Uroczysta setka Jakobsson

sofiajubel

Jak najlepiej uczcić setny występ w kadrze? Strzelonym golem! (Fot. Bildbyrån)

Do przerwy mieliśmy w zasadzie powtórkę z sobotniego meczu przeciwko Niemkom na Friends Arenie. Statystyki dotyczące posiadania piłki, czy też liczby wykonanych podań oraz dryblingów prezentowały się oczywiście nieco bardziej okazale, ale w tych najważniejszych rubrykach – podobnie jak przed trzema dniami – niezmienne widniała ta sama cyfra. Na nasze szczęście, na stadionie w Maria Enzersdorf nieopodal Wiednia rozegrano jeszcze drugą połowę i to właśnie dzięki niej powrót z Austrii upłynie nam w zdecydowanie bardziej przyjemnej atmosferze niż się na to zanosiło.

Spora w tym zasługa rozgrywającej dziś swój setny mecz w narodowych barwach Sofii Jakobsson, która w jubileuszowym występie była jedną z najbardziej aktywnych zawodniczek na placu gry. To głównie za sprawą ustawionej tym razem nieco bliżej prawej flanki napastniczki Montpellier, a także podłączającej się regularnie do akcji ofensywnych Amandy Ilestedt, właśnie tą stroną boiska szwedzka kadra konstruowała dziś zdecydowanie najwięcej ataków. Dobra współpraca w trójkącie Asllani – Jakobsson – Ilestedt nie uszła zresztą także uwadze selekcjonera, który stojąc przy bocznej linii głośno zachęcał do eksploatowania akurat tych sektorów. Nietrudno domyślić się, że otwierający wynik spotkania gol także padł w wyniku akcji prawym skrzydłem, choć w tym konkretnym przypadku perfekcyjnie zafunkcjonowała zapomniana już nieco broń, która przez dekady była znakiem rozpoznawczym szwedzkiego futbolu, czyli długa piłka na wolne pole do szybkiej napastniczki. W roli tej ostatniej wystąpiła wspominana Jakobsson, na tyle skutecznie naciskając austriacką defensywę, że w odstępie kilku sekund katastrofalne błędy popełniły kolejno Zinsberger oraz Aschauer, a futbolówka zatrzepotała w siatce. Nieprzypadkowo mówi się w końcu, że piłka nożna to gra błędów.

Strzelony gol nieco uspokoił boiskowe poczynania reprezentantek Szwecji, a kolejne zmiany dokonywane przez Petera Gerhardssona zdawały się w coraz większym stopniu napędzać grę prowadzonego przez niego zespołu. Na szczególne wyróżnienie zapracowały sobie dziś Lina Hurtig oraz Madelen Janogy, które wchodząc z ławki dały drużynie dokładnie to, czego od nich oczekiwaliśmy – waleczność i dynamikę. Skrzydłowa Piteå może jedynie żałować, że jej sprzymierzeńczynią nie była tego dnia fortuna, gdyż przy nieco większej dozie szczęścia mogła zakończyć dzisiejsze zawody z przynajmniej dwoma golami na koncie. Zdecydowanie większą precyzją wykazała się za to inna rezerwowa Nathalie Björn, która w 87. minucie dopadła do bezpańskiej piłki przed linią austriackiego pola karnego i mierzonym strzałem po ziemi ustaliła wynik meczu na 2-0, nie dając Zinsberger szans na skuteczną interwencję.

Z perspektywy gospodyń, mecz przeciwko Szwecji był jednocześnie pożegnaniem kończącej dziś niezwykle bogatą, reprezentacyjną karierę Niny Burger, ale ani ona, ani żadna z jej koleżanek nie znalazła sposobu na pokonanie Hedvig Lindahl. Austriaczki miały rzecz jasna swoje okazje, ale próbom z dystansu w ich wykonaniu najczęściej brakowało siły lub precyzji, a szybkim atakom – ostatniego, dokładnego podania. Warto zaznaczyć, że poprawny występ zaliczył tym razem duet doświadczonych, szwedzkich stoperek Fischer – Sembrant, który ostatnimi czasy pewnością raczej nie imponował. W dzisiejszym meczu obie defensorki ustrzegły się jednak zbyt dużej liczby rażących błędów, a jeśli taki już się przytrafił, to zawsze w porę udawało się go naprawić. A nie zapominajmy, że kapitanka Wolfsburga popisała się jeszcze asystą drugiego stopnia przy trafieniu Jakobsson na 1-0. Zdecydowanie trudniej w sposób jednoznaczny ocenić występ Amandy Ilestedt oraz Jonny Andersson, gdyż o ile w ofensywie obie (a szczególnie piłkarka Turbine Poczdam) wyglądały całkiem nieźle, o tyle w tyłach kilka razy zdarzyło im się zgubić pozycję, dzięki czemu Austriaczki wychodziły z kontrą w liczebnej przewadze. Na szczęście i te pomyłki pozostały dziś bez bramkowych konsekwencji.

Delikatnie niepokoić może natomiast fakt, że szczególnie w pierwszej połowie znów niemrawo i bezbarwnie zaprezentowała się szwedzka druga linia. Brak meczowej formy szczególnie było widać u Caroline Seger i pozostaje mieć nadzieję, że kapitanka Rosengård wraz ze startem nowego sezonu Damallsvenskan szybko przypomni sobie jak prezentowała się na boisku chociażby wiosną 2018. Każda zmiana personalna (Björn za Seger, Zigiotti za Folkesson, Janogy za Schough) sprawiała jednak, że sytuacja w środku pola wyglądała coraz bardziej korzystnie, a rywalki coraz częściej nie potrafiły znaleźć sposobu na powstrzymanie naszej ofensywy. Jeśli dodamy do tego fakt, iż w dzisiejszym spotkaniu Peter Gerhardsson nie mógł skorzystać z Elin Rubensson oraz Fridoliny Rolfö, to wyjdzie nam, że liczbowo w linii pomocy absolutnie nie wyglądamy najgorzej. Zadaniem sztabu szkoleniowego będzie jednak poukładanie tego zestawu zawodniczek w taki sposób, aby do maksimum wykorzystać ich potencjał. Na ten moment najbardziej zachęcająco prezentuje się chyba wariant z Rubensson i Seger zabezpieczającymi tyły oraz ustawionym nieco wyżej tercetem Rolfö- Asllani – Jakobsson (dynamiczne i wszechstronne Hurtig i Janogy byłyby w takim układzie idealnymi zmienniczkami). Czy jednak za dwa miesiące opcja ta będzie równie atrakcyjna lub w ogóle możliwa do zrealizowania? Dowiemy się w swoim czasie, a póki co zwycięstwem zamykamy kwietniowe zgrupowanie i wracamy na ligowe boiska.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s