18. kolejka – zapowiedź

20200720-185539_pm1969_9044

Jennifer Falk nie puściła gola w pięciu ostatnich meczach (Fot. Per Montini)

Osiemnasta kolejka Damallsvenskan zapowiada się o tyle interesująco, że w każdym jej meczu grać będziemy o naprawdę konkretną stawkę. W teorii, najbardziej jednostronne widowisko powinniśmy obejrzeć na Valhalli, ale na starcie liderek z czerwoną latarnią ligi również spoglądać będziemy z ogromnym zaciekawieniem. I choć na to, że podopieczne Matsa Grena akurat w niedzielę pogubią punkty, liczą chyba wyłącznie najwięksi optymiści z Malmö i Uppsali, to zawsze warto przekonać się, jak piłkarki Göteborga poradzą sobie z największą od czasu rewanżowego meczu przeciwko Rosengård presją. Na ich szczęście, terminarz okazał się w tym względzie nad wyraz łaskawy, ale warto mieć świadomość, że szóstego z rzędu czystego konta (biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki) nikt Jennifer Falk za darmo nie podaruje. A na przykład taka Cornelia Kapocs już wiele razy pokazywała nam, że akurat strzelać to ona potrafi.

Skoro wspomnieliśmy już o Rosengård, to warto zatrzymać się na chwilę przy zaplanowanych na niedzielne popołudnie derbach Skanii. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, jak niewygodnym rywalem potrafi być Kristianstad nawet jeśli piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir akurat w Malmö nigdy nie grało się dobrze. Kiedy jednak przełamywać wszelkie bariery, jak nie w sezonie, który dla klubu z północno-wschodniej Skanii ma być z kilku powodów historyczny? Strzelecką formę złapała właśnie Jutta Rantala, w wyjściową jedenastkę doskonale wkomponował się amerykański zaciąg w osobach Hailie Mace oraz Lauren Barnes i jeśli na wyżyny swoich umiejętności (jak na przykład w meczu z Göteborgiem) wzniesie się Brett Maron, to niespodzianki w derbowej rywalizacji absolutnie nie można wykluczyć. Z drugiej strony mamy jednak naszpikowany reprezentantkami kilku krajów skład pałających żądzą rewanżu obrończyń tytułu, który zamierza tym meczem wysłać jasny sygnał, że gra o mistrzostwo nie jest jeszcze zakończona, a dwa kolejne remisy były wyłącznie przykrą wpadką. Z powagi sytuacji doskonale zdaje sobie sprawę trener Jonas Eidevall, który dał odpocząć swoim podstawowym zawodniczkom w pucharowym starciu z trzecioligowym Eskilsminne. Na Kristianstad rzucone jednak zostaną już wszystkie siły, a w Malmö w ogóle nie dopuszczają myśli, że ten mecz może zakończyć się inaczej niż pewną wygraną gospodyń.

Do najciekawszego z perspektywy klubów rywalizujących o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej meczu dojdzie na VISMA Arenie w Växjö, gdzie drużyna Marii Nilsson podejmie wyprzedzającą ją w tabeli o punkt ekipę z Piteå. Sprawa wydaje się być banalnie prosta: przegrany z tego starcia znajdzie się po osiemnastej kolejce w strefie spadkowej i choć nie będzie to jeszcze oznaczało definitywnego pożegnania z Damallsvenskan, to na tym etapie sezonu nikt nie chciałby na dłużej zagościć pod kreską. Komu zatem uda się uniknąć tego cokolwiek nieprzyjemnego doświadczenia? Trudno o jednoznaczną diagnozę, choć nie da się oczywiście przejść obojętnie wobec faktu, że odkąd zespół ze Småland powrócił do klasycznego 4-4-2, w niczym nie przypomina on zagubionej drużyny z pierwszej fazy sezonu. W Växjö mogą tylko żałować, że pomimo tak dobrej postawy nie udało się wywalczyć kompletu punktów w rywalizacji z Djurgården i Örebro, ale na szczęście dla Marii Nilsson i jej podopiecznych, nic nie jest jeszcze definitywnie przegrane. Jeśli tylko Ria Öling i spółka w niedzielę potwierdzą coraz lepszą dyspozycję, to w Piteå będą musieli się martwić o najbliższą przyszłość. Czyżby więc sensacyjne mistrzynie z sezonu 2018 miały za chwilę znaleźć się nad przepaścią degradacji? Scenariusz ten wydaje się jak najbardziej prawdopodobny.

Pozostałe mecze także powinny przynieść nam sporo emocji, a pierwszą ich porcję otrzymamy już w piątkowy wieczór, kiedy to goniące ligowe podium Vittsjö podejmie beniaminka z Umeå. Faworyt w tej konfrontacji może być tylko jeden, ale pamiętamy chyba, jak dotkliwie piłkarki Thomasa Mårtenssona potłukły się przy okazji ostatniej rywalizacji z klubem z Västerbotten. A w najbliższym meczu gospodynie będą musiały dodatkowo radzić sobie bez zawieszonej za kartki Nellie Persson. Osłabiona do weekendowej rywalizacji przystąpi także Eskilstuna, ale i w Linköping wciąż trudno mówić o komforcie podczas selekcjonowania wyjściowej jedenastki. Doświadczenia ostatnich miesięcy sprawiły jednak, że oba zespoły traktują tego typu kryzysy jak wyzwanie, w związku z czym na Tunavallen możemy spodziewać się naprawdę ciekawego meczu, w którym więcej szans na zwycięstwo przyznajemy raczej gospodyniom. Jeśli jednak w szeregach LFC objawi się nam kolejna Alva Selerud, to absolutnie niewykluczone jest dokładnie odwrotne rozstrzygnięcie. Równie niewykonalnym zadaniem wydaje się prawidłowe wytypowanie wyniku rywalizacji na Behrn Arenie, gdzie o zwiększenie dystansu do strefy spadkowej powalczą zawodniczki Örebro i Djurgården.

Najciekawszym pozapiłkarskim wydarzeniem tygodnia była bez wątpienia czwartkowa konferencja prasowa, podczas której ogłoszono, że rząd w porozumieniu z Agencją Zdrowia Publicznego ostatecznie nie wyraził zgody na obecność 500 kibiców na szwedzkich stadionach piłkarskich. W praktyce oznacza to, że sezon 2020 zakończymy de facto bez publiczności. Co zrozumiałe, decyzja ta spotkała się z niezadowoleniem klubów i federacji, a swoją dezaprobatę głośno wyartykułował między innymi Håkan Sjöstrand. Wydaje się jednak, że w obecnej sytuacji zwyciężył zdrowy rozsądek, a nam wszystkim – bez względu na klubowe sympatie – pozostaje mieć nadzieję, że na wiosnę jedyne statystyki, które będą przykuwać naszą uwagę dotyczyć będą futbolu, a nie czynników epidemicznych.


Zestaw par 18. kolejki:

omg18_01

omg18_02

omg18_03

omg18_04

omg18_05

omg18_06

Sensacyjny weekend! Göteborg wraca na szczyt

FT (3)

W Göteborgu znów mają wiele powodów do radości (Fot. Per Montini)

Był 29. sierpnia. Elisabet Gunnarsdottir gratulowała na murawie stadionu w Kristianstad świetnego meczu swoim podopiecznym, a gdzieś w tle, ze spuszczonymi głowami, przemykały zdruzgotane takim obrotem spraw piłkarki z Göteborga. Druga porażka z rzędu oznaczała, że upragniony i wyśniony Puchar Księżniczki Wiktorii, który zaledwie chwilę wcześniej wydawał się być na wyciągnięcie ręki, na powrót stał się marzeniem równie pięknym, co bardzo odległym. Kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa Rosengård Jonasa Eidevalla odskoczył bowiem na trzy punkty i trudno było oczekiwać, aby ta ocierająca się momentami o perfekcję drużyna ze Skanii nagle zaczęła gubić rytm. A przecież nad Götą musieli liczyć nie na jedno, lecz na przynajmniej dwa potknięcia rywalek z Malmö. Oczywiście, w futbolu możliwe jest absolutnie wszystko, wszak dopiero co celebrowaliśmy sensacyjne mistrzostwo dla ekipy z Piteå, ale tym razem wydawało się, że ten Rosengård, w tym sezonie, po prostu nie ma prawa tej zaliczki wypuścić. A później wydarzyło się to…

Stratę punktów jedenastokrotnych mistrzyń kraju w starciu z beniaminkiem z Umeå zgodnie potraktowaliśmy raczej jako jednorazowa wpadkę niż zapowiedź nadciągającego trzęsienia ziemi na szczycie ligowej tabeli. Tym bardziej, że okazja do rewanżu nadarzała się wręcz perfekcyjna. Jasne, w Linköping zawodniczkom z Malmö nigdy nie grało się łatwo, ale kiedy odczarować mało przyjazny dla siebie teren, jeśli nie w takich okolicznościach? Przecież dopiero co Rosengård dosłownie przejechał się po rywalkach z Östergötland, zwyciężając na własnym boisku 7-1, a teraz lista kontuzjowanych w zespole Olofa Unogårda była jeszcze dłuższa niż przy okazji poprzedniego spotkania. Tyle tylko, że rozbita na kilku płaszczyznach drużyna, która kilka dni wcześniej okrutnie męczyła się w Uppsali, postanowiła pokazać nam jak bardzo futbol bywa nieprzewidywalny. I choć gościom ze Skanii długimi minutami udawało się wyłączyć z gry Fridę Maanum, zagrożenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony. I to w sensie jak najbardziej dosłownym.

Pierwsza połowa upłynęła nam pod znakiem nieustannej wymiany ciosów, ze zdecydowanym wskazaniem na gości ze Skanii. Przyjezdnym raz udało się nawet skierować piłkę do bramki Cajsy Andersson, ale z prowadzenia cieszyły się zaledwie kilkanaście sekund, gdyż sędzia liniowa jak najbardziej zasadnie dostrzegła, że Jessica Samuelsson znajdowała się na spalonym. Już niedługo miało się okazać, że były to jedyne tego dnia sekundy, podczas których Rosengård – oczywiście nieformalnie – dopisywał sobie w wirtualnej tabeli trzy punkty. Nie uprzedzajmy jednak faktów, gdyż sobotnie wydarzenia najlepiej ułożyć w porządku chronologicznym. A ten wyglądał tak, że długo zanosiło się na to, iż obie ekipy zejdą do szatni przy bezbramkowym remisie. W ostatniej minucie przed przerwą gospodynie wywalczyły jednak rzut rożny, od którego rozpoczęło się całe nieszczęście gości z Malmö. Z narożnika dośrodkowała bowiem dwudziestoletnia Alva Selerud, a Nilla Fischer na tyle skutecznie naciskała Nathalie Björn, że ta zmieściła piłkę w okienku bramki Zeciry Musovic. Reprezentacyjna golkiperka nie zdążyła nawet zareagować i Linköping niespodziewanie prowadził 1-0, a na ewentualne odrabianie strat trzeba było poczekać przynajmniej kwadrans, gdyż Sara Persson nie pozwoliła już nawet wznowić gry od środka.

Po przerwie nie obejrzeliśmy jednak gola na 1-1, a drugie trafienie w wykonaniu gospodyń. I raz jeszcze nazwisko zawodniczki, która wpisała się na listę strzelczyń po stronie LFC mogło zaskakiwać. Wspomniana już wcześniej Alva Selerud zachowała się jednak jak doświadczona, pierwszoligowa napastniczka i precyzyjnym strzałem w prawy róg bramki pokonała Zecirę Musovic, otwierając w ten sposób swój bramkowy licznik na poziomie Damallsvenskan. Fani z Linköping oszaleli ze szczęścia, ale do zakończenia meczu wciąż pozostawało sporo czasu, a doskonale wiemy, że faworyci często lubią odwracać losy meczów w końcowej ich fazie. Tym bardziej, że trener Eidevall nie zamierzał być wyłącznie biernym obserwatorem boiskowych wydarzeń, a przeprowadzone przez niego zmiany przyniosły błyskawiczny efekt. Gola kontaktowego, jeszcze przed upływem godziny gry, strzeliła Szkotka Fiona Brown, bezlitośnie wykorzystując fakt, że Cajsa Andersson musiała chwilę wcześniej interweniować poza obrębem własnego pola karnego. Bramka na 2-2 to już 82. minuta i kolejny w tym sezonie przykład modelowego zrozumienia duetu Cankovic – Anvegård. Doliczając czas dodatkowy, Rosengård miał jeszcze kwadrans, aby pogoń za trzynastym w sezonie zwycięstwem zakończyć pełnym sukcesem. Niestety dla piłkarek i kibiców z Malmö, wyzwanie to okazało się być ponad siły obrończyń tytułu, w wyniku czego przez klubem z Göteborga nieoczekiwanie otworzyła się niepowtarzalna szansa.

Zwycięstwo nad Umeå, przy jednoczesnej stracie punktów przez Rosengård, oznaczało powrót drużyny Matsa Grena na fotel lidera Damallsvenskan. A skoro tak, to piłkarek z zachodniego wybrzeża nie trzeba było pytać dwa razy, czy aby na pewno chcą z niespodziewanego prezentu skorzystać. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że o komplet punktów w Västerbotten zawodniczkom KGFC wcale łatwo nie było i choć stosunkowo szybko wynik otworzyła niezwykle ostatnio skuteczna Rebecka Blomqvist, to gospodynie aż do 90. minuty pozostawały w grze i jedno, nawet całkiem przypadkowe kopnięcie piłki mogło błyskawicznie odwrócić losy meczu. Sytuację uspokoiła dopiero Filippa Angeldal, pewnie egzekwując mocno kontrowersyjny rzut karny, podyktowany za faul na Stine Blackstenius. Trudno było jednak oprzeć się wrażeniu, że decyzją tą sędzia Sara Wiinikka próbowała odkupić swoje winy jeszcze z pierwszej połowy, kiedy to jedenastka gościom z Göteborga jak najbardziej się należała, ale gwizdek pani arbiter ze Svensbyn wówczas milczał.

Na pozostałych arenach także działo się wiele, a na uwagę zasługują między innymi pewne zwycięstwa Kristianstad i Eskilstuny. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir potrzebowały zaledwie 29 minut, aby wrócić na właściwe tory i pomimo absencji Svavy Ros Gudmundsdottir zaaplikować cztery gole rywalkom z Örebro. Bramkowym łupem podzieliły się autorka dwóch goli Jutta Rantala, a także Maja Bodin oraz Anna Welin, dla których były to pierwsze trafienia w tegorocznej, ligowej kampanii. Z czwórką z przodu starcie z outsiderem z Uppsali zakończyła także Eskilstuna, a pierwszoplanowymi aktorkami tego spektaklu okazały się Felicia Rogic i Kaisa Collin. W samej końcówce trener Magnus Karlsson dał pograć rezerwowym, co skrzętnie wykorzystały piłkarki beniaminka, ale fanów United zdecydowanie bardziej niż dwa stracone gole martwił fakt, że na noszach plac gry opuścić musiała Loreta Kullashi. Po niezwykle cenne punkty sięgnął również stołeczny Djurgården, odprawiając na Satdionie Olimpijskim znajdujące się ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji Växjö. Po stronie sztokholmianek na listę strzelczyń dwukrotnie wpisała się była reprezentantka Holandii Sheila van den Bulk, a gości stać było jedynie na odpowiedź w postaci gola kontaktowego autorstwa Ini-Abasi Umotong.


17. kolejka w liczbach:

Gole: 21  (średnia 3.50 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 14

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Maja Bodin (Kristianstad) – 10. minuta (vs. Örebro)

Najpóźniejszy gol: Beata Olsson (Uppsala) – 90+6. minuta (vs. Eskilstuna)

Piłkarka kolejki: Nilla Fischer (Linköping)

Gol kolejki: Frida Skogman (Örebro)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

17. kolejka – zapowiedź

Roxm44LD1ZSlAEL8OgBVXaC9kiU

Starcia Rosengård i Linköping często trzymają w napięciu do ostatnich minut (Fot. Sydsvenskan)

Wyłączając sezon 2017, kiedy to piłkarki Rosengård załatwiły kwestię zwycięstwa w niespełna pięć minut, wyjazdy na Linköping Arena zawsze były zapowiedzią większych lub mniejszych kłopotów dla najbardziej utytułowanego szwedzkiego klubu. Czasami na drodze do zgarnięcia kompletu punktów stawała im fenomenalnie dysponowana bramkarka LFC, innym razem sprawę skomplikowały dwa puszczone w samej końcówce gole, a pamiętamy też przecież mecz, w którym zespół z Malmö musiał radzić sobie w dziewiątkę i ostatecznie stracił nie tylko prowadzenie, ale i remis. Jak zatem widać, powody męczarni Rosengård bywały różne, ale perspektywa złożenia wizyty w Östergötland regularnie spędzała sen z powiek zawodniczkom i kibicom ze Skanii. Czy w najbliższą sobotę Linköping raz jeszcze przypomni sobie, że akurat z tym rywalem grać potrafi nawet wówczas, gdy formy brak? Patrząc czysto analitycznie, prędzej niż powtórki z przywołanej powyżej ligowej historii, powinniśmy chyba spodziewać się czegoś na kształt sierpniowego 7-1. Jasne, przed tygodniem w stratę punktów przez Rosengård z beniaminkiem z Umeå także nie wierzył nikt, ale to paradoksalnie wydaje się być jeszcze jednym argumentem przemawiającym na korzyść jedenastokrotnych mistrzyń Szwecji. Bo czy jest w ogóle prawdopodobne, aby tak dobrze naoliwiona maszyna z Caroline Seger za kierownicą mogła zaliczyć drugą wywrotkę z rzędu? Czy można spodziewać się, że Anna Anvegård i Mimmi Larsson znów nie znajdą sposobu, aby choćby raz umieścić futbolówkę w bramce rywalek? Aż chciałoby się napisać, że i Linköping ma swoje argumenty, ale kadra zespołu prowadzonego przez Jonasa Eidevalla w ostatnich tygodniach przypominała raczej szpital niż drużynę piłkarską. I nawet jeśli gotowa na sobotę będzie Nilla Fischer, to lista zawodniczek kontuzjowanych wciąż jest niemal tak samo długa jak tych, które będą mogły w najbliższym meczu wystąpić. Na ubiegłotygodniowy wyjazd do Uppsali zespół z Östergötland pojechał de facto w czternastoosobowym składzie, a teraz wcale nie musi być w tym względzie o wiele lepiej. Innym problemem LFC jest fakt, że w tym klubie za strzelanie goli od początku sezonu odpowiedzialne są wyłącznie trzy piłkarki, z czego dwie (Uchenna Kanu oraz Frida Maanum) potrafią na boisku wykreować coś z niczego. Skoro jednak wiemy to my, to możemy raczej bez wielkiego ryzyka założyć, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę także Jonas Eidevall i niewątpliwie spróbuje temu zaradzić. Przed zdecydowanie trudniejszym zadaniem stanie w tej materii Olof Unogård, gdyż w kadrze Rosengård potencjalne zagrożenie czyha właściwie z każdej strony, a oprócz walczących o koronę najskuteczniejszej snajperki Larsson oraz Anvegård, na listę strzelczyń wpisywało się w tegorocznej kampanii aż … jedenaście innych piłkarek FCR.

Ewentualnego potknięcia Rosengård najbardziej wyczekiwać będą tradycyjnie w Göteborgu, gdyż tym razem mogłoby ono oznaczać nawet zmianę w fotelu lidera. Aby jednak dać sobie szansę na odzyskanie przodownictwa w ligowej tabeli, podopieczne Matsa Grena przede wszystkim nie mogą pozwolić sobie na stratę jakichkolwiek punktów w Umeå. A o tym, że piłkarki z Västerbotten lubią sobie od czasu do czasu sprawić sensację, dopiero co mieliśmy okazję się przekonać. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że Blomqvist, Hammarlund, Curmark i spółka pojadą na daleką Północ w roli zdecydowanych faworytek, a zwycięstwo na terenie ambitnego beniaminka jest dla nich bezwzględnym obowiązkiem. Jeśli oczywiście nad Götą wciąż tlą się marzenia o tym, aby rok 2020 okazał się dla założonego dokładnie pół wieku temu klubu tym absolutnie wyjątkowym.

Przed tygodniem spektakularną wpadkę na VISMA Arenie zaliczył Kristianstad, ale Katrine Larsen i Rachel Bloznalis postarały się, aby nie okazała się ona aż tak dotkliwa i wyrwały dwa punkty goniącemu w ekspresowym tempie pucharowe miejsce Vittsjö. Jeśli jednak zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir rzeczywiście chciałby pokazać się przyszłego lata w Europie, to w najbliższych tygodniach liczyć będzie musiał przede wszystkim na siebie. Terminarz mu sprzyja, gdyż domowa potyczka z mocno osłabionym Örebro zdecydowanie wydaje się zadaniem z gatunku tych łatwiejszych. Tym bardziej, że w Kristianstad wiedzą już, jak gra się z presją faworyta i z każdym kolejnym meczem powinno to przychodzić Pomarańczowym coraz bardziej naturalnie. We wschodniej Skanii zawsze mogą ponadto liczyć na Therese Åsland, która bez dwóch zdań jest jedną z największych rewelacji tegorocznego sezonu Damallsvenskan. 25-letnia Norweżka potrafi dać drużynie pozytywny impuls w najtrudniejszych momentach, a jej wkład w zajmowaną obecnie przez Kristianstad lokatę w ligowej tabeli wydaje się być nie do przecenienia. O takim argumencie mogą tylko pomarzyć w Örebro, gdyż boiskowa liderka zespołu z Närke dopiero co opuściła stół operacyjny, a do gry wróci najwcześniej latem 2021. Jak wielki jest to problem? Cóż, ujmijmy to tak, bez udziału Heidi Kollanen piłkarki z Örebro potrafiły strzelić jak dotąd pięć goli. Tak, liczymy od początku rozgrywek.

O pozostanie w krajowej elicie walczą także Djurgården i Växjö, a bezpośrednia potyczka tych właśnie ekip da nam odpowiedź na pytanie, kto przybliży się do wyznaczonego sobie celu. Na stadionie w Småland minimalnie lepsze okazały się gospodynie, a zwycięskiego gola z rzutu karnego strzeliła wówczas Dunka Signe Holt. Czy i tym razem o końcowym wyniku przesądzi celny strzał z dwunastu jardów? A może pierwszoplanowe role odegrają znajdujące się na fali wznoszącej skrzydłowe w osobach Schough i Öling? Tak, czy inaczej, na Stadionie Olimpijskim będziemy niewątpliwie świadkami meczu podwyższonego sportowego ryzyka, w którym porażka może nieść za sobą naprawdę bolesne konsekwencje. O niezwykle cenne w kontekście rywalizacji o utrzymanie punkty powalczy również Piteå, choć zatrzymać rozpędzone Vittsjö z pewnością nie będzie łatwo. Starcia tych ekip mają jednak do siebie to, że często padają w nich nieoczywiste rozstrzygnięcia, a to w tym konkretnym przypadku powinno działać na korzyść gospodyń. Tym bardziej, jeśli na reprezentacyjny poziom wskoczą znów coraz lepiej rozumiejące się na boisku Julia Karlernäs i Madelen Janogy. Siedemnastą kolejkę zakończy nam potyczka w Uppsali, gdzie Eskilstuna będzie kontynować pogoń za górną połówką tabeli, zaś Loreta Kullashi za indywidualnymi, strzeleckimi rekordami. Nie zapominajmy jednak, że nieco ponad miesiąc temu znajdująca się w podobnej dyspozycji ekipa United zaliczyła w rywalizacji z beniaminkiem spektakularną wpadkę.


Zestaw par 17. kolejki:

omg17_01

omg17_02

omg17_03

omg17_04

omg17_05

omg17_06

Ciasno na górze, ciasno na dole

vxj

Trzy mecze, siedem punktów. Växjö nie zamierza oddawać pierwszej ligi bez walki (Fot. SVT)

Szesnasta kolejka Damallsvenskan rozpoczęła się od naprawdę mocnego uderzenia. I nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o fakt, że Kristianstad dopisał się do bardzo długiej już zresztą listy klubów, które nie poradziły sobie z presją w momencie decydującej próby. Taki przebieg wydarzeń udało nam się nawet przewidzieć, ale chyba nikt nie spodziewał się tego, że przyniesie on strzelecką kanonadę w wykonaniu drużyny, która po czternastu rozegranych meczach miała na koncie zaledwie sześć goli, a połowę tego dorobku stanowiły skutecznie egzekwowane przez Signe Holt rzuty karne. Tym razem piłkarki z Växjö nie potrzebowały jednak jedenastki, aby błyskawicznie otworzyć wynik. Ria Öling zagrała idealną piłkę do pokazującej się na lewym skrzydle Amandy Johnsson Haahr, a była zawodniczka między innymi Göteborga bez większego wysiłku przechytrzyła zadziwiająco bierną wobec jej zamiarów defensywę Kristianstad i pewnym strzałem pokonała Brett Maron. Jeśli fani gości myśleli, że tak katastrofalne otwarcie podziała na zespół Elisabet Gunnarsdottir niczym zimny prysznic, to … srodze się przeliczyli. Niespełna dwie minuty później Öling zdecydowała się na indywidualną akcję, którą przerwał dopiero gwizdek sędziego Oscara Johnsona, oznajmiając w ten sposób, że oto właśnie gospodynie podwyższyły wynik meczu na 2-0. Mało emocji? No to przenosimy się na drugą stronę boiska, gdzie Lauren Barnes przytomnie wycofała futbolówkę do dobrze ustawionej Therese Åsland, a reprezentantka Norwegii zrobiła to, co umie najlepiej, strzelając z dystansu tak precyzyjnie, że problem z tym uderzeniem miałaby absolutnie każda bramkarka świata. A zatem 2-1, a na meczowym zegarze dopiero co rozpoczęła się dziewiąta minuta gry. Gdyby w tamtej chwili ktoś powiedział nam, że gol Åsland był ostatnim, jaki tego dnia obejrzymy na VISMA Arenie, pewnie byśmy mu nie uwierzyli, ale okazało się, że piłkarki obu ekip wszystko, co najlepsze przygotowały na pierwszą fazę meczu. I choć w drugiej połowie futbolówka po raz trzeci zatrzepotała jeszcze w siatce gości, sędzia Johnson całkowicie słusznie tej bramki nie uznał. Ów fakt nie był jednak w stanie zmącić radości piłkarek Växjö, które rozważnie broniły skromnej zaliczki i bez większych turbulencji dowiozły ją do szczęśliwego końca. Przyjezdne oczywiście próbowały odwrócić losy tej rywalizacji, w drugiej linii bardzo aktywne były Alice Nilsson oraz Eveliina Summanen, ale wykreowanie realnego zagrożenia pod bramką Fraine okazało się dla podopiecznych islandzkiej trenerki zadaniem ponad siły. Kto wie, jak ułożyłby się ten mecz, gdyby choćby z ławki mogła pomóc swoim koleżankom Svava Ros Gudmundsdottir, ale usprawiedliwianie mało przekonującego występu Kristianstad nieobecnością najskuteczniejszej w tegorocznych rozgrywkach snajperki byłoby mimo wszystko mocnym nadużyciem. Tym bardziej, że w szeregach gospodyń problemów kadrowych także nie brakuje.

Do równie dużej, jeśli nie większej niespodzianki, doszło na Malmö IP, gdzie liderujący tabeli Rosengård przez dziewięćdziesiąt minut nie potrafił przełamać defensywnych zasieków postawionych przez beniaminka z Umeå. Trener Jonas Eidevall robił wszystko, co mógł; w drugiej połowie z ławki wchodziły kolejno Riley, Larsson, Seger oraz Björn, ale żadna z nich nie okazała się tym razem wybawicielką klubu ze Skanii. W wywalczeniu kompletu punktów nie pomógł nawet manewr z przesunięciem do pierwszej linii nominalnej stoperki Glodis Perli Viggosdottir, która w samej końcówce miała znaleźć sposób na pokonanie Agnes Granberg między innymi dzięki swoim umiejętnościom w zakresie gry głową. Zwycięskiego gola nie udało się jednak wcisnąć ani z powietrza, ani po ziemi, choć w 90. minucie piłkę meczową na nodze miała jeszcze Anna Anvegård. Królowa strzelczyń z sezonu 2019 uderzyła prawidłowo, z odpowiednią siłą, ale w środek bramki, dzięki czemu 21-letnia golkiperka z Västerbotten bez większych problemów poradziła sobie z jej strzałem. Co ciekawe, na ciężką próbę została w tym spotkaniu wystawiona także Zecira Musovic, która broniąc uderzenia Fanny Hjelm oraz Lovy Lundin musiała zaprezentować najwyższej próby bramkarski kunszt. Piłkarki gości przez większą część meczu skupione były oczywiście na defensywie, ale co pewien czas zdarzało im się zapędzić większą liczbą zawodniczek pod pole karne ekipy ze Skanii i wtedy w tym sektorze boiska robiło się naprawdę gorąco. Stratę punktów przez liderki bez skrupułów wykorzystał Göteborg, pokonując na Valhalli gości z Piteå w stosunku 3-0. Końcowy wynik może być jednak nieco mylący, gdyż przyjezdne naprawdę przyjechały na zachodnie wybrzeże Szwecji po to, aby grać w piłkę i do pewnego momentu wychodziło im to całkiem nieźle. Wraz z upływem minut uwydatniała się jednak przewaga jakości po stronie gospodyń, a na konkretne liczby w niedzielne popołudnie przekuwała ją przede wszystkim Rebecka Blomqvist, autorka dwóch goli i asysty. Kolejny raz na uwagę zasługuje fenomenalny występ Filippy Curmark, która na naszych oczach z tygodnia na tydzień staje się coraz ważniejszym elementem wyjściowej jedenastki KGFC oraz ambitna i ofiarna postawa rekonwalescentek w osobach Julii Roddar oraz Vilde Bøe Risy, po których na murawie nie było widać ani śladu żadnego urazu.

Pozostałe mecze? W Vittsjö miejscowe podzieliły się punktami z Djurgården, choć z przebiegu gry były zespołem zdecydowanie lepszym. Na szybkiego gola Olivii Schough udało im się jednak odpowiedzieć wyłącznie wyrównującym trafieniem autorstwa rewelacyjnej Emily Gielnik, dzięki czemu sytuacja w środkowych rejonach tabeli stała się jeszcze ciekawsza. Na bezbramkowy remis długo zanosiło się w Uppsali, gdzie Beata Olsson nie trafiła do pustej bramki, Emma Holmgren obroniła rzut karny Fridy Maanum, a Cajsa Andersson wygrała pojedynek sam na sam z Nicole Modin. Żywy, otwarty mecz dwóch równych sobie rywali obfitował w dogodne sytuacje, ale aż do 82. minuty żadnej ze stron nie udawało się umieścić piłki w bramce. Wtedy jednak za zmarnowaną jedenastkę postanowiła zrehabilitować się Maanum, a jej strzał, którego nie ma sensu opisywać (to trzeba zobaczyć!), sprawił, że komplet punktów pojechał ostatecznie do Östergötland. Szesnastą kolejkę zamknęło poniedziałkowe starcie na Tunavallen, gdzie Eskilstuna planowo uporała się z derbowymi rywalkami z Örebro. Bohaterką numer jeden po stronie United była bez wątpienia Felicia Rogic, która wreszcie zrobiła użytek ze swojego największego atutu, jakim niewątpliwie jest szybkość. Jednego gola do skarbczyka Eskilstuny dołożyła ponadto Loreta Kullashi, dla której było to już jedenaste trafienie w obecnych rozgrywkach. 21-letnia napastniczka zrównała się tym samym z duetem snajperek Rosengård na czele klasyfikacji strzelczyń.


16. kolejka w liczbach:

Gole: 13  (średnia 2.17 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Amanda Johnsson Haahr (Växjö) – 5. minuta (vs. Kristianstad)

Najpóźniejszy gol: Rebecka Blomqvist (Göteborg) – 90+3. minuta (vs. Piteå)

Piłkarka kolejki: Felicia Rogic (Eskilstuna)

Gol kolejki: Frida Maanum (Linköping)


Komplet wyników:


Piłkarka kolejki:

lirare

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

16. kolejka – zapowiedź

bZa1zD-g_730

Czy ktoś powstrzyma marsz Kristianstad do Europy? (Fot. Bildbyrån)

Ostatni weekend września to zdecydowanie zbyt wczesna data, aby pisać, że oto sezon Damallsvenskan wchodzi w decydującą fazę, ale nie da się ukryć, że przynajmniej dla niektórych klubów to właśnie najbliższe dni i tygodnie mogą okazać się absolutnie kluczowe dla realizacji (bądź nie) przedsezonowych założeń. Dotychczas rozegrane mecze pokazały nam, że drużyną całkowicie niepotrafiącą radzić sobie z presją meczów o sześć punktów jest Linköping i choć zespół prowadzony przez Olofa Unogårda matematycznie wciąż pozostaje w grze o puchary, to w tak optymistyczny scenariusz powątpiewają już nawet ci najbardziej zagorzali sympatycy ekipy z Östergötland. I mając w pamięci to, co piłkarki LFC wyprawiały chociażby w domowych potyczkach z Kristianstad oraz Vittsjö, ani trochę się im nie dziwimy. Inna sprawa, że akurat w szesnastej serii spotkań nawet tak krytykowany przez nas Linköping będzie faworytem w starciu z przybliżającą się do szybkiego powrotu w szeregi Elitettan Uppsalą, ale uwaga większości neutralnych kibiców skupiona będzie przede wszystkim na innych wydarzeniach ligowego weekendu.

Jednym z takich wydarzeń na pewno będzie dość niepozornie na pierwszy rzut oka wyglądające starcie na VISMA Arenie. Podbudowane w pełni zasłużonym zwycięstwem nad beniaminkiem z Umeå Växjö podejmie na własnym boisku coraz odważniej marzących o debiucie w eliminacjach Ligi Mistrzyń gości z Kristianstad. Cztery punkty zdobyte w dwóch ostatnich meczach, a także wyraźnie lepsza postawa liderek w osobach Öling, Holt i Umotong, ponownie wlały w serca kibiców ze Småland sporą dawkę optymizmu, ale aby podtrzymać zwycięską passę, przeciwko podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir trzeba będzie zagrać jeszcze lepiej, jeszcze bardziej uważnie, a i trochę szczęścia by się przydało. Trenerka Maria Nilsson jest oczywiście przekonana, że jej piłkarki stawią czoła nawet tak niełatwemu wyzwaniu, ale Pomarańczowy Gang ze Skanii swoją do bólu konsekwentną postawą popsuł już w tym sezonie plany wielu rywalkom. I to szczególnie w meczach wyjazdowych, gdyż to właśnie występy w delegacjach pomogły napastniczkom z Kristianstad aż tak wyśrubować bramkowy licznik. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem gospodyń może się jednak okazać … psychika, a przecież od lat wiadomo, że w futbolu głowa nierzadko znaczy więcej niż pozostałe części ciała. W Kristianstad potrafią przecież czytać ligową tabelę i mają pełną świadomość nadarzającej się szansy. Klub, który zaledwie pięć lat temu walczył dosłownie i w przenośni o przetrwanie, staje właśnie u wrót Europy, ale aby przekroczyć wyśniony próg, trzeba najpierw swoją fenomenalną postawę na przestrzeni całego sezonu potwierdzić jeszcze zwycięstwami w takich właśnie meczach. Jest to swego rodzaju nowość, gdyż Kristianstad po raz pierwszy wystąpi w roli drużyny, która musi, a nie tylko może, a taka perspektywa potrafiła spętać nogi zdecydowanie bardziej doświadczonym zespołom. Co więcej, to wszystko dzieje się w chwili, gdy Elisabet Gunnarsdottir posypała się cała defensywa, a zamiast doświadczonych Carlsson, Atladottir, czy Ivarsson, o sile tej formacji stanowią takie piłkarki jak Rybrink, Törnkvist oraz Harrysson, wsparte amerykańską jakością w osobie Lauren Barnes. Czy islandzka myśl szkoleniowa zatriumfuje raz jeszcze, a komplet punktów odjedzie wesołym autobusem w kierunku Skanii? A może to gospodynie lepiej poradzą sobie z inną, ale przecież równie wielką presją wyniku? Co by się nie wydarzyło, możemy być pewni, że w Växjö czeka nas prawdziwa bitwa na wyniszczenie i to zarówno w sferze motorycznej, jak i mentalnej.

Podobnych emocji możemy spodziewać się w Vittsjö, gdzie krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa drużyna z najsłynniejszej piłkarskiej wsi podejmie stołeczne Djurgården. Dla podopiecznych Pierre’a Fondina będzie to szansa na przełamanie swego rodzaju fatum, gdyż w ostatnich latach każda wizyta sztokholmianek w okolicach Hässleholm kończyła się mniejszym lub większym rozczarowaniem. O to, by tym razem było inaczej, mają postarać się Olivia Schough z Lindą Motlhalo, a o wygranie walki o środek pola (co w potyczkach z Vittsjö nierzadko bywa kluczowe) zadbają Malin Diaz oraz wciąż aktualna mistrzyni Europy Sheila van den Bulk. Gospodynie także mają jednak kim straszyć, a duet Markstedt – Gielnik, przy dodatkowym wsparciu Michelle De Jongh, to gwarancja najwyższej piłkarskiej jakości. Skoro jednak tak wiele czasu i uwagi poświęcamy rozważaniom na temat przednich formacji obu ekip, to całkiem prawdopodobna wydaje się opcja, że o końcowym wyniku przesądzą obrończynie. Z jednej strony Klinga, Adolfsson oraz duński dynamit Mie Leth Jans, z drugiej – Boakye, Lång, Bloznalis oraz Arnardottir. Tak, to może być zapowiedź bezbramkowego remisu, ale z drugiej strony w tym starciu nie zaskoczy nas chyba absolutnie żadne rozstrzygnięcie. A kompletem punktów zdecydowanie nie pogardziłaby żadna z drużyn.

Domowe mecze czekają w najbliższej kolejce obu liderów; Rosengård podejmie na Malmö IP zespół z Umeå, zaś Göteborg zmierzy się na Valhalli z drugim z przedstawicieli dalekiej Północy. Czy w którymś z tych starć możemy liczyć na niespodziankę? W futbolu oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych, ale jeśli ktoś miałby tu sprawić sensację, to raczej podbudowane zwycięstwem nad Uppsalą oraz udanym powrotem Madelen Janogy zawodniczki z Piteå. Dla podopiecznych Stellana Carlssona starcie z wicemistrzyniami Szwecji będzie mieć ponadto wymiar ambicjonalny, gdyż nieco ponad miesiąc temu Göteborg urządził sobie na LF Arenie prawdziwy festiwal goli. A Piteå, choć w obecnych rozgrywkach u siebie spisuje się wyjątkowo słabo, takiego upokorzenia na pewno bez przynajmniej podjęcia próby rewanżu nie zostawi. Sporo do udowodnienia samym sobie mają także piłkarki z Eskilstuny, które w jedynym poniedziałkowym meczu zmierzą się na własnym stadionie z mocno osłabionym Örebro i nawet jeśli tabela mówi coś dokładnie odwrotnego, to gospodynie będą w tej potyczce zdecydowanymi faworytkami. Nie zapominajmy jednak, że na Tunavallen w tym sezonie potrafiła wygrać nawet Uppsala, co może – choć niekoniecznie musi – zapowiadać nam spore emocje. Szczególnie, jeśli Eskilstuna nie będzie potrafiła ułożyć sobie tego meczu pod siebie w jego początkowej fazie.


Zestaw par 16. kolejki:

omg16_01

omg16_02

omg16_03

omg16_04

omg16_05

omg16_06

Cierpienia na wyspie gejzerów

islswe

Wynik taki sobie, a postawa na boisku wcale nie lepsza. Podział punktów w Reykjaviku. (Fot. Bildbyrån)

Islandzka stolica nie okazała się szczęśliwym przystankiem w podróży na angielskie EURO. Co więcej, zabrakło naprawdę niewiele, aby na stadionie Laugardalsvöllur szanse szwedzkich piłkarek na wygranie grupy eliminacyjnej zostały zredukowane niemal do minimum. Podopieczne Jona Thora Haukssona podczas dziewięćdziesięciu minut meczu zrobiły bowiem naprawdę wiele, aby komplet punktów pozostał dziś na Islandii. Spełniły zresztą nawet podstawowy ku temu warunek, strzelając o jednego gola więcej. ale niezrozumiała dla nikogo decyzja chorwackiej sędzi Ivany Martincic sprawiła, że spotkanie to we wszystkich oficjalnych źródłach zostanie zapisane jako remis. Choć gdyby użyć terminologii znanej miłośnikom sportów walki, na punkty bezsprzecznie zwyciężyły dziś gospodynie.

Zanim jednak przeszliśmy do fazy desperackiej obrony jednego punktu, i dla nas w wietrznym Reykjaviku przynajmniej na chwilę zaświeciło słońce. A wszystko to za sprawą nieomylnej ostatnimi czasy Anny Anvegård, która na islandzkiej murawie czuła się na tyle pewnie, że w walce o zagraną przez Sofię Jakobsson piłkę ubiegła nawet … Kosovare Asllani i nie zważając na nic, mierzonym, płaskim strzałem pokonała Sandrę Sigurdardottir. Meczowy zegar wskazywał wówczas 33. minutę, a nam ręce same składały się do oklasków na cześć nie tylko napastniczki Rosengård, ale i skrzydłowej madryckiego Realu, która głównie dzięki swojej wrodzonej determinacji zawalczyła o przegraną wydawałoby się futbolówkę przy linii końcowej i na dwie raty zacentrowała ją w pole karne. I choć pierwszy kwadrans meczu bezapelacyjnie należał do gospodyń, a młoda Karolina Lea Vilhjalmsdottir raz po raz wsadzała na karuzelę Jonnę Andersson, to z każdą upływającą minutą boiskowa sytuacja zdawała się być pod coraz większą kontrolą podopiecznych Petera Gerhardssona. Świetną partię w środku pola rozgrywały dwie inne zawodniczki najlepszego klubu ze Skanii Caroline Seger oraz Nathalie Björn i to głównie dzięki wygrywanym przez nie pojedynkom udało się przenieść ciężar gry nieco bliżej bramki Sigurdardottir. A w tych właśnie rejonach boiska islandzką defensywę nieustannie nękała doskonale dysponowana Anvegård, której postawa jako żywo przypominała nam słynny występ Stiny Blackstenius w pamiętnym, zwycięskim meczu w duńskim Viborgu. Z tą subtelną różnicą, że w przeciwieństwie do swojej starszej koleżanki, napastniczka Rosengård wykorzystała jedną ze stworzonych sobie sytuacji, a brakowało naprawdę niewiele, by przy jej pomocy futbolówka zatrzepotała w siatce przynajmniej jeszcze jeden raz.

Już w pierwszej połowie swoje bramkowe okazje miały jednak także Islandki, a jedną z nich udało im się nawet zamienić na wspomnianego już nieuznanego gola. Po rzucie rożnym w szwedzkim polu bramkowym doszło do olbrzymiego zamieszania, w wyniku którego o górną piłkę powalczyły Zecira Musovic oraz Glodis Perla Viggosdottir. W rywalizacji klubowych koleżanek górą była islandzka defensorka, co pozwoliło Sarze Björk Gunnarsdottir skierować futbolówkę do opuszczonej już przez golkiperkę Rosengård bramki. Uradowane gospodynie w pełni zasłużenie rozpoczęły więc celebrację, przy linii bocznej szalał trener Hauksson, aż tu nagle przeciągły dźwięk chorwackiego gwizdka przerwał ogólną sielankę. Okazało się, że pani Martincic dopatrzyła się rzekomego faulu Viggosdottir na Musovic, dzięki czemu schodząc do szatni wciąż utrzymywaliśmy skromne, jednobramkowe prowadzenie. Wiedzieliśmy jednak, że jeśli chcemy dowieźć je do końca, po przerwie trzeba będzie zagrać zdecydowanie lepiej.

Plan mocniejszego naciśnięcia na rywalki został więc wdrożony w życie, ale jego efektami mogliśmy napawać się zaledwie przez cztery minuty. W kolejnej fazie meczu coraz bardziej zarysowywała się natomiast przewaga piłkarek z Islandii, które swoją postawą niejako zmusiły Amandę Ilestedt oraz Jonnę Andersson do koncentrowania się przede wszystkim na zadaniach obronnych, co w naturalny sposób zmniejszało nasz ofensywny potencjał. I choć Anvegård (a następnie zastępująca ją w końcówce spotkania Mimmi Larsson) z niezłym skutkiem grały swoje, zdecydowanie bardziej gorąco robiło się po przerwie w szesnastce Musovic. A że golkiperka Rosengård gwarantem pewności dziś nie była, to serca biły nam mocniej, gdy Elin Metta Jensen obijała poprzeczkę szwedzkiej bramki lub wdawała się w fizyczne pojedynki w polu karnym z Lindą Sembrant. Tym razem gwizdek pani Martincic milczał jednak jak zaklęty, wobec czego raz jeszcze mogliśmy wziąć głęboki oddech ulgi. Swojego gola Jensen i tak jednak tego dnia zdobyła, choć stało się to w nieco kuriozalnych okolicznościach. Najlepsza aktorka spektaklu na murawie w Reykjaviku, dziewiętnastoletnia Sveindis Jane Jonsdottir, wykonała wrzut z autu, w zupełnie niewytłumaczalny sposób (co sama zainteresowana przyznała zresztą tuż po końcowym gwizdku) pusty przelot zaliczyła próbująca wyjaśnić sytuację Lina Hurtig, Magdalena Eriksson delikatnie się zdrzemnęła, a niepilnowana przez nikogo napastniczka stołecznego Valuru pokonała rozpaczliwie interweniującą Musovic. I choć jasne dla wszystkich jest, że w tej sytuacji główną winowajczynią była skrzydłowa Juventusu, której przydarzył się zupełnie niepotrzebny kiks, to postawa kapitanki londyńskiej Chelsea także doskonale podsumowuje jej dzisiejszy występ. W największym skrócie można byłoby opisać go słowem rozczarowanie, gdyż od zawodniczki tej klasy jak najbardziej mamy prawo oczekiwać więcej, szczególnie w temacie koncentracji i ustawiania się.

Na wystawianie indywidualnych cenzurek przyjdzie rzecz jasna jeszcze czas, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że żadna ze szwedzkich piłkarek nie zbliżyła się dziś na boisku do poziomu, który zaprezentowały na nim Jonsdottir, Gunnarsdottir, czy Viggosdottir. W naszej kadrze małe plusiki moglibyśmy zapisać przy nazwiskach Anvegård, jej zmienniczki Larsson, a także niezatapialnej Caroline Seger. Zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, z dobrej strony pokazała się ponadto Nathalie Björn, która do tego wyglądała całkiem przyzwoicie pod względem motorycznym i wielką zagadką pozostaje pytanie dlaczego to właśnie ona została ostatecznie zmieniona jako pierwsza. Oczywiście, w pełni rozumiemy argumentację o wpuszczeniu na plac gry świeżej krwi w postaci Julii Zigiotti, ale czy aby na pewno piłkarka Göteborga nie mogła pojawić się na murawie na przykład w miejsce Hurtig lub Jakobsson? Z powyższej wyliczanki wynika jednak jasno, że to zawodniczki Rosengård były dziś zdecydowanie najjaśniejszymi punktami szwedzkiego zespołu, ale dobrej jakości paliwo z Malmö – pozbawione większego wsparcia londyńsko-madryckiego – wystarczyło nam jedynie (a może i aż?) do wywiezienia z Reykjaviku jednego punktu. Zdobycz tę oczywiście doceniamy i szanujemy, ale mamy nadzieję, że dokładnie za pięć tygodni na Gamla Ullevi nie będziemy świadkami powtórki z rozrywki. Bo pewne jest tyle, że kwestia bezpośredniego awansu na angielskie EURO rozstrzygnie się właśnie wtedy i właśnie tam.