie nieuznanego gola Hanny Terry oraz jednego anemicznego strzału Hjohlman. Zdecydowanie bardziej konkretne w ofensywnych poczynaniach były za to gospodynie, które pomiędzy 75. i 77. minutą potrzebowały zaledwie 90 sekund, aby wybić rywalkom z głowy marzenia o wywiezieniu z Malmö jakichkolwiek punktów. Najpierw w zamieszaniu podbramkowym najwięcej zimnej krwi zachowała Parikka, pakując futbolówkę do siatki gości strzałem z najbliższej odległości, a chwilę później Johnsson świetnie dojrzała Mię Persson, która pięknym lobem wrzuciła piłkę za kołnierz zbyt daleko wysuniętej Söberg. Zwycięstwo Limhamn Bunkeflo było tym cenniejsze, że rozgrywająca swój debiutancki sezon w Damallsvenskan drużyna Svena Sjunnessona po raz pierwszy potrafiła zagrać na ekstraklasowych boiskach na zero z tyłu. Jakichkolwiek powodów do radości próżno za to szukać w Örebro, gdyż zespół typowany przez niektórych nawet do walki o medale wciąż nie może się odbić od ligowego dna.

01

Mecz na Vilans IP zapowiadał się o tyle interesująco, że naprzeciwko siebie stanąć miały najsłabsza ofensywa Damallsvenskan (Kristianstad) i jedna z najsłabszych w lidze formacji defensywnych (Göteborg). Kolejny raz potwierdziło się jednak powiedzenie, że jeśli nie możesz mieć wszystkiego, to lepiej zadbać o odpowiednią jakość w tyłach. Obrończynie z Västergötland zaprezentowały bowiem tak radosny futbol, że dzięki nim strzelecką niemoc przerwała nawet Rebecka Holm, choć wcześniej – zgodnie z tradycją – trzy razy nie potrafiła wcelować do pustej bramki. Do śmiechu nie było w tym wszystkim jedynie kibicom z Göteborga, którzy w całkiem przyzwoitej liczbie przyjechali z zachodniego wybrzeża tylko po to, aby zobaczyć jak ich defensorki raz po raz ośmieszane są przez notującą najbardziej spektakularny debiut w ekstraklasie od czasów Chawingi czternastoletnią Evelinę Duljan. W zdecydowanie mniej przyjazny sposób przywitała się z Damallsvenskan trzecia nominalnie golkiperka Göteborga Anna Larsson, choć trzeba oddać, że pomimo pięciu puszczonych goli, na tle wymienianych swego czasu nawet w kontekście reprezentacji Göthberg czy Johansson prezentowała się całkiem solidnie i przynajmniej dwukrotnie uratowała swój zespół przed jeszcze wyższą porażką. Punktu gościom nie była jednak w stanie uratować ani ona, ani grająca na swoim normalnym poziomie Pauline Hammarlund, która dwukrotnie wpisała się na listę strzelczyń. Bramki te były jedynie trafieniami na otarcie łez, ale przy tak dysponowanej defensywie nawet ze zdrowymi Falk, Rubensson i Curmark ciężko byłoby ugrać cokolwiek. Warto odnotować, że w zwycięskiej drużynie Elisabet Gunnarsdottir kolejny świetny mecz rozegrała znajdująca się tej wiosny w fenomenalnej formie Mia Carlsson, a Sif Atladottir przypomniała, że wykonywany przez islandzką piłkarkę rzut z autu na wysokości pola karnego rywalek bezwzględnie należy traktować jako poważne zagrożenie.

02

Jeśli sympatycy Vittsjö, którzy niemal do ostatniego miejsca wypełnili obiekt w północnej Skanii, mieli nadzieję, że ich obecność na trybunach poniesie miejscowe piłkarki do sprawienia sensacji w starciu z faworyzowanym FC Rosengård, to już pierwszy kwadrans boiskowej rywalizacji dość brutalnie zweryfikował te oczekiwania. Po czternastu minutach 2-0 wygrywały bowiem dziesięciokrotne mistrzynie kraju, które dopiero drugi raz tej wiosny rozpoczęły ligowy mecz, jak przystało na zdecydowane faworytki całych rozgrywek. Jako pierwsza ukłuła Lieke Martens, wpisując się do protokołu meczowego równie pięknym golem, jak tydzień wcześniej w spotkaniu reprezentacji Holandii i Austrii, a chwilę później prowadzenie gości z Malmö podwyższyła Schelin, kopiując z kolei własny wyczyn z majowego pojedynku na Arenie Linköping. Taki obrót wydarzeń podłamał nieco piłkarki z Vittsjö, których pomysłem na ten mecz miały być długie, prostopadłe piłki w kierunku ustawionej najbliżej bramki przeciwniczek Lindy Sällström. Niestety, w zdecydowanej większości były one na tyle niedokładne, że nawet prawdopodobnie najszybsza piłkarka świata nie miała najmniejszych szans, aby zrobić z nich jakikolwiek sensowny użytek. Pierwsze poważniejsze zagrożenie pod bramką niezbyt pewnej tego dnia Musovic gospodynie stworzyły dopiero w końcówce pierwszej połowy, ale nawet gdy – po olbrzymim zamieszaniu w szesnastce FCR – udało im się umieścić futbolówkę w siatce gości, ich radość natychmiast przerwał gwizdek Malin Johansson ze Sztokholmu i choć powtórki nie dały nam jasnej odpowiedzi na pytanie o słuszność decyzji pani arbiter, to wydaje się, że Troelsgaard była naprawdę bliska złamania linii spalonego. Nieuznany gol dla Vittsjö, a także niebezpieczny strzał z dystansu Wilkinson na tyle zmobilizowały jednak zespół Jacka Majgaarda, że od tego momentu gra znów zaczęła toczyć się pod wyraźne dyktando Rosengård i choć nie obserwowaliśmy serii huraganowych ataków na bramkę Shannon Lynn, to można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że przyjezdne całkowicie kontrolowały przebieg boiskowych wydarzeń. Swoją przewagę piłkarki z Malmö postanowiły jeszcze podkreślić trafieniem niezastąpionej Masar, aby już naprawdę nikt nie miał wątpliwości, że komplet punktów w stu procentach słusznie pojechał do stolicy Skanii.

03

W poprzednim sezonie kroczący po mistrzowski tytuł zespół z Linköping rozbił na własnym boisku ówczesnego beniaminka z Borlänge, ale tegoroczne starcie obu ekip w niczym nie przypominało tego sprzed niespełna dwunastu miesięcy. Zaczęło się wprawdzie zgodnie z planem, gdyż najpierw sytuacji sam na sam z Wahlén nie wykorzystała Lennartsson, a chwilę później futbolówkę do siatki Kvarnsveden skierowała Banusic, ale od tego momentu aż do ostatniego gwizdka pani Tess Olofsson oglądaliśmy żywe, otwarte i – co najważniejsze – niesamowicie wyrównane spotkanie, które właściwie mogło się zakończyć dowolnym wynikiem. Strzelecki licznik ostatecznie zatrzymał się na 3-2, ale radość z jaką gospodynie celebrowały to skromne zwycięstwo najlepiej pokazuje, jak trudne warunki postawiła im ekipa z Dalarny. Podopieczne Kima Björkegrena nie mogły także narzekać w niedzielne popołudnie na brak szczęścia, gdyż zdobyty na samym początku drugiej części gry gol na 2-1 padł w wyniku niefortunnej interwencji Johanny Axfeldt, która kompletnie zaskoczyła swoją bramkarkę. Mistrzynie kraju górowały ponadto nad rywalkami pod względem doświadczenia, a ono z kolei dało o sobie znać przy trzecim golu dla LFC, gdy Minde w znany nam wszystkim sposób zamknęła na dalszym słupku dośrodkowanie Jonny Andersson. Na wielkie brawa zasługują jednak również pokonane, bo choć piłkarkom Kvarnsveden nie udało się wywalczyć na Arenie Linköping nawet punktu, to trzeba podkreślić, że pomimo niewątpliwej klasy rywala oraz narastającego z każdą sekundą zmęczenia (mecz toczony był na niezwykle dużej intensywności), próbowały go wyszarpać do ostatniej minuty. Autorką obu goli dla gości była oczywiście Tabitha Chawinga, ale tym razem napastniczka rodem z Malawi nie była osamotniona w swoich ofensywnych poczynaniach. Swoją liderkę bardzo dzielnie wspierały między innymi Lova Lundin, Julia Roddar oraz Elizabeth Addo, które kilka razy granymi w tempo prostopadłymi podaniami wprowadziły sporo zamieszania w poczynaniach defensywy LFC. Do remisu zabrakło ostatecznie bardzo niewiele, a na pocieszenie zawodniczkom z Dalarny pozostaje satysfakcja, że ich wczorajszy występ możemy śmiało pokazywać na całym świecie jako modelowy przykład naprawdę honorowej porażki.

04

Dla zdecydowanej większości klubów Damallsvenskan Tunavallen to niezwykle gorący teren, ale prawidłowość ta najwyraźniej nie dotyczy piłkarek z Piteå. Drużyna prowadzona przez Stellana Carlssona czuje się bowiem w Södermanland jak u siebie i tylko raz w całej historii pierwszoligowych potyczek obu ekip wracała do domu bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Doskonałą serię udało się podtrzymać zawodniczkom z dalekiej Północy w minioną niedzielę, a gola na wagę zwycięstwa zdobyła w 74. minucie meczu Nina Jakobsson, robiąc najlepszy możliwy użytek ze swoich 180 centymetrów wzrostu oraz ze świetnego dośrodkowania June Pedersen. Co równie istotne, bramka dla gości nie była efektem pojedynczej kontry, a przemyślanej i niesamowicie zdyscyplinowanej gry od pierwszego do ostatniego gwizdka. To Piteå było zespołem, który narzucił na Tunavallen swoje warunki, pokonując Eskilstunę jej własną bronią, czyli wysokim pressingiem już na połowie rywala oraz ofensywnie usposobionym duetem bocznych obrończyń. Gospodynie rzecz jasna także próbowały się odgryzać, ale na boisku prezentowały się równie apatycznie, jak dwa tygodnie wcześniej w rywalizacji z Djurgården i poza dwoma strzałami Fiony Brown wprost w Hildę Carlén nie zaprezentowały właściwie nic godnego uwagi. Słaby występ United doskonale podsumowała w 89. minucie kapitanka Petra Johansson, która zupełnie niespodziewanie dostała futbolówkę na siódmym metrze, ale zamiast skierować ją do siatki, dwukrotnie dała się zablokować ofiarnie interweniującym defensorkom Piteå. Biorąc pod uwagę przebieg spotkania, trudno jednak przesadnie współczuć piłkarkom Eskilstuny, które na zdobycie choćby jednego gola tego dnia po prostu nie zasługiwały.

05

Jeśli ktoś uważał, że derby Sztokholmu są w Damallsvenskan jedynie mało znaczącym incydentem, ten jeszcze przed rozpoczęciem meczu musiał przyznać się do błędu. Pomimo tego, że żaden ze stołecznych klubów nie aspiruje póki co do walki o medale, pierwsze od dwóch lat ekstraklasowe starcie dwóch ekip ze stolicy cieszyło się bowiem tak wielkim zainteresowaniem, że trzeba było opóźnić je o kwadrans, aby wszyscy zainteresowani zdążyli zająć miejsce na trybunach. Kibice obu zespołów stanęli zresztą na wysokości zadania, tworząc kapitalne widowisko, ale gdy szwedzko-rumuńska trójka sędziowska dała znak do rozpoczęcia rywalizacji, nasza uwaga przeniosła się na boisko, gdzie także działy się niezwykle ciekawe rzeczy. Na Zinkendamms IP nie oglądaliśmy może piłkarskich fajerwerków, ale walki o każdy centymetr boiska, a także typowej dla derbowych potyczek wymiany ciosów nie brakowało. Na strzał w poprzeczkę w wykonaniu Angeldahl przyjezdne odpowiedziały doskonałą okazją Jalkerud, na sytuacyjne uderzenie Lundqvist gospodynie przygotowały natychmiastową ripostę w postaci szansy Zigiotti Olme, ale na tablicy wyników długo utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Na rozstrzygnięcie musieliśmy więc poczekać do drugiej połowy, w której obraz gry nie uległ zmianie, ale bardziej zaprawione w pierwszoligowych bojach zawodniczki Djurgården skutecznie wypunktowały swoje mniej doświadczone rywalki. Nieszczęście Hammarby rozpoczęło się od błędu Cathrine Dahlström, która na tyle niedokładnie wyprowadzała piłkę z własnej połowy, że jej zamiary bez większego trudu odczytała Jalkerud i pięknym lobem umieściła futbolówkę w bramce Emmy Holmgren. Piłkarki Bajen próbowały rzecz jasna poszukać wyrównującego gola, ale jeszcze jedna strata w newralgicznym sektorze boiska sprawiła, że Lundqvist zagrała w uliczkę do Norlin i zrobiło się 0-2. Tych strat nie udało się już ambitnym gospodyniom odrobić, choć trzeba oddać, że zawodniczki w biało-zielonych trykotach do ostatnich minut robiły wszystko, aby uszczęśliwić swoich kibiców przynajmniej golem kontaktowym. Niestety dla zespołu z Södermalm, pomimo strzału w poprzeczkę Oskarsson i coraz wyraźniejszej optycznej przewagi w końcowym kwadransie, Islandka Gudjbörg Gunnarsdottir nie skapitulowała tego dnia ani razu i przynajmniej do 30. sierpnia (wtedy odbędzie się spotkanie rewanżowe) to zawodniczki Djurgården mogą spacerować po sztokholmskich ulicach ze świadomością, że to właśnie ich klub jest na chwilę obecną nieformalnym numerem jeden w stolicy.

06

07

08

09

Czas decyzji

Fot. Bildbyrån

Już tylko godziny dzielą nas od chwili, w której poznamy ostateczny kształt szwedzkiej kadry na finały EURO 2017. Wtorkowe show z Pią Sundhage w roli głównej będzie z pewnością niezwykle interesujące, co gwarantuje nam już sama osoba pierwszoplanowej bohaterki, ale nasza uwaga tym razem skupiona będzie przede wszystkim na nazwiskach 23 piłkarek, które za niespełna cztery tygodnie wsiądą na pokład samolotu udającego się w kierunku holenderskiego Arnhem. Już teraz wiemy, że z różnych powodów na finalnej liście zabraknie przynajmniej kilku wartościowych piłkarek, ale sztab szkoleniowy zapewnia, że jak najbardziej jest w kim wybierać, a zażarta rywalizacja o kilka miejsc toczy się właściwie do ostatnich dni. Czy tak jest w istocie? Pora na ostatnią z serii analiz przeprowadzonych pod kątem składu reprezentacji na najważniejszą imprezę roku.

Bramkarki: tutaj hierarchia wydaje się być aż nadzwyczaj klarowna. Numerem jeden jest bez wątpienia mająca za sobą dwa najlepsze sezony w karierze Hedvig Lindahl i jeśli tylko golkiperka Chelsea będzie w na przełomie lipca i sierpnia w pełni sił, to możemy być pewni, że na holenderskim turnieju rozegra wszystkie mecze od pierwszej do ostatniej minuty. Jej zmienniczką będzie czująca się coraz pewniej w tej roli Hilda Carlén, a jedyna rywalizacja toczyć się będzie o miano bramkarki numer trzy, bez jakichkolwiek szans na występ na holenderskich boiskach. Kto wyjdzie z niej zwycięsko? Na tę chwilę faworytką wydaje się być Emelie Lundberg z Eskilstuny.

Obrończynie: sześć z prawdopodobnie siedmiu miejsc, które przypadną w udziale defensorkom, także zostało już chyba rozdzielonych. Nilla Fischer, Linda Sembrant oraz Magdalena Eriksson są pewniaczkami wśród stoperek, natomiast Jonna Andersson, Jessica Samuelsson oraz Hanna Glas wygrały rywalizację wśród bocznych obrończyń. Jeśli spełnią się te prognozy i do obsadzenia rzeczywiście pozostanie jedno miejsce, to Sundhage i Persson najpewniej zdecydują się zabrać do Holandii Emmę Berglund. Atutem defensorki Rosengård jest bowiem nie tylko gra głową, ale także … dbanie o utrzymanie dobrej atmosfery w szatni, co akurat w tym roku może mieć niebagatelne znaczenie. Taki wybór oznaczałby, że między innymi Nathalie Björn i Amandzie Ilestedt przypadłaby podczas EURO 2017 rola widzów.

Pomocniczki: tutaj faktycznie wydarzyć może się najwięcej, choć pewniaczek oczywiście również nie brakuje. Do tego grona zaliczyć możemy Caroline Seger, Lisę Dahlkvist, Kosovare Asllani, Elin Rubensson oraz Olivię Schough (piłkarka Eskilstuny to jednocześnie druga z zawodniczek dbających o utrzymanie pozytywnego klimatu wewnątrz grupy). Zostają zatem trzy miejsca, z których – choć rozsądek podpowiadałby coś dokładnie odwrotnego – aż dwa mogą przypaść klasycznym środkowym pomocniczkom. Gdyby faktycznie nasze selekcjonerki zdecydowały się na taki manewr, decydująca rozgrywka toczyć się będzie pomiędzy Hanną Folkesson, Josefin Johansson, Tove Almqvist oraz Petrą Andersson, przy czym dwie pierwsze wydają się być faworytkami w tej batalii. Takie rozwiązanie w naturalny sposób sprawiłoby również, że miejsca w kadrze zabrakłoby dla przynajmniej jednej nominalnej skrzydłowej, co zmusiłoby Sundhage i Persson do dokonania wyboru pomiędzy Julią Spetsmark oraz Liną Hurtig. Logika wskazywałaby tu na piłkarkę Örebro, w związku z czym możemy założyć, że większe szanse na usłyszenie swojego nazwiska będzie miała zawodniczka Linköping.

Napastniczki: krótko, jasno i dobitnie: Lotta Schelin, Stina Blackstenius, Fridolina Rolfö, Pauline Hammarlund, Mimmi Larsson. Szanse na to, że którakolwiek ofensywna piłkarka spoza tej piątki załapie się do kadry (wykluczamy wypadki losowe) są mniej więcej takie, jak … cóż, nie ma sensu bawić się w porównania, gdyż wynoszą one naprawdę mały ułamek procenta. Tej hierarchii zachwiać się po prostu nie da.

Nie mamy wątpliwości, że we wtorek usłyszymy kilka ciekawych zdań, błyskotliwych porównań, a przy odrobinie szczęścia może załapiemy się nawet na mały występ artystyczny. Wiemy jednak również, że w tym momencie kończy się zabawa, a zaczyna decydujący etap przygotowań do turnieju, który zdefiniuje pięcioletnią kadencję duetu Sundhage – Persson. Po ogłoszeniu kadry czekają nas jeszcze dwie kolejki ligowe (oby obyło się bez urazów), krótkie zgrupowanie w Göteborgu, sparing z reprezentacją Meksyku i zanim zdążymy się obejrzeć, usłyszymy pierwszy gwizdek podczas inaugurującego nasz udział w EURO 2017 meczu z Niemcami. Selekcjonerkom, a także ich 23 wybrankom, należy więc życzyć, aby ten ostatni wspólny taniec – jak zgrabnie nazwała to sama Sundhage – nie odbywał się w rytm jakiejś przygnębiającej melodii.

9. kolejka – zapowiedź

Choć niektórzy żyją już przede wszystkim nadchodzącymi finałami mistrzostw Europy, w najbliższych tygodniach czeka nas jeszcze wiele rozstrzygnięć na ligowych boiskach. Zanim więc na dobre zwrócimy się w kierunku Holandii, dowiemy się kto spędzi lato w wygodnym fotelu lidera Damallsvenskan, a kto będzie w tym samym czasie szukał sposobu na wydostanie się ze strefy spadkowej. Tej wiosny liga jest tak wyrównana, że olbrzymiego znaczenia nabiera dosłownie każdy punkt, w związku z czym możemy mieć pewność, że podczas trzech czerwcowych kolejek czeka nas potężna dawka piłkarskich emocji. W każdym z dwunastu klubów doskonale zdają sobie bowiem sprawę, o jak wielką stawkę toczy się gra.

Pojedynek Limhamn Bunkeflo z Örebro nie jest jeszcze meczem o pierwszoligowe być albo nie być dla którejkolwiek z drużyn, ale ewentualna porażka mocno skomplikowałaby sytuację obu klubów. Beniaminek z Malmö już kilka razy w tej rundzie potrafił zaskoczyć bardziej doświadczonego rywala, ale czy tym razem presja nie okaże się zbyt wysoka dla ekstraklasowego debiutanta? Odpowiedź na to pytanie da nam już najprawdopodobniej pierwszy kwadrans dzisiejszej potyczki, bo jeśli podopiecznym Svena Sjunnessona uda się przetrwać go bez strat, to ich szanse na korzystny wynik będą rosnąć z każdą minutą.

Niezwykle istotne w kontekście walki w dolnych rejonach tabeli spotkanie odbędzie się również w Kristianstad. Na Vilans IP przyjeżdża mocno rozbity Göteborg, który na wywiezienie kompletu punktów ze wschodniej Skanii czeka już ponad osiem lat. Przełamanie tej passy właśnie teraz byłoby z pewnością najlepszą informacją dla Stefana Rehna, ale wydaje się, że to gospodynie – pomimo wciąż nierozwiązanych problemów ze skutecznością – przystąpią do rywalizacji w roli nieznacznych faworytek. Warto jednak pamiętać, że goście przywiozą do Kristianstad talizman w postaci Adeliny Engman. Fińska skrzydłowa aż pięć spośród siedmiu goli na szwedzkich boiskach strzeliła właśnie drużynie prowadzonej przez Elisabet Gunnarsdottir i w niedzielę z pewnością spróbuje jeszcze bardziej poprawić tę statystykę.

Derby Sztokholmu to mecz, który w zasadzie reklamuje się sam, czemu zresztą trudno się dziwić. Jeśli jednak jakimś cudem znajdzie się ktoś, kto nie jest do końca przekonany, że jutro w godzinach popołudniowych adresem numer jeden w szwedzkiej stolicy będzie Zinkendamms IP, to warto przypomnieć kilka faktów. Skazywane na pożarcie Hammarby jest prawdziwą rewelacją rundy wiosennej, o czym boleśnie przekonało się już kilku papierowych faworytów. Mierzące znacznie wyżej Djurgården wraca na właściwe tory po rozczarowującym początku sezonu, czego najlepszym dowodem jest zwycięstwo nad Eskilstuną. Jutrzejsza rywalizacja toczyć będzie się nie tylko o nieoficjalny prymat w mieście, ale również o to, który ze stołecznych klubów będzie po dziewięciu seriach spotkań zajmować wyższą lokatę w ligowej tabeli. Zgodzicie się chyba, że zapowiada się to wszystko całkiem interesująco, prawda?

O ile w dolnej części tabeli czekają nas tradycyjne przetasowania, o tyle głównych faworytów rozgrywek czeka w ten weekend teoretycznie łatwiejsze zadanie. Zarówno Rosengård, jak i Linköping zmierzą się bowiem z rywalami, których najsłabszą stroną jest defensywa. Oczywiście, nie ma mowy o dopisywaniu jakichkolwiek punktów przed pierwszym gwizdkiem, ale biorąc pod uwagę ofensywny potencjał FCR oraz LFC, niespodzianki wydają się zdecydowanie mniej prawdopodobne niż chociażby w poprzedniej kolejce. Poważniejsza przeszkoda stanie za to na drodze Eskilstuny, gdyż nazywane (zresztą nie bez przyczyny) drużyną własnego boiska Piteå, na wyjazdach także potrafi postawić się rywalom, co w ostatnich latach najmocniej odczuli właśnie na Tunavallen.

omg9_01

omg9_02

omg9_03

omg9_04

omg9_05

omg9_06