Hitowa, lecz wymagająca jesień

uwcl21-22

Tak w komplecie przedstawiają się grupy piłkarskiej Ligi Mistrzyń

Przed losowaniem fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń braliśmy pod uwagę bardzo różne scenariusze. Jedni najchętniej widzieliby mistrzynie Szwecji w grupie z samymi europejskimi tuzami, jeszcze inni oczekiwali rywalek, z którymi będzie realna szansa powalczyć o awans do ćwierćfinału, ale najczęściej o kształcie wymarzonej grupy decydowały po prostu indywidualne preferencje. Bez względu na nie, w poniedziałek o godzinie 13 wszyscy zwróciliśmy swoje oczy w kierunku Nyonu, gdzie Nadine Kessler i Lena Goessling powoli, acz skutecznie wprowadzały nas w klimat historycznej fazy grupowej. Sama ceremonia nie trwała przesadnie długo, co zresztą było jej zdecydowanie największym atutem, choć UEFA już na samym wstępie zaliczyła spektakularną wpadkę. Jak widać, coraz szerzej płynący strumień franków szwajcarskich nie zmienia starych przyzwyczajeń i w europejskiej centrali dane do prezentacji wciąż zbierane są ze źródeł pokroju Wikipedii. A ponieważ tam wciąż nie odnotowano faktu zdobycia przez piłkarki Häcken Pucharu Szwecji 2021, to z grafiki UEFA mogliśmy się dowiedzieć, że klub z Västergötland sięgał po to trofeum trzykrotnie, co jest oczywistą nieprawdą.

Wróćmy jednak do spraw istotnych, czyli do wyników samego losowania. A przedstawiają się one tak, że na przykład Emma Kullberg będzie dziś w pełni usatysfakcjonowana. Podobnie zresztą, jak ci, którzy już na tym etapie życzyli sobie wielkich wyzwań. Los skojarzył bowiem piłkarki Häcken w grupie z legendarnym Olympique Lyon, dobrymi znajomymi z monachijskiego Bayernu i wreszcie z portugalską Benficą, która powoli buduje swoją piłkarską potęgę. Już na wstępie, zdecydowanie najwięcej emocji generuje perspektywa rywalizacji z ekipą z niemieckiej Bundesligi, tym bardziej, że jej szkoleniowcem wciąż pozostaje Jens Scheuer. A jak od mniej więcej dwóch lat wiadomo, nie jest on najbardziej popularną osobą w Göteborgu i okolicach. Przyjazd Lyonu na Bravida Arenę też będzie jednak nie lada wydarzeniem, w związku z czym już teraz możemy szykować się na naprawdę pasjonującą jesień w Hisingen. I oczywiście trzymać kciuki za sensację, bo w takich kategoriach należałoby rozpatrywać ewentualny awans drużyny prowadzonej przez Matsa Grena do ćwierćfinału. Piłka nożna widziała już jednak nie takie rozstrzygnięcia, więc z nadzieją i wiarą czekamy na październik. I niech się wreszcie dzieje, bo europejska piłka klubowa na porządne, kontynentalne rozgrywki i tak czekała zdecydowanie zbyt długo.


Terminy fazy grupowej Ligi Mistrzyń 2021-22:

  1. kolejka – 5-6 października
  2. kolejka – 13-14 października
  3. kolejka – 9-10 listopada
  4. kolejka – 17-18 listopada
  5. kolejka – 8-9 grudnia
  6. kolejka – 15-16 grudnia

Podsumowanie 16. kolejki

damf

Podsumowanie 16. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Hammarby 1-2 Rosengård. Pierwsze dwa kwadranse to całkowita dominacja Rosengård, zwieńczona ostatecznie trafieniem Sanne Troelsgaard, choć wicemistrzynie kraju powinny na tym etapie meczu prowadzić zdecydowanie wyżej. Tak się jednak nie stało, dzięki czemu po przerwie ambitny beniaminek raz jeszcze pokazał swoją moc. Jasne, zwycięstwo faworytek z Malmö nie było właściwie ani przez moment bezpośrednio zagrożone, ale po raz pierwszy w tej rundzie obejrzeliśmy zespół, który długimi fragmentami próbował grać przeciwko Rosengård w piłkę, nie ograniczając się jedynie do przeszkadzania. Starania te zostały zresztą docenione, gdyż w doliczonym czasie gry gospodynie strzeliły nawet bramkę kontaktową, a dosłownie dwie minuty później miały na nodze Emilii Larsson piłkę na 2-2. Wyrównać stanu rywalizacji się ostatecznie nie udało, ale Hammarby wysłało w ten sposób jasny sygnał, że w Södermalm powalczą w tym sezonie o naprawdę historyczny wynik. A Rosengård? Trzy kolejne punkty wpadły do klubowego skarbczyka, ale postawa formacji defensywnej musi napawać niepokojem. A liczba prezentów, którą zawodniczki z Malmö obdarowują kolejne rywali, po prostu nie przystoi drużynie tej klasy.

Wydarzenie kolejki: Piteå dopina swego. W niezwykle istotnym dla układu dolnej części tabeli meczu, piłkarki AIK postanowiły przeprowadzić niezwykle ryzykowny eksperyment. Polegał on na tym, aby sprawdzić, czy uda się zagrać na zero z tyłu, dopuszczając do groźnego dośrodkowania we własne pole karne średnio co 120 sekund. Efekty tej zabawy przewidzieć było stosunkowo łatwo, bo jeśli igrasz z ogniem, to istnieje spora szansa, że się w końcu poparzysz i drużyna z Solnej doświadczyła tych mało przyjemnych konsekwencji w 72. minucie gry. Z rzutu rożnego dośrodkowała Sofia Wännerdahl, a Jennie Nordin poszybowała wysoko w górę i … przeznaczenie się dopełniło. Gdyby jednak nie świetna postawa Milli-Maj Majasaari, przyjezdne z pierwszego gola cieszyłyby się już zdecydowanie wcześniej. Fińska golkiperka broniła jednak w tak nieprawdopodobnych sytuacjach, że chyba sama nie spodziewałaby się po sobie takich interwencji. Z przeznaczeniem nie da się jednak wygrać, jeśli w ogóle nie próbujesz pomóc szczęściu i trzy punkty ostatecznie i tak odleciały samolotem na daleką Północ. W pełni zresztą zasłużenie.

Bohaterka kolejki: Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad). Choć często zdarza nam się chwalić piłkarki z Kristianstad, to ostatnimi czasy nijak nie przekładało się to na zdobycz punktową zespołu prowadzonego przez Elisabet Gunnarsdottir. Dość powiedzieć, że jedyne zwycięstwo od początku rundy jesiennej, Pomarańczowa Armia odniosła w meczu eliminacji Ligi Mistrzyń z duńskim Brøndby. Na boiskach Damallsvenskan sięgnąć po komplet punktów nie udawało się od czerwca, ale każda passa kiedyś się kończy i w tym przypadku wypadło akurat na domowe spotkanie z mocno nieobliczalnym Linköping. Niedzielny mecz sam się jednak nie wygrał i kto wie, czy udałoby się gospodyniom sięgnąć po komplet punktów, gdyby nie postawa Sveindis Jane Jonsdottir. Islandzka skrzydłowa strzeliła jedynego gola w meczu (naprawdę warto go obejrzeć!), ale tytuł bohaterki kolejki trafia w jej ręce nie tylko z powodu tej konkretnej sytuacji. Pozyskana z Breidabliku piłkarka rozegrała bowiem zawody niemal perfekcyjne, a do pełni szczęścia zabrakło jej chyba jedynie nieco lepiej ustawionego celownika. Bo przy minimalnie lepszej skuteczności, mogła pokusić się nawet o hat-tricka. Paradoksalnie, może jednak jest to dobra wiadomość dla sympatyków Kristianastad, bo Jonsdottir ani myśli zwalniać tempa i kolejne ligowe rywalki będą miały z nią jeszcze trudniej.

Gol kolejki: Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad). Na stadionie w Kristianstad padł w niedzielne popołudnie tylko jeden gol, ale za to jaki! A całe bramkowe zamieszanie zaczęło się dość nietypowo, bo od … rzutu rożnego dla Linköping. Gospodynie, a w zasadzie Sveindis Jane Jonsdottir, potrzebowały jednak zaledwie kilkunastu sekund, aby przenieść ciężar gry na drugą połowę boiska, a następnie sfinalizować kilkudziesięciometrowy, solowy rajd celnym strzałem. Jak się miało później okazać, było to uderzenie na wagę trzech punktów i choć Anna Koivunen z Alvą Selerud miały do siebie sporo pretensji, to trzeba uczciwie przyznać, że w 51. minucie meczu zagrał przede wszystkim mistrzowski kunszt reprezentantki Islandii. I niejedna defensywa świata miałaby spore problemy z jej powstrzymaniem.

Sensacja kolejki: Stadion Olimpijski znów niezdobyty. Miało być podtrzymanie zwycięskiej passy Vittsjö, a skończyło się mało satysfakcjonującym gości ze Skanii podziałem punktów. I to pomimo faktu, że to przyjezdne jako pierwsze wyprowadziły skuteczny cios, gdy Fernanda Da Silva wykorzystała precyzyjne dośrodkowanie od Michelle De Jongh i zabawiła się z Julią Walentowicz. Odpowiedź piłkarek ze stolicy była jednak piorunująca, choć … również nieco szczęśliwa, bo gdyby nie rykoszet od Tove Almqvist, to podopieczne trenera Mårtenssona schodziłyby do szatni z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa przebiegała jeszcze bardziej pod dyktando gości, ale to gospodynie na samym jej początku wyszły na prowadzenie za sprawą pierwszego od ponad trzech miesięcy gola autorstwa Hayley Dowd. Skromnej zaliczki nie udało się ostatecznie zawodniczkom ze Sztokholmu obronić, ale wyrównujące trafienie Clary Markstedt (po sporym błędzie bramkarki oraz defensywy DIF) wystarczyło zaledwie do remisu. A taki wynik żadną miarą nie może satysfakcjonować mierzącej tej jesieni bardzo wysoko ekipy z Vittsjö.

Liczba kolejki: 74. Aż tyle minut zebrani na trybunach Bravida Areny kibice Häcken musieli czekać na pierwszego gola swoich piłkarek w starciu z Örebro. Przytomne zgranie Julii Zigiotti i fenomenalny strzał Elin Rubensson pozwoliły ostatecznie otworzyć wynik, ale klub z Närke był naprawdę blisko sprawienia kolejnej niespodzianki.


16. kolejka statystycznie:

Gole: 14  (średnia 2.33 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Emmi Alanen (Växjö) – 18. minuta (vs. Eskilstuna)

Najpóźniejszy gol: Nina Jakobsson (Hammarby) – 90+2. minuta (vs. Rosengård)


Jedenastka kolejki:

lag16

Milla-Maj Majasaari (AIK) – Elin Rubensson (Häcken), Jennie Nordin (Piteå), Nilla Fischer (Linköping), Elise Stenevik (Eskilstuna) – Sanne Troelsgaard (Rosengård), Jelena Cankovic (Rosengård), Linda Motlhalo (Djurgården) – Sveindis Jane Jonsdottir (Kristianstad), Katrina Guillou (Piteå) – Fernanda Da Silva (Vittsjö)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

16. kolejka – zapowiedź

suvad_mrkonjic

Na Tunavallen Växjö spróbuje zrewanżować się Eskilstunie za wiosenną porażkę (Fot. Suvad Mrkonjic)

Domowa porażka z Örebro jeszcze bardziej skomplikowała sytuację piłkarek z Växjö. Podopieczne Marii Nilsson cały czas pozostają oczywiście w grze o utrzymanie, ale punktów i goli muszą teraz szukać już w absolutnie każdym meczu. Najbliższa ku temu okazja już w najbliższą niedzielę, ale wyjazd na Tunavallen na pewno nie będzie należał do tych łatwych i przyjemnych. Po pierwsze, stadion w Eskilstunie nigdy nie należał do ulubionych aren ekipy ze Småland, a jesienny powrót kibiców na trybuny jeszcze bardziej dodał skrzydeł i tak rozpędzonym zawodniczkom United. Po drugie, gospodynie dość niespodziewanie nawet dla samych siebie znalazły się w samym środku wyścigu o miejsce na najniższym stopniu ligowego podium i bez walki na pewno go nie oddadzą. Czy fiński duet Engman – Kemppi wreszcie odpali? A może show znów skradną wszystkim Mia Jalkerud z Felicią Rogic? Nie dajcie się zwieść tabeli, bo w tym starciu równie prawdopodobne jest w zasadzie każde możliwe rozstrzygnięcie. A to tylko zaostrza nam apetyt przed pierwszym gwizdkiem.

Równie ciekawie w kontekście rywalizacji o pierwszoligowy byt będzie w Solnej, gdzie AIK podejmie Piteå. Oba zespoły znajdują się na chwilę obecną tuż nad kreską, ale kilkupunktowa przewaga nad nieobliczalnym Växjö w żadnym stopniu nie gwarantuje im bezpieczeństwa. W stolicy liczą na to, że poważnym wzmocnieniem wzmocnieniem kadry okaże się Joy Bokiri, która już pojutrze najprawdopodobniej zaliczy swój oficjalny debiut na boiskach Damallsvenskan. W Norrbotten mają natomiast nadzieję, że przyzwoite występy przeciwko Eskilstunie i Häcken faktycznie okażą się zapowiedzią lepszych czasów dla futbolu w Piteå. Pewne jest, że remis nie zadowoli tu nikogo, a oba kluby zrobią wszystko, co w ich mocy, aby dopisać do swojego dorobku komplet punktów. A to z kolei brzmi już jak przepis na wspaniałe, piłkarskie widowisko.

Na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie swój być może najważniejszy, jesienny mecz rozegra z kolei Vittsjö. Choć na pierwszy rzut oka mamy tu do czynienia z potyczką dwóch zespołów środka tabeli, to piłkarki z północnej Skanii wciąż pozostają w grze o medale oraz prawo gry w europejskich pucharach. Podstawowym warunkiem do spełnienia jest jednak zwycięstwo nad Djurgården, a zadanie może okazać się o tyle łatwiejsze, że piłkarki ze stolicy przystąpią do gry osłabione brakiem pauzującej za kartki Portii Boakye. Czy Vittsjö zdoła te sprzyjające okoliczności wykorzystać? Szanse wydają się być całkiem spore, ale ewentualne zwycięstwo i tak trzeba będzie wyszarpać. Równie ciekawy mecz czeka nas w Kristianstad, gdzie z kolei zawita podbudowany ostatnim zwycięstwem Linköping. Goście udadzą się na Południe bez Uchenny Kanu, ale za to ze znajdującą się w wybornej dyspozycji strzeleckiej Cornelią Kapocs. Wśród miejscowych odpowiedzialność za strzelanie goli spoczywa przede wszystkim na barkach duetu Pridham – Jonsdottir i coś podpowiada nam, że to właśnie one będą na koniec weekendu cieszyć się z trzech kolejnych punktów. Pomarańczowa Armia nie przywykła do tak długich serii ligowych meczów bez zwycięstwa, a przyjazd LFC wydaje się doskonałym momentem, aby niekorzystną passę odwrócić.

I na koniec – już niemal tradycyjnie – nasza eksportowa dwójka. Piłkarki Häcken, w oczekiwaniu na poniedziałkowe losowanie fazy grupowej Ligi Mistrzyń, podejmą na własnym boisku Örebro i nawet w nieco kombinowanym ustawieniu wyjściowej jedenastki powinny to spotkanie wygrać. Z nieco poważniejszą przeszkodą zmierzy się natomiast Rosengård, gdyż Hammarby już wielokrotnie udowadniało, że akurat z tym beniaminkiem naprawdę trzeba się liczyć. Sytuację sztokholmianek nieco komplikuje fakt, że do starcie z liderem przystąpią osłabione brakiem Fanny Hjelm oraz Hany Folkesson, ale przecież Hoffenheim dopiero co pokazał, że da się pokonać zespół z Malmö, stwarzając sobie w całym meczu zaledwie trzy sytuacje bramkowe. A chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że akurat to jak najbardziej leży w zasięgu piłkarek ze stolicy.


Zestaw par 16. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Liga Mistrzyń w Hisingen!

E-x1iB6XEAEXyAw

Tak prezentowała się wyjściowa jedenastka mistrzyń Szwecji w rewanżowym meczu z Vålerengą (Fot. BK Häcken)

Stało się! BK Häcken po raz drugi pokonał norweską Vålerengę, dzięki czemu w historycznej edycji Ligi Mistrzyń będziemy mieli przedstawiciela Damallsvenskan w fazie grupowej! A fanów futbolu w Hisingen czeka wspaniała jesień i już można powoli zacierać ręce na samą myśl o tym, iż na Bravida Arenę zawitają niebawem największe europejskie firmy. Zanim jednak to nastąpi, wróćmy jeszcze na chwilę do eliminacyjnego dwumeczu, który momentami przyprawiał nas o zdecydowanie szybsze bicie serca.

Z jednej strony można powiedzieć, że podopieczne Matsa Grena w pełni kontrolowały sytuację i gdyby patrzeć wyłącznie na suchy wynik, trudno z tak postawioną tezą polemizować. Gdy jednak przypominamy sobie, że w pierwszych dwóch kwadransach to przyjezdne nadawały ton boiskowej rywalizacji, to już tak miło nie będzie. Szczególnie, że nie brakowało momentów, w których mistrzynie Szwecji zepchnięte były do naprawdę głębokiej defensywy i kto wie, jak potoczyłyby się losy dwumeczu, gdyby nie fenomenalna postawa Jennifer Falk. Reprezentacyjna golkiperka kolejny już raz potwierdziła jednak swoją nieprzeciętną klasę, a gdy nawet ona nie była w stanie skutecznie interweniować, wtedy w sukurs przychodził nam słupek. Tak było chociażby po strzale z dystansu niezwykle dynamicznej Olaug Tvedten, która dwukrotnie mogła wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Tak się jednak nie stało, a w końcówce pierwszej połowy to gospodynie zaczęły przejmować inicjatywę. Najpierw szczęścia próbowała Karlernäs, a kilka minut później wreszcie przypomniała o sobie Stina Blackstenius. Liderka klasyfikacji strzelczyń Damallsvenskan sprytnie odnalazła się w potwornym zamieszaniu w szesnastce gości i pewnym strzałem umieściła futbolówkę w siatce Hanny Seabert. Tym samym, na przerwę schodziliśmy z bardzo komfortowym wynikiem i tylko kataklizm mógł pozbawić piłkarki z Hisingen upragnionego, wartego już na starcie kilka milionów koron awansu.

Zgodnie z przewidywaniami, Vålerenga rzuciła się tuż po wznowieniu gry do jeszcze bardziej szalonych ataków, ale zapał mistrzyń Norwegii został stosunkowo szybko ugaszony. Szybka, trójkowa akcja Häcken, dośrodkowanie znajdującej się w ostatnich tygodniach w świetnej dyspozycji Lotty Ökvist i ponownie na listę strzelczyń wpisała się Blackstenius. Tak pokaźnej przewagi roztrwonić się już zwyczajnie nie dało, choć zawodniczki z Oslo raz jeszcze pokazały, że gra do końca to ich znak firmowy. Dzięki temu na stadionie w Hisingen wciąż oglądaliśmy ciekawe, prowadzone na naprawdę przyzwoitym tempie spotkanie, a licznie zebrani na trybunach kibice obejrzeli jeszcze aż trzy gole. Pierwszego z nich wypracowały rezerwowe Vålerengi, gdy świetną piłkę pomiędzy defensorki Häcken posłała Nowozelandka Catherine Bott, a całość wykończyła nabiegająca na dalszy słupek Synne Jensen. Na kontaktowe trafienie gospodynie odpowiedziały jednak błyskawicznie, gdy po dośrodkowaniu Ökvist z rzutu rożnego i bilardzie w norweskim polu karnym na 3-1 podwyższyła Johanna Kaneryd. W samej końcówce rozmiary porażki gości zniwelowała jeszcze Katie Stengel, ale w niczym nie zmąciło to radości piłkarek i sympatyków Os z Hisingen. Podstawowe zadanie zostało bowiem przez mistrzynie Szwecji wykonane i teraz pozostaje już tylko czekać na poniedziałkowe losowanie, które wyłoni przeciwników ekipy z Västergötland w historycznej fazie grupowej. Piękna, piłkarska jesień nadchodzi!

Niestety, równie szampańskich nastrojów trudno szukać w Skanii, choć europejska przygoda Rosengård wcale nie musiała zakończyć się już na etapie eliminacji. Podopieczne holenderskiej trenerki Renée Slegers na pewno nie były gorszym zespołem w dwumeczu z niemieckim Hoffenheim, a jak najbardziej uprawnione byłoby nawet stwierdzenie, że to właśnie one zrobiły więcej, aby w fazie grupowej się ostatecznie zameldować. Niestety, piłka nożna to nie sporty walki i tutaj nie da się wygrać na punkty, a w tej najważniejszej statystyce górą były przedstawicielki Bundesligi. Opis meczu rewanżowego najprościej byłoby zrobić metodą kopiuj-wklej, gdyż Hoffenheim znów wykorzystywał w zasadzie każdą ze stworzonych sobie bramkowych okazji. Jedynym nowym elementem układanki okazały się gole dla wicemistrzyń Szwecji, które pokusiły się o twierdzącą odpowiedź na pytanie, czy w starciu z takim rywalem są w stanie trzykrotnie pokonać bramkarkę rywalek. Cóż jednak z tego, skoro po przeciwnej stronie boiska kompletnie nie funkcjonowała golkiperka Rosengård, a i para stoperek zdecydowanie nie zagrała swojej życiówki. Wielka szkoda, ponieważ ten awans był jak najbardziej w zasięgu, a piłkarki pokroju Jeleny Cankovic, Rii Öling, czy Mimmi Larsson zasługują na to, aby regularnie grać na największych stadionach Europy. Jeśli jednak w dwumeczu traci się przynajmniej cztery gole na własne życzenie, to naprawdę trudno później mieć pretensje do kogokolwiek poza sobą. I tylko świadomość perfekcyjnie zmarnowanej szansy będzie boleć jeszcze bardzo, bardzo długo …


08.09.2021.

3. runda eliminacji Ligi Mistrzyń 2021/22

TSG 1899 Hoffenheim 3-3 FC Rosengård

1.0 Wienrother 7., 1-1 Cankovic 17., 2-1 Linder 27., 2-2 Larsson 65., 3-2 Brand 68., 3-3 Kullashi 88.

Hoffenheim: Tufekovic – Wienrother, Bühler, Feldkamp, Naschenweng – Dongus (76. Hagel) – Linder (76. Steinert), Harsch (46. Billa), Corley (88. Degen), Brand (76. Kocsan) – De Caigny

Rosengård: Micah – Schmidt (67. Kullashi), Berglund, Arnardottir, Veje (79. Grant) – Cankovic, Seger, Öling (67. Sprung) – Troelsgaard (82. Persson), Schough – Larsson (67. Sanders)

Wynik dwumeczu: 6-3 dla Hoffenheim


08.09.2021.

3. runda eliminacji Ligi Mistrzyń 2021/22

BK Häcken 3-2 Vålerenga IF

1-0 Blackstenius 39., 2-0 Blackstenius 52., 2-1 Jensen 73., 3-1 Kaneryd 78., 3-2 Stengel 88.

Häcken: Falk – Rubensson (89. Wijk), Gevitz, Kullberg, Ökvist – Curmark, Karlernäs (79. Holmes) – Kaneryd (89. Gejl), Zigiotti (62. Mijatovic), Larsen – Blackstenius

Vålerenga: Seabert – Huseby, Pedersen, Sigurdardottir, Tomter (70. Bott) – Andradottir (46. Madsen), Tvedten, Bjelde (70. Nygård) – Thomsen (70. Jensen), Stengel – Nielsen (84. Markussen)

Wynik dwumeczu: 6-3 dla Häcken

Kadra na Słowację i Gruzję

pobrane

Eliminacje mundialu 2023 otworzą nowy rozdział w historii szwedzkiej kadry (Fot. Bildbyrån)

To była naprawdę wzruszająca konferencja szwedzkiego selekcjonera. Zanim przeszliśmy bowiem do części głównej, czyli ogłoszenia kadry na wrześniowe mecze ze Słowacją i Gruzją, Peter Gerhardsson pokusił się o krótkie podsumowanie dotychczasowej drogi, którą dane mu było przeżyć w roli szkoleniowca najważniejszej piłkarskiej drużyny w kraju. Raz jeszcze wróciliśmy więc myślami do pamiętnego meczu na wodzie w Chorwacji, gdzie tak naprawdę napisaliśmy pierwszy rozdział historii, której epilog obejrzeliśmy przed kilkoma tygodniami w japońskiej Saitamie. Po nieco wymęczonym zwycięstwie w Varazdinie na selekcjonera oraz jego sztab posypały się wówczas głośne słowa krytyki, więc tym bardziej cieszę się, że miałem honor już wtedy być jedną z niewielu osób mocno wierzących w powodzenie tej kadry i tej koncepcji. Zainteresowanych odsyłam w tym miejscu do pomeczowej relacji mojego autorstwa sprzed czterech lat, a także do wniosków wyciągniętych podczas długiej podróży do domu. Wiele z nich zestarzało się doprawdy pięknie, choć uczciwie przyznaję, że nawet ja nie widziałem szwedzkiej kadry na drugim miejscu rankingu FIFA. Ani nawet w jego pobliżu. Futbol jest jednak o tyle piękny, że dobrze wykonywana, systematyczna praca na koniec zawsze zostaje doceniona i dziś możemy z radością zbierać tego owoce. Jak najbardziej zresztą zasłużone, bo w byciu niepokonanym od 550 dni, w niesamowitej regularności przy stałych fragmentach, czy wreszcie w bezbłędnej analizie taktycznej kolejnych rywalek, przypadku być nie może.

Zrobiło się trochę nostalgicznie, ale nic w tym dziwnego, gdyż za chwilę przyjdzie naszej kadrze otworzyć kolejny rozdział swojej historii. Przystanek końcowy tym razem wyznaczono w dalekim Sydney, ale zanim dotrzemy na Antypody, czekają nas trudne wyprawy na boiska irlandzkie, fińskie, czy angielskie (przełożone na przyszły rok finały EURO także będą przecież istotnym punktem przygotowań do mundialu). We wrześniowym dwumeczu pójdziemy jednak nieco łatwiejszym szlakiem, gdyż na początek czeka nas rywalizacja ze Słowacją oraz Gruzją. Są to oczywiście najniżej notowani przeciwnicy w naszej grupie eliminacyjnej, ale do każdego meczu należy podejść z odpowiednim szacunkiem i pokorą. Niby o awans na mistrzostwa świata nigdy w historii nie było łatwiej, ale udział w nawet tak rozbudowanej imprezie trzeba będzie wywalczyć sobie na boisku. I o tym fakcie ani przez moment nie możemy zapominać. Pierwszy krok na drodze do Sydney przyjdzie nam postawić 17. września w niewielkim, słowackim miasteczku Senec, dokładnie w czwartą rocznicę (!) chorwackiej wiktorii na wodzie. Czy jest to dobry prognostyk? Być może, choć zawsze bezpieczniej ufać własnym umiejętnościom niż znakom od losu. Póki co możemy jednak – za pozwoleniem selekcjonera – oficjalnie otworzyć nowy etap i życzyć sobie, aby okazał się on równie emocjonujący, co ten poprzedni. Ahoj, przygodo i do zobaczenia w Australii!


Kadra na Słowację i Gruzję:

Bramkarki: Jennifer Falk (Häcken), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Everton), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (PSG), Emma Kullberg (Häcken), Julia Roddar (Washington), Elin Rubensson (Häcken)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Man. City), Kosovare Asllani (Real), Hanna Bennison (Everton), Filippa Curmark (Häcken), Fridolina Rolfö (Barcelona), Olivia Schough (Rosengård), Caroline Seger (Rosengård)

Napastniczki: Anna Anvegård (Everton), Stina Blackstenius (Häcken), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Lina Hurtig (Juventus), Sofia Jakobsson (Bayern), Madelen Janogy (Hammarby)


Terminarz kadry:

17. września, godz. 17:30: Słowacja – Szwecja (Senec)

21. września, godz. 18:30: Szwecja – Gruzja (Göteborg)

Podsumowanie 15. kolejki

damf

Podsumowanie 15. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Kristianstad 1-2 Hammarby. Niespodzianka? Sensacja? Naturalna kolej rzeczy? Obie drużyny przystępowały do bezpośredniego starcia bez choćby jednego zwycięstwa w rundzie rewanżowej, ale za minimalne faworytki uchodziły jednak podopieczne Elisabet Gunnarsdottir. Uczestniczki tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń dopiero co stoczyły naprawdę wyrównany bój z francuskim Bordeaux i wydawało się, że po długo wyczekiwanym, kilkudniowym oddechu przystąpią do rywalizacji z beniaminkiem na pełnej świeżości. A walczyć było o co, wszak oba zespoły wciąż jak najbardziej realnie marzą o tym, aby w sezonie 2022-23 zameldować się w europejskich pucharach. Klub ze Sztokholmu raz jeszcze udowodnił jednak, że żadne wyzwanie mu nie straszne, choć do 65. minuty wszystko wskazywało na to, że komplet punktów pozostanie w Kristianstad. Gospodynie w pełni zasłużenie prowadziły bowiem po premierowym trafieniu Delaney Baie Pridham, ale liderki Bajen przebudziły się w najważniejszym momencie. Najpierw Madelen Janogy idealnie obsłużyła Emilię Larsson, a następnie płaskim strzałem z szesnastu metrów wynik meczu odwróciła Emma Jansson. Oczywiście, piłkarkom z Kristianstad należał się w tym meczu rzut karny, ale nie sposób nie docenić kolejnego w tym sezonie fenomenalnego powrotu w wykonaniu drużyny, na którą bez względu na okoliczności patrzy się z nieukrywaną przyjemnością. Czy bezkompromisowości i determinacji wystarczy, aby ekipa ze stolicy zakończyła ligę na podium? O tym przekonamy się za nieco ponad dwa miesiące, a po drodze czeka nas jeszcze kilka kapitalnych spotkań z zawodniczkami Hammarby w rolach głównych. Czapki z głów, beniaminek nadchodzi!

Wydarzenie kolejki: Eskilstuna (tradycyjnie) powstrzymana w Skanii. Jedna passa zakończona, inna trwa w najlepsze. Po sześciu meczach bez straconego gola defensywa United w końcu dała się skruszyć, a wszystko to za sprawą Sandry Adolfsson. Doświadczona obrończyni Vittsjö bezbłędnie wykorzystała zamieszanie w polu karnym United i choć zwycięski gol nie był przesadnie efektowny, to w Skanii nikt z tego powodu lamentować nie zamierza. Tym bardziej, że Vittsjö raz jeszcze udowodniło, że na Eskilstunę to podopieczne Thomasa Mårtenssona ewidentnie mają patent. Tuna jeszcze nigdy nie odniosła bowiem zwycięstwa w oficjalnym meczu na stadionie w północnej Skanii i przynajmniej do wiosny nic się w tej kwestii nie zmieni. To się nazywa regularność!

Bohaterka kolejki: Sandra Adolfsson (Vittsjö). Ostoja. Opoka. Generałka formacji defensywnej. W klubie z północnej Skanii występuje od ponad dekady i przez ten czas stała się jego żywą legendą. Urodzona w Malmö 34-letnia stoperka absolutnie nie występuje jednak w wyjściowej jedenastce za zasługi, o czym wczoraj dobitnie przekonały się piłkarki z Eskilstuny. Adolfsson nie tylko strzeliła bowiem zwycięskiego gola, ale przede wszystkim dopilnowała, aby do siatki tego dnia ani razu nie trafiły rywalki. Skuteczne powstrzymanie niezwykle eksplozywnych Mii Jalkerud oraz Felicii Rogic zdecydowanie nie należy do łatwych zadań, ale mając taką liderkę w tyłach, nie można lękać się żadnej ofensywy. Nawet takiej, która ostatnimi czasy zebrała mnóstwo w pełni zasłużonych pochwał.

Gol kolejki: Nellie Lilja (Djurgården). Bardzo długo wydawało się, że wyróżnienie to trafi tym razem do Jeleny Cankovic, ale 88. minuta kończącego piętnastą serię spotkań meczu w Linköping zmieniła w tej kwestii bardzo wiele. Główną sprawczynią całego zamieszania została Nellie Lilja, która najpierw doskonale przeczytała zamiary Alexandry Takoundy, a następnie przymierzyła tuż pod poprzeczkę bramki LFC tak precyzyjnie, że Anna Koivunen marzenia o pierwszym czystym koncie na szwedzkich boiskach musiała odłożyć na bliżej nieokreśloną jeszcze przyszłość.

Sensacja kolejki: Växjö wciąż nieskuteczne. Złośliwi zażartowaliby zapewne, że drużynie ze Småland pozostały już tylko egzorcyzmy, ale w Växjö nikomu nie jest raczej do śmiechu. Tym bardziej, że w minioną sobotę podopieczne Marii Nilsson kolejny już raz zaprezentowały nam klasykę gatunku, czyli bardzo przyzwoity występ i … zero z przodu. Postawa piłkarek z VISMA Areny to najlepszy dowód na to, że w futbolu nie da się śledzić rozgrywek ligowych wyłącznie poprzez regularne sprawdzanie tabeli. Ta wskazywałaby bowiem, że Växjö jest w sezonie 2021 zdecydowanie najsłabszym zespołem biegającym po boiskach Damallsvenskan, co oczywiście jest od stanu faktycznego bardzo dalekie. Zawodniczki ze Småland mają jednak tak ekstremalnego pecha, że nawet jak golkiperka rywalek popełni kardynalny błąd, to futbolówka zamiast wpaść do siatki, zatrzyma się na linii bramkowej. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia we wczorajszym meczu, w którym gospodynie dwukrotnie ostrzeliwały również poprzeczkę bramki Tove Enblom, a Adelina Engman zmarnowała setkę, którą z zawiązanymi oczami wykorzystałaby w dziewięciu na dziesięć przypadków. Pomimo sporej przewagi optycznej gola jednak znów nie udało się strzelić, a przyjezdne z Örebro jedną ze swoich nielicznych szans wykorzystały wprost koncertowo. Długim podaniem popisała się Wickenheiser, przytomnie w polu karnym zachowała się Nathalie Hoff Persson, a Wilma Öhman sfinalizowała wszystko golem na wagę trzech bezcennych punktów, które pozostania w lidze jeszcze nie gwarantują, ale mocno do tego celu przybliżają.

Liczba kolejki: 69. Tyle dni czekali na ligowe zwycięstwo swojego zespołu kibice w Linköping. Licznik udało się ostatecznie wyzerować dzięki domowej wygranej nad mocno zdziesiątkowanym Djurgården, ale dyspozycja podopiecznych trenera Jeglertza nie napawa bynajmniej optymizmem przed najważniejszymi meczami sezonu. I to pomimo naprawdę niezłej dyspozycji podstawowego duetu napastniczek.


15. kolejka statystycznie:

Gole: 13  (średnia 2.17 / mecz)

Rzuty karne: 0

Żółte kartki: 16

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Cornelia Kapocs (Linköping) – 22. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniejszy gol: Nellie Lilja (Djurgården) – 88. minuta (vs. Linköping)


Jedenastka kolejki:

lag15

Sabrina D’Angelo (Vittsjö) – Frida Abrahamsson (Örebro), Clare Polkinghorne (Vittsjö), Sandra Adolfsson (Vittsjö), Lotta Ökvist (Häcken), Katrine Veje (Rosengård) – Fanny Andersson (Piteå), Hanna Folkesson (Hammarby), Jelena Cankovic (Rosengård) – Madelen Janogy (Hammarby), Cornelia Kapocs (Linköping)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare