Ruszamy!

Fotboll, Damallsvenskan, Upptaktsträff 2019

Doczekaliśmy się! Piłkarki Damallsvenskan wracają na ligowe boiska! (Bildbyrån)

Mundial mundialem, ale przecież doskonale wiadomo, że wszyscy kibice szwedzkiej piłki najbardziej czekali właśnie na ten moment. Po długiej, zimowej przerwie kluby Damallsvenskan i Elitettan wracają na ligowe boiska i już w pierwszej serii spotkań czeka nas kilka naprawdę ekscytujących potyczek. Czy podobnie jak przed rokiem będą one zapowiedzią spektakularnego sezonu z równie spektakularnym zakończeniem, którego – jak w dobrej sztuce – nie przewidział dosłownie nikt?

Sensacyjnych rozstrzygnięć pewnie chcieliby uniknąć w Linköping, gdyż to właśnie klub z Östergötland został obwołany faworytem numer jeden zarówno przez ekspertów podczas corocznego spotkania przedsezonowego, jak i przez głosujących na jednym z portali społecznościowych. Transfery Stiny Blackstenius, Mimmi Larsson, czy Julii Ashley z pewnością działają na wyobraźnię, ale nie zapominajmy, że zimowo-wiosenne sparingi dla zespołu Olofa Unogårda były raczej drogą przez mękę niż efektownym prężeniem muskułów. Brak awansu do półfinału Pucharu Szwecji (zaledwie trzecie miejsce w grupie!), a także mało przekonująca postawa w marcowych meczach towarzyskich sprawiły, że sympatycy LFC zaczęli się poważnie zastanawiać, czy mocno przebudowana drużyna zdąży przygotować odpowiednią formę na ligową inaugurację. Pierwszą odpowiedź na to pytanie poznamy już w środę, kiedy to na Arenę Linköping zawita nieobliczalne Växjö z powracającą na szwedzkie boiska Erin McLeod między słupkami.

Zanim jednak będziemy świadkami strzeleckiego pojedynku Stiny Blackstenius z Anną Anvegård, na ligowych arenach zaprezentują się nam pozostali kandydaci do tytułu. W tym gronie nie może oczywiście zabraknąć FC Rosengård, który tegoroczne rozgrywki zainauguruje wyjazdem na Tunavallen. To właśnie na tym obiekcie w poprzednim sezonie klub ze stolicy Skanii stracił dwa niezwykle cenne punkty w kontekście walki o tytuł. Nietrudno domyślić się więc, że żądza rewanżu w Malmö jest ogromna, a fakt, że w kadrze Eskilstuny nie ma już Hanny Glas jeszcze bardziej działa na korzyść gości. Od zwycięstwa sezon chętnie rozpoczęłyby również mistrzynie z Piteå, które już pojutrze podejmą na własnym boisku stołeczne Djurgården. Ekipa ze stolicy przyjedzie do Norrland mocno osłabiona (na dłużej kontuzje wyeliminowały z gry m.in. Gunnardsottir, Sundlöv oraz van den Bulk), ale Joel Riddez odważnie zapowiada, że jego zespół w tym roku rzuci wyzwanie każdemu rywalowi. A skoro tak, to na LF Arenie możemy spodzeiwać się walki o każdy milimetr boiska.

W pierwszej kolejce nie zabraknie także emocji derbowych; debiutująca na najwyższym szczeblu rozgrywkowym Kungsbacka podejmie w swoim tymczasowym domu w Varbergu wicemistrzynie z Göteborga, a Kristianstad postara się podtrzymać niemal perfekcyjny bilans bezpośrednich spotkań przeciwko Limhamn Bunkeflo. Na papierze, w obu tych starciach nietrudno wskazać faworyta, ale szczególnie debiutująca na ławce trenerskiej LB 07 Holenderka Renée Slegers z pewnością spróbuje przechytrzyć swoją zdecydowanie bardziej doświadczoną w tym fachu koleżankę Elisabet Gunnarsdottir. Czy niderlandzka myśl szkoleniowa okaże się skuteczniejsza od tej islandzkiej? Derby Skanii widziały już przecież nie takie niespodzianki.

Zdecydowanie najmniej mówi się przed ligową inauguracją o starciu Örebro z Vittsjö, a nie od dziś wiemy, że taka sytuacja najczęściej oznacza, że to na Behrn Arenie obejrzymy jedno z najbardziej ekscytujących, piłkarskich widowisk. Rywalizacja ofensywnych piłkarek rodem z Ameryki Północnej (Steiner, Braffet i Hellstrom kontra Green oraz Perez) już sama w sobie jest powodem, dla którego warto wybrać się akurat na ten mecz, a przecież podobnych smaczków w potyczce powracającego do krajowej elity miasta z najsłynniejszą szwedzką wsią jest znacznie więcej. Rozpoczęcie nowej, ligowej kampanii od zwycięstwa nad bezpośrednim rywalem bez wątpienia byłoby dla któregokolwiek z tych klubów niezwykle cennym łupem, a piłkarki obu ekip doskonale zdają sobie z tego sprawę. Przepis na udaną niedzielę? Zdecydowanie tak!

Zestaw par 1. kolejki:

omg1_01

omg1_02

omg1_03

omg1_04

omg1_05

omg1_06

Bilans kwietniowych sparingów

swe_2_0

Radość szwedzkich piłkarek po drugim golu w Austrii (Fot. Bildbyrån)

Dwa mecze, 190 minut boiskowej walki, 21 przetestowanych zawodniczek, 7 celnych strzałów, 3 gole – tak w liczbach prezentuje się kwietniowe zgrupowanie reprezentacji Szwecji. Warto jednak przyjrzeć się temu jak starcia z Niemcami i Austrią mogły wpłynąć na notowania poszczególnych piłkarek. Kto w ostatnich dniach mocno przybliżył się do wyjściowej jedenastki, a kto wręcz przeciwnie?

Wygrane kwietniowego zgrupowania

Sofia Jakobsson – setny występ w narodowych barwach uczciła golem i wyróżnieniem dla najlepszej zawodniczki meczu z Austrią. Jeśli do tej pory największy znak zapytania w ustawieniu z trzema ofensywnymi pomocniczkami dotyczył prawej flanki, to z Jakobsson w takiej dyspozycji o obsadę tego sektora boiska możemy być względnie spokojni. Napastniczka Montpellier udowodniła, że nawet w obliczu problemów w drużynie klubowej jest w stanie stać się wiodącą postacią reprezentacji.

Kosovare Asllani – już przed Pucharem Algarve nie wyobrażaliśmy sobie szwedzkiej drugiej linii bez zawodniczki Linköping, a każdy kolejny mecz tylko utwierdza nas w tym przekonaniu. W kwietniowych sparingach nie miała wprawdzie bezpośredniego udziału przy żadnej akcji bramkowej, ale nawet bez tego jej obecność na boisku niezmiennie dodawała nam sportowej jakości i wprowadzała popłoch w defensywnych poczynaniach przeciwniczek.

Nathalie Björn – obrończyni Rosengård kolejny raz dostała szansę na szóstce i choć wciąż trudno być całkowicie przekonanym do tego eksperymentu, to nie da się ukryć, że w meczu przeciwko Austrii w nietypowej dla siebie roli potrafiła zrobić różnicę. Gol w ostatnich minutach był tylko podsumowaniem naprawdę udanego występu młodej obrończyni.

Lina Hurtig oraz Madelen Janogy – obie weszły z ławki i w roli zmienniczek zaprezentowały swoje największe atuty. Jeśli w mundialowej kadrze musi znaleźć się miejsce dla piłkarek, które potrafią swoim wejściem na boisko odmienić obraz meczu, to przynajmniej dwie mocne kandydatki do obsadzenia tej roli właśnie się nam objawiły.

Przegrane kwietniowego zgrupowania

Olivia Schough – wciąż czekamy na jej przełom w kadrze. W jednym z tekstów podsumowujących mecz z Austrią znalazła się opinia, że Hurtig i Janogy przez trzydzieści minut gry pokazały więcej niż Schough w dziesięciu ostatnich występach dla reprezentacji i choć ocena ta jest bardzo odważna, to trudno nie zgodzić się, że skrzydłowa Djurgården mocno oddaliła się od miejsca w wyjściowej jedenastce.

Caroline Seger – gol z rzutu karnego (co ciekawe, w kadrze akurat w tym elemencie prezentuje się zdecydowanie bardziej solidnie niż w kolejnych drużynach klubowych) to zdecydowanie zbyt mało. Oczywiście, trudno wyobrażać sobie, aby pozycja kapitanki reprezentacji była w jakikolwiek sposób zagrożona, ale jednak liczba bezsensownych strat na własnej połowie oraz niewiele wnoszących podań w poprzek boiska w jej wykonaniu była w dwóch ostatnich meczach zdecydowanie zbyt duża.

Stina Blackstenius – znalazła się w tym gronie z przyczyn pozasportowych, gdyż przeziębienie uniemożliwiło jej występ przeciwko Niemkom, w którym to miała udowodnić, że jest obecnie szwedzką napastniczką numer jeden. Początek roku ewidentnie nie układa się po jej myśli, bo nie zapominajmy, że seria drobnych urazów mocno zakłóciła jej pierwsze tygodnie po transferze z Montpellier do Linköping. Oby zdrowie w końcu zaczęło dopisywać, gdyż Blackstenius w optymalnej dyspozycji będziemy na francuskim mundialu bardzo potrzebować.

Boczne obrończynie – nominacja zbiorowa. Nie od dziś wiemy, że akurat do postawy bocznych defensorek Peter Gerhardsson przywiązuje ogromną wagę, ale w dwóch ostatnich meczach ich gra nie rzuciła nas na kolana. Przeciwko Niemkom szwankowało przede wszystkim płynne podłączanie się do akcji zaczepnych, natomiast w starciu z Austrią zbyt wiele razy zostawialiśmy rywalkom sporo wolnej przestrzeni w newralgicznych sektorach.

Uroczysta setka Jakobsson

sofiajubel

Jak najlepiej uczcić setny występ w kadrze? Strzelonym golem! (Fot. Bildbyrån)

Do przerwy mieliśmy w zasadzie powtórkę z sobotniego meczu przeciwko Niemkom na Friends Arenie. Statystyki dotyczące posiadania piłki, czy też liczby wykonanych podań oraz dryblingów prezentowały się oczywiście nieco bardziej okazale, ale w tych najważniejszych rubrykach – podobnie jak przed trzema dniami – niezmienne widniała ta sama cyfra. Na nasze szczęście, na stadionie w Maria Enzersdorf nieopodal Wiednia rozegrano jeszcze drugą połowę i to właśnie dzięki niej powrót z Austrii upłynie nam w zdecydowanie bardziej przyjemnej atmosferze niż się na to zanosiło.

Spora w tym zasługa rozgrywającej dziś swój setny mecz w narodowych barwach Sofii Jakobsson, która w jubileuszowym występie była jedną z najbardziej aktywnych zawodniczek na placu gry. To głównie za sprawą ustawionej tym razem nieco bliżej prawej flanki napastniczki Montpellier, a także podłączającej się regularnie do akcji ofensywnych Amandy Ilestedt, właśnie tą stroną boiska szwedzka kadra konstruowała dziś zdecydowanie najwięcej ataków. Dobra współpraca w trójkącie Asllani – Jakobsson – Ilestedt nie uszła zresztą także uwadze selekcjonera, który stojąc przy bocznej linii głośno zachęcał do eksploatowania akurat tych sektorów. Nietrudno domyślić się, że otwierający wynik spotkania gol także padł w wyniku akcji prawym skrzydłem, choć w tym konkretnym przypadku perfekcyjnie zafunkcjonowała zapomniana już nieco broń, która przez dekady była znakiem rozpoznawczym szwedzkiego futbolu, czyli długa piłka na wolne pole do szybkiej napastniczki. W roli tej ostatniej wystąpiła wspominana Jakobsson, na tyle skutecznie naciskając austriacką defensywę, że w odstępie kilku sekund katastrofalne błędy popełniły kolejno Zinsberger oraz Aschauer, a futbolówka zatrzepotała w siatce. Nieprzypadkowo mówi się w końcu, że piłka nożna to gra błędów.

Strzelony gol nieco uspokoił boiskowe poczynania reprezentantek Szwecji, a kolejne zmiany dokonywane przez Petera Gerhardssona zdawały się w coraz większym stopniu napędzać grę prowadzonego przez niego zespołu. Na szczególne wyróżnienie zapracowały sobie dziś Lina Hurtig oraz Madelen Janogy, które wchodząc z ławki dały drużynie dokładnie to, czego od nich oczekiwaliśmy – waleczność i dynamikę. Skrzydłowa Piteå może jedynie żałować, że jej sprzymierzeńczynią nie była tego dnia fortuna, gdyż przy nieco większej dozie szczęścia mogła zakończyć dzisiejsze zawody z przynajmniej dwoma golami na koncie. Zdecydowanie większą precyzją wykazała się za to inna rezerwowa Nathalie Björn, która w 87. minucie dopadła do bezpańskiej piłki przed linią austriackiego pola karnego i mierzonym strzałem po ziemi ustaliła wynik meczu na 2-0, nie dając Zinsberger szans na skuteczną interwencję.

Z perspektywy gospodyń, mecz przeciwko Szwecji był jednocześnie pożegnaniem kończącej dziś niezwykle bogatą, reprezentacyjną karierę Niny Burger, ale ani ona, ani żadna z jej koleżanek nie znalazła sposobu na pokonanie Hedvig Lindahl. Austriaczki miały rzecz jasna swoje okazje, ale próbom z dystansu w ich wykonaniu najczęściej brakowało siły lub precyzji, a szybkim atakom – ostatniego, dokładnego podania. Warto zaznaczyć, że poprawny występ zaliczył tym razem duet doświadczonych, szwedzkich stoperek Fischer – Sembrant, który ostatnimi czasy pewnością raczej nie imponował. W dzisiejszym meczu obie defensorki ustrzegły się jednak zbyt dużej liczby rażących błędów, a jeśli taki już się przytrafił, to zawsze w porę udawało się go naprawić. A nie zapominajmy, że kapitanka Wolfsburga popisała się jeszcze asystą drugiego stopnia przy trafieniu Jakobsson na 1-0. Zdecydowanie trudniej w sposób jednoznaczny ocenić występ Amandy Ilestedt oraz Jonny Andersson, gdyż o ile w ofensywie obie (a szczególnie piłkarka Turbine Poczdam) wyglądały całkiem nieźle, o tyle w tyłach kilka razy zdarzyło im się zgubić pozycję, dzięki czemu Austriaczki wychodziły z kontrą w liczebnej przewadze. Na szczęście i te pomyłki pozostały dziś bez bramkowych konsekwencji.

Delikatnie niepokoić może natomiast fakt, że szczególnie w pierwszej połowie znów niemrawo i bezbarwnie zaprezentowała się szwedzka druga linia. Brak meczowej formy szczególnie było widać u Caroline Seger i pozostaje mieć nadzieję, że kapitanka Rosengård wraz ze startem nowego sezonu Damallsvenskan szybko przypomni sobie jak prezentowała się na boisku chociażby wiosną 2018. Każda zmiana personalna (Björn za Seger, Zigiotti za Folkesson, Janogy za Schough) sprawiała jednak, że sytuacja w środku pola wyglądała coraz bardziej korzystnie, a rywalki coraz częściej nie potrafiły znaleźć sposobu na powstrzymanie naszej ofensywy. Jeśli dodamy do tego fakt, iż w dzisiejszym spotkaniu Peter Gerhardsson nie mógł skorzystać z Elin Rubensson oraz Fridoliny Rolfö, to wyjdzie nam, że liczbowo w linii pomocy absolutnie nie wyglądamy najgorzej. Zadaniem sztabu szkoleniowego będzie jednak poukładanie tego zestawu zawodniczek w taki sposób, aby do maksimum wykorzystać ich potencjał. Na ten moment najbardziej zachęcająco prezentuje się chyba wariant z Rubensson i Seger zabezpieczającymi tyły oraz ustawionym nieco wyżej tercetem Rolfö- Asllani – Jakobsson (dynamiczne i wszechstronne Hurtig i Janogy byłyby w takim układzie idealnymi zmienniczkami). Czy jednak za dwa miesiące opcja ta będzie równie atrakcyjna lub w ogóle możliwa do zrealizowania? Dowiemy się w swoim czasie, a póki co zwycięstwem zamykamy kwietniowe zgrupowanie i wracamy na ligowe boiska.

Skarb kibica – wiosna 2019

28. pppz

Choć runda wiosenna sezonu 2019 będzie nieco skrócona ze względu na rozpoczynające się już 7. czerwca piłkarskie mistrzostwa świata we Francji, to emocji na boiskach Damallsvenskan i Elitettan z całą pewnością nie zabraknie. Liczba hitowych starć w najbliższych tygodniach jest tak duża, że fani szwedzkiego futbolu w wydaniu ligowym na nudę narzekać raczej nie będą. Tym bardziej, że żadna z walczących o najwyższe cele ekip nie będzie chciała już na początku rozgrywek ponieść poważnych strat. Poprzedni sezon, zarówno na pierwszym, jak i na drugim poziomie rozgrywkowym, przyniósł nam rozstrzygnięcia, których nie spodziewał się absolutnie nikt. Czy i tym razem powinniśmy szykować się na sensacje? Niewykluczone, gdyż poziom sportowy zespołów w obu ligach nigdy w historii nie wydawał się aż tak wyrównany. Jeśli jednak chcecie przeżywać ligowe emocje w pełni, to warto jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zapoznać się z wiosennym skarbem kibica Damallsvenskan i Elitettan. Znajdziecie w nim kadry wszystkich zespołów, a także spis dokonanych przez nie w zimowym okienku transferów. Kto się wzmocnił, kto osłabił? Oceńcie sami, wszystkie potrzebne do tego dane znajdziecie tutaj! Odliczanie do rozpoczęcia nowego sezonu czas oficjalnie rozpocząć.

Zbyt późne przebudzenie

csm_195707-hendrich_tor-_schweden_67be5735e8

Piłka po raz pierwszy wpada do siatki Hedvig Lindahl (Fot. Getty Images)

Na początku był festyn. Później rozpoczął się mecz i szczególnie w pierwszym kwadransie drugiej połowy, nastroje wśród szwedzkich kibiców stawały się coraz mniej optymistyczne. Ambitny zryw w końcówce przywrócił nam nadzieję i wiarę, ale poniesionych wcześniej strat w całości odrobić się nie udało, w efekcie czego Niemki zaliczyły zwycięski powrót na niezwykle dla nich szczęśliwy, sztokholmski stadion, a Martina Voss wciąż pozostaje bez porażki w roli selekcjonerki swojej rodzimej kadry.

Gdyby nie ostatnie dwadzieścia minut, pomeczowa relacja z Friends Areny byłaby utrzymana w bardzo pesymistycznym tonie. Na tle dobrze poukładanych i zdyscyplinowanych Niemek, kadra Petera Gerhardssona przez większą część meczu sprawiała wrażenie całkowicie bezradnej. Tę bezsilność najlepiej podkreśla fakt, że skutecznie wykonany przez Caroline Seger w 72. minucie gry rzut karny był jednocześnie … pierwszym celnym strzałem szwedzkiej piłkarki na bramkę Almuth Schult. Gol kontaktowy, a także doping ponad 25-tysięcznej publiczności zdołały na tyle poderwać nasz zespół do walki, że pod koniec meczu w niemieckiej szesnastce kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco, ale – pomimo dogodnych okazji – odwrócenie losów meczu tym razem okazało się zadaniem ponad siły. Zmarnowanych szans najbardziej żałować mogą Anna Anvegård, która przegrała pojedynek sam na sam z golkiperką Wolfsburga, a także Linda Sembrant, gdyż to właśnie po jej główce futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej wygarnęła Alexandra Popp.

Niestety, o grze szwedzkich piłkarek we wcześniejszej fazie meczu nie da się powiedzieć wiele pozytywnego. Jasne, mogliśmy oklaskiwać pojedyncze fajerwerki techniczne w wykonaniu Asllani czy Larsson, ale całościowo nie przekładały się one na jakiekolwiek realne zagrożenie pod bramką Schult. Zdecydowanie zbyt statyczna postawa gospodyń mocno utrudniała także kreację czegokolwiek konstruktywnego w ofensywie, z czego skwapliwie skorzystały zresztą Magull i Marozszan, dość łatwo wygrywając walkę o środek pola. Przed przerwą stosunkowo dobrze prezentowała się szwedzka defensywa, choć nawet wówczas podopieczne Martiny Voss zdołały wysłać nam kilka sygnałów ostrzegawczych. Nie zostały one jednak właściwie odczytane, w związku z czym na początku drugiej połowy Niemki w końcu dopięły swego. Po strzale Knaak w sukurs przyszła nam jeszcze poprzeczka, ale po wywalczonym chwilę później rzucie rożnym gościom udało się już otworzyć wynik. Z narożnika dośrodkowała Marozszan, bezustannie wywierająca presję na szwedzkich defensorkach Popp zmusiła do błędu Seger, a pozostawiona kompletnie bez opieki (z jakiego powodu?) rezerwowa Hendrich z najbliższej odległości dokończyła dzieła zniszczenia. Obrończyni monachijskiego Bayernu miała także udział przy drugim, niemieckim golu, kiedy to popisała się przytomnym wycofaniem futbolówki do Dallmann. Ta ostatnia na chwilę straciła balans, ale nawet to nie przeszkodziło jej w oddaniu perfekcyjnego strzału na bramkę Lindahl, która w tej sytuacji nie miała absolutnie nic do powiedzenia. A nie zapominajmy, że przyjezdne w tej fazie meczu grały z takim polotem, że mogły wypracować sobie jeszcze bardziej okazałą zaliczkę.

Musimy się jeszcze wiele nauczyć. Miałyśmy dziś momenty dobrej gry, ale teraz musimy sprawić, żeby było ich więcej i żeby były one dłuższe – powiedziała po ostatnim gwizdku fińskiej sędzi kapitanka reprezentacji Szwecji Caroline Seger i słowa te chyba najbardziej trafnie podsumowują sztokholmski występ kadry Petera Gerhardssona. Momenty jak najbardziej były, ale w perspektywie czekających nas już za dwa miesiące mistrzostw świata może to być zbyt mało na poważne rywalki, a właśnie z takimi przyjdzie się nam mierzyć w najważniejszych meczach podczas turnieju. Sporo ekspertów twierdzi, że rozpoczynający się za tydzień sezon Damallsvenskan pozytywnie wpłynie na postawę zawodniczek grających na co dzień w rodzimej lidze, ale przecież Rubensson, Anvegård czy Asllani już teraz należą do najlepszych w zespole. Podstawowy problem leży więc zupełnie gdzie indziej, a każdy, kto na bieżąco śledzi na przykład występy Fridoliny Rolfö w niemieckiej Bundeslidze i potrafi obiektywnie porównać je z tym dzisiejszym, doskonale wie, o czym teraz myślę. Gerhardssonowi, Wikmanowi oraz całemu dowodzonemu przez nich sztabowi pozostało jeszcze osiem tygodni, aby właściwie poukładać reprezentacyjne puzzle. Przed Viborgiem udało się to znakomicie, ale teraz poprzeczka wisi jeszcze wyżej.

Niemiecki test

euro2013-amnalg

Friends Arena to bardzo szczęśliwy stadion dla niemieckich piłkarek (Fot. WordPress)

28. lipca 2013 piłkarska reprezentacja Niemiec pokonała 1-0 Norwegię na wypełnionej po brzegi Friends Arenie, sięgając w ten sposób po ósmy w historii tytuł mistrzyń Europy. Sześć lat później Niemki wracają na szczęśliwy dla siebie stadion i choć jutro Anja Mittag na pewno nie strzeli zwycięskiego gola, a Nadine Angerer na pewno nie obroni dwóch rzutów karnych, to atmosfera w Sztokholmie może okazać się jeszcze bardziej gorąca niż podczas finału EURO 2013. Jedyną niewiadomą pozostaje to w jakim stopniu w klimat wielkiego, futbolowego święta wpisze się kadra Petera Gerhardssona, dla której będzie to niezwykle istotny sprawdzian w kontekście czekających nas już za dwa miesiące mistrzostw świata.

Jedną z największych atrakcji sztokholmskiej strefy kibica przed jutrzejszym meczem będzie możliwość obejrzenia z bliska pucharu, o który latem na dziewięciu francuskich stadionach rywalizować będą 24 reprezentacje. Na osiem tygodni przed meczem otwarcia mundialu wydaje się jednak, że zarówno Szwedek, jak i Niemek próżno szukać wśród głównych faworytek turnieju. Szczególnie dla naszych jutrzejszych gości jest to swego rodzaju nowa rzeczywistość, choć oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę, że atakująca gdzieś z drugiego szeregu niemiecka kadra może paradoksalnie okazać się groźniejsza niż wówczas gdy wszyscy oczekiwali od niej serii wysokich zwycięstw. Nowa selekcjonerka Martina Voss z każdym upływającym dniem ma jednak coraz mniej czasu na podjęcie ważnych, strategicznych decyzji przed najważniejszą imprezą czterolecia. Lutowe zwycięstwo nad Francją (tyle nieoczekiwane, co w pełni zasłużone) z pewnością wlało sporą dawkę optymizmu w serca kibiców nad Renem i Łabą, ale nie sprawiło, że nagle zniknęły znaki zapytania wokół niemieckiej kadry. A tych było ostatnimi czasy więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Jak sprawdzi się Alexandra Popp w roli kapitanki? Czy młoda Lea Schüller utrzyma fenomenalną formę strzelecką przynajmniej do połowy lipca? Kiedy Svenja Huth zacznie w końcu grać w kadrze na miarę swojego niemałego przecież potencjału? Czy Sara Doorsoun zagra jeszcze choć jeden tak perfekcyjny mecz jak ten w Lavalu? Mecz ze Szwecją – choć tylko towarzyski – będzie dla Martiny Voss oraz jej sztabu okazją na poszukanie odpowiedzi na przynajmniej kilka takich pytań. I choćby dlatego powinniśmy cieszyć się, że jutro przyjdzie nam zmierzyć się z tak klasowym i jednocześnie zmotywowanym rywalem. Tym bardziej, że akurat Peter Gerhardsson już kilka razy zdążył udowodnić, że z takich meczów potrafi jak mało kto wyciągnąć właściwe wnioski.