Zbyt późne przebudzenie

csm_195707-hendrich_tor-_schweden_67be5735e8

Piłka po raz pierwszy wpada do siatki Hedvig Lindahl (Fot. Getty Images)

Na początku był festyn. Później rozpoczął się mecz i szczególnie w pierwszym kwadransie drugiej połowy, nastroje wśród szwedzkich kibiców stawały się coraz mniej optymistyczne. Ambitny zryw w końcówce przywrócił nam nadzieję i wiarę, ale poniesionych wcześniej strat w całości odrobić się nie udało, w efekcie czego Niemki zaliczyły zwycięski powrót na niezwykle dla nich szczęśliwy, sztokholmski stadion, a Martina Voss wciąż pozostaje bez porażki w roli selekcjonerki swojej rodzimej kadry.

Gdyby nie ostatnie dwadzieścia minut, pomeczowa relacja z Friends Areny byłaby utrzymana w bardzo pesymistycznym tonie. Na tle dobrze poukładanych i zdyscyplinowanych Niemek, kadra Petera Gerhardssona przez większą część meczu sprawiała wrażenie całkowicie bezradnej. Tę bezsilność najlepiej podkreśla fakt, że skutecznie wykonany przez Caroline Seger w 72. minucie gry rzut karny był jednocześnie … pierwszym celnym strzałem szwedzkiej piłkarki na bramkę Almuth Schult. Gol kontaktowy, a także doping ponad 25-tysięcznej publiczności zdołały na tyle poderwać nasz zespół do walki, że pod koniec meczu w niemieckiej szesnastce kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco, ale – pomimo dogodnych okazji – odwrócenie losów meczu tym razem okazało się zadaniem ponad siły. Zmarnowanych szans najbardziej żałować mogą Anna Anvegård, która przegrała pojedynek sam na sam z golkiperką Wolfsburga, a także Linda Sembrant, gdyż to właśnie po jej główce futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej wygarnęła Alexandra Popp.

Niestety, o grze szwedzkich piłkarek we wcześniejszej fazie meczu nie da się powiedzieć wiele pozytywnego. Jasne, mogliśmy oklaskiwać pojedyncze fajerwerki techniczne w wykonaniu Asllani czy Larsson, ale całościowo nie przekładały się one na jakiekolwiek realne zagrożenie pod bramką Schult. Zdecydowanie zbyt statyczna postawa gospodyń mocno utrudniała także kreację czegokolwiek konstruktywnego w ofensywie, z czego skwapliwie skorzystały zresztą Magull i Marozszan, dość łatwo wygrywając walkę o środek pola. Przed przerwą stosunkowo dobrze prezentowała się szwedzka defensywa, choć nawet wówczas podopieczne Martiny Voss zdołały wysłać nam kilka sygnałów ostrzegawczych. Nie zostały one jednak właściwie odczytane, w związku z czym na początku drugiej połowy Niemki w końcu dopięły swego. Po strzale Knaak w sukurs przyszła nam jeszcze poprzeczka, ale po wywalczonym chwilę później rzucie rożnym gościom udało się już otworzyć wynik. Z narożnika dośrodkowała Marozszan, bezustannie wywierająca presję na szwedzkich defensorkach Popp zmusiła do błędu Seger, a pozostawiona kompletnie bez opieki (z jakiego powodu?) rezerwowa Hendrich z najbliższej odległości dokończyła dzieła zniszczenia. Obrończyni monachijskiego Bayernu miała także udział przy drugim, niemieckim golu, kiedy to popisała się przytomnym wycofaniem futbolówki do Dallmann. Ta ostatnia na chwilę straciła balans, ale nawet to nie przeszkodziło jej w oddaniu perfekcyjnego strzału na bramkę Lindahl, która w tej sytuacji nie miała absolutnie nic do powiedzenia. A nie zapominajmy, że przyjezdne w tej fazie meczu grały z takim polotem, że mogły wypracować sobie jeszcze bardziej okazałą zaliczkę.

Musimy się jeszcze wiele nauczyć. Miałyśmy dziś momenty dobrej gry, ale teraz musimy sprawić, żeby było ich więcej i żeby były one dłuższe – powiedziała po ostatnim gwizdku fińskiej sędzi kapitanka reprezentacji Szwecji Caroline Seger i słowa te chyba najbardziej trafnie podsumowują sztokholmski występ kadry Petera Gerhardssona. Momenty jak najbardziej były, ale w perspektywie czekających nas już za dwa miesiące mistrzostw świata może to być zbyt mało na poważne rywalki, a właśnie z takimi przyjdzie się nam mierzyć w najważniejszych meczach podczas turnieju. Sporo ekspertów twierdzi, że rozpoczynający się za tydzień sezon Damallsvenskan pozytywnie wpłynie na postawę zawodniczek grających na co dzień w rodzimej lidze, ale przecież Rubensson, Anvegård czy Asllani już teraz należą do najlepszych w zespole. Podstawowy problem leży więc zupełnie gdzie indziej, a każdy, kto na bieżąco śledzi na przykład występy Fridoliny Rolfö w niemieckiej Bundeslidze i potrafi obiektywnie porównać je z tym dzisiejszym, doskonale wie, o czym teraz myślę. Gerhardssonowi, Wikmanowi oraz całemu dowodzonemu przez nich sztabowi pozostało jeszcze osiem tygodni, aby właściwie poukładać reprezentacyjne puzzle. Przed Viborgiem udało się to znakomicie, ale teraz poprzeczka wisi jeszcze wyżej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s